wtorek, 1 września 2026

DZIEŃ OTWARTY W DOMU KRÓLIKA

      Ostatnią sobotę sierpnia miałam (jak co roku) zajętą, bo w Domu Królika, prowadzonym przez Fundację Azyl dla Królików z Torunia, odbywał się Dzień Otwarty. Już na kilka dni przed wyjazdem zaczęłam się zastanawiać nad wierszykiem do księgi pamiątkowej, ale napisałam go dopiero w pociągu, w drodze do córki (co widać 😉), bo najpierw pojechałam do niej, a potem razem pojechałyśmy do Torunia. 


        "Gdy trzcina zaczyna płowieć,
        a żołądź większy w dąbrowie,
        znak, że lata złote nogi
        już się szykują do drogi".
                                    K.I. Gałczyński
                                    "Kronika olsztyńska"

                                                                No tak. Już kończy się lato.
Zaczyna się robić jesiennie, 
więc w drogę znów wyruszamy
w jednym kierunku, niezmiennie.
A cel nasz? To Dom Królika,
to miejsce piękne i dobre,
bo jeśli królik tu trafi,
to ktoś mu zawsze pomoże!
I wszystkie królicze biedy,
i chore, i zaniedbane,
tutaj dochodzą do siebie,
tutaj się czują wspaniale!
Lecz żeby doszło do tego, 
żeby zdarzyło się dobro,
wszyscy jesteśmy potrzebni,
potrzebna jest nasza pomoc.
I po to tu wszyscy zjeżdżają,
by w czasie Dnia Otwartego
dla Azylantów kochanych
uczynić móc coś dobrego ♥



Właśnie skończyłam wpisywać wierszyk 😊

    Dzień Otwarty to zawsze święto radosne, mimo że wymaga od wolontariuszy i zarządu fundacji wiele pracy i zaangażowania. Trzeba ogarnąć ten cały bałagan, który robią goście, obsłużyć ich, pilnować sprzedaży, licytacji, a przede wszystkim królików, żeby nie stała im się jakaś krzywda. Azylowi goście na ogół wiedzą, jak się zachowywać przy królikach, a króliki, te które mogą swobodnie biegać między ludźmi, mają na gości totalnie wywalone, w ogóle się nimi nie przejmują. Dają się, owszem, pogłaskać, chętnie schrupią jakiś smaczek, ale poza tym robią, co chcą.










Nawet ładnie mi zapozowały 😊    

    Podczas Dnia Otwartego zobaczyć, jak wygląda Dom Królika, kupić lub wylicytować różne królicze gadżety, fajne przedmioty, rękodzieło, biżuterię, zjeść coś słodkiego (w tym tradycyjnego gofra, bo Dzień Otwarty bez gofra to już nie to samo 😉), wypić kawę, herbatę itp. A wszystko po to, aby wspomóc Azyl. Wszystkie rzeczy, i te do kupienia, i te na licytację, i słodkości pochodzą od darczyńców. Każdy stara się coś podarować albo kupić, a najczęściej jedno i drugie. Licytacja to w ogóle ciekawa sprawa, bo fanty idą za grube sumy, w ogóle niewspółmierne do ich zwykłej wartości. Liczy się to, że chce się jakiś fant mieć. 



Fragment straganu

    Tym razem nie wykonałam żadnego rękodzieła, za to upiekłam kruche ciasteczka w kształcie królików, waniliowe i kakaowe. Eksperymentalnie zrobiłam też takie łączone, dwukolorowe. Niestety, nie zrobiłam zdjęć w domu, a na miejscu, kiedy przyszło mi to do głowy, okazało się, że zostały już nędzne resztki ciasteczek. A, dodam, że za ciasto i inne takie, którymi goście częstują się samodzielnie, należy wrzucić do puszki co łaska.
   Oczywiście wzięłyśmy udział w licytacji (ten dreszczyk emocji!). Moja Dorota wylicytowała dla siebie, a raczej dla swoich królików, cały karton różnych ziół, dwie poduszki i już nie pamiętam dokładnie co. Ja wylicytowałam torbę na zakupy, a Dorota dla mnie obraz z królikiem. Oprócz tego kupiłam książkę, rękawicę i łapkę z królikiem, bransoletkę, dwa koralikowe pierścionki i kolczyki, które (zbyt brutalnie przeze mnie potraktowane) odkleiły się od sztyftów. Ale oczywiście je naprawię, bo wystarczy do tego kropla kleju. Dorota też nakupowała różnych drobiazgów.




Na zdjęciach moje zdobycze i obrazek, który kupiła Dorota. W małym pokoju mam już swoistą galerię. Przy okazji ją pokażę.
    Jeszcze nie wiemy, ile dziewczyny zebrały, ale chyba trochę mniej niż zwykle, bo ze względu na pogodę było mniej ludzi, a do tego nie przyjechała najostrzej licytująca para.
    Po zakończeniu imprezy byłyśmy na obiedzie, a ponieważ wybrałyśmy słynną toruńską pierogarnię "Stary młyn", w której są zawsze kolejki, to musiałam pojechać do domu późniejszym pociągiem.
    To był bardzo fajnie spędzony czas, już czekam na przyszłoroczny Dzień Otwarty 💖


24 komentarze:

  1. Tu Hana.
    Niesamowita królicza różnorodność! A i fanty zacne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanty są zawsze zacne, a króliczej różnorodności nie pokazałam nawet w połowie, tylko te, które mi nie uciekły i co mi wyszły ostro na zdjęciach :D:D:D

      Usuń
  2. Świetny wierszyk i, a dzien otwarty z waszym udziałem, to zawsze ciekawa relacja. Fajne fanty! Dobrze, że ludize nie żałuja pieniedzy, zazwyczaj chce się zaplacic wiexje, bo to realna pomoc dla azylu, fant to tylko takali pryjemny dodatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak to wygląda, bo przecież to wszystko na króliczki ♥

      Usuń
  3. Tu Hana.
    Dorka, przypomniały mi się kurnicze bazarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu mi się przypomniały, to była cała masa pozytywnych emocji!

      Usuń
    2. Oj taaaak, działo się, a ile kurek było, trudno zliczyć!

      Usuń
    3. No. Działo się. Czyżbyśmy były młodsze?
      Bo przecież nie zrobiłyśmy się ani grzeczniejsze, ani mniej szalone (?).

      Usuń
    4. Agniecha, czasem nawet jesteśmy mniej grzeczne i bardziej szalone ;)

      Usuń
    5. Tak, pamiętam te bazarki.
      Gdzie te wszystkie Kurencje poznikały...

      Usuń
    6. Znudzilo im się blogowisko.

      Usuń
  4. Króliczki fikuśne niektóre wielce.
    Takie charytatywne imprezy to przyjemne z pożytecznym, zyskują potrzebujące zwierzęta, ale i ludzie ładują swoje wewnętrzne baterie.
    Na pierwszym zdjęciu na stoliku fajny kłapouch stoi :)
    Sympatyczny wierszyk ułożyłaś Ninko, a twoje fanty fajowskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, super ten królik, ale niestety, nie do kupienia, to dekoracja tylko.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Było jeszcze dużo innych, ale nie wszystkie chciały pozować :D

      Usuń
  6. No patrz, a ja myślałam, że jakaś dziewczynka tam siedzi przy stoliku, na zdjęciu nr 1. :-)
    Fajnie, że się organizuje takie rzeczy.
    ładną biżu nabyłaś, chociaż właściwiej byłoby napisać, że podoba mi się, bo bardzo lubię zielone.
    A króliki śliczne i zadbane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię zielone :)
      Biżuteria była w przeróżnych kolorach, do wyboru.
      Azyl to naprawdę dobre miejsce, tu wszystkie króliki są zadbane ♥

      Usuń
    2. A propos dziewczynki; nie zauważyłaś siwych włosów? ;)

      Usuń
  7. Chętnie wzięłabym udział w takiej imprezie, by pomóc. Licytacje też lubię:), dreszczyk emocji wyzwala się:) :). No i szczytny cel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, w przyszłym roku też będzie :D

      Usuń
  8. Przeraziłam się, że królicze gadżety to bereloczki z króliczym futerkiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to nie w Azylu. Osoba, która by coś takiego przywiozła, wyleciałaby stamtąd z prędkością światła!

      Usuń
  9. Ale one różne te króliki. Mła znała osobiście tylko takie w łatki, bardzo wymagające, gardzące "nie taką" marchewką. Lupy zacne, szkoda że nie sfociłaś ciasteczków.

    OdpowiedzUsuń
  10. No, szkoda. Ale jeszcze takie na pewno zrobię :D

    OdpowiedzUsuń