Zapewne nie odkrywam Ameryki, nie wynajduję prochu, ale może wyważam otwarte drzwi. Usłyszałam otóż o istnieniu portalu pt. askfm - mam nadzieję, że nie robię mu reklamy. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu i nie to mnie zbulwersowało. Wiem, że internet to nie tylko pastelowe kurniki, sielskie zagrody i pracownie utkane ze snów, chociaż szkoda. Portal ten jest przeznaczony dla młodych ludzi, albowiem okazuje się, że facebook i inne nasze klasy są już passe i w ogóle dla starców. Askfm to portal "społecznościowy" dla bardzo młodych ludzi - nastoletnich. Na facebooku jest mama, tata, brat i dziadek, a tam wręcz przeciwnie. I to jest to! Hulaj dusza i jazda bez trzymanki! Żadnych ograniczeń, prywatności, blokad, haseł, nic! Wszystko co powiesz, pokażesz i zrobisz widzą WSZYSCY. Oczywiście natychmiast tam zajrzałam, choć niezbyt dogłębnie (trzeba założyć konto), ale wystarczająco, żeby zobaczyć o co chodzi. A więc nasze kochane dzieciaczki, nasze aniołeczki, wzorowi uczniowie obrzucają się tam błotem, ćwiczą się w hejterstwie, pokazują cycki i resztę, posługują się językiem, który trudno zakwalifikować do jakiejkolwiek grupy (językowej). To jest rynsztok liczący sobie - o ile dobrze usłyszałam - 18 milionów członków! Możliwe, że się przesłyszałam, bo nie chce mi się wierzyć. Gówniarze potrafią tam tak zaszczuć upatrzoną ofiarę, że popełnia ona samobójstwo z jakiegoś błahego powodu - np. z powodu pryszcza na tyłku. Wątkami wiodącymi i w zasadzie jedynymi (na tyle, na ile zdołałam się zorientować) są: wygląd zewnętrzny, seks, kasa, idole - jacyś obleśni faceci i laski wyglądające jak prostytutki.
Jestem wstrząśnięta tym bardziej, że to nie są dzieciaki z patologicznych środowisk! To nasze dzieci! Dobrze wychowane, wyprowadzające psa na spacer, "normalnie" funkcjonujące - jak się okazuje, pozornie.
W tej oto chwili dziękuję Bogu, że moja córka jest już dorosła, a i wnuków nie widać, to nie muszę się martwić. Jak Wy to robicie Dziewczyny z Nastoletnimi Dziećmi? Co robicie, żeby nie zwariować i nie zrobić z domu pierdla o zaostrzonym rygorze? Przecież nie ma od tego ucieczki. Można nie mieć w domu internetu, można jakieś blokady pozakładać (obejdą!), a to i tak psu na budę. Internet ma każdy dzieciak w telefonie.
To jest pokolenie, które za 20 lat wystartuje w wyborach do parlamentu i nie tylko? Szczęśliwie będę już za stara, żeby się tym przejmować. Ale moja córka nie... Quo vadis świecie, że tak patetycznie zakrzyknę!?
Odpowiedzią na to pytanie jest poniekąd druga informacja, która mnie dzisiaj i rozśmieszyła, i zbulwersowała.
Ronaldo dokonał otwarcia muzeum poświęconego jemu samemu! To ci postać wybitna, wzorzec z Sevres i autorytet! Aż chciałabym zobaczyć muzealne eksponaty: przepocone skarpetki, buciki piłkarskie nieco zużyte, majtasy, które miał na tyłku podczas meczu, w które to majtasy kopnął go inny jakiś autorytet, grzebień zaklejony żelem do włosów? Tak więc część świata zmierza tam właśnie - do muzeum, oglądać przepocone skarpetki, a druga część do galerii - bynajmniej nie sztuki. Jakie to krzepiące, prawda?
O tempora, o mores!
Zapominamy teraz o skarpetkach Ronaldo i jego grzebieniu z lusterkiem.




















