poniedziałek, 19 listopada 2018

O dwóch takich i jednej ryczce


Mam głęboką nadzieję, że nie urażę niczyich uczuć politycznych. Nie ma w tym nic osobistego! MM znalazła wczoraj w tygodniku "Przegląd" nr 46 (984) z 13 - 18 listopada 2018. Nie mogę się powstrzymać. To brzmi jak proroctwo.
Ciąg dalszy jest cytatem:

Polskie listopady – wersja light (s. 50 – 53)

12 listopada 1962 r.

Premiera filmu przygodowego dla dzieci „O dwóch takich, co ukradli księżyc” na podstawie powieści Kornela Makuszyńskiego (reż. Jan Batory). W tytułowe role braci wcielili się Lech i Jarosław Kaczyńscy. Z opisu na branżowym portalu FilmPolski.pl:
„Akcja filmu rozpoczyna się we we wsi Zapiecek. Przychodzą w niej na świat bliźniacy – Jacek i Placek. Już po paru latach okoliczni mieszkańcy nie mają złudzeń: z tych dwu nic dobrego nie wyrośnie. Niesforni braciszkowie wciąż płatają spokojnym obywatelom złośliwe figle. Są żarłoczni, a przy tym leniwi i okrutni. Za najokropniejszą rzecz pod słońcem uważają pracę. Gotowi są na wszystko, byle tylko nigdy nie splamić rąk jakimkolwiek zajęciem. Pewnego dnia wpadają na genialny w swej prostocie pomysł. Postanawiają ukraść księżyc, a następnie go spieniężyć i w ten sposób zapewnić sobie na zawsze wygodną, próżniacką egzystencję”.
Jak to uważnie trzeba czytać bajki, nie mówiąc o obsadzie filmowej na ich podstawie!

***
Pamiętacie moją ryczkę?
Przed:
Po:
 Sama nie wiem która wersja podoba mi się bardziej. Zwłaszcza że w międzyczasie powstała wersja trzecia. Nieco ryczkę przyciemniłam, nie aż tak jak "przed", ale bardziej niż "po". Jest lepsza. Nie ruszałabym niczego, gdyby nie warstwa nierówno zaschniętej i niechlujnie położonej lakierobejcy.
E tam, zawsze mogę ściemnić jeszcze bardziej, w zależności od kontekstu. Tylko po co to całe skrobanie?



piątek, 16 listopada 2018

O braku orientacji w terenie

który sprawił, że odezwały się we mnie przyczajone feministyczno - seksistowskie wątpliwości.


Zięć spotyka teściową:
- A mama dziś bez stanika?
- A ty skąd to wiesz, do cholery? - dziwi się teściowa zerkając na swoją grubą bluzkę. A zięć na to:
- Bo się mamusi zmarszczki na twarzy i szyi wygładziły.

Nie wszyscy są w stanie przebrnąć przez dwieście komentarzy, więc w skrócie opowiem, jak to było.
MM i ja udałyśmy się otóż w niedaleki wprawdzie, ale zupełnie nieznany nam teren. Na skutek remontu (i zamknięcia) przejazdu kolejowego na naszej drodze, gps zgłupiał, a my jeszcze bardziej. Zapytałyśmy więc przechodzącą mimo panią w średnim wieku gdzie tu ulica Akacjowa. Wiedziała, i owszem, ale wytłumaczyć nam jak tam dojechać, nie potrafiła. Konwersację podsumowała takim oto dictum: "Ja TEŻ kobieta jestem, to nie wiem". Mnie to rozeźliło, bo wrzuciła nas do swojego wora, MM podeszła do tego bardziej pobłażliwie. Obie natomiast stwierdziłyśmy zgodnie, że same sobie to robimy (my - kobiety) godząc się na wtłaczanie nas w różne "wory". Powiem więcej - często same tam wskakujemy, bywa że ochoczo, z różnych przyczyn: z bezradności ( w sensie zaszłości kulturowych), lenistwa, wygodnictwa, braku umiejętności.

Najtrudniej walczyć z zaszłościami kulturowymi, lenistwo można przełamać, nie mówiąc o braku umiejętności. Ilu znacie mężczyzn bez prawa jazdy, a ile kobiet? Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to stosunek 2:10 na korzyść mężczyzn oczywiście. Nie są to oczywiście żadne twarde dane, to tylko moje obserwacje. W młodszym pokoleniu wygląda to już lepiej - przynajmniej w tej dziedzinie. Ale wśród kobiet 45-50+ nie jest dobrze. Sprawy mają się gorzej, zwłaszcza na wsi. Tam seksizm kwitnie i ma się bardzo dobrze. Wiem co mówię.
Albo: idziecie do kogoś z wizytą, a tam dom zapuszczony, wszędzie bałagan, dzieci nieogarnięte, pranie leży na kupce na środku łazienki itp. Co wtedy myślicie? Założę się, że mniej więcej to: o rany, ale bajzel, co za fleja, jak on z nią wytrzymuje w tym syfie, żeby baba nie zadbała o dom itd. itp...
A jakie emocje budzi facet sam w zapuszczonym mieszkaniu, robiący jajecznicę na żelazku z braku czystych naczyń? Taki facet budzi opiekuńczość i natychmiastową chęć ulżenia mu w tych ciężkich obowiązkach - zwłaszcza jeśli jest przystojny, hrehre. Nikogo nie dziwi fakt, że nie wie jak się włącza pralkę i że naczynia należy umyć. I kto do tego doprowadził? My! Kobiety, temi ręcami! Matki, żony i kochanki!
Jestem filologiem i lubię językowe zawiłości różnej maści. W tej dziedzinie aż się od nich roi. Przykład pierwszy z brzegu: dostajecie reklamy mailowe (i nie tylko), prawda? Zarejestrowaliście, że końcówki czasowników w trybie pytającym są męskie? "Czy już kupiłeś? Czy wybrałeś?" Itd.? Chyba że reklama dotyczy podpasek:)

To reklama (męskich) garniturów.
Bogu dziękować, że odeszliśmy od różnicowania formy grzecznościowej w zwracaniu się do kobiet w zależności od ich stanu cywilnego "pani" lub "panna". Na zachodzie też się od tego odchodzi, przynajmniej we Francji, ale z tego co wiem, nadal ten zwyczaj tam pokutuje i to bardziej niż u nas.
A nazwy zawodów? Wiele z nich zostało utworzonych w ostatnich 5-10 latach i - zaryzykuję stwierdzenie - że wszystkie albo prawie wszystkie są nacechowane negatywnie. No bo jak brzmi "profesor"? Szacownie. A "profesorka"? Dużo gorzej, profesorka to taki mniejszy (czytaj gorszy) profesor. O ile utrwaliła się już językowo "lekarka", o tyle "doktorka" (niedajbuk "dochturka") jest bardzo mocno negatywnie nacechowana. Przykłady można mnożyć bez końca. Zdaję sobie sprawę, że te dziwaczne dzisiaj formy w rodzaju ministra, urolożka, naukowczyni, nie mówiąc o drwalce, utrwalą się w polszczyźnie wraz ze zmianami obyczajowo-społecznymi i stracą pejoratywny wydźwięk, ale to długi proces.
Daleka jestem od idealizowania świata kobiet i potępiania w czambuł świata mężczyzn, chociaż życie mnie zachęciło, abym tak właśnie zaczęła postrzegać (i dzielić) ludzi. Potępiam KONKRETNYCH mężczyzn, chociaż nie mam już zaufania (i nie będę miała) do mężczyzn w ogóle. Są po prostu inni i niech sobie z tą innością żyją, tyle że beze mnie. Ale to mówię ja i moje indywidualne doświadczenie.
Wiele już napisano i powiedziano na ten temat i nie odkrywam Ameryki. Wkurza mnie każdy przejaw dyskryminacji, jednak potrójnie wkurza mnie to, że byle chłystek uważa się za lepszego tylko dlatego, że jest facetem i poza tym nie ma nic więcej do powiedzenia.
Siłą rzeczy uogólniam, bo temat nie ma końca. Swoją drogą chciałabym wiedzieć gdzie jest początek. Jak, kiedy, kto i w jakiej sytuacji uznał, że kobieta jest drugim sortem?

PS. Zwracam się do Was w rodzaju żeńskim. Jeśli jednak jest na sali MĘŻCZYZNA, niechaj się ujawni, a ja natychmiast zmienię formę.
Update: jest mężczyzna, zmieniłam!

wtorek, 13 listopada 2018

Dla Moniki

Moniczko Kochana!

Przychyliłabym Ci nieba, gdybym mogła.
Zabrałabym Twoje troski.
Naprawiłabym świat wokół Ciebie.
Zabrałabym ból.
Otuliłabym pięknem i dobrem.

Niech się spełni! To mówiłam ja, Hana z towarzyszeniem Chóru Kur!

A teraz obsypię Cię różowym kwieciem!





czwartek, 8 listopada 2018

Jesień w willi Curiosa

Pomieszkałam sobie wczoraj w willi Curiosa, jak zamierzałam. Pogoda była mi bardziej niż przychylną - posiedziałam na tarasie, napaliłam w zewnętrznym kominku, pochodziłam po pokojach (brzmi dumnie!), w wyobraźni ustawiłam meble, pomierzyłam wzdłuż i wszerz, zanotowałam co trzeba, udokumentowałam fotograficznie.
Z kuchnią chyba nic nie da się zrobić bez rozbudowy. Nawet gdyby wyburzyć ścianę do salonu, niewiele to zmieni. Z salonu będę miała widok na lodówkę, bo poza nią niewiele więcej tam się zmieści.  Jeśli wywalę ścianę, lodówki w żaden sposób nie schowam, ponieważ nie będzie tam żadnego węgła. Nie, żebym wstydziła się lodówki, ale nie chcę, żeby to był główny akcent w kuchni.
Okna nadają się do wymiany, przyjrzałam im się. Są nieszczelne, źle się zamykają, miejscami są popękane. Liczyłam się z tym.
Myślałam o tym, żeby zlikwidować kominek na tarasie, ale kiedy w nim napaliłam i rozeszło się miłe ciepło, postanowiłam, że jednak nie zrobię tego. Na długie i chłodne letnie wieczory będzie jak znalazł. Łazienka mogłaby zostać w takiej wielkości, w jakiej jest, ale nie wiem czy to da się pogodzić z przebudową kuchni.
I to w skrócie tyle. Z każdym tam pobytem podoba mi się coraz bardziej. Cisza aż dzwoni w uszach, nad wodą brodzą białe czaple i inne ptactwo w obfitości. Poszłam na dłuższy spacer i narobiłam trochę zdjęć, chociaż łatwo nie było, bo cały czas słońce świeciło mi w oczy. I rozeznałam strony świata. Taras i sypialnia jest od południa, pokój "gościnny" od wschodu, kuchnia i łazienka od północy.
Napawajcie się tą wyjątkową jesienią. Zaczęłam od rogala i sokawki na tarasie:

A potem szłam:












PS. Na miłosnym froncie spokój.

wtorek, 6 listopada 2018

Jesień się zacięła

No bo jak to? Tak wygląda ogród w listopadzie?



Niby się zacięła jesień ta, ale roboty trochę mam:




Pięknie to wygląda... na zdjęciach:)
Fotografię igieł świerkowo-modrzewiowych w kosmicznych ilościach wszędzie, już Wam daruję.
Parę migawek z 1 listopada. Nagłośnienie na cmentarzu mnie rozbawiło:
Potem szłyśmy spacerem przez osiedle, gdy, wtem! Dodam, że to jest ogródek liczący około 30m2:
Po drodze, przez las:


Obiecałam, że pokażę kanapę, jaką kupiłam na nową drogę życia. Tamta, czerwona była za droga i za duża. Fajnie zaczynać remont od kanapy, nie? To takie rozkosznie kobiece!

fot. z olx
Jadę jutro do villi Curiosa póki pogoda piękna. Muszę zrobić porządną dokumentację dla J., kochanego kuzyna Miki, który zrobi dla mnie plan robót i przeróbek! I w ogóle! Bo się zna!
Boszszsz, jakie ja mam szczęście!

piątek, 2 listopada 2018

Elu, do zobaczenia...

Pożegnaliśmy dziś Elę. To, co nam tak trudno wyrazić słowami, ujęła w pięknym wierszu dla Eli nasza nieoceniona Ninka. Jej strofki podczas ceremonii pogrzebowej odczytała Mamie Maja.

DLA ELI 

Październikowo, lekko, mgliście
 z jesiennym odfrunęłaś liściem
 świat zostawiając gdzieś za sobą...
 Nie ma cię tutaj – jesteś wszędzie, 
a w naszych sercach zawsze będziesz, 
chociaż okryłaś je żałobą. 
Znajdziemy cię w pomrukach burzy,
 w płatkach twej ulubionej róży 
lub w oczach kota przymrużonych. 
On patrzy - a my nie widzimy, 
jak ty oczami świetlistymi
 przenikasz jasne nieb zasłony...

W naszym, kurzym imieniu Elę pożegnała Bogusia. Zajęła się wszystkim, od przepięknego bukietu róż, bo Ela kochała róże, po uczestnictwo w pożegnaniu. 
Dziękujemy Ci Bogusiu, dziękujemy Ci Ninko!
Żegnaj Elu, a właściwie do zobaczenia...