poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Smutnawo...

Niełatwo nam jakoś i smutnawo, nawet wiosna zwleka i czeka nie wiadomo na co i tak bez sensu skraca nam się ta najprzyjemniejsza pora roku.

Opakowana, urobiłam się na gumienku, nie powiem, ale nie aż tak i nie dzisiaj. Dzisiaj byłam na pogrzebie, niestety. Odeszła K., którą poznałam tutaj, już w nowym miejscu i w nowym życiu. Polubiłyśmy się bardzo, życie towarzyskie rozkwitało, śmichom-chichom nie było końca. K. zachorowała i odeszła w ciągu tygodnia. M. in. jest podejrzenie powikłań po covidzie, ale tego nie wie nikt i pewnie już się nie dowie. 

O czymś innym miałam pisać, ale jakoś tak mi się omsknęło. Pod poprzednim postem nie ma już miejsca, a trzeba pocieszyć chorą na covida Bogusię, zdrowiejącą - mam nadzieję - Gardenię, Ninkę, której życie nie rozpieszcza, Agniechę, która stoi w obliczu najgorszego momentu w życiu kogoś, kto kocha swojego psa (swoje zwierzę kimkolwiek ono jest). Nie mam słów pocieszenia, bo one nie istnieją. Agniecha, płaczę z Tobą, bo rozumiem. Płaczę patrząc na moje bardzo już postarzałe zwierzęta. Będę musiała przejść tę drogę cztery razy, o ile je przeżyję. Innej sytuacji nie biorę pod uwagę. Wypieram.

Bywa, że myślę (wyłącznie w tym kontekście) o byłym wyBitnym, który zostawił je bez mrugnięcia okiem, nawet się nie zająknął, jakby nie istniały. Tym bardziej nie mrugnie teraz, jakby co. Na szczęście są jeszcze inni Ludzie. 

Inna sprawa, że i tak  nie oddałabym mu żadnego z nich.

Karmię się nadzieją, że wiosna wreszcie przyjdzie, że covida szlag trafi razem z wiadomą opcją polityczną, że nasze zwierzęta pożyją jeszcze że ho-ho, i to w zdrowiu. Inaczej można by zwariować. Pomyślcie sobie, że innego wyjścia nie ma i że taka jest prawidłowość dziejowa, czy jak ją tam nazwać. Historia zna takie przypadki. Jest dups, a potem jest wychodzenie z dupsa. Nie ma innej możliwości i tego się trzymajmy. Już bliżej, niż dalej. A jutro ma być cieplej.

Dla zmiany nastroju może uda mi się Was rozśmieszyć? Kol. D. została zaszczepiona pierwszą dawką i bolała ją głowa, raz z boku, raz z przodu, raz z tyłu. Doszła do wniosku, że to czip szuka sobie miejsca, łapie sygnał i próbuje nawiązać kontakt z szarymi komórkami...

Ja po szczepieniu miałam gorące i czerwone kolana, obydwa. Czy to znaczy, że mam dwa czipy?

Międzyczas: boski Lolo, 37 x 17 cm. Poleciał już...







czwartek, 1 kwietnia 2021

Z życia wzięte III

Chętnie podporządkowuję się woli ogółu, a zwłaszcza Agniechy i otwieram nowy wybieg prawie z jednym zdjęciem. Jestem tak urobiona gumiennie, że nie mam siły na nic. Nie wiem czy dojdę do łóżka. No ale jeśli przespało się jesień, to tak się ma. Roboty w huk w każdym kącie. I dobrze. Gdyby nie farby i gumienko, przyszłoby zwariować. Kol. D. też często odwodzi mnie od pomysłów uszlachetniania się przez pracę, a ja nie pozostaję jej dłużna. I tak przyjemnie upływa nam czas, byle do drugiego szczepienia.










Płotek dla piesków, zamówiłam w necie trochę wyższe, bo normalnie tratują i kopią wszystko

Międzyczas:


Rybki już wyszły


niedziela, 21 marca 2021

Z życia wzięte II

 

Bo u mnie wszystko jest z życia wzięte. 

Przyszło nam pędzić to życie w niewątpliwie bardzo trudnych czasach, w bardzo trudnym, czasem nieznośnym, świecie. Ludzkość doszła do ściany. Nie mam wątpliwości, że marnie się to wszystko skończy. Chciałabym pociechy i nadziei, ale obawiam się, że o to będzie trudno. Otacza nas chaos, dezinformacja, brud, smród - długo mogłabym wymieniać. Odnoszę wręcz wrażenie, że na nic nie mam wpływu, że tylko mogę płynąć z prądem. Czasem mi się przelewa, jak dzisiaj. Pewnie macie podobnie, bo trudno nie mieć. Ciekawi mnie, jak radzicie sobie z tym wszystkim, co robicie, żeby nie zwariować i nie dać się trafić apopleksji?

Czasem jestem tak wściekła, że prawie wrzeszczę z bezsilności. Ratuje mnie poczucie humoru i miejsce, w którym żyję, bo żyję tutaj jak w bańce. Czasem muszę stąd wychynąć - robię to rzadko i bardzo niechętnie. Większość czasu spędzam nad paletą, drewienkami i co mi tam w ręce wpadnie, za chwilę na dobre zacznie się ogród. Jednak nie każdy ma taki luksus. Dlatego piszcie jak sobie radzicie z wszelkim goownem tego świata. Boję się, że moje sposoby się wyczerpią, to będę miała coś w odwodzie.

W międzyczasie (anioł niedostępny, Bambi też zamówiona i odebrana):




Bambi zwana Bamboszkiem, suchy pastel 30 x 40cm


piątek, 12 marca 2021

Z życia wzięte

Dawno nie zanudzałam Was Kuriozą, ale też niewiele się w niej dzieje. Jeśli zdarzają się zmiany, to kosmetyczne - tu zabiorę, tam postawię, coś dodam, coś ujmę. 

Jednak dzisiaj takie piękne światło, że nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam kilka zdjęć moich niebieskości, o czym za chwilę. 

Pogoda zmienna, raz słońce, raz deszcz, to i gumienka sprzątać się nie da. Nosiło mnie, więc pojechałam do miejscowej klamociarni przysięgając sobie, że tylko popatrzę. Oczywiście nie dałam rady. Miałam zostawić na pastwę losu takie szklaneczki po 3 złote? Sezon się zbliża, do wina wrednego na tarasie będą jak raz.

Albo takie portugalskie (chyba) koguty:

Albo taki obrazek. To oryginał, nie żaden reprint, nie mam wątpliwości. Są na nim częściowo zatarte opisy i takiż podpis autora. Nie zrobiłam zdjęcia "przed" i żałuję, bo wyglądało to tragicznie i różnica jest porażająca. Obrazek był oderwany, ledwo trzymał się za szkłem oblepionym brudem, przyklejony jednym (podartym) rogiem do brudnej tektury. Delikatnie wyczyściłam co się wyczyścić dało. Trudno zrobić zdjęcie, bo szkło blikuje. Obrazek jest duży - 60 x 45 cm. Teraz wygląda tak:

 Cyferki i literki:




Teraz niebieskości. Słońce przygrzało i najlepszą miejscówką okazał się stół:






Są prawie wszyscy. Prawie, bo Malinka pilnuje miejsca przy grzejniku:

Tak w ogóle:





W międzyczasie:

tango na polanie, 31 x 17 cm



Wieszak lub takie cuś do wiszenia, rybka na drewnie - haczyk można bez problemu wyjąć:

 

Jeszcze tylko donoszę Kurom niefejsbukowym, że Brzydal ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zaprzyjaźnił się z Orką, przestał śpiewać po nocy i w ogóle sielanka. Huraaaaaaaa!!!

PS. Spotkałam się z zarzutem, że na żyrandolu wisi smoczek. Teraz lepiej?









sobota, 6 marca 2021

Opakowana, przytulnego życia!

Jak już wszyscy wiemy, Opakowana zmieniła miejsce zamieszkania, czyli dom. A ja dostałam upoważnienie pt. publikuj co chcesz. To publikuję. 

 


Na początek cytat:

Dom jest sierotkowy, z całą ziemia wizawi (trawa na stoczku i podjazd, w
UK mało jest domów z taką ilością miejsca do parkowania). Dom
jest w północnej części malusiego, bardzo starego miasteczka, blisko końca miasta, a jednocześnie blisko szosy do dzieci.

Zaintrygowało mnie określenie "sierotkowy". Biedniutki? Malutki? Samiutki? Opuszczony? Porzucony? Po namyśle doszłam do wniosku, że chodzi o "środkowy".

Mam nadzieję, że się wyjaśni, bo Opakowana pojechała do starego domu dokończyć dzieła przeprowadzki.

Opakowana, podziwiam Cię. Dobrze wiem, jaki to ogrom spraw do ogarnięcia. I apeluję, abyście nie szarpali bez wytchnienia, bo wiesz...

Bardzo mnie zmartwił stary kredens, który nie zmieści się w nowym domu. Może da się go "rozbić" na dwie części? Może ma zdejmowaną nadstawkę, którą można powiesić, a dół może robić za komodę w całkiem innym miejscu? Jak mniemam, chodzi o ten kredens:

zdjęcie z czasu pakowania

Weranda (dach?) w nowym domu mnie olśniła, kupiłabym go dla tego dachu!

Zacieram rączki i nóżkami przebieram na myśl o pierdylionie zdjęć i wnętrzarskich rozkoszach, jakie - mam nadzieję - zafunduje nam Opakowana i malowniczo rozwłóczy tam trochę włóczek.

Zdjęcia prezentują stan w momencie kupna, ktoś miał upodobanie do odblaskowych kolorów:). Z tego co wiem, fachowcy już działają.

Zostawiam Was ze zdjęciami, a Opakowanej i Ślubnemu życzę, aby żyło im się ciepło, miło i przytulnie.