piątek, 8 maja 2026

CO BYŁO, A NIE JEST, TEŻ PISZE SIĘ W REJESTR

     No i popatrzcie; jakoś tak się porobiło, że umknął mi cały kwiecień, bo jedyny kwietniowy post odnosił się do marca. A kwiecień był tak wypełniony różnymi wydarzeniami, że też mu się coś należy.

Ale zdjęcia kwiatków majowe, bo ładne.

    Początek miesiąca to przygotowania do świąt i same święta - normalne, jak co roku. Przyjechała córka, pierwszy dzień u siostry, drugi u nas. Oczywiście obowiązkowy świąteczny, ale w pewnym sensie wyjątkowy, spacer - siostrzenica pokazała mam budynek, w którym będzie mieszkać i mogłyśmy zobaczyć, jak wygląda jej mieszkanie. Co prawda to mieszkanie na pierwszym piętrze, ale lokale na parterze są (z wyjątkiem balkonu) takie same, więc zapuściłyśmy żurawia przez szybę. 

    W poświąteczny weekend przyjechał z Anglii syn, a córka, żeby się z nim zobaczyć, też przyjechała na jeden dzień i przez chwilę miałam oboje dzieci razem w domu.   

                                                   Na mahonii możecie zobaczyć trzmiela.

    Były również koncerty w "Sklepiku", nasza biblioteczna "Kawka (nie całkiem) literacka", tym razem w klimacie filozoficznym, a w Planecie11 (filia miejskiej biblioteki) byłam na spotkaniu autorskim z Anetą Jadowską, świetną, młodą kobietą (4 lata starszą od mojej córki) i bardzo dobrą pisarką, która pisze fantasy, science fiction, kryminały, ma na kącie komiksy i książki dla dzieci i młodzieży, publikuje również w czasopismach. Przesympatyczna, rozgadana, na pytania odpowiadała chętnie i przytaczała przeróżne anegdoty z własnego życia. Przeczytałam sporo jej książek - wszystko z naszej filii, a teraz kupiłam najnowszą, kontynuację cyklu o trzech Gracjach. Jeszcze nie zaczęłam, bo chcę skończyć to wszystko, co mi wisi nad głową i czeka na zrobienie, a jest tego sporo!
  

    24 kwietnia były 70 urodziny mojej siostry, na które zaprosiła nas do Karczmy Warmińskiej w Gietrzwałdzie, gdzie zarezerwowała Salę Ziemiańską, niewielkie pomieszczenie dla maksimum dziesięciu osób. Czuliśmy się tam jak u siebie, obsługiwał nas jeden kelner. Dwoił się i troił, bo w Gietrzwałdzie były tego dnia jakieś uroczystości kościelne i przegląd zespołów folklorystycznych, więc ludzi w Karczmie było ful. Siostra dostała prezent składkowy, a ja oczywiście zrobiłam dla niej kartkę.

    Impreza odbyła się 25 kwietnia, w sobotę (część gości pracuje), czyli w moje urodziny, ale moje okrągłe były w zeszłym roku, więc się nie upierałam przy innym rozwiązaniu.

    Natomiast 28 kwietnia obchodził urodziny brat mojego męża. Złożyłam mu, przyznam, że kurtuazyjnie, życzenia urodzinowe przez internet, a on zrewanżował się zaproszeniem na 2 maja, na "lekką biesiadę grillową". W pierwszej chwili pomyślałam, że nie bardzo mam ochotę, ale  powiedziałam o zaproszeniu córce, a ona na to: "Czekaj, czy to aby nie sześćdziesiątka?" - policzyłyśmy szybko, okazało się że tak, więc uznałyśmy, że nie ma wyjścia, trzeba jechać! Jechać, bo on od niedawna mieszka pod Olsztynem. Można dojechać prawie na miejsce linią miejską, ale potem trzeba kawałek przejść. Kiedy inni goście (znajomi) dowiedzieli się, że przyszłyśmy na piechotę, to było zaraz: "Ale dlaczego nie zadzwoniłyście, przyjechalibyśmy po was!" No właśnie dlatego. Naprawdę; dwukilometrowy spacerek, to nie jest jakiś ekstremalny wyczyn. A po drodze zeżarłyśmy lody. Biesiada nie była taka znowu lekka: mięso, kaszanka, kiszka ziemniaczana, ale też warzywa i ziemniaki, nie wspominając o napojach, a przy tej okazji odstąpiłam od mojego wegetarianizmu i zjadłam kiełbasę z grilla, która "chodziła za mną" od dobrych 10 lat. Mam teraz spokój na długo.


    W tym tygodniu znów robiłam kartkę, tym razem na komunię, ale poszło szybko, bo poleciałam po schemacie (robiłam już bardzo podobną), choć nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła. 


 Teraz zostało mi jeszcze szycie, robienie kolejnych kartek na kolejne urodziny i nie tylko, a już szykują się nowe koncerty i inne wydarzenia - kreci się to wszystko jak na karuzeli, hrehrehre, w związku z czym obiecałam sobie, że będę pisać krótsze posty, ale za to częściej, bo wiele emocji mi umyka, kiedy nie piszę tak długo.

No, zobaczymy.

56 komentarzy:

  1. Widziałam, że Kurnik się nie aktualizuje na waszych listach blogów. Nie wiem, dlaczego. Może pomoże napisanie komentarza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie komentarz nie pomógł, weszłam bo widziałam wpis na fejsie.

      Usuń
    2. Nie pomaga i więcej komentarzy jak widzę, wrrr...

      Usuń
    3. Jest jakiś ogólny problem z aktualizacją nowych postów, wyświetlają się dopiero po kilku godzinach. Blogger dosyć często na jakieś problemy ;)

      Usuń
    4. No tak, jak to blogger. Z ta aktualizacją masz rację, też zauważyłam.

      Usuń
    5. to ja, Hana. Z bloggerem zawsze tak było. Przejdzie mu.

      Usuń
  2. Urodzinki, urodzinki, u chłopczyka u dziewczynki :D
    Piękna kartka Ninko!
    U mnie okrągło to 21 marca bratanica skończyła 40 lat, a mój brat a jej ociec w sierpniu skończy 60 i już teraz z tej to okazji, kupił sobie...motór o którym marzył od smarka :D Już jako kilkulatek obstawiał każdego z motorem który się zjawił w pobliżu i żebrał o przejażdżkę. A już od młodzieńca to było jego wielgachne pragnienie, ale że wcześnie zafundował sobie rodzinę to marzenie musiało poczekać ;) Córki jego zakup podsumowały że to kryzys wieku średniego hehehe
    A okrągło to jeszcze w listopadzie brat z którym mieszkam będzie miał 70. Bratowa od motorowego brata tyż 60, no i jeszcze jeden brat emeryturowo 65. I to by było chyba na tele, chyba że o kimś nie pamiętam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to faktycznie okrągło u Ciebie. A u mnie w maju znów siedemdziesiątka, szwagra tym razem, a w czerwcu znajomej i w grudniu jej męża.

      Usuń
  3. Niech się kręci, nie ma nudy, są przyjemne powody wychodzenia z domu, życie towarzystkie i kulturalne tętni, bardzo mi się to podoba.
    Mialaś mprezkę za imprezką, i dzieci razem, super !
    Ninko zapracowaną kobietą jesteś! Co będziesz szyła? Kartki komunijnej nie pokazałaś! Chwal się , bo wszystko piekne wychodzi spod Twoich rąk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dołożę, ale jest prościutka. Będę, po pierwsze, podkładać spodnie (dwie pary), po drugie, naprawiać dżinsy córce, bo ma takie z przetarciami i dziurami i bardzo je lubi, tylko dziury się niebezpiecznie powiększyły. Poza tym w szafie leży (od jakichś 20 lat) pięć metrów cieniutkiej, jasnobeżowej bawełenki. Na pewno uszyję sobie szerokie spodnie i może sukienkę...

      Usuń
    2. Wow, to az ciekawa jestem tego uszytku bawełnianego! No i żeby się nie okazało, że material się zestarzał jednak. Ja tak miałam, wszystkie materiały ,ktore chomikowala teściowa, aksamity i jakies takie na garsonki w kratkę, rozleciwły wie, wrzucilam by przeprać i niestety rozeszly się, aksamit trochę wytroczył, a taki ladny był.

      Usuń
    3. Eee, stuprocentowa bawełna raczej się nie rozleci, zresztą niedawno ją oglądałam i wszystko z nią w porządku.

      Usuń
    4. I jeszcze a propos kartki; oryginalny kolor jest bardziej zielony, nie taki bury, jak na tym zdjęciu.

      Usuń
    5. To ja, Hana. Wywaliło mnie z googla na amen. Hasła nie pamiętam, z nowym są problemy. Wysyłają mi pin na stary telefon, który nie działa. Tak czy siak, to ja.
      Ninko, jak ja zazdroszczę kobitkom, które umieją szyć!

      Usuń
    6. Coś tam umiem, jak mam dobry wykrój. Umiem zrobić tylko najprostsze wykroje, np. spódnicę ołówkową i bluzkę kimonową, spódnicę z klosza i półklosza, i taką z falban, i parę innych prostych rzeczy. Do spodni już muszę mieć wykrój, do sukienek tym bardziej. Ale nie wyrzuciłam starych Burd i mam trochę nowszych, z nich często korzystam.

      Usuń
    7. To tak jak ja. Tylko proste rzeczy i z materiałów ktore się nie rozciągają no i jedwab też odpada.
      A poza tym jestem znowu w kraju! Okazja-Pierwsza Komunia i rehabilitacja kręgosłupa , ew. spotkania z rodziną i znajomymi chociaż większość w rozjazdach. No i zachwycam się jak zielono i kolorowo dookoła bo na północy jeszcze zimno i tylko mgiełka zielona na drzewach.

      Usuń
  4. U nas nie ma imprezek , jedynym wyjątkiem są urodzinowe u kol.W, mialy być tylko okrągłe, ale w zasadzie co rok zaprasza, zazwyczaj bywamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie są jakieś duże imprezy, choć doszły mnie słuchy, że szwagier ma zamiar zaszaleć. Ale jeszcze nic dokładnie nie wiem ;)

      Usuń
    2. 😄, jakie by nie były, to jednak są, a dużecto bardzo męczące, wiec lepsze w kameralnym gronie.

      Usuń
  5. Fajna kartka, spokojna, texlisteczki dookolaxbardzo ladnie wkomponowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  6. niezmiennie podziwiam ludzi którzy potrafią szyć, dziergać, wytwarzać coś manualne, dla mnie to kosmos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to podziwiam ludzi, którzy potrafią napisać książkę, zdecydowanie wolę zostać przy krótkich formach.

      Usuń
    2. Ja jak Klarka! I książek nie umiem też.

      Usuń
    3. Tu Hana.
      Rybeńko, ja jak Ty i Klarka. Książki też nie napiszę.

      Usuń
    4. I tak świat nad kocha, prawda?

      Usuń
  7. Kręci się i dzieje się u Ciebie - to dobrze😊
    Mnie ratuje to, że coś się kręci i dzieje, bo przy mojej chorobie jak się nic nie dzieje to klapa i durne myśli, totalny zjazd w dół.
    Cieszę się, że nadszedł czas kwiatuszków i soczystej zieleni. Ptaszęta koncertują, czekam na koncerty świerszczy ale to raczej w sierpniu.
    Śliczne Kartki Ninko, fajnie spędzony czas i oby tak dalej☺️
    Ściskam serdecznie
    Orszulka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Orszulko, narzekam czasem na nadmiar zajęć, ale kiedy nic się nie dzieje, to też miewam zjazdy nastroju i niedobre myśli. Staram się dbać o to, żeby zawsze mieć coś do czytania, bo wreszcie zaczęłam znów dużo czytać i to mnie ratuje.

      Usuń
    2. Taaaaa wahania nastrojów, jestem jak Wańka-wstańka tak mną one kolebią, dobrze że nauczyłam się cyckać drobne radości z codzienności :D

      Usuń
    3. Tu Hana.
      Marija, takie cyckanie to esencja życia! Ja też cyckam ile sił!

      Usuń
    4. I ja, jak widać wyżej ;)

      Usuń
  8. W Gietrzwałdzie była jakaś rocznica objawień, to jedyne w Polsce uznane przez Watykan objawienia.
    Mało się tym interesuję bo moja wiara w takie rzeczy jest znikoma albo żadna;)

    Tez bym zjadła kiełbasę z grilla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam (dwa lata temu) w teatrze na spektaklu mówiącym o dziewczynach, które dostąpiły tych objawień. Ciekawie ujęty temat. A potem trafiłam na artykuł, który mówił o różnych aspektach tego wydarzenia, o wątpliwościach itp. Ale, jako że też się tym nie interesuję, to nie zadałam sobie trudu, żeby zapamiętać ten artykuł. Choć spektakl do dziś siedzi mi w głowie, był pełen emocji, piękne opowiadał historię bohaterek.

      Usuń
    2. Ciekawe!
      Szkoda, że spektakle są takie ulotne. Filmy można łatwiej obejrzeć

      Usuń
    3. Tu Hana.
      Śmiem twierdzić, że objawienia to zawsze (większa lub mniejsza) aberracja psychiczna. Albo wyrachowanie.

      Usuń
    4. Czasem jedno
      Czasem drugie

      Usuń
  9. Komunijna karteczka bardzo ładna Ninko, elegancka taka i wcale nie taka całkiem prosta.

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie zajęcia mogą być :) najważniejsze, że imprezy i spotkania się udały, no i robisz piękne kartki, które też pewnie cieszą oczy obdarowanych.
    Mojego postu też wczoraj nie było widać, dopiero chyba dzisiaj się pojawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, coś się blogger spóźnia ;)
      I dzięki ♥

      Usuń
  11. Cześć Dziewczęta
    anonimowa72

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany Ninko, Ty cóś robisz, a mła się tylko opiernicza. Zwalam na chorobę, ale przeca nie schodzę z tego świata i cóś powinnam ruszyć. Ty kartkujesz, no a mła zalega. Tak się jakoś poczułam jak gnusiec. Ech...

      Usuń
    2. Ojtam, ojtam nie za wiele robię, myślę, że Ty masz więcej obowiązków.

      Usuń
    3. Cześć, Anonimowa72 ♥

      Usuń
  12. Jak wyżej wspomniałam planowałam trochę spotkań towarzyskich, a tu jedna w domu na antybiotykach, u kolejnych rura pękła i w piwnicy basen, więc generalny remont, rodzina w rozjazdach o których wcześniej nie wspomniała itd. Nic to , jak się uda to pogaduszki z Rabarbara za kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fajnie, że się spotkacie z Rabarbarą ♥

      Usuń
  13. No to wszystkiego najlepszego - z poślizgiem, ale szczerze :-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. No to jestem znowu na przytulnej grzędzie. W dniu kiedy miałysmy sie spotkać z Rabarbarą lało jak z cebra, obie siedziałyśmy każda w swoim domu. No to też nie wyszło. Za to wieczorem zatelefonował do mnie mój Chrześniak z pytanie kiedy wyjeżdżam. Myślałam, że może rodzinne spotkanie, byłoby miło ale nie , Maleństwo zachorowało i potrzebna byłam na część dyżuru dziennego. Maleństwo bardzo kochane, no to jeszcze dwa krótkie dyżury były. To jest tak jak się coś planuje. A wogóle to lecąc do kraju zgubiłam na lotnisku dowód tożsamości (już po nadaniu bagażu) i nie mogłam wejść na pokład. Na szczęście miałam jeszcze jeden . Po dwóch dniach okazało się, że został znaleziony i jest do odbioru. Odetchnęłam z ulgą. W międzyczasie wychodząc z restauracji potknęłam się i "rozbiłam " lewe kolano tudzież lewą stronę czoła. Zastępczych atrakcji zamiast spotkań towarzyskich miałam sporo. Rzuciłam się od wczoraj za porzadki na działce bo zarośnięta okropnie. Wszędzie samosiejki, niezapominajki, młodziutkie jeżyny itd.
    No to Was zanudziłam , wskakuję na spalną grzędę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kurczę, Bacha! Tosię narobiło! Skoro wzięłaś się za działkę, to, mam nadzieje, nie jesteś zbyt mocno poobijana? Tak, czy siak, niech się szybko goi!

      Usuń
    2. Nooo, to mało ciekawie, oby dalszy pobyt już byl milszy i spokojniejszy. Zdrowia,na dizalce nie szalej,,jeżynny to jednak wieczna zmora nie do opanowania chyba.
      Z kolei niezapominajki sa super i nie pieliłabym, co ladnego z samosiejek to niech sobie rośnie. Uważaj na kolanko!

      Usuń
  15. Ninka, rana na kolanie zagojona tylko kolano jeszcze spuchnięte , za to siniak na głowie wymaga maskowania. Na działce robię wszystko co nie wymaga pozycji "na klęczkach", od czwartku będę miała pomoc .
    No i oczywiście byłam w Z. bo 4-go maja były imieniny mojej kochanej Miki/Niki ale żeby obejrzeć to co teraz zastąpiło Zielony Domek i ogródek to jeszcze nie jestem emocjonalnie gotowa i właściwie po co mam to oglądać?

    OdpowiedzUsuń
  16. Bacho, to juz nie Zielony domek, nie ma co patrzeć, w pamieci i sercu zachowane to co najważniejsze.😘

    OdpowiedzUsuń
  17. Macie rację, znajomi, którzy z ciekawości pojechali obejrzeć To coś chcieli mi opisać ze szczegółami ale powiedziałam, że nawet na ulicę nie zajrzę bo nie ma po co a Domek, Doro, tak jak napisałaś mam w pamięc, srcu no i na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń