poniedziałek, 27 stycznia 2014

Autostop jako forma życia na gorąco



Chcesz poznać prawdziwe życie, zabierz autostopowicza. Ale nie takiego „prawdziwego” w glanach, z wielkim plecakiem na karku i tekturą z napisem „Berlin” trzymaną w rękach. Chodzi o autostopowicza, częściej autostopowiczkę, miejscową, która podróżuje z Pcimia do Koziej Wólki, gdzie żaden autobus nie kursuje, zwłaszcza w sobotę/niedzielę, a jechać mus, bo zarobić można 6 złotych na godzinę w Pcimiu właśnie i tylko w soboty. Pozostaje metoda „na stopa”. Czasem stoi się chwilkę, czasem godzinę, dwie, a czasem dłużej. Dobrze, że robota dorywcza i nikt karty zegarowej nie podbija. Ile przepracujesz, tyle masz.
Można nasłuchać się opowieści czasem gorzkich, czasem śmiesznych, ale zawsze prawdziwych. Takie życie na gorąco.
Jechałam wczoraj z miejscowości J. do miejscowości K., jakieś 25 kilometrów. Autostopowiczka stała na poboczu, u wylotu z miejscowości J. Mróz był siarczysty jak we wczorajszym poście Kretowatej, to zabrałam kobitę, zresztą przeważnie zabieram. W kusej kurteczce, w byle jakich szmacianych rękawiczkach zdążyła trochę zsinieć z zimna. Po drodze opowiedziała mi całe swoje życie, że męża pogoniła, bo ino kumpli przyprowodzoł do picio (odkąd go pogoniła, żyje jej się lepiej, bo wszystko, co zarobi, ma dla siebie i nikt jej niczego nie przepija), że trzech wnuków już mo, że dzieci  dobre, już na swoim sum, ino jedyn, tyn nojmłedszy jeszczy w dumu (pani, dwadzieścia lot mo i żodny dziewuchy. Jak się gu pytum, kiedy wnuki od niegu bydum, to ino się chichro, że so musi na dyski pochodzić i życio użyć). Jak mioł urodziny, to takum miałam z niegu polewke, że pani mówie. Przez tydziń piuł, nie żeby się oboloł, ino już tak się wygupioł, takie kawały opowiodoł, że my z niegu loli!
Jednak najlepsze autostopowiczka zostawiła na koniec. Skoro wspomniała o pracy, to zapytałam:
- A gdzie pani pracuje?
- No za salowum, w sanatorium w K.  
- W sanatorium? Gdzie w K. jest sanatorium i jakie? – zdziwiłam się.
- No jak, pani, dlo tych psychicznych jes.
Od zawsze w mieście K. był SZPITAL dla nerwowo i psychicznie chorych. Widocznie teraz jest to SANATORIUM. Brzmi lepiej, niż szpital, nie da się ukryć.
- Dziwincet dostane na rynke, troche se dorobie w J. przy pieczorkach i na wszysko mum. Na mieszkanie i na życie, bo tak to co bym zrobiuła? Od nikogu się nie prosze. Chocioż powim pani, że robota leko nie jes. Czeba uwożać, żeby z tyłu w łeb nie dostać, bo z niemi to nie wiadumo, nie?
Autostopowiczka wysiadła „przy ty duży, żółty tablicy”, życząc mnie i całej mojej rodzinie zdrowia i szczęścia.
- A jakby pani tu kiedy jachała, to pani wleci na kafke!
Pomyślałam sobie, że jeśli trafię kiedyś do SANATORIUM w K., będę miała znajomości…
W życiu nigdy nic nie wiadomo.
Gdyby niektórzy politycy trochę w ten sposób popodróżowali po kraju, to kto wie? 

A poza tym nie dzieje się nic. Lodutren trzyma się dobrze, co widać poniżej, na załączonych obrazkach:




To drzewo z tyłu, to dzika grusza. Cały rok czekam, kiedy zakwitnie.

139 komentarzy:

  1. Zdjęcia piękne.
    Sanatorium powiadasz. Moja teściowa, jeszcze pracując zawodowo, często bywała w K. z pacjentami, których tam wozili, niektórzy byli szaleni nieźle.
    Lubię te autostopy. Najczęściej woziłam pewną B. z B.. Też całe jej życie poznałam. Z iloma facetami mieszkała, ilu ją zostawiło, ilu ona. Wiem, jakie miała potrzeby, że "i wypić musi i zabawić się. A sąsiedzi tylko doopę obrabiają", policją straszą. Z zazdrości, że B. tak w sumie to się układa życie".

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, nie wożę nikogo regularnie, bo też nie jeżdżę nigdzie regularnie. Ale jak już kogoś zabiorę, to trafia mi się zawsze jakaś historia z tym związana. Moja rodzina podejrzewa nawet, że konfabuluję. Koorna, no nie, tak mam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeżdżę regularnie (niwy, posiedzenia, zebrania, etc.) i zabieram różnych towarzyszy też, jeśli mam miejsce w kabinie, a czasem nie mam, bo wożę majdan cały. Historie są czasem niesamowite. Krew się leje, a w worku foliowym palec odcięty. E. z nogą w gipsie nie może wejść do kabiny. Czterech "świątków" próbuje tę nogę włożyć. Gips pęka. Zamiast po zasiłek, jedziemy do chirurga. Jadę sobie, nie mam miejsca, bo wiozę 10 litrową kanę z mlekiem, ale H. koniecznie musi jechać. Rozmiarów jest Denissa Russosa, kanę bierze na kolana. Na zakręcie H. zamiast za poręcz, chwyta za wieko kany. 10 litrów mleka płynie. H. otwiera drzwi, wypada jej kana...Czy mam dalej opowiadać. Hana, ja czasem myślę, że gram w jakiejś komedii.

      Usuń
    2. A to samo życie jest, Pacjanie! Chociaż chyba nie byłoby mi do śmiechu z 10 litrami mleka w samochodzie.

      Usuń
    3. Mnie też nie było by do śmiechu z tym mlekiem . Dawno temu jechałam z dużą torbą podróżną pomiędzy nogami około tysiąca kilometrów a Niemiec ,a w bagażniku jechały kafelki :)
      Ciekawe masz życie Pacjanie :)

      Usuń
    4. Piękne historie, współczuję tego mleka w samochodzie... Mnie kiedyś wybuchł jogurt w autku, wpadł do bocznej kieszeni i sobie tam leżał, nabierając mocy, po czym walnął z dużym rozpryskiem, smród był okropny.

      Usuń
    5. Mojej siostrze rozlał się w aucie olej (jadalny). Śmierdział do końca dni samochodu.

      Usuń
    6. A mi śmietana, śmierdziało rzygami mimo prania i szorowania przez całe lato.....

      Usuń
    7. A mi Ruda narzygała padliną. I dalej śmierdzi...wyrzyganą padliną....

      Usuń
    8. Kiedyś mój pies na spacerze daleko od domu wytarzał się w padlinie. Zimą. Wieźliśmy go przy otwartych oknach, w worku foliowym z otworem na nos, a i tak trudno było powstrzymać odruch wymiotny. Rozumiem, co czujesz...

      Usuń
  3. Piękna ta wierzba ,to chyba wejmutka ,wygląda zjawiskowo jak nimfa.
    Oka w tej siatce rzeczywiście duże, a jak Wałek, kolanka dały radę ,miałaś pokazać jak w tej uprzęży wygląda :)
    Taki autostop ciekawy obyczajowo .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzba mandżurska to jest, wejmutka (sosna) z tyłu.

      Usuń
    2. Wiedziałam ,ale zawsze mylę ,wiem że mylę i starałam się żeby było poprawnie ,a i tak pomyliłam ;)

      Usuń
  4. Autostop to jest źródło informacji o życiu, taka sonda socjologiczna.
    Wałek nosi na szyi rurę grubszą niż taka od odkurzacza, na tym dodatkowo kolanko od kanalizy. Wreszcie nie ucieka. Obserwowałam go, próbował, ale nie dał rady! Na szczęście całe to ustrojstwo jest lekkie, no i zakładam mu tylko "na wyjście". Wygląda tak, że spodziewam się telewizji, albo pań z TOZ. Zdjęcie będzie, spoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim zródłem informacji może też być okno ,jako podrośnięta dziewczynka ,bardzo lubiłam takie obserwacje . Lubiłam przysłuchiwać sie rozmowom dorosłych .Lubię obserwować i wyciągać wnioski ,siebie też obserwuje.

      Usuń
  5. Chyba każde dziecko lubi podsłuchiwać dorosłych i każde to robi, to fascynujące! Okno na wsi nie bardzo się sprawdza, przynajmniej u nas na wsi. Za mała jest i niewiele się dzieje. Wystarczy na sokawkę sąsiadkę zaprosić, albo pójść do niej po cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze mieszkałam we Wrocławiu w centrum miasta , a poza ty kiedyś życie toczyło się na podwórku ,więc zawsze się coś działo .Teraz też się dzieje tylko teraz mam inne zajęcia niż siedzenie w oknie :)

      Usuń
    2. Szkoda, wyobraziłam sobie, jak siedzisz w oknie oparta na poduszce leżącej na parapecie, a obok siedzi mały, żółty piesek w typie ratlerka...

      Usuń
  6. A ja padam na dziób, podwożę wszędy wszystkich, a jak ja mam auto na kołkach to podwożą i mnie;) Aż się kiedyś Dezor zaniepokoił, najcześciej podwożę położną;) Padam na dziób, bo cały dzień pełen emocji w fabryce, dzisiaj była akcja na samej górze;) Ale żyjemy póki co;) Branoc dziouchy;)

    OdpowiedzUsuń
  7. My nie bierzemy nikogo, bo jak nie dzieci z tylu, to psy, zreszta tu tylko tacy w glanach i z tabliczka BERLIN na wylotach stoja. Po wsiach okolicznych sie nie wlocze, a potencjalni autostopowicze maja wlasne pojazdy i sprawnie funkcjonujaca komunikacje do dyspozycji. Taki folklor tylko w Polsce jest mozliwy.
    Bajkowo wygladaja galezie otulone lodowa warstwa, sa takie niezwykle, niesamowicie malownicze. Piekne! Az Ci zazdroszcze mozliwosci zrobienia tych fantastycznych zdjec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi ten lód obrzydł! Dosyć!
      Masz świętą rację, ten folklor tylko tutaj. Zanim zamieszkałam na wsi, nigdy nikogo nie zabierałam. Tutaj to co innego. Od razu widzisz, że to kobicina tutejsza, bez kasy i możliwości dojazdu do domu, czy do sąsiedniej wsi. Stoi z siatami, deszcz na głowę jej się leje, to nie weźmiesz? Autobus - o ile w ogóle jakiś jeździ - to raz dziennie i jak mus się przemieścić, to nie ma sposobu. Wsiowe kobiety, zwłaszcza te trochę starsze, nie prowadzą samochodu. Młode pokolenie już tak.
      Takich z tabliczką "Berlin" nie biorę.

      Usuń
    2. Poczytaj sobie Dukaja o tym samym tytule (Lód) to Ci przejdzie.......

      Usuń
    3. Czegoś nie lubię tej literatury.

      Usuń
  8. Krecie, co Ty jak sen jaki złoty, nie nadążam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Szklane drzewa są zachwycające. Strasznie skomplikowaną macie tam u siebie gwarę. Niegdyś pobierałam nieco nauk w zakresie gwar w ramach studiów polonistycznych, ale wielkopolskie są dla mnie nadal egzotyczne. Fascynujące są końcówki 'z gołum dupum", jakieś pozostałości po starożytnych Rzymianach????

    OdpowiedzUsuń
  10. Hana, jakie to drzywo pikne jezd! Nie znam się na gwarze, to się wygłupiać nie będę. :)
    Jak będziesz znów kogoś wiozła to też napisz, bo to samo bardzo ciekawe jest.
    ja nie biorę, bo zawsze na siedzeniu pasażera mam mydło i powidło, nie ma gdzie usiąść! Z resztą nie jeżdżę nigdzie, tylko na naszą wieś, atam wiozę zawsze koty i psa, wiec tym bardzie miejsca nie ma.
    Jak można wyżyć za 900?? Matko kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AnkoWro, poza okoliczną ludnością nie zabieram, bo się boję, po prostu. A jak już biorę, to zawsze jest co opowiedzieć. Raz zabrałam dwie kobitki, a one okazały się być Świadkami Jehowy. Ale miałam jazdę! Użyły sobie, bo nie mogłam uciec!
      Ludzie żyją za 900, albo i za mniej, nie wiem, jak to robią, chociaż krezusem też nie jestem. A "mojo" salowo wręcz zadowolona, że nikogu sie prosić nie musi...

      Usuń
  11. Hm, Rzymianami nie nazwałabym ich raczej...
    Lubię tę gwarę, w końcu wychowałam się na niej i z nią. Jest malownicza i dosadna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja kiedyś babkę serową wiozłam, sama ją zaczepiłam, bo mi jej się żal zrobiło, było bardzo ciepło a ona staruszeczka grubo ubrana i z torbami wielkimi, bida jedna nie mogła się schylić aby wsiąść, strasznie śmierdziała i dopytywała czy to nowe auto, bo nie mogła uwierzyć, że ją zabrałam tak sama z siebie, a ja cmentarza szukałam w tej miejscowości i o drogę ją pytałam. Okazało się, że jej chałupa się zawaliła i mieszkała w wozie przyczepie takiej jak cygańskie z dachu rura od komina wystawała, a mnie się miło zrobiło tym bardziej, że mogłam jej pomóc. Później miałam wrażenie, że coś dobrego mnie spotka, Michałkowi się nie przyznałam że ją wiozłam od razu bo siedzenie jego po niej jeszcze trochę było czuć. A w niedługim czasie po tym zdarzeniu dom kupiliśmy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jak się dobre uczynki opłacają? Nic dziwnego , że śmierdziała, gdzie się bidna miała myć? A może to był duch waszego domu, który sprawdzał, czy się nadajecie na nowych właścicieli?

      Usuń
    2. Może i dobry duch tylko miejscowość inna, bidulka straszna z niej była

      Usuń
    3. Już tam duchy wiedzo, co robio!

      Usuń
  13. Polityk pewnie nikogo nie zabrałby "na stopa", bo ochrona, bo zbyt eleganckie auto, gdzie tam jakaś kobita będzie mu brudzić.
    Zawsze to ładniej brzmi, gdy się mówi " pracuję w sanatorium" niż w psychiatryku, niedaleko mnie też takowe jest, jakieś 25 km. Niektórzy bardzo chętnie tam idą - moja szwagierka ma taką sąsiadkę. Dla mnie niezrozumiałe, ale ostatnio mało co rozumiem. Dzisiaj jechałam do Poznania pociągiem, usiadłam obok młodzieży studiującej, siłą rzeczy słyszałam, o czym rozmawiali. Nie zliczę, ile razy pomyślałam sobie " o ja pier ......olę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka, gdyby polityk wziął kobiecinę jaką do auta z kierowcą i ochroną (załóżmy, że by wziął), to niczego by się nie dowiedział, bo kobicina jedna z drugą padłaby trupem z onieśmielenia. Polityk musiałby - o zgrozo! - jechać sam, "zwykłym" samochodem, jakimś oplem astrą dajmy na to.
      Bardzo jestem ciekawa, o czym mówili studenci?

      Usuń
    2. Ja tez jestem ciekawa :) Gdy bylam studentka to gadalismy o tym, czym zajac wykladowce podczas egzaminu, zeby mozna bylo sciagac ;)

      Usuń
    3. No fakt - zwykłe auto i swojskie ubranie, a nie jakieś tam wyperfumowane i błyszczące.

      Sporo tematów poruszali, sporo. Dziewczyna na ten przykład studiuje na mojej alma mater, czyli Uniw. Przyrodniczym. Opowiadała, w jaki sposób zaliczała zoologię. Otóż mieli przygotować prezentację o pięciu ssakach i ptakach, tylko nie mówiła o ilu. Prowadzący powiedział, że odpyta ich z pięciu ssaków i bodajże trzech ptaków (!!!) Okazał się na tyle w porzo, że było 6 ssaków i chyba tylko dwa taki, czy jeden. A ja sobie przypomniałam, jak myśmy zdawali ten przedmiot działami i trzeba było rozpoznawać po kilka stworów, czasem jakieś węże wypłowiałe w formalinach, długo by o tym opowiadać.
      Potem zachwycała sie Kalifornią, bo poznała stamtąd kolesia o imieniu Riko ;) Była nawet u niego. Riko jest super, nieważne, że mieszka z laską, dla dzielnej studentki naszej - żaden problem. I w Kalifornii jest super, ludzie są fantastyczni, niedaleko jest Holyłud, fajne dupcie męskie i żeńskie, bogaci ludzie, wszyscy tam są tacy wysportowani, a faceci - rewelacja, nie to, co w Polsce - jechała z kolegą, było nie było facetem.
      A chłopaczek pochwalił się, że jest dumny, bo tak wytresował swojego psa, że goni wszystkie koty. Ale taka menda od sąsiadów przyłazi, siada przed kojcem psa i go wkurza. Albo na progu domu siada, albo sika wokół....
      Już nie wspomnę o tym, że jechali pociagiem, który w południe był w Poznaniu, jechali jeszcze rozpakować się na swoje stancje, a potem dopiero na jakieś szczątkowe zajęcia.
      To jak można inaczej skomentować?

      Usuń
    4. O ściąganiu też było, ale to mnie akurat nie dziwiło.

      Usuń
    5. Kiedyś, na Starym Rynku w Poznaniu, siedziałam w kawiarnianym ogródku. Stolik obok zajmowało kilku młodzieńców, z kontekstu ich rozmowy wynikało jasno, że z polibudy. Omawiali sprawy damsko-męskie. W pewnym momencie jeden z nich zaczął mówić o dziewczynie, którą ewidentnie wszyscy znali, o koleżance z roku może? Że fajna, ładna, ma długie włosy, piękne oczy, itd. Na to inny odezwał się w te słowa: No, fajna jest, ale cycki ma zje...e...

      Usuń
    6. Tak sobie konwersowali głośno i bez skrępowania, jakby byli sami we wszechświecie!

      Usuń
    7. U nas w ogóle nie było pisemnych egzaminów, wszystko tete-a-tete i w cztery oczęta. Nie było ściemniania, żadnej możliwości. Albo się umiało, albo nie. Studiowanie teraz to pikuś jest. Pikulek w zasadzie.

      Usuń
    8. Przykre to... Niektorzy nie maja zadnych zahamowan. Mnie uderzylo ostatnio zdanie bylego juz studenta, obecnie dyrektora pewnej instytucji. Powiedzial mi, ze w pracy sie nie przemecza, bo ma ludzi od zapierd...nia. Ja nigdy nie pogodze sie z takim chamstwem.

      Usuń
    9. Orszulka, kinder-sztuba to dom. Jeśli nie tam, to gdzie? "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".

      Usuń
    10. Beznadziejne, patrząc na poziom studiów chociażby.

      Usuń
    11. Mnie ręce opadły, jak słuchałam opowieści tej laski o zdawaniu zoologii, bo mam porównanie. Teraz to chyba byłabym najlepsza na roku, albo prawie .... Wmawia się ludziom, że trzeba do celu iść depcząc wszystkich i wszystko, co sie nawinie, głupie ludziki w to wierzą i jest, jak jest.

      Usuń
  14. Myślisz, że coś jest na rzeczy, Paulina? Nie do końca jestem pewna, czy wiem, kim jest "babka serowa"?

    OdpowiedzUsuń
  15. Zima czy nie ale KURA doleciała!!!!!!!! Piękna jest i już całkiem swoja.

    OdpowiedzUsuń
  16. Superowo Maja! Szybka jest! Kura znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. !!!!!!!!!! Radość ogromna!

      Usuń
    2. No pacz, to fajnie! Mało rzecz, a cieszy!

      Usuń
    3. Maja, łatwa jesteś w utrzymaniu - tako jedno gupio kura, a tyla radochy!

      Usuń
    4. Tylko se nie gupia!!!!

      Usuń
    5. No jak nie, Mika, jak tak? Gupio w tym przypadku znaczy mała, nic nieznacząca, taka bździnka...

      Usuń
  17. Hana, czy ta dzika grusza przed siatka, czy za siatka ? :) Na jej kwitnacy widok warto czekac rok :) Owocuje ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Orszulka, grusza jest przed siatką. Owocuje, owszem, pierdylionem ulęgałek, rok w rok. A kiedy kwitnie, łomatuluzcórkamiisynusiami... I te pszczoły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grusza jest ogromna, na zdjęciu tak tego nie widać. Kiedy kwitnie, to jest jednym, wielkim, brzęczącym kwiatem!

      Usuń
    2. Dołącz zdjęcie kwitnącej gruszy do tych zlodowaciałych, dla kontrastu. Bedzie piknie.
      Taka myśl mnie już od jakiegoś czasu prześladuje, że każdy człowiek ma do opowiedzenia własną historię i że każda taka historia jest ciekawa i warta zapamiętania. Szkoda tylko, że z reguły najbliżsi nie chcą tych historii słuchać, a potem nic nie wiedzą o swoich babciach i dziadkach. Ja usiłuję od bardzo dawna namówić moich kuzynów (panowie w wieku po 80-tce), żeby spisali choćby w punktach dzieje swojego barwnego życia (jeden walczył w Powstaniu Warszawskim i po wojnie osiadł w Anglii). Jedyną osobą, która to zrobiła, była moja kuzynka z Zielonej Góry, która zmarła kilka lat temu i zdążyła mi wysłać te wspomnienia przed śmiercią. Dowiedziałam się z nich mnóstwo nieznanych mi szczegółów z życia rodziny.

      Usuń
    3. Mika, też na to wpadłam, ale tamto zdjęcie w innym kompie, tym, który jest w tej chwili wyłączony z "systemu". Za chwilę grusza zakwitnie i będą nowe zdjęcia i do kwitnącej dołączę zlodowaciałą, co Ty na to?

      Usuń
    4. Ja mogę pogrzebać u siebie, bo mi kiedyś wysyłałaś, jak znajdę to ci wyślę, ale to już jutro.

      Usuń
  19. Zdjyncia, jakie ładne. Tyż mosz Hana przygody na tych stopach...my po drodze na Mazury nie bierymy, zawsze z tyłu Mop i klamoty, albo krzoki jakieś, albo worki z ziymią abo torfym.Do bagażnika nigdy sie nie zmieści wszystko. Czasym łod sklepu w B. do Z. miejscowygo się zabierze, ale dlo mnie to jest lekko trałma, bo zawsze śmierdzi, jak cap piwskiem albo wniaczem po 4,50 złocisza i bredzi, jak potłuczony, z reguły o tym ile wypiół dziś i jak to się nachlali w tamtym tygodniu. A przy tym paniuje i rączki całuje, cyrk na kółkach. Oddycham z ulga, jak nikogo pod sklepem nie ma.
    A z tą salową w sanatorium w K. to utrzymuj znajomości nigdy nie wiadomo, kiedy takie ustronne miejsce się może przydać:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnemo, tyż tak mówie. Na sokawkę roz do ni wlete i utrwale znajumość. Mnie rozwaliła kwestia, że "w łeb od tyłu można dostać", z trudem powstrzymałam się od śmiechu.
    Takich obcych, gdzieś w trasie nie biorę, zwłaszcza, kiedy sama jadę. Tutaj widzę przecież kto i co. Chłopy rzadko chodzą "na stopa", bo mają samochody. Baby albo nie prowadzą, albo nie mają auta, albo jedno i drugie. Roz na tydziń chłop jum zawiezie na zakupy do Dino, som siedzi w aucie i czeko, a baba robi zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łeee, w łeb to i jo mogę nawet dostać, a przemoc słowna to chlyb powszedni, a zaś w sanatorum nie robię. Kiedyś miałam taki przypadek, że docent, doktor, wiktor, traktor, tyle mioł tytułów przed nazwiskiem wyzwoł mnie od tumanów i w zymbach mi kozł nieść......a jak się odgryzłam krótko, a zwienźle to reszta ludziów brawo biła. Łodwrócił się na pincie i pooooszedł. Wincy mnie już nie atakował.

      Usuń
    2. Za co Ci to zrobiuł Mnymo? Ciebie? Od tumanów? I co miałaś w zymbach nieść? Jeny, godej, bo ciekawość mnie zeżre. I co mu odrzekłaś???

      Usuń
    3. No właśnie, co we w tych zębach???

      Usuń
    4. no mioł swojum koncepcje na łusługe, ale nijak nie szło mu tego zrobić, było awykonalne, to najpiyrw ryknął, czy wim, kto łun, wiedziałam, choć fizykum to sie nie interesuje, alem udała, że ni wim. To mnie wyzwoł od tumanów, że nie wim, i postraszył, że jak zadzowni do cyntrali to przyjde do jego chałupy w zymby wezmę i zrobie tak, jak łun chce. No i wtedy zacytowałam taki jedyn przepis, co to wtedy łobowiązywał ło obrażaniu funkcjonariuszy publicznych i wezwałam innych na świadków, świadkowie bić brawo zaczęli a łun zwioł. chyba mu gupio było. Wincy już się nie mundrowoł i tytułami nie pyrgoł, a zaś się za jakiś czos wyprowadził i bół świnty spokój. A tero to z telefunami czasem jes cyrk, czego to ludziska nie potrafią przez te słuchawkę nawtykać...... jednak mniej już koneksjami i cyntralą starszą, kiedyś roz w miesiącu przynajmniej mnie jakiś zwolnioł z roboty , słowami "już tu nie pracujesz".....

      Usuń
    5. O jejusiu, aleś mu dała, dziadu jednymu! Też biłabym Ci brawo, bo w takich sytuacjach człek głupieje i mądre, a cięte riposty przychodzą do głowy po 3 godzinach!

      Usuń
    6. Trza było powiedzieć, że w zymby nie bierzesz, bo się brzydzisz...

      Usuń
    7. a takich przypadków było więcej z innymi, szkoda gadać, trza nie brać tego na serio, tylko nauczyć się asertywności, kiedyś to przeżywałam a teraz po 5 przestaję o tym myśleć. I rzeczywiście mniej już jest takich napaści. Bo takich, co to w K. powinni być na wypoczynku to nie licze, współczuję nawet.

      Usuń
    8. Mika, umarnęłam!!!!!!

      Usuń
    9. po 5 minutach miało być. Jest też inny sort. A co byście zrobiły, jak Ci taki szacowny dupę zawraca niby służbowo podsuwa karteczkę, ty patrzysz, a tam nr telefonu i napis "zadzwoń".........

      Usuń
    10. No jak to, co? Dzwonimy!

      Usuń
    11. Albo przygotuj sobie kartkę na taką okoliczność o treści: "ty pierwszy..."

      Usuń
    12. "Ustaw się w kolejce".

      Usuń
    13. W kolejce świetny pomysł, dodałabym jeszcze: Masz numerek 150:))

      Usuń
    14. Nie, numerek nie, takim wszystko się kojarzy. Lepiej brzmi: jesteś stopięćdziesiąty.

      Usuń
    15. Numerki są też do lekarza...

      Usuń
  21. Podróż za jeden uśmiech jednym słowem. Taka objazdówka powinna być obowiązkowa raz w tygodniu dla każdego polityka:) Wierzba piękna lodowa pani:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Oto, to, Ondrasza! Już ich widzę...
    Jak Twój Młodzian?

    OdpowiedzUsuń
  23. Mnemo, smoka listkowi Ci przynieśli? Bo powinni, nawet do Zakopanego dolecieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo nas zostawiła z zębami i spać poszła. Ja też się udaję w pielesze, branoc!

      Usuń
    2. No nie jeszcze, choć pytałam dziś, Pewno jutro przyjdzie.

      Usuń
    3. No wiesz co, złóż na poczcie reklamację...

      Usuń
    4. Jak było ekonomią to g...to da. Wysłałaś w czwartek to na jutro ma być, a jak piruetem to też będzie ...sorry, ale mamy taka pogodę.....

      Usuń
    5. Oj, to dowcip miał być, ale chyba średnio śmieszny...

      Usuń
    6. Wolne mosz jutro Mnemo, że jeszcze nie odpadasz?

      Usuń
    7. O to łajzy jedne, piruetem to powinien być!!! Nie mam wolnego, ale miałam gości do 23, to nadrabiam......

      Usuń
    8. Teraz to już idę na grzędę naprawdę. Pa!

      Usuń
    9. I ja idę, wpierw do balii ablucje poczynić.........

      Usuń
  24. No masz, spać szfystkie poszły. To i ja idę na grzędę.
    Dobranoc kury, kokoszki, kwoczki i brojlery
    Dzika kura bez kozery.

    OdpowiedzUsuń
  25. "www.youtube.com/watch?v=OpN02DGeBZg"
    Lodowa wierzba połamana-fajne zdjęcia.
    Ponieważ dużo podróżowałem autostopem po Polsce,to zabieram takich z plecakami.Niedawno trafiłem na strasznych gadułów.Przez 20 km nie odezwali się ani słowem mimo moich usilnych prób nawiązania rozmowy.Zacząłem nawet spoglądać w lusterko czy czasem nie oberwie jakimś twardym narzędziem w moją "pustkę".W górach wysiedli bez słowa.Świadków Jehowy też kiedyś zabrałem.Od razu przystąpili do działania,ale się bardzo zdziwili,bo nie dopuściłem ich do głosu.
    "www.youtube.com/watch?v=r0aS0Tdy_lQ"
    :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zmęczony, autostopowiczów z plecakami (umownie) nie zabieram, bo trochę się boję po prostu. Mimo mojej (chorobliwej?) ufności. Tutaj to co innego. Poza tym na swoim terenie czuję się pewniej, siłą rzeczy.
    Mój też tak samochód odkuwał, bo nie schował go w porę do stodoły.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie zabieram, bo z reguły z psami jadę, a jak skodą K., z dziećmi to jakoś się boję (o nie). Raz, dla żartu zatrzymałam się. Fox miał położony tylny fotel, bo z tyłu Ruda i Garip.
    Chłopak się uradował, kiedy zatrzymałam przy nim auto. Uśmiech jednak czmychnął mu z twarzy,kiedy zobaczył uśmiechniętego Garipa....:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale co? Wsiadł? I Garip odgryzł mu głowę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale nie wsiadł. A taki fajny był (chłopak ten) :)

      Usuń
    2. Jeśli przestraszył się UŚMIECHNIĘTEGO psa, to nie był fajny. A może to nie pies go przestraszył?

      Usuń
    3. Ja bym się Garipa nie bała. Fajny on, wydaje mi się.

      Usuń
  29. To tym bardziej chłopaka ni ma co żałować.
    Widzę, Agniecha, że przeżyłaś. Tak czymej.

    OdpowiedzUsuń
  30. http://www.youtube.com/watch?v=ZnbZXvNS5IM
    może spódniczki nie całkiem pastelowe ale dawno tak dobrze się nie bawiłam jak oglądając to video.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądajcie, oglądajcie, zabawa jest przednia!!!!
      Niestety potem zachciało mi się przeczytać komentarze i osłupiałam z lekka, ponieważ jakimś bezmózgom oczywiście występ skojarzył się z ideologią gender... Nie wiadomo śmiać się czy płakać, raczej chyba płakać. Ale występ super, mnóstwo pracy i czasu musieli w to włożyć.

      Usuń
    2. Masz rację Mika ,strasznie dużo pracy ,ale opłacało się bo efekt wspaniały , podziwiam ich że się odważyli , chociaż widać że nie wszyscy w tej roli czuli się komfotowo , tym większe brawa dla nich , a jeszcze wieksze dla tych "miśków" .

      Usuń
    3. Ich (tych miśków) chyba najwięcej to kosztowało, ale fajnie, że się nie wyłamali i mają do siebie taki dystans. To nie takie częste teraz.

      Usuń
  31. Pierwowzór oraz artykuł o.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie czytałam komentarzy, ale skoro o tym piszesz, to przeczytałam. Przytkało mnie. Aż nie dowierzam. Ludzie zupełnie nie rozumieją co to jest gender i o co chodzi! Osłupiałam i tak tkwię. Nie, że nie wiedzą, ale że myślą, że wiedzą i ferują wyroki! Licealiści tego nie przewidzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszych czasach nie ma po prostu zwykłego wygłupu, wszystko musi mieć swój podtekst, kontekst i analizę psychologiczną. No i komu to służy???? Czasy stalinowskie mi się kojarzą, tyle, że teraz cenzura obyczajowa, ale równie paranoidalna.
      Majka, ja rozumiem, że miał być jakiś link do artykułu, ale nima??

      Usuń
    2. Aaaa, sorry, taką mamy głowę.

      http://wyborcza.pl/1,75478,15347586,Jak__gender_zaatakowal__maturzystow_z__Budowlanki__.html

      Usuń
  33. Mnie teraz żal tych chłopaków. Pewnie to ich ostatni taki spontan, na więcej się nie odważą tak szybko.

    OdpowiedzUsuń
  34. Lo Matko ! Pokazali chlopakow w programie informacyjnym ! Nawet politycy w dyskusje genderowe sie wdali ! Nagonke na tych chlopakow zrobili normalnie... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cała otoczka jest dla mnie niezrozumiała. Ani dokładnie czytać mi się nie chce a ten i ten studniówkowy rocznik jest dla mnie po prostu ponad!!!

      Usuń
    2. Ponad te bzdurne rozważania, oczywiście. Ostatnio w Wysokich Obcasach było naprawdę napisane: ministra. Jeśli ktoś zwróci się do mnie :psycholożka to zmuszę do ubrania mojego ulubionego ( a jakże!) sweterka , na czoło przykleję jej/mu kaczorki i wyjąc : Ja nie liebe dich przegonię Krupówkami. W samo południe.

      Usuń
  35. Nie mam słów. To jak Mój się przebrał za kobite, dlo jaj, to un gender jes? A jak za Króla Lwa to pedofil?

    OdpowiedzUsuń
  36. Byłabym ostrożna, interpretacje polityków są wielce rozległe...
    A w ogóle, to teraz by Tootsie nie nakręcili. A jak myśmy w szkole zrobili przebierankę chłopaków za dziewczyny to chyba już byliśmy prekursorami gendera? J wystąpił w czarnej balowej sukni mojej mamy i żółtym kapeluszu, śliczny był:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani "Pół żartem, pół serio". Ani jeszcze paru innych.

      Usuń
  37. Prekursor gendera brzmi dumnie!
    Pacjan dał głos. U siebie!

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja miałam doklejane wąsy i melonik nosiłam, chłopcy w kieckach i perukach. Kolega jeździł tramwajem do szkoły w spódniczce w szkocką kratę nawet zimą. On wysiadał na pętli "7" i szedł do szkoły mieszczącej się u Franciszkanów, ja wsiadałam jadąc do Urszulanek jako facet.Teraz to już by zlinczowali. Takie z nas były gendery w latach siedemdziesiątych.

    OdpowiedzUsuń
  39. Poprawność polityczno-obyczajowa doszła do absurdu. Ludziom rozum odjęło, czy co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jakiś inny świat, nie mój w każdym razie. Nie nasz.

      Usuń
    2. Zdecydowanie nie nasz i kompletnie pokręcony. Dlatego trzeba pielęgnować własne światy:)

      Usuń
  40. A mnie się teraz przypomniało ,że przeszło 40 lat temu na koloniach ,chłopcy przebierali się w nasze sukienki ,jeszcze wtedy miałam takowe, dla zabawy oczywiście .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, i moje przebieranki i Rogatej to też szalone lata 70-te!

      Usuń
  41. Maria, co z sukienkami? Teraz nie masz sukienek?

    OdpowiedzUsuń
  42. Tak tylko pytam, bo ja nie mam ani jednej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam chyba trzy i nawet w jednej wystąpiłam tego lata:))

      Usuń
    2. Ni mam ani jednej kiecki , kiedyś miałam kilka dyżyrnych spódnic i zakładałam je od wielkiej gali ,między innymi na imieniny do pracy .W związku z tym anegdota .Miałam wtedy grupę maluchów,przychodzę ja w tej spódnicy i dodchodzi do mnie Martusia ,bierze bok spódnicy w dwa paluszki i zdziwionym głosikiem pyta : o pani cinka nie opczyk ? Przede wszystkim cenie sobie wygodę ,chodzę więc tylko w spodniach ,latem krótkich .Z tego też powodu nigdy nie chodziłam w butach na obcasach .Tak lubię i czuję się z tym dobrze ,a to dla mnie najważniejsze :) Hana i Mika trzyżbyście miały podobnie ? To witam w klubie :))))

      Usuń
    3. Sukienek nie lubiłam nigdy i coś ze dwie w życiu miałam. Spódnice i owszem, ale nieprzesadnie. Kocham spodnie rurki, albo takie szerokie pludry, im dziwniejsze, tym lepsze. Jednak obcas musi być, bom kurdupel. Na płaskim czuję się tak, jakbym chodziła na kolanach. Ale to na "wyjście" (obcasy). Życie na wsi wymusiło na mnie całkiem inny styl...

      Usuń
    4. Teraz to ja tylko i wyłącznie spodnie, spódnic w ogóle, a sukienkę raz na rok. O obcasach to szkoda gadać, przez całe życie miałam dwie pary butów na obcasach, jedne na studniówkę a drugie kozaczki jak byłam na studiach. Ale okrutnie się męczyłam... Teraz to już w ogóle, męczę się, żeby znaleźć jakiekolwiek buty, które dam radę włożyć:)

      Usuń
  43. A ja, ze tak powiem, z innej/psiej beczki. Córka mojej przyjaciółki prowadzi dzienny hotel dla psów. I oto, proszę, świat widziany oczami psa (miniaturowa kamera jest umieszczona na drugim psie):
    https://www.youtube.com/watch?v=S-XRvwLBzNk#t=55

    OdpowiedzUsuń
  44. http://www.youtube.com/watch?v=EE8fWu87tFI
    I jeszcze jeden .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maja, jak wlazłam na jutuba i te filmiki o psokotach, to wessało mnie na amen. Nie rób mi tego...

      Usuń
  45. My, jak tylko nie mamy z tyłu psa to też zabieramy do naszego mini autka autostopowiczów - tych naszych wiejskich. Prawdziwą autostopowiczką to była moja mama, która jako nastolatka uciekła na miesiąc z domu i zjeździła całą Polskę stopem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  46. http://www.deon.pl/po-godzinach/michalki/art,211,gender-wedlug-monty-pythona.html

    gender z punktu widzenia Monty Pythona

    OdpowiedzUsuń