 |
| Dolne i górne zdjęcie to Frodul współczesny |
Ta historia ma 5 lat. Frodo ma o parę miesięcy więcej, może nawet o cały rok.
Kilka miesięcy po śmierci naszego kochanego Hukały coraz bardziej tęskniliśmy za psem. Przeczesywaliśmy internet i wytypowaliśmy kilka piesków, między nimi był Frodo (wtedy roboczo nazywał się Kapsel) ogłaszany na Dogomanii. Każdy z Was wie, jaki to trudny wybór. Męka decyzji trwała kilka dni, aż zadzwoniła moja siostra z pytaniem, czy dojrzeliśmy do psa. Od tej chwili sprawy potoczyły się błyskawicznie. Otóż mieszkająca w Koninie A. (jakieś 200 km stąd) koleżanka siostry, znalazła psa i rozsyłała wici. Poprosiłam o zdjęcie. Mało nie padłam zimnym trupem, kiedy na zdjęciu zobaczyłam Frodo vel Kapsla! To na pewno było zrządzenie losu i palec opatrzności! Decyzja została podjęta w 2 minuty. W międzyczasie Frodo pojechał do DT pod Sieradzem (niedaleko Łodzi). Szybka wymiana telefonów i w drogę!
Zanim to jednak nastąpiło, Frodo włóczył się po polach w pobliżu domu A. pod Koninem. Była to wczesna jesień, początek września, na polach nie było już zbóż, tylko ściernisko. Biedak miał od tego pokaleczone łapy i był chudziutki. Musiał włóczyć się już jakiś czas. A. miała wtedy w domu dwa bokserki i Frodo nie przypadł im do gustu. Mieszkał więc w drewutni prawie 2 miesiące, do czasu znalezienia mu DT. Nie było to proste, bo duże psy, proporcjonalnie do gabarytów, mają dużo mniejsze szanse... A. obszukała okolicę, pytała, ogłaszała. Nikt się nie zgłosił. Wniosek nasuwa się jeden: ktoś go wywiózł i porzucił, bo nikt w okolicy go nie znał, a taki pies nie mógł przejść niezauważony. Był młodziutki, więc sam też nie przywędrował buk-wie-skąd. To tłumaczyłoby jego uraz samochodowy, chociaż niekoniecznie.
Na przysłanych zdjęciach Frodo sięgał tymczasowemu opiekunowi trochę powyżej kolan i wyglądał wtedy tak w sam raz:
 |
| Dzieciuch, słodziaczek mój... |
|
W DT pod Sieradzem zaskoczyły nas trochę jego gabaryty, bo naprawdę był duży już wtedy. Ale nie aż tak:) To jednak nie miało większego znaczenia, bo to po niego przyjechaliśmy i koniec. Do samochodu wsiąść nie chciał, więc został wniesiony, co wówczas nie było jeszcze wielkim problemem. Ognio spoko dał radę. Piesuś przywalił mnie całym sobą na tylnym siedzeniu i tak sobie jechaliśmy. Przerwa na siusiu była problematyczna - wysiąść, wysiadł, ale żadnego siusiu, picia, nic. Bardzo był przestraszony. Wsiąść już nie chciał, znów Ognio naprężał muskuły. Jechaliśmy więc dalej bez żadnych przystanków, byle prędzej do domu. Na gumnie chodził za mną krok w krok trzymając się spódnicy. Chodziłam z nim i chodziłam, żeby chociaż siusiu! Wreszcie udało się! Siusiał jeszcze jak baba...
 |
| Pierwszy dzień na gumnie |
Z kotką Grażynką poszło bezboleśnie, przed wejściem do domu długo obserwowała nas przez okno. Ze dwa razy prychnęła, pacnęła, parę dni spędziła na szafie i to wszystko. Frodo nie był nią zainteresowany i tak jest do dzisiaj. Przez pierwsze dni wszystko układało się fantastycznie, Frodo spał grzecznie na kocyku przy naszym łóżku, nie nabrudził w domu ani razu, tylko sam na gumno nie chciał wychodzić. Problem pojawił się po jakimś czasie, kiedy chłopak okrzepł i nabrał trochę pewności siebie. Otóż kiedy siadaliśmy do stołu, żeby jeść, nasz słodziaczek rzucał się z groźnym bulgotem, takim z głębi trzewi na Ogniomistrza, odcinając mu drogę do stołu. I nie pozwalał mu usiąść! Zdarzało się i tak, że Ognio musiał zasłaniać się krzesłem. Ja mogłam wszystko! Ciekawe, nie? Byliśmy zdruzgotani. Rzuciłam się do internetu i mądrych książek, ale nigdzie nie znalazłam choćby zbliżonego opisu takiego psiego zachowania. Wreszcie wpadłam na pomysł z trąbką i odwracaniem uwagi. Pomaga ponoć w innych sytuacjach, może pomoże i w tej? Mamy w domu starą trąbkę rowerową, która wydaje potworne dźwięki, ryczy raczej, niż trąbi. Siadaliśmy do stołu, Frodo startował do Ognio, ja trąbiłam, Frodo hamował, Ognio siadał. Przez cały dzień, co jakiś czas nakrywałam do stołu, że niby będziem spożywać. Ognio próbował zasiadać, trąby jerychońskie dawały czadu. I tak co chwilę, przez kilka dni. Jakiej wprawy nabrałam w nakrywaniu stołu! Już nie pamiętam jak długo to trwało, na pewno kilka dni, ale impet ataku osłabiło to od pierwszego trąbnięcia, co dodało nam skrzydeł. I udało się! Potem czasem jeszcze próbował (dużo słabiej) ataku np. na gości (wyłącznie przy stole!), ale trąbka zawsze była w pogotowiu i użyciu w razie potrzeby. Dzisiaj nie ma śladu po tamtym zachowaniu.
A Frodo rósł, rósł i rósł... Nabierał masy, nabierał i nabierał... Teraz ma mniej więcej 5 i pół roku, waży ok. 60 kilo i raczej już nie rośnie:))) Chociaż ostatnio była u nas córka i stwierdziła, że on chyba jednak jeszcze urósł... Nie jestem wysoka wprawdzie, jakieś 158cm w kłębie, Frodo sięga mi do biodra:)
 |
| Tutaj dobrze widać jaki jest wielki w stosunku do mojej siostry, która jest wyższa ode mnie... |
Inne zdarzenie nauczyło moresu mnie, nie Frodo. Był już u nas jakiś czas, masy zdążył nabrać i wzrostu. Bawiliśmy się na trawie. W pewnym momencie usiadłam i turlałam się z nim. Frodzio był bardzo rozbrykany i potraktował mnie jak psa - przyjęłam niechcący "psią" pozycję zapraszającą do zabawy. Nie byłam w stanie opanować tej masy. Skakał po mnie, przywalał mnie swoim cielskiem, odskakiwał, żeby błyskawicznie skoczyć znów. Łapał zębami za szmatki i tarmosił. Nie mogłam wstać, zasłanianie się przed karesami tylko go nakręcało. On bawił się świetnie, a ja zaczęłam się bać. Już miałam wrzeszczeć i wzywać Ognio na pomoc, ale jakoś udało mi się wstać. Frodo uspokoił się natychmiast - pies (znaczy ja) wstał, znaczy się koniec zabawy. Byłam podrapana i lekko obtłuczona. Nie miałam dotąd tak dużego psa i nie doceniłam jego siły. I zdałam sobie sprawę, że granica między zabawą, a przejściem do walki jest cieniutka. To człowiek powinien przewidzieć taki obrót spraw. Nikt nie może wiedzieć jaki instynkt i kiedy odezwie się w zwierzęciu - zwłaszcza jeśli jest duże i już przez to potencjalnie groźne.
Frodo jest najukochańszym, cudownym, łagodnym powolniakiem (pozornie). Siłą spokoju. Wałek i Czajnik mogą wszystko. My też. Jednak ciągle pamiętam te dwa incydenty i stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Kiedy pieszczoszek stanie na dwóch łapach, jest o głowę wyższy ode mnie. Niedźwiedź normalnie.
 |
| Biduś kochany, bardzo mu gorąco przy tych temperaturach |
Do samochodu nie wsiądzie za żadne skarby. Stawałam na głowie i nie tylko. Zostawiałam otwarty samochód z wołowinką i parówkami na siedzeniu. Bawiłam się tam jego zabawkami, wrzucałam piłeczkę, patyk, itp. Sama tam wchodziłam i siedziałam licząc na to, że przyjdzie do mnie. Podchodził do drzwi, a kiedy lekko wyciągałam rękę z parówką, albo i nie, natychmiast uciekał. Parówka kusiła, więc wracał i tak w kółko. Na tym polu poległam. A kiedy się zdenerwuje czymkolwiek, kładzie się świństwem do góry i żadna siła go nie ruszy. Próba podjęcia negocjacji tylko pogarsza sytuację. Trzeba poczekać, sam wstanie. Dowieziony do weta położył się tak w poczekalni, a do gabinetu trzeba było go przepchnąć. Teraz wet przyjeżdża tutaj - jak do konia...
Zapamiętałam też, w jaki sposób ustawił sobie Balusia-zadziorę, psa mojej siostry. Baluś jest kurduplem jak Wałek, tylko kudłatym. Przy pierwszej wizycie próbował podskakiwać. Frodo tylko raz warknął (ale jak!) i pokazał mu uzębienie po gardło. Nigdy przedtem, ani nigdy potem nie widziałam tego u Frodo. Baluś natychmiast spokorniał i tak jest do dziś.
 |
| Baluś (to ten szaraczek) zawsze trzyma się w bezpiecznej odległości. Poza pierwszym razem nie wydarzyło się między nimi absolutnie nic, żadnej sprzeczki. Ale i tak nigdy nie zostawiamy ich samych. |
Mimo jego łagodności i pozornej misiowatości nie mam wątpliwości, że gdyby mógł dopaść np. zająca, rozszarpałby go w sekundę. Jest szybki jak błyskawica, choć z pozoru flegmatyk. Instynkt łowcy śpi, ale śpi czujnie.
Frodo jest psem raczej lękliwym - może to sprawa genów, a może traumy wczesnego dzieciństwa, nie wiem. Nie dostarczamy mu lękowych sytuacji, więc jest spokojny i zrównoważony. Prawdopodobnie ma w sobie geny owczarka kaukaskiego, bernardyna i gończego rosyjskiego - na oko i z zewnątrz ma wszystkie cechy moskiewskiego psa stróżującego - a ten jest mieszanką tych trzech ras. Sama świadomość wystarczy, aby czuć respekt. I czuję. Co nie przeszkadza mi kochać go do szaleństwa, czego i Wam życzę!
 |
To nie jest Frodo. To moskal z hodowli tutaj.
Frodo jest ładniejszy, prawdaż? |
|
PS. Frodo, jak i Wałek, a także Baluś są wykastrowane.