sobota, 13 lipca 2019

W zasadzie pfff 3

Wiadomość dnia jest taka, że spadł deszcz! Padał wczoraj od wczesnego wieczoru, padał w nocy i rano, a także przed chwilą. Jakoś tak bardziej zielono zrobiło się wokół, woda zmyła kurz z roślin. Pod drzewami też jest mokro! Za mało, ciągle o wiele za mało, ale przynajmniej drobniejsze roślinki odżyły, że o zwierzętach nie wspomnę.
Z wiadomej przyczyny jestem wyprana intelektualnie, więc na fajerwerki nie ma co liczyć. Kurioza powoli zmierza do finału, a to oznacza mnóstwo decyzji, których skutki zostaną ze mną baaardzo długo, w zasadzie (chyba) po kres moich dni. Mówię "chyba", bo kto to może wiedzieć na pewno?
Mówiąc krótko - kręcę się wyłącznie wokół tematów około kuriozalnych i trudno mi skupić wątłe siły umysłowe na czymś bardziej wzniosłym niż Kurioza.
Tak więc zajmuję się sprawami arcyważnymi, typu: kolor płytek na podłogę, zaprojektowanie łazienki, z którym muszę poradzić sobie sama, skoordynowanie działań fachowców zewnętrznych, np. elektryka (ostateczne osadzenie gniazdek) i całą resztą - wywozem gruzu itp. drobiazgami.
Płytki wybrałam, kupiłam, przyjadą we wtorek, a ja biję się z myślami, czy aby o takie mi chodziło? Jest w Poznaniu outlet kafelkowy, w którym kupiłam płytki za 21 zł takie, które w sklepie obok kosztują prawie 7 dyszek. Za metr oczywiście. Klamka zapadła, będzie, co ma być. Na olx sprzedaję graty (o szafę ludziska pytają i pytają i na razie nic z tego nie wynika) i kupuję inne. Bilans wychodzi na plus. Ludzie sprzedają lub wręcz oddają za darmo różne rzeczy, trzeba tylko poświęcić poszukiwaniom trochę czasu. Ale uwaga - to straszliwie wciąga! Kupiłam na ten przykład śliczny klosz za 50 złociszy. Nie wiem czy w "normalnym" sklepie wystarczyłyby 3 stówki? To jakaś chyba masa perłowa (nie jest to plastik) oprawiona w metal. Lampa jest nieduża, jak piłka nożna. Tak czy siak, bardzo mi się podoba:
Mam też zaklepany za grosze nowy dywan sznurkowy, idealny przy pieskach, taki, który w sklepie na "i" kosztuje ponad 4 stówki. Zresztą większość moich gratów i durnostojek pochodzi z odzysku, powiedziałabym, że 90%. Musiałabym się skupić, żeby powiedzieć, co stamtąd NIE pochodzi.
Stół jest ze mną dobre 15 lat, a kupiłam go w Czaczu za 50 złociszy. Wtedy w Czaczu jeszcze z cenami nie wariowali. Właśnie zabrałam się za jego renowację - zasłużył na nią, poza tym bardzo go lubię. To solidny, dębowy stół, a przy okazji znalazłam pod spodem inicjały G&H. W dodatku stół się rozkłada i kilka Kur spoko się przy nim zmieści:


Powoli wpadam w panikę związaną z kolejną przeprowadzką i ogarnięciem spraw dotyczących tego tu gumienka. Anim się obejrzała...

Na deser Chłopaki. Bezowa (chyba) narzekała, że dawno ich nie było. Voila:


sobota, 6 lipca 2019

Pfff 2

Czytam komentarze pod poprzednim postem i widzę, że teraz upał na południu, bo susza (nie)sprawiedliwie wszędzie. Najbardziej żal mi zwierząt, tych dzikich i tych domowych, o które nikt nie zadba i nie napoi, jak Agniecha swoje konisie. Grozą wieje. U nas chłodnawo, aczkolwiek nie zimno, ale pochmurnie przez cały dzień. Deszcz pokapuje, bo padaniem tego absolutnie nazwać nie można.
Dzień spędziłam próżniaczo. Przed południem rychtowałam pazureiry i włos trefiłam, a po południu pojechałam do koleżanki na proszony obiadek, który pysznym był. W Kuriozie nie byłam, niczego nie oskrobałam, ani nie pomalowałam. Tak więc, Basiu, mnie też się czasem nie chce. Jednak ogólnie rzecz biorąc, remont mnie kręci. Lubię kombinować co z czym i jak. A jeśli do tego nikt mi się nie wtrąca, niczego nie narzuca i na nic nosem nie kręci, to sama rozkosz! Męczy mnie to logistycznie, ze względu na odległość. Niewielką, bo niewielką, ale wystarczającą, żeby sprawy skomplikować. Nie wszystko mogę tam kupić i mus wozić stąd. Drzwi na ten przykład wożę pojedynczo, bo więcej szczała nie łyknie. Nie warto płacić za transport, skoro i tak tam jeżdżę.
Kuchnia z garażu jest już mocno zaawansowana. Jest już kanciapa pieszczotliwie zwana kiszeczką - już widzę, jaki tam będzie bajzel. W najbliższym tygodniu ten etap powinien zostać zakończony. Do zrobienia pozostaje łazienka i kominek, który jakoś tak wstrzeli się w międzyczas. A ja zaczynam się powoli pakować...
Oraz dorwałam się do pędzla. To nie są drzwi, to ściana (sypialnia):

Kuchnia z kiszeczką. Belki w kuchni/garażu musiały zniknąć, inaczej nie zmieściłaby się wełna mineralna. To się nazywa kompromis:




I na koniec klasyka gatunku "przed" i (prawie) "po":

Nie pytajcie, jaka będzie kuchnia, bo nie wiem. Przywiązałam się do pewnej koncepcji, ale padła, niestety, pod naciskiem prozy życia. Się zobaczy. Skończy się na lodówce i czajniku elektrycznym.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Pfff...

W Kuriozie o, tak o:

 I morska ściana, o której myślałam, że już była, a nie było. W rzeczywistości jest nieco jaśniejsza i w ogóle w rzeczywistości to jest czad.

Oraz zażarta bójka z myślami: ścianka w kuchni przesuwna czy murowana?
Takie to dylematy rozwiązuję. Jak myślicie, na czym stanęło?
Basiu, nie adoptuję Turczyna, chociaż wszystko umie. Za stary.
Poza tym na moją kwestię o podniesieniu żyrandola, bo jaki chłop postawny, np. listonosz lub kurier, mógłby czerepem zahaczyć, o mało nie umarł ze śmiechu. Nie wiem jak mam to rozumieć. Na wszelki wypadek nie adoptuję.

niedziela, 23 czerwca 2019

Monotematycznie

Nie miga się wcale a wcale, jak to insynuują niektóre osoby w komentarzach, tylko przynudzać nie chce. Ale skoro tak bardzo prosicie, to ja woli ludu ochoczo się podporządkuję.:)
Wyjaśniam, co następuje: kominek będzie obłożony cegłą rozbiórkową. Aby nie był monotematyczny, postanowiłam go przyozdobić tzw. dekorami, które same wpadły mi w oko, jako że dużo czasu spędzam ostatnio na olx i w innych podobnych miejscach. Można tam kupić wszystko, najczęściej za pół ceny, a jak ma się szczęście, to i za mniej. Szukałam drzwi, a znalazłam dekory. Najpewniej kradzione z jakiegoś zdemolowanego pałacu, aczkolwiek pewności nie mam. A nawet jeśli tak, to ratuję je, prawdaż? Tak sobie pokrętnie tłumaczę... Kominek dostanie fryz. Dekor jest trochę brudny:

Drzwi też znalazłam i możliwe, że wpasują się w istniejące ościeżnice, ale tego dowiem się jutro. To byłoby coś! Drzwi są z pełnego drewna i za grosze! Jeśli to się nie uda, będę reanimować istniejące. Trudno. Drzwi z ościeżnicami to jest niezła kasa.
Odrestaurowałam ponadto stare karnisze, które w tej postaci, przy ścianach w kolorze ziarna sezamu oraz głębi oceanu, wyglądają rewelacyjnie. Nawet ta posadzka przestała mnie razić:
I tym sposobem zdradzam, że JEDNA ściana jest - co za niespodzianka - szafirowa!
I jeszcze taką ryczkę ze schowkiem - także za grosze z olx - odratowałam. Była trochę sterana życiem. Zdjęcie słabe, ze srajfona:



Oraz zreanimowałam wiekową skrzynkę, która jest u mnie od niepamiętnych czasów. Była pokryta kilkoma warstwami farby olejnej. To nie żadne przecierki, a stan, jaki udało mi się uzyskać po szlifowaniu. Celowo nie szlifowałam bardziej:


Wygląda jak kufer, ale nim nie jest. Jest nieduża, jakieś 50 x 30 cm. Całość pokryłam woskiem pt. przydymiony dąb. W kolejce do odświeżenia czeka lustro i stół kuchenny, mój ulubiony. Renowacja mu się należy.
To już cały urobek z ostatnich 3 dni.
Tylko w sprawie kuchni nadal nie mam jasności.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ktoś ma mniejszą szafę?

I się ze mną zamieni? Właśnie mi wyszło, że moja stara szafa nie zmieści się do wnęki, w której zmieścić się miała. O 5 cm. Wyglądałaby tam rewelacyjnie. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską i coś mnie tkło. Zmierzyłam jeszcze raz. I kicha. O zamianie mówię całkiem poważnie. Szafa dla mnie nie może mieć więcej niż 150 cm szerokości i między 55 a 60 cm głębokości.
To stara, przedwojenna szafa, żadne znów cudo, ale ma duszę i jest fajna. Gdyby ktoś, coś, dam zdjęcie i będę się głowić nad transportem.
Z tej rozpaczy oskrobałam jedną ryczkę ze schowkiem, ale jeszcze nie skończyłam. Będzie fajna i na pewno się zmieści.
Byłam też u Fluggera namieszać w farbach, bo dość mam testerów i próbek, które mają się do wybranego koloru jak pięść do nosa. Pan Flugger namieszał pod moim nadzorem dokładnie to, o co mi chodziło. Ale nie powiem, dopóki nie pomaluję com sobie umyśliła, bo jeśli paw będzie i kicha, to nie pokażę. Ale za to będę miała karnisz w typie pakistańskiej ciężarówki i to akurat mogę Wam pokazać. Karnisz jest stary i drewniany, pakistańskie będą tylko końcówki i kilka kółek. Zdjęcie kłamie w sprawie kolorów. W rzeczywistości jest bardziej kolorowo (pakistańsko):

Turczyn pilnie pracuje, jadę tam jutro, ma się zjawić instalator i pan od siatek w oknach. Na razie mogę pokazać Wam ziarno sezamu na ścianach i suficie. Za Chiny nie mogłam zrobić zdjęcia, które oddawałoby kolor. Musicie uwierzyć mi na słowo - jest rewelacyjnie!

Całkiem przed (chodzi o przemianę tego kawałka za łukiem Karwowskiego):


Trochę po:


Teraz:

Dziś wygląda jeszcze lepiej, bo Turczyn na pewno przybił (do sufitu z lewej strony) i pomalował stojące w kącie listewki. Z prawej wnęka, w której ta szafa:(
No i tak to. Jutro może będzie coś więcej do pokazania, to dołożę tutaj.

Dokładam sypialnie. Przed:





Prawie po:

środa, 12 czerwca 2019

Nudny post

Żar się z nieba leje, głębokich przemyśleń chwilowo nie posiadam, płytkich zresztą też nie. Kurioza pięknieje m.in. za sprawą farby pt. "Ziarno sezamu", co nie znaczy, że koniec prac bliski. Bynajmniej. Pokoje jednak są już gotowe do malowania, co też powoli następuje. Kolejnym etapem będzie instalacja wod-kan w garażowej kuchni (oględziny fachowca w sobotę), no i łazienka. Zdjęć na razie nie mam, spektakularnie tam się nic nie zmienia. Wiadomo - szlifowanie i gładzenie ścian musi potrwać i jest czasochłonne. Robi się pięknie, musicie uwierzyć mi na słowo. Na zdjęciach na razie tego nie widać.
Jeżdżę praktycznie codziennie, a z racji zamkniętego przejazdu zajmuje mi to dwa razy więcej czasu i kilometrów. Jestem trochę zmęczona, chociaż z powodu upału niczego konkretnego nie robię, bo się nie da. Kupuję farby, szukam płytek z cegieł rozbiórkowych (ma być lico, nie środek!), szukam odpowiednich drzwi i martwię się, że nie ma, a demontaż starych, metalowych ościeżnic oznacza demolkę z podłogą włącznie. Jest na sali stolarz???
Turczyn jest rewelacyjny. Pracuje przez cały dzień, dopiero wieczorem odpoczywa - z braku telewizora patrząc w gwiazdy. Powiedział mi dzisiaj, że poszedł wczoraj pod wieczór nad jezioro, nie spotkał żywej duszy, wykąpał się w wodzie, która jest ciepła i przejrzysta i pomyślał sobie: Kurczę, człowiek wlecze się po jakichś Turcjach, a tu taki raj na ziemi..."
Tylko jedno zdjęcie przed i po. Do końca jeszcze daleko, ale i tak już jest pięknie!

Przed:





Po:

PS. "Ziarno sezamu" to ciemniejszy odcień bieli.

czwartek, 6 czerwca 2019

Rozmaitości

Zapchałyśmy wybieg do cna, nie mam cierpliwości wciskać się z komentarzami, więc tutaj się ustosunkuję i będzie wybieg. Idę na łatwiznę - mówię, jak jest. Nie tak dawno wróciłam z Kuriozy pokręciwszy się tam jak - nie przymierzając - g... w przeręblu. W tym sakramenckim upale nic się nie da zrobić. Głównie podlewałam roślinki i to mnie też umęczyło, bo złączki do węża nie pasują i muszę na piechotę. Nawet hamaka nie chciało mi się targać. Elepstryka zasadniczo skończona, na jutro zostały jakieś pierdółki. Mam nadzieję, że od poniedziałku zacznie się dziać tak, że nie nadążę ze zdjęciami.
Co do opychania się truskawkami, zraziłam się. Kupiłam i smakowały jak proszek do prania, toteż dałam sobie spokój. Bardzo lubię czereśnie, ale odkąd zobaczyłam co się z nimi wyprawia w sadzie, zanim wylądują na straganie, też mi się odechciało.
SaBała-ciak, podoba mi się bardzo Twój rozkład jazdy, też tak sobie marzę o życiu niespiesznym w Kuriozie. Warunki wszelkie są, ale - póki co - czasu nie mam. Z rzadka zaglądam nad jezioro, żeby sobie przypomnieć dlaczego chciałam tam zamieszkać. Mam nadzieję, że wkrótce zamknę drzwi za fachowcami i zacznę normalnie funkcjonować, nie w rozjazdach.
Ewa2, jakim cudem machnęłaś 8 km w tym upale?
Dzisiaj przeczytałam, że pojutrze, na prawie dwa tygodnie zamykają newralgiczny przejazd kolejowy. Będę musiała jeździć dookoła, a kilometry leco...
Dotąd, w drodze powrotnej, wstępowałam sobie do MM. Zawsze miała dla mnie jakiś obiadek, a i deserek się trafił. Jak dzisiaj. Na deser były maniunie lodziki na patyku, które to patyki, już po konsumpcji właściwej, uwielbia wylizywać Baluś. Trzeba zostawić troszkę smaku na lodziku i to wystarczy. Baluś bezbłędnie odróżnia lodziki z patykiem od tych bez patyka, jeszcze na etapie lodzika w papierku, nierozpakowanego. I aż się trzęsie z pożądliwości.
Proszszsz, fotoreportaż:










Koniec...

W drodze do Kuriozy:

I z powrotem:

MM na hamaku, zachwycona tym, że nie spadła: