Hany prawie ślubne! A na pewno młode!
Orszulka!
Slub bralismy pieknego deszczowego sierpniowego dnia majac po 24 lata :)
Reszte niech sobie Szfyskie ogladajace to zdjecie same dopowiedza :)
Jest i CzeKo:
Niestety nie mam żadnej super historii. Sukienka kupiona na allegro, w porównaniu do tych z salonu, to za parę groszy. We włosach co widać na drugim zdjęciu tylko skromna eustoma.
Z historii ślubnych, to za późno umówiłam się do fryzjera na loki, jak wróciłam to był już fotograf, więc w biegu się ubierałam, co za skutkowało tym, że odwrotnie założyłam halkę z siatkami i kołem. A kapnęłam się dopiero podczas pierwszego tańca, kiedy to siatka zaczłęła się plątać między nogami. Na szczęście po dwóch tańcach udało mi się ewakuować do łazienki i ubrać, jak trzeba :-)
Ślub był połączony razem z chrzcinami córci, stąd i jej piękna biała suknia. Też z allegro:-)
Proszę Państwa, oto BDB:
Sukienka szyta, z przedłużonym stanem i zakładkami spod których wychodziła plisowana spódnica, guziczki na plecach. Rękaw wąski, plisowany od łokcia. Sukienka "zimowa", bo to był 20 luty !

1. NINKA
Jak pisałam w komentarzu, koronka była
zszywana w pasy odpowiedniej długości i szerokości, potem marszczone
falbany zostały naszyte na podszewkę, a z odpowiedniego kawałka
wykrojona góra i rękawy. Zdjęcia są dwa - na jednym widać ogólny efekt,
na drugim, tym gdzie stoję tyłem, dobrze widać koronkę. Dodam jeszcze,
że czesałam się sama, malowałam się sama, sama układałam wiązankę i
upinałam welon, sama też dopasowałam ten naszyjnik - różyczka była
różowa, więc przemalowałam ją na biało lakierem do paznokci :)
Na kolejnych dwóch zdjęciach jest sukienka już przerobiona na komunijną; zrobiłam zaszewki i zamaskowałam je przymarszczoną koronką, odprułam krótkie rękawki i doszyłam długie (jeszcze miałam spory zapas tej koronki, kupiłam tego 300 metrów), skróciłam dół podszywając najniższą falbanę do góry i zmniejszyłam dekolt przy pomocy koronki doszytej od góry. Pierwsze zdjęcie, kolorowe, to moja córka w tej sukience, a drugie zrobiłam teraz, po wyciągnięciu straszliwie zmiętej kreacji z najwyższej półki i wyprasowaniu jej. Nie znalazłam szarfy i gumka przymarszczająca rękaw w mankiecie całkiem się rozlazła :) Te wszystkie przeróbki robiliśmy razem z mężem - ja pomysł i wszystko co ręcznie, on - maszyna :)
Dokładam jeszcze dwa zdjęcia od Ninki!!! Roześmiane specjalnie dla Pantery:))
Z tyłu jest świadek z kwiatami, a z lewej, w dolnym rogu, wyciąga do nas rękę moja trzyletnia wówczas siostrzenica :) A to drugie specjalnie dla Pantery. Chyba już nie powie, że mam grobową minę :) :) :)
2. EWA2
Ma swoją historię: model znalazłam w "Przekroju", była wtedy moda na krótkie sukienki. Na zdjęciu sukienka była bardziej zwiewna, góra z szyfonu miała także szyfonowe rękawy. Szyła mi ją krawcowa, która miała swoje zdanie i wmówiła mi te koronkowe. Dół też zrobiła po swojemu, nie miał być taki prosty. Był to rok 68, dostanie czegokolwiek w dobrym gatunku było dość trudne, a ja chciałam być nowoczesna i suknia w stylu księżniczki mi nie odpowiadała. Dzień przed ślubem ścięłam włosy i miałam tylko wpięte we włosy pączki róż.
A do cywilnego miałam granatową sukienkę z białym kołnierzykiem.
Znalazłam jeszcze dwa zdjęcia. Jedno w sukience, które się jako tako nadaje do publikacji, oraz z ślubu cywilnego. Sukienka do cywilnego została uszyta przez moja mamę ze studniówkowej spódnicy. Była granatowa i miała dopinany kołnierz, granatowy, lub koronkowy biały. Dziwnie w urzędzie patrzyli na mój skromny strój byle jaki bukiet, bo zupełnie o tym nie pomyślałam. Dopiero koleżanka, która przyszła na ślub, zdziwiona podarowałam mi różowe goździki. Na dodatek dostałam głupawki z nerwów i przez całą ceremonię usiłowałam nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Na kościelnym już było ok, niemniej mąż ma na wszystkich ciężko wystraszoną i nieszczęśliwą minę.
3. GRAŻYNA
Spodnium był z weluru koloru śliwkowego, potem podobno mama zrobiła z niego luksusowe poduszki...
4. KATARZYNA Z ALZACJI
to moja sukienka, slabo widac, najpiekniejsze miala rekawki..Takie jak z epoki "fin de siecle";)
5. PANTERA
6. GOSIANKA
Historia mojej sukienki jest krótka: nie przywiązywałam wagi do stroju, byłam młoda i krnąbrna. Uważałam, że wesele, sukienki, wianki, itp to przeżytek, że liczy się tylko miłość. Takie tam głupoty młodej panienki. Sukienkę pożyczyłam z wypożyczalni, ale na dzień przed ślubem dostałam jednak takiej tremy, że oświadczyłam, że w niej na pewno do ślubu nie pójdę! Nie i nie, i nie! Pojechaliśmy wymieniać, no i trafiła mi się ta co na zdjęciu. Teraz żałuję, że nie przeżyłam tego dnia jakoś bardziej uroczyście, ale cóż, było, minęło, a racja była po mojej stronie: liczy się tylko miłość (no może jeszcze szacunek, opiekuńczość, wierność i tym podobne drobiazgi). :)

Historia mojej sukienki jest krótka: nie przywiązywałam wagi do stroju, byłam młoda i krnąbrna. Uważałam, że wesele, sukienki, wianki, itp to przeżytek, że liczy się tylko miłość. Takie tam głupoty młodej panienki. Sukienkę pożyczyłam z wypożyczalni, ale na dzień przed ślubem dostałam jednak takiej tremy, że oświadczyłam, że w niej na pewno do ślubu nie pójdę! Nie i nie, i nie! Pojechaliśmy wymieniać, no i trafiła mi się ta co na zdjęciu. Teraz żałuję, że nie przeżyłam tego dnia jakoś bardziej uroczyście, ale cóż, było, minęło, a racja była po mojej stronie: liczy się tylko miłość (no może jeszcze szacunek, opiekuńczość, wierność i tym podobne drobiazgi). :)

I jeszcze jedno. Tu lepiej widać sukienkę. Zdjęcie niekadrowane. Takie zostało zrobione. :)
7. OPAKOWANA
no wiec - jak zeskanowalam zdjecie to tylko chcialo yc jako pdf i wychodzila czarna zmaza...musialam ZROBIC ZDJECIA zdjeciom! Dom awriatow, ale moja aparatka leci jutro ze slubnym do daczy, wiec teraz zrobilam te byle jakie zdjecia. sukienke widac bele jak , nas widac bele jak, petelek na sukience, ktore doprowadzily moja Ewcie do szalenstwa w ogole nie widac, ale wysylam, bo i tak zamiarowalam...tyle, ze w porownaniu ze zdjeciami innych Kur to moje wygladja nieco dziwnie, rhehrehre.
8. MNEMOSYNE
Kiecka była gotowa, jedna z pierwszych ślubnych w mojej rodzinie kupionych w sklepie. Siostry miały szyte przez krawcowe. Była nieco za kolanka, do kompletu był welon. Stójka na żyłce pod szyją okrutnie drapała, ogólnie cała ta kiecka była mocno swędząca, taki szorstki materiał. Na głowie miałam okropny kok, z pierdylionem spinek, tapiru i lakieru. Doczekałam 6 rano i jak już tylko goście-niedobitki się gościli nad kieliszkami wsadziłam głowę pod kran i zmyłam ten tapir. Kiecka potem długo wisiała, a na końcu służyła do przebieranek mojej siostrzenicy.
9. Tempo Giusto
Ślub był na luzie, niewiele, co prawda widać, aleśmy wszyscy (włącznie z urzędnikiem USC) byli roześmiani. bluzka jedwabna z Mody Polskiej, tyle pamiętam. no i że byliśmy wtedy bardzo szczęśliwi. a przy okazji przypomniałam sobie, że przez parę lat byłam brunetką, o czym kompletnie zapomniałam. ale jak się tak zmieniało kolor włosów, to nic dziwnego, że się nie pamięta. czerwona też byłam. i zielona też (ale to już był fryzjera wypadek przy pracy).
10. DORA
Jedno zdjęcie, to jak wchodzimy do kościoła, drugie już w domu,w naszym pokoju, podczas przyjęcia ślubnego.
Miałam białe klipsy, i sztuczne perełki na szyi, komplet składał się z bluzy i spódnicy za kolano. Z ciepłego, w dotyku lekko misiowego materiału.
Chodziłam w tym komplecie razem lub oddzielnie jeszcze dość długo, co się później z nim stało nie wiem, pamiętam,że spódnice później skróciłam przed kolanko, była bardzo wygodna:)
7. OPAKOWANA
no wiec - jak zeskanowalam zdjecie to tylko chcialo yc jako pdf i wychodzila czarna zmaza...musialam ZROBIC ZDJECIA zdjeciom! Dom awriatow, ale moja aparatka leci jutro ze slubnym do daczy, wiec teraz zrobilam te byle jakie zdjecia. sukienke widac bele jak , nas widac bele jak, petelek na sukience, ktore doprowadzily moja Ewcie do szalenstwa w ogole nie widac, ale wysylam, bo i tak zamiarowalam...tyle, ze w porownaniu ze zdjeciami innych Kur to moje wygladja nieco dziwnie, rhehrehre.
8. MNEMOSYNE
Kiecka była gotowa, jedna z pierwszych ślubnych w mojej rodzinie kupionych w sklepie. Siostry miały szyte przez krawcowe. Była nieco za kolanka, do kompletu był welon. Stójka na żyłce pod szyją okrutnie drapała, ogólnie cała ta kiecka była mocno swędząca, taki szorstki materiał. Na głowie miałam okropny kok, z pierdylionem spinek, tapiru i lakieru. Doczekałam 6 rano i jak już tylko goście-niedobitki się gościli nad kieliszkami wsadziłam głowę pod kran i zmyłam ten tapir. Kiecka potem długo wisiała, a na końcu służyła do przebieranek mojej siostrzenicy.
Teściowa Mnemo, rok 1964 |
Ślub był na luzie, niewiele, co prawda widać, aleśmy wszyscy (włącznie z urzędnikiem USC) byli roześmiani. bluzka jedwabna z Mody Polskiej, tyle pamiętam. no i że byliśmy wtedy bardzo szczęśliwi. a przy okazji przypomniałam sobie, że przez parę lat byłam brunetką, o czym kompletnie zapomniałam. ale jak się tak zmieniało kolor włosów, to nic dziwnego, że się nie pamięta. czerwona też byłam. i zielona też (ale to już był fryzjera wypadek przy pracy).
10. DORA
Jedno zdjęcie, to jak wchodzimy do kościoła, drugie już w domu,w naszym pokoju, podczas przyjęcia ślubnego.
Miałam białe klipsy, i sztuczne perełki na szyi, komplet składał się z bluzy i spódnicy za kolano. Z ciepłego, w dotyku lekko misiowego materiału.
Chodziłam w tym komplecie razem lub oddzielnie jeszcze dość długo, co się później z nim stało nie wiem, pamiętam,że spódnice później skróciłam przed kolanko, była bardzo wygodna:)
11. ORKA
I ślub;materiał na sukienkę dostałam od Teściowej,lekko kremowy.Sukienkę szyła koleżanka według mojego pomysłu. Krótka.Pętelki /Opakowana-byłam pierwsza
/od talii, wokół dekoltu,na szerokich mankietach,guziki obciągane.Pasek ze”złotą”,góralską klamrą.Białe buty,rękawiczki/mam do dziś/,stroik we włosach-pierwszy raz w życiu robiłam fryzurę u fryzjerki,bukiet z kolorowych gerberów.
Miałam...18 i pół roku,mąż 22
Przebitka dla Ani to:kiedy wychodziłam pierwszy raz za mąż,mój II mąż kończył przedszkole i szykował się do I klasy
PP
To było 10.06.1970 r.
Zdjęcie dodatkowe to oczywiście ja z mężem w następnym roku na ślubie Jego brata.Ciekawostka to...sukienka,która opękała trzy duże imprezy.Uszyła mi ją Teściowa z czarnej,połyskliwej tkaniny w kolorowe kwiaty.Długa,prosta,bez rękawów,pod piersiami miała miała szerszy pasek,ozdobiony długim białym klipsem-wzór sukienek greckich kobiet sprzed wieków-szłam z męża kolegą/mąż na ćwiczeniach,zgoda była/na ślub kolejnego kolegi.W następnym roku Teściowa doszyła tiulowe,czarne rękawy i była kiecka na studniówkę i w tym samym roku na kolejny ślub została skrócona na maksa-tu już byłam w pierwszych miesiącach ciąży
To trzecie zdjęcie wyszło makabrycznie,ale chciałam pokazać długość
ORKA - II Ślub
II ślub:Garsonka pożyczona od kuzynki pierwszego męża/takie garsonki”szły”na eksport z Dany do NRF/Lejący jedwab,białą bluzkę z koronki szyłam sobie sama-projekt mój.Włosy miałam zawiązane w “koński ogon”ozdobiony wianuszkiem od..świecy.Koleżanka tuż przed wyjściem nakręciła mi włosy na tzw.gorące wałki.Z tym moim ubraniem było trochę zamieszania bo miałam taki jedwab na czarny garnitur i białą bluzkę,które miałam sobie sama uszyć ale ktoś z rodziny stwierdził,że świruję no to się ubrałam jak torba na zakupy
Mąż w popielatym garniturze.To był 20 albo 22 luty 1986 r.Jakimś dziwnym trafem zdjęcia z tamtych lat wychodziły na czerwono
Trzecie zdjęcie to jedno z ostatnich z tak długimi włosami-mam na nim 47 lat i od 5 lat jestem babcią.Ścięłam tuż po 50.Kot był siostrzenicy,kastrat,dachowiec i wagi między 10 a 12 kg.
Jestem przepasana ścierką do naczyń bo zawsze się musiałam czymś upaprać na rodzinnych imprezach/mama kończyła 70 l/i później szłam utytłana do domu
Paulina miała dosłać swoje? Gdzie one?
OdpowiedzUsuńDo mnie nie doszło, miała słać do Hany, ale coś chyba Hana ma kłopoty z Internetem.
UsuńCześć Kureiry! Internet fiksuje, chwilowo jest. Zdjęć Pauliny nie ma.
OdpowiedzUsuńNawet nie zauważyłyście. JESTEM PIERWSZA !!!!
OdpowiedzUsuńOjacie, Agniecha, głowę posypuję popiołem! Zaiste!!!
OdpowiedzUsuńRogata dojechała do Inkwi? Wiesz coś? Przez Szczecin?
Dojechała wczoraj i przed zmrokiem, więc może tylko przez Berlin.
UsuńAcha, przebaczam Ci, więc wyczesz już ten popiół.
UsuńNieeee,ja w Szczecinie nie widziałam żadnej Owcy!:)
UsuńJeszcze i Ania miała dosłać foty.
Chyba sobie zrobię jakąś kurzą mapę.
Usuńzrób, ino nie sobie, a nam :)
Usuńtg
Zrób Rucianko, zrób, może się przydać w podróżach :) zwłaszcza jak która zgubi gps, albo jak go wcale nie ma (jak ja ;] ) ....
UsuńBarbara
Hrehre, Rogata w tej dziedzinie jest prawie tak zdolna jak ja!
OdpowiedzUsuńNo i dlaczego ja sie wczoraj nie zalozylam? Ale moge dzisiaj, bo ten post tez NIE BEDZIE ostatnim slubnym. Komenty zara sie zatkajom, a zdjec Pauliny (i kogo jeszcze?) nadal nie ma.
OdpowiedzUsuńBędzie, będzie, bo ja pod wieczór puszczam całkiem nowy:)))
UsuńPantera, znów (!) możesz mieć rację, więc się nie założę!
OdpowiedzUsuńJa na ogol miewam racje, choc tom razom mogie nie miec, bo Mika sie odgraza. :)))
UsuńBrakuje też Ani od"przebitek":)
UsuńNo wlasnie!
UsuńŚlę całusy z Podkarpacia. Dopiero jutro o 16-tej będę miała komputerowca z aparatem, bo moją komórkę sz..g trafił i została w reklamacji - wyślę tę kieckę. Dziś się prawie załamałam i miałam robić paczkę na adres Dzika Kura w Pastelowym Kurniku - niech poczta szuka, ale szkoda mi kiecki, bo w czym mnie pochowają?
UsuńTeraz się przekonałam jak to dobrze umieć tak na tym komputerze. Od jutra będę się uczyć i nie będę jak ta noga od stołu. Wybaczcie starej babie - Ania
Ale kiecka z zawartościom!:)
UsuńNo dobra. Nie byłam jakąś maszkarą, chociaż miałam 35 lat, a mój B - 34.
UsuńWiem, że już temat wyczerpany, ale Prezeska wrzuci do archiwum i za parę lat znowu pooglądamy.
Buziaki Ania
Tak zrobię! Ważne, że zawartość będzie. W pełni sił, hrehrehre!
UsuńCzołgiem Kurejry,
OdpowiedzUsuńzimnno w doopsko szczypie,nie lubię och nie lubię.
Zakupiłam sobie zimowe trapery.O numer większe,wlezie gruba skarpeta i wkładka.
Brrrr......
Oj brrrrr....i nie dość, że szczypie to jeszcze wieje.....
OdpowiedzUsuńBarbara
Niebawem i pluć będzie,eh, gdzie moje ukochane ciepełko.
UsuńWszystkie narzekali i narzekali, to i przegonili.... :::(
UsuńBarbara
To prawda,narzekali to mają,ale dlaczego my też?
UsuńRabarbaro,jak koteczki i jak starsi rezydenci?
Ja tam nie narzekałam ino ich nie kciałam,tych łupałów.Ja na IV piętrze mając nad głową sufit-dach,miałam w domu saunę,która nie służyła dobremu samopoczuciu mojej Owczarki:(
UsuńRabarbaro,może jakieś świeże zdjęcia przygotuj?:)
Orka,Twoją Owczarkę można gdzieś zobaczyć na wdęciu?
Usuńbyle nie na wydęciu, bo niepodobna do siebie będzie :P
Usuńtg
Cześć TG,miało być-wzdęciu.
UsuńJak tam remont?
remont wreszcie ok. nowo oddelegowany pracownik w jeden dzień zrobił tyle, ile poprzedni nie mógł w tydzień. tylko chyba mnie dopadł jakiś wirus, bo zaczęło mną telepać, kaszlę i chwilowo łeb mi pęka.
Usuńa poza tym dzień jest piękny, słoneczny, choć temperatura za oknem taka bardziej zimowa.
tg
Kup sobie sok z róży i strzel z ćwierć szklanki.
Usuńa nie mógłby być na ten przykład likier malinowy? mam pod ręką :)
Usuńtg
Rucianko,znajdziesz u GosiAnki w Spisie Zwierzaków na 55 pozycji.Jest tam kilka lat młodsza,w tym roku w sierpniu skończyła 11 lat,pyszczydło już ma przysypane siwizną ale wigoru jej nie brakuje,jaka była narwana taka jest:)
Usuńno pacz pani, moje są pod 44 :)
Usuńtg
poszłam obejrzeć, piękna jest! :)
Usuńtg
To też idę je sobie przypomnieć:)
UsuńTakich"lubiących"zwierzęta inaczej to bym przez maszynkę do mięsa przepuściła:(
Usuńciągle jeszcze dużo ich :(
Usuńtg
Ja mam zdjęcia od Rabarbary, ale dzie je w te ślubne? Może wieczorem, jak już Mika napisze o kotach, to tam dodam.
OdpowiedzUsuńTo proszę z moim komentarzem ;))
UsuńBarbara
Tak zrobię, Rabarbaro, nie ośmieliłabym się inaczej...
UsuńPosłam dziś Hanie Błyskotka, Muszelka i Niagarka nie lubią być celebrytki, nie chcą się ustawiać. Jest etap oswajania przez siatkę (z marnym efektem) i zostawiłam otwarte zejście do piwnicy, żeby nowi nauczyli się traktować piwnicę jako dom. Bliższe spotkanie planuję właśnie w piwnicy (ze względu na bhp) ale pojedynczo - pyszczek w pyszczek czyli fejs tu fejs ;)). Myślę, że jeszcze z tydzień z tym odczekam. Moi rezydenci są raczej łagodni, wydaje mi się, że najbardziej nieprzewidywalna jest Niagarka - czuje się ona już u siebie i bezpardonowo np przegania, atakuje i tłucze Muszelkę. Jest bardzo wyrażnie indywidualistką o raczej samotniczych upodobaniach, takie koty potrafią cudownie związać się z człowiekiem (i ona potrafi już przyjść sama, z własnej woli i chęci do mnie, włazi na kolana a nawet na głowę ;] , rozkłada się do pieszczot) ale ledwo tolerują inne koty. No, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńBarbara
Nic to, siatki nie likwiduj, niech będzie. Zawszeć to przynajmniej zapach idzie bezpośrednio.
OdpowiedzUsuńU nas był dzisiaj wet ze szczepieniami. Oesssu, w Wałka zły wstąpił. Ja na nim siedziałam, Ognio trzymał głowę, a wet skokiem wbił igłę! A Czajnik najpierw zarył się w łóżku, a przytrzymywany warczał, prawie szczekał, prychał, gryzł i drapał. Aż się spociłam od tego. Tylko Frodo i Grażynka na luziku.
Hano,ja mam to samo z Owczarką.Idę do weta z dwoma kagańcami,jeden na pyszczydle bo ma sprzączkę i łatwiej jest mi przeprowadzić ją między ludźmi trzymając jej głowę przy nodze.U weta ubieram jej kosz skórzany,przed zastrzykiem dosiadam,wypinając swój zad na weta i wtedy wkracza wet do akcji.Czasami jak jest stażysta to wet ma ubaw a ja nerwy,bo stażysta myśli,że se tak może podejść do niej żeby ją zbadać i zastrzyk zrobić,bo ma kaganiec,alem na takie numery też przygotowana,jestem szybsza w blokadzie dostępu do stażysty niż ona:)))
UsuńO matulu, Orko, ona tylko tak u weta, czy w ogóle jest zua?
UsuńOna po prostu nie jest do dotykania przez obcych i już.Fakt,jest ostra i pyskata ale znajomych nie rusza.Do mnie na spacerniaku obcy nie podejdzie bo zaraz pyszczy.Nie lubi suk,w szczególności labradorki i jedną rottweilerkę a i nie wszystkie psy toleruje.Jeden kumpel po jej rasie też ją woli omijać bo mu nawtyka.Ma ulubienicę podobną do Twojego Wałka.Jak ma cieczkę to bardzo chętnie bawi się z piesem w łapki,kiedy absztyfikant usilnie próbuje ja wąchać to robi siad,jeżeli dalej jest namolny to idą w ruch zęby-oczywiście straszy-nie pogryzła żadnego.Ona bardzo chętnie wtedy chce pokrywać inne psy.Nauczyłam się jej reakcji na wszystko i odkąd wróciłyśmy do miasta/8 lat/to wiem,że mam na smyczy uszkodzony karabin maszynowy,ale ofiar śmiertelnych nie było:)
UsuńO jeżu, Orko, to trochę kłopotliwe jest:)
UsuńOstra dziewczyna!
UsuńMoja Sal NIENAWIDZILA labradorow...za jeden drobiazg - nimozna sie bylo z nimi dobrze pogryzc i poszarpac i pozrec!
Usuń:)))
UsuńNie opowiem tego moim wetom, bo mogą zmienić lokal i wyłączyć telefon.....z tego co mówiła Mamalinka, to Niagarka potrafi skoczyć do gardła...
OdpowiedzUsuńBarbara
Barbaro, a czy da się Niagarce trochę ograniczyć przestrzeń? ma spory nowy rewir do ogarnięcia, a to wzmaga agresję.
Usuńtg
Ona sobie sama ograniczyła, są miejsca, w które nie chodzi i już i takie które lubi i Muszelka tam się nie pcha... one sobie musiały już u Mamalinki ustalić hushu ;)
UsuńAle słuchajcie ! zniecierpliwiłam się i wpuściłam moją Czarną do domu :) . Z Muszelką obwąchały się na dystans :)) i ....... rozeszły, bez jednego mruknięcia, każda w swoją stronę :)) (som zdjęcia!). Błyskotek został stanowczo, acz delikatnie pouczony, żeby się nie spoufalał ze starszymi .... Czyli - pierwsze koty za płoty :))!!!
Barbara
:)))
Usuńtg
Oooojacie:)))
UsuńNa dzień dzisiejszy to najmniej wiemy o zwierzaczkach u Inkwi,no ale Ona zapracowana a my to musiem siem w cierpliwość uzbroić,oj ciężko:(
Ja tam mogę poopowiadać, co u Inkwi, ale wydaje mi się, że ona ma pierwszeństwo w opowieści i to nie wypada.
UsuńAgniecha, tak ciut-ciut farbę puść. Jakby co, zwalisz na mojo namolność.
UsuńPostaraj się bardziej! Namolności nie czuję.
UsuńAgniecha, powiedz coś, nie bądź taka, no weź... co robi Aura, a Brylek bryka z kozami? I Tadeuszu pióra odrastajo? No powiedz, Agnieeeecha, prooooszę!!!
UsuńAura biega z możliwie najdłuższym kijem w zębach. Tak powiedzmy, 1,5 metra długości. Myślę sobie, że Inkwizycja ma siniaki na kolanach z przodu, z boku i z tyłu. Nie rzucać jej go trzeba, tylko przeciągąć się z nią należy z tym kijem, a silna jest, że ho, ho. Karuzelę jej można zrobić, a patola nie puści.
UsuńBardzo fajna psica. Moim zdaniem zupełnie już tam zadomowiona. Starczy, co?
No niech Ci bendzie:) Poczekamy na resztę od Inkwi:)
UsuńAgniecha, mało, no ale truuudno, zawsze to coś. Może Inkwi coś piśnie?
UsuńĆwicz się w cierpliwości, Hano. Doskonal swoją osobowość. I w ogóle. Chociaż, z drugiej strony, co ja tu pieprzę. Przecież Ty już jesteś doskonała. :-D
UsuńAgniecha, masz szczęście, że w ostatniej chwili olśnienie na Ciebie spłynęło. Ryzykantka z Ciebie!
UsuńOesu, Agniecha, że też Ty się AŻ TAK ośmieliłaś względem prezeski, no, no... Jacież! I ekhm...
UsuńJuż więcej nie będę. Poprawię się.:-)
UsuńBaśko, to super jak na bezpośredni kontakt! Co nie znaczy, że do łapoczynów nie dojdzie.
OdpowiedzUsuńZdjęcia Ci doszli? Widać coś? Bo w stresie byłam.....
UsuńBarbara
Wiesz, wyjaśnianie priorytetów musi potrwać ;)), nie zawsze da się łagodnie ;). Ale na moje doświadczenia z kotami, jak nie ma wrogości "od pierwszego spojrzenia" to jest dobrze, dogadają się :))
OdpowiedzUsuńBarbara
Baśko, na zdjęciach nie widać specjalnie agresji, ani strachu. Ot, koty po prostu.
OdpowiedzUsuńNo właśnie !! Bo one tak spokojnie, bez żadnego nawet mruczenia popatrzyły na siebie i tyle. Takie wiesz, "cześć - cześć, może być "
UsuńBarbara
Doczytałam, co tam u koteczków Oli i chyba jeszcze poczekam na fotki w nowym poście, ale dłużej to już nie dam rady. Nie mogę sobie tez pozwolić dziś na zaległe komcie... :(
UsuńŚciskam Was, Kurejry kochane! :)
A Szczęściarz jakim jest kotem?
OdpowiedzUsuńPrzymilnym i strachliwym ;). Teraz gdzieś polazł, ale jak wróci, to też z nim spróbuję, dziś albo jutro.
UsuńBarbara
Baśko, mam zdjęcia, zupełnie dobre so.
OdpowiedzUsuńGdzie szfystkich wywiauo?
OdpowiedzUsuńWidział ktoś Opakowaną?
Ja tam jej nie widziałam, ale wiem, gdzie ją wywiało. ;)
UsuńI dziędobry! Nareście się dorwałam do Kurnika. Ale chyba nie na długo, bo rano mus wstać wcześnie i się ostro narobić, więc nie teges.
UsuńŚlubne zdjęcia babeczek szałowe! :)
Jolko, gdzie Opakowaną wywiało? Ja za nią nie zdanżam. W Polsce bawi?
UsuńTaaa, a dokładnie to w TEM mieście, czyli z Gochą i Marijo rządzo - chyba nie zdradzam żadnej tajemnicy, kurna...
UsuńZnaczy się z Gocho. ;)
UsuńAno rządziły :)))
UsuńHa! Ale jestem dobrze poinformowaną osobą w tem Kurniku! ;) I trochę też domyślną i uważnie czytającą komenty. ;)
UsuńNoooo, Jolce sie order z kartofelka nalezy za uwazne czytanie!
UsuńJam wczoraj przylecialam czarnom nocom, dzis bawilam namiescie a popoludnie we wiekszosci przepedzilam w TOWARZYSTWIE - Marija, Gocha i Agnieszka-od-haiku. za krotko, oanie dzieju, za krotko. Potem nawrocilam do Mojej Anki na faszerowana papryke i teraz zalegam w wyrku z jakby lekkim katarkiem. Jutro impra ze ho ho, we Wielkiej Lipie i nei bedzie to wielka lipa a bardzo nierowna rocznicowa impra naszej matury...bedzie cos 70 ososb. JUZ sie boje, ze pewnie rozpoznam jakies 10%...i nie przewiduje, ze ich poznam bez kieliszeczka prosecco...
ale dzisiejsze popoludnie bylo BARDZO FAJNE!
wiec choc sie bede starac wpasc do Kurnika to w sumie sama nie wiem co bedzie. slubny przed wyjazdem sie znowu zapytal czy beda moi starzy kawalerowie. No to mu powiedzialam, ze w tym pytaniu to najwazniejsze bylo slowo "starzy"!!! rhehrerh
Ech, Opakowana, Ty to masz urozmaicone życie! Chociaż nie chciałabym chyba takich spotkań po tylu latach.
UsuńOpakowana, najlepiej to żeby wszyscy mieli identyfikatory na tej imprezie, nie byłoby problemu z przypomnieniem sobie imion i rozpoznaniem osobników. Baw się dobrze!
Usuńno wienc jade z rozdwojono jaznio nieco...i smieszno bedzie i straszno....ciekawe kogo rozpoznam w ogole. poza ok 5 osobami, bo je czasem widzialam....identyfikatory by duzo roziwazaly. jakby sie ludzie podpisali panienskimi nazwiskami badz przezwiskami!
Usuńjadac staniey u sklepu monopolowego nabyc prosecco. jakby co, to sie upije po kilku kieliszkach i kazdego poznam...
Chiba miała dzieś jechać....
OdpowiedzUsuńBarbara
Dobry wieczór Kurki. Niezmordowane jesteście, nowy wybieg i już pełno. Doczytałam, cieszę się, że u Barbary postęp i dobre samopoczucie pozostałych zwierzaków Mamalinki.
OdpowiedzUsuńDzień był słoneczny, ale zimny, cieplejszą kurtkę musiałam wyciągnąć.
U nas śniegiem posypało po górach a i na dole padał przez chwilę deszcz ze śniegiem...
UsuńEwa2, do pełności jeszcze daleko! Możemy szaleć, poza tym Mika obiecała nowy post...
OdpowiedzUsuńNo i dzie on? Wieczorowa pora już, spać bym pojszła a tak to czekam.......
UsuńBarbara
Baśko, czekaj, bo ja tam fotki Twoich pokażę! I moich też, bo takie mam z dzisiaj, że...
UsuńNo czekam, czekam....razem z JolkąM czekam.....narażając sie znowu na te żaluzje....
UsuńBarbara
A daj spokój, Barbaro, co nam tam żaluzje, i tak wszystko już jest... po słowie. ;) Już nie ma odwrotu. :) Teraz tylko musimy doprowadzić rzecz do... konsumpcji. :D
UsuńA wiesz, znalazłam przepis na śliwki nadziewane orzechami :) , orzechy mam swoje totyż przepis zamiaruje wypróbować ...... :))
UsuńBarbara
Ożeż, to chyba musi być jakiś obłęd... Mniam!
UsuńPiersza sie dowiesz jak już sprawdzę :))
UsuńBarbara
O matko! (bo akurat Organek na liście Trójki leci), a czymże sobie zasłużyłam! :)
UsuńAha, póki pamiętam i jestem przy klawiaturze. Hano, jakbyś Ty miała w kalendarzu co o Malinie przedstawiać, to mój synuś rzucił mianowicie taką propozycję, żeby Malina ulokować rysunkowo w samochodzie. Bo przecież ten gigant tak bardzo polubił jazdę, i to natychmiast, i przecież przez dwa czy trzy tygodnie podróżował ze mną co dzień do pracy (50 km). Przeważnie na tylnej kanapie, ale czasem ulokowywał się obok mnie z przodu i robił coś takiego, co mnie totalnie rozmiękczało: leżał na fotelu w kłębek, pysiem w moją stronę i spoziroł, i jeszcze mi czasem to pycho pchał na podołek, albo rękę przytrzasnął, którą akurat na dźwigni zmiany biegów ułożyłam... Jak on wtedy patrzył! A ja przecież wiedziałam już wtedy, że nie mogę go zostawić, że go oddam, a on tak patrzył, jeju, jeszcze teraz mi się miękko robi i oczy jakieś takie podmokłe...
OdpowiedzUsuńTe Wasze chwile z Twojo prztrzaśniętą przez Malina ręką u mnie też podmokłośc stwarzają ! Jolko, Malin pięknościo swo zapadł w pamięć nie jednej !
UsuńAle JEDNEJ szczególnie !
UsuńPięknościo jak pięknościo, ale jaki to charakter! Taka kochana łagodność... Ale gdy się kto obcy zbliżał, to hauknąć potrafił naprawdę donośnie. Jak go kto nie widział, tylko słyszał, to mógł się nieźle zestrachać. ;)
UsuńWłaśnie? Jolko? Wiesz co u niego? Mnie też zaraz oczki się zapluszczajo...
UsuńA JolkaM to ma nówki Malina/sama mówiła w poście u GosiAnki:P/ino pewnikiem czyma na lepsiejszom okazjem:)
UsuńWiem, że u niego dobrze. :) Zadomowił się, polubił z pieskami, razem urzędują po ogrodzie, głównie z Beniem szaleją, a Klusia, bardziej od nich dojrzała, strofuje chłopaków, bo już tak trochę za nimi nie nadąża. ;)
UsuńSugestie Igora zakonotowane!
UsuńHe, he, Orko, wiedziałam, że zaraz mi przypomnisz, że mam nówki zdjęcia Malina/Mańka. :) Sama nie wiem, czemu się tak z nimi ociągam, przeważnie to z niepamięci własnej i braku czasu trochę, i z niezorganizowania potężnego. Są to właściwie tylko trzy fotki, bo Pani Krysia nie ma głowy do ganiania z aparatem za piesorami, a ja nie naciskam przecie. ;) Ale naszło mnie z tego pisania, żeby zadzwonić, i chyba zrobię to w niedzielę. :)
UsuńWiem żeś ta pozajmowane inszą pracą,ja ino przypominam,że pamiętam i se dalej cierpliwie poszczekam:)
UsuńAch!!! Malin!!!:)
Noo... :)
Usuńmoja psina TYLKO tak pdrozowala...Poza tym razem, jak pmylkowo dalam jej resztki KALAFIORA z obiadu i psa trzeba bylo wysiedlic na tylne siedzenie i otworzyc wszystkie okna w samochodzie :P
Usuńkatar mi się rzucił na oczy od czytania o Malinie. JolkoM, daleko do niego masz?
OdpowiedzUsuńtg
Daleko, chociaż niby nie aż tak - około 170 km. I nawet się odgrażałam w rozmowie z niesamowitą Panią Krysią, że przyjadę za jakiś czas, ale jednak się nie złożyło... A może bardziej to ja się nie zdecydowałam, stchórzyłam, bo chybabym się rozkleiła za bardzo. A i Malinek może by to jakoś źle zniósł. Chociaż pewnie zwierzęta mają inaczej i nie ma co przekładać na psa własnych emocji, ale jakoś tak wyszło, że (jeszcze) nie odwiedziłam Pani Krysi... Za miesiąc i dwa dni minie rok, odkąd Malin/Maniek rezyduje w gościnie u Klusi i Benka.
Usuńon już pewnie pokochał Panią Krystynę, teraz ma Was obie w sercu i pewnie by się po prostu bardzo ucieszył na Twój widok. doświadczyłam tej zwierzęcej stałości w uczuciach nie raz. ale skoro Ciebie miałoby to bardziej zaboleć niż ucieszyć..
Usuńtg
Tempo a jak Twoje samopoczucie? Zatoki Ci przeszły czy sie rozwinęły niestetyż?
UsuńBarbara
raczej wirus. na razie on ma się lepiej niż ja, ale jak siebie znam, to za trzy dni będę górą :)
Usuńtg
Może tylko tak to sobie wyobrażam, wyolbrzymiam... Przecież wiem, że jest z dobrymi ludźmi. :)
UsuńAle uważaj, żeby Ci nie poszedł w dolinę....... (jak Ty będziesz górą)
UsuńBarbara
JolkoM. my (zwierzolubne znaczy) tak mamy... nie puakaj.
UsuńNie puakam, Hanuś, ino tak się wzruszam trochu... Nie jest przecież tak, że nie sypiam po nocach z tęsknoty, ale czasem, gdy sobie przypomnę, to mi oczy wilgotnieją. Fajnie, że nam się taki piesio zdarzył, choć krótkotrwale.
UsuńI jeszcze poznałam wspaniałą osobę, do której pojechał. :)
Pamiętam Malina i też mi się rzewnie zrobiło na sercu.
OdpowiedzUsuńTo uroczy pies. I potrafi nieźle zauroczyć. ;)
UsuńJolko, nie znasz Wałka. Zakochasz się od pierwszego wejrzenia. Wszystkich zakochuje! Poza wetem dzisiaj. Oj, było ostro!
OdpowiedzUsuńHe, he, czytałam. :D
Usuńno weta nie rozkochal, ale poza wetem, to sie zgadzam.....niuniuniu, Walecek.
UsuńJeżu, Opakowana, gdybyś go dzisiaj widziała! Nie wiem, co mu odbiło, to nie pierwsze takie szczepienie przecież. Miał w sobie siłę Frodo i zwinność piskorza! I zęby rekina!
UsuńHan, wet sie też na pewno zakochał i tylko z miłości to wszystko zniósł, zamiast uciec... wiesz, tylko z miłości idzie to wytrzymieć.....
OdpowiedzUsuńBarbara
Barbaro, Ty jak coś powiesz, to już powiesz! ;)
UsuńHano,czemu Grażynka jest Grażynką?
UsuńW imieniny przyszła,czy masz jakąś koleżankę podobną?
Powinnaś mieć do Grażynki Bożenkę.Sama jest z tymi trzema urwipołciami i taka grzeczna.
Nie wiem Rucianko, nie znałam wtedy żadnej Grażyny, żadnych konotacji, nic! Kiedy Ognio ją zobaczył bidną taką, to powiedział, łoesssu, jaka Grażynka... on tez nie znał żadnej Grażynki.:)
UsuńZnaczy u Was Grażynka to taki synonim żałośności? ..... ciekawe co by na to wieszcz.....
UsuńBarbara
Nieee, nie żałośności, nie wiem, Ognio tak pyrgnął i przylgnęło natychmiast.
UsuńI Ognio wcale nie nawiązywał do wieszcza!
UsuńPodobniez to wieszczu to imie wymyslil....
UsuńNo wymyślił, a nawet poemat popełnił...
Usuńpoemata to kazden jeden zna, ale o wymysleniu to dopiero niedawno...
UsuńDZIE ten nowy wybieg.
OdpowiedzUsuńBarbara
Ale wywierasz presję na Mikę - jeszcze się zaprze i wcale nie da! A obecny wybieg się zapcha (bo przecież na pewno się zapcha!) i tyle go będziemy widzieć, znaczy się ten nowy. W tem Twoje kotki. :) I w ogóle.
UsuńJa to już chyba odpadnę, bo zmęczonam - jutro wieczorem będę mieć ucztę! :)
Dziefczyny,szczepicie koty w łapę czy w kark?
UsuńJolko,uczta będzie duchowa czy tradycyjna?
UsuńBędziesz gościem czy tyru tyru?
Jolka nie odpadaj, bo post juz jest!
UsuńOczywiście, że duchową - będę smakować z 500 komentów zaległych i aktualnych z 300 zapewne. Bo to czytanie komciów miałam na myśli, pisząc, że będę mieć ucztę jutro. Dziś już nie mam siły, a jutro cały dzień zajęty, więc dopiero wieczorem zląduje na grzędzie. :)
UsuńPozdrówka, Kurejry! :) Czołgiem! że zacytuję. ;)
Rucianko, to zależy o jaką szczepionkę pytasz. szczepionki obarczone ryzykiem powikłań onkologicznych daje się w łapę.
Usuńtg
Pytam o te właśnie,czyli wściekliznę i białaczkę.
UsuńCzasami robią się mięsaki poszczepienne i łatwiej ratować amputując łapę.
Hano,weci są różni i tylko kilku ufam ale i tak kontroluję dzięki Internetowi .
Wiem że nie proponują tego często a i chcieli mi szczepić na to niewychodzące koty,co jest absurdem.
A wszystkie szczepionki działają zwykle trzy lata i nie ma powodu szczepić częściej.
Ale przepisy z lat 50tych każą psa truć co roku,bo wtedy były takie szczepionki.
nawet funkcjonuje swoisty kod szczepienia w łapę, wzięty z angielskich nazw chorób, ktœrych szczepienie dotyczy - białaczka lewa łapa (Left), wścieklizna prawa (R)
Usuńtg
L - leukemia, R - rabies
Usuńtg
W kark.
OdpowiedzUsuńWściekliznę i białaczkę ?
UsuńDo tej pory żaden wet mi nie proponował szczepienia w łapę.
UsuńZawsze myślałam, że wścieklizna to musi być w kark.
UsuńBarbara
Pewnie też zanim zaszczepią przeciwko białaczce,testów też nie robią?
UsuńA skąd!
UsuńUprzejmie informuję, że NOWY POST WISI!!! Można gadać na dwa posty, tu kontynuować a tam na nowo:)))
OdpowiedzUsuńMika, mogę tam dołożyć zdjęcia kotów Barbary i moich? Mogę? Mogę? Mogę?
UsuńTen wet dzisiejszy mi powiedział, że ludzie na wsi nie szczepią zwierząt, nawet na obowiązkową wściekliznę, bo nie ma możliwości egzekucji takiego rozporządzenia. Dopiero jak pies kogoś pogryzie, to rzadko zdarza się, że jest wściekły, a i tak ludzie lecą na zastrzyk. Właściciel niezaszczepionego psa zapłaci koszty i jakąś śmieszną karę, o ile ten pogryziony to zgłosi. Kwarantanny z psem nie odbędzie, bo przedtem go utłucze. A kto na wsi zidentyfikuje latającego luzem psa? Takiego, który akurat nie jest przykuty łańcuchem. Że w swojej karierze (chłop ok. 50) nie spotkał się z taką sytuacją jak u nas. Cholerne kołtuństwo.
OdpowiedzUsuń000000! Hana!! gdzieś Ty trafiła ?? Na mojej wsi to nie do pomyślenia!!!
UsuńBarbara
Ja szczepiłam cudze psy, bałam się że w razie pogryzienia je uśpią.
UsuńWzywałam weta,a książeczki miała sąsiadka,żeby w razie co okazać.
W innym przypadku,potrzebna była leśniczemu,bo panowała wścieklizna i podobno by odstrzelił,gdyby nie było książeczki.
Nawiasem mówiąc,łachy nikomu nie zrobiłam,bo i tak później wylądowały prawie wszystkie u mnie.
Jaka nazwa, taka wieś...
OdpowiedzUsuńAnia! :)))
OdpowiedzUsuńsuper wyglądasz! a sukienka.. no się nie dziwię, że nie chcesz się z nią rozstać nawet na tamtym świecie ;)
piękna! co za kolor! :))
tempo giusto
I ja sobie poogladalam, moja mama byla by zachwycona kolorem, bardzo lubi taki błękitno- chabrowy kolorek:)
OdpowiedzUsuńAniu! Nareszcie się doszczekałam:)Ładniste!!!:)))
OdpowiedzUsuńA ten,tego,nie będzie Ci w niej za zimno jak już się wybierzesz w niebiosa?^^^^
Orko - miało być z opakowaniem. Tylko takie miałam na stojąco.
UsuńKażę sobie dać pod główkę kordełkę.
Pozdrawiam Ania
Bardzo ładna sukienka!
OdpowiedzUsuńDziewczyny bardzo Wam dziękuję za miłe słowa. Sukienka wcale mi się nie podobała, bo miała być błękitna, ale kobita, która mi ją sprowadziła nie zdobyła błękitu - trudno.
UsuńPrezesko - nie spadłam z podium? I co na pochówek się nadaje?
Kocham Was wszystkie i Wasze zwierzęta.
Ania