sobota, 1 maja 2021

Łabędź, koty i międzyczas

Jestem, jestem, przecie wiem, że wybieg się zapchał. Chciałam - zgodnie z sugestią Asi Anonimowej - postawić kropkę i czekać na efekty, ale nie będę taka. Dam Wam parę zdjęć z dzisiejszej przebieżki, chociaż pogoda nie zachęcała. Jednak kol. D. zadziałała skutecznie i przełamałyśmy leniwą passę.

Niby jest ta wiosna i cieszy, ale jakby jej nie było. Ociepliło się na jeden dzień i koniec ocieplenia. Nawet tak bardzo chłód mi nie przeszkadza, ale na kwiatki czekam! Nautykałam ich pełno jesienią i - poza tulipanami - nic nie wychodzi! A i tulipany rozwinięte w połowie czekają na słońce. Jak tak dalej pójdzie, sczezną tak i nawet nie zobaczę co posadziłam. Ptakom zawieszam na sznurku frodkowe kudły, niech przynajmniej pisklęta pookrywają w ten ziąb. I robią to, bo ruch większy niż przy karmniku.

No i tak to. Jestem już podwójnie zaszczepiona, a od wczoraj moja odporność nabiera mocy urzędowej (ponoć po ok. tygodniu od drugiej dawki). Mam nadzieję, że wreszcie zaczniemy normalnieć. W moim życiu niewiele się zmieniło, ale bardzo współczuję młodziakom. Pokrzyżowały im się plany życiowe, zawodowe, towarzyskie, matrymonialne, wszystkie. Ufam jednak, że sobie poradzą, w końcu po to człek jest młody, aby sobie radzić (lepiej). Czego im i nam życzę.

Taka wiosna mnie zachwyca. Był tak piękny, że prawie się popłakałam z zachwytu. Teraz się boję, żeby ktoś mu krzywdy nie zrobił. Jest widoczny jak na dłoni.




Kociska kochane:







Międzyczas:

Kogut jest wielki i dość ciężki (40 cm wzrostu), to plaster lipowego drewna. Do zawieszenia na ścianie - można przykręcić od spodu haczyki i będzie wieszak. Sekator dla pokazania proporcji
 

Jednonogi Paszczur, dość długi, ok. 40 cm


Gołąbek s(pokoju), 22 cm

piątek, 23 kwietnia 2021

Jadę do ośpic

Postanowiłam napisać prawdę - nagą, okrutną i wyrażoną w prostych, żołnierskich słowach. Otóż nie mam o czym pisać, ale pisanie o tym, że nie mam o czym pisać, to już jest jakiś temat. Żyję jak pustelnica, nie dzieje się nic przyjemnie ekscytującego, a spraw nieprzyjemnie ekscytujących mamy wokół nadmiar i jaki koń jest, każdy widzi. To o czym tu pisać?

To znaczy nie, w zasadzie nie mam racji. Przyjemnie ekscytujące jest to, że jestem zdrowa, jak również moi najbliżsi i przyjaciele. Przyjemnie ekscytujące jest też to, że jutro dostanę drugą dawkę ośpic (po naszymu ośpice to szczepienie - określenie wzięło się zapewne z czasu obowiązkowych szczepień na ospę. Na wsi, o kimś, kto się nadmiernie wystroił, mówiło się, że "ubroł się jak do ośpic"). 

Jutro zatem wyczasnę się jak do ośpic i pojadę. Zobaczę się z MM i przy okazji wstąpię ostrożnie do ulubionego sklepu ogrodniczego i to też jest ekscytujące i to bardzo przyjemnie.

Przyjemnie ekscytujące jest to, że wiosna w sumie jest. Zimna i jakby nieśmiała, ale każdego ranka widzę zmiany na gumienku. Prognozy meteo nie są wprawdzie krzepiące, ale w końcu wybuchnie, łaski nie robi. Znaczy się wiosna wybuchnie. I moje jesienią posadzone tulipany i masa innych roślinek, o których nie pamiętam gdzie je poutykałam. Na razie niczego nie ruszam i czekam.

Zdecydowanie mało ekscytujące są zdjęcia moich międzyczasów, co mnie okropnie wkurza. Robię sobie więcej szkody, niż pożytku. Ale pokazuję, bo lepiej nie będzie. I zaręczam bez cienia wątpliwości, że rzeczywistość - przynajmniej w tej kwestii - jest o niebo lepsza i nie skrzeczy.




Wyraziste kolory jakoś jeszcze się bronią, ale bardziej subtelne szarości to rozpacz. 

Anioł ma ok. 26 cm wzrostu i samodzielnie stoi. Smoczuś jak smoczuś, ok. 40 cm długości.

PS. W związku z moją niemocą pisarską mam propozycję. Podrzućcie mi tematy, to napiszę co tylko chcecie. Coś jak wypracowanie z polskiego na zadany temat.:)

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Smutnawo...

Niełatwo nam jakoś i smutnawo, nawet wiosna zwleka i czeka nie wiadomo na co i tak bez sensu skraca nam się ta najprzyjemniejsza pora roku.

Opakowana, urobiłam się na gumienku, nie powiem, ale nie aż tak i nie dzisiaj. Dzisiaj byłam na pogrzebie, niestety. Odeszła K., którą poznałam tutaj, już w nowym miejscu i w nowym życiu. Polubiłyśmy się bardzo, życie towarzyskie rozkwitało, śmichom-chichom nie było końca. K. zachorowała i odeszła w ciągu tygodnia. M. in. jest podejrzenie powikłań po covidzie, ale tego nie wie nikt i pewnie już się nie dowie. 

O czymś innym miałam pisać, ale jakoś tak mi się omsknęło. Pod poprzednim postem nie ma już miejsca, a trzeba pocieszyć chorą na covida Bogusię, zdrowiejącą - mam nadzieję - Gardenię, Ninkę, której życie nie rozpieszcza, Agniechę, która stoi w obliczu najgorszego momentu w życiu kogoś, kto kocha swojego psa (swoje zwierzę kimkolwiek ono jest). Nie mam słów pocieszenia, bo one nie istnieją. Agniecha, płaczę z Tobą, bo rozumiem. Płaczę patrząc na moje bardzo już postarzałe zwierzęta. Będę musiała przejść tę drogę cztery razy, o ile je przeżyję. Innej sytuacji nie biorę pod uwagę. Wypieram.

Bywa, że myślę (wyłącznie w tym kontekście) o byłym wyBitnym, który zostawił je bez mrugnięcia okiem, nawet się nie zająknął, jakby nie istniały. Tym bardziej nie mrugnie teraz, jakby co. Na szczęście są jeszcze inni Ludzie. 

Inna sprawa, że i tak  nie oddałabym mu żadnego z nich.

Karmię się nadzieją, że wiosna wreszcie przyjdzie, że covida szlag trafi razem z wiadomą opcją polityczną, że nasze zwierzęta pożyją jeszcze że ho-ho, i to w zdrowiu. Inaczej można by zwariować. Pomyślcie sobie, że innego wyjścia nie ma i że taka jest prawidłowość dziejowa, czy jak ją tam nazwać. Historia zna takie przypadki. Jest dups, a potem jest wychodzenie z dupsa. Nie ma innej możliwości i tego się trzymajmy. Już bliżej, niż dalej. A jutro ma być cieplej.

Dla zmiany nastroju może uda mi się Was rozśmieszyć? Kol. D. została zaszczepiona pierwszą dawką i bolała ją głowa, raz z boku, raz z przodu, raz z tyłu. Doszła do wniosku, że to czip szuka sobie miejsca, łapie sygnał i próbuje nawiązać kontakt z szarymi komórkami...

Ja po szczepieniu miałam gorące i czerwone kolana, obydwa. Czy to znaczy, że mam dwa czipy?

Międzyczas: boski Lolo, 37 x 17 cm. Poleciał już...







czwartek, 1 kwietnia 2021

Z życia wzięte III

Chętnie podporządkowuję się woli ogółu, a zwłaszcza Agniechy i otwieram nowy wybieg prawie z jednym zdjęciem. Jestem tak urobiona gumiennie, że nie mam siły na nic. Nie wiem czy dojdę do łóżka. No ale jeśli przespało się jesień, to tak się ma. Roboty w huk w każdym kącie. I dobrze. Gdyby nie farby i gumienko, przyszłoby zwariować. Kol. D. też często odwodzi mnie od pomysłów uszlachetniania się przez pracę, a ja nie pozostaję jej dłużna. I tak przyjemnie upływa nam czas, byle do drugiego szczepienia.










Płotek dla piesków, zamówiłam w necie trochę wyższe, bo normalnie tratują i kopią wszystko

Międzyczas:


Rybki już wyszły


niedziela, 21 marca 2021

Z życia wzięte II

 

Bo u mnie wszystko jest z życia wzięte. 

Przyszło nam pędzić to życie w niewątpliwie bardzo trudnych czasach, w bardzo trudnym, czasem nieznośnym, świecie. Ludzkość doszła do ściany. Nie mam wątpliwości, że marnie się to wszystko skończy. Chciałabym pociechy i nadziei, ale obawiam się, że o to będzie trudno. Otacza nas chaos, dezinformacja, brud, smród - długo mogłabym wymieniać. Odnoszę wręcz wrażenie, że na nic nie mam wpływu, że tylko mogę płynąć z prądem. Czasem mi się przelewa, jak dzisiaj. Pewnie macie podobnie, bo trudno nie mieć. Ciekawi mnie, jak radzicie sobie z tym wszystkim, co robicie, żeby nie zwariować i nie dać się trafić apopleksji?

Czasem jestem tak wściekła, że prawie wrzeszczę z bezsilności. Ratuje mnie poczucie humoru i miejsce, w którym żyję, bo żyję tutaj jak w bańce. Czasem muszę stąd wychynąć - robię to rzadko i bardzo niechętnie. Większość czasu spędzam nad paletą, drewienkami i co mi tam w ręce wpadnie, za chwilę na dobre zacznie się ogród. Jednak nie każdy ma taki luksus. Dlatego piszcie jak sobie radzicie z wszelkim goownem tego świata. Boję się, że moje sposoby się wyczerpią, to będę miała coś w odwodzie.

W międzyczasie (anioł niedostępny, Bambi też zamówiona i odebrana):




Bambi zwana Bamboszkiem, suchy pastel 30 x 40cm


piątek, 12 marca 2021

Z życia wzięte

Dawno nie zanudzałam Was Kuriozą, ale też niewiele się w niej dzieje. Jeśli zdarzają się zmiany, to kosmetyczne - tu zabiorę, tam postawię, coś dodam, coś ujmę. 

Jednak dzisiaj takie piękne światło, że nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam kilka zdjęć moich niebieskości, o czym za chwilę. 

Pogoda zmienna, raz słońce, raz deszcz, to i gumienka sprzątać się nie da. Nosiło mnie, więc pojechałam do miejscowej klamociarni przysięgając sobie, że tylko popatrzę. Oczywiście nie dałam rady. Miałam zostawić na pastwę losu takie szklaneczki po 3 złote? Sezon się zbliża, do wina wrednego na tarasie będą jak raz.

Albo takie portugalskie (chyba) koguty:

Albo taki obrazek. To oryginał, nie żaden reprint, nie mam wątpliwości. Są na nim częściowo zatarte opisy i takiż podpis autora. Nie zrobiłam zdjęcia "przed" i żałuję, bo wyglądało to tragicznie i różnica jest porażająca. Obrazek był oderwany, ledwo trzymał się za szkłem oblepionym brudem, przyklejony jednym (podartym) rogiem do brudnej tektury. Delikatnie wyczyściłam co się wyczyścić dało. Trudno zrobić zdjęcie, bo szkło blikuje. Obrazek jest duży - 60 x 45 cm. Teraz wygląda tak:

 Cyferki i literki:




Teraz niebieskości. Słońce przygrzało i najlepszą miejscówką okazał się stół:






Są prawie wszyscy. Prawie, bo Malinka pilnuje miejsca przy grzejniku:

Tak w ogóle:





W międzyczasie:

tango na polanie, 31 x 17 cm



Wieszak lub takie cuś do wiszenia, rybka na drewnie - haczyk można bez problemu wyjąć:

 

Jeszcze tylko donoszę Kurom niefejsbukowym, że Brzydal ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zaprzyjaźnił się z Orką, przestał śpiewać po nocy i w ogóle sielanka. Huraaaaaaaa!!!

PS. Spotkałam się z zarzutem, że na żyrandolu wisi smoczek. Teraz lepiej?