wtorek, 17 lutego 2026

MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ!

    

Kartka ślubna z motywem serca, zrobiona dawno temu.

    Mieliśmy w zeszłym tygodniu swoistą kumulację; Tłusty Czwartek (12 lutego), Dzień Kochania Siebie (13 lutego) i Walentynki (14 lutego). Wszystko o miłości, bo i Tłusty Czwartek dla tych, co kochają. Pączki kochają i faworki 😋
Faworki - dawne czasy; nie robię już takich ilości, a w tym roku nie robiłam wcale, bo jeszcze się nie zaprzyjaźniłam z elektryczną kuchenką 😉

    Wspomnę przy okazji o tzw. miłości bliźniego. Cóż; mogę powiedzieć, że kocham ludzi. Tyle tylko, że jakoś dużo od tej miłości wyjątków. Nie kocham np. polityków, szczególnie niektórych (i coraz ich więcej), nie kocham tych, którzy krzywdzą  ludzi i zwierzęta, nie kocham przeróżnych "szkodników", którzy bezmyślnie albo, o zgrozo(!), celowo niszczą przyrodę - mogłabym wymieniać dalej i bardziej szczegółowo, ale post mógłby się zrobić zbyt długi 😉 Możecie uzupełniać listę w komentarzach, hrehrehre.
    Miało jednak być o miłości, a nie o jej braku. Bo miłość to bardzo pojemne pojęcie i może oznaczać, zarówno miłość do osoby, jak i miłość do zjawiska, przedmiotu, czynności... Ileż razy słyszymy: kocham wiosnę, kocham biegać, jeść, malować, kocham wiersze, kocham czytać, kocham niebieski (to tylko przykłady, a nie moje wybory). Każdy wie, że to są różne rodzaje uczuć, ale określamy je wspólnym mianem miłości. Siła miłości może też mieć bardzo różne natężenie; od graniczącego z szaleństwem, do bardzo niewielkiego.
    Dziś, z okazji Dnia Kota, nie mogę nie napisać o miłości szczególnej, czyli o miłości do kotów, które budzą skrajne emocje o wiele bardziej niż inne zwierzęta. Ja od zawsze koty uwielbiałam - za ich urodę, dumę, niezależność, za tajemniczość i wdzięk. Są niezwykłe, wspaniałe i coraz lepiej je poznajemy, dzięki czemu można odczarować złą aurę, którą im niektórzy przypisują.

   

Songo💔

         Przysłowiowy czarny kot przebiegający drogę już mało kogo prowokuje do stwierdzenia, że przynosi pecha.
    Pamiętam taką historię z okresu średniej szkoły. Tego dnia lekcje zaczynały się dwiema godzinami polskiego, na których miała być klasówka. Szłam do szkoły z kilkoma koleżankami; 
niektóre się tej klasówki bały i przez całą drogę narzekały. I nagle przebiegł nam drogę czarny kot. Któraś dziewczyna jęknęła: "Teraz to już na pewno nie napiszę!" A ja, od zawsze wierząc, że kot może przynieść tylko szczęście, powiedziałam: "E tam; zobaczycie, że tej klasówki nie będzie!" I co powiecie? Nie było! Z pewnością to zbieg okoliczności i choć naprawdę nie wierzę, że czarny (czy też jakikolwiek inny) kot przynosi pecha, to moje przekonanie wyraziłam nie całkiem serio.

Pamiętam, jeszcze z dzieciństwa, taką starą piosenkę, śpiewała ją Fryderyka Elkana. To piosenka "Koci twist" i ma taki refren:

Gdy ci kot przebiegnie drogę,
nie mów, że to pech.
Kot ci szczęście przynieść może,
jeśli tylko chcesz!

Ja w to święcie wierzę i naszym kochanym kotom życzę, żeby im niczego nie zabrakło, schroniskowym dobrych domów, wolnym kotom pełnych brzuszków, a wszystkim zdrowia i dobrego życia 💝💝💝
    

35 komentarzy:

  1. Kocham koty miłością przeogromną. To wiem na pewno.
    I parę osób - człowieków też kocham.
    Faworki też kocham.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham koty!

    Też mam dużo miłości w sobie. Nawet kocham internet, gdzie ja bym takie fajne dziouchy poznała inaczej??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, właśnie! Gdyby nie internet nie poznałabym tylu fajnych dziewczyn, nie nauczyłabym się i nie zrobiłabym tylu fajnych rzeczy, może nawet nie zaczęłabym pisać moich wierszy :D

      Usuń
    2. Dopiero tutaj zaczęłaś pisać wiersze??

      Usuń
    3. Nie, wcześniej, na blogu GosiAnki, wtedy jeszcze była Anką wrocławianką

      Usuń
  3. O to to, Rybeńko! Ja też kocham internet - wszak do czytania głupot nikt mnie nie przymusza. A Kurnik? Toć nie byłoby go i dzisiejszego postu o kochaniu by nie było! Poza tym koty szczęście przynoszą, a zwłaszcza moje dwa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałam o faworkach. Też kocham.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja oprócz Kurnika kocham:
    Korka ( mój pies )
    konie moje i nie moje,
    kotę Pi,
    miejsce gdzie mieszkam, drzewa, krzaki ziemię itp.,
    prawie każdą pogodę,
    sporą ilość ludzi, włączając w to różne Kury,
    ach!
    chrusty też.
    Książki!
    Muzykę!
    Sztukę!
    Za długo by było wypisać wszystko, co kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie wypisywałam :D:D:D
      U nas w domu zawsze mówiło się chruściki, nazwy faworki nauczyłam się chyba już na studiach, a może nawet po.

      Usuń
  6. Ja faworki kocham bardziej niż pączki. Ale wczoraj, jako że były Ostatki, postanowiłam sobie kupić porządnego pączka, bo w Tłusty Czwartek trafiłam na takie raczej średnie. Chyba sporo osób postanowiło zakończyć karnawał pączkowo, bo pączki były już wszędzie prawie wyprzedane albo zostały jakieś dziwadła z pistacją, adwokatem, polane czekoladą, a ja chciałam klasycznego pączka, bez wymysłów. W końcu w naszym Tortexie trafiłam na malutkie pączki serowe, zawahałam się, ale pomyślałam, że jednak kupię, bo mają dużą zaletę, a właściwie dwie; po pierwsze, nie maja nadzienia, a po drugie, są bez lukru, za to z cukrem pudrem. Były przepyszne, świeżutkie, na 100 gram weszło sześć sztuk, więc zjadłam duuużo pączków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na faworki mówiło się chrusty, mama piekała je jakieś pół wieku temu.
      Powiedzieć że nie lubię ani pączków ani chrustów to by było za wiele, bo zjeść zjem ale mogę się bez nich obejść ;)
      Z takich łakoci to bardzo lubię ptysie z bitą śmietaną albo z masą budyniową, a niedawno jedna z bratanic zrobiła ptysie z bitą śmietaną i konfiturami i stało się to rodzinnym hitem. A ptysie to ja mogę i bez nadzienia jeść i z nadzieniem wytrawnym też, to znaczy z pastami różnymi.

      Usuń
    2. Ja lubię, ale też się mogę obejść. Ptysie tylko z bitą śmietaną, u nas sprzedają z takim kwaskowatym kremem cytrynowym, obrzydliwe.

      Usuń
  7. Dawno, dawno temu byłam fanką pączków, teraz już nie bardzo, bo nie trafiłam ostatnio na dobre, chociaż, od czasu do czasu, w jednej cukierni trafiam na pączki bez nadzienia, składane jak faworki. Tyle, że po nie muszę jechać kawałek drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawe! Chętnie bym spróbowała. Pewnie mają takie twardsze, kruche brzegi, jak czasem się zdarza w domowych.

      Usuń
  8. Dzień Kochania Siebie (13 lutego) no to ja właśnie od tego zacznę ;) albowiem wymieniacie różne kochania a żadna nie wymienia siebie samej :) No to ja się przyznaję, kocham to może za duże słowo, ale na pewno siebie lubię i nie jest to narcyzm ;) Nieraz jestem na siebie zła, ale to nie oznacza że przestaję się lubić, no bo ja mam dużo zrozumienia dla siebie, tak jak i dla innych ludzi :)
    A jeśli chodzi o zabobonny strach przed czarnymi kotami to Szymon Kobyliński w swojej książeczce "Odpukajmy" tłumaczy że pierwotnie wcale nie chodziło o czarne koty, tylko...zające nocą dlatego czarne. Kiedyś to zające z myśliwska nazywano kotami właśnie, wiadomo że to zwierzęta bardzo płochliwe i jeśli po zmroku przebiegał ci taki jeden drogę to znaczy że w okolicy jest niespokojnie, a jeśli coś zagraża zającowi-kotowi czarnemu bo ciemno, to znaczy że może zagrozić także i tobie człeku. Książeczkę czytałam bardzo dawno więc wam nie powiem jak to przeniesiono na czarne koty, pewnie połączono z tymi od czarownic ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A kto ma nas bardziej kochać, niż my sami?
    Mozemy być w stosunku do siebie wymagający, krytyczni, lubic lub nie lubić jakis cech charakteru lub zachowań itp,itd. Skladowa genów, wychowania i różnych innych skladowych, a kochanie siebie jest po prostu naturalne.
    Moj pierwszy kot był czarny, w zabobony nie wierzę.
    Faworki i pączki lubię,,zjadlabym prawdziwego domowego pączka, ale sama nie umiem, i nie mam nikogo w otowczeniu kto smażyłby takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dora kochanie siebie powinno być naturalne, ale niestety nie wszyscy tak mają, bo cuś im tą miłość własną zniszczyło, a to cuś bywa różne, a odbudowanie miłości własnej bywa trudne.

      Usuń
  10. Marija, Dora, niedawno Pantera pisała o tym na swoim blogu, pytając, kto z nas może spojrzeć w lustro i powiedzieć, patrząc, sobie w oczy: Kocham cię!
    Ja mogę i to właśnie powiedziałam. Że wiem, że nie wszystko zawsze robię tak jak trzeba, że nie jestem idealna, ale czuję do siebie tę miłość ❤️

    OdpowiedzUsuń
  11. Mła to kocha siebie tylko tak jakoś bez wzajemności. :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usiłuję to dopasować do siebie. Skomplikowane... ;););)

      Usuń
  12. Kurencje najmilsze, nie wypowiadam się na razie w poruszonym temacie.
    Nie wiem co sie stało ale od 10 dni jestem w nieprawdopodobnie głębokim dole + koszmary senne. Konkretnego powodu nie widzę, może ktoś wysyła mi super negatywne fluidy. Dzisiaj trochę lepiej, bo przynajmniej wyszłam z domu. Przepraszam za smutnawy wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepraszaj. Tu same swoje. Przytulam delikatnie. Może potrzebny Ci psychiatra?

      Usuń
    2. Oj, współczuję, jakaś depresja Cię dopadła chyba, tulę z całego serca♥
      My w każdym razie ślemy same dobre fluidy.

      Usuń
    3. Może już lepiej? Chciałoby się.

      Usuń
  13. Bacho, a to Cię dopadło, wspieram dobrymi myślami,,może pomogłyby witaminy z grupy B, albo ashwaganda?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurencje najmilsze, dziękuję za wsparcie i fluidy. Niestety leki ani witaminy nie pomagają (biorę od jakiegoś czasu) ale na szczęście jest lepiej. Może wyjazd do kraju za parę tygodni przywróci równowagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na pewno wysyłamy Ci pozytywną energię. Masy pozytywnej energii. A i słońce, przynajmniej tu, zaczyna swą pracę porządniej wykonywać, i człowiek czuje się zaraz troszkę lepiej.

      Usuń
  15. Bacho, oby tak było, trzymaj się ciepło . Wielki przytulaniec dla Ciebie.😘

    OdpowiedzUsuń
  16. Mojego koteczka pokochałam od pierwszego wejrzenia na długo przed tym, zanim stał się mój. Pączki też kocham, zwłaszcza te malutkie serowe, że o sobie nie wspomnę. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń