poniedziałek, 2 lutego 2026

ZIMA TRZYMA

 

Kotki 💕
Po lewej kotek, którego ulepiłyśmy z Dorotą w Warszawie, po prawej kotek z Olsztyna, którego zrobiłam sama. Znalazłam kiedyś takie zdjęcie w sieci i wreszcie wypróbowałam w sprzyjających warunkach😉

  Dziś było najzimniej od początku mrozów, -22 stopnie.  Zima trzyma, a ja też. Staram się trzymać.  Bo jak zwykle początek nowego roku przyniósł mi zły nastrój, który tym razem, jak chyba nigdy dotąd, trwał prawie do końca stycznia. Najczęściej kończyło się to po kilku dniach, a w tym roku jakoś nie chciało się skończyć. Co zabawne, nie zauważyłam tak zwanego blue monday, ale to dlatego, że akurat miałam moje zwykłe zastrzyki i to tym razem w oboje oczu. Byłam więc tak zdenerwowana, że depresyjne nastroje nie miały pola do popisu 😉 A wszystko wróciło do normy, kiedy 29 stycznia przyjechała córka. Czas spędzony razem dodał mi energii i radości, liczę na to, że tak zostanie.

   


Zdjęcia z niedzielnego, mroźnego spaceru.


Bardzo niedaleko ode mnie, jakieś 8 - 10 minut spacerem, otwarto bardzo ciekawe miejsce "Sklepik ze świętym spokojem". Można się tu napić świetnej kawy, zjeść pyszne ciasto, a poza tym organizowane są różne warsztaty (zarówno rękodzieła jak i innych umiejętności), oraz koncerty i spotkania autorskie. W styczniu wzięłam udział w warsztatach białego śpiewu  nie, żebym liczyła na to, że nagle zacznę śpiewać dużo lepiej, ale żeby pośpiewać w grupie), w koncercie muzyki irlandzkiej i w koncercie Rafała Bohatyrewicza (po koncercie kupiłam płytę z utworami muzyka). Za każdym razem zmuszałam się do wyjścia z domu, za każdym razem bawiłam się świetnie i za każdym razem znów wpadałam w styczniowy zły nastrój.

 



  "Sklepik" jest pełen staroci, które dają wrażenie przytulnej domowości, jest też miejscem wystaw obrazów. W tej chwili jest, o ile się nie mylę, trzecia, i jest to wystawa obrazów twórczyni tego miejsca, Marty Markuszewskiej. Obrazy są inspirowane magicznymi istotami z folkloru warmińskiego i dodatkowo do każdego z nich artystka zrobiła odpowiednią lalkę. Są piękne, ale nawet nie myślę o kupieniu, bo, po pierwsze, kompletnie nie mam gdzie takiego obrazu z lalką wyeksponować, a po drugie, cena jest z pewnością zaporowa, dla mnie oczywiście.

    W ostatnim tygodniu skończyłam zrobione na zamówienie córki misie, które przeznaczyła na prezenty dla koleżanek spodziewających się dzieci. Dorota zamówiła dwa, je z rozpędu (i chęci zobaczenia, jak to wyjdzie z innej tkaniny) zrobiłam cztery. To proste misie, wykrój pochodzi z sieci i bij-zabij, nie mam pojęcia z jakiej strony, bo pierwszego misia robiłam kilkanaście lat temu. Największy problem miałam z wyszyciem pyszczków, bo nie chciałam żadnych elementów, które mogłyby się odpruć, oczywiście ze względu na bezpieczeństwo dzieci. A że hafciarka ze mnie marna, to wyszło, jak wyszło.

   

Misie u góry zamówiła Dorota.

Zima, jak już powiedziałam, trzyma i prognozy długoterminowe, nie przewidują w naszym regionie, wzrostu temperatury powyżej zera co najmniej do połowy lutego, więc trzymajcie się, Kurki, ciepło. Do wiosny już bliżej niż dalej 😊