czwartek, 11 lipca 2024

BALKONOWE GUMIENKO

     Najwyższa pora na nowy post, więc, jak obiecałam, pokażę wam moje balkonowe gumienko. Na początku było tak:


Potem wszystko zaczęło rosnąć i kwiatków trochę przybyło - drzewko szczęścia i cyprysik wyniosłam na balkon z domu. Ale musiałam usunąć aksamitkę, bo jakieś choróbsko ją niszczyło. Nic jednak nie posadziłam na jej miejscu, bo pelargonie szybko się rozrastają.


    A kiedy Kasia Alzacka pokazała na fb zdjęcia uroczych ogródków, postanowiłam jeszcze trochę klimat podkręcić, żeby sobie coś podobnego na balkonie zrobić. Powyciągałam z kątów wszystko w różnych odcieniach niebieskiego (jeszcze mam gdzieś ptaszka), stary kosz, stare deski


i w końcu przyniosłam z piwnicy stolik i krzesła balkonowe. Są lekkie, nosiłam po jednej sztuce. Nie przyniosłam tylko skrzyni, bo ona jednak sporo waży, a mnie jeszcze do środy nie wolno dźwigać. 
     
                                                                                             

      Niestety, picie sokawki na balkonie w ten afrykański upał jest, delikatnie mówiąc, niezbyt przyjemne, więc mebelki głownie stoją złożone. Poza tym mój balkon jest co prawda dość długi, ma blisko cztery metry, ale za to wąski, bo jego szerokość to tylko 65 cm. Przy rozłożonym stoliku i krzesłach nie ma jak się na nim ruszyć. Zresztą nawet gdy temperatura jest niższa, tak około 20 stopni, to na tym moim południowym balkonie przez większość dnia jest patelnia i nawet parasol (plażowy, który przyczepiam do barierki trytytkami) nie bardzo pomaga. No i właśnie; jeszcze go nie zamontowałam.

    Sytuacja balkonowa jest rozwojowa oczywiście. Zamierzam jeszcze kupić na pchlim targu jakieś większe naczynie z tych z z niebieskim wzorem i może dokupić w ogrodniczym jakieś kwiatki, przynieść skrzynkę z piwnicy - będzie stała z drugiej strony - i przyczepić w rogu brzozowy pieniek, nowymi trytytkami, bo stare po kilku latach popękały. Zmiany oczywiście pokażę.

    Zdjęcia są, jakie są; gdybym miała pokazać balkon w całości, musiałabym, żeby zrobić zdjęcie, podjechać pod blok podnośnikiem koszowym :D

czwartek, 27 czerwca 2024

WCZESNE LATO I SEKRETARZYK

     W tym roku wszystko jest wcześniej. Wczesna była wiosna, a letnia pogoda trwa już od miesiąca. Czerwiec się kończy, zostało jeszcze kilka dni, a już przekwitła większość lip, jarzębiny czerwienieją, nawet u nas, a na jaśminach pozostały gdzieniegdzie pojedyncze kwiaty. Zdjęcie tej rosnącej obok mojego domu lipy zostało zrobione 30 maja, teraz są na niej tylko zielone kuleczki owoców.


     Przesilenie letnie też było wcześniej, bo mamy rok przestępny i dlatego najkrótsza noc wypadła z 20 na 21 czerwca. Dzień będzie się teraz stawał coraz krótszy, a jeszcze tak niedawno z utęsknieniem czekaliśmy na długie letnie wieczory. No, jeszcze trochę tego zostało przynajmniej do jesiennego zrównania dnia z nocą 😊
     Ale nie o tym chciałam napisać.
Lubię się bawić dekorowaniem, kolorystyką wnętrz, ustawianiem przedmiotów, dobieraniem tkanin, układaniem bukietów. 


Staram się komponować wszystkie rzeczy, które mnie otaczają w taki sposób, żeby czuć spokój i estetyczną przyjemność, kiedy wśród nich przebywam. Jeśli coś dokupuję, to myślę od razu, gdzie to postawić i czy będzie pasowało. Lubię też używać różnych rzeczy niezgodnie z ich przeznaczeniem i wykorzystywać to, co zwykle się wyrzuca. Ameryki nie odkryłam, bo tak się teraz robi, ale rzadko obserwuję to w najbliższym otoczeniu.
    A przy tym... Zaczęłam właśnie czytać nową książkę. Jej bohaterka zajmuje się dekorowaniem wystaw i znaleziony gdzieś na zapleczu stary sekretarzyk staje się dla niej inspiracją do stworzenia dekoracji. Autorka opisała reakcję bohaterki, a ja natychmiast odnalazłam ją we własnych emocjach. Bo przedmioty uruchamiają moją wyobraźnię. Nie zawsze i nie wszystkie, tylko niektóre, ale najbardziej poruszają mnie chyba sekretarzyki. Kiedy natykam się na taki ozdobny, rzeźbiony, z wieloma szufladkami, to natychmiast widzę cały pokój, a w nim na przykład siebie pisząca coś; może list, koniecznie na ozdobnej papeterii, może wiersz, może pamiętnik... A może po prostu bawiącą się pisaniem ozdobnych liter. Piszę oczywiście piórem, obok stoi kałamarz i leży bibuła, a jeszcze lepiej suszka. Jestem ubrana, w jasnokremową bluzkę z wysoką stójką ozdobioną riuszką i ciemną spódnicę. Do bluzki mam przypiętą kameę albo zawieszony na szyi wisiorek na łańcuszku - otwierany medalion.


 I do tego pojawiają się historie, takie bardzo osobiste, naiwnie sentymentalne, romantyczne... No bo jakie mogą być przy takim sekretarzyku?

     Przy okazji postu o bibule pokazałam wam ozdobiony koronkami zeszyt, mogłabym pisać właśnie w takim, pasowałby do sekretarzyka.
     A teraz pokażę papeterię. 
Kiedy nic nie było w sklepach, a listy jeszcze pisywało się często, sama ozdabiałam papier listowy i koperty. Został mi tylko ten jeden, raczej skromny komplet, i kto wie, może jeszcze napiszę na jakiś list?


     Następnym razem, pozostając przy tym samym temacie, postaram się napisać o moim balkonowym, jedynym jakie posiadam, gumienku 😃😀

sobota, 1 czerwca 2024

NA DZIEŃ DZIECKA

      


  


         Z okazji dzisiejszego Dnia Dziecka postanowiłam was trochę rozbawić i napisałam taki wierszyk:

  LETNIE ROZKOSZE

Ranek wstawał wśród śpiewów ptaszęcych
łąka świeżą pokryła się rosą,
więc pobiegłam, by pośród traw gęstych
o świtaniu brodzić stopą bosą.

Niecierpliwie zrzucając sandały,
tak mówiłam: Już, już! Chwilę jeszcze!
Ale nagle me ręce omdlały…
Zaraz, zaraz, zaczekaj; a kleszcze?!?!?!

I do tego zapewne komary
nad traw mokrych uniosą się gąszczem,
a komarom-krwiopijcom do pary
różne mrówki wylegną i chrząszcze!

Gdy za chwilę łąka trochę przeschnie
pszczoły, osy, szerszenie i trzmiele,
pośród kwiatów kolorowych, letnich,
będą sobie urządzać wesele!

Wielkie szczerej żałości wezbranie
z oczu mych wycisnęło łez krople.
Ach, nie dla mnie bieganie świtaniem
po tej trawie świeżą rosą mokrej!

Jak na łące kosą nieruszonej
 mogę ulec natury rozkoszom,
gdy wśród kwiatów rosą osrebrzonych
niebezpieczeństw roje się panoszą?

Cóż, sandały z powrotem założę,
i do domu pójdę krokiem równym.
Przyrodniczy film obejrzę sobie.
Z komentarzem Krystyny Czubówny.

        Proponuję wam zabawę, bo jak Dzień Dziecka, to trzeba się bawić. Napiszcie o swoich przygodach z owadami, a może pokusicie się o jakieś wierszyki o owadach? Krótkie, mogą być dwuwiersze, czterowiersze, lepieje, limeryki, fraszki - co tam komu w duszy gra.
A poza tym mam wrażenie, że ktoś kiedyś napisał o Czubównie w podobny sposób, ale nie mogę sobie przypomnieć kto i gdzie. Może wy kojarzycie?


        

środa, 15 maja 2024

DLA WAS I DLA NICH

     Ten post napisałam dla wszystkich, które przeżyły odejście swoich kotów. Ostatnio to była Kasia-Brujita, a trochę wcześniej Margaret i Dora. Chyba prawie każda z nas (a może nawet wszystkie) przeszła taką stratę i wie, jak to jest. Ja także znam dobrze to uczucie i dlatego, cóż, jak zwykle; napisałam wiersz. Taką pocieszajkę ♥


                                                                     KOTY, KTÓRE ODESZŁY

W niebiańsko wygodnych łóżkach,
na chmurkach miękkich i białych,
jak na puszystych poduszkach
śpią koty. Duże i małe.

Słońce je muska po brzuszkach
(bo słońce zawsze tam świeci),
leciutko pieści ich uszka
i gładzi puszyste grzbiety.

Drzemiąc w błękitnych welurach,
cierpliwie na coś czekają
i tylko przez dziury w chmurach
na świat co i raz zerkają.

Potrafią sięgać głęboko
do naszych serc zasmuconych.
Łapką  z nich troski wymiotą.
Albo machnięciem ogona.

I serca błogość wypełnia
i ulga, i miły spokój
na myśl, że będą tam czekać,
za progiem ostatnim. Koty.


                                                                                Songo.
                              16 listopada minie dziesięć lat, odkąd przeszedł przez Tęczowy Most.

        

                                                     

piątek, 26 kwietnia 2024

OSTATNI - mam nadzieję, że na długo - SMUTNY POST

        

                                
                                            Zdjęcie naszej katedry. Jakoś mi pasuje do nastroju.

        Dziwna jest wiosna w tym roku. Wcześniejsza o miesiąc, z przeplatającymi się wysokimi i niskimi temperaturami i mało - przynajmniej dla mnie - optymistyczna. Wciąż jeszcze jestem w dołku. Odejście męża mojej siostry, przeraźliwie nieodwracalne i szybkie, przywołało ten sam smutek, który trzy lata temu towarzyszył odchodzeniu mojego męża. Trudno mi się z tego nastroju otrząsnąć tym bardziej, że jeszcze jedna osoba, z którą czuję się związana, jest już na ostatniej prostej i nie ma nadziei, że to się odwróci.
        Próbuję rozliczać się z emocjami, pisząc. Szukam tych wszystkich trudnych odczuć, nazywam je i zamykam w ramach wiersza jak w pudełku. I to pomaga. Uspokaja i wycisza.

 

 

Znowu ktoś bliski nagle odszedł.

Bolesny smutek, jak tsunami,

zalewa myśli rojem wspomnień,

dzień chmurzy żałobnymi mgłami.

 

Jak mam odnaleźć nowe drogi

za pociemniałym horyzontem?

Gdzie mam niepewne stawiać kroki

na ziemi wciąż wstrząsami drżącej?

 

Oczy znów łzami wypełnione,

a noce niedobrymi snami,

niebo posępnie zachmurzone,

drogi usiane przeszkodami,

 

lecz idę. Idę wprost przed siebie

 w nadziei, że za widnokręgiem,

gdzieś tam, u kresu drogi ziemskiej

czekać nas będzie zrozumienie.


        Staram się żyć pozytywnie, cieszyć się tym, co mam, korzystać z dobrych chwil, bo czas jest nieubłagany, los bywa okrutny, a świat staje się coraz bardziej nieprzyjazny.


Edit
Osoba, o której wspominałam wyżej, dziś (7 maja) 
odeszła😢


 

środa, 3 kwietnia 2024

WIOSNA, WIOSNA!

     Kwitną mirabelki, które są dla mnie symbolem wiosny, już trochę późniejszej i ciut cieplejszej niż w czasie kwitnienia przebiśniegów. To dość duże drzewko, które jest na zdjęciu sfotografowałam w świąteczny poniedziałek - brzęczało od pszczół, trzmieli i innych robaczków i pachniało z daleka.




     A dziś się oziębiło i zimny wichur duje. Termometr za oknem pokazuje +8 stopni, choć telefon twierdzi, że jest +4. Pewnie to dlatego, że słońcu udało się na chwilę wyjrzeć zza chmur.
    Przez trzy dni, od soboty do poniedziałku, rośliny na gwałt wypuszczały liście i kwitły, nie biorąc pod uwagę, że to jednak jeszcze wcześnie. Może i miały rację, bo od jutra znów ma się zacząć ocieplać, a na weekend prognozowane są temperatury zbliżone do  tych świątecznych. Nie zdziwiłabym się jednak, gdyby w kwietniu zdarzył się jakiś zimopodobny incydent, bo jak wiadomo kwiecień-plecień 😉
    Jutro są urodziny mojej córki, a pojutrze prawiesynowej. Gdyby patrzeć na nie jako na osoby urodzone pod tym samym znakiem zodiaku, to nie bardzo są do siebie podobne, choć kilka wspólnych cech pewnie by się znalazło. Znawcy zaraz powiedzą, że ascendent, że planety (dziewczyny są z różnych roczników), ale i tak... Zresztą horoskopy sobie czytam i zaraz mi wylatują z głowy, to dla mnie tylko zabawa na zasadzie: A cóż tam znowu wymyślili?
    Ale nie o horoskopach chciałam pisać. Przypomniał mi się wiersz, który napisałam już dawno, dziesięć lat temu, na konkurs u Alutki ( https://nieladmalutki.blogspot.com/2014/03/podsumowanie-akcji-szafa.html ):


APASZKA

Słońce nareszcie naprawdę grzeje
i już zakwitły pierwsze krokusy.
Kiełkują plany, rosną nadzieje
i każdy jakoś lżej się porusza. 

Wróble ćwierkają jak zwariowane,
sikora z brzozy w głos wyśpiewuje,
a ja, by wiosnę pięknie przywitać,
jasną apaszkę z szafy wyjmuję. 

Cienka apaszka lekko trzepocze,
tańczy - i tańczy z nią moja dusza.
W promieniach słońca, z wiatrem na twarzy,
znowu na podbój świata wyruszam.


    Apaszki lubię i dalej chętnie noszę, tylko to wyruszanie na podbój jakoś inaczej wygląda. Tyle się przez tych dziesięć lat zdarzyło i tak bardzo zmienił się świat. I moje życie. I ja sama. Wiosna wciąż wywołuje we mnie przypływ energii, ale nie ma w nim już tego blasku, tego drżenia, bezwarunkowego optymizmu tylko z tego powodu, że jest.
    No i macie, miało być wesoło, a wyszło jak zwykle, czyli melancholijnie 😁

czwartek, 28 marca 2024

ŚWIĄTECZNOWIOSENNIE

 


     W końcu i u nas kwitną fiołki, zielone są listki krzewów, żółte forsycje, duże liście irysów i jeszcze większe liliowców. Przebiśniegi i ranniki przekwitły, a zaczynają kwitnąć narcyzy i  hiacynty. Bazie na wierzbach są żółciutkie, a w sobotę widziałam pierwszą wędrującą w stronę stawu ropuszkę.


A może to był ropuszek? Albo nawet zaklęty książę?

I to wszystko zaczęło się już przed pierwszym dniem kalendarzowej wiosny!
Takie rzeczy to u nas bywały w drugiej dekadzie kwietnia, a dawniej nawet na przełomie kwietnia i maja. Jest coraz cieplej i bardziej słonecznie. W zeszłym tygodniu padał deszcz, ziemia jest wilgotna, więc wszystko rośnie na potęgę i ptaki śpiewają jak zwariowane.

    Wielkanoc w tym roku przypada wcześnie, a będzie bardziej zielona i bardziej kolorowa niż czasem bywała ta kwietniowa. Przejrzałam posty z poprzednich kilku lat, te marcowe, i wtedy wiosna nie była tak wczesna, często nawet u Kur z południa i zachodu.
    Obiecałam sobie, że nie będę pisać o rzeczach smutnych
 (choć powodów do smutku i zdenerwowania mam sporo), bo mimo wszystko ten wiosenny rozkwit cieszy, sprawia, że jest jakoś lżej i fajniej.
    Rzutem na taśmę zrobiłam kilka kartek wielkanocnych. Śpiesząc się, żeby jak najszybciej je wysłać - był już wtorek - zapakowałam do kopert, zakleiłam i uświadomiłam sobie, że nie zrobiłam zdjęć. Niestety, klej na kopertach był jak na złość wyjątkowo mocny i nie dałoby się ich otworzyć bez zniszczenia. Zwykle musiałam używać dodatkowo kleju w sztyfcie, bo ten oryginalny nie łapał, a tu masz. Za to wrzucę zdjęcie mojego stadka glinianych uszatych. Są tu trzy króliki i jeden zając. Lubię takie gliniane figurki, wazoniki, talerzyki itp. i mam tego trochę.



Na zdjęciu pod spodem zajączek z innej gliny i pisanka z gęsiego jaja, też z zajączkami, trochę słabo je widać, bo pisanka przez lata wyblakła, a i światło nie jest za dobre.



   Niech Wasze Święta będą miłe, wiosenne i pełne słońca. Spędźcie je tak, jak lubicie - odpoczywajcie, cieszcie się wolnym czasem i nie zapracowujcie się. Niech Wam zajączek przyniesie coś miłego - nie tylko prezenty, ale w ogóle samo dobro, a ja życzę wszystkim zdrowia, spokoju i przytulam Was, Kochane Kurki, najserdeczniej 💝

Teraz przytulam ja, Hana.

Wiosna u mnie bardziej zaawansowana - jak to w Wielkopolsce. Objawiła mi się m. in. bielikiem na świerku przy moim płocie. Zdjęcie mam słabe, bo przez okno, a i dzień był pochmurny, więc zamiast bielika - moje wrzośce. Kwitną już od miesiąca!

 

No i te kwitnące jak okiem sięgnąć mirabelki, tarniny, migdałki i forsycje - istna orgia! Czego i Wam życzę z okazji tych wiosennych świąt. Orgii kolorów, piękna, śmiechu, życzliwości, zdrowia, beztroski i - jakkolwiek to brzmi - pokoju na świecie.

wtorek, 12 marca 2024

SMUTNOWIOSENNIE

    
 

Nowy rok - chiński,  czy nasz własny - już się ciut zestarzał i wiosna za pasem. Nagle zrobiło się ciepło, rozkwitły wiosenne kwiaty - widziałam też kiełkujące klony, młode listki na krzewach, duże pączki kwiatowe na forsycji  i całkiem spore listki czosnaczka i jaskółczego ziela. Pewnie nasza Prezessa już szaleje na gumnie, a i inne Kurki - posiadaczki ziemskie - ruszyły w ogrody. Ja mogę co najwyżej bratki na balkonie posadzić, ale noce mroźne, więc chyba poczekam.
    Zaczynam myśleć o Wielkanocy, która w tym roku może być zupełnie inna niż zwykle, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że spędzę ją poza domem i to nie dlatego, że wyjadę wypocząć w jakieś przyjemne miejsce, ale dlatego, że bliska osoba z rodziny leczy się w Warszawie i prawdopodobnie nie wróci na święta.
    Dzień Kobiet przyszedł i poszedł. To dla mnie trudny czas, bo trzy lata temu, około 2 w nocy z 8 na 9 marca odszedł Jacek i już zawsze ten dzień będzie mi się smutnie kojarzył. A kilka dni temu, również w nocy, z 5 na 6 marca, nowotwór zabrał syna jednej z naszych Kurek, Ewy Zaremby. Dziś o 14 odbył się pogrzeb. Odczułam to bardzo mocno i ze względu na to, co sama w tym czasie przeżywam, i ze względu na na Ewę. Strata dziecka to straszna, niewyobrażalna tragedia. Ciągle myślę o Ewie i o tym, co musi czuć. Ewa rzadko ostatnio bywała w Kurniku i podejrzewam, że nieprędko znów tu zajrzy, bo oprócz tego  wszystkiego, co się w jej życiu działo,  nie mogła się zalogować.
Jak zawsze, spróbowałam poradzić sobie z emocjami, pisząc wiersz.

EWIE I JEJ SYNOWI

Wiosna pochyliła się nad łóżkiem,
położyła chłodną dłoń na czole,
smutny, czuły darowała uśmiech
i szepnęła: ja cię stąd zabiorę.
Już nie będzie bólu i cierpienia,
już swobodnie przed siebie pobiegniesz.
Wezwą cię ciepłego wiatru tchnienia,
i poniosą w niepojętą przestrzeń.
Stamtąd, patrząc na daleką ziemię,
lekko dotkniesz matczynego serca…
Wiesz, że matka długo płakać będzie,
że jej dola będzie teraz ciężka,
więc tym czułym dotykiem jej powiesz -
- Nie płacz, mamo, nie płacz! Już jest dobrze!
Będę czekał na ciebie, stęskniony,
aż mnie znowu utulisz w ramionach.

   

 Dziś dzień był szary, od rana padał deszcz i wszystko - wbrew temu, co czuję - zieleniało w oczach z nową nadzieją.

    Ewo, słowa wydają mi się jakieś miałkie, niewłaściwe, nieprawdziwe. Tylko łzy mogą naprawdę wyrazić moje uczucia, więc szczerze poświęcam je Tobie i pamięci Twojego syna.

    

sobota, 10 lutego 2024

ROK SMOKA

    


Od dziś do 28 lutego będą trwały w Chinach obchody tamtejszego Nowego Roku. Ci to sobie poświętują, całe dziewiętnaście dni! Nie to co u nas; sylwester (który nie jest przecież dniem świątecznym) i Nowy Rok, jeden dzień na odespanie nocnych szaleństw.
    To będzie rok drewnianego smoka, rok przełomowych sytuacji, które wywracają wszystko do góry nogami. Smok zachęca do podejmowania ryzyka, obiecuje wzmocnienie kreatywności i mówi, żeby nie załamywać się pod wpływem cudzych opinii, ale realizować własne plany. Obiło mi się o uszy, że ten rok będzie sprzyjał odkrywaniu prawdy i dementowaniu fałszów. Smok jest jedynym fantastycznym zwierzęciem w chińskim zodiaku i jest to znak bardzo silny, rządzący innymi znakami, wprowadzający porządek. Właściwie już się to zaczyna, choćby u nas; rozliczanie afer poprzedniej włazy, pokazywanie jej zakłamania i hipokryzji.
    Nie bardzo wierzę w horoskopy, szczególnie takie z popularnych gazet, które swoje przepowiednie biorą z sufitu. Te profesjonalne, opracowywane przez astrologów, także budzą moją nieufność. Jakoś zawsze można je dopasować i znaleźć w nich coś, co nas samych dotyczy. Na wątpliwości co do ich sprawdzalności astrolodzy zawsze mają odpowiedź: to są możliwości i zagrożenia, można wykorzystać szanse lub nie, a ostrzeżony równa się uzbrojony.
    Ja jednak mam nadzieję, że rzeczywiście uporządkuje się choć trochę przynajmniej nasze polskie podwórko i że żywioł drewna przypisany w tym roku smokowi sprawi, że będziemy tworzyć nowe, mniejsze i większe dzieła (nie tylko rzeczy, ale i sprawy) z radością i sukcesami, czego Wam i sobie życzę.
    Dla ilustracji smok, oczywiście chiński, narysowany przeze mnie osobiście daaawno temu, jakoś w latach siedemdziesiątych. Bardzo możliwe, że było to w roku 1976, a więc w roku smoka, choć ręki sobie uciąć nie dam.  Całego, dużego smoka narysowałam na ścianie małego pokoju, na krótko, bo zaraz zostały położone tapety. A ten mały rysunek z
achowałam, bo mi się podobał i zamierzałam namalować porządny obrazek farbami.😊

wtorek, 16 stycznia 2024

MASKARADA

 


    Karnawał jest w tym roku krótki, bo Popielec przypada już czternastego lutego, a więc ostatnia sobota karnawału to dziesiąty lutego, czyli już za chwilę! Ale jak karnawał, to bale, domówki i maskarady J
    Od dziecka lubiłam się przebierać. Po powrocie z przedszkola podekscytowana wołałam, że pani mówiła, że mamy się przebrać, a mama i babcia potrafiły nawet zarywać noce, żebyśmy miały z siostrą odpowiednie stroje. 


To mój pierwszy przedszkolny strój byłam przebrana za śnieżynkę. Pierwsza od prawej kucająca             dziewczynka to ja 😊

A to właśnie strój, który mama i babcia uszyły mi przez jedną noc - czerwona spódniczka w kwiaty, biała bluzka z czerwoną wstążką pod szyją i fartuszek. Tej samej nocy uszyły mojej siostrze sukienkę śnieżynki z gazy usztywnionej krochmalem. 

Pierwsze trzy klasy podstawówki jakoś nie kojarzą mi się z balami maskowymi, ale już od czwartej klasy o przebranie na szkolny bal martwiłam się sama., choć babcia i mama pomagały wymyślać stroje. Nie wiem w której klasie, chyba w piątej, zasugerowały mi, żebym przebrała się za Czerwonego Kapturka. Miałam już czerwoną, rozkloszowana spódniczkę w białe grochy, do tego biała bluzka, koszyczek od święconki, a babcia z mamą w ciągu jakichś dwóch godzin uszyły mi czerwony czepeczek z wiązaniami ze ścinków pozostałych ze spódniczki i biały fartuszek z falbanką.
Miałam równie jak ja zakręconą koleżankę, z którą razem wymyślałyśmy i robiłyśmy sobie przebrania. Raz przebrałyśmy się za paprotki; powycinałyśmy z karbowanej bibułki duże paprociowe liście i doszyłyśmy je do wstążek, tworząc spódniczki, a takie same, tylko mniejsze poprzyklejałyśmy do opasek zrobionych z kartonu. 
Nie muszę wam mówić, że większość rodziców ani w przedszkolu, ani w szkole nie zawracała sobie głowy szykowaniem przebrań dla dzieci. A w średniej szkole i podczas studiów okazało się, że ludzie po prostu nie chcą się przebierać, uważając, że to głupie i niepoważne. Na studenckiej maskaradzie, na którą biletem wstępu miał być strój, poszliśmy całą grupą i chyba tylko ja potraktowałam sprawę serio, bo upięłam na sobie stylizowany chiton i uczesałam się w greckim stylu, od którego jedynym odstępstwem były złote sandałki na wysokim obcasie. Reszta grupy poszła po linii najmniejszego oporu przebrawszy się za gromadę wędrowców - dżinsy, kraciaste flanelowe koszule, jakieś kapelusze powyciągane od rodziców i kije, niby pielgrzymie kostury. Okazało się oczywiście, że 90% uczestników zabawy wcale się nie przebrała i gdyby nie zostali wpuszczeni, bawiłoby się nas bardzo mało.

Na pewno wiecie, że tak właśnie się działo na większości maskarad.
A ja dotąd marzę, żeby wziąć udział w balu, na którym wszyscy będą mieli kostiumy…

Jednak dotąd wyżywałam się szyjąc stroje moim dzieciom i siostrzenicy.

To jedno z fajniejszych przebrań  moich dzieci - kotek i myszka. Strój kotka uszyłam z mojego golfa, myszka jest w szarych rajstopach i szarym, bawełnianym golfiku i ma spódniczkę z kawałków starego futerka doszytych do paska, futerko jest również na opasce,  kawałki futerka zdobią też strój kotka. Moim dziełem jest także makijaż (słabo niestety widoczny na zdjęciu), który zrobiłam kredką do brwi 😊




A tu przykład bardziej wymyślnego makijażu i stroju, córka przebrana za Noc. Makijaż całkiem nieprofesjonalnie zrobiłam cieniami i kredką do powiek. Efekt był o wiele lepszy niż na zdjęciu.
Suknia Nocy to moja własna sukienka odpowiednio dopasowana, peleryna jest z podszewki, a gwiazdki i księżyc na opasce z... grubszej folii aluminiowej z pudełek po maśle roślinnym😃  



Siostrzenicy i córce wymyślałam stroje nawet kiedy już pracowały, w jednej firmie zresztą. Pierwszy firmowy bal był w stylu lat międzywojennych, kupiłam im wtedy sukienki w ciuchlandzie (miałam szczęście, bo trafiłam na obie za jednym razem), zrobiłam opaski, dobrałam biżuterię i umalowałam je. Na  pierwszym zdjęciu siostrzenica, na drugim córka.




                                                               A to opaski z przybraniami. 




Na drugi bal przebrała się tylko córka, a potem już nawet córka przebierać się nie chciała, bo skoro konkursy na najlepszy strój wygrywali ci, którzy po pierwsze, stroje sobie wypożyczali, a po drugie, zwykle należeli do firmowej góry, więc właściwie po co się było wysilać… Chociaż ja bym chyba nie odpuściła J
I dlatego – tadam! Oto strój córki z drugiego balu, który postanowiłam pokazać na sobie!


To dwuwarstwowa, rozcięta z przodu spódnica ze sztywnego tiulu przymarszczonego i przyszytego do szerokiej wstążki. Wierzchnia warstwa została odpowiednio upięta, tak żeby przypominała siedemnastowieczną krynolinę. Kwiat na ramieniu jest z tego samego tiulu. W pierwotnej wersji sukienka pod spodem była krótka i córka miała na nogach klasyczne szpilki.
Liczę na to, Kurki, że podzielicie się swoimi wspomnieniami o maskaradowych strojach waszych i waszych dzieci. A może o takich, które gdzieś widziałyście i bardzo wam się spodobały?
No to bawcie się dobrze w karnawale, bez względu na to, gdzie i z kim się bawić będziecie!

Jakie są zdjęcia, same widzicie. To zdjęcia z telefonu, a na dodatek niektóre to zdęcia robione zdjęciom, więc ich jakość po prostu nie może być dobra. Nawet, poskromiwszy własną próżność, wybrałam z moich zdjęć najostrzejsze, a nie takie, na którym najładniej wyszłam 🙈