wtorek, 30 grudnia 2014

Lista prawie osobista



Koafiury już posypane brokatem, rzęsy przyklejone, suknie wyprasowane, pazureiry pomalowane? Puder i perfuma w torebusiach? Etole wytrzepane z naftaliny? Zanim zbiegniecie ze schodów i zgubicie pantofelek, zatrzymajcie się na moment w prozaicznym Kurniku. Mika i ja mamy dla Was słówko na Nowy Rok. Bez obaw, będzie krótko, hrehrehre! Po sprawiedliwości, więc alfabetycznie i gorrrąco życzymy:

Agnieszce
 (Agniecha, to o Tobie!)
 żadnych migren, bo koni żal
Alinie 
 górskich wycieczek i zachwytów
Amelii
  wytrwałości, dobrych sąsiadów i ciepła
AniM 
zdrowia dla Dzikulki i pięknej podróży do L.
Annavilmie  
wełnistej i koralikowej weny
Ataboh 
 weny, weny, weny
Ataner 
80 dni dookoła świata
Basi
(Bacha, o Ciebie chodzi!) - lycka till med ditt arbete och överallt
Boni 
czasu na gdakanie w Kurniku
Bru
(Brujita – nie da się odmienić) – miliona zachwycających kartek dla miliona chętnych
cudArteńce
podróży dokąd zechce
Dorze
beztroski  w świętowaniu
Eduszce
radości i pięknych, równych szwów
Elai
 uciechy i spotkań z fajnymi ludźmi
Elce 
wczesnej i pięknej wiosny w ogrodzie
Ewie 
umiejętności teleportacji, bo strasznie daleko ma!
Ewie z Mazur
kwitnącego zdrowia i nie mniej kwitnącej wiosny
Ewie2 
życia bez smogu i w czystym słońcu
Gardenii
tysiąca rozchwytywanych mitenek
Gorzkiej Jagodzie
urodzaju i satysfakcji
Gosiance
powrotu Tego Jedynego i tysiąca domów dla tysiąca kotów
Grażynie
szczęśliwych zmian ustrojowych i szczęśliwego powrotu do raju
Inkwi
siły i czasu na szczęście
JolceM
szczęśliwych zmian i więcej borowików na trawniku
Kalinie
chwilo trwaj i nigdy nie przemijaj
Kalipso 
zachwytu, czasu, pisania i literackiej nagrody 1. Nike 2. Nobla
Kasi Alzackiej
niebieskich filiżanek i niebieskich migdałów
Koleżance K.
białego szaleństwa i szaleństwa w ogóle
Kretowatej
czasu oraz czasu i czasu
Kuferkowi Majuliki
(Małgosi) – nadążania i radości, że się nadąża
Lidce 
kijków z dopalaczem w lesie,  w życiu radości,  w szyciu cierpliwości
LilceB.
przepięknych, długich wakacji, za którymi tęskni
Magdzie
(Ondraszy) – czasu i urodzaju
Mai i Usi
dobrego zdrowia, pięknych spacerów
Marii
radości tworzenia
Mnemo
mazurskiej ostoi  na zawsze, chociaż trochę daleko, ale niech ma
Natalii 
czarownych chwil w mazurskiej ostoi, bo już ją ma
Nince
tchnienia poezji
Opakowanej
kreatywnych literówek ku naszej uciesze i uciechy w ogóle
Owcy Rogatej
uległych owieczek i bezkresnych łąk
Panterze 
Kiruni na zdrowych nóżkach i cycuszkach
Paulinie 
(Konik Polski) – czerpania radości z czego się da
Riannon
oswojenia Nowego z pieśnią na ustach
Ruciance 
szczęśliwych zwierząt
Tempo Giusto
ograniczonych do minimum spotkań z flondrami. Kury są przyjemniejsze w obcowaniu
Tupai
księcia urzeczonego WSZYSTKIM, a najbardziej drewnem do porąbania
Orszulce 
przystani gdzie zechce
Weselnej
pysznych dań i pysznych wesel
Viki
szczęśliwego, szybkiego powrotu
Złotemu Kotu
nieznikania i tworzenia bez umiaru cudownych torebuś, bo jest deficyt

Okropnie się boję, że kogoś pominęłam, chociaż starałam się bardzo. Jeśli niedajbuk tak się stało, pokajam się i pożyczę indywidualnie!
PS. Nie wiem, co mi to białe porobiło, pół godziny z tym walczyłam i nadal wyłazi. Przedtem było czarne, więc nie jest źle. Musi tak zostać. Wybaczcie!

A ja (Mika) dołączam jeszcze w imieniu Hany i swoim najcieplejsze życzenia dla wszystkich, którzy tu zaglądają, podczytują, ale się nie ujawniają: niech wam się darzy, co wam się marzy, bądźcie z nami i ujawnijcie się od czasu do czasu!!! Radości i zdrowia dla wszystkich!!!!!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

CRIME STORY

"Szary dzień pana X" nasunął mi  parę refleksji kryminalnych. Nie tylko zresztą on, przeczytałam ostatnio "Władcę liczb" Krajewskiego, który to "Władca" okropnie mi się nie podobał... Nie znoszę pomieszania gatunków typu kryminał plus horror albo kryminał plus okultyzm bądź wróżbiarstwo... Zwłaszcza, jeśli sam kryminał jest pisany na poważnie a nie z przymrużeniem oka.

Ja kocham starą dobrą Agathę Christie, Herkulesa Poirot i pannę Marple, też komisarza Maigreta, Sherlocka Holmesa i Joe Alexa. Agathy Christie mam całą kolekcję i z przyjemnością wracam od czasu do czasu do skomplikowanych zagadek, rozwiązywanych przez pannę Marple bądź Poirota. Darzę wielkim sentymentem angielskie wyrafinowane kryminały ze skomplikowaną intrygą i ciekawymi portretami psychologicznymi postaci. I to życie angielskiej prowincji, wszystkie szczegóły stroju i wystroju, uwielbiam to!  Świetnie są też zrealizowane filmy oparte na jej książkach, zwłaszcza cała seria z Herkulesem Poirot.  David Suchet odtwarzający tę rolę po prostu JEST  słynnym detektywem. Zresztą spadkobiercy praw do książek Agathy Christie wyrazili zgodę na ekranizację tylko pod warunkiem, że właśnie Suchet będzie Poirotem.  W filmach widać z jakim pietyzmem odtworzone są wszystkie detale, srebra, zastawy stołowe, suknie... A i pogłowić się jest nad czym, w powietrzu fruwają iskry namiętności, tajemnice z przeszłości i "zło, które czai się wszędzie..."



Z pewną taką nieśmiałością i ociąganiem podchodziłam do unowocześnionej wersji Sherlocka Holmesa z Benedictem Cumberbatchem jako Holmesem i Martinem Freemanem jako doktorem Watsonem. Wydawało m się, że pryśnie cały czar staroświeckości tego kryminału ale ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie. Współczesny Sherlock, posługujący się komórkami, tabletami i komputerami nie przestał być najbardziej przenikliwym umysłem świata, a dr Watson stał się postacią bardzo sympatyczną, wiernym i lojalnym towarzyszem Sherlocka (absolutnie bez podtekstów erotycznych!!!) Sherlock Cumberbatcha jest postacią często wręcz antypatyczną, ale ma przebłyski ludzkich uczuć.  Film wciąga bardzo i nawet uosobienie zła w postaci Moriarty'ego jest bardziej złowrogie niż w książce...



A cofając się w zgrzebne czasy PRLu, któż nie pamięta kryminałów Jerzego Edigeya, Joe Alexa czyli Macieja Słomczyńskiego czy też Heleny Sekuły ("Naszyjnik z hebanu").  I te tytuły Alexa : "Śmierć mówi w moim imieniu" czy "Cichym ścigałam go lotem..." Nie pamiętam o czym były, ale tytuły pamiętam! Nasza przaśna codzienność osładzana była wizjami przestępców bywających w najdroższych lokalach, opijających się koniakami i zabawiających się z drogimi panienkami lekkich obyczajów. Jakiś problem społeczny jednak musiał być poruszony, a to alkoholizm, a to prostytucja, a to, o zgrozo!, szpiegostwo na rzecz obcych mocarstw. No i nasi dzielni milicjanci, bohatersko walczący z przestępcami i rozwiązujący najtrudniejsze zagadki.  O fenomenie "07, zgłoś się" tu nie piszę, bo to sprawa na osobne potraktowanie zasługująca.

A współcześnie??? Oczywiście mroczne i dołujące kryminały skandynawskie, ja na pierwszym miejscu stawiam tu jednak Mankella i jego bohatera, zmęczonego inspektora Wallandera. Świetny serial oparty na jego książkach to "Wallander" właśnie, ale tylko wersja szwedzka!!1 Wersja angielska z Kennethem Branaghiem to już nie to, zupełnie nie to.  I choć trochę dużo tu psychopatów, ale reali i postacie przedstawione fenomenalnie. No i zawsze, co jest chyba w ogóle cechą kryminałów skandynawskich, poruszane są trudne problemy społeczne: imigranci, narkomania, prostytucja, rozpad rodziny, terroryzm, transplantacje... "Millenium" oczywiście też, ale jednak bardzo lubię Wallandera:)))

O Marku Krajewskim i jego cyklu wrocławskich kryminałów to może Kasia na przykład, bo ja chyba nie będę bezstronna, a poza tym czytałam tylko jeden... Zaczęłam też dopiero kryminały Donny de Leon o komisarzu Brunettim, więc potem się wypowiem:)))  Ale chętnie posłucham o waszych upodobaniach kryminalnych:))))

 A TERAZ UWAGA!!! UWAGA!!!

Nowy Rok się zbliża, a z nim nowe porządki w Kurniku!!! Knułyśmy, knuły, aż uknuły!!!
Otóż niniejszym PrezesKura Hana i Vice Prezes Mika uchwalają co następuje:
Od Nowego Roku 2015 zarządzamy, aby posty były pisane także przez autorki gościnne! My nie nadążamy często z postami, a kury miejsca do gdakania i darcia pierza żądają!  No to prosimy żądać od siebie nawzajem! Raz w tygodniu będzie post gościnny, napisany przez którąś z gdaczących. Poniżej rozpiska na styczeń:
1/ pierwszy poniedziałek stycznia : Opakowana
2/ drugi wtorek stycznia : Ewa
3/ trzecia środa stycznia : Gardenia
4/ czwarty czwartek stycznia: Rucianka (jak się znajdzie...)

Żadne odwołania od niniejszej decyzji nie przysługują!!!


sobota, 27 grudnia 2014

Mroczna tajemnica górskiej bazy

Przy okazji integracyjnej Wigilii w Kurniku padły pytania o to, co robi i gdzie jest VicePrezesKura. Dziwię się doprawdy takim wątpliwościom, chociaż dłużej milczeć nie mogę. Wyrzucę to z siebie, co ma być, to będzie. Otóż VicePrezesKura jest i jak najbardziej trzyma mocną rękę na pulsie. Prowadzi stały MONITORING z szezlongu w stylu empire znajdującym się w utajnionej, górskiej bazie u stóp Giewontu.
Powszechnie wiadomo, że vice zawsze ma lepiej. Z dokonań rozlicza się prezesa. Słyszał ktoś kiedyś, żeby VICE prezes np. światowego banku dostał odprawę za malwersacje? Konsekwencje zawsze ponosi prezes i to on musi odejść z odprawą. Vice może spać spokojnie! Nie inaczej jest w przypadku VicePrezesKury, jak widać na załączonym obrazku. Ludzkie z Niej panisko, jest czujna, sprawiedliwa, wyrozumiała i pobłażliwa, ale niech Was to nie zmyli! Widzi wszystko o każdej porze dnia i nocy. Wychwyci każde uchybienie - w takim przypadku na biurku w moim gabinecie na 48 piętrze Kurnika zapala się czerwona lampka. Znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko: dzwonić natychmiast! Cóż - takie są realia Kurnika. Wiem, że narażam się tym śmiałym wyznaniem. Jako PrezesKura jestem gotowa ponieść konsekwencje i przyjąć odprawę. Ale ja kocham VicePrezesKurę!

VicePrezesKura Mika zawiadująca Kurnikiem z szezlongu w stylu empire


czwartek, 25 grudnia 2014

Garbo powraca w wielkim stylu

Jak święta, to na całego! Łatka vel Fretka vel Freta Garbo przemówiła! Ustami Pana Wieczystego (primo voto Tymczasa). Tak rzekła:
"Fretka jest wspaniałym pieskiem, bardzo dużo czasu spędza po prostu
przysypiając i leżąc na łóżku. Przez większość czasu jest do mnie
przyklejona. Frecia jest wspaniałą przytulanką i z dnia na dzień staje
się coraz śmielsza. Mamy za sobą już wizytę u weterynarza, a mała już
zdrowo przytyła i ostatnio ważyła ok. 5 kg. Bardzo się cieszę, że ze
mną mieszka i naprawdę cieszy mnie miłość i przywiązanie, które mi
wciąż na różne zaskakujące sposoby okazuje. W załączniku moje dwa
ulubione zdjęcia z ostatnich kilku dni.
Pozdrawiam i życzę wesołych świąt :)"

Tylko przypomnę, że w momencie zakwaterowania u Pana Wieczystego ważyła niecałe 3,5 kilo! Teraz ten grubasek, kiełbaska, pączuś tak wygląda:

I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu była stajenną sierotką! Szczęśliwy los rzucił ją w prosto w ramiona Pana Wieczystego i niech to szczęście trwa - tego życzę im obojgu!

Panie Tymczasie coś już Wieczystym
Fretka twym szczęściem jest osobistym.
Nie każdy może, nawet gdy chciałby
Mieć pod kołderką Fretę Garbo!

Dla mnie to jest przepiękny prezent gwiazdkowy, wszak jestem prawie babcią Fretki!
A u Was jak tam pod choinką?

wtorek, 23 grudnia 2014

Chciałabym, chciała...

Chcemy tego czy nie, są tuż za progiem. Przyszły święta. I nie ma co zżymać się na tłumy w sklepach, na pustkę ziejącą spod tandetnych ozdób, na marnotrawstwo i niepotrzebną nikomu harówkę. Na szczęście nie musimy w tym uczestniczyć. Niech każdy świętuje po swojemu, jak chce i jak lubi - z rodziną przy stole, bez rodziny przy stole, z książką pod kocykiem, bez książki pod kocykiem, w górach, lub pod palmami. Niezależnie od tego gdzie będziemy i z kim, święta to okazja do dobrych życzeń. A tych nigdy za wiele.
Chciałabym więc życzyć Wam, aby otaczali Was mądrzy, dobrzy i życzliwi ludzie. Chciałabym, aby świat przyhamował nieco tam, gdzie przyhamować powinien, dzięki czemu nie musiałybyście tak gnać w wiecznym pośpiechu. Chciałabym załatwić Wam końskie zdrowie i takież siły. Chciałabym, aby szerokim łukiem omijały Was zmartwienia. Wiem, że jednym z nich jest - i dla Was, i dla mnie - los bezdomnych zwierząt. Im, Wam i sobie życzę najmocniej, aby w człowieku obudził się Człowiek.
I jeszcze chciałabym, abyście miały czas, zdrowie i ochotę wpadać do Kurnika zdrowo sobie pogdakać, pośmiać się i popłakać - ale tylko ze wzruszenia! Na grzędach jest mnóstwo miejsca. Ilustracja uwzględnia zaledwie dwa wybrane, wzorcowe sektory:


Wigilia integracyjna w Kurniku

To mówiłam ja, Hana.
PS. Rucianka i Annavilma - gdzie jesteście?

Dołączam się i ja do życzeń. Życzę Wszystkim, aby ten czas był czasem radosnym, pełnym ciepła i spokoju, spędzonym z tymi, których kochamy. Żeby można było po latach wspominać te  Święta jako wyjątkowe i wesołe, a niepowodzenia obracały się w żart. Żeby nasze rodziny i nasze zwierzęta były zdrowe i szczęśliwe, a tych niekochanych i nieszczęśliwych było coraz mniej. Żeby nam się darzyło i we dworze i w komorze, a zdrowie było z nami przez cały rok. Dziękuję Wam wszystkim za obecność w Kurniku i cieszę się, że tyle wspaniałych osób się tu spotkało. Pięknego świętowania!!!
Mika

A teraz niespodzianka! Opowieść wigilijna w wykonaniu Opakowanej:

Chyba z 5 lat temu, tuz przed Swietami, na ktore
przyjechal tez ex fatygant Kasi, pojechalismy chyba 23go, do
Piaseczna. Do zrobienia:
cos przy samochodzie (my w tym czasie obok, w auchanie, gdzie
byla precyzyjna lista zakupow do zalatwienia), ALE najpierw
pojechalismy do sklepu Impresja, ktory np chyba ma najwiekszy
wybor Boleslawca poza Boleslawcem....maja strone internetowa,
moze jest pokazane. Taka Cepelia, ale z wieksza klasa chyba, poza
tym sa naprawde oryginalni artysci/rzemieslnicy.

No to najpierw pojechalismy tam popatrzec i zapamietac, czy i po
co wrocic w drodze do domu. Ex chcial cos dla swoich rodzicow,
Kasia dla kolezanki a ja to bez pomyslu...obejrzelismy i w nogi.
Odjechalismy i rozmawiamy - o ktorej dzis zamykaja Impresje?
papierek wisial. chyba 14. nie, moze 14.30. a mnie sie wydaje, ze
to 4 bylo przerobione na 5...pojechalismy z samochodem, w piekle
przedswiatecznym okrutnym, aura pomagala - sypalo mokrym
sniegiem, plucha okropna, wszystko zaparowane, obryzgiwane
blotem, dziury w ulicach...no wszystko co ma byc - jest!
samochod zostal do odebrania o 14.
zakupy zrobilismy, zasapani, umordowani, ledwo zywi, o 14
odebralismy samochod , juz wlasciwie ciemno, jedziemy do
Impresji....dojechalismy kolo 14.25.....skrecamy w brame, bo to
taki wrecz mini- hutor , kilka chalup w litere L, jedna mala
luzem, podworze, plot i brama...brama otwarta, oddychamy z ulga,
ale w chalupach CIEMNO...rece mi opadly bo spodobala mi sie ta
ryba dla Davida - tak, jak kazdy mial suwenir na talerzu na obiad
z goscmi, to on jakos mial najmarniej i glupio mi bylo....ALE
widze za krzakiem, przy jednych drzwiach - wsrodku
swiatlo...wylecialam z samochodu jak do pozaru i w drodze z
samochodu do drzwi rozpracowywalam zebranine (rzebranine) o te
rybe, zeby wytlumaczyc jak najszybciej o co mi chodzi...swiatelko
bylo nie u drzwi a pokoju obok...tak mi sie wydawalo...wiec
dolecialam taka rozwiana do drzwi , jak za nie nie zlapalam (przy
mojej posturze to musial byc niezly obrazek...), prawie drzwi
wyrwalam, wpadlam i okazalo sie, ze U DRZWI stal pan i pani -
wlasciciele chyba, wiec ja na nich wlasciwie wpadla,m, przy tym
oba ludzie wysokie mocno...popatrzyli na mnie dziwnie, ja
zapomnialam scenariusza i wrzasnelam dziko - JA PO RYBE!

panstwo oniemieli na dlugo...a ja zaczelam, bez tchu, bo
zabraklo, pokazywac palcem na nastepna chalupe - one polaczone sa
- gdzie wisiala ryba....panstwo dali sie zawlec do ryby i ugiely
mi sie nogi...pod ryba stal stol. z polka pod spodem. stol byl
tak na 12 osob, byle jak sklecony, falujacy n ieco i gibajacy sie
troszke zastawiony dokumentnie ...SZKLEM!!! a ja palcem na
rybe...zaczelismy wszyscy zdejmowac szklo i stawiac gdzie
popadnie, pan wszedl na stol!! zdjal rybe, wstawilismy szklo na
miejsce, kasa fiskalna juz uspiona, wiec gotowka przeszla z rak
do rak, dzieci jeszcze z wyrzutow sumienia dokupily rozne rzeczy i
poszlismy....
JAK mi sie udalo naklonic ludzi do dzaialan cyrkowych to do dzis
nie wiem, moze dla draki chcieli wspolpracowac z wariatka ;)

ryba zostala ladnie oblzona papierem, forme ryby utrzymala,
dluzsza niz szerokosc stolu, teraz dumnie wisi u pulapu, co widac
:))))

juz nie wspomne o tym, ze dziecko zwijalo sie ze smiechu w tle
jak ja te drzwi wyrywalam ze zawiasow i wykonalam krotki monolog
:)))
A oto rzeczona ryba:

Obrazki wiszące pod rybą mają 15cm szerokości - łatwo obliczyć długość ryby (przyp. mój)!
Pięknych świąt!

niedziela, 21 grudnia 2014

KROK PO KROCZKU IDĄ ŚWIĘTA...

Hana mi przykazała coś napisać, to wypełniam polecenie, chociaż czekam na natchnienie...

Jak wszem i wobec wiadomo, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Sprzątamy, pieczemy, biegamy, szalejemy, no i kupujemy, kupujemy, kupujemy... Piszę "my" bo i mnie to nie omija i zawsze budzę się z ręką w nocniku i z niedowierzaniem patrzę na stan konta... I tu pada sakramentalne pytanie: "Na co ja tyle wydałam??" i "I gdzie to wszystko jest????" Po czym oczywiście podejmuję mocne postanowienie, że w przyszłym roku to już na pewno nie tyle, że prezenty wcześniej i przemyślane, że po co tyle śledzi, i tak nikt nie je, po co tyle wędliny, i tak zostaje itd. Znacie? No to posłuchajcie...
Potem gnana wyrzutami sumienia wykorzystuję skrupulatnie wszystkie resztki poświąteczne, zamrażając, odmrażając, przesmażając i przetwarzając. Nienawidzę wyrzucać i marnować jedzenia, to jest coś przeciwko czemu buntuje się moje całe jestestwo  i jestem chora jak muszę to zrobić. Przedtem sporo resztek zjadał pies, teraz niestety ścisła dieta. Ale udaje mi się to zagospodarowywanie i naprawdę rzadko muszę coś wyrzucić. Bliska jest mi  ideologia freeganizmu, czyli wykorzystywania żywności wyrzucanej z supermarketów , no po prostu , nie ukrywajmy, żywienie się tą wyrzucaną żywnością. Piszę, że bliska mi jest idea, natomiast jednak chyba nie odważyłabym się na to, ale z szacunkiem myślę o ludziach, którzy tak robią i są z tego dumni. W Europie wyrzuca się tak potworne ilości zupełnie dobrej żywności, że starczyłyby pewnie na wyżywienie jakiegoś niedużego kraju. A USA biją Europę na głowę...
Dlatego pomyślałam sobie, że trzeba się dzielić , albo umawiać z przyjaciółmi czy rodziną: ja zrobię więcej śledzi i ci dam, ty zrobisz więcej pierogów, to dasz mnie. Nikt nie czuje się pokrzywdzony czy zażenowany, a barter kwitnie. Albo  weźmy to, czego mamy więcej i zanieśmy na przykład jakiejś starszej czy samotnej sąsiadce albo po prostu komuś kto to lubi. Ja jutro zrobię kutię i wiem, że nikt z moich gości za nią nie przepada, ale ja lubię i podzielę się z sąsiadką, która nie gotuje, a kutię uwielbia. Spory kawałek zawijańca z powidłami pojedzie do Krakowa, do kuzyna J, który nie wyobraża sobie świąt bez tego ciasta, a od kuzynki M dostanę pierogi, których nie robię. I to mi się podoba:))))




Lubię ten cały czas przygotowań do świąt, pieczenie pierniczków, obmyślanie prezentów, pichcenie, dekorowanie, choinkę... Lubię też ten czas w kościele, kolędy i zapach igliwia. Dawniej lubiłam też chodzić na Pasterkę, zwłaszcza do Starego Kościółka na Kościeliskiej, spory tłum, urocze drewniane wnętrze, zapach choinek, kapela góralska przy organach, śpiewy "białym głosem", a na koniec ziarna lecące z galeryjki organowej na powodzenie w Nowym Roku... Razu pewnego uroczysty nastrój pasterki został zmącony głośnym łupnięciem z tyłu kościoła. Jak się okazało, jeden z wiernych po prostu zasnął sobie na brzegu ławki i się omsknął z hukiem...

No to cóż, dziewczyny, róbmy, podtrzymujmy tradycje i ogólne i nasze własne, wypracowane w rodzinie przez lata, nie zamęczajmy się jednak i dajmy sobie prawo do chwili oddechu i spokoju. I to naprawdę nie ma znaczenia, że coś się nie uda, przypali, czy wyleje, to będzie tylko kolejne wspomnienie gdy będziemy z rozrzewnieniem mówić" A pamiętacie, jak to dwa lata temu i mama  ja popieprzyłyśmy barszcz, tak, że nikt go nie chciał?" "A jak wujek Leon włożył krawat do sałatki?" "A jak koty zjadły rybę w galarecie?" To, co w danym momencie zdaje nam się tragedią i końcem świata, to tylko zabawna anegdotka do opowiadania. Ważne jest, byśmy byli dla siebie nawzajem w tym czasie. Przecież to czas pokoju.



P.S. Chętnie posłucham waszych anegdotek świątecznych:)))




piątek, 19 grudnia 2014

Kwiatek kwiatku nierówny

Kilka dni temu Viki zaproponowała, abym robiła jakiś kleks, jeśli poprzedni wybieg już doszczętnie się wydziobie, a Wy, Kury, dorobicie treść, ąturaż i całą resztę. To ja dzisiaj robię kleks. Będzie nim opowieść o tym, jak Ogniomistrz wysłał mnie do sklepu komputerowego. Jeszcze chichoczę. Ponieważ przez cały dzień nie było u nas prądu, na zewnątrz deszczowo i pochmurnie, w domu ciemno, co tu robić? Postanowiłam więc udać się na zakupy, bo i tak wreszcie musiałam to zrobić. Przy okazji Ogniomistrz dał mi jakieś komputerowe papiery do przekazania panu w sklepie, w którym kupił komputer. I powiedział mi, że pan nazywa się Tomasz Kwiatkowski. Musicie wiedzieć, że Ogniomistrz jest miszczem świata w lapsusach językowych, myleniu nazw miejscowości, nazwisk, przysłów...Wchodzę więc do owego sklepu, dziędobry mówię kulturalnie i o pana Kwiatkowskiego pytam. I słyszę w odpowiedzi, że taki pan tu nie pracuje. Osłupiałam, bo pomyłka wykluczona. W pobliskiej metropolii nie roi się od komputerowych sklepów. Ale, jak to - wyjąkałam - pan Tomasz Kwiatkowski tu nie pracuje? Bo my, bo ten... bo Mój kupił przedwczoraj taki tam... A!!! Już wiem! zakrzyknął pan. Pamiętam, to był pan B., ale ja nazywam się Tomasz Szafranek...
Zaczęłam się śmiać jak niespełna rozumu, ponieważ od razu skumałam, jaką drogą szło Ogniomistrzowe rozumowanie: Szafranek, szafran, kwiatek taki, Kwiatkowski! To oczywiste! Jednak to jeszcze nie koniec. Wracam do domu i podstępnie pytam Ogniomistrza jak nazywa się ten facet ze sklepu? Myśli Chłopina, myśli i mówi w końcu: Stachowiak!
No i tak mam. Nie raz i nie dwa o mało nie wysłał mnie w drogę do Krotoszyna zamiast do Szamotuł, albo odwrotnie. Upewniam się zawsze pięć razy, chociaż co do pana Kwiatkowskiego też się upewniałam...
Poza tym Mika ma się dobrze, jutro wraca do domu. Dostała lek, o który chodziło, chociaż zanosiło się na to, że sprawa odwlecze się na okres po świętach.  Pani Gadająca pojechała do domu, więc dzisiaj u Miki normalnie szpitalna orgia i fajerwerki.

To ja teraz czekam, aż dorobicie filozofię do mojego kleksa.
Kleks filozoficzny
PS. Z oczywistych powodów prawdziwe nazwisko Pana ze Sklepu zostało zmienione. Nazywa się kwiatowo, ale rodzaj kwiatka nie ma w tej opowieści znaczenia.

Z radością zawiadamiam, że Mnemo w swojej hucie zebrała dla pani Aliny kaskę na PÓŁ TONY węgla!!! Rzeczona kaska jest już na koncie pani Aliny.

środa, 17 grudnia 2014

Będą na świecie szczęśliwe zwierzęta

Trudno w to uwierzyć (mnie trudno uwierzyć), że kolejny Nowy Rok za pasem. Przecież dopiero był Sylwester i dopiero co Ogniomistrz paradował w krótkich, pomarańczowych spodenkach wypchanych poduszką dla wzmocnienia efektu, z lwim ogonem wiadomo gdzie oraz lwią grzywą też wiadomo gdzie. Dla przypomnienia:
Wam też czas tak ucieka? Mnie galopuje, zlewa się w jeden ciąg różnych wydarzeń, żadnej cezury w tym szaleńczym biegu. A im dalej w las (w lata), tym szybciej się biegnie...
Ale ja nie o tym w zasadzie. Zacznę jeszcze raz.
Kolejny Nowy Rok za pasem., a wraz z nim na ścianach w Waszych domach nowe kalendarze! A jakie? Oczywiście TE kalendarze. Tu Biała Kura, tam rzeczona w eleganckiej sepii, ówdzie Piękne Koty. Roi mi się, że w przyszłym roku, który znów myknie jak szalony, taki kalendarz zawiśnie w każdym domu w Polsce, w Europie, a potem... potem ekspansja na świat... I że jedna Skarpeta nie wystarczy, trzeba będzie opracować system Skarpet. Aczkolwiek Centralna Skarpeta i Zarząd Główny będzie w Polsce - ni ma to tamto. Widzę już oczami duszy powiewającą na maszcie przed siedzibą Centrali, gigantyczną Skarpetę w paski. Sztrykujące Kury, możecie już zaczynać! Na tym etapie wszystkie psy, koty i każda potrzebująca żywina będzie wyglądała tak:


Dzięki Wam udało się zapełnić jedną Skarpetę w rozmiarze mniej więcej 36, a to dopiero początek! Jej zawartość napełni kilka brzuszków i ulży niejednemu cierpieniu. Za to Gosianka, Marija i ja raz jeszcze serdecznie Wam dziękujemy. Bądźcie czujne (czujni), bo to nie koniec!
Bezinteresowna nienawiść daje znaki, ale kupą damy jej odpór. Gdyby ktoś łaknął skarpecianych szczegółów chętnie odpowiemy mailowo.
I jeszcze zagmatwana sprawa Pani Aliny, którą udało się wyjaśnić. Pani Alina nie kłamie, jej rodzina jest w potrzebie i nie ma ściemy. Jeśli zatem ktoś chce i może pomóc, wszelkie dane znajdzie u Ewy z Mazur. Ewa bardzo się zaangażowała w tę historię. Pomóżmy w miarę chęci i możliwości.
Piękny dzisiaj dzień, mam nadzieję, że u Was także.

Coś mi się zdaje, że nie znacie jeszcze pięknych kartek Brujity. Że też tak późno sama je odkryłam, a Święta już pukają do drzwi... No, ale za mgnienie będzie Wielkanoc...

I na koniec jeszcze spóźniony głupawkowy portret Opakowanej. Jest taki śliczny, że umieszczam go tutaj - w poście o głupawce zginie:

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Głupawka zmienia człowieka

Nic mi dzisiaj nie idzie. Ani pisanie, ani rysowanie, ani w ogóle nic. Na koniec dostaliśmy z Ogniomistrzem głupawki, która objawiła się tak:
Ogniomistrz zatroskany
Stylizacja "na kurę"
Stylizacja na zdziwioną kurę

Trombonek też jakiś zdziwiony, czyli Mnemo



Mnemowy Wu. Hardkor, co nie?
Jest i Opakowana z Córką w charakterze nutrii (przepraszam, jakby co!):


Dla porównania: żeby nikt nie pomyślał, że One tak mają na zawsze!
Głupawka - jak widać - jest zaraźliwa! Dzika Pantera:
Niby się uśmiecha...

A w oku żądza mordu!



Ale pokręciło kobitę...
 
O, matkobosko!
Nic więcej nie powiem, bo mam głupawkę.

niedziela, 14 grudnia 2014

Był las...

Jakoś tak do mnie doszło, nie powiem, że pamiętałam Opakowana, ale od czego życzliwe koleżanki i uważne czytelniczki? Ja tylko się upewniłam u źródła, żeby falstartu nie było. Nabąknęłaś (kombinacja przebąkiwać i napomykać, autor: Ogniomistrz) kiedyś w komentarzach o tej wiekopomnej chwili, która właśnie nadejszła. Z tej to okazji zostałaś wyróżniona drugim portretem. Zainspirował mnie Twój komentarz do któregoś posta (chciałam zacytować, ale nie mogę znaleźć!) o tym, że kiedy Twój Synuś był malutki, to chodziłaś z nim w wózeczku na spacery z siekierką pod kocykiem, bo gdzieś po drodze marnowało się drewno...
Jest już 14 grudnia, a to znaczy, że masz urodziny! I z tego powodu ja, PrezesKura życzę Ci zdrowego kulanka oraz innych sprawnych części jestestwa niezbędnych w procesie życiowym. Co ilustruję poniższym rysunkiem nieco od czapy, pięknej pogody Ci życząc wszędzie. Zwłaszcza w duszy. Niech gra i buczy!
Opakowana wraca ze spaceru z Synkiem ogołociwszy okoliczne lasy. Jeszcze nie wie, że u kresu wędrówki czeka ją niespodzianka

piątek, 12 grudnia 2014

Przed Świętami bieda piszczy głośniej



Jakoś tak się utarło, że okres przedświąteczny, mam na myśli Boże Narodzenie, wyzwala w nas chęć pomocy ludziom, którzy tego potrzebują. Zewsząd płyną prośby o  pieniądze, żywność, odzież. W styczniu szum przycicha i wszystko wraca do „normy”. Zastanawiam się, do jakiej normy? I kto do niej wraca? Wychodzi mi, że wszyscy. Bieda dalej sobie piszczy w kącie, chwilowo trochę ciszej, my wracamy do swojej wygodnej rutyny, tak zwane państwo tylko nie wraca, bo w ogóle nigdzie nie wyszło. Poza doraźną pomocą w konkretnych przypadkach na ogół wymuszonych przez media niewiele w tej sprawie się dzieje. Nie ma spójnego systemu pomocy. Ośrodki pomocy społecznej na różnych szczeblach są niedofinansowane, źle zarządzane, nierzadko pracują w nich ludzie, którzy pracować tam nie powinni. Nie mówię o pasjonatach, ludziach z poczuciem misji, bo to są odosobnione przypadki. Powinno być raczej odwrotnie, ale nie jest i długo nie będzie. Szacuje się, że w Polsce żyje ponad dwa miliony ludzi biednych. Bieda w Polsce jest bezrobotna z różnych powodów, niepełnosprawna, mieszka na wsi i pochodzi z wielodzietnej rodziny.  Biedni w sposób niezamierzony przekazują tę wątpliwą spuściznę swoim dzieciom, niejako „uczą” je biedy. I spirala się nakręca. W mojej wsi jest taka rodzina. Co z tego, że patologiczna, czasem irytująca i budząca niechęć. Głód i zimno są dolegliwe dla każdego. Dla dzieci z tej rodziny też. One są na końcu tej spirali i jeśli w porę ktoś wyciągnie do nich rękę, mają szansę.
Nie stworzymy tutaj żadnego systemu, ani strategii. Nie damy nikomu wędki, bo ten wyświechtany frazes powinien urzeczywistnić ktoś zupełnie inny. Ale ten ktoś jest w takim samym stopniu zainteresowany ludźmi z marginesu społecznego, jak bezdomnymi zwierzętami. Ani jedni, ani drudzy nie stanowią ELEKTORATU.
Prawdą jest, że jesteśmy znużeni potokiem próśb nasilającym się zwłaszcza teraz, przed Świętami. Prawdą jest też to, że nie ufamy, bo i tutaj, jak wszędzie, oszustów i naciągaczy nie brakuje. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej dać o raz za dużo, niż odwrotnie. Łatwiej komuś przez chwilę zapomnieć o tej cholernej wędce i napalić w piecu rybą, to jest węglem, który podarował życzliwy sąsiad. Łatwiej pomóc komuś konkretnemu, o kim wiemy, że tej pomocy bardzo potrzebuje.
Nikt z nas nie jest krezusem, nieobce nam skomplikowane wiązanie końca z końcem i inne kombinacje. Ale to nie jest bieda. To tylko uciążliwość. Bieda to zimno, głód, kalectwo, choroby, bezradność i brak perspektyw. Dlatego proszę, zajrzyjcie do Ewy z Mazur – ona zna kogoś takiego. Przetrzepcie szafy, dajcie odsapnąć krasnoludkom, niech już nie zwężają, może ktoś inny skorzysta z niepotrzebnych Wam pelis, krynolin i mufek.
Na osłodę ciepłe jeszcze bułeczki, a raczej świąteczne precle, jak słusznie zauważyła Agniecha:









czwartek, 11 grudnia 2014

Mikołaj puka 31razy

Do mnie puka co i raz, w grudniu jednak wyjątkowo często, właściwie codziennie. Dostaję od Was tyle życzliwości, ciepłych słów, maili, wyrazów sympatii i prezencików, że aż nie wiem, co powiedzieć - a to w moim przypadku nie jest częstym zjawiskiem. Ogniomistrz przyniósł mi dzisiaj stosik i oznajmił, że musimy kupić większą skrzynkę na listy, albo drugą - na paczusie!
Czy wiecie, jaką mamy mądrą koleżankę? Wiecie. Ale że aż tak? Kretowata napisała PRAWDZIWĄ książkę o twórczości Norwida! Książka przyfrunęła w tak oto zaadresowanej kopercie:
O mało nie padłam ze śmiechu, a i wieś będzie miała o czym myśleć! Co też może znaczyć DK w PK??? Książka zawiera tyle mądrych rzeczy, że aż się boję czytać, bo nie wiem, czy doskoczę. Zobaczcie:
Dziękuję Kretowata! To znaczy, że wysoko oceniasz mój, ekhm, intelekt!

A wiecie, jaką mamy zdolną, wrażliwą i pracowitą koleżankę? Od której dowiaduję się rzeczy, o jakich nie miałam bladego pojęcia? Nie wiem doprawdy, kiedy robi swoje cudeńka, bo ciągle jest w drodze. Panie i Panowie, wyrafinowane kartki od cudArteńki:
 Spójrzcie tylko na anioła - co za precyzja, przejrzystość, piękno i świetlistość! W rzeczywistości kartki są o wiele piękniejsze, a już choinka swoją prostotą urzekła mnie na amen. Wybacz Arte, nie wyślę jej nikomu, zostanie ze mną! Dziękuję Ci!

Wszyscy, albo prawie wszyscy wiedzą, czym zajmuje się Gosianka. Za Jej Drzwiami dziesiątki, a może nawet już setki kotów dostały szansę na drugie życie. Gosianka została celebrytką co może przysłuży się kociej sprawie, a ja, jako koleżanka celebrytki załapałam się na okruchy sławy i grzeję się w jej promieniach. Dzisiaj dostałam grudniowe "Kocie Sprawy", a w nich wywiad z Gosianką i autograf! Gosiu, dziękuję!


I co Wy na to???

To jeszcze nie koniec. Nasza zdolna, ciepła, kochana Kasia Alzacka wie, że bardzo lubię Alzację. Przysłała mi śliczną książeczkę o Bożym Narodzeniu w Alzacji. Są tam różne ciekawostki związane ze Świętami, zdjęcia, świąteczne dekoracje. Ech, wzmogła się moja tęsknota za tym pięknym kawałkiem Francji. Dziękuję Kasiu!


Dziękuję Wam i życzę, aby i do Was Mikołaj zapukał w grudniu 31 razy!

PS. Zostały jeszcze tylko 4 kalendarze! 3 Białe Kury i tylko jeden Piękny Kot! Śpieszcie się maruderzy! Zaklepujcie tutaj: bialakura527@wp.pl


wtorek, 9 grudnia 2014

Freta Garbo

Wiem, że czekacie na wieści o Łatce. Ja też czekałam, aż negocjacje dobiegną końca, bo to nie były zwykłe negocjacje. To były negocjacje miłosne pomiędzy M-moją Córką, potencjalną panią Łatki, a M-tymczasowym Panem Łatki. Stało się to, czego się obawiałam. Moja Córka M. wyjechała na kilka dni - Łatka czekała na jej powrót u M., czyli Pana Tymczasa, który zakochał się Łatce bez pamięci. Wcale mu się nie dziwię, bo ta sunia to kwintesencja miłości. Nie mogę zapomnieć jej oczu i tego, jak strasznie dygotała ze strachu. Serce mi się kroiło na myśl o tym, że za kilka dni znów trzeba będzie poddać ją próbie. Nigdy się nie dowiemy, jakim cudem to słodkie, wrażliwe maleństwo przetrwało rok zdane właściwie tylko na siebie. To, że ktoś od czasu do czasu podrzucał jej coś do jedzenia to przecież kropla w morzu. Łatka była chudziutka, ważyła tylko 3,5 kilo! Można było policzyć wszystkie kosteczki. Jest mała, ale nie aż tak! Mój kot Czajnik, który nie jest wcale rosłym kotem waży ponad 4,5 kilo!
No i stało się. Łatka całą sobą przylgnęła do Pana M. I vice versa. To pierwszy stały punkt w jej życiu - nie wiem, czy w całym, w ostatnim roku na pewno. Jeśli ktoś ją po prostu porzucił, można domniemywać, że nigdy nie była specjalnie hołubiona. Moja Córka M. oraz jej partner po długiej walce wewnętrznej i jeszcze dłuższych dyskusjach zdecydowali się Łatkę zostawić tam, gdzie już znalazła miłość i Dom, nie narażać jej na kolejny ból rozstania i strach. Zresztą oddaję głos samemu Panu Tymczasowi, odtąd zwanym Panem M.:
 "Ten dzień, gdy zapadła decyzja o tym, że Łatka, przemianowana na
Fretkę (vel. Fretę Garbo) to jeden z tych momentów, które pamięta się
przez całe życie. Miałem już do czynienia z pieskami, którymi
zajmowałem się na zasadzie domu tymczasowego, ale po raz pierwszy
złamałem podstawową zasadę tymczasu - zakochałem się w swoim
czworonożnym gościu. Z miłością, jak wiadomo, można próbować walczyć,
ale niewielu osobom udaje się ją pokonać. Nie byłem wyjątkiem i
poległem :)
Fretka zostaje. Nie spotkałem dotychczas równie wrażliwego i
delikatnego psa. Wyobrażam sobie, że jej życie do ostatnich kilku dni
przebiegało raczej pod znakiem przeganiania maleńkiej suczki z kąta w
kąt. Frecia dopiero uczy się, że człowiek może ją pokochać. Na każdą
chwilę uwagi jej poświęconej reaguje radością i oddaniem. Nie będzie
chyba przesadą jeżeli napiszę, że psinka odwzajemniła moją miłość i z
wielkim zapałem broni mnie przed odwiedzającymi mnie gośćmi.
Maleńka ma drobny problem z uległością wobec innych piesków, ale
pewnie wynika to z tego, że jest naprawdę niewielka i w swoim stadzie
musiała być na szarym końcu psiej hierarchii.
Za nami już psie zakupy, a przed nami jeszcze kilka psich zabiegów,
ale z każdym dniem Fretka czuje się coraz pewniej, wiedząc, że może
liczyć już nie tylko na ciepły kącik pod kołdrą (gdzie z wielką
lubością drzemie), pełną miskę, ale i na swojego człowieka.
Oczywiście nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc wielu wspaniałych
ludzi, którym w imieniu panny Fretki oraz swoim dziękuję. Jesteście
wspaniali!"

Są i najaktualniejsze zdjęcia, które pokazuję z szaleńczą radością, bo widzę na nich zupełnie inne oczy!

Wiem już, co czuje Gosianka znajdując domy swoim tymczaskom. Łatka jest jakby trochę moja. Ja znalazłam jej historię u Damakier (Damo, moja Córka M. powinna chyba zamienić się na medal z Panem M.?), ja wysłałam zdjęcie Córce, ja pojechałam po Łatkę...
Trochę mi żal, że Łatka tam, a nie tu, ale patrzę na zdjęcia i bardziej się cieszę, niż żałuję. Jest szczęśliwa ze swoim Panem M.
Skoro o szczęśliwych zwierzętach mowa:
 


Jeśli zasadzę się tam, na tym stoliku...
O, idzie...
Jest!
 


No, udało się go trochę skubnąć!

Takie tam igraszki
 
Będę w kontakcie z Panem M. i w miarę możliwości będę Wam pokazywać bieżące zdjęcia.

I jeszcze uwaga: Zostało TYLKO 5 kalendarzy: 3 Białe Kury i 2 Piękne Koty! Najostatniejsze! Proszę pisać bialakura527@wp.pl