środa, 23 września 2026

BOBEK. POWAŻNY KRÓLIK O NIEPOWAŻNYM IMIENIU


    Z
djęcie powyżej jest powiększonym fragmentem jednego ze zdjęć z posta o Dniu Otwartym. Tuż nad kartką, na której piszę, leży książka. Widać też królika, który stał się inspiracją do jej powstania i różne gadżety promocyjne, bowiem, wpisując mój wierszyk do azylowej Księgi pamiątkowej, usiadłam (wtedy o tym nie wiedząc) na miejscu Zuzanny Samsel - autorki książki. 
    Książkę kupiłam już podczas zeszłorocznego Dnia Otwartego (a właściwie zamówiłam, bo chciałam mieć autograf). A podczas tegorocznego Dnia Otwartego udało mi się poznać autorkę osobiście.




    Kiedy przyszła przesyłka, od razu wzięłam się za czytanie. Przeczytałam całą i bardzo mi się spodobała. „Bobek, poważny królik o niepoważnym imieniu”, to niezwykła, ciekawa i wciągająca książka. Łączy świat realny ze światem fantazji, pokazując, że granica między nimi jest bardzo cienka i - jeśli wystarcza wyobraźni - łatwa do przekroczenia. Historia Billy'ego i Bobka pokazuje, jak ważna jest przyjaźń i lojalność, jak inteligencja, odwaga, determinacja i współpraca pomagają osiągnąć cel. Uświadamia, że to czego szukamy, jest czasem bardzo blisko. Tutaj dobrzy otrzymują nagrodę, źli zostają ukarani, a zagubieni odnajdują drogę lub dostają drugą szansę. A do tego czyta się ją z zapartym tchem, przeżywając przygody razem z bohaterami. Jest przeznaczona dla dzieci w wieku od 8 do 12 lat, ale oczywiście znajdą się zarówno młodsze, jak i starsze dzieci, dla których będzie odpowiednia i którym się spodoba. Myślę, że i wielu dorosłym czytanie o przygodach bohaterów sprawi przyjemność. Polecam książkę każdemu, kto chce kupić dzieciom lub wnukom coś do wspólnego albo samodzielnego  czytania. 
Książkę można kupić przez stronę na Facebooku: 
https://www.facebook.com/profile.php?id=61567410624236
Królik ze zdjęcia zainspirował autorkę do napisania książki, tego się dowiedziałam od jednej ze znajomych córki, która zna osobiście Zuzannę Samsel. Ma ją jeszcze zapytać, skąd się ten królik w ogóle u niej znalazł.


piątek, 4 września 2026

BLOGGER SIĘ ZBIESIŁ

 Nie można komentować postów, próbowałam na kilku blogach. Czy to sprawka AI ? 😈😉


Ale można pisać posty. Znalazłam nawet możliwość rysowania przy pomocy myszki, jak w Paincie, to narysowałam wam kwiatek 😃 Własnoręcznie.
Cóż, musimy poczekać, aż Bloggerowi przejdzie.

wtorek, 1 września 2026

DZIEŃ OTWARTY W DOMU KRÓLIKA

      Ostatnią sobotę sierpnia miałam (jak co roku) zajętą, bo w Domu Królika, prowadzonym przez Fundację Azyl dla Królików z Torunia, odbywał się Dzień Otwarty. Już na kilka dni przed wyjazdem zaczęłam się zastanawiać nad wierszykiem do księgi pamiątkowej, ale napisałam go dopiero w pociągu, w drodze do córki (co widać 😉), bo najpierw pojechałam do niej, a potem razem pojechałyśmy do Torunia. 


        "Gdy trzcina zaczyna płowieć,
        a żołądź większy w dąbrowie,
        znak, że lata złote nogi
        już się szykują do drogi".
                                    K.I. Gałczyński
                                    "Kronika olsztyńska"

                                                                No tak. Już kończy się lato.
Zaczyna się robić jesiennie, 
więc w drogę znów wyruszamy
w jednym kierunku, niezmiennie.
A cel nasz? To Dom Królika,
to miejsce piękne i dobre,
bo jeśli królik tu trafi,
to ktoś mu zawsze pomoże!
I wszystkie królicze biedy,
i chore, i zaniedbane,
tutaj dochodzą do siebie,
tutaj się czują wspaniale!
Lecz żeby doszło do tego, 
żeby zdarzyło się dobro,
wszyscy jesteśmy potrzebni,
potrzebna jest nasza pomoc.
I po to tu wszyscy zjeżdżają,
by w czasie Dnia Otwartego
dla Azylantów kochanych
uczynić móc coś dobrego ♥



Właśnie skończyłam wpisywać wierszyk 😊

    Dzień Otwarty to zawsze święto radosne, mimo że wymaga od wolontariuszy i zarządu fundacji wiele pracy i zaangażowania. Trzeba ogarnąć ten cały bałagan, który robią goście, obsłużyć ich, pilnować sprzedaży, licytacji, a przede wszystkim królików, żeby nie stała im się jakaś krzywda. Azylowi goście na ogół wiedzą, jak się zachowywać przy królikach, a króliki, te które mogą swobodnie biegać między ludźmi, mają na gości totalnie wywalone, w ogóle się nimi nie przejmują. Dają się, owszem, pogłaskać, chętnie schrupią jakiś smaczek, ale poza tym robią, co chcą.










Nawet ładnie mi zapozowały 😊    

    Podczas Dnia Otwartego zobaczyć, jak wygląda Dom Królika, kupić lub wylicytować różne królicze gadżety, fajne przedmioty, rękodzieło, biżuterię, zjeść coś słodkiego (w tym tradycyjnego gofra, bo Dzień Otwarty bez gofra to już nie to samo 😉), wypić kawę, herbatę itp. A wszystko po to, aby wspomóc Azyl. Wszystkie rzeczy, i te do kupienia, i te na licytację, i słodkości pochodzą od darczyńców. Każdy stara się coś podarować albo kupić, a najczęściej jedno i drugie. Licytacja to w ogóle ciekawa sprawa, bo fanty idą za grube sumy, w ogóle niewspółmierne do ich zwykłej wartości. Liczy się to, że chce się jakiś fant mieć. 



Fragment straganu

    Tym razem nie wykonałam żadnego rękodzieła, za to upiekłam kruche ciasteczka w kształcie królików, waniliowe i kakaowe. Eksperymentalnie zrobiłam też takie łączone, dwukolorowe. Niestety, nie zrobiłam zdjęć w domu, a na miejscu, kiedy przyszło mi to do głowy, okazało się, że zostały już nędzne resztki ciasteczek. A, dodam, że za ciasto i inne takie, którymi goście częstują się samodzielnie, należy wrzucić do puszki co łaska.
   Oczywiście wzięłyśmy udział w licytacji (ten dreszczyk emocji!). Moja Dorota wylicytowała dla siebie, a raczej dla swoich królików, cały karton różnych ziół, dwie poduszki i już nie pamiętam dokładnie co. Ja wylicytowałam torbę na zakupy, a Dorota dla mnie obraz z królikiem. Oprócz tego kupiłam książkę, rękawicę i łapkę z królikiem, bransoletkę, dwa koralikowe pierścionki i kolczyki, które (zbyt brutalnie przeze mnie potraktowane) odkleiły się od sztyftów. Ale oczywiście je naprawię, bo wystarczy do tego kropla kleju. Dorota też nakupowała różnych drobiazgów.




Na zdjęciach moje zdobycze i obrazek, który kupiła Dorota. W małym pokoju mam już swoistą galerię. Przy okazji ją pokażę.
    Jeszcze nie wiemy, ile dziewczyny zebrały, ale chyba trochę mniej niż zwykle, bo ze względu na pogodę było mniej ludzi, a do tego nie przyjechała najostrzej licytująca para.
    Po zakończeniu imprezy byłyśmy na obiedzie, a ponieważ wybrałyśmy słynną toruńską pierogarnię "Stary młyn", w której są zawsze kolejki, to musiałam pojechać do domu późniejszym pociągiem.
    To był bardzo fajnie spędzony czas, już czekam na przyszłoroczny Dzień Otwarty 💖