środa, 2 grudnia 2020

Siedem lat minęło jak jeden dzień

Wiem, wiem, że komentarze trzeba dopychać kolanem, ale to przecież nie pierwszyzna! Wiem, że rysunków do śmichu chciałybyście, ja też, ale trochę nie zdanżam. 

A wiecie, że przegapiłyśmy urodziny Kurnika? Siódme? I że za chwilkę stukną dwa MILIONY wyświetleń? Jakoś w połowie listopada to było, prawda, Mika?

Szmat czasu, a przeleciał jak mgnienie. Sporo się wydarzyło w nas i poza nami. Dobrego i złego, jak to w życiu. Osobiście chwilami nie dowierzam, że jestem, gdzie jestem, że jest, jak jest (dobrze) i gdyby ktoś mi to powiedział trzy (tylko!) lata temu, nie uwierzyłabym nawet w jedną piątą. Ale nie zamierzam przysmucać, tak tylko mnie oświeciło, że to już siedem lat, a my ciągle razem!

Do Gwiazdki już niedaleko, dnia zacznie przybywać, a zaraz potem przylecą bociany.

Na przekór szarości za oknem popełniłam taką oto ramę. Domki są fajne, ale szukam innych tematów:)

Rama już wędruje przez świat do swojej właścicielki, a kolory w rzeczywistości są bardziej wyraziste. Kto policzy ile stworów znajduje się na ramie?

W tym samym duchu powstał stolik. Zaczęło się od tego, że kol. K. znalazł piękne polano i postanowił użyć go do produkcji stolika. Przytargał polano do mnie, ja je pomalowałam, kol. K. zrobił resztę i oto jest:







wtorek, 24 listopada 2020

Liściopad nie jest taki zły

Mam podobnie jak Agniecha, która w sumie lubi listopad za jego melancholię. Może nie tyle go lubię, co mi nie przeszkadza. Czas płynie niespiesznie, pogoda nie zachęca do ekscesów na zewnątrz - i dobrze, przynajmniej mamy mniejsze szanse na spotkanie z covidem. Nie muszę do huty gnać, delektuję się więc moją wolnością do wypęku. Kawka z gazetką i z kotami w łóżku, a potem w zależności od nastroju i co tam się trafi. Nie myślcie jednak, że wyłącznie leżę i ładnie pachnę. Wręcz przeciwnie, czasem się zapocę, a czasu mi nie starcza na realizację wszystkich pomysłów. I wiecie co? Sprzedaję swoje wytwory! Z trudem w to wierzę, ale tak jest. Nie są to jakieś oszałamiające kwoty, bo do kwot trzeba mieć Nazwisko, a ja dopiero je tworzę, hrehrehre! W każdym razie sprzedaję więcej, niż kiedykolwiek sprzedał pewien znany mi wyBITNY artysta.

No więc dlatego nie przeszkadza mi listopad. Nic mnie nie rozprasza, nic nie muszę, ogród śpi, bałagan w domu niespecjalnie mnie dręczy (dzisiaj posprzątałam!), upałów nie lubię. Żyć, nie umierać i tego się trzymam. Omijają mnie większe brzydy i inne smuty - w dużej mierze dzięki pasji i temu, co robię, a co całkowicie mnie pochłania. Zatem - Kureiry - do pędzli, kredek, szydełek, piór i krosien!

Najostatniejsze międzyczasy, wszystkie już niedostępne, poza niebieskim aniołem z poprzedniego postu:

obrazek na drewnie

suchy pastel

suchy pastel

Z obrzynków znalezionych w lesie:



I na koniec zachęta do udziału w Bazarku Za Moimi Drzwiami na facebooku. Jutro, godzina 18.00! Można tam wylicytować m.in. mój obrazek (tym razem akryl) o formacie 50 x 40 cm:

Stolikiem, który zaprojektował mój znajomy, a ja pomalowałam, pochwalę się w następnym odcinku - czekamy na szybę, która będzie blatem.

PS. Zapomniałabym! MARZENĘ upraszam o kontakt na 3babyzwozu@gmail.com w sprawie talerzyka z wilkiem!

PS. 2. IZYDORA uprasza się o uchylenie rąbka w sprawie gumna. Będziemy molestować. Każda Kura jedno molestowanie!


piątek, 13 listopada 2020

To i owo, tu i tam

W pierwszych słowach mego listu dziękuję Wam za wiadomo-co w imieniu Marii, która w podzięce zrobiła dla nas sielską grafikę. Jest ona zapisana w rozdzielczości stosownej do druku. Gdyby ktoś chciał, może się częstować:

Pandemia czy nie, żyć jakoś trzeba. Mam dużo zamówień na moją -  szumnie mówiąc - twórczość i w związku z tym nie mam czasu. Słowo! Sama jestem zadziwiona, cały czas coś robię! Z wiadomych przyczyn nigdzie się nie włóczę, a i tak nie wyrabiam, na co się nie skarżę, wręcz przeciwnie. Frustruje mnie tylko to, że zbyt wiele chciałabym zrobić naraz, ale już tak mam. Najostatniejsze dokonanie, rzeźba (płaskorzeźba?) w starym drewnie:


Anioł ma 62 cm wzrostu. Znaczy się, dość duży jest.

I jeszcze jeden, nie pamiętam, czy pokazywałam. Pokazywałam?

To jest Arka Noemi:


Noemi jest do postawienia, ma 28 cm wzrostu. Powiesić też można, jakby ktoś chciał.

I na koniec Opakowana prawie spakowana! Widać światełko w tunelu:












wtorek, 3 listopada 2020

Opakowana się pakuje!

Jak powszechnie wiadomo, w ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadziłam się dwa razy. Myślałam, że w pakowaniu, segregacji, obdarowywaniu dobrami znajomych bliższych i dalszych nikt mi nie zaimponuje. A jednak...

Co ja będę nawijać, Opakowana opowie:)))


To fragment tzw. salonu. Akurat bardziej widać włóczki i szmaty na handel, ale i widać coraz mniej książek.

To widok na jadalnię i kuchnię. Widok zmienia się codziennie. Dziś zapakowałam 3 wory ciuchów, co stoją jako zawalidroga oraz worek pościeli i kocyków polarowych dla schroniska zwierzęcego niedaleko. Jutro rano robię wywózkę.

W kuchni i puściej i pełniej. W TYM pudle przyszło następne 50m folii bombelkowej i pudła już zwyczajnie nie miałam gdzie postawić. Więc niech sobie stoi tam jak chce. Ładnie się komponuje z kandelabrem, hrehrehre.

Zaczyna brakować miejsca na wszystko...

Tam na dole, pod tym jest pudełko. Z octem, spirtem, rumem i likierem morelowym.

Poszukaj różnicy...

Przedpokój, dziwnie pusty...

Rhehrehr, właśnie zabiłam mola....drżę, bo jednak sprzedaję
włóczki...już trochę wywaliłam, bo gadzina przegryzła - taki duży
kłębek, a ten drań pogryzł w głąb, czyli można robić pomponiki. No
i te umarte mole, co to K. uznała, że umarły z przejedzenia..."


Opakowana, chapeau bas! Ciekawa jestem z jaką ilością dóbr uda Ci się rozstać!



niedziela, 25 października 2020

Mimo wszystko

U mnie dzisiaj nie było mgły, smogu też nie. Dzień był przepiękny, słoneczny i ciepły, no i znów są grzyby! Nie poszłam, miałam bardziej gumienne plany, ale kol. D. przytargała cały koszyk. Dzięki pięknej pogodzie robota na gumienku nie była specjalnie upierdliwa, (jesiennych porządków nie lubię).

W pewnej chwili usłyszałam niesamowity jazgot i rwetes ptasi nad wodą. Ćpnęłam grabki, złapałam aparat i poooszłam! Czego tam nie było! Mnóstwo gęsi, kaczek, łabędzi i czapli. Co ciekawe, w większości były to czaple białe, siwych widziałam tylko kilka. Jeszcze 10-15 lat temu wcale nie było u nas czapli białych. Najpierw podobno pojawiły się tu i tam na Mazurach, a potem już poszło. Nie wiem jak jest w innych rejonach Polski, ale u nas są. Otóż i dowód:

Zdjęcia są byle jakie, ale nie chciałam podchodzić zbyt blisko, aby ich nie spłoszyć. Wyglądały tak spokojnie i rzekłabym wręcz - błogo, że nie darowałabym sobie. Gęsi kiwały się na wodzie w ciszy, w większości z łebkami pod skrzydłem, wyglądały jakby spały. W tym miejscu jest płytko i woda pewnie nagrzana słońcem. Chociaż coś mi się zdaje, że gęsiom specjalnie nie zależy na ciepłej wodzie. W każdym razie wyraźnie się relaksowały.

Reasumując, zdjęcia przyciągnięte zoomem są, jakie są.



















Te gęsi potem przelatywały nisko nad Kuriozą. Wałek na nie szczekał, a Frodo tylko się gapił. Jak ja.

Przedwczoraj taki był zachód słońca. Z kawą w kubkach, poszłyśmy z kol. D. posiedzieć na pomoście i pokontemplować okoliczności przyrody. But należy do kol. D.:




Świat ostatnio pokazuje swoje piękne oblicze wbrew temu, co dzieje się wokół. Myślicie, że to znak?