czwartek, 18 sierpnia 2016

Marzenie z morską bryzą w tle

Nasza Opakowana Kochana nie zdążyła podzielić się swoim marzeniem pod tekstem Ewy2 - za szybko zapchał się wybieg. Marzenie jest bardzo konkretne, ale w pewnych punktach niedopracowane. Myślę, że możemy Jej w tym pomóc. Na pewno w ustaleniu sąsiedztwa. Przecież to proste: będzie to Kurnik z widokiem na morze.

(fot. Ognio)
Marzy Opakowana:

Mam marzenie trwajace juz dosc jasno od ok 10-12 lat. Chcialabym miec dom nad morzem.
Realistycznie rzecz biorac, to nie do wykonania z kilku powodow  - w uk, jak widac - nawet ze strychu - kawalek morza, to cena domu leci w gore niczem termometr w upale.
Druga rzecz, że jak blisko morza to zazwyczaj kliff, a one się obsuwaja.
Na zachodnim wybrzezu sa plaskie tereny, ale jakos mojego domu tam nie widze.
Precyzja sie utrwalila po ogladaniu ktoregos tam Wallandera, gdzie on mieszka nad morzem i ma zejscie po wydmie jakby do plazy, majac po drodze stół i ławe osloniete.
No i wtedy mnie wzielo na planowanie mojego marzenia.
Jako, ze domu nad morzem miec nie bede, to moge puscic wodze fantazji kompletnie.
Ciagle zmieniam rozklad wnetrza, mam ustalone drzwi wejsciowe z ganeczkiem z boku oraz dobudowke cala oszklona długości i szerokosci domu, z widokiem na morze. Wnetrze podlega zmianom jak cos zobacze i mi piknie w duszy.
Na pewno ma byc:
- duza kuchnia na kompletnym luzie
- stare drewniane podlogi, na ktore mozna lac i sypac i lazic i nic
 - na pewno mam tam, na tej oszklonej werandzie moj fotel bujany co go z Polski wiozlam
- caly parapet kwiatkow
- taras nieduzy, moze być  byle jaki
- zasadniczo jeden duzy pokoj centralny na dole, od którego odchodza rozmaite pomieszczenia (nie sprecyzowane)
- polaczenie z garazem za pomoca tunelu czyli mozna chodzic do garazu/skladziku bez wychodzenia z domu i jest miejsce na zostawianie mokrych rzeczy.
- okna duze i potrojne, wtedy cieplej jest.
- wygodne stare meble.
- w ktoryms pokoju wykusz z widokiem na morze i wygodnym siedziskiem.

I na tym koncza sie konkrety.
Reszte sobie bede dorabiac, dopieszczac.

Macie takie marzenia, ktore szlifujecie w wyobrazni?

Front jeszcze nie opracowany, sasiedztwo takze samo nie.





 Teraz mówię ja - Hana: kto zwizualizuje marzenie Opakowanej? Technika dowolna!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Post rozpaczliwie zastępczy

Mika się ukrywa, druga pisarka Bacha chyba też, to co mi pozostało? Do pisania kryminału nie mam głowy, szczerze mówiąc do pisania czegokolwiek nie mam głowy. Nadal przebywam w Afryce, dzisiaj w Nigerii. Już bliżej niż dalej, jednak jeszcze kawałek drogi przede mną. Upraszam więc o wybaczenie.
Bardzo ładny jest wątek marzycielski i spokojnie możemy go kontynuować, chociaż w którą stronę pójdzie nasza konwersacja zawsze jest wielką niewiadomą.

Kilka dni temu zajrzałam do statystyk i znalazłam tam bardzo smakowite słowa kluczowe:
- jestem ksiądz kacper bumba moja
- u nagiej kuzynki
- bhhww
- zpazurkaminiegrzecznekicie.pl

Moim faworytem jest "jestem ksiądz kacper bumba moja". Zastanowiło mnie, które z zawartych w tej kwestii słów skierowało kogoś do Kurnika?
zpazurkaminiegrzecznekicie z kolei srodze musiały delikwenta rozczarować, bo pewnie trafił na Czajnika z Malinką w czułym uścisku.

Ponadto znalazłam informację, że w ciągu tygodnia zajrzało do Kurnika 155 Chińczyków. Czy to już to co myślę?

Na okrasę:






poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Marzyć? Nie marzyć?

Zamarzyłam sobie, aby jakimś cudownym zrządzeniem niebios zapełnił się wybieg i oto jest! Nasza krakowska Ewa2 zrealizowała moje marzenie. Skąd wiedziała?
Ewuniu - dziękuję!

***

MARZENIA - jak to z nimi jest?
Zajrzałam do słownika, a tam:
1. myśleć o czymś przyjemnym, zwykle trudnym do zrealizowania, fantazjować; myśleć o zrealizowaniu swych pragnień
2. przestarzałe: śnić

Tymczasem zachwalane teraz jest działanie. Zrobiło się modne realizowanie marzeń. Marzysz o podróży, my ci ułatwimy, tylko się zdecyduj, marzysz o nowym telewizorze, wczasach, lepszym wyglądzie, gęstych włosach, samochodzie, prostym nosie itd., itp.....tylko weź pożyczkę, zadzwoń, zamów....Czy o taką realizację marzeń chodzi? Coś mi tu nie pasuje. Bo tak łatwo i szybko, ale czy spłacanie rat nie psuje przyjemności? Czy wszystkie marzenia trzeba spełniać w ten sposób?

Bo mnie na przykład się nie chce. Bo cóż z tego, że marzę o tym, aby być szczupłą, kiedy wiąże się to z wielkim wysiłkiem i wyrzeczeniami. Chciałabym inaczej, ale wtedy marzenie zamienia się w mrzonkę bo samo się nie zrobi. Inny przykład: od dawna marzę o tym by mieć własny ex libris. Można powiedzieć: to sobie narysuj, ale właśnie sednem tego marzenia jest, żeby go ktoś dla mnie wymyślił.

Sama próbowałam z marnym skutkiem:

Jeszcze mi się krzywo zeskanowało. Kupowałam też gotowe, ale to nie to.....

Napomknęłam nie raz w rodzinie, że chciałabym, bo miałby kto zaprojektować i nic....I jak tu realizować?

Wymuszać? To żadna przyjemność.

Kiedyś marzyliśmy z mężem o tym, żeby na rocznicę ślubu pojechać do Paryża i przez 40 lat nigdy się to nie udało. Teraz już bym nie pojechała, nawet gdybym mogła.

O czym więc marzyć? O czymś wielkim, trudnym, mało realnym, czy marzyć o drobnych przyjemnościach, które można sobie zrealizować? Dla mnie spełnieniem jednego z marzeń było kupienie nowego aparatu, po dwóch latach przymiarek i oszczędzania. Nie powiem, radochę miałam i mam nadal.

Rezygnować z marzeń bo się nie spełniają, czy marzyć i działać? Mnie na to nie stać, chyba trzeba mieć do tego odpowiednie cechy charakteru.

Podziwiam tych wszystkich, którzy dla marzenia wyruszają w dalekie kraje, rzucając wszystko zdobywają szczyty, tych dzięki którym latamy, mamy taki świat jaki mamy, bo marzenia o sławie i potędze nie zawsze wychodzą nam na dobre.

Chyba jednak zostanę marzycielką.

Dość osobisty ten post, ale Szanowny Kurnik mnie zrozumie.

To mówiłam ja - Ewa2.

sobota, 13 sierpnia 2016

Nowoczesność w zagrodzie

Skoro o przetworach mowa, niech to będzie wybieg spożywczo-rolniczy. Spożywczy może dopiero w przyszłym roku, o ile eksperyment się powiedzie. Będę otóż hodować warzywa na słomie. Spięłam się w sobie, oderwałam się od ślęczenia nad tańcami kebe kebe i dla zdrowotności poszłam na gumno zażyć ruchu. Wczoraj, kiedy wstałam od biurka po jakichś 10 godzinach, poczułam w kulankach dziwną słabość - jak po locie do Niu Jorku (nie leciałam, hrehre). No więc dzisiaj zażyłam ruchu. Prawie tak wytwornie jak w samolocie do rzeczonego Niu Jorku:

Śliczny krowi obornik, jeszcze ciepły


I gotowe!


Gorzka Jagodo, jeśli widzisz moją krwawicę, powiedz, proszę, czy dobrze? Na pewno mało, zrobię tego więcej, bo roboty z tym było na godzinkę. Ale czy dosyć słomy? Pierwsze koty za płoty, coś tam na pewno wyjdzie. Dla mnie rewelacja, bo karczowania ugoru mam po dziurki w nosie.
Pieskom też się spodobało, nawet bardzo. Tak bardzo, że całość musiałam przykryć siatką. Ja wiedziałam, że tak będzie. Wwiercały się paszczami w głąb, żeby dostać się do tych obłędnie pachnących smakowitości na spodzie... Oesssu, co ja z nimi mam!
I zebrałam nasiona maków od Hani z Zielnika. Tych maków:


Nasionek starczy dla wszystkich chętnych (chyba):


Co do przetworów: ogórki zrobiła mi Córka (fajnie mam, co nie?) i to takie z wodotryskiem! Jeszcze parę dni i może z czymś zdążę. Poza śliwkami i jabłkami. Mirabelki marnują się na okolicznych polach...
To co, dokąd na długi weekend? Góry, czy morze?

Z ostatniej chwili.
Grządkę słomianą zabezpieczyłam przed psami cieniutką, plastikową siatką, taką jak wiesza się na drzewach dla zabezpieczenia owoców przed szpakami. Dołem przypięłam ją dużymi gwozdziami (jak śledzie przy namiocie). Patrzę ja dzisiaj, a siatka podarta miejscami , a w słomie dołki od wkręcania pysków, do samego dna. Nie wiem nawet kiedy to zrobiły, bo pilnuję tatałajstwa. Ratunku, bo łby poukręcam!

piątek, 12 sierpnia 2016

"TURYSTYKA" GÓRSKA

Góry nasze góry, hej, góry i doliny...
Jęczą góry jęczą, gdy Janicka męczą...

Jęczą i z innego powodu. Nadmiaru ludzi. Rozdeptane, zatłoczone, zasypane śmieciami, odarte z magii. Cieszę się, że miałam okazję chodzić po nich, gdy jeszcze było normalnie. Chociaż Giewont cieszył się (choć to chyba złe słowo w tym kontekście) wielką popularnością od zawsze. Jak zobaczyłam w telewizji potworną kolejkę czekających na wejście na górę, to mnie wbiło w fotel. Morskie Oko było zamykane w niedzielę z powodu zbyt dużej ilości ludzi, nie było gdzie usiąść na kamieniu wokół jeziora... A dojechać tam i wrócić to wyczyn zajmujący kilka godzin. Jeden koszmar. Czy można w tych warunkach cokolwiek oglądać, podziwiać? Podczas dwóch dni długiego weekendu majowego Morskie Oko odwiedziło 10 000 ludzi ... (nie pomyliłam zer!)



Gdybyż to choć byli turyści, miłośnicy gór, czy choćby pięknych widoków. No niestety nie. Trzeba zaliczyć Giewont czy Morskie Oko, zrobić sobie selfie, wypić parę piw i już . Panie w butach na obcasach czy też sandałkach z cekinami były zawsze, ale nie w takim natężeniu i nie tak zadufane we własne możliwości. Wydaje im się, że idą na kolejny po Krupówkach deptak. Tak też zresztą te szlaki wyglądają.



W "Tygodniku Podhalańskim" ukazał się artykuł doskonale obrazujący wiedzę naszych rodaków o górach. Artykuł był oparty na rozmowach z recepcjonistami hoteli i pensjonatów, którzy opowiadali o pytaniach zadawanych przez "turystów".  Oto kilka próbek. Uwaga, proszę przygotować się na wstrząs!!! Nadmieniam, że pytania są autentyczne... 
- Czy jest wyciąg albo kolejka na Giewont? (nagminne)
- Jak mam samochód z napędem na cztery koła, to chyba jakoś na ten Giewont wyjadę? No i jest tam chyba jakiś parking ???
- Czy jest bankomat na Czerwonych Wierchach?
- Dlaczego nie można się kąpać w Morskim Oku? Przecież to jezioro, a w jeziorach można pływać!
- Chcieliśmy wynająć przewodnika, żeby nas zaprowadził do niedźwiedzi. No i wie pan, przecież jak będziemy sobie robić selfie z niedźwiedziem, to musimy mieć jakąś ochronę z tyłu, nie???
- Czy można w jeden dzień zrobić wycieczkę do Morskiego Oka, na Giewont a po południu na spływ Dunajcem? (gdy w odpowiedzi usłyszeli, że trzeba na to trzech dni, pan oburzony powiedział do recepcjonisty: Pan nie ma prawa oceniać naszych możliwości!!! Proszę przestać myśleć i wziąć się do roboty!)
- Jak daleko od pensjonatu jest miejsce X? - Pięć minut piechotą. - To proszę mi wezwać taksówkę!
- Po otrzymaniu rachunku od recepcjonistki pan odmówił zapłaty, stwierdzając, że tyle nie zapłaci, bo jak jechał do Zakopanego to stał 2 godziny w korku, a poza tym na 5 dni pobytu były tylko 2 słoneczne, a reszta z deszczem !



Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, ja osobiście raczej skłaniam się ku płaczowi...
I jakoś ta bezdenna niewiedza kłóci mi się z totalnym przywiązaniem do smartfonów i tabletów, gdzie można wszystko sprawdzić i zobaczyć, jak te góry wyglądają...
No to w góry, w góry, miły bracie! 

środa, 10 sierpnia 2016

Nie samym Kurnikiem Kura żyje...

Zimno i pada, może więc ożywi Was odrobina egzotyki? I gorący taniec Kebe Kebe? Który jest rytualnym tańcem rodem z Kongo, a dokładnie z regionu Owando. Spodobała mi się już sama nazwa Kebe Kebe, albo Kiebe Kiebe, a sam taniec zachwycił mnie żywiołowością i techniką. Nie przypuszczałam zresztą, że znajdę go gdziekolwiek, ale - jak widać - w necie jest wszystko.
Lalki Kebe – Kebe są misternie rzeźbione z drewna, malowane na różne kolory, osadzone na długim kiju, do którego przytroczony jest całkowicie zakrywający lalkarza-tancerza rodzaj peleryny. Kobietom nie wolno dotknąć lalek, a nawet ich oglądać poza przedstawieniem, ponieważ grozi to bezpłodnością. Spektakl Kebe – Kebe  ewoluował - od religijnego, związanego z obrzędami inicjacyjnymi (okropnie ponurymi!), do świeckiej rozrywki wzbogaconej akrobatycznymi figurami, a podejmowanej w celach zarobkowych. Lalkarze tańczą aż do fizycznego wyczerpania. Podobizny lalek wyobrażają zmarłych, żywych, zwierzęta, lub postacie mityczne. Zależy to wyłącznie od wyobraźni i zdolności twórców.


Od samego patrzenia kręci mi się w głowie i mam mdłości. Kręci mi się też w głowie na myśl o bogactwie tego świata, którego nie da się ogarnąć, nawet gdyby się mogło. No i uczy się człek przez całe życie. I całe szczęście...

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Misja "balkon"

Misja "balkon" wypełniona, chociaż nie do końca. Można powiedzieć, że są zręby. Wcześniej koleżanka podróżowała, to nie było warunków. Główną rolę na balkonie powinna grać zieleń, no ale lato już się kończy, zostawiamy to na przyszły rok. Co mogłam, hołubiłam na gumnie, aby było czym oko ucieszyć. Przy sprzyjającej aurze koleżanka Z. ma jeszcze prawie dwa miesiące balkonowej sjesty. Jak sama stwierdziła, nagle zwiększyła jej się przestrzeń życiowa - sama na to nie wpadła, a mnie ten balkon nie dawał spokoju. To ją przymusiłam! W miejscowej klamociarni udało mi się tanio kupić fajne i nieduże balkonowe mebelki, resztę drobiazgów załatwiłam jedną wizytą w Czaczu i kilkoma w miejscowych lumpeksach (poduszki i draperia na ścianie, którą cudem udało mi się przymocować). Krótko mówiąc koszty są niewielkie. Mebelki są z technorattanu, wystarczy okryć je folią na zimę i po piwnicach z nimi nie trzeba latać, co w bloku jest istotne. Poza tym są na tyle ładne i nieduże, że jakby się uprzeć, można je przezimować w mieszkaniu. Miałam z tego "zlecenia" kupę radochy, właściwie mogłabym balkony urządzać! Zadanie było nie takie znów proste dlatego, że miałam tylko wymiary balkonu i nie do końca pamiętałam jaki on właściwie jest. Np. nie pamiętałam, że z jednej strony ma 50cm szerokości, a z drugiej 130! Taki to komunistyczny wynalazek! Koleżanka wprawdzie przysłała wymiary, alem myślała, że coś pofyrtała. Ale nie! No i te betonowe ściany! Nic to, pomyślimy w przyszłym roku i zaprosimy jakiegoś strongmana z wiertarką udarową. Koleżance balkon się podoba, mnie też. Zdjęcia są takie sobie, bo kiedy przyjechałam, lało jak z cebra i musiałyśmy czekać aż przestanie, żeby to wszystko wtargać. Następny dzień nastał słoneczny i udało się sprawę doprowadzić do końca. Poza tym nie dałam rady objąć aparatem całości, bo musiałabym zawisnąć poza balkonem. Zdjęć "przed" nie robiłam - balkon był po prostu pusty.

Z szerszej strony

I z węższej





Mam pomysł na zamaskowanie balustrady, ale to też w przyszłym roku.
No i tak to.
Wróciłam do moich afrykańskich lalek. Życie urozmaicają mi dzielni czasoumilacze:



Pięknego tygodnia! Korzystajcie z resztek lata. Młode bociany niczym się nie różnią od starych. Za dwa tygodnie już ich tu nie będzie...


sobota, 6 sierpnia 2016

TRUDNA SPRAWA INSPEKTORA TRENTA część 6

Zapraszam na część 6, napisaną przez Bachę.

Trent zatrzymał się w hallu i popatrzył przez oszklone drzwi do salonu. Zauważył, że kucharka podała herbatę i ciepłe tosty. Co by się nie działo obowiązek obowiązkiem.
Większość, mimo przygnębiającej atmosfery, raczyła się poczęstunkiem.
Właściwie to się nie dziwię – pomyślał Trent- od rana nic nie jedli, ciekawe, komu jest niedobrze ze strachu. Dam im chwilę czasu. W salonie nie było Mirelli i Pandory. Obecni nie odzywali się do siebie.
Trent wszedł do salonu.  Wszyscy zamarli, Archibald odłożył tosta na talerzyk, Peter dopijał spokojnie herbatę, reszta odsunęła od siebie filiżanki.
"Czy ktoś mógłby poprosić panie o zejście do salonu?" Tym razem James  Garner udał się na piętro i po chwili wszyscy z napięciem wpatrywali się w Trenta.
Trent wyciągnął z plastikowej torby cholewy i zapytał:"Chciałbym wiedzieć do kogo należą."
Cisza aż dzwoniła w uszach. Zgromadzeni patrzyli po sobie ale nikt się nie odezwał. W tym momencie do salonu wsunęła się bezszelestnie  kucharka żeby sprawdzić czy goście czegoś nie potrzebują.
Popatrzyła z sympatią na Tropika a potem z bezbrzeżnym zdziwieniem zapytała." A gdzież to pan inspektor znalazł moje gumowce? Od dwóch tygodni ich szukałam ."  
"Pani gumowce?! –  Trenta zamurowało
"Ano moje, ino co one takie upaćkane, ja je zawsze myję, coby błocka nie wnosić."
Trent popatrzył na solidnej postury kobietę i na jej stopy.
No tak 42 jak nic.
Hm, na tych gumowcach znaleźliśmy resztki pokrzyw.
Wszyscy ze zgrozą patrzyli na pobladłą kobietę." Ale.. ale ja, ja przecież nie widziałam ich od dwóch tygodni" drżącym głosem i ze łzami w oczach jąkając się wydusiła z siebie kucharka.
"Taaak. Niestety znalazła się pani w gronie podejrzanych, proszę usiąść."
Roztrzęsiona, przysiadłą na fotelu przy drzwiach, z dala od reszty towarzystwa.
"Proszę mi powiedzieć co pani dzisiaj robiła i proszę się tak nie denerwować to jest zwykłe, rutynowe przesłuchanie, nikt pani o nic nie oskarża."
Tropik podszedł do kucharki i usiadł naprzeciwko patrząc na nią swoimi mądrymi ślepiami.
Jaki to miły psiak pomyślała i powoli uspokajała się.
No więc -zaczęła – po śniadaniu, siadłam z dziewczyną, która, Panie świeć nad jej duszą, przyszłą zamiast Jenny, która zachorowała i powiedziałam jej co i jak ma robić. Potem pan Inspektor się zjawił, to nie zdążyłam spytać czy przygotowywać lunch czy nie. Susan poszła sprzątać pokoje a ja za porządki w kuchni. No i nagle przyszło mi do głowy, że Pan Inspektor to padnie tu ze zmęczenia a nawet kawy nie dostał. To przygotowałam i zrobiłyśmy kilka kanapek, właściwie Susan, trzeba przyznać, że robiła doskonałe. A potem jeszcze przypomniałam sobie o Psinie, że pewnie coś by też przekąsiła i nałożyłam trochę cielęcej potrawki, którą gotowałam dla mnie i Susan. Susan wzięła jeszcze jeden talerzyk. Powiedziała, że zawsze ma ze sobą jogurt, żeby coś między posiłkami przełknąć i że słyszała, że podobno Pana pies lubi jogurty. Ale on wcale go nie zjadł, Susan było chyba przykro. No i potem wyszła na papierosa a ja zaczęłam wyrabiać ciasto na bułeczki, bo Lord Winter lubi domowe pieczywo."
"I nigdzie Pani nie wychodziła?" - Nie, Pani Mirella może zaświadczyć, poprosiła o herbatę ziołową do pokoju.
Trent popatrzył na Mirellę.
Tak, to prawda, pokojówka nie przychodziła na dzwonek, więc zeszłam do kuchni.  Kucharka miała ręce po łokcie w cieście i speszona tłumaczyła, że pozwoliła Susan wyjść na papierosa.
Ale jak już wyrobiłam ciasto a Susan nie wracała to wyszłam kuchennymi drzwiami i zaczęłam ją wołać ale się nie odzywała i nigdzie jej nie widziałam. Ki diabeł pomyślałam i zatelefonowałam do Jenny ale nie odpowiadała.No a potem to Pan już ją znalazł."
Tropik sapnął, że niby kto ją znalazł?
"Dziękuję pani, może pani wrócić do obowiązków.
"A teraz proszę mi powiedzieć, kto z Państwa nosi rozmiar 41 lub 42." Te rozmiary mieli Peter Gordon,Sir John Talbot i James Garner.
Chciałbym też wiedzieć, kto z Państwa był na urodzinach Lady Winter w Australii.
Tym razem odezwał się Lord Winter: "Byliśmy wszyscy, oprócz pana Petera Gordona, zawsze obchodziliśmy urodziny żony w tym towarzystwie ale zazwyczaj  bywało tu dużo więcej gości."
"Pozwoli Pan, Lordzie, że ponownie zajmę Pana gabinet."
Trent wszedł do gabinetu i zamknął za sobą drzwi.  " Tropik, coś mi tu nie gra. Spróbuj znaleźć tego, kto nosił te cholewy." Tropik ze zmarszczonym czołem obwąchiwał gumowce. Wyszli z gabinetu.
Tropik, szukaj, szepnął do psa. Tropik z nosem przy ziemi powoli zbliżał się do zebranych.
Nie ominął nikogo i nie zatrzymał się przy nikim, szedł w kierunku kuchni, szczeknął przy kucharce (co było całkiem zrozumiałe) i podszedł do wąskich drzwi w kącie kuchni.
Co się tam znajduje? Zapytał Trent.
To pokój naszych pokojówek .  
  W tym momencie zadzwonił telefon Trenta.
"Macie wszystkie analizy? Odciski butów przy altanie i pokrzywach też? Dawajcie tu szybko.  
I pośpieszcie się bo nie mam ochoty na trzeciego trupa!!!! "                   






czwartek, 4 sierpnia 2016

Co na gumnie piszczy?

Niewiele piszczy. Pora roku taka, że dzieje się niewiele. Co miało zakwitnąć, zakwitło i na odwrót. Czas galopuje jak koń arabski i zaczynam panikować, że nie zdążę, dedlajn wisi nade mną jak miecz.
Bacha z kolejnym odcinkiem kryminału jeszcze niegotowa, a przecież nie zostawię Was bez wybiegu.
Mam trochę zdjęć z sierpniowego gumna bez czereśni - jakoś nie mogę przywyknąć do tej dziury:(


Łyso...
Z nowości - to:
I to:

Jeden z czereśniowych konarów

Pracowity krecik...

Rozbuchane byliny

Kanna-olbrzymka od Elżbiety J.

Kosmosy od Hani z Zielnika

Dragony ze sklepu

Trzeci siew rukoli

Tam gdzie kwitnie rdest to kakuar!

Ganek służy do obijania
Teraz fauna.Jaskółki! Lęg z warsztatu, gdzie Ognio wyrąbał dziurę, żeby mogły sobie wlatać i wylatać. Całe 6 sztuk! Dwie gdzieś poleciały zanim zrobiłam zdjęcia. W warsztacie już kwili drugi lęg, a rodzice karmią jedne i drugie!

Karmienie


Potrafią tak siedzieć godzinę!




Część fauny mało dynamiczna:








Malinka jest nieprawdopodobnym słodziakiem. Lubi smyranie po brzuszku (Czajnik odgryzłby mi rękę), pazurków nie używa, zębów tylko do jedzenia!
Jutro znikam na chwilę. Miłego gdakania!

SUPLEMENT I NAGRODA DLA WYTRWAŁYCH - OPAKOWANE KRASNALE!









poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jak zostać diabelnie bogatym

Zamiast grać w totka i czekać na mannę z nieba, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Olśnienie spłynęło na mnie wraz z pocztą mailową. Zazwyczaj wyrzucam taką korespondencję, ale dzisiaj trochę się nad nią pochyliłam. Najpierw śmiech pusty mnie ogarnął, a potem przyszła refleksja i postanowiłam sprawę skonsultować i przedyskutować. Z Wami.
Propozycje brzmią tak:

- Przyjacielu, spiesze aby podzielic sie z toba radosna nowina!
Juz dzis mozesz rozpoczac korzystanie z programu, ktory pod wzgledem intelektualnym przewyzsza umysly najlepszych gieldowych graczy!
Program sam przeprowadza analize rynku, podejmuje decyzje kupna i dokonuje go tylko w przypadku 100% pewnosci zysku!
Rozumiesz? Jak tylko ogrom jego wykorzystywania zacznie stanowic zagrozenie, handel przy jego pomocy bedzie zabroniony!
Ale dzis masz jeszcze szanse zbic prawdziwy majatek.

- Odkad siegam pamiecia, zawsze marzylem o tym, aby wygrzewac sie na plazy, popijac koktajl i miec swiadomosc tego, ze moje konto w banku wciaz rosnie.
I moje marzenia pozostalyby nimi nadal, gdyby nie pewien czlowiek,ktory podarowal mi przepis na szczesliwe zycie.
Do diabla! Staje sie niesamowicie bogaty!
I czulbym sie winny gdybym nie podzielil sie tajemnica tego bogactwa z innymi.
Dzis to ty masz szanse.

- Gra na gieldzie - gra w ruletke. Tak bylo jeszcze do wczoraj.
Czlowiekowi wydaje sie, ze wszystko w jego rekach, lecz w koncu wpada w sidla hazardu, wynikajacej z tego agresji i popelnia kolejny niewybaczalny blad.
By jednak zastapic czlowieka stworzono maszyne, sztuczna inteligencje, podejmujaca decyzje tylko i wylacznie na podstawie szczegolowej analizy rynku.
Zadnych emocji - tylko zdrowy rozsadek!
To wlasnie unikatowa technologia, ktora podejmuje w 100% pewne operacje na gieldzie czyni cie nie tyle bogatym, co diabelnie bogatym!
Nie wierzysz?
*
Zainteresowała mnie zwłaszcza dogłębna analiza zjawiska hazardu, z którego wynika agresja. Całe szczęście, że jest maszyna, która nie dość, że mnie uratuje z sideł, to jeszcze mnie wzbogaci do obrzydliwości.
Ale też przestraszył mnie ogrom wykorzystania programu do grania na giełdzie. Przyzwyczaję się, a on postanowi zagrożenie? I handlu zabroni?
Trochę mnie zaniepokoiło, że ten program przewyższa umysły najlepszych graczy. Czy to aby nie uwłacza mojemu umysłu?
I wreszcie wiem, dlaczego nie lubię się wygrzewać na plaży. Bo mam świadomość, że moje konto nie rośnie!

Rozumiecie? Do diabła? Od jutra się bogacimy!

Ogłoszenie Kretowatej. Niby z innej beczki, ale biorąc pod uwagę powyższe, to nie wiem, nie wiem...:

Dziefczyny, ja z innej beczki. W związku z tym, że chwilowo muszę sprawować większą kontrolę nad tym, kto mnie czyta i po co, zamknęłam bloga publicznego, jest dostęp tylko przez zaproszenie. Nie wiem dokładnie, jak to ogarnąć jeszcze i nie do wszystkich wysłałam zaproszenia, bom nawet nie miała maili... Dlatego bardzo proszę zainteresowane Kury o mail na uobora@gmail.com w sprawie dostępu.
Niestety, ludzie udostępniają co chcą i jak chcą, potem dostaję dziwne maile, potem jakieś podejrzane propozycje reklamowo-jakieśtam. No wybaczcie - za blisko to nagle wszystko, za blisko... Więc Kurencje zapraszam serdecznie, póki co będzie dostęp dla wtajemniczonych, jak się nieco uspokoi, otworzę na powrót;) czas jest dziwny, tyle Wam powiem, blog jest dla mnie bardzo ważny i wartościowy, ale nie może być źródłem jakiegoś stresu dla mnie, chyba rozumiecie;)

Zdjęcia od czapy, bo jeszcze nie zdążyłam się wzbogacić. Nie mówię o Czajniku, on JEST skarbem!