sobota, 14 lipca 2018

Znów pierdylion zdjęć!

Na sobotni wieczór i na nowy wybieg parę zdjęć z gumienka.
Porządki zasadnicze zakończone zostały pomyślnie. Jednakowoż jeszcze ze dwa dni będę z Wami jedną nogą, albowiem gości u mnie LilkaB. i oddajemy się życiu towarzyskiemu. Jutro postanowiłyśmy pojechać do Czacza, chociaż niczego nie potrzebujemy. Ale popatrzeć można, co nie?

























piątek, 6 lipca 2018

Inwentura

Szanowny Kurniku,
z powodów porządkowo - remontowych i innych przetasowań, ogłaszam krótką przerwę w nadawaniu. Nie, że znikam. Jestem, ale bardziej duchem. MM i ja musimy się uporać z robotami jak najszybciej. Jutro przybędą posiłki w postaci progenitury i mam nadzieję, że sprawy ruszą z kopyta. Praca, którą musimy wykonać, jest brudna i męcząca, toteż po solidnej porcji wędrówek z workami w tę i nazad nie mam siły gdakać.
Moją nieobecność umilę Wam świeżutkimi fotkami. Gdaczcie sobie do woli, jakby co, wybieg po wierzchu posprzątam.
Czekajcie na mnie!






Kot sąsiadki, najgorszy wróg Balusia:



wtorek, 3 lipca 2018

Co ludzie pomyślą?


Supeeeeeeeer! Znów wyręcza mnie Marta! Ja taka mądra nie jestem...
***
Pomysł narodził mi się na kanwie naszej dyskusji o strojach. Proponuję Wam zabawę, która tak do końca wcale zabawą być nie musi. Już zdradzam o co mi chodzi.
Otóż każda z nas może podrzucić pomysł jakiegoś szczegółu w wyglądzie (stroju, makijażu, uczesaniu, itp.) bez kontekstu sytuacyjnego lub z ogólnie zarysowanym kontekstem, a Kury podzielą się swoimi skojarzeniami jakie mają w związku z tym lub jakie, ich zdaniem, mogą mieć inni ludzie. Jak napisałam, to nie do końca musi być zabawa, bo może nam dać wyobrażenie o tym, jak daleko mogą pójść skojarzenia i interpretacje ludzi wynikające li tylko z tego, co widzą w danej chwili. Na nas, bo nie chodzi o zachowanie!!! Szczegóły wyglądu to jeden z ważnych czynników kształtujących tzw. „pierwsze wrażenie”. Wiadomym zaś jest, że tworzy ono początkową postawę innych wobec nas, i że ta początkowa postawa jest na ogół bardzo trudna do zmiany. Psychologia społeczna dysponuje całym szeregiem doświadczeń dowodzących wagi wyglądu zewnętrznego w percepcji społecznej. Jedno z bardziej dramatycznych: nauczycielom pokazano serię zdjęć dzieci, które wyglądały na brzydkie i serię zdjęć dzieci ładnych. Potem poproszono o oszacowanie poziomu intelektualnego tychże dzieci. Oczywiście średni poziom intelektualny dzieci „brzydkich” był zdecydowanie niższy. No i niech kto powie, że ładni nie mają lepiej!
Wracając do zabawy. Rzucamy hasło (przykładowo): jedno oko z wyraźnym makijażem, drugie saute u wykładowczyni na wykładzie (przydarzyło mi się kiedyś, a moja przyjaciółka odbyła wykłady w dwóch różnych butach, każdy w innym kolorze i jeszcze nie było to wtedy dopuszczalne). Oczywiście nie chodzi tylko o sytuacje jakieś szczególne czy wręcz ekstremalne, a bardziej o takie, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Można też pofantazjować i np. zobaczyć co Kury powiedzą gdybym tak…
Trzymamy się zasady, że nie musimy mówić o tym, że dotyczy to nas, a nawet lepiej żebyśmy nie mówiły. Można kłamać ile wlezie. Ale skojarzenia jakie mamy z danym faktem są naszymi skojarzeniami lub takimi, jakie wyobrażamy sobie że można mieć.

Pamiętajmy – chodzi o wygląd, nie zachowanie!!!!!!
Teraz mówię ja - Hana.
Patrzycie na obrazek i widzicie menela, lumpa i obiboka. A nie! Bo to jest Pan U. z kreminału Miki!

sobota, 30 czerwca 2018

W gatkach do teatru


Temat narzucił mi się wczoraj, po przeczytaniu komentarzy na temat (nie)stosowności stroju w różnych życiowych sytuacjach. Strój stosowny do okazji to sprawa kulturowa i obyczajowa, które to kwestie zresztą są ze sobą ściśle powiązane. Po to istnieją pewne normy, których należy przestrzegać choćby dlatego, żeby żyło się łatwiej i przyjemniej. W długich dziejach świata bywało różnie, jednak nawet w najbardziej prymitywnych społecznościach jakieś normy istniały. Bez nich żadne społeczeństwo nie jest w stanie funkcjonować. I każda społeczność ma swoje obyczaje – należy do nich tzw. z angielska dress code (uprzejmie przepraszam za ten anglicyzm, ale nie znajduję polskiego odpowiednika. Coś jak keszbek). Opisowo nazwałabym to „nakazem określonego sposobu ubierania się”.
W dyskusji o „stosowności” ubioru (i nie tylko) trudno o obiektywizm, bo zahaczamy o kwestię gustu, a to już sprawa indywidualna i subiektywna. Paręnaście lat temu wiele rzeczy było nie do pomyślenia. Pamiętam czasy, kiedy dress code był restrykcyjny do bólu, np. długość sukienki. Miała być za kolano albo przed – w zależności od panujących aktualnie trendów i odstępstw nie było. Albo kiedy spod płaszcza wystawał rąbek spódnicy. Dzisiaj to wydaje się śmieszne.
Strój stosowny do okazji mieści się w kategorii „obyczaj” i jeszcze w czymś, co określiłabym jako zdrowy rozsądek. Jest wszakże jeden problem. Zdrowy rozsądek też jest sprawą indywidualną. Czy starsza pani ubrana w różowe legginsy i bluzkę z dekoltem do pasa jest już śmieszna, czy jeszcze nie? I co komu do tego, jeśli ona dobrze się w tym czuje? Gdzie przebiega granica śmieszności?
Trudno o obiektywizm w postrzeganiu siebie – to chyba nawet się wyklucza. Mam swoje ograniczenia w tej mierze, każdy je ma. Jako kurdupel - bynajmniej nie wychudzony - mam ich dużo, o wiele za dużo. Ubieram się tak, aby dobrze się czuć. Bywam odważna w tzw. stylizacjach, mimo to jednak nie pójdę na pogrzeb w czerwonych spodniach i bluzce w paski, a do teatru nie włożę szortów, choćbym nie wiem jak je kochała. Szortów w ogóle nie włożę, nawiasem mówiąc. I jeszcze paru rzeczy:)))
Świat się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Jakieś 30 lat temu tatuowali się chyba tylko więźniowie i marynarze, a już kobieta, jeśli miała jakiś tatuaż, skrzętnie go ukrywała. Teraz trudno spotkać młodego człowieka bez tatuażu. I niech się dziarają, jeśli taka ich wola – ich ciała, ich sprawa. Wracam do zagadnienia zdrowego rozsądku – fajny tatuaż nie jest zły, ale żeby po całości?
Obawiam się, że kwestia upodobań, gustów i zdrowego rozsądku w dziedzinie dress code pozostanie nierozwiązana po kres świata.


Dla zilustrowania poniższej dyskusji tatuaż na ramieniu córki AniM. Mnie się podoba bardzo.





I jeszcze apel i prośba o mały sms dla dzieci, które bardziej pokrzywdzone już być nie mogą. Kończy się czas zbiórki, a ciągle brakuje ogromnej kwoty na ich leczenie. Klikajcie tutaj.

środa, 27 czerwca 2018

Z trzech beczek

Dzisiaj może trochę Was rozśmieszę. Na początek informacją o tym, że postanowiłyśmy z MM zacząć chodzenie z kijami. Tzn. Marta postanowiła, a ja się pokornie i na wyrost zgodziłam. Zaczynamy jutro, nawet przygotowałam sobie stosowne obuwie. Doniosę co i jak - o ile zdołamy wrócić.
I taki dialog na stacji benzynowej, na której - przy okazji tankowania - za pomocą karty chciałam pobrać gotówkę w postaci stu złotych. O ile ktoś nie wie, to śpieszę z wyjaśnieniem, że taka operacja jest możliwa na stacjach benzynowych i w większości dużych sklepów. Wystarczy kupić cokolwiek i można pobrać gotówkę do 300 złotych (czy coś koło tego). Awaryjnie to się przydaje. Tak więc wczoraj było awaryjnie, bo na mojej poczcie kart nie akceptują(!). Wkładam więc kartę gdzie trzeba, młodzieniec za ladą dotyka tego i owego i oświadcza:
- Niestety, nie ma pani kesz beku.
Połapałam się od razu, o co mu chodzi, ale mnie wkurzył. Do tego seplenił.
- CZEGO nie mam?
- Kesz beku na karcie!
Błysnęłam refleksem:
- A to mnie pan zbił z pantałyku!
- Proszeee?
Cóż, ja wiedziałam, że tak będzie...
No i nie pobrałam gotówki, bo na TEJ stacji i na tym TERMINALU (bo przecież nie na czytniku kart), nie mam kesz beku.
Skoro o bekach mowa, to teraz z innej beki. Przeczesując internet w poszukiwaniu małegobiałego znalazłam takie ogłoszenie:
"Sprzedam opony z felgami felgi proste opony w bardzo dobrym stanie lecz lekko spenkane" (pisownia oryginalna).
O tempora, o mores!
Zdjęcie jakieś musi być, chociaż z kolejnej beki. Taką oto sukienusię nabyłam za 3 złote:
Kojarzy mi się z jakimś egzotycznym strojem ludowym. Indie? Czy cuś?

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Gumniunio

Piłka się turla, jak to piłka, moje zdanie na ten temat znacie, a jako rzekły fejsbukowe "Psie Sucharki", komu by się chciało ganiać za piłką, co nie piszczy! Znów będzie o kwiatkach, gumienkach i jednej spódnicy. A właściwie o dwóch.
Ponadto dowiedziałam się, że nie zrobię dla Lilki B. zdjęcia tłustego pająka, u którego można by zobaczyć włosy w nosie, ponieważ musiałabym nabyć stosowny obiektyw. Lilko B., na razie musisz zadowolić się maniunią ćmą, która, niestety, utopiła się w beczce z wodą. Dowiedziałam się również jak fotografować czerwone kfiatki, ale zapomniałam. Póki mi się nie przypomni, ponapawajcie się prześwietlonymi, przepalonymi, czy jakoś tak. I tak są piękne.
Deszcz u nas popaduje trochę bez sensu, bo tylko psuje okoliczności przyrody, a większego pożytku z tego nie ma. To znaczy jest, bo nie mogąc sprzątać na gumienku posprzątałam na pokojach, nawet umyłam jedno okno - ale tylko od wewnętrznej strony. Na parapecie stoi kocia miska z wodą, bo jeśli stoi gdzieś niżej, Wałek natychmiast ją wypija (nie zgłębiłam przyczyn tego zagadnienia, więc przestawiłam miskę). Malina pije z jedną łapą w misce, następnie z obrzydzeniem ją otrzepuje z wody chlapiąc po wszystkim dookoła. Okno z zewnątrz liże i obsmarkuje Wałek, ale bez przesady - zobaczę jak się sprawy mają, kiedy przestanie popadywać.
To tyle tytułem wprowadzenia, przechodzę do kfiatków, ale - uwaga, niespodzianka - tym razem będą to kfiatki Marty! Marta też ma gumienko, a co! A właściwie gumniunio - jakieś 4 m2. Gumniunio jest śliczne i wypieszczone, aż zazdrość bierze:


Do tego cudaka pode płotem przymierzam się od jakiegoś czasu. Nie może być taki nijaki. Koloru mu trza!



Teraz idą moje kfiatki. Tak było 5 minut temu:

Orgia hortensji:

Jest! Jest pająk dla Lilki od Maszy! I to jaki! Cudo!
 
Ćma nieboszczka dla Lilki B.:
 

I wreszcie spódnice w charakterze wyrzuty, za całkowitą darmoszkę. Spódnice są nowe, Marta ich nie polubiła, poza tym schudła (trochę).
Spódnica 1:
Spódnica 2 - przód:

 i tył:
Obydwie spódnice są identyczne - w sensie rozmiaru. Pas 90 (z tym, że one są lekko biodrówki, ale niekoniecznie), biodra 112-114 (zależy, w którym miejscu się zmierzy), długość 65 cm. Firma "claire.dk". Komu, komu?