Kilka dni się nieco przeciągnęło. Do dwudziestu pięciu 😇 Ale, jak wiedzą fejsbukowe Kurki, jak zwykle byłam niezwykle zajęta 😉 Wiele mi w poprzednich postach umknęło. Przede wszystkim miałam fajne wakacje z dziećmi, co prawda z każdym osobno, ale w sumie spędziłam z nimi prawie miesiąc. Syn powoził nas trochę po okolicznych miastach, byłam w Lincoln, w Nottingham, w Bostonie i w Cambridge, gdzie naoglądałam się starej, zabytkowej architektury. W mieście, w którym syn mieszka jest jej też sporo. Nie chcę was zasypywać zdjęciami, których napstrykałam multum, ale kilka wrzucę. Najciekawsze są z Cambridge. Bardzo mi się spodobało Trinity College. Studiowali tu między innymi Isaak Newton i Steven Hawking. A do Hawkinga pałam ostatnio miłością wielką, czytałam jego eseje; opowiada w nich o swoim życiu i bardzo przystępnie wyjaśnia własne teorie i odkrycia.
Wielka Brama (Great Gate) z pomnikiem Henryka VIII prowadząca na dziedziniec Trinity College.
Część dziedzińca Trinity College.
Byliśmy w pubie The Eagle zarządzanym przez browar Green King (tablica po lewej), w którym zostało ogłoszone odkrycie struktury podwójnej helisy DNA (pamiątkowa tablica po prawej). Piwo tam kosztuje kilkanaście funtów. Syn nie chciał się przyznać, ile dokładnie zapłacił, hrehrehre.
Przez Cambridge przepływa rzeka Cam, którą pływają płaskodenne łodzie, przewożąc turystów. Odniosłam wrażenie, że robi to sporo studentów i sobie w ten sposób zarabiają.
To jeszcze wrzucę wam trochę angielskich kwiatków. Na dwóch górnych zdjęciach dziurawiec ozdobny, każde zdjęcie z innego miasta :D
Na dwóch na dole - róże z ogrodu syna. Obie przepiękne; pierwsza cudnie pachnie, a druga ma niezwykły kolor, którego zdjęcie nie oddaje. Udało mi się uzyskać pewne podobieństwo przy pomocy filtrów.
Do domu przywiozłam kilka drobnych prezentów dla rodziny i prezent dla mnie od syna - cudną bransoletkę z bursztynem, wykonaną ze starych, srebrnych łyżeczek. W Bostonie jest nieduża galeria handlowa, w której jest sklepik z wyrobami rzemieślniczymi. Właśnie tam sprzedają te bransoletki. Są przeróżne - z kamieniami i bez, ale wszystkie zrobione ze starych widelczyków i łyżeczek. I wszystkie piękne, wybór jest naprawdę trudny.
Niedługo po moim powrocie Mnemo rozkręciła (z okazji przesilenia letniego) na fejsbuku akcję robienia wianków. Ja zrobiłam taki - po kilkunastu dniach ładnie się ususzył. Obok tego wysuszonego wiszą zawieszki woskowe od Tupajki.
O tym, co działo się w czerwcu i lipcu pisałam częściowo w jednym z poprzednich postów. W tym czasie starałam się też pracować nad kartkami, co szło mi dość marnie, bo biegałam na koncerty, Sesje Irlandzkie i byłam na wycieczce w Stawisku, czyli w domu Jarosława Iwaszkiewicza.
Pod koniec lipca byłam w stolicy u córki. Tam, już po raz kolejny, widziałam różowo kwitnące robinie i, po raz pierwszy w życiu, przepięknego pazia żeglarza. I udało mi się zrobić mu zdjęcie na kwiatach żmijowca♥
Potem przyjechałyśmy z córką do mnie, a że zaczęły się już koncerty szantowe, to byłyśmy razem na pierwszym z nich. Na kolejnym byłam sama, na ostatni też pewnie pójdę we własnym towarzystwie😁
Mnemo pokazała nam na FB, jak się robi dywanik kwiatowo-ziołowy, więc postanowiłam spróbować zrobić taki. Oczywiście nie taki sam, bo wygląd dywanika zależy od tego, czego uda się narwać. Mnie wyszło tak:
Są tu: bylica pospolita, bylica piołun, komosa lebioda, dzika marchew, krwawnik, nawłoć, wrotycz, dziki pasternak i suche trawy. Nie było prawie żadnych roślin w innych kolorach niż żółty i biały. Trochę cykorii podróżnik, ale jej kwiaty szybko się zwijają i tracą kolor. Nawet czerwonej koniczyny nie było, bo trawniki świeżo wykoszone.
Pogoda tego lata jest dziwna. Raz upał, raz chłód. Dziś się zrobiło wręcz jesiennie - od rana leje, wieje i na termometrze za oknem jest zaledwie 15 stopni, a telefon pokazuje 14. I co prawda już dawno miałam zamiar pokazać wam moje letnie dekoracje, ale mi jakoś nie wyszło😉 Choć w związku z pogodą nastrój mam mało wakacyjny, to jednak pokażę je teraz:
Jak już od kilku lat jest to dekoracja w morskich klimatach. Niby ta sama, ale nie taka sama 😊 Wciąż dochodzą jakieś elementy. A część dekoracji to dzieła zdolnych rąk Hany, naszej PrezesKury. To obrazek z czerwoną żaglówką na drewnie i trzy drewniane rybki: po prawej przed koszyczkiem z lawendą, po lewej przed szkatułką z obrazkiem z jachtami, obok latarni morskiej, i jeszcze mała, bardzo kolorowa rybka przed obrazkiem Hany. Jest tu też wyskakująca z wody orka, którą namalowała młoda dziewczyna sprzedająca swoje prace na pchlim targu.
Na pierwszym zdjęciu jest półka nad telewizorem, pod spodem ta spod telewizora - dekoracja trochę zasłania kable, na które ostatnio udało mi się kupić pudełko, więc widać je jeszcze trochę mniej, niż przedtem. I tu też jest element, który mam dzięki Hanie - latarnia morska. To nie jej wytwór, ale bardzo mi pasuje.
"I to (tym razem) by było na tyle", jak kończono jeden z programów dawno temu w radiowej Trójce, hrehrehre :D:D:D
"I to (tym razem) by było na tyle", jak kończono jeden z programów dawno temu w radiowej Trójce, hrehrehre :D:D:D















Piersza!
OdpowiedzUsuńPiękne, wakacyjne lato masz Ninko, bez wzgledu na pogodę. Podróze, dzieci, cos wspanialego.
Świetna bransoletka, kto by pomyślal, że ze sztućców.
Morskie kompozycje jak i wianek, i dywanik zielny, bardzo fajne.
Jak to u artystki ze smakiem !
Dzięki, Dora, za uznanie ♥
UsuńA pogoda u nas lepsza niż w innych częściach Polski, bo nie ma takich okropnych upałów, a nawet jeśli są, to trwają krótko. Najdłuższy okres, w którym temperatura przekraczała 30 stopni, trwał trzy dni.
Powtórzę za Dorą, piękne wakacje miałaś Ninko! :)
OdpowiedzUsuńTe angielskie stare budowle mają niepowtarzalny klimat, wrażenie jakby się człek przenosił do minionych lat.
Biżuterię ze starych sztućców widywałam od czasu do czasu w sprzedaży na naszym Rynku, ładne cacuszka.
Różowej robinii nigdy nie widziałam, efektowna.
Ten twój kwiatowy dywanik bardzo mi się podoba!
Letnie dekoracje prawdziwie letnie i sympatyczne. Ja kolejne muszle przerobiłam na dziwolągi :D
W okolicach Sycowa jest leśne arboretum, byłam tam kilkanaście lat temu z koleżanką i tam wśród drzew stał namiot o kilkumetrowej średnicy i wysokości około 2 m, a w środku na jakiś roślinach roiło się od motyli, to były o ile pamiętam pazie królowej, była ich tam ogromna ilość. Wyglądało to na hodowlę, ale nie było kogo zapytać. Do namiotu można było zerknąć przez szpary, zrobiony był z jakieś takiej tkaniny że chociaż nie przezroczysta to w środku było dość jasno.
To prawda, byłam zachwycona starą architekturą, wciąż miałam wrażenie, że potykam się o historię i legendy (Nottingham).
UsuńCiekawe z tymi motylami, może to i była hodowla?
Zazdraszczam Ninko pięknego urlopu, zwłaszcza, że w Anglii nigdy nie byłam . A ja, przez tą nieszczęsna działkę, nigdzie nie mogłam wyjechać. Rękodzieła jak zwykle przecudnej urody.
OdpowiedzUsuńNastrój mam średni bo okazało się, że moja wizyta na pogotowiu nie miała nic wspolnego z kamykami w nerce, za to odkryli przy okazji prześwietlenia nieduże paskudztwo, które muszą jak najszybciej wyciąć. To czekam na termin i zbieram aronię.
Oj! Niech wszystko dobrze pójdzie!
UsuńOrany, czymię kciuki, żeby się okazało, że to drobiazg jakiś !
UsuńBacho, szybkiego terminu, niech juz bedzie po szfystkiemu i ok!
UsuńPodoba mi się bardzo dywanik kwiatowy. Ciekawy pomysł. A co potem jak uschnie? Pokruszyć, wsypać do słoika i mieć własną herbatkę ziołową?
OdpowiedzUsuńA nie wiem, co potem :))) Herbatka mogłaby być niezbyt smaczna z takich składników, szczególnie piołun - ta gorycz!
UsuńW miarę wysychania dywanik robi się luźniejszy, dlatego trzeba wiązać dość mocno. A jeszcze co do herbatki - część roślin zerwałam z terenu dawnej jednostki wojskowej, rosły w pobliżu garaży i nie wiadomo, co w nich siedzi - metale ciężkie na pewno, więc chyba bym się bała taką pić ;)
UsuńAch - i ten motyl! Przepiękny! Widziałam ostatnio pazia królowej i też mnie to bardzo ucieszyło.
OdpowiedzUsuńFakt, przepiękny!
UsuńPazia królowej też kiedyś widziałam, ale paź żeglarz jest większy:)
Nigdy nide widziałam takiego motyla. Czy to rzadkość?
OdpowiedzUsuńTak, jest rzadko spotykany. Częstszy jest w Europie Południowej. U nas występuje w południowej części kraju z wyjątkiem Tatr. My z córką miałyśmy dużo szczęścia, bo spotkałyśmy aż dwa takie motyle.
UsuńRóżowa robinia faktycznie jest piękna, ale nie pachnie, tak jak biała. No i niech Wam nie przyjdzie nawet do głowy posadzić ją sobie w ogródku. Ja to zrobiłam i teraz mam ją wszędzie i bardzo trudno jest się jej pozbyć. Tak samo, jak i sumaka, który się panoszy w drugiej połowie ogródka.
OdpowiedzUsuńFaktycznie nie pachnie.
UsuńBiałe robinie akacjowe też potrafią narozrabiać.
Skoro udało mi się dodać komentarz, to jeszcze się przedstawię - Barbara. Czytam Was od ładnych kilku lat, a ponieważ nie jestem zarejestrowana, to z komentarzami mi nie wychodziło, a tu proszę, niespodzianka. Pozdrawiam serdecznie kurki-złotopiórki:) Barbara
OdpowiedzUsuńWitamy w Kurniku, Barbaro! Super że udało Ci się opublikować komentarz, cieszę się, że się ujawniłaś ♥
UsuńPiękna bransoletka:))
OdpowiedzUsuńDzięki za info skąd nazwa Cambridge;))
Jeśli pomyślałaś, że nazwa miasta pochodzi od nazwy rzeki, to muszę sprostować, bo jest odwrotnie. Otóż rzeka nazywała się dawniej Granta i od tej nazwy powstała nazwa miasta - Grantebrycge, uproszczona później do nazwy Cambridge, od której z kolei rzekę nazwano Cam. Jednak dalej rzeka od źródła do miasta Cambridge nazywana jest zwyczajowo Granta, a dopiero od Cambridge do ujścia - Cam :)
UsuńO masz!!
UsuńTo dopiero info!
:D:D:D:D:D
UsuńZapomniałam napisać, że w dywaniku są również kocanki piaskowe, pewnie dlatego, że je kupiłam na targu, a nie narwałam :D:D:D
OdpowiedzUsuńCo jak co ale Henryk VIII to był chyba najbardziej wkurzajacy brytyjski władca ever.
OdpowiedzUsuńAle ten jego pomnik to słynny zabytek 😉
OdpowiedzUsuńMorska dekoracja przepiękna. Pozdrawiam znad morza :-)
OdpowiedzUsuńO, super, znad morza! Zazdroszczę :) ♥
Usuń