środa, 29 kwietnia 2015

VARIA I WIOSNA PANA U....

A więc zgodnie z tytułem najpierw różności.

Po pierwsze rozstrzygnięcie "konkursu" na cytat literacki stosowany w życiu codziennym. Samozwańcze i jednoosobowe jury w mojej własnej osobie postanowiło iż nagroda zostanie przyznana Ewie 2  za cytat "Tato nie wraca ranki i wieczory, we łzach go czekam i trwodze..."  Wzbudził duży odzew i wiele z nas przyznało, że stosuje go w życiu codziennym i jest jednym z rodzinnych powiedzonek. Nagrodę stanowi oczywiście książka, mająca coś wspólnego z kotami:)))
Ewo 2 , gratuluję zwycięstwa i bardzo proszę o przesłanie adresu na maila, abym mogła wykorzystać Pocztę Polską do dostarczenia ci nagrody!!!!

Po drugie, chciałam bardzo gorąco podziękować koleżance Gardenii  za fantastyczną niespodziankową przesyłkę, którą wczoraj otrzymałam:)))) Na mizernych zdjęciach bynajmniej nie mizerne śliczne dziergane upominki:
ciemnozielona szalo-narzutka, miękka i cieplutka



kunsztowna serwetka, udziergana z pajęczej nitki:



i jeszcze coś na osłodę.
Gardenio,  ponieważ napisałaś, że mam nie mówić, że niepotrzebnie , więc nie powiem. Ale jest mi naprawdę bardzo miło i serdecznie ci dziękuję za cały trud włożony w te śliczne rzeczy.  Buziaki wielkie!!!
Skoro VARIA, to i ja pozwolę sobie na wtręt - wybaczysz, Mika? Właśnie uruchomiłam SZAFĘ - zakładka "Skarpeta w szafie". Na razie szafa jest dosyć pusta, ale mniemam, że szybko się zapełni. Powyciągajcie z szaf te wszystkie ciuszki, nad którymi przez całą zimę pastwiły się krasnoludki!

A teraz , drogie panie Kury, do roboty!!! Pióra w pazura i tworzymy! Tworzymy mianowicie wiosenną przygodę waszego ulubionego bohatera literackiego, Pana U, wielbiciela sweterka ze słonikiem:))) Tudzież  wina "Szał".  A więc zaczynamy....

Był koniec kwietnia.  Wreszcie nadeszła długo oczekiwana wiosna, drzewa pokryły się młodymi , delikatnymi listeczkami, ptaki szalały, koncertując jak opętane, koty się oblizywały.   Także Odys, rudy kot pana X, odziedziczony po tragicznie zmarłym pułkowniku M. (o tej tajemniczej historii można przeczytać w zakładce "Szary dzień pana X").
"Odysku, przestań się ślinić do tego szpaka!" zawołał pan X. "Zaraz ci dam chrupek!"
"Chrupek, rzeczywiście!!! " - prychnął Odys - "Nie ma to jak świeżutki młody szpaczek... - rozmarzył się. - Nie darmo mówią "szpakami karmiony", może i dlatego jestem takim świetnym kotem śledczym!"  O Odysie można różne rzeczy powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest skromny i umiarkowany w ocenie własnej kociej osoby.

Profesor X nakarmiwszy kota chrupkami, które ten przyjął z umiarkowanym entuzjazmem, postanowił zobaczyć jak wygląda wiosna w parku. Udał się więc na przyjemną wiosenną przechadzkę, na wszelki wypadek wziąwszy jednak ze sobą parasol. Kwiecień, plecień i tak dalej...
Pan X zasiadł na swojej ulubionej ławeczce i z radością rozejrzał się wokół. Trawa lśniła szmaragdową zielenią, upstrzona puchatymi żółtymi mleczami, złociste forsycje ubrały się w wiosenną szatę, nawet bladoróżowe migdałki zaczynały rozwijać swoje kwiatki. Ptaki szalały, ćwierkając, gwiżdżąc, kłócąc się między sobą i śmigając z różnymi materiałami na budowę gniazdek.  Tą rozkoszną kontemplację przerwał mu chrapliwy głos, należący do postaci w różowym sweterku ze słonikiem, wynurzającej się zza krzaka: " Sie ma , Mistrzu! Profesorek wiosenke se ogląda, co?" zaśmiał się pan U, pokazując resztki uzębienia w szerokim uśmiechu.
Profesor drgnął, wytrącony z wiosennego błogostanu.  "A to, pan! No cóż tam u pana, chyba też pan z wiosny zadowolony, co?" zapytał X uprzejmie.
"Sie wie, ciepełko, można se troche "Szału" w plenerze zapodać, nie?  Ale wiesz pan, profesorku, kłopot troche mam, znowusz jakieś dziwa w naszym miasteczku się zaczynajo..."
- "Jakie znowu dziwa?" - zapytał z niepokojem X , mając w pamięci wydarzenia listopadowe.
- "No nie wiem właśnie sam, zdało mi sie, żem jakiegoś stwora dziwnego w zagajniku widział..."
- "Jakiego znów stwora, na miłość boską???"
- "Wisz pan, takie cuś jakby kuń, ale i z faceta sporo miał, no i gadał po ludzku..."
- "Centaur????????? " - krzyknął profesor - "Centaura pan widział???"
- "O, o, o, Centuś, tak mówił o sobie, żeby go Centuś wołać!"
- "A nie był to skutek nadmiernego spożycia wina "Szał"? Tam na etykiecie też kuń, pardon, koń? "
-"No coś pan, przecie ja onego żem widział zanim my z kolesiem "Szała" obalili!"
- "I co on jeszcze mówił?" zapytał X z ciekawością.

No właśnie, cóż jeszcze ciekawego mówił Centuś????

Pan U. z właściwą sobie ufnością brata się z Centusiem




niedziela, 26 kwietnia 2015

Szafa pełna cudów

Nasza Opakowana Kochana natchnęła mnie! W komentarzach pod poprzednim postem zwierzyła się, że ma za dużo ciuchów i w ogóle wszystkiego. Takie ma trochę chomicze zasoby. Roześmiałam się perliście - a któż ich nie ma? I zaraz naszła mnie myśl: a gdyby tak... a gdyby tak otworzyć nasze szafy z wiosną, przewietrzyć je i zrobić w nich trochę miejsca na nowe zasoby? Nie łudźmy się wszak, że uda nam się w ascezie nagle żyć, że ot tak oprzemy się pokusie tych ślicznych sandałków/torebuś/wdzianek/spódnic/spodni. Zresztą po co? To takie przyjemne... Mogłybyśmy w dodatku połączyć przyjemne z pożytecznym. Otworzyłabym kolejny stragan, zasady byłyby takie same jak w Skarpecie. Identyczne! Cały dochód poszedłby właśnie tam, do Skarpety! Mogłybyśmy pozbyć się ciuchów, którym obiektywnie nic nie brakuje, ale - same wiecie - no, kurna, świetny ciuch, ale zalega w szafie, bo jakoś do nas nie przylgnął i koniec. Wyrzut sumienia człeka żre, wyrzucić szkoda, dać nie ma komu... I leży już drugi rok.
Jednym słowem miałybyśmy SZAFĘ z ciuchami i SKARPETĘ z dodatkami! Co o tym sądzicie?
Otwieramy szafy?
Walizy?
 Kufry?


Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to już wie. Ale na wszelki wypadek powtórzę. AniaM. została wydawcą i ma za sobą wydawniczy debiut.

Wydała otóż książkę z tekstami Magdy Sz. Jest jeszcze cieplutka, prosto z drukarni. AniaM. postanowiła, że 2 złote od każdego sprzedanego egzemplarza zasili Skarpetę! Dziękujemy! Książka kosztuje 20 zł + 3,50 koszt wysyłki w kraju. Wystarczy kliknąć tutaj!

piątek, 24 kwietnia 2015

Nuuudy...

Bo też nic się nie dzieje. Wiosna jaka jest, każdy widzi. Ale gdyby nie, to proszę:
To te trofiejne, od Mnemo

Co tu robić? Taaakie nuuudy...ani roweru, ani ciągnika... żeby chociaż Patologia szła...
Bo i co tu można robić? Poza ganianiem ciągników?
Ile można kotłować się z tym kurduplem? Nuuudziarz...
To i wylazłem z nuuudów między sztachetami i skaleczyłem sobie nogę



 
Panuś w tym czasie przygotował gumno do sezonu. Jeszcze będzie latał do obory z tymi fotelami...
A ta znów zaczyna przynudzać z ławeczką. Oesssu...
A w ogóle to cisza trwa straszliwa w Skarpecie. Nie wierzę, że macie już nowe apaszki na wiosnę.
To mówiłem ja, Frodo.

Uwaga Warszawa, uwaga Tarchomin!!!
Dziś NA TARCHOMINIE, ok. godz 17.30 ZNALAZŁAM PSA!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Duży, jasnobrązowy pies z długą sierścią, prawdopodobnie owczarek belgijski, bardzo ufny i zadbany błąkał się od paru godzin po bazarku róg ul. Światowida i Ćmielowskiej. Był ogromnie zestresowany, obawiałam się, że w końcu wyskoczy poza bazarek na ruchliwe skrzyżowanie, a niestety nie mogłam go wziąć do domu, choć bardzo chciałam. Pies został odwieziony do całodobowej lecznicy weterynaryjnej VETKA, ul. Modlińska 65, tel 22 614 58 99. Tam okazało się, że pies nie ma chipa. Został w lecznicy w oczekiwaniu na EKOPATROL. Powiedziano mi, że prawdopodobnie zostanie odwieziony do schroniska NA PALUCHU. Dobrze by było, żeby nie musiał tam spędzić zbyt wiele czasu.

I skoro wiosna, to kfiatki. Ludzie ogłoszenia piszą...
 - sprzedam bmw E36 stan bdb, cena za samochod 3700, lub zamienię na bydło mięsne

- fiat bravo - Włoch pod kocem trzymał i płakał jak sprzedawał a później do granicy gonił by odkupić ;)   W posiadaniu ojca chyba od 1410r. kiedy to odbyła się  bitwa pod grunwaldem :)

- Oddam za darmo nienajnowszy juz telewizor. Bestia nie chce się zepsuć!!

- W ałcie sfożnie zwrotnicze nowe.2 dolne 1 górny.do fiata 125p pośiadam również wałek rozrządunowy.

- Sprzedam monitor Commodore w dobrym stanie i w oryg kartonie bez sryropianow.

- telefon ma nowa tylnią klapkę gdzie można ładować interpunkcyjnie.

- Sprzedam dla kolekcjonisty piękna figurka

- Biurko do np. informacji biura sklepu . Stan bardzo dobry , mozna go zlozyc w dwoch roznych kondygnacjach .

- Na sprzedanie mam niemiecką maszynę do szycia solidnej firmy Singer. O tym że jest to dobra firma świadczy jej masywne wykonanie jak też i plastikowy  pokrowiec.

- Witam, sprzedam agawę mam problem z wnoszeniem jej do domu co zimę i małe dzieci.

- Mam 22 lata. Studiuję dziennie więc szukam pracy jak w tytule. Jestem osobą uśmiechniętą, lubiącą kontakt z ludźmi. Jestem tego typu dziewczyną, że nie   posiadam żadnych nałogów.

- Nie podaje numeru ponieważ stutjuje i nie chce aby mi przeszkadzano..

- Megane służyło jako transport do pracy - nie zrobi się z tego już fury do wyrywania lasek pod remizą więc proszę się nie kompromitować tekstami - Patrz Pan  ile tu trzeba włożyć - oddaj Pan za 500zł !!
 Informuje lojalnie że takie rozmowy zakańczam od razu :)
 Ponadto nie zamieniam auta na snopowiązałkę , konsolę do gier czy drewno opałowe . Ludzie !!! Ogarnijcie się :)

środa, 22 kwietnia 2015

LITERATURA I FILMY A ŻYCIE

Ponieważ temat cytatów ładnie nam się rozwinął, kontynuujemy zabawę, poszerzając ją o cytaty z filmów. Już zresztą nam się kilka przewinęło między cytatami literackimi.
A więc zaczynamy na nowo. 

"Mistrzu, jaka to stacja?" - Franek Dolas w "Jak rozpętałem II wojnę światową"
"Grzegorz Brzęczyszczykiewicz" - tamże
"Witia wierzchem jedzie! Nie może być!! Na kocje??" - wszyscy wiedzą.
"Ostatnia paróweczka hrabiego..." - "Miś", ale nigdy nie pamiętam nazwiska hrabiego, może ktoś pamięta???
"Mnie to się podobają piosenki, które już znam" - "Rejs"
"Naści piesku kiełbasy!" - I literatura i film:)))
"Ile jest cukru w cukrze??" - Poszukiwany, poszukiwana"
"Mały był, a poza tym stary..." - tamże
I tak dalej...





NO I NIE ZAPOMINAMY O LITERATURZE!
Chciałam zaproponować wam dzisiaj zabawę literacką. Czy zawsze wiemy co mówimy, a raczej co cytujemy? Wiele powiedzeń i przysłów przeszło z literatury do języka potocznego i czasem ich używamy zupełnie nie kojarząc autora ani  książki z której pochodzą.  Może warto byłoby sobie parę z nich przypomnieć?

Jedno z moich ulubionych określeń to "jesiotr drugiej świeżości" z Bułhakowa.
A poza tym to:
- "zniknęła jak sen jaki złoty" (Słowacki)
- "Kobieto, puchu marny!" (Mickiewicz)
- "Kończ waść, wstydu oszczędź!" (wszyscy wiedzą)
- "przyprawić komuś gębę" (Gombrowicz)
- " Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" (Mickiewicz)
- " Ociec, prać?" (wszyscy wiedzą)
- "...straszny on..." ( tam, gdzie wszyscy wiedzą)
- " to co tygryski lubią najbardziej" (A.A. Milne)
- "Farewell, Miss Iza, farewell!" (Prus)


A co u was weszło do języka potocznego lub domowego? Bardzo jestem ciekawa waszych cytatów a dla najzabawniejszego przewiduję nagrodę-niespodziankę, oczywiście książkową:)) Kretowata wykluczona z konkurencji z racji zawodu:)))))) Może być w jury, zapraszam.



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

LITERATURA A ŻYCIE



Chciałam zaproponować wam dzisiaj zabawę literacką. Czy zawsze wiemy co mówimy, a raczej co cytujemy? Wiele powiedzeń i przysłów przeszło z literatury do języka potocznego i czasem ich używamy zupełnie nie kojarząc autora ani  książki z której pochodzą.  Może warto byłoby sobie parę z nich przypomnieć?

Jedno z moich ulubionych określeń to "jesiotr drugiej świeżości" z Bułhakowa.
A poza tym to:
- "zniknęła jak sen jaki złoty" (Słowacki)
- "Kobieto, puchu marny!" (Mickiewicz)
- "Kończ waść, wstydu oszczędź!" (wszyscy wiedzą)
- "przyprawić komuś gębę" (Gombrowicz)
- " Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" (Mickiewicz)
- " Ociec, prać?" (wszyscy wiedzą)
- "...straszny on..." ( tam, gdzie wszyscy wiedzą)
- " to co tygryski lubią najbardziej" (A.A. Milne)
- "Farewell, Miss Iza, farewell!" (Prus)


A co u was weszło do języka potocznego lub domowego? Bardzo jestem ciekawa waszych cytatów a dla najzabawniejszego przewiduję nagrodę-niespodziankę, oczywiście książkową:)) Kretowata wykluczona z konkurencji z racji zawodu:)))))) Może być w jury, zapraszam.



piątek, 17 kwietnia 2015

Apaszki, apaszki, do Skarpety!

Druga wiekopomna chwila nadejszła. Skarpeta (zakładka na górze strony: Fundusz Skarpeta - wersja apaszkowa!) już hula i śmiga, chociaż jeszcze niekompletna. Przez cały czas nad nią pracuję i pracowicie dokładam. Nie chcę wszak trzymać Was w niepewności. Przez cały czas cudów będzie tam przybywać, a mam nadzieję, że i ubywać. W każdym razie jest. Bardzo Wam dziękuję za wkład i czekam na jeszcze - alem pazerna, nie? Przypominam, że nie ma przymusu kupowania, można po prostu, ekhm, ten, no, wrzucić coś do Skarpety i już. To tyle wersji oficjalnej.
Wróciłam z delegacji. Pod moją nieobecność krety usypały Kopiec Kościuszki pod guazem:
 Ale też zakwitły trofiejne tulipany. Mnemo, widzisz to?
Na delegacji byłam też u Córki. Jej dwie sunie już się dogadują, aczkolwiek nowa (Frytka) dominuje. Robiłam zdjęcia, ale one obie są tak ruchliwe, że to prawie niemożliwe. Nowa jest ciągle chudziutka, chociaż było gorzej. Żarły ją robale i truły, ale wszystko jest na dobrej drodze. Frytka jest milutka, przyjazna i bardzo broni Córki przed ewentualnymi agresorami - śmiechotka taka, bo małe toto takie...


 Życie codzienne Frytki, Lamy oraz Personelu:
Te dupeczki...



A co tam, moje niegorsze!

 No. Odwróciłam trochę Waszą uwagę, ale teraz już zapraszam do Skarpety!

środa, 15 kwietnia 2015

Skarpeta, Czajnik i papuga

Przypominania o Skarpecie nigdy za wiele, a i nowy wybieg jest potrzebny. Dyskutować można o wszystkim, a zwłaszcza o tym, czy Kasi udało się złapać papugę. Apaszki zostawiam jako memento.
 Biczyka też nie sprzątam, niech nad Wami wisi:

To ostrzeżenie chyba wystarczy. Jeśli nie, dołożę kajdanki.
Mówiąc serio, chciałybyśmy otworzyć Skarpetę w najbliższy weekend i tak się stanie, o ile życie nie wymyśli czegoś innego. Ideą przewodnią są szale i apaszki, których mamy tysiące i nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamienić je na inne tysiące ku chwale Skarpety i naszej radości. Liczymy na kilometry jedwabiu, tiulu, bawełny i koronek. Jednakże nie muszą to być wyłącznie szale i apaszki. Bardzo mile widziane są przedmioty, którymi zechcecie się podzielić - jak w poprzedniej edycji. Rękodzieło, biżutki, durnostojki, mądrostojki, co tam komu w duszy gra. Zasady znacie, ale przypomnę je w stosownym momencie.
I jeszcze ogromna prośba Gosianki i moja. Ślijcie, proszę, zdjęcia, a nie paczuszki. Fizycznie nie damy sobie rady, zwłaszcza, że Gosianka za chwilę wyjeżdża na cały miesiąc, będę więc rządzić samodzielnie i niepodzielnie, za pomocą dekretów (jak Maduro w Wenezueli. Grażyna, dokształciłam się!). Pierwszy dekret jest taki: to, co już jest fizycznie u Gosianki i wymaga pakowania, pójdzie do trzeciej Skarpety. To, co jest już u mnie, a jest, będę słać sukcesywnie i w miarę możliwości na bieżąco - a jest to kilkadziesiąt przedmiotów, więcej nie przerobię! Nie zrozumcie mnie źle, nie skarżę się, wręcz przeciwnie. Jednak nie chciałabym dać ciała, mierzę więc siły na zamiary, czy jakoś tak odwrotnie (nigdy nie rozumiałam do końca tych zaleceń Wieszcza).
Nie musicie się aż tak spieszyć, Skarpeta trochę pohula. Zdążycie dosłać mi fotki w trakcie.
No, to do szaf, żelazek i aparatów!
Czajnik już nad Skarpetą pracuje:

wtorek, 14 kwietnia 2015

Biczykiem w apaszkę


Zapomniało się o Skarpecie? Apaszki nadal zalegają w szafie? Nic straconego, zdążycie. A jeśli nie, mam na Was biczyk:

To ostrzeżenie chyba wystarczy. Jeśli nie, dołożę kajdanki.
Mówiąc serio, chciałybyśmy otworzyć Skarpetę w najbliższy weekend i tak się stanie, o ile życie nie wymyśli czegoś innego. Ideą przewodnią są szale i apaszki, których mamy tysiące i nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamienić je na inne tysiące ku chwale Skarpety i naszej radości. Liczymy na kilometry jedwabiu, tiulu, bawełny i koronek. Jednakże nie muszą to być wyłącznie szale i apaszki. Bardzo mile widziane są przedmioty, którymi zechcecie się podzielić - jak w poprzedniej edycji. Rękodzieło, biżutki, durnostojki, mądrostojki, co tam komu w duszy gra. Zasady znacie, ale przypomnę je w stosownym momencie.
I jeszcze ogromna prośba Gosianki i moja. Ślijcie, proszę, zdjęcia, a nie paczuszki. Fizycznie nie damy sobie rady, zwłaszcza, że Gosianka za chwilę wyjeżdża na cały miesiąc, będę więc rządzić samodzielnie i niepodzielnie, za pomocą dekretów (jak Maduro w Wenezueli. Grażyna, dokształciłam się!). Pierwszy dekret jest taki: to, co już jest fizycznie u Gosianki i wymaga pakowania, pójdzie do trzeciej Skarpety. To, co jest już u mnie, a jest, będę słać sukcesywnie i w miarę możliwości na bieżąco - a jest to kilkadziesiąt przedmiotów, więcej nie przerobię! Nie zrozumcie mnie źle, nie skarżę się, wręcz przeciwnie. Jednak nie chciałabym dać ciała, mierzę więc siły na zamiary, czy jakoś tak odwrotnie (nigdy nie rozumiałam do końca tych zaleceń Wieszcza).
Nie musicie się aż tak spieszyć, Skarpeta trochę pohula. Zdążycie dosłać mi fotki w trakcie.
No, to do szaf, żelazek i aparatów!

niedziela, 12 kwietnia 2015

Co się komu śni, nowy wybieg

Poszło nam dzisiaj ras, ras i po spacerniaku. Zadusiłyśmy bloggera w jeden wieczór. Za Miki przyzwoleniem robię nowy wybieg ze starą obsadą. Jeśli ktoś chce poczytać co nam się czasem śni, zapraszam do poprzedniego postu (warto!)
oraz

ogłaszam z satysfakcją i przyjemnością, że mamy tytuł naszego hymnu. Brzmi on: "Kurohymn, czyli dumnie na gumnie". Mam teraz orzech do zgryzienia, bo właściwie autorki tytułu mamy dwie: Sonic i AniaM. AniaM. wymyśliła "Dumnie na gumnie", Sonic dorzuciła "Kurohymn". I co ja mam zrobić? Nagrodą ma być kura w niewiadomej jeszcze postaci. Rosół i potrawka, czy jak? Nie mówiąc o uhonorowaniu Autorek Kurohymnu - Damykier i Ninki! To wymaga burzy kurzych mózgów:)))
Ja juz zaczynam burzyć mózg, a teraz oddaję głos Mice:

Jak z tytułu wynika, dzisiaj będzie o snach. Ostatnio jakieś dziwaczne mnie nawiedzają, może od leków, może od wiosny, sama nie wiem.
Jak powszechnie wiadomo, czym jest sen - nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że to odbicie rzeczywistości przetworzonej przez naszą podświadomość, inni, że to wyraz naszych tęsknot i podświadomych dążeń, jeszcze inni, że to nocna praca naszej wyobraźni.  Ja osobiście skłaniałabym się ku drugiej i trzeciej teorii, ale wszak to tylko teorie. Sny są nadal jedną z największych nierozwiązanych zagadek.


Są sny, które zapominamy natychmiast po obudzeniu, a są takie, które pamiętamy całe życie. Do takich należy mój sen z dzieciństwa o czarnych pająkach pełzających po mojej poduszce... Darłam się tak, że słychać mnie było u sąsiadów, a rodzice długo nie mogli mnie uspokoić.  Ten sen był tak rzeczywisty, realny, że ja naprawdę te pająki widziałam na poduszce, pamiętam to uczucie przerażenia, gdy zobaczyłam takiego stwora koło swojej twarzy...
Kolejny zapamiętany na zawsze to sen o lądowaniu na Księżycu. Leciałam po prostu rakietą (wyglądającą jak z dykty) na Księżyc, wylądowałam, zakopując dziób rakiety w glebie (czy co tam na tym Księżycu  jest) i łaziłam po kraterach. W sumie nic ciekawego się nie działo, ale byłam okropnie z siebie dumna, że aż am doleciałam:)))
Trzeci z kolei był serialem... Przez trzy dni z rzędu śniły mi się kolejne odcinki. Tym razem płynęłam na jakimś ogromnym korsarskim statku nocą, bo światło księżyca kładło się na ciemnym morzu. Zaczął się wiatr i wypadłam za burtę, czego nikt nie zauważył. Drugiej nocy cały czas płynęłam za statkiem, usiłując go dogonić, a mnie z kolei usiłował dogonić wieloryb. A trzeciej nocy w końcu dopłynęłam do statku i ktoś mnie wyciągnął... Muszę powiedzieć, że straszliwie to było męczące.
O snach typu, że komuś coś ukradłam i mnie gonili to nawet nie ma co pisać, każdy coś takiego zna. Jeden się wyróżniał, bo uciekałam na ogromnym motocyklu, takim z lat 30-tych.


Gdy powzięłam postanowienie nauki jazdy, nawiedzały mnie sny, w których prowadziłam auto i doskonale mi szło. Na jawie bywało różnie...
Zdarza się też, że powracają w snach miejsca, które już kilkakrotnie mi się śniły a nie mają odbicia w rzeczywistości. Takie miasta ze snu... Właśnie wczoraj coś takiego mi się śniło, niby jest to Kraków, ale nieistniejący, jednak ja wiem, co będzie za rogiem i jaki urokliwy ryneczek się znajduje za domami... Pojawiają się też wielkie miasta, też już znane z poprzednich snów.
Ostatnio był to Kair, bardzo dziwaczny, ale jakby z lat 70-tych. Byłam na wycieczce z jakimś biurem podróży i pomagałam kierowcom busa, który miał uszkodzoną szybę. Miałam zanieść jakieś dokumenty do hotelu, a w międzyczasie bus odjechał. Widziałam go na rondzie, dał mi znak, że mnie zabierze za rondem, ale nie miał się gdzie zatrzymać i odjechał... Najwyraźniej były to lata 70-te, bo komórek nie było a ja zostałam bez pieniędzy w obcym mieście. Dalsza część snu to moje peregrynacje po tym niby-Kairze w poszukiwaniu pomocy i pieniędzy, nawet była to praca w jakimś klubie w szarawarach hurysy:))))
Bywają sny bardzo przykre i smutne, człowiek się budzi kompletnie wytrącony z równowagi. Śnią się oczywiście zmarli bliscy, zawsze jako żywi. Dużo częściej śni mi się Tato niż Mama. Tato bardzo realnie, w różnych normalnych sytuacjach, Mama dużo rzadziej i zawsze jest tak, jakby właśnie skądś wróciła, przyjechała z daleka, z sanatorium albo z zagranicy.
W okresach dużych stresów i natłoku pracy w realu , miewałam potwornie męczące sny. Caluteńką noc śniło mi się, że coś robiłam, gdzieś jechałam, pędziłam, pracowałam. Po takiej nocy budziłam się tak zmęczona, jakbym robiła to w rzeczywistości, po prostu zmęczona fizycznie.
Bywało też, że zapadałam w sen tak głęboko, że nie mogłam się wybudzić, wydawało mi się, że wydobywam się na powierzchnię z jakiejś straszliwie głębokiej studni albo leja i bardzo długo przytomniałam po czymś takim.


Oczywiście są i sny piękne, o łąkach, górach i zwierzątkach. Chociaż ostatnio niezbyt często.
A co wam się śni??? Chętnie się dowiem i może któraś się zna na snach, to nam objaśni???

Jako P.S. i nawias, dla wszystkich, którzy sieją, hodują itd, motto z piosenki Jacka Kaczmarskiego:

"A ty siej, a nuż coś wyrośnie,
A ty to, co wyrośnie zbieraj,
A ty czcij, co żyje radośnie,
A ty szanuj, to , co umiera..."

PS 2. Blogger pokręcił wszystkie filmiki i pokazywał ucho dzikiej kury w zamian. Aż takie fajne nie jest. To wyrzuciłam. Przepraszam Mika, nie mam zdrowia z nim walczyć, bo sromotnie przegrywam...

CO SIĘ KOMU ŚNI ALBO SENNIK EGIPSKI

Ogłaszam z satysfakcją i przyjemnością, że mamy tytuł naszego hymnu. Brzmi on: "Kurohymn, czyli dumnie na gumnie". Mam teraz orzech do zgryzienia, bo właściwie autorki tytułu mamy dwie: Sonic i AniaM. AniaM. wymyśliła "Dumnie na gumnie", Sonic dorzuciła "Kurohymn". I co ja mam zrobić? Nagrodą ma być kura w niewiadomej jeszcze postaci. Rosół i potrawka, czy jak? Nie mówiąc o uhonorowaniu Autorek Kurohymnu - Damykier i Ninki! To wymaga burzy kurzych mózgów:)))
Ja juz zaczynam burzyć mózg, a teraz oddaję głos Mice:

Jak z tytułu wynika, dzisiaj będzie o snach. Ostatnio jakieś dziwaczne mnie nawiedzają, może od leków, może od wiosny, sama nie wiem.
Jak powszechnie wiadomo, czym jest sen - nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że to odbicie rzeczywistości przetworzonej przez naszą podświadomość, inni, że to wyraz naszych tęsknot i podświadomych dążeń, jeszcze inni, że to nocna praca naszej wyobraźni.  Ja osobiście skłaniałabym się ku drugiej i trzeciej teorii, ale wszak to tylko teorie. Sny są nadal jedną z największych nierozwiązanych zagadek.

 

Są sny, które zapominamy natychmiast po obudzeniu, a są takie, które pamiętamy całe życie. Do takich należy mój sen z dzieciństwa o czarnych pająkach pełzających po mojej poduszce... Darłam się tak, że słychać mnie było u sąsiadów, a rodzice długo nie mogli mnie uspokoić.  Ten sen był tak rzeczywisty, realny, że ja naprawdę te pająki widziałam na poduszce, pamiętam to uczucie przerażenia, gdy zobaczyłam takiego stwora koło swojej twarzy...
Kolejny zapamiętany na zawsze to sen o lądowaniu na Księżycu. Leciałam po prostu rakietą (wyglądającą jak z dykty) na Księżyc, wylądowałam, zakopując dziób rakiety w glebie (czy co tam na tym Księżycu  jest) i łaziłam po kraterach. W sumie nic ciekawego się nie działo, ale byłam okropnie z siebie dumna, że aż am doleciałam:)))
Trzeci z kolei był serialem... Przez trzy dni z rzędu śniły mi się kolejne odcinki. Tym razem płynęłam na jakimś ogromnym korsarskim statku nocą, bo światło księżyca kładło się na ciemnym morzu. Zaczął się wiatr i wypadłam za burtę, czego nikt nie zauważył. Drugiej nocy cały czas płynęłam za statkiem, usiłując go dogonić, a mnie z kolei usiłował dogonić wieloryb. A trzeciej nocy w końcu dopłynęłam do statku i ktoś mnie wyciągnął... Muszę powiedzieć, że straszliwie to było męczące.
O snach typu, że komuś coś ukradłam i mnie gonili to nawet nie ma co pisać, każdy coś takiego zna. Jeden się wyróżniał, bo uciekałam na ogromnym motocyklu, takim z lat 30-tych.


Gdy powzięłam postanowienie nauki jazdy, nawiedzały mnie sny, w których prowadziłam auto i doskonale mi szło. Na jawie bywało różnie...
Zdarza się też, że powracają w snach miejsca, które już kilkakrotnie mi się śniły a nie mają odbicia w rzeczywistości. Takie miasta ze snu... Właśnie wczoraj coś takiego mi się śniło, niby jest to Kraków, ale nieistniejący, jednak ja wiem, co będzie za rogiem i jaki urokliwy ryneczek się znajduje za domami... Pojawiają się też wielkie miasta, też już znane z poprzednich snów.
Ostatnio był to Kair, bardzo dziwaczny, ale jakby z lat 70-tych. Byłam na wycieczce z jakimś biurem podróży i pomagałam kierowcom busa, który miał uszkodzoną szybę. Miałam zanieść jakieś dokumenty do hotelu, a w międzyczasie bus odjechał. Widziałam go na rondzie, dał mi znak, że mnie zabierze za rondem, ale nie miał się gdzie zatrzymać i odjechał... Najwyraźniej były to lata 70-te, bo komórek nie było a ja zostałam bez pieniędzy w obcym mieście. Dalsza część snu to moje peregrynacje po tym niby-Kairze w poszukiwaniu pomocy i pieniędzy, nawet była to praca w jakimś klubie w szarawarach hurysy:))))
Bywają sny bardzo przykre i smutne, człowiek się budzi kompletnie wytrącony z równowagi. Śnią się oczywiście zmarli bliscy, zawsze jako żywi. Dużo częściej śni mi się Tato niż Mama. Tato bardzo realnie, w różnych normalnych sytuacjach, Mama dużo rzadziej i zawsze jest tak, jakby właśnie skądś wróciła, przyjechała z daleka, z sanatorium albo z zagranicy.
W okresach dużych stresów i natłoku pracy w realu , miewałam potwornie męczące sny. Caluteńką noc śniło mi się, że coś robiłam, gdzieś jechałam, pędziłam, pracowałam. Po takiej nocy budziłam się tak zmęczona, jakbym robiła to w rzeczywistości, po prostu zmęczona fizycznie.
Bywało też, że zapadałam w sen tak głęboko, że nie mogłam się wybudzić, wydawało mi się, że wydobywam się na powierzchnię z jakiejś straszliwie głębokiej studni albo leja i bardzo długo przytomniałam po czymś takim.

Oczywiście są i sny piękne, o łąkach, górach i zwierzątkach. Chociaż ostatnio niezbyt często.
A co wam się śni??? Chętnie się dowiem i może któraś się zna na snach, to nam objaśni???


Jako P.S. i nawias, dla wszystkich, którzy sieją, hodują itd, motto z piosenki Jacka Kaczmarskiego:
"A ty siej, a nuż coś wyrośnie,
A ty to, co wyrośnie zbieraj,
A ty czcij, co żyje radośnie,
A ty szanuj, to , co umiera..."

video

sobota, 11 kwietnia 2015

Sondny dzień

Obiecałam sondę, Mika ją zrobiła, nie pozostaje nic innego, jak zagłosować. Na tytuł hymnu oczywiście. Tego hymnu:
Wyrzuć merca
Z swego serca
I niech Ci nie będzie
Żal...

Dziarskim kłusem
Kurobusem
W niezmierzoną zmierzaj
Dal... !
Dalej, Kury!
Niech pod chmury
Wspólny nasz dobiegnie
Śpiew.

Wszystkie razem
Pełnym gazem,
Aż się w żyłach burzy
Krew.
Świat przed nami
Z przygodami,
Drogi prosta jasna
Nić.

Naprzód z nami!
Precz z troskami!
Po co w domu ciągle
Tkwić?
 
A kto nie chce,
Niech żałuje,
Niech mu trzewia zazdrość
Żre!

Dla nas sława!
Kura prawa
Nigdy nam nie powie
Nie!
Przemierz lądy,
Przepłyń morza,
Zdobądź strome szczyty
Gór,

Gdy zabłyśnie
Ranna zorza,
Niech zaśpiewa pieśń Kur
Chór:

Ko-ko, ko-ko,
Kuku-ryku,
Wiwat, wiwat nasz
Kurniku!


Dla porządku przypominam, że autorkami pieśni nad pieśniami są Damakier ( pierwsze dwie zwrotki i finałowe trzy) oraz Ninka (cały środek). Sonda znajduje się na pasku z prawej strony. Głosujemy do jutra 12 kwietnia), do godziny 18.00.
Dodam jeszcze, że muzyka do hymnu się robi! Możecie w to uwierzyć? Bo ja z trudem. Szczegółów nie zdradzam, aby nie zapeszyć.
Autorka zwycięskiego tytułu zostanie nagrodzona kurom. Nie mam jeszcze jasności, w jakiej postaci:)))

czwartek, 9 kwietnia 2015

Spoza Kur i rzek...

To i doczekałyśmy się. Propozycje napisania Hymnu Kurnika padały już dawno, nawet podejmowałyśmy próby, ale jakoś nie zaiskrzyło. Aż tu nagle, wtem! Hasło, spontan i proszę, oto jest! I jaki!  Nie zdążę go teraz stosownie zilustrować - chyba, że znów pójdę spać o drugiej, a nie mogę - edytor tekstu przebiera nuszkami i w końcu na mnie tupnie.
Hymn powstał z inspiracji tym oto Kurocarem, Kurobusem, Mercbęcem, Kurbobęcem z poprzedniego postu:
Obróbka graficzna: nieoceniona Marija

Nie możemy wszak podróżować w jednej koszuli, tylko z torebusią. Zwłaszcza Kury na dachu, te, które mają pecha i ponad 170cm wzrostu. Poza tym taki hymn wymaga stosownej oprawy. O strój organizacyjny zatroszczyła się Gosianka:

Autorką pierwszych dwóch zwrotek hymnu i finałowych trzech jest Damakier, środek napisała Ninka (bezblogowa). Proszę się napawać i kuć na pamięć, bo odpytam, jakem PrezesKura!

Wyrzuć merca
Z swego serca
I niech Ci nie będzie
Żal...

Dziarskim kłusem
Kurobusem
W niezmierzoną zmierzaj
Dal... !
Dalej, Kury!
Niech pod chmury
Wspólny nasz dobiegnie
Śpiew.

Wszystkie razem
Pełnym gazem,
Aż się w żyłach burzy
Krew.
Świat przed nami
Z przygodami,
Drogi prosta jasna
Nić.

Naprzód z nami!
Precz z troskami!
Po co w domu ciągle
Tkwić?
 
A kto nie chce,
Niech żałuje,
Niech mu trzewia zazdrość
Żre!

Dla nas sława!
Kura prawa
Nigdy nam nie powie
Nie!
Przemierz lądy,
Przepłyń morza,
Zdobądź strome szczyty
Gór,

Gdy zabłyśnie
Ranna zorza,
Niech zaśpiewa pieśń Kur
Chór:

Ko-ko, ko-ko,
Kuku-ryku,
Wiwat, wiwat nasz
Kurniku!
Hymn jest genialny i ma wszystko, co hymn mieć powinien. Nie ma tylko tytułu - proszę zatem o propozycje! Jutro je zbiorę i zrobimy sondę.
Damokier, Ninko, dziękuję!

I jeszcze jedna wiadomość! Muzyka do hymnu się komponuje! Skoczna i dziarska! Może będzie już w przyszłym tygodniu!

Sen o potędze

Tak się kończą rojenia o mercedesie, którego nie wygrałam. A tak się starałam! Dla Was!
Kurnik w podróży
Kolumbijski Kurnik w podróży
Pakistański Kurnik w podróży. (źródło: picslog.eu)
W świetle faktów, nasz Mercbęc jakiś ubożuchny...
Cóż, jak się nie ma, co się lubi...
Ewa, strzeż się, jesteśmy blisko!

Uwaga! Ogłaszam konkurs dla Opakowanej! 
Pytanie konkursowe brzmi: Kury o jakich parametrach zasiadają na dachu? Można się pomylić o 2 cm. Nagrodą jest oryginał rysunku mercbęca. 
(konkurs nieaktualny, albowiem został błyskawicznie wygrany przez Opakowaną)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Słit focie na dobre trawienie

Święta, święta i po świętach, jak to mówio... Zgodnie z własnym zaleceniem nie przemęczyłam się zbytnio, ani nie objadłam aż tak. No, może trochę...
Dzisiaj mamy dzień piżamowy, snujemy się z Siostrą w piżamach (skandal, nie? Sąsiedzi mnie nakryli w onej w ogrodzie - ale mają używanie, ale zdjęć nie będzie!). Pogoda całkiem do bani, śnieg, deszcz, wiatr i słońce na przemian. Piżamka jest bardzo dobrym wyjściem w takiej sytuacji - polecam!
Ogniomistrz też się trochę snuł, chociaż nie w piżamie i z tego snucia wziął i machnął obrazek. Taki:
Jak na wynik snucia się to niezły - prawdaż? Załapała się moja Siostra. Z wdzięczności obrała ziemniaki i raz umyła naczynia.
Ja tylko od czasu do czasu robiłam słit focie - no bo jak tu ich nie robić w takich okolicznościach?







Kupiłam Wałkowi posłanko, aby nie wchodził do łóżka Frodkowi. Nadal wchodzi.
Kot dwugłowy, lub dwukot jednogłowy
Przyjemnych poświąt!