środa, 4 maja 2016

Dzisiaj środa, 4 maja!

Moniczko? A kuku, to my, Kury! Zleciałyśmy się z okazji 4 maja, który dla większości ludzi jest normalną środą. Dla Ciebie jest Środą Nadzwyczajną. Bez zbędnego gadania przystępuję do prezentacji. Kolejność publikacji jest odzwierciedleniem kolejności nadsyłania.

*

Po łące stąpa Monika
zamarły w zachwycie nawłocie.
Kim jest ta zwiewna kobita?
Pytają chabry, paprocie.

Cisza zapadła na błoniach
W olśnieniu zamilkły słowiki,
Monika w swych białych dłoniach
Niesie w rosie skąpane buciki.




Coś zakląskało w modrzewiu
spłoniła się nieco Monika,
kim jesteś, co kląskasz tak śpiewnie?
Czyś ptak ty, czy zjawa dzika?

Jam księciem zaklętym w tym drzewie
Odkląskał głos jak aksamit.
Na próżno kląskam tak rzewnie
nikogo mój kląsk nie tumani.

Pójdź luby książę, nie kląskaj samotnie
Pójdź luby książę w białe me ramiona
Dłoń moja czuła twego lica dotknie
Wszak jam ci jest przeznaczona.

Pierś jej faluje, wzrok jej zmącony
Na rzęsach łzy jak diamentów krople
W przepastnych oczach płoną demony
Z ust jej pąkowia szlochy okropne.

I zstąpił z modrzewia książę
Oniemiał z zachwytu ze szczętem.
Mój Boże, czy kochać ją zdążę?
Czy lepiej być w drzewo zaklętem?

Zadrżała jej kibić wąska
Białą nóżką tupnęła Monika
A niech ten modrzew tu kląska
Ja lecę do Tropika.

(napisała i narysowała Hana)

*

Monika - dziewczyna z Kurnika

Monika, ach Monika, dziewczyno z Kurnika, 
Blogowisko zawsze marzy, że ci się dobrze darzy.
Twój umysł błyskotliwy, posty popełnione
każdy czyta i wzdycha - Monika, Monika, Monika.

(Na imieniny dla kochanej Miki napisała Gosianka.)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*
MONIKA 
Może nawet bywa trochę dzika,
Może nawet nazbyt żywa bywa,
To nieważne!
Ważne, że Monika, 
Kiedy uszczęśliwia innych, Sama jest szczęśliwa.

Dawniej Monik niewiele bywało,
Wiemy o tym z zachowanych kronik.
Dziś Moniki atakują śmiało,
Nowoczesność
To jest konik Monik.

Nikt nie dziwi się dzisiaj Monice,
Kiedy pójdzie na miasto wieść płocha,
Że Monika (wiecie, wiecie) się kocha....
W kim się kocha?
Nie zgadniecie!
W elektronice

(słowami L.J. Kerna wyraziła się Ewa2)

*

Niech nam żyje i się cieszy
nasza Mika wśród lemieszy!

niechaj Tropik jej nie troska
wszak i tak jest ona boska

niech nam pisze posty świeże
to zrobimy z nich duże wieże

i zielony domek z myszką, pieskiem
będzie jej kontem anielskiem.

(napisała Opakowana)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*

Mikuś Kochana!
z samego rana,
czwartego  maja oczywiście,
lecą do Ciebie kiście
kwiatów i buziaków
Twoje imieniny przecie
najważniejsze  w świecie!
Będą się święciły w dolinie , na górze 
STO LAT! STO LAT  PREZESKURZE!!!!

(napisała Grażyna, dołączył się Wenezuejlos)

*

Dzień Mikowych imienin z kalendarza
Kurzą okazję do życzeń stwarza.
Pisz nam więcej pięknych bajek,
kryminałów i tak dalej.
Ciesz się z przyjaciół mnogich
tych z grzędy i innych Ci drogich,
a z Kurnika niech dojdzie do Cię
chór gdakany:
Mika!!!!! my Cię kochamy!!!!

(napisała Bacha)

*

Pewna Monika z Zakopca
niejeden raz już dowiodła,
że kultura nie jest jej obca.
By częściej mogła tego dowodzić,
Hana jej czasem... z bloga schodzi.
Taka jest niestrudzona
Monika nasza ulubiona!
Wiwat!

(napisała JolkaM.)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*

Śpiewano kiedyś radośnie
"Monika, ach Monika, dziewczyna ratownika"
I nikt nie wiedział wtedy, 
Że to dziewczyna z Kurnika, Pastelowego Kurnika !

I nikt nie odgadł też,
Że kiedy plaża pusta a smutek jak morze wielki,
To nie ratownik biegnie,
To kołem ratunkowym jest piękne serce Moniki !
*** 
W pewnym miasteczku zakopanym w górach,
mieszka sobie w domku zielonym
najmilsza na świecie Pastelowa Kura.
Kiedy halny powieje to na chwilę znika,
odnaleźć ją możecie z pomocą psa Tropika.
Szarlotką poczęstuje, bajkę piękną opowie, 
Moniko - Twoje zdrowie !!!

(napisała Rabarbara)

*

W zielonym domku u podnóża Tatr
niech świętowania nie zakłóca wiatr,
niech spokojnie płynie wiosenny czas
dla szczęścia Miki i radości nas.

(napisała cudArteńka)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*

Mika, niewiasta z Zakopanego
miała Tropika, psa wzorowego.
Na Jej imieniny
naskubał kaliny,
włożył krynoliny 
wzięte z naftaliny,
nabazgrał ryciny,
zrobił kosz z wikliny (co za wypociny!!!),
po czym zaprosiny
wysłał Jej do stołu suto nakrytego.

(napisała Pantera)

*

Pewna Mika, spod samiuśkich Tater,
nie lubiła, gdy w górach duł wiater.
Narzekała - gdy duje,
łamanie w kościach czuję
oraz kicham, bo od tego mam kater.

Przy okazji ogłaszam  konkurs:
kto wymyśli sensowniejszą ostatnią linijkę z lepszym rymem do Tater/wiater,
dostanie w nagrodę zdjęcie z dedykacją dowolnie wybranego z moich zwierzaków.

(napisała wierszyk i ogłosiła konkurs Damakier)

*

W Zakopanem u Tropika
mieszka sobie pewna Mika
co to czasem znika
 z pastelowego Kurnika

W Kurniku wtedy panika
Gdzie jest, gdzie jest Nasza Mika?
Niech no Mika nam nie znika
więcej  z naszego Kurnika!

Niech Jej szczęście sprzyja,
dobry humor nie mija,
niech ją odwiedza Arte i Marija
i cała reszta kur z Kurnika.
Niech nam żyje Nasza Mika!
Prezeska Wyjatkowego Kurnika!

Pozdrawiam czule

(napisała Owca Rogata)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*

PrezesKura Mika
to w realu Monika, opiekunka Tropika.
Mieszka w domku zielonym
na Jej miarę skrojonym.
Kocha teatr i książki,
a nie blichtr i pieniążki.
W związku z tymi cechami,
ceniona między Kureirami.
Ma też dużo innych zalet,
do których należy literacki talent.
Niech nam sto lat żyje Monika
wznieśmy toast za Jej zdrowie i zdrowie Tropika.

(napisała Rucianka)

*

Pani M. która mieszka w zielonym domku,
Ma dobre serce i piękne oczy.
Dobroci samych z okazji imienin
Kasia życzy.

(napisała Kasia Alzacka)

*


(kartkę zrobiła i napisała Gardenia)

*

U podnóża Tatr
zielony domek stoi.
Przyjazny, gościnny,
dla Kur serdecznych otwarty.

W domku tym mieszka Kura
znana wszem wobec
i szanowana,
co dba o Kurnik jak matka,
to Mika - pani Tropika.

Dla kwok i kurcząt
maści wszelakiej,
bajki i opowiadania pisze,
teatr i muzę dobrą poleca,
do czytania zachęca.
Niech jaśminowiec ulubiony,
tulipany, lilaki i fiołki,
rozkwitną, obsypią się kwieciem
i woń roztoczą dookoła.
To dla Miki,
Naszej Kochanej Solenizantki.

(napisała Ksan)

*

zdjęcie zrobiła i przysłała Marija
*

Gdy trawę z trawnika
słońce przenika,
drzwi domu odmyka,
wypuszcza Tropika.
Nadgryza piernika,
w niuanse nie wnika.
Po domu pomyka,

szukając grzebyka.
Wpuszcza Tropika
i głaszcze smyka.
Monika, Monika -
prezes Kurnika.
Niech uśmiech Twój, Mika,
z twarzy nie znika:*

(napisała Kalipso)

*

Monika, kobieta dzika,
ma w sobie coś z choleryka.
Szybka, nudy nie znosi,
na grzędzie się nie kokosi.
Sama o sobie stanowić woli,
nie pozwoli innym przejąć kontroli.
Od lat dziecięcych zdolna i pilna
(i tu mi sie rymuje, że jak stąd do Wilna)
Zalet Monika ma bez liku,
dlatego prezesuje w Kurniku.
Kuro najdroższa, Moniko kochana,
dlatego piszę dla Ciebie tego peana !
Żyj nam ze sto lat, albo i więcej,
życzenia Ci składam najgorącejsze.
Niech Ci się życie kwieciem, jak dywan ściele,
będziem się za tem modlić w kościele
I może, żebyś kryminał jaki
wydała w końcu dla naszej paki.
Monika, kobieta dzika,
ma w sobie coś z choleryka
♥♥♥(napisała Ewa)

*

Nasza Kura Dzika, pani Mika
w Zakopanem mieszka, ma psa Tropika.
Kocha góry, kwiaty i zwierzęta
bliskie sercu jej są wszelkie niebożęta.
Pisze bajki niestworzone, lubi teatr, film i książki
nie nadają sensu Jej życia pieniążki
Ciepła i uważna to osóbka,
ale nie lubi spijania sobie z dzióbka.
Serdeczności,Solenizantko nasza miła,
i oby Ci gwiazdka każde marzenie spełniła!

*

Lepiej się z Miką imieninowo tańcuje
niźli słucha, jak halny duje

Lepiej Mice nie podpadać,
bo może cały rok padać
(napisała Sonic)

*

(napisała i wraz z kwiatkiem przysłała Czeko)


Wesoło od samego rana,
Śpiewam Ci 100 lat Miko,
Naszego Klubu Prezesko Kochana!
100 lat,to za mało!200 lat by się zdało!
By w Tatry, do Ciebie zawsze się jechało:)
Żyj nam, żyj nam Prezesko Kochana,
Niech radość i szczęście budzą Cię każdego rana!!!:)))

*

Maj nam zielenią świat maluje,
Wytchnieniem jest po chłodach zimy.
W maju jabłonie rozkwitają,
W maju - Moniki imieniny,
więc bzy konwalie, tulipany,
narcyzy, fiołki i irysy,
i niezapominajek łany -
- to dla Moniki kwitną dzisiaj.

Niech ten wiosenny bukiet dany
z najgorętszymi życzeniami,
z niewymuszonym czarem maja
radości nutą świat nastraja.

(napisała Ninka)


*

(napisała Elaja
*

Wśród tatrzańskich hal pomyka
Nasza Solenizantka - Monika
Przed Nią Tropik, dzielnie mknie
Nie opuści Jej, o nie!
Cały Kurnik się raduje
Gdy ta para tak wędruje
Jednak już się niecierpliwi
Kiedy Mika znów zadziwi
Opowieścią tak ciekawą
Że Kury dzioby rozdziawią
Ochoczo zasiądą na grzędzie
Myśląc: niech tak zawsze będzie...

(napisała Iza z Kidowa)

*

Miko-Moniko!!Sto lat! Sto lat!
Kochana PrezesKuro,s zczęścia, pomyślności, codziennej radości i może...
Choć już trochę spoważniałaś (?)
może nawet posiwiałaś (?)
to nie przejmuj się tym wcale
bo wyglądasz doskonale!:)
Żywot człeka jest zbyt krótki
czasu nie ma na swe smutki
co przeżyłaś to jest Twoje,
a przed Tobą nowe boje!
Dalsze plany i marzenia
jeszcze dużo do zrobienia!
popuść wodze swej fantazji
wiele przecież jest okazji,
by korzystać z możliwości
pokazania Twych zdolności!"
Życzę Ci wspaniałego, imieninowego dnia i niech każda jego chwila będzie słodka i miła:))
I powiem, że Moniki to są super kobitki, wiem coś o tym, mam chrześniaczkę - Monikę.

(napisała Elżbieta J.)

*
Pewna zacna z Zakopca Monika,
znana jako PrezesKura z Kurnika
Już świętuje od rana,
wieczorem będzie pijana
To dlatego zamiast halnego gra dzisiaj muzyka!

(napisała Hania z Zielnika)

*

Mika, pięknego dnia, pięknych imienin, pięknego życia!


Ważny PS!!!

Za pomoc, często za ratowanie życia i zdrowia zwierzaków – Wrocław chce wyróżnić osoby, które pomagają zwierzętom. Możecie zgłaszać swoich kandydatów!
Zgłośmy Gosiankę - osobiście uważam, że zasługuje na to jak mało kto, a władze Wrocławia niech dowiedzą się o Jej działalności.
Zgłoszenia są przyjmowane TUTAJ!!!


niedziela, 1 maja 2016

Jest niebiesko!

Majówka idzie pełną parą, mam nadzieję, że u Was też, że spędzacie ją tak jak lubicie. Pogoda głowy wprawdzie nie urywa, ale można wytrzymać. Oddawałam się dziś życiu towarzyskiemu i NIC nie robiłam na gumnie! Przyjechała Lila, prowadziliśmy rozmowy o sprawach istotnych, mniej istotnych i całkiem nieistotnych, jak to w życiu. Wieś tkwiła w bezruchu i kompletnej ciszy, poza wizytą małej sąsiadki, którą zafascynowała nasza nowa furtka oraz świnka Wandzia w pobliżu tejże. Lila o mało w nią (w furtkę) nie wjechała z wrażenia:


Ta część ogrodu czeka jeszcze na moją zgrabną rączkę. Wandzi nie widać, bo posadziłam ją po zrobieniu zdjęcia. Jeszcze ją pokażę na właściwym miejscu, nie oszczędzę Wam tego przeżycia.
W każdym razie od małej sąsiadki dowiedziałam się w pierwszych słowach listu, że za tydzień I Komunia, zaproszono 40 osób, w kościele będą alby, a potem różowa sukienka z trenem "do przebrania", z religii jedynka, ale jeszcze się ją poprawi, a mama z tatą idą sprzątać świetlicę na przyjęcie komunijne.
Obchód ogrodu z Lilą i chwalenie się dokonaniami ogrodniczymi zaowocowało odkryciem takim:





To nie wszystko, każde wyrobisko wygląda podobnie, więc nie ma sensu pokazywanie wszystkich. Nie wiem, kiedy to robią, bo mam je na oku ze względu na ucieczkowe tendencje Wałka. Z drugiej strony kopią krety i w ten sposób część ogrodu przypomina krajobraz po bitwie pod Grunwaldem co najmniej.
Poza tym kamienie, które rok temu przytargałam z Zakopanego, wreszcie znalazły swoje miejsce. Gorzko żałuję, że tylko tyle. Nic straconego wszak, jeśli okoliczności pozwolą, więcej przytargam niebawem:


Na zdjęciu nie bardzo to widać, ale w tym miejscu jest różnica poziomów i to jest coś w rodzaju "suchego murku". Kfiatki się rozrosną i będzie pięknie.
Poszłam za ciosem i poczyniłam inne "suche" kompozycje:
Kompozycja jest na etapie planowania
No i takie tam migawki. Mogę siedzieć na przyzbie i gapić się na tę zieleń, tak bardzo jest kojąca. Wyobraźcie sobie do tego ptasi świergot i zapach kwitnących czereśni. Więcej nie można chcieć:




Mam jeszcze mnóstwo różnych kwietnych nasionek, za które bardzo dziękuję Kurom! To dzięki Wam zmobilizowałam się i wykarczowałam tu i tam. Wysiałam większość, niektóre już wzeszły, ale wszystkich nie zagospodaruję. Ktoś chętny?
I wysysajcie z majówki co tylko się da, następna dopiero za rok!

piątek, 29 kwietnia 2016

PRAWO SERII

Czuję się jakaś głupia i odmóżdżona z tą wiosną. Żadne mądre przemyślenia mi do głowy nie przychodzą, myśli trzeba wydłubywać gdzieś z głębi umysłu (mam nadzieję, że jest tam jakaś głębia...), świat zewnętrzny atakuje niedobrymi wiadomościami i strachem, wiosna nie może się zdecydować, żeby zostać na dobre, umyka przed obudzoną na nowo zimą, która przypomniała sobie, że nie wyczerpała limitu śniegu i zimna. Diametralnie różne pogody dzień po dniu, zgodnie z porzekadłem o  kwietniu-pletniu (ciekawe, czy tak to się odmienia?? Krecie?) życia nie ułatwiają, organizm z trudem przestawia się z dnia na dzień na inne funkcjonowanie. Jak bardzo spragniona jest cała przyroda słońca i ciepła świadczy przykład Tropika. Mój piesuś ukochany śpi snem głębokim do 9, gdy pogoda jest pochmurna, deszczowa lub śnieżna i robi co może, żeby tylko nie wyjść rano na siku na podwórko. Jedyną możliwością są jego chrupki, które rozrzucam przed drzwiami , łakomstwo przeważa, no a jak już się wyjdzie to coś tam się siknie przy okazji. Natomiast gdy słońce świeci od rana, mój śpioch zrywa się  po siódmej, wpół do ósmej i cały szczęśliwy leci mnie budzić, drąc się wniebogłosy. Nie ma siły, żeby się nie obudzić... Wypada rześko do ogródka, leci z wrzaskiem do furtki, żeby całej ulicy obwieścić, że oto już wstał, pilnuje i jest na posterunku.  A po śniadanku cały czas spędza na zewnątrz, ujadając na psy i motory albo drzemiąc na słoneczku przed domem. Gdy tylko słońce zajdzie za chmury, natychmiast zjawia się w domu i udaje na drzemkę na łóżeczko moje lub swoje (rzadziej). 



Wracając zaś do tytułu, od jakichś trzech tygodni prześladują mnie różne, mniejsze lub większe awarie domowo-zdrowotne. Nie będę opisywać ze szczegółami, nic to takiego ciekawego, ogólnie  to a to się ząb złamie, a to się toster zepsuje, a to ulubiony i najwygodniejszy nóż złamie, a to trzeba do chirurga szew założyć itd . Jak trzeba drukować PITy, to oczywiście musi się skończyć tusz w drukarce.  Wczorajszy dzień,spędzony w Krakowie w szpitalu i  opisany w komentarzach pod poprzednim postem był jakimś spiętrzeniem niedogodności i awarii. Tu zacytuję tylko siebie samą z tego komentarza:  "Rano korki w Krakowie okropne, późno przyjechaliśmy. Na izbie przyjęć kolejka do przebieralni, jak nigdy. Potem się okazało, że winda z izby przyjęć nie działa, trzeba jechać naokoło do drugiej windy. Wsiadł pan, któremu krew sikała z wenflonu i zalał podłogę w windzie. Na oddziale pani , która mnie przyjmowała i wypełniała papiery zawiesiła sobie komputer. Dali mnie na ciasną i niewygodną salę, na dodatek nie do mojej pani doktor:( W drodze powrotnej od Rdzawki do Nowego Targu zadymka śnieżna i mgła. W Zakopanem waliło śniegiem. O 20 zepsuła się tv satelitarna..." Nota bene tv jeszcze nie naprawiona. 


Nie wiem czemu, ale gdy psuje mi się coś z urządzeń domowych, albo przepala się żarówka, zawsze wiadomo, że na tym nie koniec. Zaraz przepali się kolejna żarówka i zepsuje coś następnego. Ciekawe dlaczego?  Czy to przerwanie jakiegoś "łańcucha funkcjonowania", gdzie najsłabsze ogniwa odpadają? Część awarii czy dolegliwości zapewne prowokujemy sami, przez zbytnią nerwowość, niedokładność, ale część jest od nas zupełnie niezależna . Przedmioty żyją swoim życiem i może same decydują, kiedy dokonać żywota? Myśli sobie na przykład taka żarówka:"  Coś mi dzisiaj słabo... Zmęczona jestem tym świeceniem, nic tylko świeć i świeć! a tu by się poczytało, na przykład..."  Po czym robi paffff... A druga żarówka po prostu odchodzi z tęsknoty za np najlepszą przyjaciółką. 

Chyba mam temat na następnego posta: "Życie wewnętrzne przedmiotów"... 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Lecimy, wygrywamy, wracamy!

Dzisiaj post bez treści, a tylko z zachętą i zaproszeniem. Lecimy biegusiem Za Jej Drzwi, do Gosianki (TUTAJ), odpowiadamy błyskotliwie na pytanie konkursowe i cierpliwie czekamy na wygraną. Można wygrać produkty dla kociołków Prevital firmy One House oraz prezent od Gosianki. Od siebie, w charakterze trzeciej nagrody dorzucam wilka. Tego wilka:

Konkurs jest miły, łatwy i przyjemny. Będzie zabawa! Jednak najważniejsze jest w nim to, że możemy w ten sposób pomóc kociskom, tymczaskom Gosi.



Wyrobisko sprzed 5 minut:


A więc, Drogie Kureiry, fruniemy do Gosianki, następnie wracamy tutaj i gdaczemy do woli. Dziękuję za uwagę.

piątek, 22 kwietnia 2016

Na gumnie bez zmian

Gumniany szał nasadzeń, jako rzekła Marija, jeszcze trwa, ale o tej porze dnia już ledwo kulasami ruszam. Siedzieć mogę. Jesień na gumnie to jest pikuś w porównaniu z wiosną, jesienią się nie przemęczam. Inna sprawa, że rzuciłam się w wir i ciągnę 5 spraw jednocześnie, ale tak mam. Trochę to męczące (dla otoczenia również), za to za jakiś czas będę się obijać i wyłącznie napawać. Układałam dziś nawierzchnię z plastrów drewna oraz zakopywałam pozyskaną darń tam, gdzie przedtem był nieszczęsny basen dla Frodo, który się na basen wypiął. Najgorsze jest to, że trzeba coś jeść. Nie to, że jedzenie jest nieprzyjemne, ale przedtem trzeba je przygotować, a jeszcze przedtem wykombinować. Oesssu, co za strata czasu! Ile mogłabym bruku ułożyć! Wczoraj na obiad był budyń, dzisiaj poszłam wytwornie - szpinak (mrożony) z pleśniowym serem i makaron. Jejku, jak ja chciałabym kucharkę mieć!
Będzie więc nudno i monotematycznie, chociaż zdjęć moich osiągnięć Wam oszczędzę. Pokażę za to, kto pomagał mi w pracy:




I Ognio pomagał:



Koty tylko ładnie wyglądały na ryczce z Czacza:



Pomagają mi też ptaki, ale nie złapałam in flagranti. Wszędzie tam, gdzie posiałam kfiatki, porobiły dołki, w których się "kąpią". Zaczął Stefan, teraz reszta kontynuuje jego dzieło...

Elżbieto J. spójrz, jak urosły Twoje hosty:


Zwracam się z uprzejmą prośbą do Miki. Kochana Miko, napisz jakiś fajny post, który miałby głębię, treść i wszystko, co trzeba, a nie tylko te zwierzaki i ten ogród. Prośbę moją motywuję tym, że - zwłaszcza o tej porze roku  - nie spełniam kryteriów...
Proszę o przychylne ustosunkowanie się do mojego podania.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Pamiętajcie o ogrodach...

Ogród – piękno, harmonia, spokój. Takie przywołuje skojarzenia i tym w istocie jest. Ogrody zakładali już starożytni i na przestrzeni wieków różnie one wyglądały. Podlegały różnym modom i wpływom. Człowiek otoczony był dziką naturą, zatem w ogrodzie dążył do jej uporządkowania, czego odzwierciedleniem były ogrody barokowe, renesansowe, japońskie i mnóstwo innych. Łączyło je jedno - były perfekcyjne. Z biegiem czasu człowiek tak dalece zaingerował w środowisko i przyrodę, że teraz tworzy coś zupełnie odwrotnego – pragnie ogrodu „dzikiego”. Ja również takiego pragnę. Wydepilowane ogrody mnie nie interesują. Chcę dzikości trochę kontrolowanej! Zadziwiam samą siebie, bo nigdy dotąd nie miałam takich zapędów. Zawsze przy domu był ogród, ale pełnił on funkcję wyłącznie użytkową. W miarę jak dorastałam stawał się kulą u nogi. Trzeba było pomagać mamie, plewić, podlewać i takie tam. To był upierdliwy obowiązek, nic więcej. W miarę upływu czasu nasz ogród się zmieniał, przybywało w nim roślin ozdobnych i kwiatów, aż przestał być warzywnikiem i stał się OGRODEM. Nadal jednak niewiele do niego czułam. Rządziła w nim mama i moje pomysły – nawet gdybym je miała – nie miały racji bytu. Moja w nim rola ograniczała się do prac porządkowych, typu kopanie, koszenie, podlewanie, zbieranie liści. On nie był mój, po prostu. Toteż kiedy przeprowadziliśmy się na wieś i zobaczyłam ten pusty ugór, albo raczej plantację perzu i pokrzyw, z jedną starą gruszą i jedną czereśnią, tym bardziej nic mi nie zapikało. 

Przed...
Po...
Przed i po
Przed i po

Po i przed
W ubiegłym roku pod czereśnią
Też w ubiegłym roku
Ogłosiłam, że ogród będę mieć w doniczkach i poza tym żadnych szaleństw. I że nie po to przeniosłam się na wieś, żeby zarobić się na śmierć i takie tam. Hrehrehre! Bardzo szybko obudziła się we mnie dusza ogrodnika, która gdzieś tam musiała drzemać. Mam potrzebę zmieniania i porządkowania przestrzeni wokół siebie, zawsze tak miałam, od dziecka. Jestem z tych przestawiających meble, przemalowujących różne graty, upiększających otoczenie. No i poooszło! Dom i otoczenie wyglądały tak smętnie, że trzeba było trochę to uporządkować, chociaż pokrzywy wykosić. A skoro już się je wykosiło, to zrobiło się miejsce, żeby postawić stół i jakiś fotel. A jeśli już stół w ogrodzie, to fajnie byłoby zawiesić oko na jakimś drzewku, kwiatku, na czymś ładnym i zielonym. Zabrałam się za to bez większego pojęcia i bez większych pieniędzy, za to z entuzjazmem. Zagospodarowywałam teren intuicyjnie roślinami niezbyt wyszukanymi i odpornymi na trudne warunki. Ziemia tu słaba, gliniasta, przez wiele lat leżała odłogiem. Mnóstwo roślin zmarniało, popełniłam masę błędów, normalna rzecz. W końcu udało mi się stworzyć miejsce, które bardzo lubię, jest przyjemne dla oka, przyjazne dla zwierząt i jest moje! Nie jest to ogród pokazowy dla Mai w ogrodzie, ani on wiejski, ani miejski, nie francuski, ani angielski, chociaż podążam w tym kierunku (angielskim). To jest ogród eklektyczny! Który uwielbiam i w którym dobrze się czuję. Są iglaki, są – o zgrozo – tuje, jałowce, wierzby, morwy, lipy, derenie, ot taki misz-masz. Ale i tak jestem dumna z mojego gumna i będę się nim chwalić. Codziennie patrzę na nie z niedowierzaniem. Wszystko tu zrobiliśmy sami, każdy listeczek przeszedł przez nasze ręce. Nie uprawiam całości, nie dałabym rady zadbać o sześć tysięcy metrów. Chociaż chciałabym. Oglądam przepiękne ogrody w necie i aż mnie skręca z żądzy i żałości. Nie mam sił ani środków, aby zagospodarować całość. Mimo to nadal oglądam…
Taki mi się porobiło, że kładę się spać i chcę, żeby już było rano i żebym mogła już do ogrodu!
Bez zdjęć się nie obejdzie. Dzisiaj pierwszy raz od ponad tygodnia nie padał deszcz, udało mi się skosić trawę i posiać kwiatki.

Tutaj posiałam białe kosmosy, a na ich tle czerwone maki (Haniu z Zielnika, dziękuję!). Czujecie ten efekt? Patyki to zasieki.
Kwitną dzikie czereśnie
Niebieskie, hrehrehre. Ognio powiedział, że nie da mi już pędzla do ręki!
Nie ma to jak świeżo skoszona trawka!
Próby techniczne bruk przeszedł śpiewająco - kosiarka się nie haczy.
Pnącze z lewej to akebia. W ubiegłym roku kupiłam taką bidę zamęczoną i proszę, jak się odwdzięcza!
Wiecie co jest w tych kartonach? To są sadzonki od Elżbiety J.! Pierdylion sadzonek! Wszystkie posadziłam i wszystkie się przyjęły! Liliowce, hosty, pierwiosnek, kanna, wszyściutko rośnie! Elu, dziękuję!


A mam jeszcze inne nasionka od Hani, Mnemo i Opakowanej! Będzie kwietna orgia!
No. To się nachwaliłam, teraz podziwiajcie:)