No i popatrzcie; jakoś tak się porobiło, że umknął mi cały kwiecień, bo jedyny kwietniowy post odnosił się do marca. A kwiecień był tak wypełniony różnymi wydarzeniami, że też mu się coś należy.
Ale zdjęcia kwiatków majowe, bo ładne.
Początek miesiąca to przygotowania do świąt i same święta - normalne, jak co roku. Przyjechała córka, pierwszy dzień u siostry, drugi u nas. Oczywiście obowiązkowy świąteczny, ale w pewnym sensie wyjątkowy, spacer - siostrzenica pokazała mam budynek, w którym będzie mieszkać i mogłyśmy zobaczyć, jak wygląda jej mieszkanie. Co prawda to mieszkanie na pierwszym piętrze, ale lokale na parterze są (z wyjątkiem balkonu) takie same, więc zapuściłyśmy żurawia przez szybę.
W poświąteczny weekend przyjechał z Anglii syn, a córka, żeby się z nim zobaczyć, też przyjechała na jeden dzień i przez chwilę miałam oboje dzieci razem w domu.
Na mahonii możecie zobaczyć trzmiela.24 kwietnia były 70 urodziny mojej siostry, na które zaprosiła nas do Karczmy Warmińskiej w Gietrzwałdzie, gdzie zarezerwowała Salę Ziemiańską, niewielkie pomieszczenie dla maksimum dziesięciu osób. Czuliśmy się tam jak u siebie, obsługiwał nas jeden kelner. Dwoił się i troił, bo w Gietrzwałdzie były tego dnia jakieś uroczystości kościelne i przegląd zespołów folklorystycznych, więc ludzi w Karczmie było ful. Siostra dostała prezent składkowy, a ja oczywiście zrobiłam dla niej kartkę.
Impreza odbyła się 25 kwietnia, w sobotę (część gości pracuje), czyli w moje urodziny, ale moje okrągłe były w zeszłym roku, więc się nie upierałam przy innym rozwiązaniu.
Natomiast 28 kwietnia obchodził urodziny brat mojego męża. Złożyłam mu, przyznam, że kurtuazyjnie, życzenia urodzinowe przez internet, a on zrewanżował się zaproszeniem na 2 maja, na "lekką biesiadę grillową". W pierwszej chwili pomyślałam, że nie bardzo mam ochotę, ale powiedziałam o zaproszeniu córce, a ona na to: "Czekaj, czy to aby nie sześćdziesiątka?" - policzyłyśmy szybko, okazało się że tak, więc uznałyśmy, że nie ma wyjścia, trzeba jechać! Jechać, bo on od niedawna mieszka pod Olsztynem. Można dojechać prawie na miejsce linią miejską, ale potem trzeba kawałek przejść. Kiedy inni goście (znajomi) dowiedzieli się, że przyszłyśmy na piechotę, to było zaraz: "Ale dlaczego nie zadzwoniłyście, przyjechalibyśmy po was!" No właśnie dlatego. Naprawdę; dwukilometrowy spacerek, to nie jest jakiś ekstremalny wyczyn. A po drodze zeżarłyśmy lody. Biesiada nie była taka znowu lekka: mięso, kaszanka, kiszka ziemniaczana, ale też warzywa i ziemniaki, nie wspominając o napojach, a przy tej okazji odstąpiłam od mojego wegetarianizmu i zjadłam kiełbasę z grilla, która "chodziła za mną" od dobrych 10 lat. Mam teraz spokój na długo.
W tym tygodniu znów robiłam kartkę, tym razem na komunię, ale poszło szybko, bo poleciałam po schemacie (robiłam już bardzo podobną), choć nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła. Teraz zostało mi jeszcze szycie, robienie kolejnych kartek na kolejne urodziny i nie tylko, a już szykują się nowe koncerty i inne wydarzenia - kreci się to wszystko jak na karuzeli, hrehrehre, w związku z czym obiecałam sobie, że będę pisać krótsze posty, ale za to częściej, bo wiele emocji mi umyka, kiedy nie piszę tak długo.
No, zobaczymy.



