No tak. Miałam pisać mniej, ale częściej. Jak na razie nic z tego nie wyszło, bo znów minął miesiąc i znów bardzo zajęty. Córka przyjeżdżała niemal w każdy weekend, bo ciągle się tu coś w Olsztynie działo. Zrobiłam trzy kolejne kartki. Pierwsza komunijna, tym razem dla dziewczynki - marne zdjęcie, niestety.
Dwie następne z okazji siedemdziesiątych urodzin, bo mamy wysyp siedemdziesiątek w tym roku. Pierwsza dla mojego szwagra Andrzeja, poety, o którym już wspominałam. Kartka jest steampunkowa. Przeryłam szuflady i udało mi się znaleźć różne drobiazgi (jeszcze mi trochę zostało, hrehrehre). Specjalnie je zbierałam, żeby właśnie coś takiego zrobić i wreszcie trafiłam na odpowiednią okazję.
Do tej kartki napisałam wiersz. W końcu go nie użyłam, bo stwierdziłyśmy z córką, że jest trochę zbyt melancholijny, ale wam go pokażę:
Ile drobiazgów, ile szczegółów,
chwil rozrzuconych,
okruchów czasu, strzępów wydarzeń
dawno minionych.
Tak jak korale na jednym sznurze,
tuż obok siebie -
- jeden za drugim, w zgodnym kierunku
w dawny czas biegnie.
Zastygłe w chwili
jak w lodzie zimy
listek uschnięty -
- widzisz go nagle, gdy twoja pamięć
przeszłość oświetli.
I nawet nie wiesz, czemu ten właśnie
moment wspominasz,
z jakich powodów ta smutna albo
szczęśliwa chwila,
obraz wyraźny, czy też przeszłości widoki mgliste.
Mocna kotwica. Daje odwagę,
by patrzeć w przyszłość.
Szwagier kartkę już dostał, w sobotę, bo wtedy odbyła się impreza. To było coś w rodzaju benefisu poprowadzonego przez Patricka, który trzy wiersze Andrzeja przetłumaczył na niemiecki. Nie pamiętam, gdzie je zamieszczono, ale - jak powiedział Patrick - dostały dużo pozytywnych opinii. Było czytanie życzeń, czytanie wierszy, śpiewanie wierszy (bo do kilku muzykę stworzyła dziewczyna Patricka). Mówiliśmy o poezji Andrzeja i o powiedzenie kilku słów na ten temat poproszono jego przyjaciela z Krakowa, również poetę, i...mnie.
Czego się kompletnie nie spodziewałam.
Andrzej zażyczył sobie, żeby mu zagrać... "Marsz żałobny" Chopina. Był też tort, bardzo smaczny, który skojarzył się nam z płytą nagrobną. Może to przez ten "Marsz"? W sumie było dość sztywno, bo towarzystwo strasznie mieszane: rodzina, kilkoro dawnych znajomych, z którymi cały czas utrzymuje kontakt, kilkoro znajomych z pracy i kilkoro artystów. Ciągle starałam się jakoś rozluźnić atmosferę, ale nikt mi w tym nie pomagał. Jednak, jak się dowiedziałam następnego dnia, Andrzej był zadowolony.
Kartka poniżej jest dla wieloletniej przyjaciółki mojej siostry. Siostra powiedziała mi, że przyjaciółka lubi frezje, fiołki i konwalie. A ja na to: "No, kochana! Ciężko będzie" Ustaliłyśmy, że ma być po prostu kolorowa, no i jest 😃
Zaliczyłam znów kolejne koncerty, wykłady i wydarzenia i udało mi się w końcu znaleźć odpowiadające mi zajęcia taneczne - Dance Fit Solo, dla kobiet 40+. Zajęcia miały ruszyć od kwietnie, ale zanim zebrała się grupa chętnych, już był maj i pierwsze zajęcia były jedenastego. W grupie są dziewczyny w różnym wieku, od czterdziestolatek, do takich na oko około sześćdziesiątki (myślę, że jestem najstarsza, ale nie widać 😉). W każdy poniedziałek tańczę sobie bachatę, salsę i inne tańce. Tzn. uczę się ich. Mamy fajną prowadzącą i już zapisałam się na zajęcia wakacyjne. Taniec daje mi takiego pozytywnego kopa, czuję się jak nowonarodzona, chociaż zmęczona, tak przyjemnie.
Na dodatek zajmuję mnie jeszcze jedna sprawa, która bardzo absorbuje mój czas i o której napiszę, jak się sfinalizuje, bo wtedy będę już wiedziała, jak się udało 😁
I jeszcze lipa sprzed naszego bloku. Rośnie tu już długo i jest wyższa od budynku, a od kiedy sąsiadująca z nami wspólnota zabroniła parkowania na należącym do niej trawniku, właściciele samochodów przestali się czepiać o odrosty i teraz drzewo wygląda przepięknie.
Pierszaaaa!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy post, i Twoje życie! Brawo za te tańce, nie dość, że sprawia i frajdę to i jest to dobra forma ćwiczeń, jeszcze bardziej się wylaszczysz😄
Kartki super, męska najnaj, świetna pamiątka!
No i dobrze z tą lipą, dla lipy a i dla posiadaczy aut, bo parkowanie w jej okolicy nie jest za fajne .
Tu Hana.
OdpowiedzUsuńWcale nie uważam, że wiersz jest melancholijny. Jest piękny, szkoda, że go nie użyłaś. I lipa piękna - prawie jak nasz tutejszy dąb uratowany od wycinki. O pięknych kartkach nawet nie mówię.
O, wlasnie, wiersz stosowny do okoliczności i kartki!
OdpowiedzUsuńZachwycająca lipa, prawdziwy olbrzym. W moim mieście były całe aleje lip, niestety wszystkie zostały wycięte. Niektóre były tak ogromne, że we 2 osoby nie dało się objąć pni. Pamiętam, że niektóre miały ogromne dziuple, które były betonowane.
OdpowiedzUsuńKarteczki bardzo ładne.
Pozdrawiam serdecznie, Agness:)