Ostatnią sobotę sierpnia miałam (jak co roku) zajętą, bo w Domu Królika, prowadzonym przez Fundację Azyl dla Królików z Torunia, odbywał się Dzień Otwarty. Już na kilka dni przed wyjazdem zaczęłam się zastanawiać nad wierszykiem do księgi pamiątkowej, ale napisałam go dopiero w pociągu, w drodze do córki (co widać 😉), bo najpierw pojechałam do niej, a potem razem pojechałyśmy do Torunia.
"Gdy trzcina zaczyna płowieć,
a żołądź większy w dąbrowie,
znak, że lata złote nogi
już się szykują do drogi".
K.I. Gałczyński
"Kronika olsztyńska"
Oczywiście wzięłyśmy udział w licytacji (ten dreszczyk emocji!). Moja Dorota wylicytowała dla siebie, a raczej dla swoich królików, cały karton różnych ziół, dwie poduszki i już nie pamiętam dokładnie co. Ja wylicytowałam torbę na zakupy, a Dorota dla mnie obraz z królikiem. Oprócz tego kupiłam książkę, rękawicę i łapkę z królikiem, bransoletkę, dwa koralikowe pierścionki i kolczyki, które (zbyt brutalnie przeze mnie potraktowane) odkleiły się od sztyftów. Ale oczywiście je naprawię, bo wystarczy do tego kropla kleju. Dorota też nakupowała różnych drobiazgów.
Jeszcze nie wiemy, ile dziewczyny zebrały, ale chyba trochę mniej niż zwykle, bo ze względu na pogodę było mniej ludzi, a do tego nie przyjechała najostrzej licytująca para.
Po zakończeniu imprezy byłyśmy na obiedzie, a ponieważ wybrałyśmy słynną toruńską pierogarnię "Stary młyn", w której są zawsze kolejki, to musiałam pojechać do domu późniejszym pociągiem.
To był bardzo fajnie spędzony czas, już czekam na przyszłoroczny Dzień Otwarty 💖









































