sobota, 22 sierpnia 2026

JESZCZE WAKACYJNIE

    Kilka dni się nieco przeciągnęło. Do dwudziestu pięciu 😇 Ale, jak wiedzą fejsbukowe Kurki, jak zwykle byłam niezwykle zajęta 😉 Wiele mi w poprzednich postach umknęło. Przede wszystkim miałam fajne wakacje z dziećmi, co prawda z każdym osobno, ale w sumie spędziłam z nimi prawie miesiąc. Syn powoził nas trochę po okolicznych miastach, byłam w Lincoln, w Nottingham, w Bostonie i w Cambridge, gdzie naoglądałam się starej, zabytkowej architektury. W mieście, w którym syn mieszka jest jej też sporo. Nie chcę was zasypywać zdjęciami, których napstrykałam multum, ale kilka wrzucę. Najciekawsze są z Cambridge. Bardzo mi się spodobało Trinity College. Studiowali tu między innymi Isaak Newton i Steven Hawking. A do Hawkinga pałam ostatnio miłością wielką, czytałam jego eseje; opowiada w nich o swoim życiu i bardzo przystępnie wyjaśnia własne teorie i odkrycia.



Wielka Brama (Great Gate) z pomnikiem Henryka VIII prowadząca na dziedziniec Trinity College.
 


Część dziedzińca Trinity College.

    Byliśmy w pubie The Eagle zarządzanym przez browar Green King (tablica po lewej), w którym zostało ogłoszone odkrycie struktury podwójnej helisy DNA (pamiątkowa tablica po prawej). Piwo tam kosztuje kilkanaście funtów. Syn nie chciał się przyznać, ile dokładnie zapłacił, hrehrehre.


    Przez Cambridge przepływa rzeka Cam, którą pływają płaskodenne łodzie, przewożąc turystów. Odniosłam wrażenie, że robi to sporo studentów i sobie w ten sposób zarabiają.


To jeszcze wrzucę wam trochę angielskich kwiatków. Na dwóch górnych zdjęciach dziurawiec ozdobny, każde zdjęcie z innego miasta :D
Na dwóch na dole - róże z ogrodu syna. Obie przepiękne; pierwsza cudnie pachnie, a druga ma niezwykły kolor, którego zdjęcie nie oddaje. Udało mi się uzyskać pewne podobieństwo przy pomocy filtrów.

    Do domu przywiozłam kilka drobnych prezentów dla rodziny i prezent dla mnie od syna - cudną bransoletkę z bursztynem, wykonaną ze starych, srebrnych łyżeczek. W Bostonie jest nieduża galeria handlowa, w której jest sklepik z wyrobami rzemieślniczymi. Właśnie tam sprzedają te bransoletki. Są przeróżne - z kamieniami i bez, ale wszystkie zrobione ze starych widelczyków i łyżeczek. I wszystkie piękne, wybór jest naprawdę trudny.


    Niedługo po moim powrocie Mnemo rozkręciła (z okazji przesilenia letniego) na fejsbuku akcję robienia wianków. Ja zrobiłam taki - po kilkunastu dniach ładnie się ususzył. Obok tego wysuszonego wiszą zawieszki woskowe od Tupajki.



    O tym, co działo się w czerwcu i lipcu pisałam częściowo w jednym z poprzednich postów. W tym czasie starałam się też pracować nad kartkami, co szło mi dość marnie, bo biegałam na koncerty, Sesje Irlandzkie i byłam na wycieczce w Stawisku, czyli w domu Jarosława Iwaszkiewicza. 





    Pod koniec lipca byłam w stolicy u córki. Tam, już po raz kolejny, widziałam różowo kwitnące robinie i, po raz pierwszy w życiu, przepięknego pazia żeglarza. I udało mi się zrobić mu zdjęcie na kwiatach żmijowca♥


    Potem przyjechałyśmy z córką do mnie, a że zaczęły się już koncerty szantowe, to byłyśmy razem na pierwszym z nich. Na kolejnym byłam sama, na ostatni też pewnie pójdę we własnym towarzystwie😁
    
    Mnemo pokazała nam na FB, jak się robi dywanik kwiatowo-ziołowy, więc postanowiłam spróbować zrobić taki. Oczywiście nie taki sam, bo wygląd dywanika zależy od tego, czego uda się narwać. Mnie wyszło tak: 


Są tu: bylica pospolita, bylica piołun, komosa lebioda, dzika marchew, krwawnik, nawłoć, wrotycz, dziki pasternak i suche trawy. Nie było prawie żadnych roślin w innych kolorach niż żółty i biały. Trochę cykorii podróżnik, ale jej kwiaty szybko się zwijają i tracą kolor. Nawet czerwonej koniczyny nie było, bo trawniki świeżo wykoszone.
   
    Pogoda tego lata jest dziwna. Raz upał, raz chłód. Dziś się zrobiło wręcz jesiennie - od rana leje, wieje i na termometrze za oknem jest zaledwie 15 stopni, a telefon pokazuje 14. I co prawda już dawno miałam zamiar pokazać wam moje letnie dekoracje, ale mi jakoś nie wyszło😉 Choć w związku z pogodą nastrój mam mało wakacyjny, to jednak pokażę je teraz:





Jak już od kilku lat jest to dekoracja w morskich klimatach. Niby ta sama, ale nie taka sama 😊 Wciąż dochodzą jakieś elementy. A część dekoracji to dzieła zdolnych rąk Hany, naszej PrezesKury. To obrazek z  czerwoną żaglówką na drewnie i trzy drewniane rybki: po prawej przed koszyczkiem z lawendą, po lewej przed szkatułką z obrazkiem z jachtami, obok latarni morskiej, i jeszcze mała, bardzo kolorowa rybka przed obrazkiem Hany. Jest tu też wyskakująca z wody orka, którą namalowała młoda dziewczyna sprzedająca swoje prace na pchlim targu.
Na pierwszym zdjęciu jest półka nad telewizorem, pod spodem ta spod telewizora - dekoracja trochę zasłania kable, na które ostatnio udało mi się kupić pudełko, więc widać je jeszcze trochę mniej, niż przedtem. I tu też jest element, który mam dzięki Hanie - latarnia morska. To nie jej wytwór, ale bardzo mi pasuje.
 "I to (tym razem) by było na tyle", jak kończono jeden z programów dawno temu w radiowej Trójce, hrehrehre :D:D:D