poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ktoś ma mniejszą szafę?

I się ze mną zamieni? Właśnie mi wyszło, że moja stara szafa nie zmieści się do wnęki, w której zmieścić się miała. O 5 cm. Wyglądałaby tam rewelacyjnie. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską i coś mnie tkło. Zmierzyłam jeszcze raz. I kicha. O zamianie mówię całkiem poważnie. Szafa dla mnie nie może mieć więcej niż 150 cm szerokości i między 55 a 60 cm głębokości.
To stara, przedwojenna szafa, żadne znów cudo, ale ma duszę i jest fajna. Gdyby ktoś, coś, dam zdjęcie i będę się głowić nad transportem.
Z tej rozpaczy oskrobałam jedną ryczkę ze schowkiem, ale jeszcze nie skończyłam. Będzie fajna i na pewno się zmieści.
Byłam też u Fluggera namieszać w farbach, bo dość mam testerów i próbek, które mają się do wybranego koloru jak pięść do nosa. Pan Flugger namieszał pod moim nadzorem dokładnie to, o co mi chodziło. Ale nie powiem, dopóki nie pomaluję com sobie umyśliła, bo jeśli paw będzie i kicha, to nie pokażę. Ale za to będę miała karnisz w typie pakistańskiej ciężarówki i to akurat mogę Wam pokazać. Karnisz jest stary i drewniany, pakistańskie będą tylko końcówki i kilka kółek. Zdjęcie kłamie w sprawie kolorów. W rzeczywistości jest bardziej kolorowo (pakistańsko):

Turczyn pilnie pracuje, jadę tam jutro, ma się zjawić instalator i pan od siatek w oknach. Na razie mogę pokazać Wam ziarno sezamu na ścianach i suficie. Za Chiny nie mogłam zrobić zdjęcia, które oddawałoby kolor. Musicie uwierzyć mi na słowo - jest rewelacyjnie!

Całkiem przed (chodzi o przemianę tego kawałka za łukiem Karwowskiego):


Trochę po:


Teraz:

Dziś wygląda jeszcze lepiej, bo Turczyn na pewno przybił (do sufitu z lewej strony) i pomalował stojące w kącie listewki. Z prawej wnęka, w której ta szafa:(
No i tak to. Jutro może będzie coś więcej do pokazania, to dołożę tutaj.

środa, 12 czerwca 2019

Nudny post

Żar się z nieba leje, głębokich przemyśleń chwilowo nie posiadam, płytkich zresztą też nie. Kurioza pięknieje m.in. za sprawą farby pt. "Ziarno sezamu", co nie znaczy, że koniec prac bliski. Bynajmniej. Pokoje jednak są już gotowe do malowania, co też powoli następuje. Kolejnym etapem będzie instalacja wod-kan w garażowej kuchni (oględziny fachowca w sobotę), no i łazienka. Zdjęć na razie nie mam, spektakularnie tam się nic nie zmienia. Wiadomo - szlifowanie i gładzenie ścian musi potrwać i jest czasochłonne. Robi się pięknie, musicie uwierzyć mi na słowo. Na zdjęciach na razie tego nie widać.
Jeżdżę praktycznie codziennie, a z racji zamkniętego przejazdu zajmuje mi to dwa razy więcej czasu i kilometrów. Jestem trochę zmęczona, chociaż z powodu upału niczego konkretnego nie robię, bo się nie da. Kupuję farby, szukam płytek z cegieł rozbiórkowych (ma być lico, nie środek!), szukam odpowiednich drzwi i martwię się, że nie ma, a demontaż starych, metalowych ościeżnic oznacza demolkę z podłogą włącznie. Jest na sali stolarz???
Turczyn jest rewelacyjny. Pracuje przez cały dzień, dopiero wieczorem odpoczywa - z braku telewizora patrząc w gwiazdy. Powiedział mi dzisiaj, że poszedł wczoraj pod wieczór nad jezioro, nie spotkał żywej duszy, wykąpał się w wodzie, która jest ciepła i przejrzysta i pomyślał sobie: Kurczę, człowiek wlecze się po jakichś Turcjach, a tu taki raj na ziemi..."
Tylko jedno zdjęcie przed i po. Do końca jeszcze daleko, ale i tak już jest pięknie!

Przed:





Po:

PS. "Ziarno sezamu" to ciemniejszy odcień bieli.

czwartek, 6 czerwca 2019

Rozmaitości

Zapchałyśmy wybieg do cna, nie mam cierpliwości wciskać się z komentarzami, więc tutaj się ustosunkuję i będzie wybieg. Idę na łatwiznę - mówię, jak jest. Nie tak dawno wróciłam z Kuriozy pokręciwszy się tam jak - nie przymierzając - g... w przeręblu. W tym sakramenckim upale nic się nie da zrobić. Głównie podlewałam roślinki i to mnie też umęczyło, bo złączki do węża nie pasują i muszę na piechotę. Nawet hamaka nie chciało mi się targać. Elepstryka zasadniczo skończona, na jutro zostały jakieś pierdółki. Mam nadzieję, że od poniedziałku zacznie się dziać tak, że nie nadążę ze zdjęciami.
Co do opychania się truskawkami, zraziłam się. Kupiłam i smakowały jak proszek do prania, toteż dałam sobie spokój. Bardzo lubię czereśnie, ale odkąd zobaczyłam co się z nimi wyprawia w sadzie, zanim wylądują na straganie, też mi się odechciało.
SaBała-ciak, podoba mi się bardzo Twój rozkład jazdy, też tak sobie marzę o życiu niespiesznym w Kuriozie. Warunki wszelkie są, ale - póki co - czasu nie mam. Z rzadka zaglądam nad jezioro, żeby sobie przypomnieć dlaczego chciałam tam zamieszkać. Mam nadzieję, że wkrótce zamknę drzwi za fachowcami i zacznę normalnie funkcjonować, nie w rozjazdach.
Ewa2, jakim cudem machnęłaś 8 km w tym upale?
Dzisiaj przeczytałam, że pojutrze, na prawie dwa tygodnie zamykają newralgiczny przejazd kolejowy. Będę musiała jeździć dookoła, a kilometry leco...
Dotąd, w drodze powrotnej, wstępowałam sobie do MM. Zawsze miała dla mnie jakiś obiadek, a i deserek się trafił. Jak dzisiaj. Na deser były maniunie lodziki na patyku, które to patyki, już po konsumpcji właściwej, uwielbia wylizywać Baluś. Trzeba zostawić troszkę smaku na lodziku i to wystarczy. Baluś bezbłędnie odróżnia lodziki z patykiem od tych bez patyka, jeszcze na etapie lodzika w papierku, nierozpakowanego. I aż się trzęsie z pożądliwości.
Proszszsz, fotoreportaż:










Koniec...

W drodze do Kuriozy:

I z powrotem:

MM na hamaku, zachwycona tym, że nie spadła:

niedziela, 2 czerwca 2019

Z perspektywy hamaka

Opakowana, słupki nie służą do wieszania siatki i gry w siatkówkę, jak podejrzewałaś. To są słupki do tego, co widać na załączonym obrazku. Sama na to nie wpadłam, koleżanka wpadła. Sznurek nad hamakiem służy do suszenia prania - takie dwa w jednym. Jeśli gorąco, można zalegać w hamaku i chłodzić się mokrym praniem. I pomyśleć, że już miałam ten cud myśli inżynieryjnej wykopać! Kiedy już nie będę miała nic do roboty, pomaluję go w pakistańską ciężarówkę.

 Te nuszki urobione:
Jest to bardzo przyjemna perspektywa, aczkolwiek trwała tylko jakieś 15 minut, bo na więcej nie miałam czasu. Ponadto nie mam wprawy w rozwieszaniu hamaków, ani - tym bardziej - w leżeniu na nich i przekombinowałam z mocowaniem. Usiłowałam zalec w środku, ale hamak zrobił obrót o 360 stopni katapultując mnie po drodze. Hrehre, aż szkoda, że nikt nie widział mojego salta. Znów pokombinowałam metodą prób i błędów już bez katapulty. To sprawa odpowiedniej długości linki i właściwego balansu ciała - coś jak z jazdą na rowerze. Udało się i potem nie chciało mi się wstać. Tym bardziej, że na świerku ponad toczyło się życie w postaci sójek, srok, wiewiórki i chyba mysikrólika oraz różnych niezidentyfikowanych odgłosów.
Moja kuchnia wygląda na razie jak elektrownia średniej mocy:

Wszystkie wtyczki i kabelki są w niej rozmieszczone i gotowe do podłączenia. Mam szczęście - roboty idą bezkonfliktowo, sprawnie i bez większej obsuwy. Odpukuję i Was też proszę:)
Jutro ciąg dalszy, ale jak nie urok, to praczka. Mam wyciek oleju w aucie i jutro rano muszę to sprawdzić, a nie wiem, czy zdołam się gdzieś wcisnąć tak z marszu. Jeśli to uszczelka pode głowicą, to kaplica. Trzeba rozbebeszyć pół silnika, jeśli nie cały. A jutro MUSZĘ do Kuriozy! Jeżu, jak dobrze mieć siostrę! Co mi przypomniało, że MM słyszała w tvn, że w Wenezueli znacznie spadła przestępczość, albowiem kryzys jest taki, że przestępcy nie mają kasy na naboje i broń. Jak sami się wypowiadają - kogo na to stać?
Grażyna, idzie ku dobremu!
A teraz zgaduj-zgadula. Co to jest? Dla ułatwienia powiem, że nie jest to mocz do analizy, ani też chrzan:
Ważny PS. Przepraszam moje blogowe koleżanki, że ich nie odwiedzam zbyt często ostatnio. Czas mi się trochę skurczył, ale za jakiś czas (?) to się zmieni...

niedziela, 26 maja 2019

Kredens i trochę Kuriozy

Obiecałam, że pochwalę się kredensem. Znalazłam chwilę, aby go skręcić, no i jest. Nie wystylizowałam go do zdjęcia, trudno, chętnie pobawiłabym się, ale nie mam czasu. Jest goły jak święty turecki. Kolor góry i dołu (głębia oceanu!) jest taki sam, to sprawka światła. Dla przypomnienia kredens przed dwoma prawie latami:


I zaraz po przeróbce i tuż po przeprowadzce:

I dzisiaj:

 





Poza tym byłam dziś w Kuriozie i bardzo nie chciało mi się wracać. Dzień był piękny, ciepły i bezdeszczowy. Kukułka na pobliskim drzewie kukała przez cały dzień jakby się zacięła. Odkryłam, że pod daszkiem garażowym pleszki mają gniazdo. Trzeba czekać z ocieplaniem dachu, aż wylecą. Pleszki są śliczne, zwłaszcza samce. Zdjęcie z netu, mnie się nie udało ich dopaść, bo płochliwe bardzo:

Moje zdjęcie pleszki tylko takie. Dodam, że chodzi o ptaka siedzącego na bramie, nie o srebrzystą szczałę:

Jaszczurkę goniłam na kolanach. Szybka była, jak to zwinka:



Taki mam widok z nowego okna. Nie dziwota, że wyjeżdżać mi się nie chciało:
Widok ten sam, ale z bliska i nie przez okno. Niestety, on nie u mnie widok ten:(

I takie tam, bo ładne. Rosa rugosa:


Na tamtejszym gumienku też się dzieje. A miałam tam nic nie robić, tylko leżeć i pachnieć: