Wspomnę przy okazji o tzw. miłości bliźniego. Cóż; mogę powiedzieć, że kocham ludzi. Tyle tylko, że jakoś dużo od tej miłości wyjątków. Nie kocham np. polityków, szczególnie niektórych (i coraz ich więcej), nie kocham tych, którzy krzywdzą ludzi i zwierzęta, nie kocham przeróżnych "szkodników", którzy bezmyślnie albo, o zgrozo(!), celowo niszczą przyrodę - mogłabym wymieniać dalej i bardziej szczegółowo, ale post mógłby się zrobić zbyt długi 😉 Możecie uzupełniać listę w komentarzach, hrehrehre.
Miało jednak być o miłości, a nie o jej braku. Bo miłość to bardzo pojemne pojęcie i może oznaczać, zarówno miłość do osoby, jak i miłość do zjawiska, przedmiotu, czynności... Ileż razy słyszymy: kocham wiosnę, kocham biegać, jeść, malować, kocham wiersze, kocham czytać, kocham niebieski (to tylko przykłady, a nie moje wybory). Każdy wie, że to są różne rodzaje uczuć, ale określamy je wspólnym mianem miłości. Siła miłości może też mieć bardzo różne natężenie; od graniczącego z szaleństwem, do bardzo niewielkiego.
Dziś, z okazji Dnia Kota, nie mogę nie napisać o miłości szczególnej, czyli o miłości do kotów, które budzą skrajne emocje o wiele bardziej niż inne zwierzęta. Ja od zawsze koty uwielbiałam - za ich urodę, dumę, niezależność, za tajemniczość i wdzięk. Są niezwykłe, wspaniałe i coraz lepiej je poznajemy, dzięki czemu można odczarować złą aurę, którą im niektórzy przypisują.
Przysłowiowy czarny kot przebiegający drogę już mało kogo prowokuje do stwierdzenia, że przynosi pecha.
Pamiętam taką historię z okresu średniej szkoły. Tego dnia lekcje zaczynały się dwiema godzinami polskiego, na których miała być klasówka. Szłam do szkoły z kilkoma koleżankami; niektóre się tej klasówki bały i przez całą drogę narzekały. I nagle przebiegł nam drogę czarny kot. Któraś dziewczyna jęknęła: "Teraz to już na pewno nie napiszę!" A ja, od zawsze wierząc, że kot może przynieść tylko szczęście, powiedziałam: "E tam; zobaczycie, że tej klasówki nie będzie!" I co powiecie? Nie było! Z pewnością to zbieg okoliczności i choć naprawdę nie wierzę, że czarny (czy też jakikolwiek inny) kot przynosi pecha, to moje przekonanie wyraziłam nie całkiem serio.
Pamiętam, jeszcze z dzieciństwa, taką starą piosenkę, śpiewała ją Fryderyka Elkana. To piosenka "Koci twist" i ma taki refren:
Ja w to święcie wierzę i naszym kochanym kotom życzę, żeby im niczego nie zabrakło, schroniskowym dobrych domów, wolnym kotom pełnych brzuszków, a wszystkim zdrowia i dobrego życia 💝💝💝














































