czwartek, 27 czerwca 2024

WCZESNE LATO I SEKRETARZYK

     W tym roku wszystko jest wcześniej. Wczesna była wiosna, a letnia pogoda trwa już od miesiąca. Czerwiec się kończy, zostało jeszcze kilka dni, a już przekwitła większość lip, jarzębiny czerwienieją, nawet u nas, a na jaśminach pozostały gdzieniegdzie pojedyncze kwiaty. Zdjęcie tej rosnącej obok mojego domu lipy zostało zrobione 30 maja, teraz są na niej tylko zielone kuleczki owoców.


     Przesilenie letnie też było wcześniej, bo mamy rok przestępny i dlatego najkrótsza noc wypadła z 20 na 21 czerwca. Dzień będzie się teraz stawał coraz krótszy, a jeszcze tak niedawno z utęsknieniem czekaliśmy na długie letnie wieczory. No, jeszcze trochę tego zostało przynajmniej do jesiennego zrównania dnia z nocą 😊
     Ale nie o tym chciałam napisać.
Lubię się bawić dekorowaniem, kolorystyką wnętrz, ustawianiem przedmiotów, dobieraniem tkanin, układaniem bukietów. 


Staram się komponować wszystkie rzeczy, które mnie otaczają w taki sposób, żeby czuć spokój i estetyczną przyjemność, kiedy wśród nich przebywam. Jeśli coś dokupuję, to myślę od razu, gdzie to postawić i czy będzie pasowało. Lubię też używać różnych rzeczy niezgodnie z ich przeznaczeniem i wykorzystywać to, co zwykle się wyrzuca. Ameryki nie odkryłam, bo tak się teraz robi, ale rzadko obserwuję to w najbliższym otoczeniu.
    A przy tym... Zaczęłam właśnie czytać nową książkę. Jej bohaterka zajmuje się dekorowaniem wystaw i znaleziony gdzieś na zapleczu stary sekretarzyk staje się dla niej inspiracją do stworzenia dekoracji. Autorka opisała reakcję bohaterki, a ja natychmiast odnalazłam ją we własnych emocjach. Bo przedmioty uruchamiają moją wyobraźnię. Nie zawsze i nie wszystkie, tylko niektóre, ale najbardziej poruszają mnie chyba sekretarzyki. Kiedy natykam się na taki ozdobny, rzeźbiony, z wieloma szufladkami, to natychmiast widzę cały pokój, a w nim na przykład siebie pisząca coś; może list, koniecznie na ozdobnej papeterii, może wiersz, może pamiętnik... A może po prostu bawiącą się pisaniem ozdobnych liter. Piszę oczywiście piórem, obok stoi kałamarz i leży bibuła, a jeszcze lepiej suszka. Jestem ubrana, w jasnokremową bluzkę z wysoką stójką ozdobioną riuszką i ciemną spódnicę. Do bluzki mam przypiętą kameę albo zawieszony na szyi wisiorek na łańcuszku - otwierany medalion.


 I do tego pojawiają się historie, takie bardzo osobiste, naiwnie sentymentalne, romantyczne... No bo jakie mogą być przy takim sekretarzyku?

     Przy okazji postu o bibule pokazałam wam ozdobiony koronkami zeszyt, mogłabym pisać właśnie w takim, pasowałby do sekretarzyka.
     A teraz pokażę papeterię. 
Kiedy nic nie było w sklepach, a listy jeszcze pisywało się często, sama ozdabiałam papier listowy i koperty. Został mi tylko ten jeden, raczej skromny komplet, i kto wie, może jeszcze napiszę na jakiś list?


     Następnym razem, pozostając przy tym samym temacie, postaram się napisać o moim balkonowym, jedynym jakie posiadam, gumienku 😃😀

76 komentarzy:

  1. Ach, Ninko, witaj w klubie! Byle kawałek drewna potrafi wprawić mnie w drżączkę, przy której ADHD to jedynie malutkie pobudzenie.
    Czy ktoś jeszcze wie co to jest riuszka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro!
      Ja też jestem ciekawa, kto wie, co to jest riuszka ;)

      Usuń
    2. I jak wygląda suszka.

      Usuń
    3. Wiem co to suszka, na starych filmach używają jej urzędnicy, to takie łukowate, kolibkowe cuś do wysuszenia pisma po pisaniu atramentem aby się nie rozmazało :)

      Usuń
    4. Prawda, Marija :) Ja jako dziecko wyobrażałam sobie, że to huśtawka dla malutkich ludzików :)

      Usuń
    5. Ojej! Jak cudownie! Zapamiętam to! Do dziś szukam dowodów na istnienie krasnoludków wśród nas. ;-)

      Usuń
  2. Hrehre, pierwsza! Po czytaniu!

    OdpowiedzUsuń
  3. No to ja też z tego samego klubu ;)
    Nigdy nie lubiłam pisać, ale ozdobne papeterie kupowałam, kupowałam też pierwsze piękne kartki które ukazywały się na naszym ubogim rynku, mam je do dzisiaj, wydawane przez UNICEF, sporą kolekcję.
    Wszystkie moje cudaki w moim pokoju, mają swoje miejsca i jeśli zmieniam ustawienia to z głębokim rozmysłem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super. Wiem, że takich jak my jest tu więcej ♥

      Usuń
  4. Obecnam ciałem, ale nie duchem. Sekretarzyk z milionem szufladek zawsze mi się marzył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, coś jest w tych sekretarzykach najwyraźniej ;)

      Usuń
  5. Wiem co to jest riuszka! Sekretarzyk kiedyś był w domu, B. miał jako biurko, tylko okazało się że korniki się do niego dobrały i trzeba było sie go pozbyc.
    A ja postanowiłam całkowicie przerobić swoją dziuplę bo znudziły mi sie kolory. Jedną szafkę z kuchni wyrzucam a wstawiam półki z pokoju. Podwyższam łóżko, coby się wysuwane szuflady zmieściły itd. no i patrzę coby tu znowu przemalować, oczywiście na działce bywam codziennie, bo to praca bez końca. Sałatę już własną dziobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy ostatnim całkowitym przemeblowaniu małego pokoju też wstawiłam część szafek do kuchni. ale nic nie wyrzucałam, z tym czekam na remont kuchni.

      Usuń
  6. Ach, ten sekretarzyk! Rzadko pisze listy teraz, chyba, że miłosne do męża ale wciąż o nim marzę. O sekretarzyku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Riuszka i suszka.
    Chwytając suszkę, pobrudziła suszkę.
    Itd, itp.
    Poetka częstochowska wita Was, Kurry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hrehrehre, coś mi tu nie pasi; chyba powinno być:
      Chwytając suszkę, pobrudziła riuszkę.
      Czy może odwrotnie?

      Usuń
  8. Agniecha, sprowokowałaś mnie.

    Chwytając suszkę, pobrudziła riuszkę,
    gdyż zanurzając w kałamarzu nóżkę,
    na niebezpieczną weszła z nagła dróżkę
    by tam się natknąć na dojrzałą gruszkę.

    Ktoś coś?
    :D:D:D:D:D:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy usłyszała niemiłą pogróżkę!
      Owinąwszy się w białą pieluszkę
      Porzuciła niebezpieczną dróżkę
      Unosząc w dal dojrzałą gruszkę

      Usuń
    2. Zarumieniłam się☺️

      Usuń
    3. Co tam suszka, co tam riuszka uwalana!
      Ważniejszy list miłosny z rana,
      Porzuć dróżkę, porzuć riuszkę
      i nazbieraj gruszek kuszkę.

      * kuszka: po naszymu spory kosz

      Usuń
    4. Już jest pełna nasza kuszka
      Czas się zbierać mam do łóżka

      Usuń
    5. Nam? Wszystkim? Razem? Do jednego łóżka?

      Usuń
    6. Chyba trochę nie w tym klimacie, ale jakoś mi się łóżko skojarzyło tak bardziej lirycznie.

      SNY Z SEKRETARZYKA
      Jak do łóżka, to do łóżka!
      Przy koszulce śliczna riuszka,
      na łóżku leży poduszka
      sen nadchodzi na paluszkach...
      Dawno już zjedzona gruszka,
      wypita woda z dzbanuszka,
      kołysankę mruczy wróżka
      prosto do małego uszka.
      Ni Januszka, ni Mariuszka
      nie uświadczysz koło łóżka,
      tylko jakaś wierna służka
      położyła dwa jabłuszka.
      Niech się snu rozwija smużka
      na księżyca cienkich różkach
      jak srebrzysta wody strużka,
      gdy za oknem szumi brzózka.
      W kolorowych faramuszkach,
      w cienkich, falbaniastych ciuszkach.
      w koronkowych lekkich riuszkach
      wróżce się zgubiła różdżka.
      Lawendą pachnie poduszka,
      w ogrodzie kwitnie ostróżka,
      lata motyl, lata muszka
      i przychodzą sny do łóżka...

      Usuń
    7. Lirycznie, ale z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
    8. I przecinek zjadłam.

      Usuń
  9. Mnie się zawsze podobały danw meble a juz szczególnie kiedy miały dużo szufladek. W domu dziadków zostalo duzo pieknych mebli po niemieckiej rodzinie, niektore niestety trafiły do pieca, kirdy bylam dzieckiem, mam je jeszcze w pamięci. Pwoli gdzies te meble byly wyrzucane, moze rozdawane, lub za drobny pieniądz, nie wiem, byl czas kiedy nie odwiedzalam tego domu, bo mieszkali w nim alkoholicy. Kiedy ciotka przejęla dom nie bylo w nim juz nic z dawnego poniemieckiego wystroju. Dom tez zmienil wyglad bo wymienila okna, zmienila wejscie po dawnej ladnej oszklonej werandzie nie ma sladu. Czasami mi sie śni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tego wszystkiego. Za to teraz sobie odbijasz, masz piękne meble u siebie.
      Ja też z dzieciństwa pamiętam różne meble. Np. u cioci stał ogromny gdański kredens, ale nie podobał mi się, nie lubiłam nigdy takich ciężkich mebli. Był tam też szafkowy zegar z wahadłem, ale też go nie lubiłam, bo nie mogłam przy nim zasnąć, a poza tym bałam się, co będzie, kiedy wybije północ. Nie muszę mówić, że nigdy nie udało mi się dotrwać do północy:D. U babci ze strony mamy była komoda z marmurowym blatem, zdaje się, że babcia poświęciła go na tablicę na grób dziadka. A z mieszkania babci od strony ojca zapamiętałam wielkie, stojące lustro z niską szafeczką. Ono mi się bardzo podobało, ale nie mam pojęcia, co się z nim stało, a nie mam już kogo zapytać. Najbardziej podobała mi się śliczna, lekka witrynka, która stała u kolejnej cioci. Pamiętam, że nawet kiedyś, kiedy byliśmy tam z wizytą, powiedziałam, że jest bardzo ładna, ale mama ścisnęła mnie za rękę i kazała być cicho. U tej cioci dzieci nie miały prawa odezwać się nie pytane. A ja chyba nie miałam nawet dziesięciu lat.

      Usuń
    2. Zostaly wspomnienia, dobre i to.

      Usuń
  10. Chwytając suszkę, pobrudziła riuszkę, kiedy trąciła kałamarz małym paluszkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie!
      Dawajcie dalej!

      Usuń
    2. Pobrudzona riuszka
      Nie mogła wstać z łóżka
      Przyleciała wróżka
      Wyciągnęła ją za uszka
      Ucieszona riuszka
      Zawołała Mariuszka

      Usuń
    3. Hrehrehre! Super!
      Do Twojego poprzedniego wierszyka:

      Kiedy już zabrała gruszkę,
      do rzeczki poszła z dzbanuszkiem
      i nalawszy wody strużkę,
      wychyliła wszystko duszkiem.

      Usuń
    4. Zaspokoiwszy pragnienie zainteresowała się Januszkiem
      Co leżał pod zrobionym z ostów łóżkiem
      Pożywiał się jabłuszkiem
      I wachlował się konaru różkiem

      Usuń
    5. Hrehre, konaru różkiem, wyobraźnia mi ruszyła :D:D:D

      Usuń
    6. To ić w te stronę:pppp

      Usuń
  11. Riuszka nam się uczlowieczyła😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ożywiła w każdym razie;)

      Usuń
    2. No nie, cały czas to jest jakaś ona, która chwytając suszkę, pobrudziła riuszkę, znalazła gruszkę i tak dalej.

      Usuń
    3. A nie, faktycznie, Rybeńka ją ożywiła :D

      Usuń
  12. Mła uwielbia dekory, sama wiesz. A szukanie tego co może stanowić dekor to jedna z największych przyjemności. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że uwielbiasz. Zawsze podziwiam wszystkie twoje aranżacje :)

      Usuń
  13. Miałam stresujący dzień
    Twoja zabawa Ninko była moim odgromnikiem
    Nawet nie wiem, jak dziękować;)❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, sama się świetnie bawiłam, ale to Agniecha zaczęła, jej podziękuj.
      Uwielbiam, kiedy komentarze idą w tak nieprzewidzianym kierunku. Myślałam, że nastrój będzie romantyczny, a tu masz, komiczny. i super!

      Usuń
    2. O nie! Twoja zasługa. Bez riuszki i suszki nie byłoby początkowego rymu.

      Usuń
  14. Wszystkim Kurnikowym psiakom z okazji Dnia Psa soczystej kostki, drapanka za uszkami, zgody na wylegiwanie się tam gdzie normalnie nie wolno (łóżko, sofa itd. ), coś słodkiego i przytulasów przez cały dzień życzy Bacha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam do Twoich życzeń dla piesków ♥♥♥

      Usuń
  15. A ja mam dwa sekretarzyki, chociaż to nie przedwojenne romantyczne mebelki, a raczej pewnie jakieś lata 50-60 , to bardzo je lubię. Jeden w pierwszej dużej szufladzie kryje akcesoria do robienia prezentów (torebki, wstążki itp.), w dwóch następnych są projekty i dokumentacja z budowy domu, w części górnej różne szpargały i dokumenty- przydałoby się ogarnąć tę stajnię Augiasza. Drugi mniejszy sekretarzyk (wydobyty z piwnicy znajomych, w zamian chcieli worek ekogroszku, ale zdaje się, że transakcja pozostała niedokończona) stoi w mojej sypialni , ma wysuwany blacik, który robi za podstawę maszyny do szycia, którą wraz ze wszystkimi akcesoriami schowałam we wnętrzu mebelka. Idealnie wpasował mi się w miejsce pod wiszącym tv. Tak więc u mnie oba sekretarzyki mało romantyczną rolę pełnią, choć w pierwszym na upartego znalazłaby się jakaś riuszka, a może i kałamarz (ale suszki nie mam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Ci zazdroszczę, choć, jak pisałam, nie miałabym go gdzie postawić. Co do riuszki i suszki - tę pierwszą mogłabym nawet wykonać samodzielnie, ale z suszką byłby problem. Pewnie można gdzieś zdobyć.
      Sprawdziłam zanim opublikowałam komentarz; można! Na przykład taką:
      https://sklep.escribo.pl/pl/jherbin/1833-bibularz-j-herbin-suszka-do-atramentu-3188550250001.html
      A riuszkę też chyba mam, muszę sprawdzić.

      Usuń
  16. Suszki widuję na pchlich targa h i w klamociarniach, często jest to gotowy zestaw z marmuru. Riuszki nie mam, można byloby uszyć, ale po co😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na naszym targu jeszcze nie widziałam, ale zacznę się uważniej rozglądać.

      Usuń
  17. Przekopiowałam mój wierszyk - odpowiedź na komentarze Rybeńki i Agniechy, do komentarza na dół, bo tam, na górze, chyba nikt go nie widzi. Przy okazji poprawiłam błędy.

    SNY Z SEKRETARZYKA
    Jak do łóżka, to do łóżka!
    Przy koszulce śliczna riuszka
    na łóżku leży poduszka,
    sen nadchodzi na paluszkach...
    Dawno już zjedzona gruszka,
    wypita woda z dzbanuszka,
    kołysankę mruczy wróżka
    prosto do małego uszka.
    Ni Januszka, ni Mariuszka
    nie uświadczysz koło łóżka,
    tylko jakaś wierna służka
    położyła dwa jabłuszka.
    Gdy za oknem szumi brzózka,
    niech się snu rozwija smużka
    na księżyca cienkich różkach
    jak srebrzysta wody strużka.
    W kolorowych faramuszkach,
    w cienkich, falbaniastych ciuszkach,
    w koronkowych lekkich riuszkach
    wróżce się zgubiła różdżka.
    Lawendą pachnie poduszka,
    w ogrodzie kwitnie ostróżka,
    lata motyl, lata muszka
    i przychodzą sny do łóżka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierszyk leciutki i zwiewny jak...riuszka! :)
      I zabawny oczywiście :)
      Co do starych mebli to sekretarzyka nie miałam, ale mam eklektyczną bieliźniarkę i szafę i chyba z tego samego okresu wiszącą oszkloną szafkę, to były meble rodziców i gdybym ich nie zabrała do mego pokoju pewnie by wylądowały w piecu, bo tatulo mój przestawił się na segmenty.
      I olbrzymie stare biurko od dziadka mego przytargałam, ktoś zostawił po przeprowadzce w piwnicy obok jego piwnicy.

      Usuń
    2. Zarówno rodzina mojego ojca, tak jak i mojej mamy, przybyła do Olsztyna po wojnie w późniejszej fali osadników. Nie wieźli ze sobą, co naturalne, ciężkich mebli z biednego Włocławka albo ze zrujnowanej Warszawy, a tu na miejscu już niewiele zostało. A to co było, też potem głównie w piecach lądowało lub było wyrzucane podczas przeprowadzek do mieszkań w blokach, gdzie królowała prostota.

      Usuń
    3. Te eklektyczne meble co je mam u siebie w pokoju to prawdopodobnie poniemieckie, rodzice udzielali się w parafii i jako rodzina wielodzietna prawdopodobnie je dostali od znajomków.
      A ja je ocaliłam ;)
      Bo tak w ogóle to bardzo prędko zaczęło mnie urzekać piękno przedmiotów. Już jako nastolatka miałam słabość do staroci i musiało to być bardzo widoczne, bo koleżanka gdy znalazła w pociągu starą mosiężną puderniczkę od razu dała ją mnie że słowami: ty takie lubisz. Mam ją do dzisiaj, ma kształt czterolistnej koniczyny, muszę ją wam kiedyś pokazać :)
      Uratowałam też stare przedmioty z rodzinnego domu mojego ojca. Mosiężne żelazko na duszę wygrzebałam ze sterty popiołu za oborą. Ciotki kołowrotek też do mnie w końcu trafił chociaż początkowo nie chciała mi go dać, bo sądziła że jeszcze będzie go potrzebować.

      Usuń
  18. Leciuchny jak motylek, zwiewny jak muślin.

    OdpowiedzUsuń
  19. Piszecie Kurki o takich pięknych rzeczach a ja wtrącę coś z codzienności, 2 krótkie sytuacje, które mnie okrutnie zestresowały.
    1. Poszłam wrzucić coś do samochodu J. i położyłam kluczyk na siedzeniu kierowcy. Sięgałam do drugich drzwiczek kiedy wichur zatrzasnął mi te od strony kierowcy. Przerażona zakomunikowałam J. co zrobiłam. Jej wzrok był morderczy. W pobliżu jakiś kierowca dłubał coś przy swoim samochodzie więc zapytałam czy może mi pomóc. Popatrzył, powiedział, że mam szczęście bo okno było niedomknięte, (czego nie zauważyłam) tak na pół cm "Pani wsadzi żelazny drut z magnesikiem na końcu ". Taaa....drut był ale skąd magnesik? . Próbowałam, nie dało się. Przypomniałam sobie, że mam w domu taki rozciągający się magnes podobny do długopisu. Następnego dnia przykleiłam do niego wąziutki patyk i próbuję kluczyk wyciągnąć. rezultat: za pierwszym razym spadł z siedzenia pod kierownicę, potrzebny był dłuższy patyk, za drugim razem wpadł między drzwi i siedzenie, za trzecim razem udało się go podciągnąć do szczeliny, szybko zaczepilam drut i mocno trzymając przycisnęłam magnesem "otwórz" jak tylko usłyszałam "plimp" szarpnęłam za klamkę, uffff.........
    2. Trzy dni temu wracałam późną porą do domu. Pod bramą zorientowałam się, że nie mam kluczy, obładowana zakupami zatelefonowałam do J. , że pewnie są u niej albo na działce, zawsze je mam przy sobie. U niej nie było , działkę "przegrabiłam " 2 razy, też nic. Pojechałam do administracji po klucz elektroniczny do drzwi wejściowych. Następnie sprawdziłam u ślusarzy ile kosztuje otwarcie drzwi z wymianą zamków. Niebotyczne koszty. Postanowiłam jeszcze sprawdzić w sklepach, w których robiłam zakupy, też nic. Ponieważ już mogłam dostać się do budynku, postanowiłam sprawdzić czy nie zostawiłam ich w zamku, nie zostawiłam . Coś mnie tknęło i nacisnęłam klamkę, drzwi były otwarte. To był dla mnie szok. Pomyślałam, że ktoś je znalazł i wszedł. Nic z tego. Klucze wisiały spokojnie na haczyku. Od wczoraj na drzwiach wisi kartka "KLUCZE!, NAŁADOWANY TELEFON". Bo bateria w telefonie rozładowała się i musiałam korzystać z telefonu J.
    No, to odreagowałam stres w Kurniku.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bacho, najgorszy ten stres! Brawo, że dalaś radę z tymi kluczami do auta, a gdzie masz zapasowe kluczyki?

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapasowe od mieszkania miałam dać J ale zapomniałam o tym a zapasowego do samochodu nie mogliśmy xnalezc

    OdpowiedzUsuń
  22. Ajaj! No to ku przestrodze, lepiej poszukaj. Mojemu mężowi dwa razy zdarzyło się zatrzasnąc kluczyki, w podróży, wzywał fachowca na pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  23. Też bym się zestresowała i to koszmarnie. Dobrze, że wszystko się wyjaśniło i udało.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziś dorobiłam brakujący klucz i jutro zostawię te zapasowe klucze u J. Mam na szczęście klucze do jej mieszkania, które zawsze noszę przy sobie , więc nawet jakby jej nie było to mogę swoje , w razie potrzeby (oby się sytuacja nie powtórzyła) zabrać. No to wracamy do sekretarzyków, przepraszam za ten "kluczowy" wpis ale tak fajnie odreagowałam stres.

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetnie Bacho, lepiej dmuchać na zimne!

    OdpowiedzUsuń