sobota, 1 marca 2014

HALNY, CZYLI MIKA W TEATRZE

Halny... Dziwne zjawisko przyrodnicze, ciepły wiatr południowy, tworzący nad górami ogromne wały chmur, będące odwzorowaniem linii gór na niebie. Gdy tworzy się wał, mówimy: "Oho, halny idzie!" I już wiadomo, że trzeba się przygotować na różne dolegliwości i złe nastroje, bezsenność i kłótnie. Taki to wiatr, działa na ludzi w różny sposób. Wiadomo, że knajpy mają wtedy większe obroty, że karetki na sygnale jeżdżą częściej niż zwykle , że ludzie na siebie warczą i są nienormalnie pobudzeni. No i, niestety, tendencje samobójcze też rosną... 

Ale nie o takim dosłownym halnym tu mowa, a o spektaklu "Halny. Niebezpieczne sny" w Teatrze Witkacego. Trudno zresztą nazwać to po prostu spektaklem teatralnym, to połączenie teatru z koncertem na żywo , z muzyką najwyższej próby, że ośmielę się tak napisać. Kompozytorem jest Józef Skrzek ze słynnej grupy SBB (myślę, że większość z nas ich dobrze pamięta), a towarzyszą mu absolutnie genialni muzycy: Steve Kindler na skrzypcach 9-strunowych (grał z Mahavishnu Orchestra), Steve Schroyder , tworzący instrumentarium elektroniczne (muzyk z Tangerine Dream) i nieprawdopodobny Mirosław Muzykant na perkusji (to prawdziwe nazwisko, nie pseudonim. Kim innym mógłby zostać, nosząc takie nazwisko?)
Nigdy nie byłam wielką fanką muzyki elektronicznej, wydawała mi się trochę mechaniczna i bezduszna, mogłam sobie posłuchać jakiegoś utworu, ale to na tyle. I nie uwierzyłabym nigdy, gdyby mi ktoś powiedział, że właśnie ta muzyka dostarczy mi tylu wzruszeń i przeżyć, że poruszy mnie tak do głębi i da takie poczucie piękna, że aż łzy w oczach stają...
Muzyka jest ramą spektaklu, rozpoczyna go i kończy, przewijając się cały czas w tle przedstawienia. Uwertura trwa dość długo, czaruje dźwiękami, przenosi w inną przestrzeń, przygotowuje nas na to , co zobaczymy. A jeśli chodzi o zakończenie, to jest po prostu nieprawdopodobne, wspaniałe, niezwykłe, wszechogarniające i co tam jeszcze chcecie, przymiotników mi brakuje. Ta muzyka wnika do człowieka do głębi, wyzwala emocje, o jakie bym siebie nigdy nie podejrzewała, budzi jakieś struny w duszy, które rzadko bywają uruchamiane. A jednocześnie daje mnóstwo energii i radości z odczuwania tej muzyki. Trochę to taka muzyka kosmiczna, muzyka planet, z którą w jakiś sposób człowiek czuje się zjednoczony. Być może brzmi to trochę egzaltowanie, nic nie poradzę, tak właśnie czułam. 
A rodzynkiem w cieście był perkusista i kompozytor, Mirosław Muzykant. To, co ten człowiek robi na perkusji, to przechodzi wszelkie ludzkie pojęcie. Szybkość uderzeń, rozmaitość dźwięków, brzmień, siła i moc. On po prostu zapamiętuje się w graniu, sam staje się muzyką... A przy tym to niesłychanie ciepły i miły człowiek, wiem, bo rozmawiałam z nim po spektaklu dwukrotnie (pierwszy raz po premierze w październiku a teraz po raz drugi). Lubię dzielić się tym co czuję i mówić ludziom, jak wielkie wrażenie robi na mnie to co robią. Wydaje mi się, że taka relacja zwrotna twórca - widz jest potrzebna obu stronom, opinia widzów może być potwierdzeniem wybranej drogi bądź stanowić zalążek zmian. Rozmawiałam też z panem Skrzekiem i Steve Kindlerem, również bardzo ciepłe i serdeczne to były rozmowy. Steve Kindler jest dość niezwykłym człowiekiem. Wygląda trochę jak Gandalf, trochę jak Albrecht Durer. pamiętacie taki portret Durera w aksamitnym berecie na bok, z długimi rudymi włosami i brodą? No więc wyobraźcie sobie wysokiego, szczupłego mężczyznę, z siwymi długimi włosami opadającymi na plecy, z brodą i wąsami, o szczupłej ascetycznej twarzy i uśmiechniętych siwych  oczach, w czarnej czapeczce na bok. I ze skrzypcami w rękach. Czarodziej. 
Tu jest próbka umiejętności pana Muzykanta, zwanego najszybszym perkusistą świata.


Sam spektakl jest  ciągiem scen i etiud aktorskich, przedstawiających oddziaływanie halnego na ludzi.  Można w nim odnaleźć swoje zachowania, zachowania znane nam u innych osób czy widziane na ulicy. Jest dziewczyna cierpiąca na bezsenność, jest narkoman wciągający kreskę (największą krechę świata chyba!), jest podcinający sobie żyły. Jest i nawiedzony, głoszący koniec świata i powszechną zagładę. Ten typ człowieka znam, niedaleko mnie mieszkał taki właśnie pan, może nie głosił zagłady, ale przy halnym zakładał skórzaną pilotkę, przypinał jakieś ordery do kurtki wojskowej i chodził po mieście, opowiadając niestworzone rzeczy. Jest i businesswoman w mundurku, siekająca kapustę na zupę odchudzającą i rozmawiająca non stop przez telefon, też z mamą, która ją wkurza  a ona wkurza mamę, jak to między dorosłymi córkami i matkami często bywa. Jest znerwicowana aktorka, przygotowująca się do spektaklu i powtarzająca sobie cały czas: Uspokój się, uspokój, przecież nie możesz tak histeryzować - może trochę autoportret? Jest i starsza pani w bieli i welonie , z gromnicą w rękach przygotowująca się do umierania. Scena, która mnie nieodmiennie śmieszy to moment, w którym owa pani leżąca z gromnicą odbiera telefon komórkowy i na widocznie zadane pytanie co robi, odpowiada zdenerwowana: No jak to co robię, umieram przecież, halny wieje! Być może pierwowzór tej postaci to słynna Biała Dama, pojawiająca się w latach 70-tych na mieście. Była to starsza pani, cała w bieli, czasem w kapeluszu, czasem w krótkim weloniku, w rękawiczkach, która okrążała kilkakrotnie latarnie i rozmawiała sama ze sobą. Spektakl kończy się ożywczym i oczyszczającym deszczem (autentycznym!) , który jak wiadomo, zawsze po halnym następuje. Znerwicowane postacie zrzucają z siebie ubrania i pławią się w tym ciepłym deszczu, zmywając z siebie wszystkie stresy, bawiąc się i ślizgając po scenie jak dzieci. A muzyka narasta, narasta i obejmuje nas wszystkich razem, i widzów, i aktorów, i muzyków. Świat staje się jednością. 

Jeżeli komuś się uda trafić kiedyś podczas pobytu w Tatrach na ten spektakl, to nie przegapcie!
Na zachętę trailer do spektaklu:

    

86 komentarzy:

  1. W końcu jestem pierwsza, a nie ostania z komentarzem:) Właśnie się dopisałam przy poście o świątecznym halnym:)))
    Pięknie dziękuję za recenzję:))) Ten deszcz - prawdziwy - był naprawdę? Kiedyś brałam już udział w takim przedstawieniu w Teatrze Witkacego - woda się lała wiadrami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cudArteńka, ja normalnie za Tobą nie zdanżam!

      Usuń
    2. No, nie zdanżam, co i rusz widzę gdzieś Twój komentarz!

      Usuń
    3. Bo poznać dogłębnie chcę to, co się tu wypisuje:))) I tak trochę dla pamięci, co czytałam - to zaznaczam:)))

      Usuń
  2. Widzę, że się biedna przedzierasz wytrwale przez bloga, dzięki! Deszcz był prawdziwy w sensie wody a równie prawdziwy był na zewnątrz, jak wyszłam z teatru:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniało mi się, że kiedyś byłam w Witkacym i palił się autentyczny ogień w specjalnych rynnach - niestety nie mogę sobie przypomnieć, co to było za przedstawienie:) Przez bloga się przedzieram bo posty to pikuś, ale te komentarza (tak ciekawe), a jest ich tysiące:) Ale się uparłam - i poznam całą Ferajnę:)

      Usuń
    2. Mógł to być może "Dr Faustus" albo "Medea"?

      Usuń
    3. Przypomniałaś mi - Medea:))) Ale to chyba było z 8-10 lat temu:)

      Usuń
  3. Mnie sie pewnie nie uda, chyba ze przyjada na wystepy goscinne, w co bardzo watpie. :((

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tym spektaklem to na pewno nie, bo zebranie wspólnie wszystkich muzyków to prawdziwa ekwilibrystyka. Ale może z czymś innym?

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna recenzja ! Spektakl napewno wart obejrzenia. A dla mnie szczególną zachętą byłaby właśnie muzyka elektroniczna, którą uwielbiałam od zawsze. Pamiętam, jak kiedyś w radio były nocne audycje Jerzego Kordowicza, w których właśnie nadawał tę muzykę. Włączałam cichutko, i siedziałam zasłuchana. Lub przy niej zasypiałam. I właśnie, bardzo trafnie to nazwałaś - ta muzyka przenosi w inną przestrzeń. A jeszcze, jak się jest, tak ja ja, fanką literatury SF, to w ogóle kosmos :)
    Fajnie, że to pokazałaś, bo pewnie nigdy bym o tym nie usłyszała. I poszperam po necie, może znajdę gdzieś cały spektakl, lub przynajmniej ścieżkę muzyczną, bo rzeczywiście jest super. Ale jak mogłoby być inaczej, skoro pieczętowana jest przez mego ulubionego J. Skrzeka :)
    pees. z Polaków genialnym twórcą tej muzyki jest jeszcze Marek Biliński (chyba jezcze bardziej ulubiony) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, też pamiętam te audycje Kordowicza. Bilińskiego też bardzo lubiłam.

      Usuń
  6. Mika, oni na golasa hasali w tym deszczu? Wybacz mnie durnej, odwaliłam w ogrodzie kawał roboty, to ja tak o prozie życia bardziej.
    Napisałaś pięknie, jak profesjonalistka. Teatr powinien Ci zapłacić za publicity!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nagości też trochę było. jak bardzo chcesz:)

      Usuń
  7. Całe szczęście, Mika, że Cię mam. Inaczej byłyby tu same głupotki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie:))) Jest tu wiele całkiem mądrych wpisów - wiem - bo wszystko czytam po kolei:)

      Usuń
    2. cudArteńka, tak mów! Był taki film z de Funesem, nie pamiętam tytułu, ale rzecz działa się w Hiszpanii. De Funes był panem, a Yves Montand sługą. Codziennie wieczorem po ablucjach i innych zabiegach, pan mówił do sługi: "A teraz mi pochlebiaj!"
      cudArteńka, a teraz mi pochlebiaj:)))

      Usuń
    3. Oj Hana ,Hana ,mnie by się też przydał taki sługa ;))
      No to teraz mi pochlebiaj , dobre :)

      Usuń
    4. Prawdopodobnie myślisz o filmie "Mania wielkości":)))) Ale Ciebie to zupełnie nie dotyczy:)))
      Jak na razie przeczytałam wszystkie posty z ubiegłego roku, czasami można się pośmiać, czasami popłakać:) Samo życie:) Nooo, jednym słowem (wyrażeniem) - dobrze, że tu trafiłam:)

      Usuń
    5. Mania wielkości, jasne!
      No dooobra, czuję się pochlebiona:)))

      Usuń
    6. To w tym filmie liczył na słuch spadające pieniądze?

      Usuń
    7. Tak! Uwielbiam te głupoty!

      Usuń
    8. A jak wyjmował "włosa z nosa" to spadłam ze śmiechu z krzesła, ale wtedy miałam ze 13 lat........

      Usuń
    9. Cud Arteńka, podziwiam za cierpliwość i baaardzo się cieszę, że się znalazłaś!

      Usuń
    10. Pacz, Mnemo, a mnie do dzisiaj śmieszy!

      Usuń
    11. I żadne głupotki, proszę kierowniczki kurnika!

      Usuń
    12. Prezesie, prezesie!

      Usuń
    13. A co genderem? Prezeso???

      Usuń
    14. Żadna Prezesa - Kura Naczelna jest !

      Usuń
    15. A ja pamiętam jak na którymś z filmów z serii 'żandarm" de Funes zdawał egzamin. Myśmy na ten film zwiali ze szkoły na wagary. I cała klasa ryczała ze śmiechu, aż myślałam, że nas wywalą z tego kina :)

      Usuń
    16. Jeśli już, to gendera.

      Usuń
  8. Bo Mika jest moim Cicerone. Dzwoni, np. żeby mi powiedzieć, kiedy i gdzie warto włączyć telewizor, tak mam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak a propos, to jutro przypominam o ptakach!

      Usuń
    2. A, widzisz, już zapomniałam! O której to było? Zdążę wstać?

      Usuń
    3. zara, o jakich ptakach? Ja nawet, jak trafię na coś fajnego to za chiny ludowe nie pamiętam, gdzie to było na drugi raz A recenzja mioduś, profesjonalna, ulllllala. Nie umiem tak:(((

      Za to też wiem, kiedy halny się zaczyna, w hucie nagle reaktywują się okoliczni ...ten, tego, jak ten Twój pan w pilotce i z orderami, albo jeszcze gorsi.

      Usuń
    4. Dzięki za dobre słowo. Na takich różnych to halny jak czerwona płachta na byka.

      Usuń
    5. Po zachowaniach niektórych ludzi, to myślę, że halny i aż do nas zawiewa .

      Usuń
  9. Mnemo, film właściwy był tydzień temu, jutro opowiedzą, jak go kręcili, bo zdjęcia były niesamowite - ptaki przelatujące nad Himalajami! Coś koło 10.00 na jedynce, czy jakoś tak. Mika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba Makrokosmos, oglądałaś:)) To jeszcze trza Mikrokosmos obejrzeć......... i posłuchać muzyki, bo tam fajna:)))

      Usuń
    2. A gdzie tam! Żaden kosmos, normalny był!

      Usuń
    3. Nie, nie , nie to nie Makrokosmos, tylko angielski serial BBC "Ziemia z lotu ptaka" . Było pięć odcinków, a ja głupia dopiero na piąty trafiłam a jutro ostatni miał być, ale, kurczę, czegoś nie widzę w programie, może przenieśli na następną niedzielę...

      Usuń
    4. Możesz nie wstawać...

      Usuń
  10. Mika masz dar przekonywania :) Z chęcią bym obejrzała ten spektakl. Kiedyś , dawno temu ,w ramach dokształcania brałam udział w kursie teatralnym . Była to epoka przeglądu Teatrów Otwartych we Wrocławiu ,obejrzałam wtedy duzo ciekawych spektakli . Teraz bywam w teatrze ,ale sporadycznie , a wole go od kina .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czym chwalić, ale ja bywam w teatrze, kiedy odwiedzam Mikę w Zakopanem.

      Usuń
    2. Dzięki za to, że cię przekonałam:))) Ja bardzo lubię teatr, kino też, ale co żywy człowiek to żywy człowiek.

      Usuń
  11. Tak apropo deszczu na scenie ,to byłam kiedyś w Niemczech na widowisku na pograniczu teatru i cyrku . Fabuła była tam pretekstem do pokazywania koni .Pod koniec pierwszego aktu pojawiła sie przepiekna kolorowa fontanna . Widowisko odbywało sie w namiocie cyrkowym , fontanna zajmowała całą arenę ,w czasie przerwy wypompowywali wodę :) . Całość bardzo widowiskowa i do tego wspaniałe konie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że to tak daleko - fanie macie z tym halnym, jest na co zwalić złe nastroje - a u nas? Na co zwalisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo ma rację, to promieniuje... A co do tych nastrojów, to chociaż wiesz skąd się biorą, ale nie da rady nad tym zapanować.

      Usuń
  13. No, co Ty Krecie, halny w całym kraju rozdrażnia i reaktywuje takich wszystkich mniej odpornych........

    OdpowiedzUsuń
  14. Pacz, a ja myślałam, że wściekam się bez powodu! A to halny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O skutkach halnego na depresje, rozdrażnienie i porody można poczytać np.
      http://poznajpolske.onet.pl/malopolskie/halny-wiatr-przelomu-przyczyny-powstawania-i-wplyw-na-ludzi/xdmzj

      Usuń
  15. Bardzo zachęcająca recenzja, Miko :) Lubiłam muzykę elektroniczną, więc i ta pewnie spodobałaby się mi :)
    U nas można zrzucić jeszcze na pełnię lub nów Księżyca ( dzisiaj jest), moi tak zwani sąsiedzi nadmiernie się wtedy uaktywniaja, niestety. Albo na deszcz, a może resztki halnego i do nas docierają? Tudzież niektórzy telepatycznie go wyczuwają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Lidio, że na pewno by ci się spodobało. Ale takiej muzyki najlepiej słucha się na żywo, tv czy internet to już dla mnie nie to.
      Z pełnią i nowiem też coś jest na rzeczy, niewątpliwie.

      Usuń
  16. Zazdroszczę spektaklu, kiedy jakieś oglądam, to niestety jedynie w tv (ale z gruntu lepsze w tv niż żadne) Recenzję przeczytałam z przyjemnością a trailer obejrzany został z sumiennym zamiarem 'zaliczenia' całości. Z mojego końca świata niestety ciężko jest się wyrwać, zwłaszcza kiedy stado pilnuje
    Za to spektakle pt. 'Zachód słońca nad brzozami' lub ' wspólny, wiosenny koncert ptasiego chóru' to na żywo jak najbardziej ;) Dzisiaj niebo takie ładne, idę oglądać nocne przedstawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana musze anulowac licytacje-kubek!!! i w ogole na razie sie wylaczam, bo padl mi komp. Goscinnie korzystam....Buuuu
      Kasia z Alzacji
      Retro bllue

      Usuń
    2. Kaśka, bez jaj! Na licytację chyba wrócisz???

      Usuń
    3. Boni,
      "Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą..."
      Dwa miesiące i słowiki będą cirćwilić!

      Usuń
    4. O matko kochana, Kasia, stań na uszach i naprawiaj, bez ciebie licytacja nieważna!!!

      Usuń
    5. Boni, masz piękne koncerty i spektakle. Ale jakbyś się kiedyś wyrwała i przybyła, to możemy się wypuścić...

      Usuń
    6. Mika, ja od lat wypuszczam się na tatrzańskie krokusy i jakoś dojechać nie mogę ;/

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. No to może tej zimo-wiosny?

      Usuń
    9. Może... jeśli tylko stado mnie z domu wypuści. Córka zdrajczyni orzekła, że jak coś, to pojedzie sobie sama pkp - tak u nas wyglądają 'wspólne' wyjazdy :)

      Usuń
  17. Kobitki, mam zagadkę. Co to jest pszerupka?

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że przeróbka, ale może być i skorupka pszenicy...
    A pogżep ? Tak jedna z moich uczennic napisała...

    OdpowiedzUsuń
  19. Wygrała Pani wycieczkę do K.! To moja córka, która pracuje w miejscu, gdzie "ludzie listy piszą", spotkała pszerupkę. Przysłała mi smsa, za cholerę nie mogłam się połapać, o co chodzi!

    OdpowiedzUsuń
  20. Idę spać, a Ty Mika? Ogród mnie dzisiaj nadszarpnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to słodkich snów i wdrażaj się, wdrażaj, roboty ogrodowe to dopiero przed tobą!
      Katar mi ktoś wczoraj w teatrze sprzedał, też idę.
      Dobrych snów! I bezpiecznych...

      Usuń
  21. Jestem spóźniona, bo jak większość posiadaczy ogrodów, cały weekend harowałam, jak wół, korzystając z pogody. Nawet w niedzielę.
    Już Ci pewnie Miko niejednokrotnie pisałam, że byłam dziwnym dzieckiem. Ale nie pisałam, że w latach 80-tych słuchałam zarówno SBB, jak i Tangerine Dream :-)
    Mnie interesuje techniczna strona wciągania tej kreski, która była wg Twoich słów najdłuższa na świecie. Co on na potrzeby spektaklu wciągał? Makę? To chyba też by mu zaszkodziło na zdrowie i kondycję? :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. No, już się martwiłam, że cię nie ma... Robotna jesteś jak w bajce... Skoro takie miałaś upodobania muzyczne, to spektakl jak ulał dla ciebie:))
    Co do wciągania, to wyglądało na mąkę,,,
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to, że się czepiam, ale na boga, wciąganie nosem mąki wykluczyłoby mnie chyba na pewien czas z grona osób przytomnych. Przecież to w płuca idzie! Pylica murowana. Aktorstwo to niebezpieczny zawód :-)
      Chcę obejrzeć ten spektakl. Ciekawe, czy będą go nadal grali za jakiś rok? ;-)

      Usuń
    2. Trudno powiedzieć, czy będą grali, to wszystko zależy od terminów muzyków, nie jest łatwo ich zebrać razem. Ale podobno coś mają nagrywać z tą muzyką, więc może będą jeszcze grali. Z plotek wiem, że chyba na jesieni, chociaż dyrekcja by chciała w lecie.
      A z tą mąka to się dowiem specjalnie dla ciebie, bo wybieram się tam w piątek i sobotę;)))

      Usuń
  23. Miko, czuję się bardzo zachęcona do obejrzenia Halnego, ale przecież raczej mi się to nie uda. :( Pięknie napisałaś, żywo i... namacalnie (patrz: deszcz, który niemal poczułam). :)

    Jeszcze sobie obejrzę filmiki i posłucham muzyki, ale to już chyba wieczorem w domu.

    Pozdrówka Wam, ptaszyny kurniczne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam:)))
      Pozdrówka

      Usuń
  24. To się nikomu nie udaaaaaaaaa!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale że co się nie uda, bo chyba nie wiem o co chodzi???

    OdpowiedzUsuń