Nie można komentować postów, próbowałam na kilku blogach. Czy to sprawka AI ? 😈😉
Dzika Kura w pastelowym Kurniku
piątek, 4 września 2026
BLOGGER SIĘ ZBIESIŁ
wtorek, 1 września 2026
DZIEŃ OTWARTY W DOMU KRÓLIKA
Ostatnią sobotę sierpnia miałam (jak co roku) zajętą, bo w Domu Królika, prowadzonym przez Fundację Azyl dla Królików z Torunia, odbywał się Dzień Otwarty. Już na kilka dni przed wyjazdem zaczęłam się zastanawiać nad wierszykiem do księgi pamiątkowej, ale napisałam go dopiero w pociągu, w drodze do córki (co widać 😉), bo najpierw pojechałam do niej, a potem razem pojechałyśmy do Torunia.
"Gdy trzcina zaczyna płowieć,
a żołądź większy w dąbrowie,
znak, że lata złote nogi
już się szykują do drogi".
K.I. Gałczyński
"Kronika olsztyńska"
Oczywiście wzięłyśmy udział w licytacji (ten dreszczyk emocji!). Moja Dorota wylicytowała dla siebie, a raczej dla swoich królików, cały karton różnych ziół, dwie poduszki i już nie pamiętam dokładnie co. Ja wylicytowałam torbę na zakupy, a Dorota dla mnie obraz z królikiem. Oprócz tego kupiłam książkę, rękawicę i łapkę z królikiem, bransoletkę, dwa koralikowe pierścionki i kolczyki, które (zbyt brutalnie przeze mnie potraktowane) odkleiły się od sztyftów. Ale oczywiście je naprawię, bo wystarczy do tego kropla kleju. Dorota też nakupowała różnych drobiazgów.
Jeszcze nie wiemy, ile dziewczyny zebrały, ale chyba trochę mniej niż zwykle, bo ze względu na pogodę było mniej ludzi, a do tego nie przyjechała najostrzej licytująca para.
Po zakończeniu imprezy byłyśmy na obiedzie, a ponieważ wybrałyśmy słynną toruńską pierogarnię "Stary młyn", w której są zawsze kolejki, to musiałam pojechać do domu późniejszym pociągiem.
To był bardzo fajnie spędzony czas, już czekam na przyszłoroczny Dzień Otwarty 💖
sobota, 22 sierpnia 2026
JESZCZE WAKACYJNIE
Są tu: bylica pospolita, bylica piołun, komosa lebioda, dzika marchew, krwawnik, nawłoć, wrotycz, dziki pasternak i suche trawy. Nie było prawie żadnych roślin w innych kolorach niż żółty i biały. Trochę cykorii podróżnik, ale jej kwiaty szybko się zwijają i tracą kolor. Nawet czerwonej koniczyny nie było, bo trawniki świeżo wykoszone.
"I to (tym razem) by było na tyle", jak kończono jeden z programów dawno temu w radiowej Trójce, hrehrehre :D:D:D
środa, 29 lipca 2026
TRAWA 3
To tylko krótki post podsumowujący głosowanie. Omsknął mi się o jeden dzień, bo dzień później wróciłam do domu. Głosów było malutko, w tym jeden ex aequo, więc wyszło tak:
LUSTRO - 3 głosy,
POWIETRZE - 3 głosy,
CHMURY - 1 głos.
Boguśka - musisz zdecydować, bo nagroda jest jedna!
A całkiem nowy post będzie za kilka dni :D:D:D
EDIT
Boguśka się zdecydowała, wobec czego mamy takie wyniki:
LUSTRO - 4
POWIETRZE - 2
CHMURY - 1
Czyli wygrywa Marija! Gratulacje !!!
wtorek, 21 lipca 2026
TRAWA 2
Myślę, że czas zakończyć ten nieco nietrafiony konkurs 😉 To był totalny spontan, nie do końca przemyślany. Najwyraźniej, co zresztą widać po ilości propozycji, nie bardzo jesteśmy w stanie przebić poziom dziwności i głupoty, który w tej dziedzinie prezentuje ludzkość - i to od zarania.
Jednak słowo się rzekło, propozycje padły, więc poddaję je pod głosowanie.
1. Marija:
Pocięte na kawałki LUSTRA w których przeglądały się sławne osoby w ramkach do powieszenia albo w formie zwierciadełek, a z najmniejszych okruchów zrobić biżuterię.
I druga propozycja, goowno, czyli (jak to określiła Tabaaza) NAWÓZ sławnej osoby.
2. Echo:
ZESZYTY szkolne z czerwonymi i zielonymi kartkami zamiast kratek lub linii.
3. Rybeńka:
POWIETRZE, którym oddychał Nawrocki.
4. Bacha:
Pocięte hotelowe RĘCZNIKI I POŚCIEL po wizycie gwiazdy.
5. Kasia Alzacka:
CHMURY o ciekawych kształtach albo ZAPACH floksów w lipcowy wieczór.
Prawem organizatorki uznałam, że tylko powyższe propozycje można zaliczyć jako konkursowe. Anonimowych nie uwzględniam, chyba że Anonim się ujawni i podpisze przynajmniej imieniem.
Głosujemy do przyszłego poniedziałku włącznie, czyli do 27 lipca, do godziny 24.00.
Wystarczy w komentarzu wpisać słowo wyróżnione wersalikami. Nagroda będzie tylko dla zwyciężczyni, bo propozycji jest mało, a poza tym skosili mi trawnik 😠
A na zdjęciu trawnik wiosenny, zanim wyległy kosiary.
P.S.
Do uczestniczek poprzedniego konkursu: Faktem jest, że nie za bardzo mam czas robić kartki dla nagrodzonych, miałam problem z koncepcją, zresztą tylko dwie osoby napisały, jakie chcą dostać kartki a tylko jedna określiła dokładnie tematykę (Hano, zabiłaś mi niezłego ćwieka!). Jednak już znalazł się pomysł i na pewno do połowy sierpnia nagrody będą gotowe. Teraz jeszcze przypomnę, że potrzebuję adresu Tabaazy i Rabarbary (mail jest pod mailem PrezesKury po prawej stronie).
poniedziałek, 13 lipca 2026
TRAWA
Niby od początku świata wiadomo, że dostatecznie sprytny i zdeterminowany handlarz może biednemu, naiwnemu człowiekowi wcisnąć wszystko i jeszcze wmówić, że sprzedaje najlepszą rzecz na świecie, ale ta sprzedaż murawy to już jakaś paranoja.
A ja przy okazji wpadłam na pomysł zabawy - napiszcie, co równie głupiego można by ludziom wcisnąć za wielką kasę. Mogą być autentyczne przypadki, ale im bardziej odlotowy będzie pomysł, tym lepiej. Potem zrobimy konkurs na najlepszą propozycję, a nagrodą będzie - tadam! - zasuszona trawa z trawnika przed moim blokiem, może z jakimś kwiatkiem dla ozdoby, ale żadne tam poplątane siano, tylko pięknie ususzone na płasko roślinki.
No to do roboty, Kurki, ruszcie głową!
Na zdjęciach rzeczony trawnik, ale nie z tego roku, bo, przyznaję się bez bicia, nie chce mi się wychodzić, żeby zrobić zdjęcia, a poza tym jest pochmurnie i mokro, jako że w nocy padało.
niedziela, 28 czerwca 2026
OPOWIEŚĆ O RAMIE LUSTRA MOWĄ WIĄZANĄ ZAPISANA
Oto ona. Ciekawa jestem, co myślicie.
Opowieść o ramie lustra
przeklinając tego, co się ważył jej miłością wzgardzić.
wtorek, 23 czerwca 2026
WCIĄŻ SIĘ CZEGOŚ UCZĘ
Jakoś tak się porobiło, że wciąż uczę się czegoś nowego. Na wykładach z historii sztuki, na zajęciach tanecznych, na sesjach muzyki irlandzkiej, na których zespół rozdaje teksty i zachęca do śpiewania. O, i powiem wam przy okazji, że zespół ma wreszcie nazwę - Mile Loch. Ja wiem, że pewnie się niektórym zaraz zabawnie skojarzy😉 ale mile to tysiąc, a loch oznacza jezioro po prostu.
Wracając do tematu; w lipcu nasza filia biblioteczna organizuje wycieczkę do Stawiska i Mira, moja znajoma bibliotekarka i kierowniczka filii, zaproponowała mi, żebym w ramach naszej "Kawki (nie całkiem) literackiej", poprowadziła prelekcję na temat Jarosława Iwaszkiewicza. Najpierw się zawahałam, bo dlaczego ja? Potem pomyślałam: a dlaczego nie? I chociaż Iwaszkiewicz był dla mnie papierową postacią, na której temat kołatało mi się w głowie zaledwie kilka informacji, stwierdziłam, że mogłabym to zrobić. Dodatkową motywacją stał się dla mnie fakt, że w zeszłym roku Andrzej na swoje 69 urodziny (w tym roku, jak już wiecie, obchodził 70) poprosił o wiersze Iwaszkiewicza. Doszłam wtedy do wniosku, że coś w tych wierszach musi być, skoro Andrzej się nimi zainteresował.
Tak się o podejmowaniu decyzji rozpisuję, ale te wszystkie myśli przemknęły mi przez głowę w chwili krótkiego wstrzymania oddechu między pytaniem Miry a moją odpowiedzią. Zgodziłam się i klamka zapadła. Prelekcja to pikuś, musiałam poczytać, zrobić notatki, wybrać utwory albo ich fragmenty do przeczytania. Ale Mira powiedziała, że dobrze byłoby do tego stworzyć prezentację, a ja nie miałam o tym pojęcia. Ale od czego ma się córkę? 😉 Dorota pokazała mi prosty program do tworzenia prezentacji, który po różnych próbach udało mi się ogarnąć, choć z przeszkodami. Np. w pewnym momencie zaczęło mi się kopiować to samo zdjęcie i za cholerę nie mogłam sobie z tym poradzić, pomimo podejmowania wszystkich zalecanych działań. No to wkurzona na maksa wyłączyłam komputer i zajęłam się czym innym. Byłam zdenerwowana, bo prelekcja następnego dnia o jedenastej, a ja w lesie! A z Dorotą mogłam się skonsultować dopiero po dwudziestej. Jednak szkoda mi było czasu i po paru godzinach znów siadłam do komputera. Okazało się, że wszystko działa i prezentację dokończyłam w tempie błyskawicznym. Wieczorem tylko poprosiłam Dorotę, żeby sprawdziła, czy jest w porządku.
To nie był koniec zabawy. Rano, w dniu prelekcji, uświadomiłam sobie, że ja tę prezentację robiłam online i ona tam, tzn. online, jest dostępna, co w domu nie jest problemem, a w bibliotece może być. No więc szybki telefon do Doroty, która całe szczęście odebrała i powiedziała mi, jak zrobić sobie dostęp offline. To nie zadziałało, niestety, ale olśniło mnie w pewnym momencie i skopiowałam całość jako PDF na mój laptop, uffff.
Całej otoczki technicznej też musiałam się nauczyć; np. jak mieć prezentację jednocześnie na dwóch ekranach - no, nie będę się już rozpisywać, ale, oprócz przyswojenia dużej porcji wiedzy merytorycznej, na co miałam dość czasu, musiałam w krótkim czasie ogarnąć sporo techniki.
No to teraz wiecie, czym byłam ostatnio tak zajęta, hrehrehre😁
Prelekcja się udała, choć okazało się, że materiału miałam za dużo i nie wszystko się dało powiedzieć, a jedna z obecnych pań miała zastrzeżenia do treści, bo - jak stwierdziła - ona nie lubi tych wszystkich obnażających artystę szczegółów. No, cóż; skoro woli pomnik niż prawdziwego człowieka, to rzeczywiście, moje przedstawienie postaci Iwaszkiewicza mogło jej nie odpowiadać.
Denerwowałam się cały czas, choć trzymałam tremę w ryzach. Publiczność (kilkanaście pań) była zadowolona, a ja dostałam podziękowanie i prezenty, kubek i zakładkę.
I jeszcze wszystkie prezenty razem, już rozpakowane
Na koniec powiem jeszcze, że Jarosław Iwaszkiewicz okazał się postacią fascynującą, o wszechstronnym, otwartym umyśle. Jego proza jest mistrzowska, a wiersze są niezwykle różnorodne formalnie i tematycznie. I bardzo poruszające.
I jeszcze mały teścik: kojarzy wam się to z czymś?
wtorek, 2 czerwca 2026
WCIĄŻ URODZINOWO
No tak. Miałam pisać mniej, ale częściej. Jak na razie nic z tego nie wyszło, bo znów minął miesiąc i znów bardzo zajęty. Córka przyjeżdżała niemal w każdy weekend, bo ciągle się tu coś w Olsztynie działo. Zrobiłam trzy kolejne kartki. Pierwsza komunijna, tym razem dla dziewczynki - marne zdjęcie, niestety.
Dwie następne z okazji siedemdziesiątych urodzin, bo mamy wysyp siedemdziesiątek w tym roku. Pierwsza dla mojego szwagra Andrzeja, poety, o którym już wspominałam. Kartka jest steampunkowa. Przeryłam szuflady i udało mi się znaleźć różne drobiazgi (jeszcze mi trochę zostało, hrehrehre). Specjalnie je zbierałam, żeby właśnie coś takiego zrobić i wreszcie trafiłam na odpowiednią okazję.
Zaliczyłam znów kolejne koncerty, wykłady i wydarzenia i udało mi się w końcu znaleźć odpowiadające mi zajęcia taneczne - Dance Fit Solo, dla kobiet 40+. Zajęcia miały ruszyć od kwietnie, ale zanim zebrała się grupa chętnych, już był maj i pierwsze zajęcia były jedenastego. W grupie są dziewczyny w różnym wieku, od czterdziestolatek, do takich na oko około sześćdziesiątki (myślę, że jestem najstarsza, ale nie widać 😉). W każdy poniedziałek tańczę sobie bachatę, salsę i inne tańce. Tzn. uczę się ich. Mamy fajną prowadzącą i już zapisałam się na zajęcia wakacyjne. Taniec daje mi takiego pozytywnego kopa, czuję się jak nowonarodzona, chociaż zmęczona, tak przyjemnie.
Na dodatek zajmuję mnie jeszcze jedna sprawa, która bardzo absorbuje mój czas i o której napiszę, jak się sfinalizuje, bo wtedy będę już wiedziała, jak się udało 😁
I jeszcze lipa sprzed naszego bloku. Rośnie tu już długo i jest wyższa od budynku, a od kiedy sąsiadująca z nami wspólnota zabroniła parkowania na należącym do niej trawniku, właściciele samochodów przestali się czepiać o odrosty i teraz drzewo wygląda przepięknie.
piątek, 8 maja 2026
CO BYŁO, A NIE JEST, TEŻ PISZE SIĘ W REJESTR
No i popatrzcie; jakoś tak się porobiło, że umknął mi cały kwiecień, bo jedyny kwietniowy post odnosił się do marca. A kwiecień był tak wypełniony różnymi wydarzeniami, że też mu się coś należy.
Ale zdjęcia kwiatków majowe, bo ładne.
Początek miesiąca to przygotowania do świąt i same święta - normalne, jak co roku. Przyjechała córka, pierwszy dzień u siostry, drugi u nas. Oczywiście obowiązkowy świąteczny, ale w pewnym sensie wyjątkowy, spacer - siostrzenica pokazała mam budynek, w którym będzie mieszkać i mogłyśmy zobaczyć, jak wygląda jej mieszkanie. Co prawda to mieszkanie na pierwszym piętrze, ale lokale na parterze są (z wyjątkiem balkonu) takie same, więc zapuściłyśmy żurawia przez szybę.
W poświąteczny weekend przyjechał z Anglii syn, a córka, żeby się z nim zobaczyć, też przyjechała na jeden dzień i przez chwilę miałam oboje dzieci razem w domu.
Na mahonii możecie zobaczyć trzmiela.24 kwietnia były 70 urodziny mojej siostry, na które zaprosiła nas do Karczmy Warmińskiej w Gietrzwałdzie, gdzie zarezerwowała Salę Ziemiańską, niewielkie pomieszczenie dla maksimum dziesięciu osób. Czuliśmy się tam jak u siebie, obsługiwał nas jeden kelner. Dwoił się i troił, bo w Gietrzwałdzie były tego dnia jakieś uroczystości kościelne i przegląd zespołów folklorystycznych, więc ludzi w Karczmie było ful. Siostra dostała prezent składkowy, a ja oczywiście zrobiłam dla niej kartkę.
Impreza odbyła się 25 kwietnia, w sobotę (część gości pracuje), czyli w moje urodziny, ale moje okrągłe były w zeszłym roku, więc się nie upierałam przy innym rozwiązaniu.
Natomiast 28 kwietnia obchodził urodziny brat mojego męża. Złożyłam mu, przyznam, że kurtuazyjnie, życzenia urodzinowe przez internet, a on zrewanżował się zaproszeniem na 2 maja, na "lekką biesiadę grillową". W pierwszej chwili pomyślałam, że nie bardzo mam ochotę, ale powiedziałam o zaproszeniu córce, a ona na to: "Czekaj, czy to aby nie sześćdziesiątka?" - policzyłyśmy szybko, okazało się że tak, więc uznałyśmy, że nie ma wyjścia, trzeba jechać! Jechać, bo on od niedawna mieszka pod Olsztynem. Można dojechać prawie na miejsce linią miejską, ale potem trzeba kawałek przejść. Kiedy inni goście (znajomi) dowiedzieli się, że przyszłyśmy na piechotę, to było zaraz: "Ale dlaczego nie zadzwoniłyście, przyjechalibyśmy po was!" No właśnie dlatego. Naprawdę; dwukilometrowy spacerek, to nie jest jakiś ekstremalny wyczyn. A po drodze zeżarłyśmy lody. Biesiada nie była taka znowu lekka: mięso, kaszanka, kiszka ziemniaczana, ale też warzywa i ziemniaki, nie wspominając o napojach, a przy tej okazji odstąpiłam od mojego wegetarianizmu i zjadłam kiełbasę z grilla, która "chodziła za mną" od dobrych 10 lat. Mam teraz spokój na długo.
W tym tygodniu znów robiłam kartkę, tym razem na komunię, ale poszło szybko, bo poleciałam po schemacie (robiłam już bardzo podobną), choć nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła.
Teraz zostało mi jeszcze szycie, robienie kolejnych kartek na kolejne urodziny i nie tylko, a już szykują się nowe koncerty i inne wydarzenia - kreci się to wszystko jak na karuzeli, hrehrehre, w związku z czym obiecałam sobie, że będę pisać krótsze posty, ale za to częściej, bo wiele emocji mi umyka, kiedy nie piszę tak długo.No, zobaczymy.








































