piątek, 13 kwietnia 2018

Do Orszulki

Orszulko, udało Ci się mnie zaskoczyć po całości, normalnie wręcz udało Ci się mnie oniemieć. Dopiero stojąc twarzą w twarz z listkowym spracowało mi, że kiedyś, kieeedyś pytałaś mnie o nowy adres, a ja oczywiście o tym zapomniałam.
Lubię takie zapomnienia, bardzo:
Orszulko, sączę sobie cytrynówkę! Jej smak jest powalający! Dziękuję za siebie i za Lilkę B., która nadciąga! Podegustujemy sobie jutro bardziej uważnie:)
Dodam, że nie mam ani imienin, ani urodzin, ani w ogóle nic. Taki kaprys miała Orszulka, a ja go z wdzięcznością i wzruszeniem przyjmuję.
Czy już wspominałam, że przemalowałam akcesoria gumnianne z zielonego na turkusowy? Bo trochę mi się miesza co, komu, kiedy i o czym mówiłam. O przemalowywaniu nie wspominając. Najwyżej się powtórzę. Teraz jest tak:

 Drzwi w całej okazałości:
Dla przypomnienia drzwi przed:
A chwaliłam się kulą do kobaltowej "kolekcji"?
Jeśli sie powtarzam, proszę o wybaczenie:))) Lepiej nie będzie.
Jutro i pojutrze niczego robić nie będę, poza hołubieniem Lilki B. Zajrzymy do Was, o ile oczywiście Orszulkowa naleweczka nas nie powstrzyma!

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Presidentkura' s day

Wiosna przyszła pełną gębą, a robota jak najbardziej zając - wbrew mądrości narodu. Tutejsze gumienko mocno zaniedbane, a ja nie potrafię usiąść i siedzieć w niekoniecznie pięknych okolicznościach przyrody. Tak mam. Szkoda, że moja robota nie pomoże na hałas - no ale póki co jest jak jest, mus polubić. Toteż robię co mogę w tej materii. Urobiłam się dzisiaj po łokcie albo i dalej, nie mówiąc o tym, że odpalam komputer wieczorową porą, robię post, sprawdzam co tam w świecie i pracuję dalej - tyle że głową:) Nieszczęsne piosenki do sztuki wiszą nade mną jak katowski topór. Na szczęście już z górki. Dałam im odpocząć parę dni, a teraz rzucę na nie świeższym okiem i będzie koniec. Spać chodzę w okolicach drugiej, a kiedy o 8.30 rano dzwoni do mnie pewien wielbiciel (tak, tak, ale spokojnie, wzdycha platonicznie i tak pozostanie na wieki wieków amen) z pytaniem "ty jeszcze śpisz?", to mam ochotę zwolnić go ze stanowiska wielbiciela w trybie natychmiastowym, a może nawet dyscyplinarnie.
Tak więc Paramęt Pikczers prezent-ują film dokumentalny pt. "A day in presidentkura' s life" (Opakowana, dobrze?), co w wolnym tłumaczeniu brzmi "Dzienny urobek ledwo żywej kury".
Pomalowałam starą drabinę w motywy:
Doniczki z tyłu to wiszące ogrody Olesy - muszo być.

Drabina ze znanym Wam kogutem:


Pomalowałam szczynkę. Szczynka przed:

 Szczynka po, ale nie do końca, bo ona też jest w motywy, tylko zapomniałam o dokumentacji. Szczynka już z motywem stoi na drabinie (patrz wyżej):

Ogólnie udrapowałam gumienko:
 Indyk przyjechał ze mną i nawet tu pasuje:
I latarenka na histerii:

Proszę zwrócić uwagę na kunsztowną kukardkę:

Zeszlifowałam drzwi i chciałam je dzisiaj pomalować, ale się ściemniło:
Skonstruowałam zasieki z tego, co znalazłam w tzw. szopie. Pięknie nie jest, ale tam są wszelkiej maści kwitnące byliny, masa konwalii, szafirków, przylaszczek itp. a chłopaki jak durne latają wzdłuż płotu, bo tam jest przejście i ludziska chodzą. A im w to graj, lubio sobie poszczekać. Zasieki na razie działają, testowałam prowokując pieski. Paliki nie są ot tak, tylko wetknięte. One są porządnie wbite! Nie mówiąc o tym, że z pomocą Olesy posprzątałam, poprzycinałam, wyczyściłam i wyniosłam tonę zaszłości znajdującą się za zasiekami:
I się ściemniło.
Teraz trochę słodyczy:


 Gdyby mnie przez chwilę nie było to znaczy, że akurat używam głowy:)))

Suplement dla Kur niefejsbukowych. Obrazek (tempera 40 x 50 cm) pt. "Czarny kot, biały kot" na bazarku u Gosianki. Aktualna cena 104 zł. Licytacja trwa do 13 kwietnia. W eleganckim szarym passe-partout, tylko zdjęcie krzywe.

środa, 4 kwietnia 2018

Zupa z trupa

Opowiem Wam o żmurku. Żmurek w potocznym ukraińskim języku znaczy bardzo nieżywy trup, coś jak nasz umarlak.
1 listopada byłam świeżo po przeprowadzce i tonęłam w gratach, kartonach, farbach itd. W związku z tym nie byłam na cmentarzu. Była Marta, potem nagotowała żurku i przyjechała z nim wesprzeć mnie kulinarnie. Także Olesie żurek bardzo smakował.
W drugie święto wielkanocne wpadła córuś i przywiozła starej matce słoik żurku i dopiero wtedy Olesa przyznała się, że żyła w przekonaniu o tym, że żurek jest zupą, którą w dzień zmarłych ofiarowuje się znajomym i rodzinie z prośbą o modlitwę za zmarłego. Na Ukrainie daje się w tym celu kołacz, tak więc tok rozumowania Olesy był całkiem słuszny i prawidłowy. Zwłaszcza że Marta przyjechała wtedy i opowiadała, że była na cmentarzu, że zapaliła świeczki, potem ugotowała żurek i wuala. W końcu żurek i żmurek dźwiękowo leżą bardzo blisko. Po jakimś czasie dopiero Olesę z błędu wyprowadził jej własny syn. Przyznała się dopiero teraz, przy okazji wielkanocnego żurku mojej córki. Uśmiałyśmy się strasznie i jedyne skojarzenie, jakie nam w tym momencie postało w głowie, to zupa z trupa! Obawiam się, że w mojej rodzinie żurek nigdy już nie będzie żurkiem, tylko zupą z trupa!

A przy okazji malowania gratów w tzw. szopie, trafiłam na stos jakichś skryptów i książek z dziedziny hodowli bydła, a wśród nich takie perełki:










Pedagogika z 1950 roku



sobota, 31 marca 2018

Świątecznie

Ja tylko na chwilkę - nie myślałyście chyba, że zostawię Was bez życzeń? Święta wprawdzie zbanalizowały się i skomercjalizowały, ale przecież nikt ich nie odwołał! Jakie one będą, zależy wyłącznie od nas samych, od tego, czy potrafimy odnaleźć w nich sacrum, czy potrafimy wyzwolić się od kulturowo-obyczajowych - często upierdliwych - zaszłości, nakazów, przymusów i powinności.
Rok temu mój świat zawalił się z hukiem. Podejmowałam decyzje, które podjąć musiałam, chociaż nie raz pękało mi serce. Z perspektywy czasu widzę, że - poza drobiazgami - to były słuszne decyzje. Powoli osiągam w życiu taki etap, że wiele mogę i niewiele muszę.
I tego chciałabym życzyć Wam na święta, na wiosnę i na resztę długiego życia!



I ja dołączam się po cichutku do życzeń dla wszystkich wraz z moim mazurkiem :) Mika

I smacznego jajeczka od Gardenii! Dobrze się przyjrzyjcie, ono z każdej strony jest inne!




poniedziałek, 26 marca 2018

Niech żyje kolor!

Niechaj za motto dzisiejszego postu posłuży fraszka Ninki. Jakby o mnie napisała, taką mam ostatnio potrzebę otaczania się mocnymi kolorami. W nowym życiu tak mi się porobiło. Mika powinna być zadowolona - ciągle jej u mnie i na mnie było zbyt monochromatycznie:)

 Dzika Kura w pastele ubrała się śliczne;
patrząc w lustro uznała, że zbyt idylliczne.
- Wszak jam Kura z pazurem! Ptak niepokonany!
Taki w żółć i purpurę musi być ubrany,
w szmaragdu zieleń mocną lub w błękit paryski!
Te barwy musi Kura nosić od kołyski,
aż do starości późnej albo dalej jeszcze!
Nie dla mnie barwy blade, spłukane przez deszcze,
ja w kolory jaskrawe będę się ubierać! -
postanowiła. Teraz mus szafę przeszperać
i znaleźć ubiór do osoby odpowiedni.
Patrzy, szuka, lecz w szafie wybór raczej średni,
chyba czas na zakupy, albo do krawcowej...
A może przy pastelach zostać? Sukni nowej
nie sprawiać sobie? Z kasą krucho, żadna nowość.
- Trudno! Niech za to mówi moja osobowość!

A całe życie nosiłam się na czarno z akcentami. Nie mówiąc o wnętrzach - tutaj też nigdy nie kręciły mnie mocne kolory.
Jeśli myślicie, że żółty szal nadal robi za firankę, to jesteście w błędzie:

Bo tymczasem:
Ściana MUSI zostać przemalowana - na razie czynię próby i nie mogę się zdecydować. "Syreni śpiew" jest blisko, ale nie do końca. Aby nie tracić czasu na puste przemyślenia, pomalowałam pomieszczenie zwane garderobą, które w istocie jest przedgarderobą i przedłazienką. Kolor (o wdzięcznej nazwie "Fabryka zieleni") taki sam jak w antrejce, bo spodobał mi się, poza tym zostało mi dużo farby co okazało się złudne, bo i tak zabrakło na pół ściany. I znów mi zostało dużo farby, małych puszek nie robią, chyba specjalnie:
 
Z żółtym szalem poczyniłam takie próby:
Ale nieee, nie spodobało mi się. Nie ma firanki w drzwiach. Kolorystycznie i owszem, ale jakoś mi ta szmatka "odstawała" od reszty. I nie ma obrazków z prawej, muszę sobie dopiero coś namalować:
Biała kratka na ścianie po lewej to takie ogrodowe beleco z Leroy za 19 zeta. Reszta też uzdatniona. Domki na lustrze miały już chyba wszystkie kolory tęczy:)
No i teraz mam problem. Na wieszaku z lewej normalnie powinny wisieć kurtki, czapki itp. bo gdzieś muszą wisieć. Ale to kompletnie wszystko zepsuje! Jak żyć? Bez kurtki???
Uwaga, będzie intymnie! Kolor dopadł mnie i nie tylko mnie, również w łóżku:
Ładnie nam? Wszak jam Kura z pazurem! Ptak niepokonany!
Taki w żółć i purpurę musi być ubrany!
Jakby mi było mało, znalazłam na ulicy taką ławkę:

Mam zamiar mocno ją podrasować, ale na razie nie mam co do tego jasności. Nie wiem jeszcze gdzie ją sobie postawię, chyba w ...
Idealnie pasowałaby do przedgarderoby, ale tam leży materac Frodka. Szkoda, że nie zmieści się w schowku, miałby chłopak królewskie łoże.
Czy tylko ja mam manię przerabiania, przestawiania, przemalowywania? Przyznawać mi się!