Poszło jak poszło, gadać nie ma o czym, zresztą ile można?
Robię miejsce do gdakania, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Życie płynie dalej, róbmy swoje i tego się trzymajmy.
Zdjęcia od czapy i ku ozdobie.
poniedziałek, 13 lipca 2020
czwartek, 2 lipca 2020
Nie bójmy się spełniania marzeń
W sumie to miało być o czymś innym, ale komentarze pod poprzednim postem spontanicznie skierowały mnie na inne tory. SaBała napisała o marzeniach, odpuszczaniu i szaleństwie. Podpisuję się pod jej słowami całą sobą, zwłaszcza w kwestii szaleństw, co często bywa równoznaczne z marzeniami. Marzenie sugeruje coś, co jest rozciągnięte w czasie - do jego spełnienia się dąży. Natomiast szaleństwo to coś, co popełnia się impulsywnie, wbrew wszystkiemu, nie bacząc na koszty. Nie do końca się z tym zgadzam, bo często szaleństwo (w subiektywnym odczuciu) to nic innego, jak realizacja marzenia (nie mam tu na myśli szaleństw w rodzaju zakupów itp.).
Całe życie marzyłam o własnym domu, najlepiej na wsi. Marzenie się spełniło, po czym pękło z hukiem jak wielka bańka mydlana. Wróciłam tam, gdzie wracać nie chciałam i marzyłam dalej. Bardzo często jest tak, że marzenie jest nierealne, a przez to frustrujące, bo ogranicza nas mnóstwo rzeczy od nas niezależnych. Mamy w głowach masę blokad, do tego dochodzą przyziemne kwestie najróżniejszego kalibru i rodzaju. Wielkie znaczenie mają finanse, ale ośmielę się powiedzieć, że większe przeszkody tworzymy sobie sami - z różnych powodów, czasem nieuświadomionych. No i co to znaczy szaleństwo? To sprawa absolutnie indywidualna. Zaszalałam i ja, postawiłam na jedną kartę. Istniała wszak możliwość, że utopię wszystko co mam (w sensie materialnym i poza materialnym). W końcu ile razy można zaczynać od nowa? Otóż można. W każdej chwili i w każdym wieku. Nie bójcie się zmian, nawet radykalnych, jeśli istnieje minimalna nawet szansa, że to Was uszczęśliwi. Nie ma na co czekać. Tego nauczyło mnie życie i tak żyję. Nie planuję niczego z wyprzedzeniem (co najwyżej z tygodniowym). Co nie znaczy, że nie dopadają mnie lęki i wątpliwości. Nie stałam się bynajmniej beztroską, ćwierkającą sikoreczką, ale daję sobie z tym radę lepiej niż kiedykolwiek. Kocham willę Kuriozę i mój pożalsięboże ogród. Budzę się rano, piję w łóżku sokawkę oblepiona psami i kotami i planuję, co dzisiaj zrobię. Chyba że pada deszcz, wtedy nadrabiam zaległości malarskie i inne, jakieś piniondze się w tej sielance przydają. Nie brakuje mi niczego, ani nikogo. Czasem myślę, że może jestem stworzona do życia w pojedynkę, tylko dotąd o tym nie wiedziałam? Nie chcę żadnego faceta u boku, bo będzie mnie ograniczał w taki czy inny sposób. Moja wolność jest zbyt piękna!
Nie bójcie się, skaczcie na bungee, jedźcie nad morze, śpiewajcie arie operowe lub odprawcie kochasia, który Was wkurza. Do boju!
Zdjęcia z ogrodu, bo i skąd? Znów się urobiłam i znów mam pomysł i najchętniej zrealizowałabym go natychmiast.
Całe życie marzyłam o własnym domu, najlepiej na wsi. Marzenie się spełniło, po czym pękło z hukiem jak wielka bańka mydlana. Wróciłam tam, gdzie wracać nie chciałam i marzyłam dalej. Bardzo często jest tak, że marzenie jest nierealne, a przez to frustrujące, bo ogranicza nas mnóstwo rzeczy od nas niezależnych. Mamy w głowach masę blokad, do tego dochodzą przyziemne kwestie najróżniejszego kalibru i rodzaju. Wielkie znaczenie mają finanse, ale ośmielę się powiedzieć, że większe przeszkody tworzymy sobie sami - z różnych powodów, czasem nieuświadomionych. No i co to znaczy szaleństwo? To sprawa absolutnie indywidualna. Zaszalałam i ja, postawiłam na jedną kartę. Istniała wszak możliwość, że utopię wszystko co mam (w sensie materialnym i poza materialnym). W końcu ile razy można zaczynać od nowa? Otóż można. W każdej chwili i w każdym wieku. Nie bójcie się zmian, nawet radykalnych, jeśli istnieje minimalna nawet szansa, że to Was uszczęśliwi. Nie ma na co czekać. Tego nauczyło mnie życie i tak żyję. Nie planuję niczego z wyprzedzeniem (co najwyżej z tygodniowym). Co nie znaczy, że nie dopadają mnie lęki i wątpliwości. Nie stałam się bynajmniej beztroską, ćwierkającą sikoreczką, ale daję sobie z tym radę lepiej niż kiedykolwiek. Kocham willę Kuriozę i mój pożalsięboże ogród. Budzę się rano, piję w łóżku sokawkę oblepiona psami i kotami i planuję, co dzisiaj zrobię. Chyba że pada deszcz, wtedy nadrabiam zaległości malarskie i inne, jakieś piniondze się w tej sielance przydają. Nie brakuje mi niczego, ani nikogo. Czasem myślę, że może jestem stworzona do życia w pojedynkę, tylko dotąd o tym nie wiedziałam? Nie chcę żadnego faceta u boku, bo będzie mnie ograniczał w taki czy inny sposób. Moja wolność jest zbyt piękna!
Nie bójcie się, skaczcie na bungee, jedźcie nad morze, śpiewajcie arie operowe lub odprawcie kochasia, który Was wkurza. Do boju!
Zdjęcia z ogrodu, bo i skąd? Znów się urobiłam i znów mam pomysł i najchętniej zrealizowałabym go natychmiast.
![]() |
| Krzywo wyrżnęłam żywopłot. Kurduple tak rżną. |
![]() |
| To zrobiłam w dwie godziny, wczoraj wieczorem. Z daleka wygląda lepiej:))) No i musi zarosnąć. |
![]() |
| Sama nie wierzę, że to mój ugorek. Kfiatki drzemały w trawie od dziesięcioleci, odkopałam je i proszę, jaka wdzięczność! |
![]() |
| Kwiatki w doniczkach okropnie dostały w kość przez ulewne deszcze. W kupie jakoś wyglądają, ale słabe są. |
![]() |
| Opakowana, zakwitły! |
![]() |
| Są pączusie! |
![]() |
| Studzienka odpływowa z sitka do gotowania pyzów na parze. W najbliższym czasie pyzów (pyz?) nie będzie. |
![]() |
| Fasolka szparagowa w trumience obrodziła. |
![]() |
| Widzicie pomidorki? Jest ich dziesięć na razie! |
![]() |
| Gąszcz. |
![]() |
| Elu, liliowce od Ciebie! Przeszły ze mną dłuuugą drogę. |
![]() |
| Wersal se wystrzygłam. |
![]() |
| Ceną za Wersal są te oto urobione nóżki. |
![]() |
| Taka piękność wyskoczyła mi nagle spod jałowca! I pachnie! |
wtorek, 23 czerwca 2020
Wracam!
No ale co robić, jeśli przy przejeździe kolejowym znajduje się jedno takie miejsce, a przejazd zamknięty na głucho? O wiele milej spędza się czas wśród roślin, niż w chmurze spalin, prawdaż?
Miasto mnie zmęczyło, duchota i wilgotność w powietrzu straszne i tak to wisi bez sensu. Trochę pokapało i przed chwilą solidnie lało, ale tylko przez 10 minut. Tym niemniej rośliny rosną jak opętane, przynajmniej tyle.
Mam nadzieję, że ilość zdjęć Was satysfakcjonuje. W przeciwieństwie do ich jakości...
Trochę się jednak leniliśmy:
Trochę spacerowaliśmy:
Oddawaliśmy się życiu towarzyskiemu. A goście wiedzą najlepiej, jak uszczęśliwić pazernego ogrodnika. Rododendron od MM:
Szare szarotki od kol. D.:
Firletki od Opakowanej (na pierwszym planie):
Gazanie od Felki i Felka:
Lilka, to od Ciebie!
Dziękuję!
Ogród obfotografowałam ze wszystkich stron, do znudzenia. 17 kwietnia trumienki wyglądały tak:
A tu rzodkiewki dawno zjedzone, przyszła pora na rukolę:
Opakowana, widzisz ten urodzaj?
Straszna skarpa powoli zarasta:
Pamiętacie? Wczesna wiosna tego roku:
10 kwietnia:
Parę dni temu:
Ogród z tyłu, od uliczki. Hortensja ma dużo pączków:
Widok z hamaka. Polegiwaliśmy sobie:
Fajny murek oporowy zrobiłam (ten na pierwszym planie)?
Doniczki tak muszą leżeć, obszczymurki nie próżnują:
Świeży urobek, wczorajszy. Mam na myśli wyczyszczony ugór. Dzisiejszy transport czeka:
Przed tojeścią, wczesna wiosna rok temu:
Na skończenie salcesonu zabrakło towaru:
To samo miejsce przed:
Róże, niestety, sąsiadki, ale widzę je i mogę udawać, że są u mnie:
Tyły:
Tutaj jeszcze nie wiem, chociaż mam pewien plan:
Wkurzają mnie zasieki, ale dzwonek piękny:
Niedawno to przytargałam, a spójrzcie, jak już zarosło:
Taki stolik wykombinowałam. To już trzeci w tym miejscu, ale wreszcie mnie zadowolił (chyba):
Rabatkę z lewej będę sukcesywnie poszerzać:
I w ogóle poszerzam. Za każdym razem obiecuję sobie, że to już koniec i co? Wstaję, piję sokawkę, łapię za łopatę i tyle mnie widzieli...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































































