Miało znów być o tych kotach, ale przecież dzisiaj Dzień Kobiet. Dla mnie osobiście zawsze będzie się kojarzył z komuną, goździkiem z rozdzielnika i z przymusem świętowania (coś jak Sylwester), dlatego ani tego święta nie lubię, ani nie poważam. Im jestem starsza, tym mniej. Kiedy mówi się o tzw. kobiecości, na ogół jednym tchem wymienia się różne cechy: subtelność, tajemniczość, zmysłowość, seksowność, delikatność... no i wygląd zewnętrzny, który w definiowaniu kobiecości ma ogromne znaczenie. Przez ostatnie kilka dekad na szczęście dużo się zmieniło, ale nadal mam nieodparte wrażenie, że stereotypy mają się dobrze. Kogo widzicie wymieniając cechy przypisywane kobiecej kobiecie? Ja widzę młodą, piękną, zdrową i bogatą - i nie ma w tym nic złego. Jednakże w miarę upływu czasu nawet najbardziej kobieca kobieta staje się przezroczysta dla otoczenia. Jeśli nie ma za sobą wybitnych, zawodowych osiągnięć, staje się po prostu "babcią" - w sensie bycia starą. Sądzę, że to jeden z czynników który sprawia, że tak trudno pogodzić się z upływem czasu, polubić i zaakceptować wynikające stąd zmiany, ponieważ wiążą się one w pewnym sensie ze społecznym ostracyzmem. Możemy być pogodzone i zachwycone sobą, ale to niczego nie zmieni w obszarze funkcjonowania na zewnątrz. Nic mnie tak nie denerwuje, jak uwagi w rodzaju: czerwone spodnie? W twoim wieku? To samo dotyczy mężczyzn, jednak śmiem twierdzić, że w dużo mniejszym stopniu. Ale to już inny, szerszy temat. I wcale nie trzeba mieć dziewięćdziesięciu lat, wystarczy czterdzieści pięć, a z pięćdziesiątką na karku to już tylko do trumienki sie kłaść.
Jestem w przezroczystym wieku i przyznaję, że nie pogrążam się w nim z pieśnią na ustach, aczkolwiek ma on wiele niezaprzeczalnych zalet. Można na przykład przechadzać się po mieście choćby w dresiku, bo i tak nikt nie zwróci na nas uwagi, mam makijaż, czy go nie mam, to bez różnicy, można przejść spokojnie przez plac budowy i nikt nie będzie gwizdał, ani pokrzykiwał. Słowem, odpada wiele spraw niekoniecznie przyjemnych i okropnie fatygujących. Ale z drugiej strony... no i tak w kółko. Temat jest szeroki i głęboki, kulturowo, mentalnie, obyczajowo. Za jakieś sto lat może będzie inaczej. W końcu pod koniec XIX wieku kobieta w wieku balzakowskim (czytaj: stara) miała ledwie trzydzieści lat.
Na koniec anegdota. Pewna moja koleżanka jechała autobusem (miała wtedy około czterdziestki). W autobusie był tłok, za nią grupa młodziaków, do których stała tyłem. Zaczepkom nie było końca. W pewnym momencie koleżanka odwróciła się i usłyszała: o kur...a!!!
Na drugi koniec, mimo wszystko, z okazji dzisiejszego dnia życzę Wam wiecznej kobiecości - i zewnętrznej, i wewnętrznej!
Na trzeci koniec jednak będzie o tych kotach. Udało mi się zrobić w locie kilka zdjęć, aczkolwiek nie oddają one tego, co tu się dzieje dwa, trzy razy dziennie. W międzyczasie śpią.
Uwaga, pierdylion zdjęć!
 |
| Tu się chowamy i wyskakujemy na Czajnika |
 |
| Wałek ma w pompce i tylko patrzy. Istny Ludwik XIV! |
 |
| Frodo lubi wiedzieć, ale bez przesady |
 |
| Z dedykacją dla Gosianki |
Kolejne, najświeższe zdjęcia dla nienasyconych. Malinka dołączyła do leżaczkowego klubu:
A skoro dziś Dzień Kobiet, to idę sprzątać!
Apdejt: Jednocześnie gaworząc z Wami (ma się tę podzielność uwagi) posprzątałam gruntownie kuchnię i łazienkę - jak powszechnie wiadomo, tam jest najwięcej sprzątania. Niektóre Kury wiedzą, że mam co sprzątać, zwłaszcza w kuchni. Jestem z siebie dość zadowolona. Powymywałam wszystkie durnostojki, pierdółki, a nawet umyłam powierzchnie niewidoczne dla oka i trudno dostępne dla ręki. Zrobiłam to za pomocą metalowej linijki.
Z ostatniej chwili. Spójrzcie, jak poczyna sobie Stefan. U dołu zdjęcia widać moją nadobną nóżkę, co ilustruje odległość:
I dla Gardenii na Dzień Kobiet oraz dla poprawy nastroju. Frodkowa facjata sprzed 5 minut. Za nim przynajmniej nie trzeba gonić z aparatem:
I dla CzeKo sprzed minutki na poprawę wszystkiego: