Post dedykowany jest Graszkowskiej z bloga Oczy Szeroko Otwarte , osobę o wielkim sercu dla zwierzaków. Przygarnęła bezdomnego Kudełka, który przybłąkał się do Mamalinki, a teraz uratowała od niechybnej śmierci maleńkie kocie życie. Ratowanie takiego ślepego jeszcze maleństwa wymaga wiele czasu, cierpliwości i oddania, Graszko, trzymajcie się dzielnie wraz z kocinką. Wszystkie pozytywne myśli ślę w twoją stronę. Wiem, jakie to trudne, bo sama miałam podobny przypadek, jakieś 8-9 lat temu.
A było to tak:
Był sobie pochmurny wrześniowy dzień, a właściwie już wieczór, bo około 18.00. Deszcz siąpił i było przenikliwie zimno. Ale cóż, chciał nie chciał, psa na spacer trzeba wyprowadzić. Udaliśmy się z Tropikiem, wówczas 3-4 letnim, naszym stałym szlakiem spacerowym nad korytem płynącego niedaleko naszego domu potoku. Jedna jego strona jest trawiasta i wąska, z krzewami i drzewkami, psa można swobodnie spuścić ze smyczy, bo nie ma szans nigdzie zwiać. Ludzi mało tam chodziło, właściwie tylko właściciele psów. Poszliśmy więc sobie. Jak zwykle spuściłam go ze smyczy , pobiegł naprzód. Ja byłam jakaś zamyślona i nie zwróciłam najpierw uwagi, że zniknął za krzakiem i go nie widać. Odwołałam go energicznie i przybiegł, ale stale oglądał się na te krzaki. Doszliśmy do końca szlaku spacerowego i zawrócili z powrotem. Tropik natychmiast popędził w stronę krzaków, teraz już nie zwracając uwagi na moje krzyki i wołania. Ja pobiegłam za nim i zobaczyłam, jak wynosi coś z krzaków i kładzie na ścieżce. Moja pierwsza myśl: O matko, szczur zdechły!!!! Ale to nie był szczur... To było małe szare kociątko, jeszcze ślepe, mokre i piszczące przeraźliwie. Nogi się pode mną ugięły, a Tropik wrócił w krzaki... Okazało się, że jakiś zwyrodnialec wyrzucił trzy kociaki w zawiązanym worku plastikowym, żeby się udusiły... Jedno nie żyło, natomiast w rozdartym worku szamotał się jeszcze czarny malec... Ich wola życia była tak wielka, że wydostały się jakoś z tego worka, pewnie Tropik pomógł szarpiąc worek za pierwszym razem. Schowałam drżące maluszki za pazuchę i udaliśmy się do domu.
Czułam się kompletnie bezradna, nie znałam się za bardzo na kotach, jeszcze tak malutkich. Weterynarzy oczywiście nie było , albo byli zajęci, jeden tylko mi doradzał telefonicznie, co robić. Nie dawał jednak maluchom większych szans na przeżycie. A jednak...
Pierwsza noc była koszmarna. Czarny ziajał z otwartym na całą szerokość pyszczkiem , w środku miał wszystko dosłownie purpurowe, miał chyba wysoką gorączkę. Szara była spokojniejsza. Włożyłam je do tekturowego pudełka, wyścielonego flanelkami i kawałkiem futerka i postawiłam pod lampą, żeby się grzały. Co dwie godziny dawałam im zakraplaczem letnie mleko z wodą, nie spałam tej nocy w ogóle, cały czas ich doglądałam, myślałam, że czarny nie przeżyje, ale nad ranem przestał ziajać. Na drugi dzień przyjechał weterynarz, powiedział, że mają około 3-4 tygodni i że mało prawdopodobne, żeby się uchowały. Powiedziałam, że jednak spróbuję. Dostałam malutką buteleczkę do karmienia z mini-smoczusiem dla lalek no i się zaczęło...
Karmienie, siusianie, kupkanie, masowanie... Nie dałabym rady sama, zwłaszcza, że małe były dwa. Nieocenioną pomocą były moje dwie koleżanki, które przychodziły karmić maluchy jak ja musiałam iść do pracy. Na szczęście udało się skoordynować pory karmienia z różnymi godzinami pracy, które każda z nas miała. A masowanie po jedzonku było załatwiane przez troskliwego wujka Tropika:)) Wylizywał im z zapałem brzuszki, nawet sprzątał po nich jak były malutkie. Wystarczyło zawołać po karmieniu, "Tropik, brzuszek!!!" i już leciał gotowy do masażu. Szare kociątko okazało się być kicią a czarnulek kocurkiem. Czarny był strasznie żerny, jadłby, ile by wlazło aż do pęknięcia. Podczas karmienia trzymał butelkę z całych sił obiema łapkami i ciężko go było odczepić. Szara była dystyngowaną damą i trzeba ją było trochę namawiać do jedzenia.
Początkowo, jak jeszcze były ślepe, mieszkały w koszu wiklinowym zamykanym na klapki, wyścielonym w środku miękkimi rzeczami i futerkami. Nakrywałam jeszcze kosz chustą, żeby sobie spały spokojnie. Kosz stał na stole, żeby Tropik nie miał do niego dostępu podczas mojej nieobecności. Jak urosły i przejrzały na oczka , ich domkiem była wielka klatka po szczurze, którą pożyczyła mi koleżanka, jedna z matek-karmicielek. Tam miały dużo miejsca na zabawy i gonitwy. Oczywiście potem były wypuszczane i biegały po domu (zostawiając starannie kupki pod wszystkimi meblami, chociaż kuwetę też miały), ale na podwórko ich nie wypuszczałam.
Jak urosły, Tropik już mniej entuzjastycznie się do nich odnosił, zwłaszcza, że jedną z ulubionych zabaw stało się skakanie z kanapy na jego grzbiet i ześlizgiwanie się na podłogę z wbitymi pazurkami... Ogon był też pożądanym obiektem zabaw. Widziałam, że Tropik się denerwuje i zaczyna nawet warczeć, trzeba jednak je było zamykać do klatki, żeby im nic nie zrobił.
Nie mogłam ich zatrzymać, zbyt to byłoby dla mnie kłopotliwe, biorąc pod uwagę mój stan zdrowia i planowane operacje. W Z nie można było znaleźć dla nich miejsca, nadprodukcja kotów jest ogromna. Dałam więc ogłoszenie na kocim forum, z pięknym zdjęciem i czekałam... Nic i nic, straciłam już nadzieję, że ktoś je zechce , aż tu po 2 tygodniach, w ten sam dzień dostałam 2 maile od dwóch dziewczyn, jedna chciała kicię a druga kocurka!!! Niestety czekał nas jeszcze problem logistyczny, bo kicia miała jechać do Krakowa a kotek do Chrzanowa... Tak się szczęśliwie złożyło, że mój znajomy odwoził syna na studia do Krakowa i zgodził się je zawieźć, dziewczyna z Chrzanowa miała tam tez przyjechać. Podczas drogi małe cały czas wyłaziły z kosza a w Krakowie na Plantach jeden wyskoczył, ale na szczęście udało się go złapać. No i pojechały, a w domu jakoś pusto się zrobiło...
Tu jest Rózia tuż po przeprowadzce, słabe zdjęcie, bo z telefonu:
Kicia zamieszkała, nomen omen, na ulicy Zakopiańskiej, w dużym domu z wielkim ogrodem, nie przy samej ulicy. Została nazwana Rózią, po niani nowej właścicielki, która to niania pochodziła z Z. Rózia wyrosła na trochę dziwaczną kicię. Miała bardzo długie, chude łapki, trójkątny drobny pyszczek, jak figurki kotów egipskich i pędzle na uszach. Zastanawiałam się, czy przypadkiem jakiego rysia albo żbika w rodzinie nie miała. Trafiła do wspaniałego domu, byłam tam i widziałam, jak wszystkich sobie podporządkowała. Przez jakiś czas miałam kontakt z panią Rózi, dostawałam też zdjęcia. Miała potem swoje kociaki, chyba dwa razy, potem ją wysterylizowali. Jednego synka, rudego, państwo sobie zatrzymali.
A oto Rózia już duża:
Charakterek jej z pyszczka patrzy, niezła zołza z niej wyrosła!
Nie wiem natomiast, jak potoczyły się losy Czarnulka. Dziewczyna, która go wzięła była trochę postrzelona, pocieszam się, że skoro jechała po niego aż z Chrzanowa, to chyba jej zależało. Wymieniłyśmy kilka telefonów, potem kontakt się urwał, nie odpisywała na moje maile ani nie odbierała telefonów. Mam nadzieję, że wszystko było w porządku , chyba, że coś się stało i nie chciała mi mówić... Ale tego to już się nie dowiem.
Graszko, trzymam kciuki za ciebie i za kicię, jak widzisz, jest możliwe odchowanie takiego kociaka. Dacie radę dziewczyny!!!!
*
Teraz mówię ja, Hana! Mam fotki od Barbary, a ponieważ są kocie, to pięknie się tu tematycznie wpasują. Mam też kilka dzisiejszych moich koteczków i nie wytrzymam. Muszę je pokazać, muszę, bo się uduszę!Najpierw koteczki Mamalinki/Barbary:
Niagarka. Aleś uparta z tym zdjęciami! |
Niagarka. Wystarczy. Przecież mówiłam, że śpię! |
Błyskotek. Czy te oczy mogą kłamać? |
Medytacja nad biedronką |
Muszelka z prawej |
Muszelka z lewej |
Muszelka. Byłam miła, prawda? I ten fotel może być mój? |
I moje. Prawda, że najpiękniejsze na świecie?
![]() |
W ukochanym pudełeczku... |
![]() | |
I jeszcze Wałek na wieżyczce obserwacyjnej |
O ja cie!!!
OdpowiedzUsuńAle że bo co???
UsuńOrka sie zdziwiła, że jest piersza........i nie wie co z tym zrobić ;)
UsuńBarbara
Orka, chcesz o tym porozmawiać?
UsuńNo wlaśnie, wygląda że tak niom wcząsło , że może i chce ale nie daje rady.....
UsuńBarbara
Chyba, że rozbiła komputer, bo coś wspominała o Świątecznych porządkach...że robi.... no to to Hano, musiało się żle skończyć .
UsuńBarbara
Świąteczne porządki??? O jakie święto się rozchodzi???
UsuńPojęcia nie mam, tak napisała......i widzisz jak się skończyło...przepadła
UsuńBarbara
Spoko!Se wlazłam na Gardenię i se u niej znalazłam"Z kołowrotkiem wśród zwierząt"i mię wciło!Jakie psy a i koty ,że o...alpaczkach nie wspomnę i do tego te zdjęcia!Łorety.Cudności!!!
UsuńFakt.W Kurniku to mnie pierwszy raz podjum trafił:)))
Czy ktoś mnie śledzi ??????
UsuńCzuje się letko zmięszana:)))
Jaką Gardenię Orko?
UsuńNo właśnie,jak wleźć na Gardenię?
UsuńOk, już wiem, a już myślałam,ze Gardenia pisze bloga a ja nic o tym nie wiem!
Usuńno ja też załapałam
UsuńGardenio, zaglądnęłam ja na twój profil i tam są blogi , które czytasz:) No nic się nie ukryje, sama widzisz:)
UsuńNo to przeca poszłam sprawdzić:cooo Gardenia produkuje na zimę a tam ino lista blogów a dalej to już wiecie:)
UsuńWessało:)))) Znam to!
UsuńHe he he takie sprytne jesteście:))
UsuńNa liście to tylko kilka ulubionych, czytam o wiele więcej. Tematyka podobna.
Orko na "Kołowrotek" trafiłam przypadkiem zaraz na początku i wsiąkłam.Tekst, zdjęcia świetne, no i ten zwierzyniec. Tylko żałuję że posty nowe publikuje tak rzadko :((
Co ja produkuje na zimę?
Wszystko kochana, wszystko, teraz dla dzieci, dla dorosłych też. Kilka postów temu parę moich wywłóczonych rzeczy Hanuś pokazała, nie będę ogółu zanudzać resztą:))
Najwyżej mogę udziergać, gdyby ktoś chciał.
Szkoda ino,że tak roboty w domu nie wsysa:)
UsuńOrko,no własnie,he,he.
UsuńGardenio przecudne rzeczy robisz,jest się czym chwalić,jesteś arcy zdolną kurką!
Dora teraz to buraka normalnie szczeliłam :))
UsuńBardzo mi miło że tak uważasz, ale bez przesady proszę!!
Może czas pomyśleć o miejscu w którym można je zaprezentować,hę?
UsuńGardenio,ja też już dużo wcześniej byłam u tych alpaczek-ten kąpiący się w wannie wymiata:)Ja zakotwiczyłam na zwierzaczkowych blogach bo to mnie odstresowuje/czasami!/.Robótki uwielbiam oglądać i sama też haftuję michelinem/to taki był kardynał francowaty:)/,kiedyś dużo szyłam dla znajomych,trochę szydełkuję a od kilu lat krzyżykuję,druty też umiem trzymać ino nie tak ładnie jak Ty i inne drutujące.Nooo ale przeca nie można wszystkiego umieć.:)
UsuńRucianko one się prezentują na rękach, nogach, głowach, szyjach, grzbietach przywdziewających.
UsuńTudzież w i na koszykach, stołach czy stolikach zamawiających:)))
Orka, w Kurniku się mówi: myszelieu, to Rucianka wymyśliła, jak Opakowana napisała, że jej myszy haftowały pościel czy obrusy, nie pamiętam:))
UsuńOrko dokładnie, wszystkiego umieć nie można.
UsuńUmiejętności wymienione przez Ciebie opanowałam ( lepiej lub gorzej) wszystkie, z wyjątkiem szycia.
Jeszcze tylko jedną mogę się pochwalić i to wszystko.
A druty trzeba po prostu trzymać stale, wtedy człowieka bardziej słuchają dziady jedne:)))
Choć i tak potrafią wyciąć paskudny numer jak nie przypilnujesz.
Mimo to, na mnie działają odstresowujaco, czy ja na nie to nie wiem:))
Miko no właśnie se pożyczyłam tego"miszelieu"od Opakowanej,się mi bardzo spodobał ino z napisaniem mi nie wyszło:)
UsuńGardenio,Rucianka ma rację bo żeby nawet cosik sobie zachcieć to trza popatrzeć a dzieee?:)
Mogę foty podesłać:))
UsuńŚlij :)!
UsuńBarbara
Trzeba jeszcze emalie mieć.
UsuńA Twoja Basiu tajna, oj wielce tajna:))
Garde,skrobnę jutro lub po,trza mi czapki takiej"przy głowie"cobym naciągła nie musząc patrzeć w lustro bo czapki to ja tylko na spacery z Owczarką:)
UsuńBardzo chętnie podziwiam dzieła zdolnych rąk,pomyśl Garde o blogu.
UsuńSkoro masz zdjęcia,to połowa sukcesu.
U mnie właśnie ze zdjęciami zawsze kiepsko.
Ok Orko.
UsuńRucianka , zdjęcia to za dużo powiedziane. Najczęściej strzelone w biegu jak se przypomnę a zamawiający już u drzwi:)) Sama sobie resztę dopowiedz:))
Na poprzednim wybiegu ktoś sugerował, że zły przykład kotu daję. Mea culpa, ale w domu do lustra nie pijam i wróciłam jeszcze trzeźwa (w miarę). :-)))
OdpowiedzUsuńChyba muszę złożyć obszerniejsze wyjaśnienia, a może coś skrobnę na blogu. Tylko zdjęcia trzeba uporządkować.
Miłego wieczoru Kurki.
Ewa2, chyba musisz zeznawać. Ni ma rady.
UsuńEwo2 ja tam też do lustra nie pijam ino dla przyjemności i to po wieczornym spacerniaku,coby w razie draki nie zamkli mnie za prowadzenie Pandy pod wpływem.Wino dostałam/niestety wolę wódkę:(/ale łono ma takie wyjściowe butelki,że nie mogłam się oprzeć i jedna jutro powędruje do omc/o mało co/Synowej z nalewką"pomarańcowo kawową",że też żadna z obdarowanych nią osób nie zauważyła,że na etykiecie jest byk jak krowa a drugą to pomyślałam o...Arteńce bo Ona lubi oblepiać butelki a mam kilka fajnych,choć pustych oczywiście>:)))
UsuńW domowych pieleszach to też wolę coś mocniejszego niż winko. Od czasu do czasu rzeba spróbować, czy naleweczka dobrze naciągnęła.
UsuńO to,to:)
UsuńSzósta!
OdpowiedzUsuń:)))))
Byłam nawet pierwsza, ale musiałam odejść od komputera,bo dziecię me musiało skanować podręcznik :)
To trochę wyjaśnia okrzyk i nagłe milczenie Orki......
UsuńBarbara
Aj tam,nie podręcznik,tylko kawałek ksiażki:) No nie wazne;)
OdpowiedzUsuńja zrobiłam jesienne porzadki w szafie,znaczy wszystkie letnie powedrowały do wora i na strych! Jest miejsce na nowe cieplejsze:)))))
OdpowiedzUsuńja też to zrobiłam dzisiaj!!!! Miałam jeszcze na strychu posprzątać, ale nie dałam rady, przebiłam tylko przecinkę przez schody;)))
Usuńaa! to już rozumiem tytuł Twojego dzisiejszego posta ;))!
UsuńBarbara
I wszystko jasne;) Kruczek mi sekundował wytrwale, ale jak dostał strzała z oberwanych pajęczyn w nos - zwątpił;) Przeniosłam mu legowisko w nowe miejsce - zaraz zasnął bidul;) Pani oszalała psu...
UsuńPincetosiemdziesionta!
OdpowiedzUsuńQrna, tu zalapac sie na pudlo graniczy z cudem. Nic zatem dziwnego, ze Orka na te intencje natychmiast zezarla komputra i tera ZONK, nie bedzie z czego pisac.
Ale ja mam na Orke namiary, bede posredniczyc i wpisywac, co mi slownie przez telefon zezna. :)))
Acha, bylam se na spacerze, 8 kilometruf przejszlam.
Na strychu to i ja jeszcze muszę ,bo wnet kwiaty z balkonu tam będą zimować.
OdpowiedzUsuńPantera, przeczytało mi się, że masz na Orkę PAPIERY!
OdpowiedzUsuńBo papiery wyjaśniajo milczenie w pełni. Orka pojszła siedzieć.
OdpowiedzUsuńTo co, mam dzwonic czy od razu list gonczy opublikowac?
UsuńNa MNIE PAPIERY!!!No weźta i przestańta.Chyba,że z....błędami ortograficzno gramatycznymi:)))))
UsuńHrehrehre!
UsuńAniu, pięknie! My dzisiaj brumką tylko z na zakupy ,i grzejemy doopki w domu.
OdpowiedzUsuńTrzeci wybieg,nie wiadomo co czytać i dzie latać.
OdpowiedzUsuńJejku jaka komitywa matrony - Grażyny z Czajnikiem-zbójnikiem:) Śliczne.Mika piekna opowieść o kotkach i Tropik, jaki czuły. Chyba będzie trzeba szuakć domku dla Graszki wychowanka...
OdpowiedzUsuńHej Mnemo, między innymi i na ciebie czekałam:)) Co do małej Graszkowskiej to chyba w ten weekend mają podjąć decyzję co dalej.
UsuńJam zabiegana, więc wpadam i wypadam. Nie ma lekko.
UsuńDobrze, że wpadasz:))
UsuńZimowe temperatury, teraz 6 st,w dzien 9, brrr.
OdpowiedzUsuńPoleciałam zobaczyć supkienkę niebieską Ani, bardzo ładna i ten kolor.
OdpowiedzUsuńA jaka stara?. Wnet srebrne gody będzie obchodzić.
UsuńAnia
Ania, zanim co (no wiesz, ten pochówek), to ona (ta sukienka) sparcieje:)))
UsuńWobec niewyjaśnionego zniknięcia Orki i jakiegoś tu zamieszania (bo ponoć miała Hana coś zapodać o pracach co sie zaczeni) co nie wiadomo co z czym i dlaczego, my idziemy spać :)
OdpowiedzUsuńBarbara
No żesz,orzeszki,Koguto wszystko wyjaśniłam!!!
UsuńNawet mogę Ci wyjaśnić czemu Błyskotek nazywa siem...Błyskotek!:)
Błyskotek, u mnie wewnetrznie przemianowany na Buziaczka:)
UsuńJa to go od pierwszego wejrzenia nazwałam Kropeczka:)
UsuńBarbara, o pracach Hany będzie jutro, trzeba stopniować napięcie...
UsuńTo po czemu Błyskotek jest Błyskotek?
UsuńBarbara
No bo on był taki makutki i kolorystycznie"błyszczał"i u Mamalinki siem nazywal Błyskotka,zanim Mamalinka się spostrzegła,że to chłopak a nie dziewczynka no i zmężczyźniła mu imię na Błyskotka:P:)))
UsuńBarbaro! Jesteś niepoprawna:))))
OdpowiedzUsuńAktualnie jestem w mniejszości.......a Muszelka już czeka przy drzwiach i patrzy czy idę ;))
UsuńBarbara
Muszelka stosuje przemoc domową:)))
OdpowiedzUsuńNo jak można kota podejrzewać o przemoc?Koguta coś kombinuje bo...idzie spać z kotami i rano nie ma sił robić za koguta,coś mi tu wybitnie nie pasuje:)
UsuńRabarbara fcale nie idzie spać,śledzi in Koguto,to co tu piszemy,żeby z samego rana mieć BłysKotliwe riposty :)))
UsuńTaaaa???A zobacz od kiedy Jej sssrana głos odebrało!Wieczorem koty,rano koty a Kury to zające?
UsuńKoguta zameldowała się o 5,31,zgroza,chyba wcale nie spała.
UsuńA skąd, o 5.16!
UsuńA nawet o 4.31! Oesu!
UsuńMassakraaaa,dzie te koty trafiły. Spać im nie dają i pewnie do roboty gonią.
UsuńZgroza!
UsuńSzfystko jest moszlife!:)
OdpowiedzUsuńOesssu, zgubiwszy się. Jusz nie wiem kto, z kim i gdzie poszedł spać.
OdpowiedzUsuńRucianko, Ty masz łeb! Cało noc kombinuje! Rabarbara znaczy!
Ja też jakaś pogubiona jestem i ten mój biedny łeb skołatany chyba czas przyłożyć do poduszki.
UsuńI nie pleść więcej :)
No i ja się zbieram.Jutro będę maglować z Synem przeszłość a w poniedziałek do południa mówić o ...matczynej miłości, w sądzie.Moja mama miała dwie córki,ale tylko jedna z nich miała mamę...
UsuńBranocki i kororowych snów:)
Dobranoc Orko, romansidło jakie poczytaj, do sądu zdążysz.
UsuńA JolkaM to chyba nie wytrzymie tej uczty na trzy posty.
OdpowiedzUsuńA żebyś wiedziała, że wytrzymam! Wczoraj sobie odpuściłam, bo po powrocie od dzieci i kuni padłam. Jakieś przeziębienie mnie toczy i siły odbiera. A wieczorem mus było trochę w kuchni się zrealizować. :] I wieczór przeszedł. Ale dziś mam zaplanowane niedzielne totalne lenistwo, które zapewne i tak złamię, bo jeść trzeba, ale Kurnik też nadgonię. Ze mnie z dawien dawna niezła stachanówka. ;)
UsuńTylko se pójdę sokawki porannej (jak kto śpi do dziewiątej z okładem, to poranną sokawkę ma tak koło południa) zaparzyć, o!
Paczaj Jolko, to my pospołu tę poranną sokawkę spijamy!
UsuńPyszności, co? :)
UsuńA to na razie tylko wirtualna. A przecież kiedyś i całkiem realna nadejść musi, o!
UsuńJa to już całkiem jestem pogubiona! Oglądam sobie Czajniczka w pudełeczku (co za kot!) i wcale mi to nie pomaga się odnależć. No trudno!
OdpowiedzUsuńZostanę pogubiona. Dużo dziś zrobiłam, to mam prawo:)
Jak się tylko w Kurniku pogubiłaś to pestka!:)
UsuńAle z czym się pogubiłaś? Post o kociakach tylko przekleiłam, bo paru osób, w tym Graszki jeszcze nie było a już się zapchało. Do ostatniego postu o sukienkach Hana dokleiła sukienkę Ani, tą co to do ślubu i do trumny ma być. No i tyla.
UsuńNa szczęście tylko w Kurniku pogubionam... Chociaz sama nie wiem:)
UsuńMika, mieszają mi się komentarze, Kury, posty takie podobne... No sama już nie wiem:)
I powtarzam, że sama juz nie wiem:))) Wiem, że nic nie wiem...
UsuńTo przecież mądre powiedzenie. Jak człowiek wie, że nic nie wie, to się ma prawo zgubić, a nawet zagubić.
UsuńPosty nie podobne ino te same , bo się zapchały:) Nie przejmuj się, wyprostuje się.
UsuńEwa2, święta prawda!:)
UsuńMika, teraz już nie będę się przejmować:)
No właśnie, Kalipso! My Cię sprowadzimy na dobrą drogę! Co robiłaś?
OdpowiedzUsuńSprowadzimy, musimy dbać o młodzież coby się nie gubiła.
OdpowiedzUsuńSprowadźcie, Dziewczyny!
OdpowiedzUsuńWłasciwie to robiłam dziś to samo, co zwykle. Tylko na dokładkę odbębniłam urodziny koleżanki Pusi. Dwie godziny w sali zabaw w hałasie - to było męczące. No i zimno, a ja bez czapki. Muszę się zaopatrzyć w nową czapkę, bo stare niewyględne.
Kalipso, zamów u Gardenii, ona Ci cudeńko wysieknie jakie chcesz! Zaraz Ci się lepiej zrobi:)
OdpowiedzUsuńKoniecznie!
UsuńChyba zaraz do niej napiszę, bo pewnie już tu nie przyjdzie.
UsuńKoniecznie u Gardenii!!!
UsuńWłaśnie do niej napisałam i czekam na odpowiedź.
UsuńI jest odpowiedź:)
UsuńKalipso, pokażesz fotkę? Czapusi? A najlepiej z zawartościom?
UsuńA jak zekcesz, to i ja Ci jeszcze zrobię, i będziesz miala dwie :)
UsuńWitam cały Kurnik, ale dopierom niedawno wróciła z "chałup" i lece obrządzić Bezę - wpadnę jeszcze.
OdpowiedzUsuńNa razie Ania
Witaj Aniu, wpadaj kiedy chcesz.
UsuńA ja sobie idę zagrzać piwko, bo nie posłuchałam mądrych Kurek i jeszcze przed wernisażem do Ogrodu Botanicznego polazłam. Coś mnie w gardle drapie, trzeba przepłukać.
OdpowiedzUsuńOj, niegrzeczna! Nie choruj, proszę Cię!
UsuńPostaram się, pyszne piwko. Powinno pomóc.
UsuńNiech pomoże!
UsuńA mnie coś ucho pobolewa. Może przejdzie do jutra...
Ewo2 - to ja czekam na zdjęcia :)), w Ogrodzie Botanicznym też nie byłam hohohoo, albo dłużej......
UsuńBarbara
Chciałam poinformować fanki niejakiego Organka, że o 23.50 jest jego koncert w telewizyjnej Dwójce.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, właśnie, w radiu w samochodzie usłyszałam, że zaraz ten koncert i spieszę donieść. A tymczasem Mika już doniesła! :)
UsuńLecę!
UsuńNapawaj się:))
UsuńNie posiadam telewizjera.....może sie da płytę kupić ...
UsuńBarbara
Posłuchaj na YT
UsuńSłucham... ale to nie ta jakość jest, poszukam płyt, na pewno są.
UsuńBarbara
Dali czadu! Choć ze wstydem się przyznaję, że pod sam koniec... zasnęłam i Tej naszej młodości (którą bardzo lubię w Organka wykonaniu) usłyszałam zaledwie fragment. :( Koncert na pewno jeszcze kiedyś gdzieś powtórzą.
UsuńPłytę można kupić z pewnością, zdaje się, że gość szykuje właśnie kolejną. :)
Dzieńdoberek, Kurejry! Miłej niedzieli! :)
Też widziałam, wymiatają chłopaki,że aż!
UsuńJeju, ja siedziałam (dopóki się wygodniej nie rozciągnęłam na kanapie ku własnej zgubie, na szczęście już w drugiej części) zapatrzona i zasłuchana, i paszcza mi się chwilami rozciągała w uśmiechu jakiegoś takiego... porozumienia? :) A w ogóle to myślałam, że to jakiś młody szczaw jest, a tymczasem z gąbki mu patrzy jakby ciut dojrzalej. Muszę sprawdzić, ile lat chłopak posiada.
UsuńHa! Całe dziesięć lat młodszy ode mnie - jednak szczawik! ;)
UsuńJa już mówię dobranoc, bo jeszcze z amerykańską koleżusią nadaję na skype.
OdpowiedzUsuńPa. Do jutra.Milej niedzieli. Trzymamy kciuki za Marię i jej dyniaki:))))
Do jutra!! Pewno, że trzymamy,
UsuńIdę spać Kurki. Piwko mnie przyjemnie rozgrzało, czas pod kołderkę, bo syta wrażeń jestem i deczko zmęczona.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki z Mariję, dobrej nocy i pięknej niedzieli życzę.
Odpoczywaj i zdrowej niedzieli!
UsuńI ja też pójdę spać. Wiem, że dyniaki zrobią furorę. Kciuki zaciskałam już dzisiaj:)
OdpowiedzUsuńDobranoc, Kurki!
Szkoda, że Marija jest niekompatybilna z jakimś srajfonem. Mogłybyśmy mieć relację live.
OdpowiedzUsuńDobranoc Kurska!
Co ty, jak się rzucą na jej dyniaki to ani palcem nie kiwnie! Dobrej nocy!
UsuńA mnie się cóś pomerdało, i myślałam, że to w tamtym tygodniu ten festiwal był. I już chciałam Mariję zagadnąć, czemu nic nie zapodaje.
UsuńWszystkie Kurki poszły spać, a jedna siedzi i czyta zaległości, bo cały dzień komputer okupował ślubny.
OdpowiedzUsuńTeraz to chyba dobranoc, ale polecę jeszcze do Pantery.
Ania
No jeszcze nie wszystkie, dopiero kończę czytać komentsy!! Ale ślepia mi się kleją i zaraz potuptam do alkowy. To zgaszę światło, chociaż kurna one już zgasiły muszę się jakoś wykokosić na tą spalnom grzende. Branoc Aniu i wszystkim już chrapiącym.
OdpowiedzUsuńWstaliśmy :)) nie wiem jeszcze jaki dzień, bo ciemno ;), trzeba coś zjeść ;) (niektórzy)
OdpowiedzUsuńBarbara
Jeeeżu, Barbara, 4.31???
UsuńNo właśnie... A może tam jest jaka inna strefa czasowa. No bo jak inaczej, jak!
UsuńTo Rabarbara może cierpieć na permanentny jet lag! Boszszsz...
UsuńPoczytałam sobie - to lubię o poranku :), koty , herbata, czytanie......mmmm, wypowiedziałam się gdzieniegdzie ;)
OdpowiedzUsuńNie kukurykam, zimno, wyśpijcie się :))))
Mikuś, u was w Z. śnieg ?
Barbara
O mateńko, Ty już o piątej szesnaście byłaś po komentach i po wypowiedzeniach! Rabarbaro, jakże to tak! Jak ja bym tak chciała wcześnie wstawać... A tymczasem za diabła nie mogę, zwłaszcza gdy akurat zalega przy mnie nad ranem któryś kotek. Bo inaczej to może nawet bym i wstała (choć chyba jednak nie o piątej!), ale gdy zalega - nijak! Aż do ostatniej chwili, gdy muszę wstać, żeby młodzież do szkoły odprawić - też zalegam. :]
UsuńJolko, wstawanie o 5 rano, zwłaszcza, kiedy musu ni ma, to jest patologia.
UsuńTo dokąd te koty pojechały ,o jeżu jeżu ;)
UsuńHano, ja Ci cóś powiem. Jako kura zrzeszona, ale raczej szeregowa, nie śmiałam Rabarbarze słów ostrych (jakkolwiek adekwatnych) zapodawać tak Z SAMEGO RANA (bo nie mówimy tu przecież o środku nocy - patrz. 4:31), ale skoro Ty, miłościwie nam panująca jedna z prezeskur, tak właśnie zdiagnozowałaś problem, to cóż nam pozostaje? Musimy uleczyć tę patologię! I to natentychmiast!
UsuńA jeszcze sobie, Hano, spostrzegnij, że pierwszy wpis Rabarbary jest o 4:31, a nie jak sądziłam (o ja naiwna!) o 5:16! Wtedy to ona już była po przeczytaniu i po wypowiedzeniu się wielokrotnym! Totalna degrengolada...
UsuńJolko, obawiam się, że Rabarbara jest niereformowalna (trudne słowo). I w ogóle nie jest stoczona (nie licząc wstawania o jutrzence, albo i przed). Nie tracę wszak nadziei, że w końcu uda nam się Ją stoczyć i zacznie wstawać nawet o 7.00.
UsuńI to Ty tak JolkoM? Tak? A śliwkowa więż międzynami to dzie ? Co Ty o mie myślisz - że jak ja tak rano raniusieńko po rosie wstane, to sama te wszyskie powidła zjem ?? Herbate sobie piję ! Koty nakarmiam! Na wschodzące slońce czekam, sobie .
UsuńBarbara
Baśko, ja to bym je niewiernej zjadła!
UsuńHana, kto nie stoczony o tej porze wstaje ? Toż to do pociongu nawet zwlec się nie da o tej porze ! Boszszsz, w środku nocy !
UsuńAle wiecie, co robiom z przewodem pokarmowem śliwki w nadmiarze ? Dwie porcje, to ju rewolucja, jak nic być może !
UsuńA kto tu zawlekaniu sie na pociong mówi ! czy myśli; czy śni; (a nomen omen pociong to u Cześków vlak...)
UsuńNie dogodzi Wam - ide spać : żle; nie śpie : żle
Barbara
Wielce umiłowana Barbaro, Siostro ma od śliwek i inszech, a całkiem jeszcze nieobjawionych wspólnot duszy i ciała, toż jedno to owe wspólnoty, a drugie to troska o Twe zdrowie!
UsuńEwa, a co niby robiom te śliwki z przewodem? Bo z moim to jakoś niewiele robiom, jeśli zważyć (dosłownie!), ile tego pożeram w stosownym sezonowym czasie. :)
UsuńMartwimy się że zmieniłaś strefę czasową na amerykancko .
UsuńMnie też nic nie robiom. JolkoM, one tylko wrażliwym robiom ;)
UsuńWychodzi, że my jakieś... gruboskórne jezdemy czy cóś? Hm...
UsuńJolko, mówionc delikatnie, wchłaniane w nadmiarze robiom rewolucje, objawiajonco sie zwykłom pospolitom sraczkom, całkiem uciążliwom, uniemożliwiającom np zaplanowanie dowolnego przemieszczania się w przestrzeni !
UsuńBaśko, my oczywiście, że z trosko tak, o tem Twoim wczesnym wstawaniu. Ale pomyśl, czy nam to nie daje powodu do myślenia z trosko, kiedy Ty w ciemnicy nocnej CZEKASZ na wzejście słonka ! Na jego pierszy promyk !
UsuńNo wówczas to pech, rzeczywiście! Ja widać z gatunku tych, co majo przewód ze stali albo innego śliwkoodpornego materiału, bo chyba prędzej bym pętkła od wzdęcia, niżbym praczki dostała. Normy u mnie mocno wyśrubowane występują, bo nie pamiętam, żeby mnie po śliwkach jaka praczka napadła do takiego stopnia, iżby mi przemieszczanie w przestrzeni zakłóciła. Szczęście mam! :)
UsuńWitaj Koguto Rabarbaro!:)
OdpowiedzUsuńJa sobie poczytam za chwilę.Też dzień zaczynam od sokawki i pobiegania pd ulubionych blogach,od paru dni zaczynam od...sprawdzania Kurnika.Kole 7.30 spacerniak a później inne obowiązki.Radio cichutko przypomina przeboje z...wcześniejszych lat,Owczarka jeszcze śpi.
U mnie też jest zimno ale słoneczko w dzień świeci.
No to niech dzień będzie dobry dla wszystkich Kurek:)
Miłego i słonecznego dnia:)
Ooo, jesteś :))) to po czemu Błyskotek jest Błyskotek?
UsuńBarbara
Wyjaśniłam u góry:)
UsuńWstawszy, do kurnika zaglądnąć poszła, i czas zeszedł na czytaniu wczorajszego. Kury! Wy to macie gadane ( pisane, stukane, gdakane? ) U nas skromne -4, przez okno widzę konie liżące pastwisko. Sierść już gęściejsza, cieplejsza im narosła.
OdpowiedzUsuńAgniecha, u Ciebie konie są przez cały rok na pastwisku?
UsuńTrzeba im jakieś sweterki udziergać ,Kurejry do dzieła.,
UsuńCoś Ty, one sobie samodzielnie sweterki przysposabiają. Futerka im gęstniejo, jak się patrzy.
UsuńWcześniej miałam do czynienia tylko z końmi stajennymi, teraz dopiero widzę, jakie są różnice.
* Bez przecinka przed "jak się patrzy". ;)
UsuńTalibia :)
UsuńJam ci! :D
UsuńTuś mi :)
UsuńPospałam dłużej, poranny bieg po blogach odbyłam (łącznie z własnym) kawkę wypiłam i mogę Kurkom życzyć miłej niedzieli. Pogoda taka sobie, po wczorajszym błękicie nie ma śladu, niebo szaro-białe, zimno (8) i wiatr. Chyba zostanę w domu.
OdpowiedzUsuńPrezeskury,mogę zadać Dziefczynom pytanie od czapy,kompletnie nie na temat?
OdpowiedzUsuńRucianka, pytanie retoryczne :)
UsuńWłaśnie! A w ogóle to jaki jest temat posta? :P Bo komcie (w tem pytania) to i tak się rozjeżdżają na różniste strony. :D
UsuńJolko, czy to ważne, jaki temat? Toć gdakać możemy i pustym kursem! Komcie i tak się rozjeżdżają i w tym ich urok!
UsuńNo o kocich niemowlakach Miki.
UsuńMikowe cudem uratowane niemowlaki podstawowem, wiodoncem tematem !
UsuńWiem, wiem, już w piuntek czytałam po nocy. :) Tak ino podpuszczam koleżanki kurki. :)
UsuńRucianko, zezwalam.
OdpowiedzUsuńTo szczelam :)
UsuńNoszę się zamiarem kupna wyciskarki do soków.
Tak już od kilku lat,hehe.Wydatek spory i nie chcę kolejnego rupa stojącego w szafce.Chcę używać i żeby był łatwy do mycia.
Oczywiście czytałam i oglądałam filmiki.
Ale może któraś z Was ma i używa jakiegoś konkretnego modelu.
Moja się spsuła, taka starodawna, to jom wyrzuciłam, a nowej nie nabyłam. Ale rodzina kupiła taką, co to nie trzeba ani obierać jabłek, i takie duże się wrzuca, i są zadowoleni. Chodzi cały czas, i dzieciakom soki cisną. Ale musiaabym sprawdzić jaka to !
UsuńEwo,wyciskarka czy sokowirówka?
Usuńo taka o :
Usuńhttp://www.eujuicers.pl/pl/katalog/sokowirowki-i-wyciskarki/dla-domu/sokowirowki/magimix-le-duo-plus-xl-srebrno-czarny
Fajna i jaka długa gwarancja na silnik - 12 lat .
UsuńI robi brzrzrzyt, albo bżżżżżyt i sok jest !
UsuńI jeszcze nie taka najdroższa, bo so takie wypasione po ponad 2500, ale to już moim zdaniem przesada. A ta nawet nie ma za dużo mycia.
Usuńto mycie jest istotne
UsuńNie wiem Rucianko, mam zwyczajną sokowirówkę i rzadko używam, bo syf, który zostawia zesłabia mnie.
OdpowiedzUsuńNo właśnie.
UsuńChcę taką co sama się wyciśnie i umyje ;)
Chodzi mi o wyciskarkę.Nie sokowirówkę.
Ru, kochana, proponuję Ci w tej sytuacji jaką robotną marysię zatrudnić, co wyciśnie, umyje (w tym się), a na dokładkę Ci obiad ugotuje. ;)
UsuńProblem w tym ,że Marysia się buntuje.
UsuńBo teraz te marysie takie wyemancypowane, i feministki jakby z nich jakie wyłażo, głowy pełne rewolucyjnych haseł, i jak toto do garów przymusić i sprzątania, ech!
UsuńMarysia to moja ślubna jest, faktycznie coś fika za bardzo.
UsuńZaraz mnie Gosianka obsobaczy.
No właśnie, za fikanie w tem kontekście może Ci się oberwać. :P Ale jakby co, stanę w Twej obronie. ;)
UsuńDziękuję.
UsuńZwariowali na punkcie tej psinki. Aż miło czytać.Tylko ten brak cieczki niepokoi.
My adoptowaliśmy suczkę,czekaliśmy na cieczkę,żeby ciachnąć.
No i ledwo zdążyliśmy przed ropomaciczem.
Niagarka jest meteoropatkom. Od Miki jakiś hyr idzie, zimno u nas i drzewami szarpie straśliwie i Niagarka od rana śpi....obraca się z boku na bok i jest tak wkurzona (bez aluzji) że Błyskotek i Muszelka przechodzą w odległości pół metra ...... ;))
OdpowiedzUsuńBarbara
Niagarka ma te uszkodzenia neurologiczne, to może ma bardziej wrażliwą tę swoją neurologię ! A Mikowy zakopiański hyr jest mocno agresywny, i aż do mnie czasem dociera, choć to 700 km.
UsuńNo dobrze, kochane, to ja sobie pogdakałam pod niniejszym postem, a teraz jako że nie wstawszy grubo przed słońcem i nie nadrobiwszy zaległości, oddalam się do wymienionych. Czyli że jakieś dwie godziny może mnie nie być, bo jak sądzę kużden wybieg w trzech zaległych postach zapełnion, a nawet przepełnion, zatem listów gończych nie ślijta. :)
OdpowiedzUsuń