niedziela, 18 marca 2018

Pisać każdy może?

Może i może, ale czasem byłoby lepiej, gdyby tego nie robił. Sąsiadka mojej siostry pożyczyła jej grubą książkę z takim oto dictum: Obiadu nie ugotujesz, nie będziesz w stanie się oderwać! Siostra trochę obawiała się o losy obiadu, ale zaryzykowała i zajrzała do środka. Sąsiadka miała rację, nie mogła się oderwać. No i obiad poszedł się...
Nie wiem czy powinnam zdradzić nazwisko autorki - wprawdzie nie jest to żadna tajemnica, a nawet wręcz przeciwnie, skoro wydała powieść - jednak nie jest moim zamiarem znęcanie się nad kimkolwiek. Zadziwia mnie jednakże fakt, że ktoś takie bzdety pisze, ktoś je redaguje, wydaje i - co gorsza - kupuje. Mało tego, na okładce jest rekomendacja Beaty Tyszkiewicz. Krytykiem literackim wprawdzie nie jest, ale miałam o niej lepsze zdanie, o ile rekomendacja nie jest wyssana z palca.
Już pierwsze kwestie na pierwszej stronie zapowiadają duże emocje. "Podjęła decyzję, dlatego piętnaście minut później długie pasma jej hebanowych gęstych włosów pokrywały posadzkę salonu fryzjerskiego". I dalej: "W jej oczach przeważnie ukryta była tęsknota". Od razu wiemy, że będzie romantycznie! I jest: "Jego wąsiska zadrżały, poruszone wiatrem wiejącym od strony lasu". Konie - w przeciwieństwie do bohaterki nie mogły tego widzieć, toteż "sprawiały wrażenie znudzonych jazdą". Ona zaś "odczuwała przemożną ochotę, by znowu podejść do fortepianu, spojrzeć w oczy muzyka i zobaczyć w nich cząstkę nieba". Zwłaszcza że właśnie "poprawiła sobie sukienkę, a czerwony dżersej, ciasno przylegający do ciała, rozwinął się w dół, poruszony dotykiem jej palców (...), przez swoją delikatną skórę wyczuwała smrodek zakłamania". On, zupełnie snującym się smrodkiem niezrażony, "pożerał wzrokiem jej nogi na całej długości". Nie dziwota, że "Łucja nie mogła opędzić się od myśli, że gdyby tylko mogła, ta kobieta chętnie zlinczowałaby ją, choćby wzrokiem".
Przy zdaniu: "Skóra chorej z każdym dniem robiła się coraz cieńsza i bezwstydnie ukazywała cieniutkie żyłki" wymiękłam. Przekartkowałam tylko sto parę stron, a książka liczy ich sobie 426 i to jest pierwszy tom! Wybrałam tylko to, co samo wpadło mi w oko, bo nie da się tego normalnie przeczytać. Dawno nie czytałam takich nieudolnych wypocin o koślawej składni. Jednak mimo wszystko, dla wąsisków poruszanych wiatrem od strony lasu warto było zajrzeć:)
Pamiętacie powieść, którą napisałyśmy u Kretowatej? Była lepsza! Pracowicie zebrałam ją swego czasu w całość i tkwi gdzieś w czeluściach bloga. Może w wolnej chwili uda mi się ją znaleźć i wkleić do zakładek - ku uciesze.
To co, Kureiry, do piór? Pisać każdy może...

245 komentarzy:

  1. Hana,może to jaka satyra na Mniszkówną jak u Samozwaniec "Na ustach grzechu".On kochał jo a ona go;)
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A hrabina Tyszkiewicz dorobiła do emerytury.
      Hanna

      Usuń
    2. Rysunek w punkt!Hana,znudzone konie powinny mieć uniesione ogony,wiesz w jakim celu;)
      Hanna

      Usuń
    3. Hanna, niestety, to NIE JEST satyra ani inna parodia. Co do hrabiny T. też mam takie podejrzenia.

      Usuń
    4. Hrabina T. podejrzana jest mi. Kiedyś przeczytałam jej autobiografię i właściwie to do tej pory nie wiem, co mam sądzić na temat i hrabinii oraz jej książki. Na pewno użo życiowego sprytu i talent do omijania niewygodnych tematów. I w życiu i w literaturze.

      Usuń
    5. Hraninia jest już iwekow,kaska sie przyda,to co jej tam,już w Tancu z Gwiazdami popłynęła, niestetyż,przykre to.

      Usuń
    6. Hrabinia jest już wiekowa, miało być!

      Usuń
    7. E, dajcie już jej spokój, z Tańca z Gwiazdami zrezygnowała bo jest chora i zmaga się ze zdrowiem, nie ma co jej dokopywać.

      Usuń
  2. Hana, błagam, zdradż "przeważnie" tytuł i autora ;)))!!! Naiwnie myślałam, że od czasu "Trędowatej"
    nic mnie już nie jest w stanie tak rozbawić :)).
    No i chyba nie jesteśmy stanie dorównać ...... ;(
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa - natomiast absolutnie i zdecydowanie i na pewno ! powinnaś dzieło zilustrować !!!!!! Howgh, jak mawia Agniecha !
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rabarbara, mogę zdradzić, toć to nie jest zabronione. Cieszę się, że to Cię rozbawiło, chociaż w zasadzie należałoby puakać.

      Usuń
    2. Zdradź, zdradź! Autorytety padają, moja ulubiona Musierowicz na przykład, dziś przeczytałam tak miażdżącą recenzję jej ostatniej książki, że chyba nie kupię.
      Jezu Rabarbaro, tak mi schlebiasz, że aż nie wiem co zrobić. No żesz, ktoś mnię zacytował. Czuję , że weszłam do historii. I co z tego, że to tylko historia Kurnika.

      Usuń
    3. Agniecha, to aż Kurnik!
      A co tam, zdradzę: Dorota Gąsiorowska "Obietnica Łucji". Na okładce z tyłu jest taka zachęcająca informacja: "Nowa mistrzyni literatury obyczajowej". I ponoć jest już drugi tom!
      Musierowicz dała ciała? O tempora, o mores...

      Usuń
    4. http://zpopk.pl/ciotka-zgryzotka.html#axzz5A6BtNMqu

      O nowej książce M.M. przeczytaj sobie, bo ciekawe i bardzo prawdziwe, włącznie z komentarzami.

      Usuń
    5. Agniecha, szkoda. Aczkolwiek z tej recenzji tez można by recenzję napisać:)

      Usuń
    6. Hana, hehe, jakoś przebrnęłam przez ten mętlik ;)
      Barbara

      Usuń
    7. Ja Musierowicz duzo przeczytalam, z ciekawosci i w pewnym momencie sie zlapalam na tym, ze mnie denerwuje straszliwie.

      Usuń
  4. Dzień dobry niedzielne:)
    Dzionek piękny, słoneczny, acz lodowaty. Wiosna tuż, tuż?

    Fragmenty "dzieła" przeczytałam, teraz trawię;)
    Dobrze, że jest rysunek, tak ku pokrzepieniu...:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ksan, u mnie też przepięknie za oknem.
    Dzieła nie należy trawić, lepiej wypluć od razu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że się nie da, stąd ten ";" :))

      Usuń
  6. Ałtorka się okaże, jak wyguglacie te hebanowe włosy na posadzce:)
    Hana, ilustracja the best!
    Pisać każdy może! A kto zabroni?:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam - razem z recenzją bardzo entuzjastyczną.

      Usuń
    2. Qgniecha, i tego właśnie nie pojmuję. Entuzjazmu onego.

      Usuń
    3. Tak się zastanawiam właśnie, co gorsze - entuzjazm autentyczny czy cyniczny, za pieniądze...
      Barbara

      Usuń
    4. no co Wy! przecie istnieja ludzie o guscie odmiennym od Kurzego.....

      Usuń
    5. O to to Opakowana i o gustach się ponoć nie dyskutuje ;)

      Usuń
  7. Omamuniuuu!Nie iwem,czy to smiać się czy płakać,ależe dopiero 1 tom,rety!

    OdpowiedzUsuń
  8. O ja cię! Mnie wystarczą te kawałki, które tutaj przytoczyłaś ... faktycznie pisać każdy może, może ja też?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak nie każdy ... bo mi nie chce opublikować komentarza pod poprzednim twoim postem ... ;)

      Usuń
    2. Ataboh, każda z nas jest lepsza od pani Gąsiorowskiej!

      Usuń
  9. Autor, autor, autor!!
    Duży talent. Właściwie nawet mogę powiedzieć, że klasyka jak nie pobita, to dorównana. O Mniszkównej myślę. Słuchałam kiedyś Trędowatej czytanej przez Irenę Kwiatkowską - arcydzieło (ale Twój obrazek ilustrujący lepszy właściwie, bo taki wprost do oka). I w tym znaczeniu heban z czerwonym dżersejem autentycznie arcydziełem jest. Houk.
    Pani T. - nieco żenua. No ale może ja się nie znam na literaturze.

    OdpowiedzUsuń
  10. O nie, przepraszam, przepraszam. Może nie żenua, bo pani T. napisała - nie mogę o niej zapomnieć. No, no, ja też długo jej nie zapomnę. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Znalazłam jeszcze jeden smaczny kawałek:
    "- Całe życie miałam długie włosy. Dopiero niedawno pierwszy raz je obcięłam - odważyła się wyznać i spojrzała na niego, jakby jako jedyny zasługiwał na to, aby poznać wiele dla niej znaczący fakt z życia.
    -Wiedziałem - odpowiedział. - Mimo, że je obcięłaś, ich cień jest przy tobie."*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OCHCHCH.....
      Barbara

      Usuń
    2. Facety som czułe na długie włosy ;) Mój ociec bardzo długo nie zgadzał się abym obcięła swoje włosy, słyszałam i o innych tatusiach którzy także preferowali u córek włosy długie. No i kiedyś dawno, złapałam adoratora na swoje długie włosy, no te moje włosy były całkiem, całkiem, a unyj się nimi zachwycał ;)

      Usuń
    3. marija, i co? Obcięłaś? A ich cień jest przy Tobie?

      Usuń
    4. Ja to ciągle co wyhodowałam długie to obcinałam, to nie wiem jak z tym cieniem....? Może się zniecierpliwił ? albo został wymieciony z posadzki salonu fryzjerskiego?
      Barbara

      Usuń
    5. A jakże ociełam, wszak to intelekt najważniejszy, a nie jakieś włosy, fetysze ;) Mamula oddali na treskę takiej jednej zainteresowanej, a potem już nigdy nie miałam takich długich, a właściwie przeważnie króciutkie, więc żaden cień długich siem koło mnie nie pętał ;)

      Usuń
    6. No nie, właśnie miałam przyciąć moje nieco przydługie pasma (nie hebanowe, niestety), ale teraz się bojam! Straśnie się bojam! Nie chcę, żeby jakaś małpa za mną łaziła..., ani w dzień, ani w nocy. Boszsz, tylko nie w nocy!

      Usuń
    7. A ja nie chcialam jednego fatyganta i slowa don nie trafialy. Wiec wlosy, co byly za okiec, zostaly sciete na grzywke oraz reszte miedzy ramieniem a brodom. Mnie sie podobaly, a ex=fatygant pojal w mig. Cien byl ze ho ho.

      Usuń
    8. Opakowana, cienias chyba?

      Usuń
    9. no nie, ale to insza historia...nie mial wasow co by falowaly od lasu....

      Usuń
  12. Gadajcie sobie Kureiry, ja idę zająć się życiem w realu! Narka!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu, Hana! Przez moment przeraziłam się, że to o mnie! ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariollo, sorki, ale nie wymyśliłabyś wąsisków poruszanych wiatrem od lasu, w życiu!

      Usuń
    2. No nie wiem Hana, w końcu wiatr musi być od czegoś. Od morza albo od łąk albo od lasu, no nie? ;))
      Barbara

      Usuń
    3. No nie... Ale stać by mnie było na przykład na...hmn niech pomyślę... ogon poruszany wiatrem! Lepsze, nie? ;)

      Usuń
    4. Nie Mariollo. Ogon jest za ciężki, żeby ruszył go byle wichur. Poza tym jak to brzmi? O! Krzaczaste brwi powiewające na wietrze to jeszcze, ale ogon???

      Usuń
    5. Albo: Figlarny wietrzyk wziął się był za tupecik i....

      Usuń
    6. Ogon poruszany wiatrami chyba, Mariollo. Moje brwi, pojedyncze rosna na taka dlugosc, ze byle zefirek je pewnie rozrusza....

      Usuń
    7. Zależy jakie wiatry. Miałam na myśli te bardziej fizjologiczne hrehrehre ;)

      Usuń
    8. Opakowana- trafiłaś, że ak powiem w punkt )

      Usuń
  14. HANO,ALE DŻERSEYU NIE ŻAŁOWAŁAŚ:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak ma sie rozwinac to nie z niczego przecie....

      Usuń
    2. Chyba że rozwinie się W GÓRĘ. To wtedy może być mniej.

      Usuń
  15. Kury a znacie ten skecz?To też w podobnym klimacie,kiczowate życie hrabin;)
    https://www.youtube.com/watch?v=UGLIqt6PRCQ
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  16. Ilustracja Twa mistrzowska.
    Per Iovem, nasze powieści pisane zespołowo, bo było ich kilka, w tym ze dwa kreminały (u Kreta i u Ciebie), były super. Pod każdym względem. Te wąsiska poruszane wiatrem od strony lasu...
    To, że ktoś pisze, można zrozumieć. Kto to recenzuje, redaguje i wydaje, kto kupuje i czyta?
    Te

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wąsiska to jeszcze nic, ale ten smrodek zakłamania,przebiajacy przez skórę:)))))))

      Usuń
    2. Dora, aż się boję co mogłabym znaleźć gdybym przeczytała całość!

      Usuń
    3. Hana, nie czytaj!! To nie jest lektura dla wrażliwych, delikatnych Kur !!! Mogłabyś dostać palpitacji albo cuś..
      Barbara

      Usuń
    4. Ja uwazam, ze jak zaczela to musi skonczyc. przynajmniej 1. tom. moze smrodek sie przerodzi w fetorek a konskie wiatry beda poruszac i wasy i brody. huragan zupelny! Ciekawa tez jestem, co ona jeszcze ma poza sukienka z dzerseju, co sie rozwija w dol, bo prognozuje obcisle spodnie z lamy...

      Usuń
    5. Opakowana, umieram ze śmiechu. Wyimaginowałam sobie ten huragan, i te brody, i te spodnie z lamy.

      Usuń
  17. A słyszałyście Kurki o książce Magdaleny Ogórek? Podobno też mizeria wyszła:
    "dłubie w ciastku widelcem bez przekonania" i podobne ogórkizmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ogórek taki bystry, że i widelec przekona!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przez delikatny welin mojej skóry wyczuwam drażniący smród demona lenistwa ( szczególnie na tyłku, na całej jego szerokości ). Znaczy podnieść mi się nie chce do roboty ( a mało co mi się udało zrobić i powinnam się ruszyć ) i sobie podczytuję ku poprawie humoru ( nie moja to wina że cudza głupota cieszy, ponoć dzielę to umiłowanie schadenfreude z całą ludzkością ). Ilustracja super, ale zauważyłam że kunie nie majo kółek pod kopytkami, no to jak one jado? Co do hrabini, hrabinie oprócz poczucia bycia hrabinią majo też żołądki a żołądki są bezczelnie egalitarne, żyru się domagajo. Wiem że to jest tego typu tajemnica jak to że kurek od kranu zastępuje cyca, ale inaczej sobie wytłumaczyć owej recenzji hrabińskiej nie potrafię. Co do powieści wspólnemi siłami tworzonej to wygrzeb, na szukanie sił nie mam. A teraz idę owinąć się w dżersej, jak się nie ruszam to mi zimnawo. Nawet mustasze poruszane wiatrem od lasu, ani oczy z cząstką nieba cóś mnie nie rozgrzewajo.;-) A obiad nieugotowany, tak bezczelnie, bez zwalania na powieść! Tak nawiasem pisząc ta zachęta sugeruje że mamy do czynienia z klasyczną powieścią dla kucharek, he, he, he ( w tym miejscu przeprasza się osoby pichcące ).

    OdpowiedzUsuń
  20. hano, ale jednak przeczytałyście!:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej przekartkowały, dybiąc na tego typu smaczki, czy też inne smrodki :))

      Usuń
    2. No dzie, Dora! Już na pierwszej stronie był kfiatek jednoznacznie definiujący tę literaturę!

      Usuń
  21. Skorzystałam z pomocy naszego dobrego wujka G. i juz wiem, że autorka tego arcydzieła "pisała od zawsze". Matku bosku, jakby powiedziała Opakowana, nie mogli jej poloniści deczko zniechęcić w szkolnych latach, się pytam? Czy może to jest odreagowywanie traumy z czasów szkolnych? Bóg jeden raczy wiedzieć. I tak to "W końcu zdecydowała się przesłać swoją powieść do wydawnictwa. Urzekła wszystkich. Pracuje już nad kolejną książką". No to miejmy się na baczności!
    Ale ale, sa też zachwyceni. Czytelniczka podpisujaca się Gladys uznała, że to "bardzo głęboka książka, poruszająca doszczętnie". De gustibus non disputandum est i do niczego nie prowadzi.
    No nie wiem, czy dla kucharek. Czytanie tej "doszczętnie poruszającej" powieści chyba skutecznie uniemożliwia gotowanie. Ale aż tak to się nie znam na literaturze poruszającej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli jednak umożliwi (gotowanie) to zupa na pewno będzie przesolona....
      Barbara

      Usuń
    2. doszczętnie w dodatku:)

      Usuń
    3. Izydoru, jaka głębokość, takie poruszenie...

      Usuń
    4. Doszczetnie poruszanie mi sie z choroba sw Wita kojarzy....

      Usuń
  22. Pisać w zasadzie można o doopsku Marii a i tak niektórych doszczętnie to poruszy. Ot, magia słowa pisanego. Pani Dorota pisze żeby się sprzedawało ale wsparcia ni ma - znaczy zawód redaktora jakby na wymarciu bo nikt nie zapanował nad "niezwykłą warstwą językową". Z drugiej strony to może pracy z "niezwykłą warstwą językową" jest tak dużo że trza ghostwriter'a zatrudnić a nie redaktora. Doszczętnie mnie poruszyło że w zasadzie każdy cóś tam może klecić a dział marketingu i tak wciśnie to jako odkrycie literackie. Szczęśliwie od pewnego czasu mam uczulenie na beletrystykę, czuję się jak zaszczepiona przeciw zarazie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Takie stworzycielki dzieu na niektórych forach nazywają się ałtoreczki lub ałtorkasie, bo sporo ma Kasia (tak właśnie, choć np. baba kole czterdziestki i ponoć pracownica wydziału psychologii w jakiejś wyższej szkole). Blurpy na okładkach dzieu obowiązkowe, no ale np. Beacie Tyszkiewicz jednak się dziwię.
    No i dzieuo niżej pięciuset stron rzadko schodzi.
    Że ktoś to pisze, nawet się nie dziwię, że ktoś wydaje z nadziejami na zysk, też niekoniecznie, ale że ktoś to kupuje? Chyba dziwką zostanę ;)
    Galia anonimia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Galio A. takie prawa rynku. Jakby popyta nie było, to by nie pisali (chyba). Sąsiadka mojej siostry kupiła, no ale - jak powiada wyżej Izydor - de gustibus non disputandum est. A może - paradoksalnie - należałoby cieszyć się, że ludziska czytają cokolwiek?
      Dziwką powiadasz? To ja z Tobą. Dla sprawdzenia praw rynku.

      Usuń
    2. Kobieta jak wino, im starsza, tym lepsza. :-D

      Usuń
    3. Wątpisz? No wiesz, co jak tu i siebie pocieszam nieco, a ty tu krecią robotę w poczuciu własnej wartości mojej odstawiasz. Tak się nie godzi.

      Usuń
    4. Jak mają czytać cokolwiek to niech czytają książkę telefoniczną ;) (chociaż to już chyba pozycja antykwaryczna?).
      Ludziska tak jakoś w ogóle wolą cokolwiek ale chyba się z tego nie cieszysz?
      Barbara

      Usuń
    5. Agniecha, kto Ci naopowiadał takich rzeczy? Powiedz mi jeszcze, że kochanego ciała nigdy za wiele, to się zaszczelę.

      Usuń
    6. Agniecha - dobrze, ze jak wino a nie na przyklad ser...

      Usuń
    7. Opakowana - przestań!

      Usuń
    8. Ale CO ja robie???? NO?

      Usuń
  24. A w jednej z księgarni internetowych mamy tak:..... " Dorota Gąsiorowska, mistrzyni literatury obyczajowej, autorka Obietnicy Łucji i Marzenia Łucji powraca w wielkim stylu z zupełnie nową powieścią!" Chodzi o Primabalerinę. Mnie interesuje chyba bardziej kto to kupuje? Hanu, pliiiis o profil sąsiadki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilka, że styl będzie wielki nie wątpię!

      Usuń
  25. Prawda jest taka, że intelektualiści to raczej mniejsza część społeczeństwa, a ludziom mniej skomplikowanym intelektualnie, zniechęconym na dodatek prozą życia, odpowiada właśnie taki poziom jak Marzenia Łucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marija, nie zgadzam się. Nie trzeba być intelektualistą, żeby odróżnić chłam od nie-chłamu. Dostarczanie czegoś takiego ludziom mniej wyrobionym czytelniczo powinno być zabronione.

      Usuń
    2. Tak właśnie. Pisać istotnie każdy może ale już nie każdy powinien to chwalić , drukować i wydawać.
      Barbara

      Usuń
    3. Podejrzewa, że wtedy nie będą czytać w ogóle i ja naprawdę nie wiem co lepsze.

      Usuń
    4. Marija, takie gie nikogo nie rozwinie:) Równie dobrze może nie czytać wcale. Starczy "Życie na gorąco", ten sam poziom.

      Usuń
    5. Przecie to czysty, zywy piniondz - ludzie kupujo wyraznie te dziela....

      Usuń
  26. A mnie najbardziej podoba sie smrodek zaklamania, czort tam z wasami powiewajacymi i dzersejem hebanowym na posadzkach, smrodek jest po prostu boski.
    Kiedy bylam malom dziewczynkom, babcia dala mi swoja stara ksiazke, ktora miala od wlasnego dzieciectwa. Autora nie pamietam, tresci tez juz za bardzo, ale tyul miala "Swiatlo w mroku" z podtytulem Powiesc dla dorastajacych panienek. Ktos pozniej ja ode mnie pozyczyl i nie oddal. Tresc byla wypisz-wymaluj podobna w stylu. Ja takie ksiazki nazywalam pozniej powiesciami dla podkuchennych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AMP, może Twoja książka jest u wzmiankowanej autorki?

      Usuń
    2. Nie znam niewiasty. No chyba, ze jakims lancuszkiem do niej dotarla. :)

      Usuń
    3. AMP, a bo to wiadomo? Antka wuja żuny córka, po mężu Gąsiorowska albo odwrotnie.

      Usuń
    4. Mnie sie widzi, ze Pantera tak nas kokietuje.....Gasiorowskiej pozyczyla a pewnie Gasiorowska wogle taki to nomdeplum. ale swoja droga jestem ciekawa powiesci dla dorastajacyh panienek.....

      Usuń
  27. Ale, ale do czegoś Wam się przyznam! Otó...czytałam Harlekiny! Kiedy leżałam na podtrzymaniu ciąży, teściowa przywoziła mi te nieszczęsne harlekiny, ja z grzecznosci je bralam, no i z nudow i dla oderwania się od czarnych myśli czytalam.Głupie strasznie, ale czego sie nie orbi dla zabicia czasu,jak nie można zza bardzo wstawać z łózka (tylko na siku pozwalali).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, Dora, to się nie liczy.

      Usuń
    2. Ha! Czas wychodzenia z szafy nastał.
      Też czytałam Harlekiny.
      Moja Babcia była ich nałogową czytelniczką. Co tydzień kilka nowych, z biblioteki. A ja, kiedy bywałam u niej na wakacjach, pożerałam te Harlekiny również nałogowo, bo one uzależniają. Wchodzą gładko, wychodzą bez śladu, i tylko wstydliwa przyjemność pomieszana z niesmakiem pozostaje.

      Usuń
    3. Agniecha, kiedyś, jak tylko pokazały się u nas Harlekiny, próbowałam czytać, ale nie dałam rady.

      Usuń
    4. Też miałam przygodę z Harlekinami. Przeczytałam kilka i jak się zorientowałam, że one wszystkie jak od sztancy bardzo szybko mi przeszło.

      Usuń
    5. Ja nigdy nie czytalam, ale moja kolezanka chciala zebysmy w biznesa poszly i miala gruby zeszyt podzielony na bardzo wyrazne czescie: bohaterka, bohater, miejsce, przeszkody, miejsce randek, kolor wlosow, okolicznosci przyrody etc etc . losowo mialysmy wybierac te czesci i dopisywac kawalki tekstu TEZ z puli.....i jakos nic.

      Usuń
  28. To ja się nie zważając na mróz i wiatr, które z ócz moich łzy rzęsiste wyciskają, po mieście włóczę i zaglądam czy aby papugi dla Was jeszcze się ostały, a tu taki tekst!
    Papug nie było, ani ich właściciela, bo kto by w taki ziąb ptaszki delikatne wystawiał. Tylko mnie się zdawało, że może...
    Kwiatki literackie wybrałaś piękne, chyba gdzieś o autorce czytałam, ale nie pamiętam żebym widziała w księgarni jej książkę. Ilustracja piękna i ten wiatr od lasu....ach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo! Czuję się przytłoczona i zawstydzona, że tak z Opakowaną wpędziłyśmy Cię w stres! Kochana i dzielna jesteś, że Ci się chciało wlec pod Halę, całusów stodwa!!!
      Barbara

      Usuń
    2. Eee tam, wcale się nie czuj, taki dramatyczny tekst mi się ulągł pod wpływem tekstu Hany.
      Sama przyznasz, że fajnie brzmi, tylko mu jeszcze kolorytu dodać. :-))
      Szłam na giełdę minerałów, prawie po drodze mi było.

      Usuń
    3. Ojacie...rzeczywiscie wyszlo extra dramatycznie. Moze sie biznesman pojawi jak pogoda wyladnieje. Gielda mineralow...wynalazek szatana....

      Usuń
    4. Dlaczego aż tak? Ja się juz uodporniłam , a dzisiaj bakcyla połknęła wnuczka.

      Usuń
    5. ja bylam dwa razy i strasznie podstepne to miejsce, tak samo straszne jak kiermasze i festiwale wloczkowe..jak ja sie ciesze, ze nie moglam do Edynburga pojechac w ten weekend co wlasnie byl...wolne wole mam slabe, a w skarbonce pt fundusz butowy pustki. Do Edynburga jechac z mala kasa albo bez kartu kredytowej to najgorszy masochizm z mozliwych.

      Biedne dziecko....ale jak dziecko nie medzi, ze MUSI miec xyz to moze byc ;)

      Usuń
  29. Ewa2, kłaniam się w pas w podzięce, chociaż żałuję, że papug nie było. Może kiedy się ociepli?. No nie? Gdybym zobaczyła takie powiewające wąsiska też bym oszalała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, nawet się dobrze nie przyjrzałam co było, bo mało było handlujących, czemu sie nie dziwię bo na mrozie i wietrze raczej ciężko stać.

      Usuń
  30. U nas dzisiaj też wieje, że nie tylko kocimi ale nawet moimi wąsiskami wstrząsało, o!
    Szok po prostu! Pastisz na Mniszkównę to nie jest, bo Mniszkówna sama sobie pastiszem była i tylko tak daje się ją czytać. Boli tylko fakt, że obecne redaktory mają wrażliwość przedwojennych panien podkuchennych i tych z magla. A może po prostu w ich żyłach płynie krew owej wrażliwości, co to się na stołki redaktorskie wywindowała po studiach z powszechnego dostępu do nauki i punktów za pochodzenie? Przy skromnych mych dochodach strach mi jest zachodzić do księgarń, bo jednak tych 30-40 dych żal by mi było, a rynek księgarski natkany teraz takimi minami literackimi jak babcina kasza skwarkami. Nie to żebym specjalnie miała wyrobione gusta literackie, bo czasem podoba mi się to, co podobać się nie powinno, a jednak wąsiska na wietrze mnie ruszają ;) I zastanawiam się, kto wiózł te konie i dokąd, że się tak wynudziły setnie.
    Nie tyczy to tylko literatury rodzimej niestety. Dlatego niech żadnej szanującej się Kurze nie przyjdzie do głowy inwestowanie w tfurczość Sophie Kinsella - cykl o Zakupoholiczce. Próbowałam, nie dałam rady. Moja wytrwała siostra dobrnęła do końca, bo szukała dna głupoty głównej bohaterki i jej zderzenia z rzeczywistością. Nie domacała się.
    Ale jak ktoś chce dawkę dobrej literatury z salwami śmiechu to Evzen Bocek popełnił Ostatnią arystokratkę i dwa kolejne tomy :) Dobry, poczciwy czeski humor!
    Dlaczego Smrodek zakłamania ma małpi pyszczek Tytusa de Zoo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być 3-4 dychy ;) żeby się setkami i tysięcami na książki szarpać aż taka bogata nie jestem.

      Usuń
    2. Do czeskiego humoru polecam jeszcze cykl Sabacha, "Gówno się pali", "Masłem do dołu", "podróże konika morskiego". Arystokratka świetna jest.

      Usuń
    3. Dzięki! Notuję sobie ku pamięci!

      Usuń
    4. Ja już kupiłam na Allegro!

      Usuń
  31. Psie, otóż to! Wchodzę do księgarni i kompletnie głupieję, o ile nie mam konkretnego tytułu i autora do znalezienia. Najczęściej wychodzę bez niczego z mętlikiem we ubie i myślę sobie - w necie poszperam, ale w necie to samo:( Nie uświadczysz rzetelnej recenzji. Dlatego opieram się m.in. na Waszych rekomendacjach. A jak już mnie zeprze na jakieś czytadło, idę do Auchan i ryję w wielkich koszach z przecenionymi książkami, takimi za 9,99. Spoko można tam coś wyłowić, a nawet jeśli człek się pomyli, to nie za 4 dyszki. Przeczytam (albo i nie) i puszczam w świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w koszach można całkiem całkiem się obłowić. Mam Gawędziarza Mario Llosy za 6 zyla by Tesco :)

      Usuń
    2. Psie, przy okazji wizyty w Auchan czy innym Tesco nigdy tym koszom nie odpuszczam. Mam też parę perełek z tego źródła, poza czytadłami.

      Usuń
  32. Acha, Psie - zbieżność fizjognomii całkowicie przypadkowa.

    OdpowiedzUsuń
  33. Rysuneczek to całe streszczenie tego opasłego tomiska. Najbardziej urzekł mnie ten smrodek zakłamania wychynający się zza chojaka ( hi, hi ) i cząstka nieba. Trochę odjechałas z tą wizualizacją ( sikam ! ).
    A charakter pisma to poznam choćbym oslepła.
    P.S. Brakuje mi tylko cienia sciętych włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie i ja cienia tego brak dogłębnie, a nawet doszczętnie odczuwam.

      Usuń
    2. No przecież na rysunku jest przed fryzjerem!

      Usuń
    3. No tak. A my tak bez zrozumienia zażyczyłyśmy sobie cienia.

      Usuń
    4. Włosów cień jest też przy nas, nie tylko przy Łucji.

      Usuń
    5. Izydoru, obcięłaś swoje pukle?

      Usuń
    6. No tak, matołek ze mnie. Ale czy to oznacza następny rysunek, takie cdn.? Tutorial nam mogłabys pusć jak powstaje taki rysunek :)

      Usuń
    7. jej włosów cieeń. Lucindy. Wczuwam się. Moje pukle tnie regularnie Pani Ania i nie widzi ich cienia.

      Usuń
    8. A moje pan Dżacek i twierdzi, że niedługo z głodu umrze "bo dzisiaj to wszystkie Maryjki"

      Usuń
    9. Lilka, ja nie chadzam do fryzjera, jakie Maryjki? Fryzura taka, czy jak?

      Usuń
    10. Jak Maryja, zona Józefa, względnie Maria Magdalena. Z pewnoscią chodziło mu o którąs z tych postaci:). Rzadko jeżdżę metrem ale przyjrzałam się. Ma rację. Szfystkie młode to maryjki :). Długie i rzadko scinane.

      Usuń
  34. o matko!! zatkło mnie, już tylko te fragmenty wystarczyły!! intryguje mnie jedno, ten brak obiadu siostry, pochłonęło ją wypisywanie co "ciekawszych" perełek z tego dzieła? ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Elaja, ależ oczywiście! I cytowanie mi przez telefon co smaczniejszych kawałków!

    OdpowiedzUsuń
  36. Strasznie dzis jestem opozniona, ale postuluje bys w wolnej chwili (??!!) przeczytala a potem nam opowiedziala obrazkowo. To by dopiero byl bestseller. i zadna Tyszkiewicz nam nie podskoczy! lece czytac komenty.

    p.s. do pisania powiesci sie nie nadawam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pees. Te wasy od lasu poruszajace sie kompletnie mnie rozlozylu...KCE WIECEJ!!

      Usuń
    2. Opakowana, ta powieść jest gruba, a ja doszłam tylko do sto czterdziestej którejś strony! Kto wie, może kiedyś, w wolnej chwili?

      Usuń
  37. Opakowana, nie starczyłoby mi życia - obawiam się.

    OdpowiedzUsuń
  38. Opakowana, Dorota Gąsiorowska "pisze bardzo lekko, a przy tym urzekająco, a słowami potrafi otworzyć w nas najskrytsze zakamarki duszy", a Hana nie chce nam tu streszczac więcej. Ta Lucia opuściła Wrocław, w którym do tej pory żyła i pracowała, by udać sie na Podkarpacie. Nie ma jej już w naszym Wrocławiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżu, Izydoru, jak żyć???

      Usuń
    2. a czy choc zabrala ze soba ducha wlosow i smrodek?

      Usuń
    3. No właśnie. Trzeba by doczytać:(

      Usuń
    4. Miejmy nadzieje, że cień jej włosów udał się na Podkarpacie wraz z nią i smrodkiem zakłamania wyczuwalnym przez jej delikatną skórę.

      Usuń
    5. Będę się rozglądała, jak ją spotkam, to wam powiem haha

      Usuń
  39. Hano,rozbudziłaś nasze zmysły, mus przeczytać i nam streścić.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nigdy nie dałam rady Harlekinom, no nie mogłam. Lektura najczęściej kończyła się na tytule, rzadko wyłaziłam poza pierwszą stronę. Nawet nie wiem czy to jest kwestia poziomu literackiego czy gatunku. Fascynacja romansami to mi tak gdzieś po lekturze Trylogii, w późnych latach szkoły podstawowej przeszła. I to nie na inszą sztukę, wiecie ja to zasypiam na większości tzw. komedii romantycznych. Moje klimaty literatury pulpowej to historie o dzielnym sierżancie MO, który znalazł był zezwłok tajemniczej blondynki załatwionej struną od fortepianu przez szpiona wrażego mocarstwa, który via Monachium i zielona granica pojawił się w ludowej ojczyźnie. Kapitany Żbiki i inne Ewa wzywa 07 to są moje czytadła wstydliwe. Tylko że mam wrażenie że ta pulpa to na ogół poprawną polszczyzną była pisana, lapsusy się zdarzały ale kudy im tam było do realu ( prawdziwe raporty milicyjne to jest dopiero rozbój na mowie ojczystej a czasem i na zdrowym umyśle - taki kwiateczek "Prawdą jest, że Robert W. zgwałcił mnie kilkakrotnie podczas tego wesela, lecz nie był zbyt złośliwy w stosunku do mojej osoby, gdyż nie wyczyniał żadnych innych ekscesów, co mogłoby urazić moją godność oraz honor (...)".;-) ).
    Kura Naczelna ma rację - nawet pulpa powinna być poprawnie napisana, zredagowana, tak żeby "trendowacizm" oczu nie raził. Poziom jakiś powinno się trzymać. Jednak dziełko o Łucji jak wynika z przytoczonych fragmentów jest tak nielogicznie napisane że muszą to odbierać "czytacze kodów" a nie zdań. Im wsio ryba a dobra redakcja kosztuje. Twórczość naukowa i artystyczna nie podlega ustawie o ochronie języka więc wydawnictwo ma gdzieś poziom polszczyzny i kaskę liczy bo ono nie jest od edukacji czytelników tylko od zarabiania.:-/

    OdpowiedzUsuń
  41. No właśnie, Taba, i to jest sedno i cała tajemnica. Kasa.

    OdpowiedzUsuń
  42. Już Od dawna nie wierzę recenzjom, odkąd parę razy nacięłam się na nowości z biblioteki. Harlequiny czytuję od czasu do czasu, jak bajeczki - niektóre i nie jak leci są zwykle miarę przyzwoite i formalnie, i pod względem literackim. Dzięki temu zresztą zidentyfikowałam ostatnio coś w rodzaju plagiatu - ściągnięty częściowo ze świątecznego harlequina pomysł autorka usiłowała potraktować ambitniej; osadziła w polskich realiach, dodała parę nieszczęść, chyba żeby było poważniej, a literacko marniutko. Recenzja oczywiście entuzjastyczna - książka cudowna a autorka niemal genialna. Tylko szkoda, że to nie ma nic wspólnego z prawdą. Nacięłam się również na powieść s-f, chyba pisał ją zawodowy wojskowy, bo większość treści zajmowały wyliczenia statków kosmicznych, a raczej ich liczebności i uzbrojenia, i taktyczne opisy bitew. Kiedy dochodziło do opisu relacji międzyludzkich była masakra. Facet chyba wydał książkę własnym sumptem, co odgadłam ze stopki redakcyjnej.

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie byłam w stanie strawić 50 twarzy pewnego młodziana. Książki w ręku nie miałam, ale natknęłam się na yt, na audiobooka. Monotonny głos aktorki nie zachęcał, treść także. Potem trafiłam na filmy, też nie dotrwałam do końca. Chyba oś ze mną nie tak? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to nic ciekawego, ksiązki bym nie zniesła chyba, a film jeden ogladnełam przez przypadek, no szału nie ma, ale tyle szumu wokół tego narobiono, żeby to chyba napędziło i czytelnikow i ogladaczy.

      Usuń
    2. Koleżanki zaciągnęły mnie na to goowno do kina w ramach babskiego wieczoru. Trudne to było doświadczenie:)

      Usuń
    3. szczęsciem ogladałam w domu, mogłam wyłączyć kiedy mnie znuzyło.

      Usuń
  44. Łomatko, Ninka, to jest ale pech! Trafić na taką militarną bombę!

    OdpowiedzUsuń
  45. Was to zostawić na chwilę, nagdaczą, że czyta się pół godziny. I tak lepsze są niz ten przytoczony przez Hanę tekst. Mgli mnie od takich wypocin. Z niektórymi filmami mam podobnie... 50 mord tego, tam nie dałam rady przeczytać. Dała mi ten szajs koleżanka, żeby poczytać. Żenuła. Nie wierzę recenzjom, sa pisane na zamówienie. U mnie dzis zimno jak zaraza, ale ja oprócz małych dwoch godzinek za domem, babrałam się w farbach. Dzielna byłam, do netu nie zaglądałam.

    OdpowiedzUsuń
  46. Masza, co zmalowałaś?
    Masz gdzieś może w całości naszą słynną powieść? Nie mogę znaleźć, chyba utkła w starym kompie:(

    OdpowiedzUsuń
  47. Teraz na obwolucie każda książka na miarę światowego osiągnięcia, ileś tam czytelników i sław polecających. Też już się kilka razy nabrałam, na entuzjastyczna recenzje, potem strawić nie mogłam.

    OdpowiedzUsuń
  48. Maszka poka co zmalowałas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorka, trzy całkiem święte kapliczki, a czwarta całkiem pogańską, baba z kotami, ale jeszcze nie skończona. Zaczęłam też piątą. Łapię słonko, po zmroku już mi żle się maluje. Oczy bolą. Pokaże, jak zmaluję wszytskie do końca. Robię na raty, łącze techniki, więc dobrze odłożyć i na nowo wrócić, przychodą pomysły...

      Usuń
    2. :0 Fajnie. Lubię procesy twórcze.

      Usuń
    3. Zapowiada się bardzo interesująco. Ja jednak wielbię nad życie twoje Mnemoludy, to niesamowicie oryginalna twórczość, robiłaś to genialnie. Może jeszcze wrócisz do nich?

      Usuń
    4. Mikus, tylko mogę to robić w Kaczorowce. To brudna robota. Ale kto wie...materiał mam.

      Usuń
    5. Wszak wakacje przed nami, materiał masz, czekam z nadzieją:)) I bardzo chętnie bym nabyła twoje dzieło.

      Usuń
  49. Maluję kilka kapliczek jednocześnie. Jak Rucianka da Mnemoludy na KŁ to będzie tam I część naszej powieści, tzn. link do bloga. Druga część powinna gdzieś być (chyba), tylko nie wiem, gdzie. Wydaje mi się, że ją scalałam, ale to było jakiś czas temu. Gdzie to wetkłam?

    OdpowiedzUsuń
  50. Hanuś, twoja wizualizacja scenki z owego dzieła wiekopomnego mnie poraziła. Zwłaszcza smrodek jest moim faworytem... Ja też uważam, że nasze dzieło było o niebo lepsze. A Centuś! Rozczuliłam się...

    Ale, ale, wszystkie narzekają, a nikt nie pociągnął akcji dalej??? Leniuszki...

    OdpowiedzUsuń
  51. To ja jadę z tym koksem:

    "Konie znudzone jazdą zatrzymały się na skraju lasu. Gałęzie drzew poruszały się harmonijnie w rytm ciepłego wiatru , wiejącego z południa. Wąsy pławiły się w letnich podmuchach, drgając delikatnie, acz zdradzając pewną namiętność. "No i co, Łuśka? Niezła placówka, co nie?" właściciel wąsów odwrócił się do tyłu i wąsy drgnęły mu jeszcze mocniej na widok jej łabędziej szyi, wynurzającej się z gęstwy hebanowych loków. "Och, cudnie, ale czemu mnie tu przywiozłeś? Co będziemy robić?" wionęło cichutko z jej ust karminowych. "No co ty, duża dziewczynka jesteś przecież, he, he!" zaśmiał się z lekka obleśnie, gładząc przy tym jedwabiste wąsy. Łucja zarumieniła się nieco, co wąsy i ich właściciela doprowadziło niemal do ekstazy. "Ech, ty pączku mój wiosenny..." wyszeptał, wtulając wąsy w jej krucze sploty...
    I nikt nie zauważył smrodku zakłamania, który po cichutku wyskoczył zza jodły i wpił się w zwoje czerwonego dżerseju. Wpił się mocno, namiętnie i nieodwołalnie, gdyż czerwony dżersej był największą miłością jego życia. "Ech , ty mój dżerseju jedyny..." szeptał smrodek, wijąc się w szale namiętności...

    OdpowiedzUsuń
  52. Niebo nagle pociemniało. Luśka wyrwała się z ramion właściciela wąsów drżących wciąż na wietrze, w swych bladych dłoniach naznaczonych bezwstydnymi żyłkami uniosła zwoje czerwonego dżerseju i na całej długości swych nóg rzuciła się w stronę błękitu subtelnie prześwitującego przez koronkowe korony drzew. Mogłaby przysiąc, że to cząstka nieba w oczach muzyka wabi ją i przywołuje. Biegła przed siebie bez tchu gnana tęsknotą i nadzieją wibrującą w jej sercu. Niepomna niczego nie usłyszała cichutkiego westchnienia ni to skargi, ni zachwytu dobiegającego spośród fałd dżerseju wijącego się wokół jej smukłych w kostce nóg. Na rączych skrzydłach miłości frunęła niczym barwny motyl. Nie widziała, że podąża za nią cień. Cień jej hebanowych włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bowiem ukryty w hebanowych włosach cień stosował swój życiowy bon mot,że kto w cieniu tego nie razi słońce;)
      Hanna

      Usuń
  53. Tymczasem Smrodek zdołał przebić się przez jej alabastrową skórę w zagięciu kształtnego kolana. Rozciągnął się z lubością muskany chłodnym dotykiem czerwonego dżerseju i mlasnął z rozkoszy.Luśka zniknęła w dojmującej czerni lasu. Zapadła doszczętna cisza i tylko wąsiska drżały na wietrze.

    OdpowiedzUsuń
  54. no nie, najsamprzód wpis Hany, o którym nie wiedziałam, potem komcie długie mądre i z polotem :) no i oczywiscie uśmiałam się po pachy!! a na koniec Mika i Hana w roli autorek tej Kaszmirowej historii o smrodku cienia :)))) Szykuje się bestseller ! I oby ta autorka na niego trafiła, biedna padnie trupem ze sromotnego wstydu :P

    OdpowiedzUsuń
  55. Leśny dukt zalało niebieskawe światło księżyca. Jego blask pieszczotliwie ogarnął parę znudzonych koni i umięśnioną postać mężczyzny rozczesującego delikatnymi ruchami drżące wąsiska. Przez las niósł się tęskny dźwięk, jakby fletu, a to jego napięte do granic mięśnie grały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mięśnie te grały pieśń zwycięstwa, samczą pieśń satysfakcji ze zdobycia przedstawicielki płci przeciwnej. "Niezła dziewczyna, tylko trochę dzika..." powiedział do kompletnie już znudzonych koni Płowowąsy. "Po cholerę to lecieć na bosaka w ciemny las o tej porze. Nocka już nadeszła, jeszcze głupia nogę gdzieś skręci i będzie kłopot. Chyba jej poszukam jednak, jest się w końcu tym dżentelmenem, co nie?" Konie zarżały niby potwierdzająco, ale tak naprawdę nieco drwiąco. "A leć se matole, leć, może się stracisz gdzieś w tym lesie, to sobie na luziku do domu wrócimy..."
      Płowowąsy ruszył w otchłań ciemnego boru, nawołując głośno Hebanowłosą "Luśka, ty głupia, gdzieś polazła, no, odezwij się!!!" Bór przedwieczny milczał jednak, jeno pohukiwanie sów niosło się z dala. "Luśka, kurna, gdzieś ty???" Wąsy zadrżały z lekką obawą. "Przecież nie będę łaził po tej ciemnicy!!!" Cisza była głucha jak pień. Zmurszały. Wąsy dotąd zawadiacko sterczące ku górze , opadły smętnie w dół.
      A tymczasem Luśka gnana uczuciem nieznanym acz głębokim, biegła przez las ciemny i wrogi, a towarzyszył jej jedynie zawinięty rozkosznie w fałdy dżerseju, nasz ulubiony smrodek, bynajmniej nie dydaktyczny...

      Usuń
    2. Dorobię po mojemu, żeby kryminalnie było.
      "Mążczyzna rozejrzał się wokół, poszum przedwiecznego boru i nic. Po Luśce ani śladu, ani słychu, nawet cień jej kruczoczarnych do hebanu podniecających włosów wziął i zniknął wśród drzew. Kocim krokiem znudzonego lamparta wszedł na polanę jaśniejącą wśród ciemnego przestworu boru, spojrzał w niebo, sowim wzrokiem namierzył satelitę na czerni kosmosu i z kieszeni swojego trencza wysokiej klasy szytego na miarę w Monachium u krawca Schneidera wyciągnął płaski przedmiot podobny do latarki, jaką posługują się okoliczni małorolni kiedy czują że czas przynieść ziemniaki z komórki. Oddychając przez wąsy z niejakim trudem wyciągnął z płaskiego przedmiotu antenkę i nakierował ją w kierunku satelity. Zapikała czerwona lampka, widoczne były chrboty w urządzeniu. Niskim i chrapliwym głosem mążczyzna z płowymi wąsami wyszeptał do płaskiego urządzenia.
      -"Smrodek zgłoście się"
      Urządzenie zrobiło ghrygrhy, czerwona pikająca lampka zmieniła kolor na zielony
      -"Zgłaszam się obywatelu majorze, biegnę za podejrzaną. Tu są same krzaki jeżyn, mam utrudniony pościg. Powtarzam, mam utrudniony pościg."
      Major westchnął przez wąsy, Smrodek był dobrym wywiadowcą ale nie potrafił biegać. Snuł się tylko i żadne szkolenie nie pomagało.
      -"Dobra Smrodek, podeślę Wam konie. Tylko żeby mi nie były znudzone jak ostatnią razą. I uważajcie do cholery na ten jej czerwony dżersej, nie wiadomo co on może zrobić jak go się przyprze do jeżyn".
      Płowowąsy mążczyzna wolnym, wężowym ruchem opuścił rękę z urządzeniem. Kciukiem prawej dłoni wcisnął antenkę na miejsce i powoli, jak żółw ociężale włożył urządzenie do kieszeni trencza. Ten trencz niejednego i niejedną już zmylił, płowowąsy mążczyzna wyglądał w nim na agenta obcego wywiadu. Wprost biła z niego ta ukryta agenckość. Na Łucję też tak trencz podziałał, niemal wiła się z rozkoszy gdy zobaczyła metkę "Schneider und Schneider". Mążczyzna zamyślił się przez wąsy - A gdyby tak wykorzystać Łucję i czerwonego dżerseja w charakterze wtyk. On czarna, on czerwony, oboje bardzo dziwni. Tak, to mogło się udać.
      Major zadrżał z zimna, w przedwiecznym borze temperatura znów spadła poniżej temperatury boru. Postawił kołnierz trencza i szybkim krokiem podenerwowanego karakala przemierzał ścieżkę prowadzącą do leśniczówki, w której stacjonowały konie. Nad borem dniało.

      Usuń
    3. Nagle wąsy uniosły się. Najpierw delikatnie, nieśmiało, zaczęły drgać raz w lewo, raz w prawo, by w końcu ustawić się dokładnie w konkretny azymut. I zupełnie niepostrzeżenie, wpierw po milimetrze, lecz z każdą sekundą coraz szybciej i szybciej zaczęły się wydłużać i niemal na sztorc stojąc tworzyły już rodzaj długiej szpicruty, która zaczęła ciągnąć Płowowąsego ku ciemnemu borowi, gdzie Luśka jego ukochana przepadła. Wąsiska rosły i zaczęly przypominać osnowę, która w swym jeszcze niezrozumiałym zamyśle chciała coś opleść, ale sama nie wiedziała jeszcze co. Wąsacz gnał coraz szybciej, ale nie tak szybko jak jego wydłużający się wąs, więc co chwilę potykał się biedaczysko o cień swych własnych niepokojąco szybko rosnących własnym życiem wąsów. Wtem wąsy zadrżały, jakby wyczuwając woń Smrodka. Naprężyły się, ba! stanęły wręcz dęba, przez co Płowowąsy najpierw zarył w poszycie, by dosłownie za chwilę wykonać salto mortale połączone z potrójnym Akslem. A wąs za nim! Widok był zachwycajacy, aż dobiegający zza drzew Smrodek zamarł, by po chwili puścić z zachwytu wielkiego bąka.

      Usuń
  56. Tera to już idę spać. Sonic, Twoja kolej!

    OdpowiedzUsuń
  57. Dzień dobry :)
    Szarawo, mróz lekki -6
    To pogodnego dnia !!!
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  58. Hana - zwalniam z obowiazku czytania oryginalu, piszcie z Mika dalej. Choc...dobrze byloby przechwycic pewne watki z tegoz oryginalu...
    dziedobry - zimno, slonecznie, ptaszki na sniadaniu na tarasie. grubo ciete obierki po jablkach zjedzone. przez ptaszki.

    OdpowiedzUsuń
  59. -10. Słońce ostro świeci. W kozie napalone. Kawa popijana. Trzeba wyjść do koni.

    OdpowiedzUsuń
  60. No,nie mogie!Tak sprofanować imię sycylijskiej Luśki!W życiu nie przeczytałam żadnego harlekina acz dostałam onegdaj od koleżanki na imieniny cztery pierwsze numery.Se stały i już,chociaż"Trędowatą"i"Ordynata Michorowskiego"zaliczyłam bo mama się nią tak wciąż zachwycała a i"Chata za wsią"też była w tych zachwytach.Pożerałam na wyścigi z ojcem"Tygrysy".Co do recenzji to myślę iż ichnia"kwiecistość"w opisach jest w stanie sprzedać i to dobrze nawet guano pięknie zapakowane.
    U mnie -4 słonecznie i sucho.
    Miłego dnia Kurnikowi:)

    OdpowiedzUsuń
  61. Dzień dobry. Szaro nadal, wieje, -7, nie pada.
    Drżące, a potem oklapłe wąsy, ciemny bór,smrodek pod dżersejem, w sam raz na dobry humor z rana. Chętnie poczytam cd.

    OdpowiedzUsuń
  62. -20 było rankiem. Nie bawię sie już w taką zimę . To jawne oszustwo jest. Wiosna za rogiem stoi. Słońce ładne, ale ziąb. A ja dziś muszę po urzędach się szwendać.
    Pięknie się alternatywna powieść rozwija. Nie dołączę, bo ja tylko kreminały mogę chyba, żadnego romantyzmu, drgań serca, namiętności etc. nie oddam słowem lekkim jak Hana i Mika. Czekam na ciąg dalszy historii Luśki w ciemnym borze, cienia jej hebanowych włosów i smrodku spowitego dżersejem oraz koni. Koni żal, że muszą tak stać bezczynnie. Niechby już poszły do dom.
    Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  63. Moją wenę chyba wyparł katar, który mię był złapał i trzyma... Ale uśmiałam się po pachy - nie ma to, jak dobrze napisany pastisz:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  64. Nawet nie podejmuję wyzwania. Nie dośc, że klawiatura wytarta i piszę na oślep, to jeszcze talentu do pięknych zwrotów nie posiadam. Historyjka z życia wzięta, na mszy, kandydat na księdza ma swój udział w kawałku mszy i tak lekko stremowany rzecze: módlmy się, za naszego biskupa, archidjecezjanego Alfonsa...( atak śmiechu pozostałych adeptów) Imię było autentyczne tylko, jak to brzmi...
    A drugą trzeba sobie wyobrazić. Nie każdy ma dar do śpiewu, ale jak trzeba poderwać masy do gromadnego śpiewania i zaczyna się znaną pieśń "Pan Jezus już się zbliża" na melodię piosenki obozowej " Gdy strumyk płynie z wolna", to można wywołać atak śmiechu połowy kościoła. Ponoć tak było.

    OdpowiedzUsuń