piątek, 7 grudnia 2018

Nudy nie ma...

Nie spodziewajcie się dziś fajerwerków. Miałam awarię wod-kan, a taka awaria - jak wiadomo - jest najmilsza ze wszystkich awarii na świecie. Tu cieknie, tam wypływa, ówdzie wybija. Najpierw strzelił zawór pod zlewem w pralni. W sumie się ucieszyłam, że to tylko zawór, bo myślałam, że pękła rura w ścianie - wszystko na to wskazywało. Cudem złowiony hydraulik przyjechał, o dziwo, naprawił, skasował, pojechał. O pierwszej w nocy strzeliła spłuczka w toalecie. Woda waliła jak Niagara, na szczęście w rury, nie na zewnątrz. Nie było wyjścia, musiałam zamknąć główny zawór. A to odcina wodę w ogóle - wiadomo. Kiedy zakręciłam ów zawór, tenże zaczął przeciekać, kapać, sączyć. Podstawiłam dużą miskę i poszłam spać, cóż było robić o tej porze? Szczęściem ten sam hydraulik przyjechał rano bez ociągania, parę stówek wziął i po sprawie.

Jakby atrakcji było mało, okazało się, że moja Mama wcale nie urodziła się wtedy, kiedy myślałam, że się urodziła! Poszłam do USC po maminą metrykę urodzenia, potrzebną do załatwienia różnych spraw urzędowych. Złożyłam stosowne formularze, po kilku dniach dzwoni do mnie pani z urzędu z informacją, że takiej osoby nie ma w żadnych księgach! Zgłupiałam i zwątpiłam we wszystko - w swoje zdrowe (jeszcze) zmysły, w panieńskie nazwisko Mamy i jej miejsce urodzenia. Rozmowa z urzędniczką skończyła się niczym. Zadzwoniła wszak po kilku godzinach, że - victoria! - jest! Tyle tylko, że w księgach stoi jak byk, że urodziła się w 1924, a nie w 1925 jak to figuruje we wszystkich dokumentach, z dowodem osobistym włącznie!
A było to tak. Mój dziadek, a Mamy ojciec chciał, aby dwie jego córki (Mama i jej siostra) poszły razem do szkoły. Zmienił więc Mamie datę urodzenia - przed wojną w małej miejscowości to raczej nie było problemem. Dziadek miał jedenaścioro dzieci, więc kto by się w tym połapał! Znałam wcześniej tę historię, ale nie sądziłam, że we wszystkich dokumentach figuruje fałszywa data urodzenia!
Sama już nie wiem co sądziłam, teraz dopiero jestem skołowana! I nigdy nie wiedziałam, czy Mama jest o rok starsza niż data w dowodzie, czy odwrotnie. Teraz już wiem...
To bynajmniej nie koniec tej historii. W tej sytuacji konieczna jest zmiana peselu. W ślad za tym ważność traci jej dowód osobisty. Mama jest całkowicie splątana, nie ma z nią kontaktu, niczego raczej nie podpisze, ani nie pójdzie do fotografa. Fotograf będzie musiał się pofatygować do niej. Jak i urzędnik z gminy. A może i notariusz w tej sytuacji?
Możliwe, że Mama będzie pierwszą osobą w Polsce, która w tym wieku zmienia dowód osobisty! Czujecie to? Zamieszanie w banku, ZUS-ie i w tej chwili nie potrafię przewidzieć, gdzie jeszcze ta sprawa okaże się problemem.
Nie potrafię pojąć (ani MM.) jak to możliwe? Jakim cudem w dowodzie osobistym jest inna data, niż w metryce? Jak ta nasza Mama funkcjonowała przez całe swoje długie życie? Nigdy nie była jej potrzebna metryka? To pytania retoryczne oczywiście. Tego już się nie dowiemy.
Zdjęć z awarii wod-kan nie będzie. Żałujecie, prawda?
Łapiemy każdy przebłysk słońca:


Na olx kupiłam takie cuś (barek?) za 3 dyszki. Zapomniałam zrobić zdjęcie całkiem przed, ale poniżej jest prawie przed. Zamierzam go ustroić jak pakistańską ciężarówkę:


256 komentarzy:

  1. To coś będzie można wykorzystać do podawania sobie drinków. Kopniesz nogą i pojedzie do gościa w drugim koncu pokoju. Dlaczego suszysz książki na kaloryferze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znam życie, to kaloryfer wyłączony, a on służy, jako dobra półka na książki...

      Usuń
    2. Ewa2, takie jest zamierzenie w sprawie barku:) Książki się nie suszą, książki mają się dobrze, tylko nie mam już na nie miejsca, a kaloryfer pusty stał.

      Usuń
    3. Boguśka, zgadłaś! Z tym, że kaloryfer nie jest wyłączony. Boję się ruszać, bo odpadnie jak ten zawór od wody. Ale jest ledwo letni, bo grzeję na ćwierć gwizdka, jest mi i tak za ciepło. Książki się nie skarżą.

      Usuń
  2. Przeczytałam i drugi raz obejrzałam zdjęcia. Współczuję Hano, tej zabawy w prostowanie danych. Nie wiem, czy nie będziecie musieli sądownie tego załatwiać, tym bardziej że Mama cierpi na brak komunikacji.
    Ja miałam zabawę z prostowaniem aktu zgonu mojego Małża, przez Teściową, która miała inne imię w akcie urodzenia, inne w dowodach, a jeszcze innego używała i przy ostatnim wyrobieniu dowodu Małża, jakaś sierota, zamiast spisać z formularza, to wpisała takie, które ostatnio Teściowa wpisała do swojego dowodu, więc zamiast prawidłowego imienia miała Danielę. Dobrze, że w akcie urodzenia i ślubu było prawidłowo. Imię Domicela, a używała - Danuta, Daniela, a nawet Dana...

    OdpowiedzUsuń
  3. Boguśka, aż mi się nie chce mysleć, co to może oznaczać i gdzie. Pomyslę o tym jutro.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale historia...i kłopot jednocześnie. Latanie po urzędach i wyjaśnianie. o to znaczy pakistańska ciężarowka? W związku z przeciekiem...ubezpieczenie ma? Szkody byli? To może odszkodowanie się należy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masza, ubezpieczenie ma, ale szkód nie było. W porę przyuważyłam.
      Pakistańska ciężarówka to to: http://www.transazja.pl/pl12/tekst95/Pakistanska_ciezarowka_do_Polski

      Usuń
    2. Aaaaa, czyli będzie kororowa bardzo? niosąca nadzieję? I winko?

      Usuń
    3. Masza, będzie kororowa do bólu zębów. Poniesie jedno i drugie, a jak!

      Usuń
    4. Chcę już ją zobaczyć!

      Usuń
    5. Masza, jeszcze ze 3 dni. Co i rusz dopadam i domalowuję. Efekt może być porażający:)))

      Usuń
    6. Na to liczę:) a ustawiłam dziś cześć szkła na półce i też mnie poraziło, he, he.

      Usuń
  5. Hano: a ubezwlasnowolnienie Mamy nie bedzie potrzebne, przypadkiem? Przepraszam za te smialosc, ale w takim stanie psychiczno-fizycznym moze sie przydac do jakis kolejnych dzialan/decyzji, nawet jesli nie teraz do dokumentow?

    Znalam 2 kobiety, ktore same sobie zmienily date/rok urodzenia. Nie wiem jak to zrobily, ale w dowodzie mialy rok falszywy. Wiec widac mozna jakos to przeprowadzic.

    Ufff, co do hydrauliki. I dzieki Bogu za sprawnego hydraulika. Tylko kieszen nieco lzejsza:/
    Pomyslalam, ze ten dom daje Ci znaki, ze Twoj czas mieszkania w nim dobiega konca. Skoro wszystko sie psuje, to czas ewakuacji na NOWE nadchodzi.

    Stoliczek-niespodzianka. Bardzom ciekawa jak go ustroisz;) Tfurczosc widze Cie rozpiera?:)))

    I dziekuje za nowy post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nupkowa, rozpiera, ale mnie cięgiem rozpiera.
      Właśnie o ubezwłasnowolnienie chodzi. Ciągle mamy jakieś problemy, a to z energetyką, a to z gazownią, a to jakieś pierdoły w gminie, bo wszystko jest na Mamę. Często muszę podpisywać się zamiast, hmmm, ale np. w gminie przymykają oko.
      No i masz babo placek. Teraz to dopiero się powlecze.
      Bez dawania znaków wiem, że pora stąd odlatywać.

      Usuń
    2. Hehehhe:) mnie rozpiera tylko kiedy jestem w dobrej formie. Jak zdycham z jakis przyczyn to tfurczosc mi wysiada na amen:/ Masz widac wyzszy poziom energii?:)

      Czyli jednak. A moze po prostu nastroj sie pozytywnie, wizualizuj sobie milych i pomocnych urzednikow, uzbroj sie w usmiech i naprzod? Najczesciej kiedy tak wlasnie sie przygotuje i zakladam, ze wszystko pojdzie dobrze, plus jeszcze czasem pogadam z Aniolem Strozem - to jakos rzeczywiscie idzie sprawnie i szybko.

      A koncowka roku to ponoc jest czas porzadkowania we wszechswiecie. I stad tyle niespodzianek, wypadkow, zamieszan, klopotow. Zeby wszystko na nowy rok wyprostowac. Juz pare osob mi to mowilo i cos w tym chyba jest. Bo w styczniu wszystko jest juz na ogol uporzadkowane i mozna ruszac w nowy rok bez zaszlosci.

      Usuń
    3. Ojtam, Nupkowa, jak zdycham, to też mi wysiada. Nie tylko twórczość. Dzisiaj, na ten przykład, kręgosłup.

      Usuń
    4. Czyli jednak... jesli nie masz wyraznych przeciwskazan (nadcisnienie, serce, klaustrofobia czy inne takie) to polecam Ci krikomore na kregoslup. Wlasnie odbylam turnus i odpukac kregoslup jak nowy. Tam sie tez cwiczy po krio, obowiazkowo, wiec rehabilituje solidnie. Pomoglo mi takze na stopke obolala. Coraz wiecej ludzi z tego korzysta, kiedys tylko starsze osoby, a teraz tez mlode (bo i choruje coraz wiecej).

      Usuń
    5. Nupkowa, nadciśnienie posiadam.

      Usuń
    6. aha, no to tylko ew miejscowa krio. albo moze jakies wody/spa/termy. sama zasmakowalam w tym roku i zaluje tylko, ze poki co mieszkam w centralnej Polsce i do term wszelkich mam daleko. Ale kiedy juz przeprowadze sie na zachod...;)

      Usuń
  6. Nie wiem, co gorsze, awaria wod-kan, czy zamieszanie z metryką. Ale może Mam wam podpisze, najlepiej pełnomocnictwo do załatwiania wszystkiego, to potem będzie już łatwiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, moze pelnomocnictwo wystarczy. Ubezwlasnowolnienie to jednak sadownie chyba sie przeprowadza i jakos tak troche kojarzy sie jednak z zupelna bezradnoscia chorego:/ Ze strachem mysle kiedy moi rodzice sie postarzeja na tyle, ze trzeba bedzie za nich takie sprawy zalatwiac:( boje sie tego czasu:(

      Usuń
    2. Nooo. Trza poszukać takiego notariusza, co sporządzi odpowiednie pełnomocnictwo i Mama podpisze. Z tym podpisem to może być kłopot, ale może się uda? To by Wam wiele uprościło.

      Usuń
    3. Nupkowa, tak, wyłącznie przez sąd. W Mamy przypadku nie ma najmniejszych wątpliwości. Gdybyśmy wiedziały, nie ruszałybyśmy sprawy z metryką, a właśnie spróbowałybyśmy pełnomocnictwa. Teraz za późno, poszły konie po betonie. Jak powiedziała mi urzędniczka, nie może udać, że sprawy nie ma. Bo zapytałam wprost.

      Usuń
    4. Czyli tam, gdzie sie uda moze wykorzystasz pelnomocnictwo, a w tym czasie zalatwisz sprawy w sadzie... no troche tego bedzie:/ szkoda, ze akurat na koniec roku, ale coz. Niech to szybko pojdzie, zebys odetchnela.

      Usuń
    5. Nupkowa, do końca grudnia to i tak guzik załatwię. Zaczyna się przedświąteczne szaleństwo i ogólnokrajowy paraliż. Aż mi się mózg marszczy jak pomyślę. Wigilia i Sylwester wypadają w poniedziałek. Wyobrażasz sobie ten 2-tygodniowy weekend?

      Usuń
    6. Taaa... a ilosci pijakow na drogach??? dzieki Bogu, ze nie jezdze samochodem! Ale w urzedach musze Ci powiedziec, ze bywa wtedy pusto, bo wszyscy szaleja na zakupach i w domach... wiec mozesz z powodzeniem wykorzystac. Tak jest kolo 1.05, 1.11, na Wielkanoc czy przed Wigilia. Kazdy zaklada, ze wtedy do urzedu nie idzie, bo kolejki, a tu niespodzianka! Pustki sa, bo korki przenosza sie gdzie indziej.

      Usuń
    7. Nupkowa, nawet jeśli nie będę miała nic do załatwienia, pójdę se posiedzieć w pustym urzędzie, a co! Najlepiej w wydziale komunikacji, tam zawsze dzikie tłumy.

      Usuń
    8. hehhehe:D no podobnie jest tez u lekarzy, w bankach itd. Mozna sporo spraw zalatwic od reki, bo urzedasy w imprezowym nastroju to i zlosliwic im sie nie chce wtedy;)

      Usuń
  7. Agniecha, zamierzamy spróbować w nadziei, że podpis wykona automatycznie.
    Z całej duszy nienawidzę awarii wod-kan i wszelkich innych, ale wod-kan w szczególności. Nawet nie chodzi o te awarie, a o straszliwy stres związany z poszukiwaniem fachowca, szperaniem w necie, wydzwanianiem i błaganiem. Przyjdzie albo i nie, a woda się leje. Wiesz jak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, są takie ubezpieczenia, że w razie, co to hydraulik migiem przylatuje z ubezpieczenia. Żeby mi się chciało tą wiedzę zgłębiać to bym więcej powiedziała na ten temat, bo mamy takie ubezpieczenie, ale mi to się już nic nie chce, więc się nie zagłębiałam w szczegóły.

      Usuń
    2. Staram sie zawczasu zbierac namiary do roznych fachowcow, jak ich spotykam u kogos, albo przy robocie. Wlasnie na takie wypadki. Okropne jest takie nerwowe poszukiwanie, zdarzylo mi sie juz.

      Usuń
    3. Nupkowa, muszę Cię rozczarować i zmartwić. Miałam pełno takich namiarów. 2/3 okazały się nieaktualne, a reszta mogłaby, ale "pani, w przyszłym tygodniu" albo telefon nie odpowiadał w ogóle. MM znalazła Pana Bociana, który okazał się rzetelny nad podziw.

      Usuń
    4. Bo "fachowcy" zmieniaja telefony jak rekawiczki... dlatego wciaz biore nowe od nich namiary z naiwna nadzieja, ze w razie czego... mamy w sp-ni jakis fachmanow, ale wiekszosc to menelstwo i pijacy:/ az dziw bierze, ze zyja, jak po budynkach chodza napruci:/ Cud, ze szybko znalazlyscie.

      Usuń
    5. Tak, Nupkowa, zdecydowanie cud. Nad cudy!

      Usuń
    6. Hano, może się udać z podpisem. Moja mama przechodziła podobną sytuację z babcią. Babcia nie kumała już wtedy nic a nic, ale podpis na prośbę wykonała bezbłędnie. Bo to jakby nie patrzeć, czynność automatyczna.

      Usuń
  8. Hana współczuję.
    U nas też co rusz coś się sypie, na szczęście brat ogarnia ino on strasznie powolny jest.
    Sprawa z twoją mamą przypomniała mi, że mam w metryce z błędem wpisane nazwisko mojej mamy, powinnam to w końcu pójść i sprostować, bo może zacząć bruździć. Że jest błąd w nazwisku dowiedziałam się niedawno dopiero, przy wyrabianiu dowodu, a przecież to nie pierwszy dowód który wyrabiałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masza, a gdzie ich szukać, tych ubezpieczeń? Chyba niegłupie. W PZU czy dzie? Bo chałupa stara, to co i rusz coś się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PZU to nie wiem, ale w mojej branży pojawił się nowy produkt, tak zwany od wszystkich ryzyk, musiałabyś zapytać.

      Usuń
  10. Marija, załatw to póki czas, bo nigdy nie wiadomo kiedy coś pierdyknie i będzie zgrzytanie zębów.

    OdpowiedzUsuń
  11. A to nie OC jest do ubezpieczenia mieszkania/domu z jakims assistance w pakiecie? Bo widzialam, ze banki czasem do jakis kart dodaja taki super serwis z fachowcami albo przy innych okazjach?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nupkowa, wiesz co, jakoś nie mam zaufania. Oni tak siedzo w banku i czekajo na zgłoszenie, czy jak? Że tak od reki przylatajo? E, ściema...

    OdpowiedzUsuń
  13. To sa 2 rozne. Banki maja swoje i podejrzewam ze to dziala, bo inaczej ludzie by sie awanturowali... a przy wykupie polisy na mieszkanie/dom - ja mam wykupione OC (jakbym zalala sasiada albo co). I wtedy czasem ubezpieczyciele proponuja takich fachowcow 24H. Nie wiem co Masza maiala na mysli, moze jeszcze inna opcje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, takie ubezpieczenia co do pomocy elektryków, AGD są też przy kartach kredytowych i Assistance w ub . mieszkania, tylko ludzie o tym zapominaja , a to działa !!!!
      są też opieki nad zwierzętami, dzieckiem, drobna pomoc pielęgniarska- Kury sprawdzajcie zawsze co macie w Assisatnce!!!!

      Usuń
    2. Sonic, człek nie ma zaufania do ubezpieczycieli, bo zawsze jakaś ściema w tym jest, wiesz - "tak, ale..." Wyszkolili nas.

      Usuń
    3. Hana, ja mam prąd, ekstra dostałam ub. na 2 lata, juz wykorzystałam 2 wizyty, zapłaciłabym na bank z 1000 zł i serio, jak teraz będe placić te 15 zł, to mi to pasi ;) żadnego oszy=ustwa tu nie widzę

      Usuń
  14. Hanuś, chciałoby się powiedzieć, jak się wali, to się wali, ale u Ciebie jak się leje, to się leje ;)
    Z mamą tez przykra zadyma:(

    Co do ubezpieczenia
    Ja mam prąd z Taurona, jak się wprowadziłam to podpisałam z nimi umowę i mieli promocję, że biorę usługę elektryk24 i pomoc fachowca - za free pierwsze 2 lata !potem chyba 15 zł/m ale
    6 razy w ciągu trwania umowy mogę wołać elektryka lub fachowca od AGD !
    no i wyobraźcie sobie wykorzystałam to ostatnio bo mi się ldówka zepsuła - to jest taka dwudrzwiowa szafa Samsung i zaczęła wyć, a ma już chyba 8 lat - facet był kilka razy, wymienil woatrak, drugim razem parownik a ja ani grosza za to,
    więc polecam ci Hanuś wziąć prad z Taurona w nowym miejscu zamieszkania i możesz się psuć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz, Sonic, jak to jest? Prawo serii!

      Usuń
    2. Ja mam taka opcję w umowie z Energą !

      Usuń
  15. Heheh:D lepiej sie nie psuc w nowym miejscu:P ale jak juz to z Tauronem!:D Ja nigdy nie korzystalam dotad, no ale wiem ze cos takiego istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też nie korzystałam, nie wiedziałam nawet, że coś takiego istnieje. Będę uważniejsza. Ale wolałabym jeszcze się nie psuć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurki; zamieszanie z Mamą, jej datą urodzenia, mamy przeokropne. Ale musimy przez to przejść, bo mamy do załatwienia sprawy, do których upoważnienie nie wystarczy. A z tą datą to było tak, że zaraz po wojnie do szkoły przyjmowali tylko do rocznika 1925, a mama koniecznie chciała sie uczyć - zresztą jako jedyna z rodzeństwa zrobiła pełna maturę. Więc dziadek załatwił. My o tym wiedziałysmy, że jest o rok starsza, ale byłyśmy przekonane, że to jest taka rodzinna tajemnica, a wszystkie papiery są w porządku. Teraz nie możemy pojąć, jak Ona funkcjonowała przez całe życie bez prawdziwej metryki. Przecież w różnych sytuacjach trzeba ją okazywać - ślub, wyrobienie dowodu osobistego, akty urodzenia dzieci, nie pamiętam co jeszcze. No i klops na finiszu. No ale to już nasz klops, nie Mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt. Teraz trzeba okazywac wszedzie metryke urodzenia, moze kiedys nie bylo trzeba? Na slowo honoru to zalatwiali?:P

      Usuń
  18. Ja dzisiaj byłam świadkiem okropnego wypadku, dosłownie 3 metry obok mnie samochód jakby wybuchł. Okazało się, że na skrzyżowaniu jedno auto walnęło w drugie, a ja na chodniku, przy pasach. Łomot był straszny. W jednym aucie 2 maleńkich dzieci. Pomogłam dziewczynie wyjść z samochodu, była w szoku, ale trafił się ratownik medyczny w tłumie i udzielał pierwszej pomocy. Policja była za 2 minuty, za 7 straż i zaraz potem potowia. Nic poważnego się nikomu nie stało, ale wrażenie niesamowite. Z tego wszystkiego skróciłam trasę hucianą, bo już nie mogłam się skupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany! takie swiadectwo wypadku to niezly wstrzas jest. Powinni tak karac mlodocianych pijanych kierowcow - zeby odwiedzali ofiary wypadkow w szpitalach albo ogladali przymusowo filmy z wypadkow... wyobraznia jak szybko i co moze sie stac - rosnie w wiekiem. Mlodzi ludzie tego nie rozumieja.

      Usuń
  19. Macie rację - trzeba sprawdzić co jest w ramach OC przy ubezpieczaniu domu. Ja np. do tej pory nie wiedziałam, że ono obejmuje tez okoliczność pogryzienia przez mojego psa (innego psa, pewnie człowieka też, na szczęście tego jeszcze nie musiałam sprawdzać)niekoniecznie na terenie mojej posesji, ale na terenie całego kraju. PZU, w każdym razie, zwraca koszty leczenia pogryzionego. Sprawdziłam to niestety. A przy poprzednim takim samym zdarzeniu nawet nie przyszło mi to do głowy i buliłam z własnej kasy, mimo ubezpieczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak MM, to OC w życiu cywilnym.Szkody popełnione przez nasze zwierzęta, albo, jak zalejesz sąsiada...to też nie Ty płacisz, a ubezpieczyciel. Trzeba czytać OWU, choć to straszna lektura.

      Usuń
    2. tak, OC w ub. mieszkania obejmuje pogryzienie przez naszego psa innego psa lub człowieka, ale i szkody jakie wyrządzi, a także szkody jakie wyrządzi np dziecko- np stłucze szybę w sklepie itd.

      Usuń
    3. Albo, jak w trakcie zabawy uszkodzi np samochód na parkingu...

      Usuń
    4. tzn. Sonic, że jak mi pies zasika dywan to tez?

      Usuń
    5. Ja sie zapytalam ubezpieczycielki, bo mam 2 psy. I wtedy sie dowiedzialam o tym ubezp. od pogryzien. Nota bene Nupek w sierpniu pogryzl faceta... byl swiezo u mnie, ledwo miesiac i jeszcze nie wiedzialam, ze poza nienawiscia do psow - rzuca sie tez na niektorych ludzi (facetow). Chlop zostal pogryziony w krocze!, a ja przywiazalam psy na moment pod poczta i poszlam po ksiazke do biblioteki. Nupek byl bez kaganca. Trwalo to moze ze 2-3 min max. Wracam i afera! Lata zakrwawiony facet i rozbiera sie na srodku ulicy zeby pokazac gdzie Nupek go dziabnal (w pachwine). Policja itd. Masakra. Od tej pory Nupek chodzi w namordniku i niestety raczej go z niego nie uwolnie juz nigdy. W tym samym czasie zwarczaly sie obok psy na skrzyzowaniu. I on prawdopodobnie wystartowal do tych psow, a facet mu sie tylko nawinal... nie wiem - machal lapami, pochyli sie czy cos zrobil, ze Nupek sie na niego rzucil:( ostatnio Inspektorat weterynaryjny mnie scigal, zebym przywiozla Nupka pokazac, ze nie jest wsciekly. I mam wielka nadzieje, ze to koniec afery. Ale sprawdzilam, ze OC polisy mieszkaniowej w razie czego pokryje wszelkie odszkodawania itd.

      Usuń
    6. To OC pokrywa tez np jak porysujemy komus rower, samochod czy inna szkode wyrzadzimy, my lub nasze dzieci (nie wiem jak z malzonkiem - chyba tez obejmuje). I dziala wszedzie, nie tylko w miejscu zamieszkania, ale w calym kraju.

      Usuń
    7. Nupkowa, a delikwent na wściekliznę szczepiony? Bo jeśli tak, to po co jeżdżenie? A wiesz, że wścieklizny u nas już nie ma i te szczepienia to o kant pleców można rozbić?
      Ale że ten z pachwinom to się całkiem rozebrał? Na miejscu Nupka to bym mu odgryzła.

      Usuń
    8. Hano: przeczytalam pierwsze zdanie i pomyslalam, ze pytasz o tego chlopa, heheheh:D przydaloby mu sie, bo gdyby sie glupio nie nawinal, to Nupek by go nie dziabnal! Co za baran podchodzi do obcego psa, ktory szczeka (bo musial szczekac wczesniej!). No ale Nupek mogl ograniczyc sie do szczekania/warczenia a nie od razu dziabac chlopa w pachwine!

      Ja bylam w szoku najpierw dlatego, ze Nupek dziabnal, a potem jak zobaczylam, ze chlop spodnie sciaga na ulicy!!! i pokazuje mi zakrwawione gacie i wlochata pachwine!!! Myslalam, ze rzygne od razu! A policjanci i ratownicy z karetki - same chlopy - murem staneli za tamtym, nikt nie zadal pytania - jak ten chlop to osiagnal, ze maly kurdupel tak go pocharatal?!!! Nie widzialam nagrania, ale glowe dam sobie uciac, ze mial w tym niemaly udzial. Nie wygladal tez na myslacego czlowieka...

      Wscieklizna jest ponoc u lisow i dzikiej zwierzyny. A te szczepiania sa pro forma, bo nie trzeba wcale szczepic co roku dla odpornosci psow na wscieklizne; martwy przepis, ale powiedzieli mi policjanci i inspektoret wet. ze gdybym nie miala aktualnego szczepienia to dostalabym mandat (wtedy bylo max 200 zl, teraz wzroslo do 1 tys. zl). Wiec nie szczepiac regularnie ryzykuje sie, ze w razie dziabniecia kogos bedzie mandacik:/

      Na koniec wesola czesc: pojechalam potem na pobliska komende dopytac jak temten chlop sie czuje i czy planuje mnie scigac sadownie (nie wiadomo, moze kiedykolwiek to zrobic, sprawa sie nie przedawnia). Policjant dyzurny najpierw dlugo szukal zgloszenia, a potem zaczal tak rechotac, ze az sie zwijal ze smiechu:DDD jeszcze mu powiedzialam, ze Nupek to 8 kg kurdupel i ze chlop w gaciach latal po ulicy... porechotalismy razem, ale nie bylo mi do konca do smiechu... Jakby Nupek mu odgryzl, to dopiero byloby! Nie chce nawet o tym myslec! jednak mial odrobine rozumu, ze trafil w pachwine, a nie fiuta!:D

      Usuń
  20. Masza, rany bozia - współczuję

    OdpowiedzUsuń
  21. Rany, Nupkowa, to moje przygody z Balusiem to pikuś przy Twoim w krocze pogryzionym facecie. A ktoś widział jak Nupek gościa gryzł? Może masochista - wyłudzacz sam sie pogryzł był. Bo to zaiste ciekawe, że przywiązany pies gryzie faceta, w krocze w dodatku.

    OdpowiedzUsuń
  22. o matku bosku, Wy tu jakies horrory piszecie! wykrakalam chyba z tymi plagami egipcjanskimi raz kolo razu, zaraz bedzie deszcz zab i meterytow chyba.

    ciezarowki pakistanskiej oczekuje z wielka niecierpliwoscia! a czemusz to Rudolf W. jakis sploszony na obrazie 1 i 3? Niech Ci sie tylko te ksiazki na kaloryferze nie przesusza? ja ta metoda wywalilam 80 pare ksiazek Agathy Christie...

    co do spraw metrykowych, to bym w ogole nie wiedziala od czego tego wezla zaczac rozsuplywac....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, Rudolf spłoszony? Nieee, jakoś tak wyszet na zdjęciu.
      Metrykowe sprawy zaczniemy od dowodu osobistego. I ZUS-u.
      Sprawdziłam dzisiaj książki, ale nie, nic się z nimi nie dzieje. Kaloryfer jest ledwo letni, bo mi cięgiem gorąco. I tak od ponad roku. Znaczy się gorąco.

      Usuń
    2. No tak - mi pare lat zajelo zniszczenie ksiazek nad kaloryferem, ktory zazwyczaj byl cieply :/

      Usuń
  23. Opakowana; my tez nie bardzo wiemy i w tym problem.

    OdpowiedzUsuń
  24. A jak u Ciebie nabroil Balus? Ja sie niezle wystraszylam, bo gdybym wiedziala ze moze dziabnac czlowieka to oczywiscie bylby w kagancu, nawet w domu mialam kaganiec po Morrisie, pasujacy. I ten zbieg okolicznosci - "nieczynne" wejscie boczne pod poczta okazalo sie wejsciem dla pracownikow, gdzie przywiazalam psy. Ale skad moglam wiedziec? A chlop byl jakims pracownikiem poczty, troche dziwnym jak na moj gust i pies mogl sie go wystraszyc. Skoczyl na niego, a on jest bardzo skoczny i ma zeby jak igly - mlody jest. zlapal za portki i przebil sie do skory... a to wrazliwe miejsce jest...8 kg pies! policjanci i obsluga medyczna karetki patrzyli na mnie jak na wlascicielke co najmniej dobermana! a to tylko glupkowaty, maly kundelek, mocno wystraszony....No i te psy, ktore akurat 30 sek przed moim powrotem musialy sie na siebie rzucic (to byly duze psy!) i sprowokowac cala sytuacje - ja jeszcze widzialam koncowke psiej awantury... tam kamera jest nad tym wejsciem, policjanci sprawdzali. Modle sie tylko, zeby chlopu wystarczylo odszkodowanie z pracy, jakie dostal. I zeby po sadach mnie nie ciagal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nupkowa, Marta się obija chyba, to ja Ci powiem. Baluś wystartował do dwóch chartów rosyjskich cztery razy większych od niego. Baluś to glen terier wielkości porządnego jamnika. Szedł na smyczy, ale tych chartów nienawidzi, więc się Marcie wyrwał i poooszedł! Kotłowanina była, Marta o mało na zawał nie zeszła. Jakoś psy zostały z trudem spacyfikowane, charty były pogryzione tu i tam, Baluś niespecjalnie. Nie pamiętam, ale chyba wcale nie był pogryziony. On tak ma. Jedne psy toleruje, inne kocha, jeszcze innych nienawidzi. Nieprzewidywalny jest. Na szczęście - jak dotąd - człowieka jeszcze nie pogryzł.

      Usuń
    2. Hano: Balus to moj ulubieniec, niskoskanalizowany i kudlaty, w typie Nupka, choc Nupek napewno nie jest terrierem, ma miekka siersc bez podszerstka i chyba blizej mu do Hawanczyka, ale jest wiekszy. Terriery to waleczne psy sa przeciez! Wiec nic dziwnego, ze Balus walczyl z wrogiem:P Znaczy, ze Balus ma charakter i swoja madrosc, niekonieczne zrozumiala dla nas. Maja Nupek z Balusiem wspolna ceche: nikt im nie bedzie plul na mordke;P raz dwa zrobia porzadek! I nie daja sie przy tym pogryzc.

      Nupek wczesniejszy wybryk (o pare dni) mial z amstafka, lagodna jak cielak ale i cielaka wielkosci (z 30 kg wagi). Wypial mi sie z szelek, dopadl amstafke i wbil jej sie w ogon zebami! Amstafka przerazona krecila sie w kolko, razem z Nupkiem wbitym w ogon! A jej wlascicielka czekala na mnie, trzymajac Nupka, zeby mu sie nic nie stalo (tuz obok ruchliwa ulica) i jeszcze mnie przepraszala, za zajscie!!! Mimo, ze wina byla tylko i wylacznie Nupkowa/moja, bo mi sie wyrwal. Po tych 2 akcjach nosi kaganiec jak tylko wychodzimy z domu, juz mu nie wierze, ze sie nie wyrwie, nie pogryzie znow psa czy ludzia.

      Bylo to wszystko poteznym szokiem dla mnie, bo moje psy (niezyjacy Morris i Ciapek) to byly psie pierdoly, co wycisk od zycia dostaly taki, ze ja musialam uczyc je bronic sie przed innymi psami. Wiec nagle Nupek, najmniejszy z nich - psi agresor... ktorego nie planowalam. W schronie nic nie wiedzieli (?) o jego wyglupach, jak go adoptowalam mieszkal w klatce z innymi 5 psami i wojen nie bylo (?). I nic nie zapowiadalo cd. Zreszta z Ciapkiem tez od razu sie dogadali, a nie znali sie wczesniej. Przywiozlam Nupka do domu, zapoznalam chlopakow przed drzwiami mieszkania i razem weszli do domu, bez zgrzytow.

      Ale poniewaz Nupek po malu sie podchowuje, zaczyna lapac czego oczekuje od niego, nawet ciut mniej ciagnie na smyczy, to za jakis czas moze bedzie lepiej tez z psami? W domu jest uroczym przytulakiem, calusnikiem, wiecznie do mnie przylepionym, jak koala. Spimy razem, czytamy razem itd. czasem odgania Ciapka ode mnie, ale wtedy groze mu paluchem i przestaje. Czasu mu trzeba na odparowanie stresow, zlosci, eks-pana pijaczyny i schronu przez 5 mcy. No i na socjalizacje. Czytam teraz sporo psich ksiazek, forow, poszukam dobrego szkoleniowca a nawet psychologa psiego, zeby mu pomoc. Lubie spokoj i mile zwierzaki, a nie potwory:P

      Usuń
  25. O matkobosko. Ostanio byłam u Psa w swetrze, tam to się działo :-( Teraz u ciebie Hana, Nupkowa pisze o kroczu jakiegoś faceta co się rozbierał na ulicy, a u mojej mamy też woda wybija pod wanną i remont nas czeka. Ja pitolę ;-(
    potrzebuję się zdysocjować! W sensie psychologicznym, ne chemicznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzikowa, przygód z kanalizą nienawidzę całym jestestwem, calutkim! Najgorsze ścierwo do opanowania i swołocz, tfu! To już wolę facetów z obnażonym kroczem latających po ulicy.

      Usuń
    2. Hano: ja tez bym sie zamienila! Wolalabym nawet g... scierac z wlasnej podlogi niz drugi raz tego pol-golego wariata na ulicy ogladac:P A bielizne tez mial paskudna, i te wlochata pachwine, mowie Ci - ohyda!!!!

      Usuń
  26. Dzień dobry.
    Chyba pod wpływem Waszych opowieści przebudzenie miałam niemiłe bo jakiś horrorek mi się śnił. Brały w nim udział dwie znajome Kurki. Najpierw oglądałyśmy fragment miasta pod kątem rozbudowy drogi, a wyglądało ono jak w czasach przed I wojną. Potem znalazłyśmy się w lesie, gdzie były stare, ogromne drzewa i wodospad. Robiłyśmy zdjęcia i nagle poczułam, że musimy uciekać, bo jakieś drzewo na stoku wąwozu dymiło i tak się bałam, że aż się obudziłam z walącym sercem. Opisany sen nie oddaje atmosfery tego lasu wiejącej tam grozy i wszystkich ulotnych obrazów.
    Pogodowo paskudnie, pada deszcz, ciemno, 7 stopni. Miłej soboty, bez awarii i innych zawirowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz Ewo 2, też miałam jakiś wyjątkowo męczące sny. Może przez wiatr? Dużo było gubienia jakichś ważnych przedmiotów, szukania ich, frustracji, bo się nie chciały odnaleźć. Była też policja ale dlaczego, już nie pamiętam. Zawikłane to wszystko.
      Ale za to widziałam we śnie bardzo ładny scyzoryk, no szkoda, że w realu nie tylko we śnie, bo bardzo mi się podobał. Chyba mam kreatywną podświadomość w dziedzinie dizajnu. ;-)

      Usuń
    2. Boszszsz, śni Wam się czasem, że zgubiłyście torebusię ze WSZYSTKIM w środku? Makabra.

      Usuń
    3. Agniecha, ten scyzoryk na pewno coś znaczy!

      Usuń
    4. Mi się nie śni, mi się wydaje, że zgubię. Bez przerwy sprawdzam, czy mam oba telefony portfel. kartę do samochodu. To komunikacja miejska tak na mnie działa.

      Usuń
    5. Owszem śniło mi się, że zostawiłam w tramwaju, ja wysiadłam, ona pojechała dalej.
      Miałam coś podobnego naprawdę. Jechałam pociągiem z dzieckiem w wózku, bagażem i miałam wymarzoną, kupioną niedawno torebką. Wysiadłam w Krakowie ze wszystkim prócz torebki, która pojechała do Katowic. A w niej wiadomo co.

      Usuń
    6. Ja mialam taki sen, ale raczej niedbale gdzies niby na widoku zostawilm torebusie i jak popatrzylam, to juz bylo po niej. rozeszlochana sie obudzilam.

      Usuń
    7. Mnie się takie rzeczy nie śnią, bo torebusi nie używam:))

      Usuń
    8. Ale co, Hano? Bo jakoś nie mogę zinterpretować. Kowalem mam zostać i sama sobie zrobić taki?

      Usuń
  27. Mimo, że u mnie też nie wesoło- nie zazdroszczę sytuacji.
    Pomyśl sobie, że to wszystko kiedyś mija

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graszko, już minęło. Takimi rzeczami za bardzo się nie przejmuję. One są upierdliwe do bólu, ale to tylko niedogodność.
      Martwisz się Galeryjką? Jestem pewna, że za chwilę znajdziesz coś jeszcze lepszego:) Samo do Ciebie przyjdzie, zobaczysz.

      Usuń
  28. Oesu, ale "przygody". Nie zazdroszczę tych perypetii metrykalnych. Mam nadzieję, że uda się jakość wybrnąć z tego galimatiasu w najbliższej przyszłości i trzymam kciuki.

    Mamie G. też jej sw.pamięci tatuś odmłodził, ale z pododu wielkiej zimy i sniegów, albowiem urodziła sie w wigilię, Dopiero jak śniegi zeszły udał się był na koniu do urzędu. Tam podał 2 daty, które (sic!) zapisano, zapisano też błędnia nazwisko rodowe matki niemowlęcia. Potem była kołomyja z tymi datami i nazwiskami, ale po wojnie wydano zaświadczenie na słowo, albowiem po urzędzie i papieraćh ślad nie został. A działo sie to na Wołyniu.
    Wszelkie awarie występują, jak wynika z obserwacji, seriami. Może tak jest i będziesz miała troche spokoju.

    Wicher nocny narobił mi nieporzadku na gumnie w dekoracjach adwentowych i wywalił wszystko z kubła na papier. Mam sprzątania do południa.
    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izydoru, a wiadomo aby na pewno w tej sytuacji kiedy urodził się Twój G? I z jakiego łoża?
      Na spokój poawaryjny bardzo liczę. Nie tyle przerażają mnie awarie, co brak fachowców.

      Usuń
    2. A któż to tak naprawdę wie.

      Usuń
  29. Dzien dobry Kurniku! Też jakies sny mi ise kołatały,ale nie pamietam już o co szło:) koło 7 st.,na razie nei wieje,ale szaroburo. Trzeba dzis uskutecznic jakis dluzsz spacer,moze skoczymy z córkami w las.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wszelkich zdarzeń typu zepsuło się,zalało itp. nie lubimy,oj nie!

    Moja teściowa też miala cos z rokiem urodzenia nie tak,ale pamietam jak kiedys to odkrecała,ale też pół zycia z tym zyła i nikt sie nie czepił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dora, takie rzeczy się zdarzają i nic w tym nadzwyczajnego. Rzecz w tym, że musimy to odkręcać bez udziału Mamy, co utrudnia wszystko na starcie.

      Usuń
  31. To ja Bacha. Hanus, przeciez pisalam, ze moge przyjechac i pomoc na rozniaste sposoby, na 2-3 dni. Zabrac te moje graty, jak ciezkie to przepakowałabym do dwóch paczek. To chyba zatelefonuję bo maile mogę odczytywać tylko jak jestem u Sis.
    Pierwsze trzy dni miałam tak "zalatane" że spałam po 10 godzin, a wczorajsza wizyta u dentysty ścięła mnie kompletnie, portfel też zapiszczał , no to wiem co mogę sobie kupić a co już odleciało w siną dal. Kurencje krakowskie skomunikowane, tylko jeszcze zgrać czas na spotkanie musim. Powietrze na razie w miarę czyste, przedwczoraj nie mogłam otworzyć okna, chciałam spać przy uchylonym, ale uderzyła mnie taka fala smogu, że czym prędzej zamknęłam.
    No i zaczęłam grzeszyć łąkomstwem: rożki z różą, pychotowa szarlotka i takiż sernik. Ale tylko po kawałeczku jednorazowo. No co ja poradzę, że u mnie nie ma takich pyszności? To tyle z urlopowej kroniki krakowskiej. Hanuś to coś na kółkach baaardzo użyteczne. Tylko czy któryś czterołapny nie upodoba sobie jeździć na nim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacha, ale że naprawiłabyś zawory i spłuczkę? Hrehrehre, parę rzeczy jest tu do naprawienia, np. wymiana instalacji wszelakich - jakie wolisz? Elektryczne, czy wod-kan?
      No coś Ty, dzie tam będziesz targała. Nada się kurierem za 15-20 zeta, szkoda zdrowia.
      To na kółkach i owszem pod warunkiem, że wymienię kółka, bo czegoś się nie kręcą.

      Usuń
    2. Rozumiem że nie chcesz mnie widzieć.

      Usuń
    3. To też ja, Bacha.

      Usuń
    4. Hahaha. Przeczytalam Wasza dyskusje. Wychodzi mi, ze Bacha mile widziana pod warunkiem, ze sama lub z pomoca naprawi Hanie instalacje:D

      Za daleko jestem, ale proste naprawy elektryczne sama robilam i czasem prad mnie kopal, lecz nadal zyje;) do wod-kan sie nie dotykam.

      Usuń
    5. Nupkowa, toż ja też sama sobie w domu wszystko instaluję, uszczelki wymieniam itd. ale spłuczki to już nie naprawiem.

      Usuń
    6. Bacha, kurde, mylne wnioski wyciungłaś! Rozchodziło mi się o to, żebyś nie targała tych Twoich klamotów (po naszymu bambetli albo gemyli) pociągiem!!! Ja tu z sercem na dłoni przecież! Ale klucz francuski weź.

      Usuń
    7. Hano: ponoc spluczke prosto sie naprawia, ale trzeba znac jej budowe;) w internecie jest sporo porad dot. domowych napraw. Ja nawet lubie te budowlane, ale wod-kan jednak sie boje... prad moze mnie porazic i najwyzej wywali korki. A jakbym zalala 10 pieter pode mna, to juz nie zabawa:P Nie mowiac o psach - jakby sie potopily:( np. w czasie mojej nieobecnosci.

      Usuń
    8. Nupkowa, ona się rozpadła na ament. Naprawiana już była ze trzy razy. Przyjszła na nią pora.

      Usuń
    9. Hano: jak nic NOWY DOM Cie do siebie wola:) niechby to poszlo sprawnie i szybko - remonty, zebys juz nie musiala w STARYM i ZUZYTYM mieszkac. Nowi wlasciciele pewnie zrobia remont generalny, jak juz sie pozbedziesz starych wlosci.

      Jednak dzielna jestes, ze mimo wszelkich przeszkod idziesz naprzod i np. z wygody nie postanowilas zostac na stale w miescie. Ciekawi mnie to, bo ja nigdy w domu nie mieszkalam, wiec moge tylko sobie wyobrazac. I dzieki temu znam tylko rzeczywistosc blokowiska i wlasnie np. fachmanow ze sp-ni, co jakos tam zdejmuje troche odpowiedzialnosci za awarie.

      Usuń
  32. Dzien dobry Kurki! Juz jest po nowiu, wiec powinno byc spokojniej - w snach i w zyciu. Nupcio zdrowieje! Pierwsza noc dobrze przespana i bez s...czki. Opuchlizna po antybiotyku schodzi. Nawet dzis jakis spokojniejszy jest bidak. To dobry, kochany psiak, przynajmniej w domu. Marzylabym zeby na dworze tez taki byl i zebysmy w spokoju i z przyjemnoscia spacerowali, a nie w stresie i psich wojnach:/ Wczoraj poszlam z Ciapkiem na dlugi spacer, bez Nupka. O rany! Jaka roznica! Szedl spokojnie, na luznej smyczy, bez zadnych awantur. Musialam mu tylko mowic:" ulica", "samochod", "chodz tedy". Pies na pilota glosowego... 5,5 roku mi to zajelo gadania do niego i tez nieraz chwil zalamania, ze nie slucha. Moze z Nupkiem kiedys bedzie podobnie? Teraz jest ciezko, ale on sie zmienia. Jego nikt nigdy nie wychowywal. I jest mlodszy niz Ciapek, kiedy go wzielam. Ile nerwow i zlych mocy musialo byc w tym Nupkowym domu, ze taki mlodziak sprawia takie problemy!? Kocham te moje psiaki i kazdy z osobna jest idealny. Ale razem, na spacerach daja mi do wiwatu, na ogol.

    U nas cieplo, ok +7 st, lekko sie przejasnia. Od srody ma znow byc chlodno. Na Swieta chyba bedzie lekki mrozik i zima?

    Euthyrox i suplementy dzialaja! Wczoraj pierwszy dzien od lat (nie wiem ilu) mialam caly dzien energie, nawet pozno dosc sie polozylam i dobrze sie czulam! Glowa przytomna, nie spalam zbyt dlugo, a nie czuje sie zmeczona i taka "za mgla". Czyli to takze tarczyca byla zrodlem braku mocy... Nabieram nadziei na lepsze chwile. Jak zdrowie wysiada, to czuje sie zupelnie bezradna i slaba. Nie lubie tego stanu.

    Dobrej soboty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nupkowa, i niech tak trzyma ten zaawansowany stan zdrowotności. Nupek podobny z charakteru - zdaje się - do Wałka. Też niewyuczalny i bardzo lękliwy. Obcych łapie za nogawki, a skacze na wysokość 150 cm jak piłka. Nos może komuś odgryźć.
      Myślisz że awarie bardziej chodzo przy nowiu?

      Usuń
    2. A dzieki! No wlasnie Nupek po malu, bardzo po malu sie zmienia (w tym cala moja nadzieja!). Ale musi byc lekliwy (stad agresja). Nupek tez pare razy lapal kogos za spodnie i lubi wachac krocza! Kobiet/mezczyzn, bez roznicy. Teraz rzadziej, oduczam go tego. Skacze wysoko i potrafi zebami klapac, nauczylam go miec pilke w pysku, jak wracam do domu, wtedy nie lapie mnie zebami za kurtke czy nos (kiedys mnie dziabnal!). W sumie to Nupek jest pies obronno-zaczepno-kanapowy:P Szkodliwy tylko dla obcych;) mnie okazuje milosc i oddanie;)

      Taaa. Pelnia i now to 2 momenty kiedy wszystko sie chrzani. Czasem tez przy kwadrach, ale rzadziej.

      Usuń
  33. Nupkowa - z kazdym psem z osobna na spacerek? czyli zamieszkasz w parku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko wychodze z nimi osobno, a jak widac trzebaby. Ciapek wtedy wraca do starego Ciapka i jest grzeczny i cichy, a Nupka mam okazje poobserwowac na spacerach i pogadac z nim. Dzis u weta odkrylam, ze Nupek nie widzac innych psow - zamyka gebe (zaslanialam mu oczy). Moze klapki mu uszyje z czarnego materialu i bede zakladac na spacery?

      Jak sie dobrze czuje ze zdrowiem, to moge spacerowac do wypeku. Ale dawno sie dobrze nie czulam. Idealne byloby zamieszkac pod miastem. I wypuszczac obu do ogrodu, a spacery 1-2x dziennie, z dala od psow.

      Usuń
  34. A moze byc tak wszystkie kataklizmy, pogryzienia, zwalenia i zalania, awantury etc odwalic teraz, przed swietami i juz sie nie przejmowac w swieta no i w koniec roku, kopnac za siebie te horrory i sruuuu w nowy rok na czysto. Skladam ten wniosek w tryplikacie, olowkiem kopiowym plutym i ze znaczkiem skarbowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, Twój wniosek stempluję pieczątką z pyry!

      Usuń
  35. Taa... a ja mam już umówionego elektryka, he, he, he. Co do mamy to na cholerę były te wszystkie fałszywe papiry poczebne? Mama zaśpiochana jak rasowy szpion a instytucje powołane miały wsio tam gdzie instytucje zazwyczaj majo sprawy obywateli. Najgorsze jest to że teraz to Ty latasz a nie pracownicy onych, którzy do śpiochowania dopuścili. Aż się chce zagromkać - "Zero papirów i wolność dla luda!" Tajemnicą barku jest co na nim będzie chomikowane, jak grozisz pakistańską ciężarówką to jakoś tak podejrzewam książki i insze papirowe . Co do obecnej aury to my dziewczyny też łąpiemy słoneczko, Felicjan nadal preferuje piec Małgoś - Sąsiadki. :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Pochmurne dzień dobry wszystkim.Poczytałam zaległości. Dobrze ,że te wszystkie kataklizmy już minęły. Miłej soboty :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Poczytałam i doszłam do wniosku, że i mnie trzeba iść w urzędy, bo w wieczystym użytkowaniu mam źle napisane nazwisko Bezowego. Zrobię to przy płaceniu podatku za ono, bo 10 lat zwlekam. Przekręcanie nazwisk strasznie mnie irytuje, jak można nie odczytać poprawnie. Ostatnio miałam tak, nawet na zwolnieniu lekarskim. Hanuś dobrze, że opanowałaś awarię, u mnie nadal trwa. Został mi jeden numer do fachowca, kazał dzwonić po niedzieli. Nawet gadać mi się nie chce co czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Bezowo, niech czym predzej ktos przyjedzie ten piec naprawiac, bo mrozik nadciaga za pare dni!

      Dobrym zrodlem fachowcow sa sklepy budowlane, nawet te sieciowki typu Leroy, Castorama, Obi albo przedstawiciele jakiejs marki sprzetu/pieca. Oni maja namiary zwykle na porzadnych fachowcow. Moze tym tropem sie uda? Swego czasu znalazlam tak parkieciarza, glazurnika, elektryka. Oni rzadziej robia fuszerki, bo przetestowani sa i inaczej sklep by ich nie polecil. Ew. spnie mieszkaniowe, zwlaszcza te nowsze miewaja dobrych fachowcow. Sa wywieszeni na klatce schodowej, w gablocie, albo w administracji/biurze wspolnoty podaja namiary. W starych spoldzielniach niestety prl mocno sie trzyma i jak u mnie - pijacy, menele itd.

      Usuń
  38. Piękny zachód słońca, tylko go uwiecznić. Niestety nic z tego, bo musiałabym iść kawałek drogi, żeby wyjść z blokowiska. Czasu nie miałam bo dynię faszerowana piekę.
    Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  39. W temacie fachowców, napiszę, że ci nasi okoliczni, cośmy ich przetestowali a oni nas przez lata, to bardzo w porządku są chociaż terminy mają długie.
    Do naszego hydraulika na przegląd CO itp. jesienny zaczynam dzwonić w październiku, a on pojawia się zazwyczaj w listopadzie lub grudniu. Ale robi swoje, robi dobrze, i mówi, że serwis swoją drogą, ale jak będzie jakaś awaria ( odpukuję w niemalowane ) to przyjedzie. No cóż, kiedyś się okaże.
    A elektryk jest boski. On i jego ludzie dobrze pracują, szybko i w ogóle, a poza tym opowiada fajne kawały i zawsze pękamy ze śmiechu.
    U nas piękny dzionek był, tylko jakiś krótki. Ledwo wstałam, zrobiłam zakupy, pokręciłam się po obejściu, a tu już ciemno jak nie powiem gdzie. Obiadokolację gotować idę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macie farta do fachowcow! I niech sie nic nie zmienia nt!

      Usuń
  40. Ło matulku, taaaa, to parami chodzo takie sytyacje :(. Nie zazdraszczam bo nie lubię ani hydrauliki niesprawnej ani spraw urzędowych. Faktycznie, dzie ta twoja matkowina sie uchowała tyle lat !

    OdpowiedzUsuń
  41. No ciekawam co z tego stolika bendze :)))

    OdpowiedzUsuń
  42. Czołgiem Kureiry! Malowałam pakistańską ciężarówkę, prace są zaawansowane, ale jeszcze trochę potrzymam Was w napięciu.

    OdpowiedzUsuń
  43. Muszę lecieć, dzwonili, że Mama ma zapalenie oskrzeli i muszę znaleźć dyżurną aptekę.

    OdpowiedzUsuń
  44. Hano, co do aktu urodzenia Mamy, nie wiem czasem, czy po sprostowaniu aktu urodzenia Mamy, nie będziecie razem z Martą zmuszone do korekty Waszych aktów urodzenia - bo nie jestem pewna, czy w pełnym akcie urodzenia nie ma daty urodzenia Matki i Ojca. Sprawdź to i proszę nie zabijaj posłańca...
    Czy nie za dużo - teraz jeszcze zapalenie oskrzeli u Mamy???

    OdpowiedzUsuń
  45. To uż nie para a trio kłopotów. Trzymam kciuki, niech się skończą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tam nic nie chcialam mowic, ale tu u basz mowiom, ze klopoty chpdza trojkami, wiec moze juz zalatwione.

      Usuń
  46. Wróciłam. Antybiotyk znalazłam w trzeciej aptece dyżurnej dopiero. Kaszel jest dość paskudny, poza tym wszystko inne "w normie". Antybiotyk z tych szybko działających. Nic więcej zrobić nie można.

    OdpowiedzUsuń
  47. Boguśka; nie wiem co to pełny akt urodzenia i czym sie różni od skróconego, ale w skróconym nie ma daty urodzenia matki, więc na razie nie musimy z naszymi aktami nic robic (chyba?). Poza tym teraz Mama musi wyzdrowieć żebyśmy cokolwiek mogły zacząć robić z Jej dowodem. No i przede wszystkim musimy dostac Jej nowy pesel.

    OdpowiedzUsuń
  48. No i jeszcze dodam, że ja sie nie obijam (patrz komentarz Hany do psich przygód), tylko komputer mi sie zawiesza i jak mam po raz czwarty pisac to samo, to mnie szlag... Musze go oddac do renowacji synowi, ale to z kolei oznacza tydzień bez komputera, wiec zwlekam. Ale dojrzałam, bo poprzedni komentarz pisałam dwa razy, a ten trzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, to, co dostajemy w łapki, to jest właśnie skrócony akt, bo pierwotny, to kiedyś, jak pisali ręcznie było wielkości dwa razy A4. Lepiej od razu dopytać się w USC, czy Wy też będziecie musiały coś poprawiać.

      Usuń
  49. Dzień dobry Kurniku. W Odzi 3 stopnie i nie pada. Za godzinę spadam do Mam i do wieczora będą rzadko zaglądać.Udanej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  50. Część Kury Niedzielne!
    U nas deszczowo i plusowo. I dobrze, niech pada.
    Wczoraj postawiliśmy karmnik dla ptoków, bo poprzedniemu wiatr nóżkę złamał ze 2 miesiące temu, i naprawa, a właściwie oczekiwanie na właściwy moment naprawy, trwała do wczoraj. Postawili my, w ziemię wbili wielkim młotem, ziarków nasypali. I nic. Ptoki nie przyleciali. Miałam pewne obawy, bo od pewnego czasu obserwowałam coraz mniej ptaków w ogrodzie. No i obawy rosły, a ptoków nie było, aż tu nagle, po południu, ukochany ryczy - "O ptaszek!" A potem drugi, trzeci i już jak trzeba, wszyscy się zlecieli i poskubywali sobie słonecznik. Uff. Teraz czekają na śniadanie a ja w piżamie więc za chwilę. Niech cierpliwość ćwiczą.
    Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agniecha, ptacy muszo wyczuć, czy nowy obiekt aby bezpieczny jest. I dopiero się zlatujo.

      Usuń
    2. Zlatują się jak wściekłe, ewentualnie głodne.
      U nas deszcz popaduje zgodnie z moimi życzeniami. I chyba końskimi, bo bawią się jak szalone. Tak się ganiali, że jeden się w pełnym galopie wyłożył i poszedł w ślizg na mokrej trawie na boku. Z ładnych parę metrów tak popłynął, następnie wstał, otrzepał się i poleciał dalej do zabawy.

      Usuń
    3. Agniecha, u nas też pada ku mojej uciesze! Chciałabym takie końskie zaloty zobaczyć kiedyś.

      Usuń
    4. Agniecho: nie znam koni ani ich zwyczajow. Myslalam dotad, ze kon sie nie przewraca? To musialo niesamowicie wygladac!

      Usuń
    5. Hano, to były tylko niewinne zabawy młodzieży i źrebiąt. Zaloty to jednak trochę inna bajka.

      Nupkowo, oczywiście, że koń się przewraca, przecież nie jest stonogą, coby zawsze mieć tych kilkadziesiąt nóg na ziemi.
      Widziałam już konie, które na dupie zjeżdżały z górki, takie które robiły stanie na głowie/ fikołek do przodu.Ślizg na plecach czy na boku zdarza się dość często, tym bardziej, że pastwiska mamy na terenie podgórskim. Do tej pory, na szczęście, nikomu nic się nie stało.

      Usuń
  51. U nas bez zmian. Szaro-buro, mokro i wieje. Smog wywiało, 5 stopni.
    Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, u nas też przepaskudnie. Ciemno, ciemno, ciemno:(

      Usuń
  52. Przeżyję bez zdjęć z awarii (sama mogę obfotografować swoją umywalkę, spod której zwisa pół zardzewiałego symfonika), ale bez pakistańskiej ciężarówki już nie.
    Miałam też podobną historię - okazało się kiedyś, że mój rodziny brat miał w dowodzie inne imię matki niż ja, jego rodzina siostra. Ale wiem dlaczego, otóż mama miała mieć na imię Wanda, na co nie zgodziły się niemieckie urzędy, urzędowo więc i w dowodzie została Teresą, o czym mój brat nie wiedział, bo był malutki, jak mama zmarła. W domu jednak zawsze mówiło się o niej Wanda i tak brat podał do swojego dowodu. Musiał zmieniać i tak oto skutki niemieckiej okupacji widoczne są jeszcze dziś. Dobrego dnia mimo pluchy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli można się domyślać, że okupant był zorientowany w polskich legendach? Wanda - nie, bo Wanda nie chciała Niemca? No proszę.

      Usuń
    2. Agniecha - moze mieli liste anty-niemieckich imion...

      u nas jakby szronik na samochodach, a niebo bez chmurki. dzis w nocy ma byc minus DWA hohoho!
      dziedobry Kurkom

      Usuń
    3. Monika - to troche jak z moja Mama, ktora byla Wiktoria Leokadia (dzis imieniny Lodzi...). Wiktorii nienawidzila i na to imie nie reagowala (cosik jak ja z Maria...), ale chyba we wiekszosci dokumentow byla jako Wiktoria - tak, jak ja, podpsiwyala sie LW.....a, jak ja KThompson. W krajowym rejestrez tlumokow musze byc jako Maria, a emaile mam na Krystyne. I podpisuje sie Krystyna i taki maly dopisek-sygnaturka pod podpisem jest K.T. i piszacy do mnie najczesciej na takie dictum odpisuja - to KTO ty jestes? z kim ja rozmawiam??? hrehrhr

      Usuń
    4. Agniecho: tez o tej legendzie pomyslalam:D

      Opakowano: Mnie sie bardzo podoba imie Wiktoria. Bardziej niz Lodzia;) ale kazdy z nas ma inne skojarzenia i tez w innych czasach sie rodzil. Teraz staropolskie imiona sa w modzie i Dzesiki, Oliwie, Klaudie i Brajany:P Patrzac po imieniu kiedys - bedzie mozna powiedziec z jakiej klasy spolecznej wywodzi sie dziecko i jego rodzina... a to dodatkowo chyba (?) stygmatyzuje - mam na mysli Dzesiki-Brajany.

      Usuń
    5. Od imion to czasem gacie opadujo....
      Do Mamy znajomi mowili pani Lodziu, w dziecinstwie byla Lodka/Lotka, a przyjaciolka do niej mowila per Lodowka :)

      Usuń
    6. Opakowana, Lodzi jest dosyć nieszczęśliwym zdrobnieniem, nie sądzisz? Dla mnie okropne. To juz lepsza Lodówka.

      Usuń
    7. Na Lodowke bym nie wpadla:P ale samo imie Leokadia i np. zdrobnienie Leosia, Leonia juz mi sie podobaja. Lodzia mi sie kojarzy z Lodami i Lodziarnia. I okresem miedzywojennym.

      Usuń
  53. Monika, z imieniem moim było tak. Mama chciała, żebym była Hanią. Tata się absolutnie nie zgodził, co miał ciotkę zwaną Ślepą Hanulą i miał uraz jakiś. Ciekawe, nie? Tak więc na Hania mam na drugie i to też nie do końca. Ja wiem, że miała być Hanna, ale w metryce i w papierach na drugie mam Anna. A było tak. Przy którejś tam zmianie dowodu, na jednym świstku stało Hanna, na innym Anna. Pani w gminie się wkurzyła, bo nie wiedziała co wpisać do dowodu. I rzekła. To ja decyduję, że na drugie ma pani Anna. I ja teraz nie wiem, jak mam w metryce. Też muszę to wyprostować chyba, bo córka będzie miała jazdę w razie czego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiana Anna/Hanna jest czesta. U mnie w rodzinie 2 takie przypadki sa. Wszyscy mowia: Hania, a w rzeczywistosci jest Anna. A lubisz obie wersje imienia? Czy tylko 1?

      Usuń
    2. Nupkowa, lubię obie. Nie straszą. Ot, zwyklaki.

      Usuń
    3. Moja Babcia tez byla Anna. Ale akurat ona miala kilka imion i nazwisk, bo po wojnie musiala sie ukrywac z powodow AK. Nie umiem sobie wyobrazic jak to jest nie moc mieszkac w swojej okolicy, bo scigaja, albo musiec diametralnie zmienic imie i nazwisko (w sumie miala kilka zestawow). Dlatego w ciagu roku obchodzila kilka razy imieniny, bo i na Zofii i na Anny, ale wielu znajomych, w tym moj dziadek mowilo do niej per Jolu. Zawsze mnie to dziwilo, ze ktos mowi do mojej Babci inaczej niz ja ja znam (Anna).

      Usuń
  54. PS. Mama nie najgorzej, w każdym razie nic dramatycznego się nie dzieje. Kaszle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff. Zdrowia dla Mamy! I konca katastrof!

      Usuń
    2. Uff, no to dobrze. pewnie czosnek i inhalacje by pomogly. ale kto to ma robic....

      Usuń
    3. Dzięki Kureiry, nie jest źle.

      Usuń
    4. Czosnek z wampirami mi sie skojarzyl...

      Usuń
  55. Tłumaczką przysięgłą będąc , potwierdzam istnienie odpisów zupełnych i skróconych. Te zupełne sa potrzebne przy ślubach, zgonach, dziedziczeniu itp. Miałam przy zmianie dowodu kilka lat temu problem z powodu myślnika w moim dwuczłonowym nazwisku - konieczne było dokopywanie się do aktów urodzenia (1905 Rosja), slubu mojego ojca, mojego aktu ur. (Łódź). Na szczęście zajął się tym urząd w Gdańsku.No i wyszło na moje, że ma być myślnik.

    OdpowiedzUsuń
  56. Monika, ciężarówka pakistańska się tunninguje. Myślę, że efekt Cię (Was) zaskoczy, hrehrehre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką jej dałaś skrzynię biegów? Ręczną czy automat?

      Usuń
    2. Jak pakistanska to pewnie na sznurek...mowie z doswiadczenia z tzw 3 swiata.

      Usuń
    3. Agniecha, to najprostszy model, z manualną skrzynią. Pojemność 1.0.

      Usuń
    4. Opakowana, ale że sznurek do rozrusznika? Jak w maluchu?

      Usuń
    5. Jeżli ma to być wintydż, to proponuję zastosowanie korbki.

      Usuń
  57. Moja Mama, wyjeżdżając w czasie wojny ze Lwowa, miała ze sobą metrykę, pisaną ręcznie. Papierek, jak to papierek, lubi się poniszczyć. Jak już do Lwowa nie mogła wrócić i osiedliła się w K. papierek powędrował do USC i została krośnianką, urodzoną we Lwowie.
    U nie wichur straszny, +3 i nic nie pada.
    Opakowana, ja miałam babcię od taty - Wiktorię, a od Mamy - Annę.

    OdpowiedzUsuń
  58. O matkozcurkom .... również mnie sprawy wod - kan denerwują, bo jako oszczędna wielkopolska pyra od razu widzę, ile wody spływa do kanału, za którą będę musiała zapłacić ...
    My też mieliśmy małą awarię wodną, z tydzień temu? Albo i dwa ... spłuczka zaczęła wodę przepuszczać. Chłopu na szczęście zrobił i na jakiś czas spokój mamy ...
    Z metryką Waszej mamy zrobiła się niezła kołomyja ... z ilu rzeczy człowiek sobie nie zdaje sprawy, a potem latać musi i się denerwować, czy dobrze i szybko coś załatwi ...
    U mojej koleżanki poszło o kreseczkę nad literką n ... ona w nazwisku miała, a jakiejś metryce rodzinnej, czy innym dokumencie nie było. No i musiała to prostować.

    Czymcie się ciepło. U nas pada sobie, a ja po południu idę do pracy, w której to muszę otworzyć internat i powitać dziatki nasze, powracające na jego łono z weekendu ... tym razem padło na mnie.

    OdpowiedzUsuń
  59. Dzien dobry! U nas deszczowo, szaro i troche chlodniej.

    Jak tak piszecie o zmianach w imionach/nazwiskach to widze, ze prawie kazda osoba cos tam miala pozmieniane. Wojny sie napewno przyczynily do tych zwirowan. Prostowanie troche potrwa, ale w koncu warto to zrobic. Szczegolnie w trosce o potomnych;)

    Przyznam sie i ja, ze zmienilam imie i nazwisko. Mialam imie obcojezyczne, bez -a na koncu i cale zycie klopoty - jak to sie pisze, dlaczego, skad... A nazwiska nie lubilam (polskie znaki i jakies takie nie-brzmiace). No wiec z okazji nowego dyplomu postanowilam zmienic oba. Imieniu dodalam -a (gehenna z tlumaczeniem sie skonczyla), a nazwisko zmienilam calkiem, na proste, bez polskich znakow, popularne. Ulge odczuwam do dzis, niezmierna. Zadnych problemow, pytan, przekrecen.

    OdpowiedzUsuń
  60. Moja matka wstydziła się, że jest rozwódką i wszędzie wypisywała "wdowa", w urzedowych dokumentach też. Wyszło przy załatwianiu aktu zgonu, ale miła pani wszystko szybko naprawiła. Uffff...

    OdpowiedzUsuń
  61. Myślnik przy dwóch nazwiskach od jakiegoś czasu obowiązuje, musiałam poprawiać bo nie miałam.
    Za mną paskudna pogodowo za to miła towarzysko niedziela. Rano lało, potem przestało, spacer odbyłam, potem znów padało, ale spotkałam się z Bachą, byłyśmy razem na kiermaszu potem na kawce i było bardzo miło.

    OdpowiedzUsuń
  62. Kurom to dobrze,gwarzą se nieśpiesznie.
    A ja się wzięłam i umyłam rodową zastawę,na razie szkło.Stoją na baczność w rzędach.
    Co więcej dostrzegam w kryształowych kieliszkach urodę i elegancję,słyszysz Dora!!;)
    Oraz ostali mi się cztery rubinowe remery do wina,uważam,że dostojnie się prezentują.
    Oczywiście omal się nie zabiłam,bo zapomniałam,że stoję na dwustopniowej drabince i ..krok w tył i wylądowałam twardo.Jutro się okaże czy mam cztery litery fioletowo-żółte.
    Postawiłam na razie świąteczny wianek i parę świecidełek,czekam na choinkę...
    No i tak.
    Miłego wieczoru..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja w ogole nie mam zadnej zastawy do pucowania. z drogich przedmiotow to mam srebrna chochelke mikro oraz lyzeczke-sitko do cukru, tez srebrne, albo choc posrebrzane. pucowanie tego zajeloby mi ze dwie minuty. Kieliszki do wina sa zwykle, bo ze slubnego prezentu 11 kieliszkow z zielonego szkal (tylko tyle bylo w sklepie!!) juz jest tylko 8 wiec sobie stoja i wygladaja ladnie. za to kieliszki do wodki (jakos nie uzywane) mam w myszke Miki i kaczora Donalda.

      p.s. nienawidze takich drabinek, bo zawsze sa okrutnie zdradzieckie. Mam nadzieje, ze na kolorach na odwloku sie skonczy!

      Usuń
    2. Hanno, toż oczy przecieram:)))))) Tez od patrzenia na te klamoty zaczynam nabierac do nich sympatii ,moze jeszcze kryształowe popielnice i bombonierke w kształcie gruszki,lub koszyki,to bym chetnie oddała komuś, ale wazony i miski i dzbanek zostawiam,kilka szklaneczek jest,ale kieliszkow niet.

      Usuń
    3. ;) a widzisz?
      Bombonierkę gruszkę możesz używać jako cukiernicę.

      Usuń
    4. Opakowana, czyli widzisz myszki już przed imprezką?:))

      Usuń
    5. Podobaja mi sie bardzo kolorowe kieliszki do wina - kobaltowe, zielone itd. Ale kieliszki do wodki w Kaczora Donalda i Myszke Miki przoduja:D

      Ja nie mam wcale krysztalow ani porcelany, bo nie mam miejsca do trzymania. A poza tym zawsze sobie myslalam: po co trzymac serwisy, uzywane 1-2 x w roku? Za to moj brat dzielnie trzyma tradycje i nabyl/dostal serwis kawowo/obiadowy na kilkanascie osob. Mieszkanie maja niewiele wieksze od mojego, lecz widac do czegos on im sluzy? Przy jakis duzych rodzinnych spotkaniach moze to ma sens? Ja nie urzadzam, bo i rodzina rozproszona, a ci, ktorych lubie nie mieszkaja tutaj tylko daleko stad.

      Usuń
    6. Nie no Hanno, weż z cukiernicą, nie uzywamy cukru, no i to brzydactwo jest:)))))

      Usuń
    7. Nupkowo,no wlasnie, ja sie teraz ostałam z duza iloscią seriwsów obiadowych i tez uskuteczniam rozdawnictwo,ku mej radosci na wiosce przyjma do świetlicy jeden zestaw. Nam w porywach potrzeba 6 sztuk, to wystarczy z górką jak mam komplet na 12 osób. Kilka codziennych innych i już. Wersalu niep osiadam i gosci ani duzej rodziny też nie. teraz owszem jak sie pojawili na pogrzebach,to sie większa ilosc przydała, ale tylko talerzyków deserowych i kubków, no ale to wyjatkowa okoliczność jednak.

      Usuń
    8. Hanno,zapasy bialego cukru oddalam znajomemu dla pszczoł na dokarmianie.

      Usuń
    9. Doro: wiele osob jeszcze kultywuje tradycje oraz moze maja taka duza rodzine i lubia takie posiadowki, przy stole? ja nie bardzo, wole inne sposoby spedzania czasu niz wielogodzinne jedzenie i picie; na jakas okazje ostatecznie mozna wypozyczyc serwis z wypozyczalni/od sasiadow czy rodziny; pozbywam sie skutecznie od lat rzeczy, ktorych nie uzywam i nie mam tez wielu rzeczy, ktore maja inni - tv (ponad 10 lat?), zmywarki (skoro mam sie wyprowadzic stad) itd. Mnie sie podoba mieszanka roznych np talerzykow i filizanek czy kubkow, na stole.

      Usuń
    10. Doro, w krysztale zawsze możesz trzymać ksylitol.:-)
      Czytam sobie teraz świetną książkę o pszczołach i ludziach, i się zastanawiam, czy miód zrobiony z cukru może być zdrowy? Ewentualnie, czy pszczoła karmiona cukrem może być zdrowa? Ktoś wie?

      Usuń
  63. Taaaaa, stalysmy obok siebie a ja telefonowalam do Ewy2 gdzie jestem. Deszcz byl laskawy. Przestal padac jak weszlysmy na kiermasz. Na szczescie smogu dzis nie bylo wiec mozna bylo obejrzec to i owo przeciskajac sie przez tlum. Ewa2 z trudem ten tlum wytrzymywala Ppotem znowSis, potrzebuje szczoteczke do farbowania wlosow. Masz jakies w domu? u zaczal padac wiec schowalysmy sie do bunkra na kawe. I tam zanudzilam Ewe2 totalnie ale dzielnie sluchala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie TY tą nudę widziałaś? Wcale się nie nudziłam, mogłam jeszcze Ciebie słuchać, tylko w pewnym momencie usłyszałam też hałas. Tak już mam, że na starość coraz gorzej go znoszę. O różnych aspektach dnia codziennego w innych realiach mogę słuchać długo.

      Usuń
    2. Czy pytanie o szczoteczkę było do mnie? Nie farbuję i nie mam.

      Usuń
    3. Hrehrehre Ewa2 poplataly mi sie maile do Sis z blogiem . Jak to bylo mozliwe to nie wiem.

      Usuń
    4. Widać możliwe, lepiej nie dociekajmy jak.

      Usuń
    5. Bacha - NAPRAWDE nie wiesz, jak to mozliwe? hrehehre bo ja to dokladnie wiem jak to mozliwe...

      Usuń
  64. Ja farbuje,ale szczoteczki nie uzywam, tylko grzebyka gęstego, do odrostów,a potem to juz ciach reszte farby na łepetyne i z glowy. Teściowa uzywala szczoteczki do zebów.

    Fajno kurki,ze sie spotkałyście:)

    My z corka zaliczyłysmy spacer, pieczenie pierniczków nr.2 , na herbate i ciacho przyszła Starsza z niezieciem, ale juz poszli, teraz przelewam rachunki, i juz znow zaraz noc.

    OdpowiedzUsuń
  65. Dobry wieczór. Właśnie wróciłam od Mamy. Przyjęcie odbyło się w zmniejszonym gronie, bo zachorowała najstarsza Wnusia, ma zapalenie krtani i Synowa została z dziewczynami w domu. Był tylko Syn, plus ja, plus Córcia z Mężem i najmłodsza Wnusia. Przyjęcie bezalkoholowe, bo Trzech kierowców i trzy auta...

    OdpowiedzUsuń
  66. Boguśka, szkoda że nie Trzech Króli:)))

    OdpowiedzUsuń
  67. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  68. Deszczowe dzień dobry. Pada, wieje plus 5 i smogu nie ma.
    Zdążyłam już zarejestrować się do konowała, krwi i upuścili, kotu jedzonko kupiłam i czas się zbierać do przychodni znowu. Lekarze się tam ciągle zmieniają, co rusz ktoś chory, inny na zastępstwie, na szkoleniu itp.
    Dobrego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  69. Cześć Kurrry,
    u nas też mokro i na plusie.
    Byliśmy na polu, bo pracownik rozpracowuje zbędne zadrzewienie na łące. Ładnie wyglądają drzewa na łące, ale jak trzeba tą łąkę kosić, i slalomować z kosiarką, zgrabiarką, a potem z prasą, to zaczynam rozumieć, czemu na łące drzew zazwyczaj nie ma.
    Ptoki już się przyzwyczaiły, że restauracja otwarta.
    Miłego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak to powinno być z tym dokarmianiem ptaków? Udostępniłam na fejsie wpis który komunikował, że można już zacząć dokarmianie, a Inkwi napisała w komentarzu, że ptasie stołówki powinno się otwierać dopiero wtedy jak przez kilka dni z rzędu pada śnieg i jest jest minusowa temperatura. A u Was Agniecha jest chyba na plusie.

      Usuń
  70. Cześć,cześć, deszczowo,jak ktos siedzi do późna,to potem śpiący,więc witam się z Wami z wielki ziewem.Ale szybciutko sie pozbieram,o wtem troszeczke slonca sie pojawilo,moze bedzie ładnie?

    OdpowiedzUsuń
  71. Dzień niech będzie dobry kurietty!

    OdpowiedzUsuń