piątek, 26 sierpnia 2016

O samotności

Autorkę poniższego postu trochę już znacie. Jest Kurą, chociażby z racji rodzinnych koneksji. Jest Kurą, bo czasem gdacze, no i przede wszystkim mentalnie jest Kurą!
Dzisiejszy tekst jest pierwszy, ale nie ostatni! Krótko mówiąc będę uprawiać nepotyzm. Oddaję łamy Marcie ze Złotnik zwanej MartaMarta. Dla niewtajemniczonych - mojej Siostrze!
*
Drogie Kury z Pastelowego! Jestem z Wami już dość długo, choć moja obecność nie jest tak bardzo widoczna – bardziej czytam niż piszę. Ale dzisiaj mam ochotę napisać do Was właśnie. A skąd ta ochota? Otóż z wpływu chwili, po prostu. A pisać chce mi się o samotności. Doświadcza jej przecież każda/y z nas niezależnie od statusu, że tak powiem matrymonialnego, niezależnie od statusu materialnego, niezależnie od tego czy mieszka w mieście, na wsi, w puszczy, czy też na bezludnej wyspie, pustyni czy w wielorodzinnym budynku. Wydaje mi się, że zjawisko samotności jest równie uniwersalne jak zjawisko śmierci. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek z jako tako świadomych siebie i myślących ludzi, mógł go w ciągu swojego życia nie doświadczyć. A staje się ona (samotność) oczywiście szczególnie dojmująca w czasie kiedy zabraknie tego kogoś, kto był z nami przez lata. To moje nie tak dawne doświadczenie.

I teraz zaczęłam się zastanawiać od kiedy wiem o samotności? Kiedy ona pojawiła się w moim życiu? Teraz? Czy może już w dzieciństwie? Czy może jakoś pózniej, gdzieś się czaiła, czy może wcale jej nie było? 


Psychologia mówi o samotności i o poczuciu samotności. Mówi o samotności społecznej i emocjonalnej. Poczucie samotności to właśnie samotność emocjonalna. To ona jest najbardziej bolesna, choć i ta społeczna czasem boli, ale raczej odczuwamy ją jako brak, a czasem nawet jej szukamy.
Ludzie bardzo różnie radzą sobie z samotnością. Ja uciekam do ludzi i zwierząt. Może nawet bardziej do zwierząt…


To mówiłam ja - MartaMarta.

A teraz mówię ja - Hana: przez chwilę mnie nie będzie, ale zajrzę do Was wieczorkiem. Gdaczcie sobie:)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rzecz o głupocie - podsumowanie

Ech, Kureiry, my to jednak mądre jesteśmy! Wybieg zagospodarować w jeden wieczór i kawałek poranka to nie lada wyczyn. Postanowiłam więc dokonać podsumowania dyskusji o głupocie vs mądrości.
Na początek przemądre wytłumaczenie zasady działania octu jabłkowego na obolałe kości, autorstwa Psa w Swetrze ze ściśniętym umysłem (to cytat!), czym nam niesamowicie Pies zaimponował:

Opakowana, możesz ten ocet spokojnie pić bo to tak jakbyś jabłka jadła tylko w większej ilości. Kwas jabłkowy (4C) niby kwas, ale o właściwościach poniekąd zasadowych, tzn. bierze udział w buforowaniu i neutralizuje mocniejsze kwasy. Poza tym jest związkiem pośrednim w cyklu Krebsa, wiec wspomaga oddychanie komórkowe inaczej metabolizm komórkowy każdej komórki! I tworzy łatwe do usunięcia i/lub neutralizacji sole ze związkami, które np. mogłyby sie odkładać w naszych tkankach, w tym w stawach. Czyli ma działanie zupełnie odwrotne do octu spirytusowego (2C), a różnica to tylko dwa atomy węgla i jedna grupa hydroksylowa. Fascynujące :)

Wyszło nam w dyskusji, że przeważnie mądre jesteśmy, chociaż testom IQ niechętnie stawiłybyśmy czoła, gdyż są zle pomyślane - jakieś takie bardziej dla umysłów ściśniętych, a my przecież wręcz przeciwnie: nasze umysły są wolne i niczym nieograniczone!
Rucianka chciałaby być piękna, młoda, zdrowa, mądra i bogata, ale po krótkiej perswazji zdecydowała się odrzucić młodość i bogactwo, bo są upierdliwe. Martwi się też, czy (jeszcze większa?) mądrość w końcu nadejdzie pod właściwy adres.
CzeKo się wścieka (czemu absolutnie się nie dziwię), że mąż schudł 5 kilo przez 3 tygodnie, a ona sama nic a nic. CzeKo, to żadna pociecha, ale chłopy tak majo. Chudną ot tak...
Opakowanej co wieczór znika jedna noga (sprawę powinien załatwić ocet jabłkowy, ponieważ zawiera dużo kwarków, skwarków, atomów i kwantów), jednak to nie przeszkodziło jej przyjąć honorowej (bez pensji) funkcji kurniczego rzecznika prasowego, ponieważ - jak stwierdziła Hanna - w trzy minuty omota każdego dziennikarza.
No i co by było, gdyby Agniecha została leśniczą, lub ornitologą? Lub jedną i drugą?

Gupie zdjęcie:

środa, 24 sierpnia 2016

Rzecz o głupocie

Według Wikipedii głupota to niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-skutkowych, przewidywania i kojarzenia. Charakteryzuje się pychą, śmiałością, podejrzliwością, niskim lub nieistniejącym samokrytycyzmem, niezdolnością do zdziwienia, dążnością do ekspansji.
Termin używany jest w stosunku do osób o niższym, bądź niewystarczającym ilorazie inteligencji.

Głupota teoretyczna to przekonanie o posiadaniu wiedzy, której w rzeczywistości się nie posiada.

Głupota praktyczna to nieumiejętność odpowiedniego postępowania i zachowania.

Głupota społeczna to brak samodzielnego myślenia i działania grup społecznych mogąca być przyczyną powstawania fanatyzmu i łatwości ulegania manipulacji.


Tyle Wikipedia.
Jeśli o mnie idzie to nie to, żebym uważała się za mądralę, ale parę rzeczy mi się nie zgadza. Brak bystrości (czasem) posiadam, nieumiejętność rozpoznawania istoty rzeczy też się zdarza, związki przyczynowo-skutkowe na ogół rozkminiam. Nie charakteryzuję się pychą, ani nadmierną śmiałością. Ale podejrzliwością już tak. Za to samokrytycyzmem mogłabym obdarować kilka osób, podobnie zdolnością do zdziwienia. Ekspansję mam w pompce, jaki mam iloraz inteligencji nie wiem. Przekonanie o posiadaniu wiedzy poważnie mnie zaniepokoiło, bo może mam przekonanie, ale wiedzy nie mam tyle ile chciałabym mieć? Jak to sprawdzić??? Odpowiednie postępowanie i zachowanie to marzenie i ideał! Chciałabym zawsze i wszędzie być au courant, bon ton i savoir-vivre.
Przynależności do grup nie cierpię (jest jeden wyjątek), więc przynajmniej nie grozi mi popadnięcie w fanatyzm.
No i wydaje mi się, że głupota to sprawa subiektywna, niestety. I dlatego taka dolegliwa. Ach! Gdyby głupcy wiedzieli, że nimi są!
No to jak to jest? Głupiam, czy nie? Nie pytam kokieteryjnie oczekując zaprzeczenia. Tak się tylko
zastanawiam.

Z tego wszystkiego wyszło mi głupie zdjęcie:



piątek, 19 sierpnia 2016

TRUDNA SPRAWA INSPEKTORA TRENTA CZ. 7

Tropik powęszył chwilę przy drzwiach od pomieszczenia dla pokojówek, po czym wykonał nagły zwrot i wrócił do salonu, idąc jak po sznurku w stronę Petera Gordona. Dla porządku obwąchał raz jeszcze jego stopy, po czym szczeknął krótko i usiadł. 
"Czego on chce ode mnie??!!" krzyknął Gordon - "Przecież poszedł do kuchni, głupi pies!!!"
Trop warknął z cicha. "Tylko sobie nie głupi, dobra?? Jakbyś miał jedną dziesiątą mojej inteligencji, matole, to byś chociaż skarpetki zmienił, żeby gumą nie śmierdziały.."
Trent podszedł do Gordona. "Spokojnie, wszystko się wyjaśni. Czemu się pan tak denerwuje?" 
"Może dlatego, że chyba znał Susan wcześniej..." odezwała się złośliwie Pandora. Peter Gordon rzucił w jej stronę mordercze spojrzenie, które nie uszło uwagi inspektora. "Muggs, zaprowadź pana Gordona do gabinetu lorda i zostań tam z nim, a panią Pandorę proszę o złożenie wyjaśnień. Pozostałych państwa proszę o udanie się do swoich pokoi i pozostanie do mojej dyspozycji. "
Gdy wszyscy wyszli, Trent zapytał Pandorę. skąd wie o znajomości Petera Gordona z Susan.
"Byłam  na wernisażu wystawy w jednej z galerii. Obok była malutka kafejka, do której wstąpiłam czekając na taksówkę, gdyż padał ulewny deszcz. Stanęłam przy wejściu, żeby widzieć taksówkę i w lustrze zobaczyłam Petera siedzącego z Susan przy stoliku w rogu. Trzymali się za ręce i coś do siebie szeptali. To wszystko, zaraz przyjechała taksówka. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam ją pomagającą w kuchni na przyjęciu urodzinowym, ale nie miałam okazji, żeby zapytać o to Petera na osobności, zamieszanie było zbyt duże."
"Kiedy widziała ich pani w kawiarni?" zapytał Trent
"Jakiś tydzień temu. Pomyślałam, że to jakaś przelotna znajomość, wiedziałam, że smali cholewki do Mirelli. "
"Ciekawe...." mruknął Trent. "Po co więc sprowadził tu Susan?"
"Nie mam pojęcia. Peter to playboy, lubi kobiety. Ostrzegałam przed nim Mirellę, ale tylko mnie wyśmiała." 
"No cóż, dziękuję za interesujące zeznania. Wrócimy jeszcze do tej rozmowy."
Inspektor nie powiedział Pandorze, że ma już wyniki przesłuchania pokojówki Jenny Stubbs, którą zastępowała Susan. Okazało się, że Jenny otrzymała okrągłą sumkę pieniędzy za udawanie chorej i przysłanie Susan na zastępstwo. Pieniądze otrzymała od Petera Gordona, który tłumaczył, że jego koleżanka dziennikarka pisze reportaż z życia wyższych sfer i potrzebny jej materiał do artykułu. 

                                                                               *

"No cóż, panie Gordon, czy złoży pan wyjaśnienia na temat pańskiej znajomości z Susan?" 
"Tak, oczywiście. Susan to moja znajoma z dawnych lat. Pracuje , pracowała, jako dziennikarka w jednym z kolorowych czasopism. Dowiedziała się o przyjęciu i błagała mnie, żebym jej umożliwił dostanie się do rezydencji i napisanie relacji z urodzin lady Winter. Nie podobał mi się ten pomysł za bardzo, ale obiecała, że podzieli się ze mną honorarium, a że mam ostatnio problemy finansowe, więc się zgodziłem... Gdybym wiedział, jak to się skończy..." Peter ukrył twarz w dłoniach. 
"Skąd miał pan pieniądze dla Jenny Stubbs?"
"Od Susan. Bardzo jej zależało , aby się dostać do domu Winterów, to miała być jej szansa zawodowa." 
"Nie czuł się pan nielojalny wobec państwa Winterów, wobec Mirelli??"
Gordon spuścił głowę. "Musiałem się zgodzić."
"Czyżby Susan pana szantażowała?"
Peter skinął głową z rezygnacją. "Swoimi sposobami dowiedziała się o moim romansie z Pandorą... Gdyby to wyszło na jaw, nici z małżeństwa z Mirellą i stanięcia na nogi, sam pan rozumie.."
Inspektor poczuł się nieco skołowany. "To pan nie miał romansu z Susan tylko z Pandorą?? No, no, to zmienia postać rzeczy... Miał pan motyw, żeby pozbyć się Susan. "
"Ale ja jej nie zabiłem!!! " krzyknął Gordon. "Owszem, byłem koło szopy w tych cholernych kaloszach, ale tylko pokłóciliśmy się, jak stamtąd odchodziłem, była żywa!" 
"O co się kłóciliście?" 
"Po śmierci lady Winter zrobiło mi się głupio wobec Mirelli i lorda Wintera, chciałem, żeby ujawniła całą sprawę , ale tylko się roześmiała  i powiedziała, że morderstwo jest jeszcze lepsze i że ma pewne dowody. Usłyszałem jakieś szelesty za szopą i uciekłem. To wszystko."
"Czy nie wie pan, dlaczego chciała otruć mojego psa?" 
"Nie mam pojęcia, chyba przyszła tu z innym planem niż mi powiedziała..."
"I ja tak myślę..." powiedział Trent z zadumą. 

                                                                               *

Ponieważ zrobiło się późno, inspektor zapowiedział, że rano będzie kontynuował przesłuchania i poprosił, aby wszyscy byli na miejscu. 
"Kłamią i kręcą, co piesku? "  powiedział do Tropika w samochodzie. Odpowiedzi nie było. Pies zmęczony trudami dnia zasnął smacznie na tylnym siedzeniu, pochrapując z cicha... 



czwartek, 18 sierpnia 2016

Marzenie z morską bryzą w tle

Nasza Opakowana Kochana nie zdążyła podzielić się swoim marzeniem pod tekstem Ewy2 - za szybko zapchał się wybieg. Marzenie jest bardzo konkretne, ale w pewnych punktach niedopracowane. Myślę, że możemy Jej w tym pomóc. Na pewno w ustaleniu sąsiedztwa. Przecież to proste: będzie to Kurnik z widokiem na morze.

(fot. Ognio)
Marzy Opakowana:

Mam marzenie trwajace juz dosc jasno od ok 10-12 lat. Chcialabym miec dom nad morzem.
Realistycznie rzecz biorac, to nie do wykonania z kilku powodow  - w uk, jak widac - nawet ze strychu - kawalek morza, to cena domu leci w gore niczem termometr w upale.
Druga rzecz, że jak blisko morza to zazwyczaj kliff, a one się obsuwaja.
Na zachodnim wybrzezu sa plaskie tereny, ale jakos mojego domu tam nie widze.
Precyzja sie utrwalila po ogladaniu ktoregos tam Wallandera, gdzie on mieszka nad morzem i ma zejscie po wydmie jakby do plazy, majac po drodze stół i ławe osloniete.
No i wtedy mnie wzielo na planowanie mojego marzenia.
Jako, ze domu nad morzem miec nie bede, to moge puscic wodze fantazji kompletnie.
Ciagle zmieniam rozklad wnetrza, mam ustalone drzwi wejsciowe z ganeczkiem z boku oraz dobudowke cala oszklona długości i szerokosci domu, z widokiem na morze. Wnetrze podlega zmianom jak cos zobacze i mi piknie w duszy.
Na pewno ma byc:
- duza kuchnia na kompletnym luzie
- stare drewniane podlogi, na ktore mozna lac i sypac i lazic i nic
 - na pewno mam tam, na tej oszklonej werandzie moj fotel bujany co go z Polski wiozlam
- caly parapet kwiatkow
- taras nieduzy, moze być  byle jaki
- zasadniczo jeden duzy pokoj centralny na dole, od którego odchodza rozmaite pomieszczenia (nie sprecyzowane)
- polaczenie z garazem za pomoca tunelu czyli mozna chodzic do garazu/skladziku bez wychodzenia z domu i jest miejsce na zostawianie mokrych rzeczy.
- okna duze i potrojne, wtedy cieplej jest.
- wygodne stare meble.
- w ktoryms pokoju wykusz z widokiem na morze i wygodnym siedziskiem.

I na tym koncza sie konkrety.
Reszte sobie bede dorabiac, dopieszczac.

Macie takie marzenia, ktore szlifujecie w wyobrazni?

Front jeszcze nie opracowany, sasiedztwo takze samo nie.





 Teraz mówię ja - Hana: kto zwizualizuje marzenie Opakowanej? Technika dowolna!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Post rozpaczliwie zastępczy

Mika się ukrywa, druga pisarka Bacha chyba też, to co mi pozostało? Do pisania kryminału nie mam głowy, szczerze mówiąc do pisania czegokolwiek nie mam głowy. Nadal przebywam w Afryce, dzisiaj w Nigerii. Już bliżej niż dalej, jednak jeszcze kawałek drogi przede mną. Upraszam więc o wybaczenie.
Bardzo ładny jest wątek marzycielski i spokojnie możemy go kontynuować, chociaż w którą stronę pójdzie nasza konwersacja zawsze jest wielką niewiadomą.

Kilka dni temu zajrzałam do statystyk i znalazłam tam bardzo smakowite słowa kluczowe:
- jestem ksiądz kacper bumba moja
- u nagiej kuzynki
- bhhww
- zpazurkaminiegrzecznekicie.pl

Moim faworytem jest "jestem ksiądz kacper bumba moja". Zastanowiło mnie, które z zawartych w tej kwestii słów skierowało kogoś do Kurnika?
zpazurkaminiegrzecznekicie z kolei srodze musiały delikwenta rozczarować, bo pewnie trafił na Czajnika z Malinką w czułym uścisku.

Ponadto znalazłam informację, że w ciągu tygodnia zajrzało do Kurnika 155 Chińczyków. Czy to już to co myślę?

Na okrasę:






poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Marzyć? Nie marzyć?

Zamarzyłam sobie, aby jakimś cudownym zrządzeniem niebios zapełnił się wybieg i oto jest! Nasza krakowska Ewa2 zrealizowała moje marzenie. Skąd wiedziała?
Ewuniu - dziękuję!

***

MARZENIA - jak to z nimi jest?
Zajrzałam do słownika, a tam:
1. myśleć o czymś przyjemnym, zwykle trudnym do zrealizowania, fantazjować; myśleć o zrealizowaniu swych pragnień
2. przestarzałe: śnić

Tymczasem zachwalane teraz jest działanie. Zrobiło się modne realizowanie marzeń. Marzysz o podróży, my ci ułatwimy, tylko się zdecyduj, marzysz o nowym telewizorze, wczasach, lepszym wyglądzie, gęstych włosach, samochodzie, prostym nosie itd., itp.....tylko weź pożyczkę, zadzwoń, zamów....Czy o taką realizację marzeń chodzi? Coś mi tu nie pasuje. Bo tak łatwo i szybko, ale czy spłacanie rat nie psuje przyjemności? Czy wszystkie marzenia trzeba spełniać w ten sposób?

Bo mnie na przykład się nie chce. Bo cóż z tego, że marzę o tym, aby być szczupłą, kiedy wiąże się to z wielkim wysiłkiem i wyrzeczeniami. Chciałabym inaczej, ale wtedy marzenie zamienia się w mrzonkę bo samo się nie zrobi. Inny przykład: od dawna marzę o tym by mieć własny ex libris. Można powiedzieć: to sobie narysuj, ale właśnie sednem tego marzenia jest, żeby go ktoś dla mnie wymyślił.

Sama próbowałam z marnym skutkiem:

Jeszcze mi się krzywo zeskanowało. Kupowałam też gotowe, ale to nie to.....

Napomknęłam nie raz w rodzinie, że chciałabym, bo miałby kto zaprojektować i nic....I jak tu realizować?

Wymuszać? To żadna przyjemność.

Kiedyś marzyliśmy z mężem o tym, żeby na rocznicę ślubu pojechać do Paryża i przez 40 lat nigdy się to nie udało. Teraz już bym nie pojechała, nawet gdybym mogła.

O czym więc marzyć? O czymś wielkim, trudnym, mało realnym, czy marzyć o drobnych przyjemnościach, które można sobie zrealizować? Dla mnie spełnieniem jednego z marzeń było kupienie nowego aparatu, po dwóch latach przymiarek i oszczędzania. Nie powiem, radochę miałam i mam nadal.

Rezygnować z marzeń bo się nie spełniają, czy marzyć i działać? Mnie na to nie stać, chyba trzeba mieć do tego odpowiednie cechy charakteru.

Podziwiam tych wszystkich, którzy dla marzenia wyruszają w dalekie kraje, rzucając wszystko zdobywają szczyty, tych dzięki którym latamy, mamy taki świat jaki mamy, bo marzenia o sławie i potędze nie zawsze wychodzą nam na dobre.

Chyba jednak zostanę marzycielką.

Dość osobisty ten post, ale Szanowny Kurnik mnie zrozumie.

To mówiłam ja - Ewa2.