Białe Kury już nad Polską i światem fruwają, można więc przeciąć wstęgę i dokonać odsłonięcia. Jesteśmy dumne z naszego trzeciego już kalendarza, chociaż pewnie moglibyście kupić sobie o wiele piękniejszy, na lepszym papierze, z okienkami, kukułką, postumencikiem i fontanną. Jednak nie będzie on miał tego, co ma Biała Kura - duszy! Jest w niej bowiem kawałek duszy każdej(-go) z Was, bo bez Was nie byłoby niczego. Ani kalendarza, ani Skarpety, ani - nie bójmy się tego słowa - uratowanych dzięki niej zwierząt. Kalendarz i Skarpeta dają bezcenne poczucie, że nie jesteśmy kompletnie bezradni wobec dramatu zwierząt i często ich właścicieli. Dzięki Białej Kurze i Pięknym Kotom i Psom wiemy, że jesteście gotowi spieszyć z pomocą na skinienie, jeśli nie starcza środków ze Skarpety. Niech podsumowaniem będą słowa jednej z najwierniejszych fanek kalendarzy, Kurnika i ZMD:
te kalendarze (mam i w domu i w pracy) i ta radość, że mogę brać udział w czymś tak dobrym, po prostu dobrym. To ja dziękuję, bo czuję się tak radośnie (...) oglądając je czuję dokładnie to samo co wtedy, gdy głaszczę moją kocicę a ona mruczy i się przytula :) Jesteście wielkie!!!
E. dziękuję! Za wszystko!
Tegoroczna Biała Kura zawiera rysunki trzech osób - jeśli ktoś jeszcze nie wie -
Ewy2,
Kjujewny i moje. Poszło nam śpiewająco, a inspiracją były prawdziwe, najprawdziwsze zdarzenia w wykonaniu Waszych zwierząt. Opowiedzieliście mi ich dużo, ale musiałam wybrać - z bólem - dwanaście. Niech mi będzie wybaczone, musiałam dokonać wyboru. Było ciężko, chociaż dostałam od Was wszelkie plenipotencje.
Przechodzę wreszcie do rzeczy i przecinam wstęgę. Tadammmmmmmmm! Biała Kura w pełnej krasie!
Uprzedzam, że zdjęcia na blogu są słabe, ponieważ są to zwykłe fotki w formacie jpg. o niedużej rozdzielczości. W kalendarzu to jest żyleta!
STYCZEŃ
Inspiracją był Mopek, pies Mnemo:
Mopecek jest grzecznym psem, ale jak się zdarzy go nie upilnować, to w ciepłe dni napotykając kałużę, z lubością w nią włazi, kładzie się i tak oblepia tym błotkiem. Kiedyś wlazł do jakiegoś rowu na łące, a jak już wylazł wyglądał jakby był w czarnym, lateksowym kombinezonie...
 |
| rys. Hana |
Piękniś Mopek - styl i szyk, do bajora cichcem myk.
Na nic fryzjer, koafiura, lepiej w błotku taplać pióra (Hana)
LUTY
Opowieść Opakowanej:
Jednego roku nam sie udalo NIE klasc pod choinka psich prezentow przed rozpakowywaniem wszystkich innych, ale pies i tak poszedl pod choinke i poprobowal, no bo moze kielbasa bezwonna jakas jest....usiedlismy, juz z psimi prezentami na miejscu i mowimy do niej - idz! szukaj! szukaj! pies trafil jak nalezy. I kochana nasza Sally zaczela rozszarpywac papiery z wielka psia radoscia. Do tego stopnia, ze jak niezle szarpnela to papier poszedl w jedna strone, zabawka trafila w choinke a kielbasa poleciala za telewizor obok, rhehrehre
p.s. szukala tej kielbasy dlugo, az sie zlitowalismy i ktos wpelzl za telwizor z jakims drągiem i wydlubal jedzenie...
 |
| rys. Kjujewna Maja |
Sally mądra i kochana,
prezentu szukała od rana.
rozpakowała go z taką radością,
że telewizor oberwał kością (Marta&Rucianka).
MARZEC
pod znakiem Błyskotka, koteczka Rabarbary.
Błyskotek, rudzielec Rabarbary (pamiętacie ubiegłoroczną akcję pod kryptonimem "Zwierzaki Mamalinki"?) Barbara przygarnęła trzy koty, w tym Błyskotka - rozrabiakę jakich mało, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziała. Otóż Błyskotek wlazł był na słup i nie potrafił z niego zejść. Cóż było robić?
Barbara zakasała spódnicę i też wlazła na słup...
 |
| rys. Ewa2 |
Żeby upolować łup,
po to polazł na ten słup.
Rabarbara dzielna była, sprytnie sobie poradziła
z łobuziakiem rozbrykanym, ale jakże ukochanym (Rucianka).
KWIECIEŃ
Saba uwielbia aportować- w końcu to pies myśliwski - prawie wyżeł, czyli łyżew.
Jej ulubiony sprzęt do aportowania to... buty.
Wielokrotnie najadłam się wstydu, kiedy wychodzący goście nie mogli znaleźć swojego sandała czy kozaka, a ja wyciągałam go (ten but znaczy) spod łóżka albo z psiego legowiska. Oblizany doszczętnie i wzbogacony o rude kłaki ;)))
 |
| rys. Hana |
Pewna Saba od Mariolki,
zeżarła buty swojej idolki.
Ten sam los spotkał laczki sąsiada,
chociaż wiedziała, że nie wypada (Rucianka).
MAJ
Historia Orki i Pandy:
Gdy wchodzimy do parku wita nas prawie zawsze jedna wrona, albo kilka wron.Tuptają za nami,czasami podfruwają,domagając się groszków/purina/. Są czasami tak bezczelne, że potrafią od pleców przefrunąć tuż nad głową uderzając mnie łapkami lub tuż koło ucha, muskając policzek skrzydłem.Tak odważniejsze wrony zwracają moja uwagę na ich obecność i należną im z tego tytułu garść groszków. Chleba nie biorą. Panda leżała sobie na środku trawnika i jadła spomiędzy swoich łap wysypane groszki. Ta też codziennie rano preferuje śniadanie na trawie.Wokół nas kręciło się 12-14 wron czekających na swoje porcje. Kiedy rzucam, niektóre z nich łapią w dzioba po dwa, trzy groszki, odlatują parę metrów i pracowicie ukrywają je w trawie. Za chwilę przyfruwają po kolejne. I tak po parę razy.Wczoraj jedna była dość nerwowa i zawadiacko odważna. Panda spomiędzy przednich łap je groszki, a ja obserwuję jak wrona się skrada boczkiem do jej ogona. Jedna nóżka w przysiadzie, a druga wyciągnięta w kierunku ogona. Zrobiła kroczek, potem tak samo drugi i złapała w dziób końcówkę ogona Pandy, szarpnęła i w nogi na parę metrów. Panda obejrzała się do tyłu zdziwiona, że nikogo nie ma.Wstała i odeszła na parę kroków dalej.W tej samej chwili wrony dopadły groszków, których nie zdążyła zjeść...
(Zaznaczam, że dla lepszego efektu plastycznego wrony zamieniłyśmy na sroki - przyp. Hana)
 |
| rys. Kjujewna Maja |
Pandę w ogrodzie sroki napadły,
zwłaszcza od Pandy strony zadniej.
Od moich chrupków wara lebiego,
lepiej ogona pilnuj swego! (Hana).
CZERWIEC
W czerwcu wymiata śliczna Bułeczka Pantery, a właściwie śliczna Miećka też. Obie wymiatają, albowiem wieczne z nimi utrapienie. Z tym, że z Bułką większe. To spiritus movens w Panterowym domu. Każdy dzień niesie niespodziankę...
 |
| rys. Hana |
Lecz kiedy spojrzy w twarz przenikliwie,
ćwierknie cichutko, zmruży oczęta,
wtedy się sama sobie nie dziwię,
że o złych czynach już nie pamiętam (Pantera).
LIPIEC
Opowieść Ewy2 mrożąca krew w żyłach:
Wieczór, wybieram się spać, ciało moje obfite pod prysznicem sobie moczę, nagle gaśnie światło. Zanim pomyślałam co robić, zapaliło sie znowu, kontynuuję więc ablucje. Za chwilę gaśnie znowu, tym razem się nie zapala. Przez uchylone drzwi widzę, że jasno jest w pokoju, więc to nie awaria, a pewnie żarówka. Zakręcam wodę, sięgam po ręcznik i mam zamiar iść po świeczkę, wyłażę z kabinki, idę do drzwi, słyszę pstryk i światło się zapala. Mokre włosy stają mi dęba, JESTEM W DOMU SAMA!!! Wyglądam ostrożnie, a tu na szafce przy drzwiach stoi wyciągnięty na całą długość kot i bawi sie kontaktem!
 |
| rys. Ewa2 |
Gdy za długo kąpiesz się,
wówczas kotek nudzi się.
wtedy taki numer wytnie:
zgasi ci światełko sprytnie (Rucianka).
SIERPIEŃ
Sierpniem zarządza Beza, wirtualna siostra Czajnisia, o której mówi jej mama - Bezowa Ania:
Moja Beza jest bardzo grzeczna. Jest jednak jedna sytuacja, która może nadawałaby się do kalendarza i nawet popełniłam jedną zwrotkę wierszyka na tę okoliczność - Beza wszystko co się da, znosi w zębach do mojego łóżka.
 |
| rys. Kjujewna Maja |
Beza, cudna ta koteczka,
lubi znosić do łóżeczka
wszystkie lary i penaty
oraz garnki i krawaty (Marta).
WRZESIEŃ
wspomina Mika:
Mój poprzedni gończy zrobił z szynką takie czary, że po podłodze walała się jeno siateczka... I jeszcze wspiął się po kilku szczeblach po drabinie wiodącej na strych, bo tam się suszyła swojska kiełbaska, której pętko sobie ściągnął...
 |
| rys. Hana |
Pewien gończy w Zakopanem,
poczuł straszny głód nad ranem.
A gdy głód tak psa przyciśnie,
to i na drabinie zwiśnie (Hana).
PAZDZIERNIK
należy do Ninki i Songo:
Mój Songo nie rozrabiał za bardzo, tylko raz zdarzyło mu się coś poważniejszego - zbił szybę w regale. A było to tak: w okresie bożonarodzeniowym przestawiam meble w pokoju, żeby zrobić miejsce na choinkę. Stół stoi wtedy przy wersalce, a jeden z foteli plecami do regału. Kot wtedy bardzo lubił leżeć na górze oparcia fotela, bo stamtąd miał na wszystko dobry widok. Lubił też bieg z przeszkodami - wersalka, stół, jeden fotel, drugi fotel, w różnej kolejności. I podczas takiego biegu skoczył na sam koniec oparcia tego fotela, który stał tyłem do regału, fotel stracił równowagę, pięknym łukiem poleciał do tyłu i rąbnął w szybę, która oczywiście się rozbiła. A kot prysnął z pokoju zanim zorientowałam się na dobre, co się właściwie stało...
 |
| rys. Ewa2 |
Kotek Songo tak świętował,
że w regale wylądował.
Ninka wszystko wybaczyła,
szkło zamiotła, odkurzyła (Rucianka).
LISTOPAD
to bardzo smakowita opowieść Gorzkiej Jagody:
Przez kilka dni nie
wybierałam kurom jajek z kurnika. Kiedy więc je w końcu wybrałam, to zebrał się
prawie cały kosz, około 30. Niosę ci ja ten kosz do domu, a tu mąż pilnie woła.
Postawiłam go więc (kosz z jajcami, nie męża) na ławie na ganku i poszłam
sobie. A że urwanie głowy było, to o jajkach zapomniałam. Wieczorkiem mąż pyta,
po co ten kosz tak sobie stoi? To mu mówię, żeby przełożył jajka do spiżarni, a
on na to:"Jakie jajka?" Lecę patrzeć, a tam jedno jedyne jajuszko smętnie
sobie leży, poza tym ani śladu. Czysto, sucho i pusto. Tylko Luna podejrzanie się oblizuje i coś jakby skorupki kawałek pod brodą przyklejony
ma... Wywlokła wszystkie jaja delikatnie, zeżarła dyskretnie, chyłkiem i
milczkiem. Jedynie kilka odłamków skorupek zostało. Obawiałam się, że się
rozchoruje, ale nic jej nie było. Tylko przez dwa dni bąki puszczała.
 |
| rys. Kjujewna Maja |
Chcecie bajki? Oto bajka,
taka bajka o stu jajkach.
Jakich jajkach, zapytacie?
O tych, co w koszyku macie.
Jajek nie ma? Gwałtu! Rety!
Luna zjadła je, niestety (Kjujewna).
GRUDZIEŃ
to gwiazdkowa opowieść Marii:
Choinka u nas, miedzy innymi z powodu kota, zawędrowała na piec kaflowy, w którym się pali w zimie i dlatego kotek całą oktawę sypia pod choinką. Oczywiście od czasu do czasu zrzuca jakąś bombkę, ale to chyba niechcący...
 |
| rys. Ewa2 |
Myk to kocur nad kocury,
na zabawki patrzy z góry.
Śni o jednym cały rok,
by na bombki zrobić skok (Hana).
No i oczywiście okładka:
 |
| całość kalendarza komputerowo uładziła Marija |
Jest ktoś jeszcze nieprzekonany? Może woli ktoś
piękne koty? I psy? Gosianka rwała włosy z głowy, bo jej tymczaski to sama słodycz, wdzięk i bezpretensjonalność. I wybierz tu człowieku tylko dwanaście zdjęć! Jednak dała radę i oto jest -
PKP, czyli Piękne Koty i Psy!
Gdyby ktoś, coś, spieszcie się. Niewielki dodruk właśnie się robi, a trzeciego raczej nie będzie.
Tutaj (klik) znajdziecie szczegółowe wskazówki.
I jeszcze coś bardzo ważnego. Gosianka i ja dziękujemy Wam za zaufanie, zaangażowanie i całokształt. Zamawiacie kalendarze w ciemno - śmiem twierdzić, że to jedyna taka sytuacja w Europie, a może i na świecie:)
Ufacie nam, a to dla nas nie ma ceny.
DZIĘKUJEMY!