wtorek, 6 października 2015

Ach, co to był za ślub - kontynuacja

Ach te śluby, te sukienki, garnitury... I bukiety, i mankiety, koafiury... temat nam się pięknie rozkręca, toteż szkoda, aby odszedł zaraz w zapomnienie.
Jakoś tak w naturalny sposób poruszyłam w kometarzach temat trwałości naszych związków. Jedne przetrwały, inne nie, z takich, czy innych powodów. Ot, życie... Nikomu nie chciałam sprawić przykrości. Moje małżeństwo nie przetrwało i długo by o tym gadać. Wyszłam z niego nieco pokiereszowana, ale za to z fajno córko. Musiało upłynąć trochę czasu zanim dotarło do mnie, że poniekąd to była moja wina, ponieważ nie powinnam była wiązać się z tym facetem. I tyle. To był kompletnie inny świat. Nie mój. Ale jak człek młody, to łatwo myli grę hormonów z innymi grami:)
Mimo wszystko tamten związek nie zawsze był zły i bywało w nim też super fajowsko. Dlatego z niekłamaną przyjemnością przypominam sobie tamte chwile. W momencie ślubu jest tylko pięknie, nikt nie zakłada, że kiedykolwiek będzie inaczej. W większości przypadków tak właśnie potoczyło się życie!

Nie pomnę już skąd wynikła w Kurniku dyskusja na temat sukienek ślubnych, chyba Ninka pochwaliła się swoją pomysłowością w czasach, gdy nic w sklepach nie było. A potem już poooszło!!! Zaczęły się wspominki, koronki, guziczki, szyfony... No i otóż mamy galerię sukienek ślubnych, jako też i ich właścicielek i poślubianych wówczas małżonków. Czasem niestety same sukienki:))) Zaczynajmy więc (kolejność przypadkowa, jeno Ninka ma pierwszeństwo jak inicjatorka galerii):

1. NINKA 
Jak pisałam w komentarzu, koronka była
zszywana w pasy odpowiedniej długości i szerokości, potem marszczone
falbany zostały naszyte na podszewkę, a z odpowiedniego kawałka
wykrojona góra i rękawy. Zdjęcia są dwa - na jednym widać ogólny efekt,
na drugim, tym gdzie stoję tyłem, dobrze widać koronkę. Dodam jeszcze,
że czesałam się sama, malowałam się sama, sama układałam wiązankę i
upinałam welon, sama też dopasowałam ten naszyjnik - różyczka była
różowa, więc przemalowałam ją na biało lakierem do paznokci :)
Na kolejnych dwóch zdjęciach jest sukienka już przerobiona na komunijną; zrobiłam zaszewki i zamaskowałam je przymarszczoną koronką, odprułam krótkie rękawki i doszyłam długie (jeszcze miałam spory zapas tej koronki, kupiłam tego 300 metrów), skróciłam dół podszywając najniższą falbanę do góry i zmniejszyłam dekolt przy pomocy koronki doszytej od góry. Pierwsze zdjęcie, kolorowe, to moja córka w tej sukience, a drugie zrobiłam teraz, po wyciągnięciu straszliwie zmiętej kreacji z najwyższej półki i wyprasowaniu jej. Nie znalazłam szarfy i gumka przymarszczająca rękaw w mankiecie całkiem się rozlazła :) Te wszystkie przeróbki robiliśmy razem z mężem - ja pomysł i wszystko co ręcznie, on - maszyna :)








2.  EWA2
      
     Ma swoją historię: model znalazłam w "Przekroju", była wtedy moda na krótkie sukienki. Na zdjęciu sukienka była bardziej zwiewna, góra z szyfonu miała także szyfonowe rękawy. Szyła mi ją krawcowa, która miała swoje zdanie i wmówiła mi te koronkowe. Dół też zrobiła po swojemu, nie miał być taki prosty. Był to rok 68, dostanie czegokolwiek w dobrym gatunku było dość trudne, a ja chciałam być nowoczesna i suknia w stylu księżniczki mi nie odpowiadała. Dzień przed ślubem ścięłam włosy i miałam tylko wpięte we włosy pączki róż.
A do cywilnego miałam granatową sukienkę z białym kołnierzykiem.

A tu Ewa dosłała jeszcze siebie w sukience i komentarz:
Znalazłam jeszcze dwa zdjęcia. Jedno w sukience, które się jako tako nadaje do publikacji, oraz z ślubu cywilnego. Sukienka do cywilnego została uszyta przez moja mamę ze studniówkowej spódnicy. Była granatowa i miała dopinany kołnierz, granatowy, lub koronkowy biały. Dziwnie w urzędzie patrzyli na mój skromny strój byle jaki bukiet, bo zupełnie o tym nie pomyślałam. Dopiero koleżanka, która przyszła na ślub, zdziwiona podarowałam mi różowe goździki. Na dodatek dostałam głupawki z nerwów i przez całą ceremonię usiłowałam nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Na kościelnym już było ok, niemniej mąż ma na wszystkich ciężko wystraszoną i nieszczęśliwą minę.




3.  GRAŻYNA

      Spodnium był z weluru koloru śliwkowego, potem podobno mama zrobiła z niego luksusowe poduszki...




4. KATARZYNA Z ALZACJI
    to moja sukienka, slabo widac, najpiekniejsze miala rekawki..Takie jak z epoki "fin de siecle";)

5. PANTERA
6. GOSIANKA

Historia mojej sukienki jest krótka: nie przywiązywałam wagi do stroju, byłam młoda i krnąbrna. Uważałam, że wesele, sukienki, wianki, itp to przeżytek, że liczy się tylko miłość. Takie tam głupoty młodej panienki. Sukienkę pożyczyłam z wypożyczalni, ale na dzień przed ślubem dostałam jednak takiej tremy, że oświadczyłam, że w niej na pewno do ślubu nie pójdę! Nie i nie, i nie! Pojechaliśmy wymieniać, no i trafiła mi się ta co na zdjęciu. Teraz żałuję, że nie przeżyłam tego dnia jakoś bardziej uroczyście, ale cóż, było, minęło, a racja była po mojej stronie: liczy się tylko miłość (no może jeszcze szacunek, opiekuńczość, wierność i tym podobne drobiazgi). :)


I jeszcze jedno. Tu lepiej widać sukienkę. Zdjęcie niekadrowane. Takie zostało zrobione. :)



7. OPAKOWANA
no wiec - jak zeskanowalam zdjecie to tylko chcialo yc jako pdf i wychodzila czarna zmaza...musialam  ZROBIC ZDJECIA zdjeciom! Dom awriatow, ale moja aparatka leci jutro ze slubnym do daczy, wiec teraz zrobilam te byle jakie zdjecia. sukienke widac bele jak , nas widac bele jak, petelek na sukience, ktore doprowadzily moja Ewcie do szalenstwa w ogole nie widac, ale wysylam, bo i tak zamiarowalam...tyle, ze w porownaniu ze zdjeciami innych Kur to moje wygladja nieco dziwnie, rhehrehre.



8. MNEMOSYNE
    Kiecka była gotowa, jedna z pierwszych ślubnych w mojej rodzinie kupionych w sklepie. Siostry miały szyte przez krawcowe. Była nieco za kolanka, do kompletu był welon. Stójka na żyłce pod szyją okrutnie drapała, ogólnie cała ta kiecka była mocno swędząca, taki szorstki materiał. Na głowie miałam okropny kok, z pierdylionem spinek, tapiru i lakieru. Doczekałam 6 rano i jak już tylko goście-niedobitki się gościli nad kieliszkami wsadziłam głowę pod kran i zmyłam ten tapir. Kiecka potem długo wisiała, a na końcu służyła do przebieranek mojej siostrzenicy.
Spódniczka była z cieniutkiej żorżety koloru ni to niebieskiego ni fiołkowego, z tyłu miała pd kolana w dół wszyte trzy falbanki, zamiast rozporka takie. Biała bluzka z atłasu, z pufiastymi rękawami, w pasie szeroki też z atłasu pasek, zapinany z tyłu na dużą kokardę. Buty te same co do koscielnego, w uszach perełki i na szyi też. Biale rajstopy, co za obciach. Bluzkę i spódnicę wymyśliłam sama, ale szyła krawcowa. Spódniczka za długa, niezbyt dobrze mi w tej długości bo nogi chude, takie patyki. Bukiet z róż delikatnie różowych, do kościelnego były storczyki, też różowe. 
Gdzieś mi wcięło pozowane u fotografa, ale poszukam, jesli bawimy się dalej.
Teściowa Mnemo, rok 1964


9. Tempo Giusto
Ślub był na luzie, niewiele, co prawda widać, aleśmy wszyscy (włącznie z urzędnikiem USC) byli roześmiani. bluzka jedwabna z Mody Polskiej, tyle pamiętam. no i że byliśmy wtedy bardzo szczęśliwi. a przy okazji przypomniałam sobie, że przez parę lat byłam brunetką, o czym kompletnie zapomniałam. ale jak się tak zmieniało kolor włosów, to nic dziwnego, że się nie pamięta. czerwona też byłam. i zielona też (ale to już był fryzjera wypadek przy pracy).



10. DORA
Jedno zdjęcie, to jak wchodzimy do kościoła, drugie już  w domu,w naszym pokoju, podczas przyjęcia ślubnego.
Miałam białe klipsy, i sztuczne perełki na szyi, komplet składał się z bluzy  i spódnicy za kolano. Z ciepłego, w dotyku lekko misiowego materiału.
Chodziłam w tym komplecie razem lub oddzielnie jeszcze dość długo, co się później z nim stało nie wiem, pamiętam,że spódnice później skróciłam  przed kolanko, była bardzo wygodna:)






Piękne sukienki, piękne panie i panowie przystojni:))
Dziękuję Wam za te zdjęcia i wspomnienia, jeśli któraś chce jeszcze dodać swoje zdjęcia do galerii to zapraszam!

224 komentarze:

  1. Właśnie dzisiaj dostałam wiadomości od dwóch koleżanek - rozwodzą się... Niektórzy z moich kolegów zdążyli już trzy razy się rozwieść;) To nie jest śmieszne - co się dzieje z ludźmi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pęd życia pewnie.
      Moja kuzynka stwierdziła, że za mąż nie wyjdzie, bo wszystkie jej koleżanki się rozwodzą. Kuzynka rocznik - koniec lat 70.

      Usuń
    2. A po cholerę wychodzić za mąż? Co to zmienia?
      Nie uważam, że to pęd życia. Po prostu zawsze tak było, tylko ludzie siedzieli cicho i cierpieli w milczeniu, bo innej drogi nie było - z różnych względów, głównie obyczajowych i kulturowych. Teraz jest łatwiej, toteż nie tkwi się w chorych związkach i bardzo dobrze! To nikomu (najmniej dzieciom) nie służy.

      Usuń
    3. Mnie to się wydaje (czysto teoretycznie, co prawda), że ludziom chyba nie zawsze chce się dbać i walczyć o związek. Coś idzie nie tak - do widzenia, będzie ktoś następny. Nie chce się podejmować wysiłków , żeby znaleźć te dobre strony bycia razem i pójść na pewne kompromisy. Oczywiście są sytuacje, że inaczej się nie da, ale to chyba mniejszy procent.

      Usuń
    4. Mika, to nie tak. Przynajmniej za siebie mówię. Rzecz w tym, żeby dwoje chciało naraz. I teraz i kiedyś było tak, że albo chcą, albo nie chcą. Człowiek się nie zmienił. Zmieniły się tylko obyczaje. Co z tego, że kiedyś ludzie tkwili przy sobie z musu, strachu przed tzw. opinią, albo z powodów finansowych. Ich życie było żałosne, ale oficjalnie nikt o tym nie wiedział i nie gadał. Toteż wydaje się dzisiaj, że było lepiej. Śmiem twierdzić, że nie było. Najlepszym przykładem są moi rodzice. Wydawało im się, że nikt nic nie wie, zwłaszcza dzieci. Mój Boszszsz...

      Usuń
    5. Hana zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości :))

      Usuń
    6. Obowiązku wychodzenia za mąż już nie ma, w większości przynajmniej i dobrze.
      Słowa mojej kuzynki natomiast, trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście, o ktorym tu dokładnie pisać nie będę, rzecz jasna.
      Kuzynka ma albowiem, niesamowity "dar" do wyszukiwania sobie takich partnerów, że klękajcie narody. Naprawdę. I nie wiem, czy była i jest taka szczęśliwa. Ale cóż ....
      Każdą parę trzeba pewnie rozpatrywać osobno. Bo i ile jedni rozstali się pod wpływem impulsu, to drudzy są do siebie niedopasowani, a jeszcze inni wzięli ślub na zasadzie "jak się ożeni, to się odmieni". Niestety, niewielu się odmienia.
      I tak to w życiu jest.

      Usuń
  2. Oglądam te sukienki kościelne i cywilne - od mojej sukni i ślubu to lata świetlne ;) W takiej krótkiej, jak Ewa, to moja mama do ślubu szła - taka była moda pod koniec lat 60. A szyła jej tę sukienkę babcia.
    Sukienki Mnemo, Gosianki, Pantery czy Kasi podobne są do sukienek moich kuzynek, które wychodziły za mąż w latach 80.
    Ja brałam ślub 9 lat temu raptem, więc nie byliśmy już tacy młodzi ;) a sukienka, jak sukienka, prosta, żadna bufiasta, czy gorsetowa - bo wtedy takowe były bardzo popularne, w sensie gorsetowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że wiekowo blisko Twojej Mamy jestem, bo właśnie w tych latach brałam ślub. (68)

      Usuń
    2. Ewa2, bo Lidka to młoda koza jest!

      Usuń
    3. Moi w 67 ślubowali. Mama za dwa dni skończy 71 lat. Ale nie wygląda na tyle. Mnie samej się nie chce wierzyć, jak to piszę :))
      Hana - dla kogo młoda, to młoda ;))

      Usuń
    4. Masz rację Lidka, Pantera początek lat 80 - tych, a my pod koniec. Ja koniecznie chciałam mieć krótką sukienkę, wtedy takie zaczynały w modę wchodzić. Tylko nie aż tak krótkie, jak w latach 60- tych. Mnie się podoba bardzo pomysł Grazynki ( swoją drogą śliczna, świetlista z nich para), ale wtedy to u mnie nie wchodziło w rachubę, mama by dostała ataku nerwowego -bo co ludzie powiedzą...

      Usuń
    5. :))) no bo jak to, nie w bieli za ten mąż iść?? Do czego to podobne ;)) Co ludzie powiedzą, racja ....

      Usuń
    6. na wsi szcególnie...nawet wesele nam zrobili na siłę, bo jak to tylko przyjęcie ma być? Ja to jeszcze jakoś w tej bezie się czułam, ale Wu w tym garniturze szytym na miarę, męczył się jak Piekrski na mękach, ale nadrabiał miną...

      Usuń
  3. Mam czasem wrażenie, że się ludziom nie chce naprawiać, że może to zbyt powierzchowne....nie wiem. Sama przechodziłam dwa kryzysy, jeden bardzo poważny, ale jakoś się w końcu dotarliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, Twój mąż był niesamowicie przystojny!

      Usuń
    2. Oj, Ewuś, nie czytając twojego komentarza napisałam prawie to samo powyżej!

      Usuń
    3. Ja myslę, że każde małżeństwo przechodzi przynajmniej jeden powazny kryzys, ale, jak są sobie przeznaczeni to i tak ze sobą będą. Czasem się opłaca zawalczyć, a czasem nie ma to sensu.
      Ogólnie - tak teraz sobie myślę, że nie chciałoby mi się już walczyć, gdyby mnie mąż przestał kochać. Natomiast łajzę, pijaka, awanturnika, kobieciarza, uracjusza bym zwyczajnie wywaliła z chałupy. Drobne przywary ma każdy i trzeba je w drugiej osobie zwyczajnie zaakceptować, nikt nie jest idealny.

      Usuń
    4. I ja tak myślę, jako i Mnemo!

      Usuń
    5. Tez tak sobie mysle. I jakos wychodze (teoretycznie) z zalozenia, ze gdyby byl skok w bok to ja bym nie mogla juz kochac kogos, kto by mnie tak zranil... mieszkac pod jednym dachem mozna by bylo dalej, ale to juz nigdy by nie bylo to samo....moi Rodzice tak sobie zyli w jednym domu, czasem nei rzmawiajac tygodniami. Nie rzez zadne skoki w bok, tylko moze dlatego, ze byli az tak bardzo rozni...

      Usuń
    6. Ja też bym nie mogła. Chociaż nasze reakcje w różnych sytuacjach mogą być nieprzewidywalne.

      Usuń
  4. Małżeństwo to ciągły kryzys własnego ja,hrehrehre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hrehrehre, niezwykle trafne :))
      Barbara

      Usuń
    2. Trafne! Bo w ogóle człowiek nie jest zwierzęciem monogamicznym i to też jest prawda. Cywilizacyjnie i kulturowo tak mamy, ale nie z przyrodzenia!

      Usuń
    3. Z przyrodzenia Hana to na pewno nie .... ;)
      Barbara

      Usuń
    4. a takie gensi na ten przyklad sa monogamiczne, to dlaczego ludzie nie?

      Usuń
    5. aaaaaaaaaaa, zapomnialam bylam.......

      Usuń
  5. Ja nie miałam co docierać, konkurencja innych pań była zbyt duża, hrehrehre!
    Teraz obyczajowo zmieniło się kompletnie wszystko. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej? Śmiem twierdzić, że tak samo, tylko kiedyś obyczajowość była inna, bardziej restrykcyjna i należało tkwić przy mężu za wszelką cenę. Teraz mniej jest zakłamania i hipokryzji, nawet na wsi, co 30 lat temu było nie do pomyślenia - np. mieszkać z facetem bez ślubu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mieszkam z facetem bez ślubu na wsi i wszyscy o tym wiedzą! I nic!!!

      Usuń
    2. Hano,niby czym chcesz zdziwić ludzi,może gdybyś mieszkała na wsi ze ślubną babą ,to może by coś,ale pewna nie jestem.

      Usuń
    3. Rucianko, 30 lat temu ukamienowaliby mnie. Nas. Dzisiaj nawet ślubna baba, a nawet nieślubna nikogo nie rusza. Za to rusza dziecko, które nie chodzi na religię.

      Usuń
    4. Powinni ortopedę wezwać,hrehrehre

      Usuń
    5. Ale nawet dziecko łykają, 30 lat temu ksiądz z ambony imiennie by piętnował. W mieście lubię anonimowość, a Wu na wsi te 30 lat temu cierpiał strasznie, nie rozumiał tej ciekawości ludzi. Mnie ciągle pytali, czy mój miastowy mąz to jest jehowy, bo w kościele go nie widzą...bo wiecie, jak nie chodzi do kościoła to musi być jehowy, albo jakiegoś innego wyznania, tylko nie bardzo wiedzieli niby jakiego. Jehowy w ich mniemaniu to ktoś gorszy, taki popapraniec czy cuś...i jeszcze nie mogli zrozumiec, że ja do pracy chodze, a chłop w domu dziecko niańczy...niemowlaka przecież, na spacery chodzi, rowerem wozi do lasu, ksiązki mu czyta...jakiś dziwak zupełny, aaaa i wódki nie pije...musi jakiś szemrany byc...

      Usuń
    6. Mnemo, najgorsze te książki i fakt, że wódki nie pije...

      Usuń
    7. Jehowa albo jakiś meloman co najmniej.

      Usuń
    8. :)
      no meloman, pewnikiem, bo zapomniałam, że z łokmenem na uszach chodził...

      Usuń
    9. :))) Kto to widział takiego cudaka:))))

      Usuń
    10. Dawno temu ,słyszałam taką historię.
      Do babci na wieś przyjechał miastowy wnuczek.
      Paradował odstrzelony w ciemne okulary i ze słuchawkami od łokmena w uszach.
      Dumna babcia czekała na komplementy a dowiedziała się że jej wnuczek nie dość że ślepy,to jeszcze i głuchy ;)

      Usuń
  6. Piosenka taka była.... "wyszłam za mąż, zaraz wracam..." i tak to jakoś dzisiaj często się dzieje...
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  7. Swoją drogą, piosenka świetna :), śpiewała ją Ewa Bem
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  8. I kobiety w tej chwili są bardziej samodzielne, a nie uzależnione od pieniędzy męża.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Kury, jażem po chirurgicznym rwaniu zęba, więc się nie udzielałam, bo jeszcze dochodzę do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie dołuj mnie:( Ja mam ze znakiem zapytania obie ósemki a od kilku dni muszę uważać na sztukowaną dwójkę,którą lata temu złamałam na sezamku i chyba mi się śrubka przeciera przez dziąsło a muszę z nią wytrzymać chociaż do poniedziałku:(.

      Usuń
    2. No nie zazdroszczę, powiem szczerze. Jedz samo miękkie i delikatne do poniedziałku.

      Usuń
    3. Mika współczuję. Odpocznij.

      Usuń
    4. O jeżu, Orko, w sprawie ósemek szukaj genialnego dentysty, albo od razu idź do chirurga, bo one ZAWSZE dają problemy!

      Usuń
    5. ojacie...sciskam delikatnie z dala od zebow!

      Usuń
    6. Dzięki, kochane koleżanki! Orko, Hana ma rację, od razu do chirurga.

      Usuń
    7. Moje mniejsze dziciatko mialo wyrywane wszystkie cztery osemki naraz.....

      Usuń
  10. Sza,cicho sza.Znalazłam skaner i może jutro dołączę do Was.Cosik mi siem widzi,że będę wśród Kur najmłodszą żoną:P:)
    i spoko ale też...dwukrotną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orko, zaintrygowałaś nas strasznie!

      Usuń
    2. Orka, dawaj zdjecia z obu slubow!

      Usuń
    3. Ja się już naprodukowałam pod poprzednim postem, jakam to chyba najmłodsza, a później mnie wyszło ,że nowy wybieg otwarty !!!! Buuuu ! Mniałam 21 (prawie!) amonsz też prawie 22! :)

      Usuń
    4. Ojacie, BDB, to ja stara rura byłam 25 lat miawszy w chwili ślubu. Stara panna!

      Usuń
    5. BDB,wysiadasz przy mnie:ja w Twoim ślubnym wieku to miałam już rocznego Synka a nie byłam w ciąży kiedy szłam za męża:)

      Usuń
    6. Ach, to ja wobec tego poczekam ze ślubem. Powiedzmy, do osiemdziesiątki. :-)

      Usuń
    7. No to pewnie już wnuki masz, a ja trochę z dziećmi czekałam to i na wnuki muszę poczekać! :)))) Aleś się pospieszyła- noooo szacun !:))))

      Usuń
    8. Ano mam,ale nie wiem czy nie jestem już prababcią,muszę zaciągnąć języka.Mój Wnusio skończył w sierpniu 23 lata:)

      Usuń
    9. Gdzie tam, jakie wnuki, jakie dzieci. Panienka jestem. Według urzędu.

      Usuń
  11. Nie chce nie bloger wpuścić w odpowiednie miejsce, odpowiadam tutaj Hanie i Mice. Na zdjęciach ślubnych tego dobrze nie widać, ale jak męża poznałam , spodobał mi się bo był podobny do aktora Ryszarda Filipskiego, który mi się bardzo podobał. Bardzo szybko się opalał na brązowo i miał kręcone włosy. Jak go chciałam wkurzyć, to mówiłam że za niego wyszłam żeby dzieci miały loki. Bo ja mam proste i mi się nie podobają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co? Mają loki :))? Też całe życie cierpiałam, że mam proste.....:(
      Barbara

      Usuń
    2. Mają!!! Obydwie, a młodsza kolor podobny.

      Usuń
    3. mmmmmmm, szczęściary...

      Usuń
    4. A nie prostują? Bo moja lokowata siostra prostuje codziennie. A ja się dziwię, że jej się chce.

      Usuń
    5. Starsza prostuje na wielki dzwon i wyprostowała sobie do ślubu. Młodszej mniej się kręcą, to nie prostuje.

      Usuń
    6. Boszszsz, Kalipso, to jedna z tych rzeczy, których nie pojmę. Mam znajomą, która ma przepiękne pierścionki blond na głowie, cudowne, no naprawdę, fantastyczne. Z tych, co to wystarczy zamotać na czubku głowy w węzełek, one się pięknie wiją, można nad uszami puścić luzem i poezja. A ona z uporem maniaka lata raz w tygodniu do fryzjera, prostuje, farbuje na średni kasztan (fuj!) i nosi na głowie bezkształtny, oklapnięty hełm. Wygląda jak, za przeproszeniem, zmoknięta kura. Makabra i masakra. Dla mnie nie do pojęcia. A jak jej się włosy skręcą na deszczu, to leci do domu zakosami, żeby nikogo nie spotkać. Patologia.

      Usuń
    7. To chore jest. Naturalne loki dodają tylko wdzięku, odmładzają. Ale co zrobisz...
      Na wielki dzwon - to rozumiem!

      Usuń
    8. Starsza prostuje na wielki dzwon i wyprostowała sobie do ślubu. Młodszej mniej się kręcą, to nie prostuje.

      Usuń
  12. Ewa2, opalanie na brązowo, to argument nie do odparcia! Kręcone włosy też chciałabym mieć, więc Cię rozumiem! Dzieci mają kręcone? Powinny, bo to gen dominujący!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już napisałam Barbarze, że mają. Bardzo się cieszyłam. Wnuczkom też starszej mniej, młodsza więcej, ale tam doszedł "kręcony" tata.

      Usuń
    2. Mojej siostry mąż ma kręcone włosy, a dzieci mają prościuchy po naszej rodzinie - to dopiero patologia.
      Obydwoje podobni do ojca, a włosy akurat po matce - dlaczego?
      Ania

      Usuń
    3. Aniu, to bardzo dziwne, bo sprawa genetyki! Hmmm... ciekawe...

      Usuń
  13. Mnie też blogger nie wpuszcza, a chcę napisać, że zachwycające z was panny młode:) A co do męża Ewy2, to od razu pomyślałam, że mógłby w filmach grać. Ładna, ciekawa twarz. A i sama Ewa jak cukierek.
    Gosianka taka młoda i dziewczęca...
    Opakowana, jaka talia... Sukienka, kapelusz, fryzura - wszystko świetne i kojarzy mi się z "Szaleństwami panny Ewy".
    Mnemo taka drobniutka, delikatna kobietka jak laleczka.
    Tempo - te okulary! Wow! Pięknie!
    A z panny młodej - Dory bije tyle pozytywnej energii, że nie sposób uśmiechnąć się do zdjęcia.
    Nad Grażyną, Ninką, Kasią i Panterą wczoraj juz się zachwycałam i nadal się zachwycam.
    Wszystkie wyglądałyście pięknie w dniu ślubu! Wasi mężowie takoż:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalipso, wtedy myślałam, że jestem gruba:) Ale jak dobrze pamiętam, wtedy nie znało się rozmiarów ciuchów, nie kojarzę, kupowało się na wzrost, a ja nie jestm taka niska 168 cm...

      Usuń
    2. Chyba każda tak myślała... Jesteś wyższa ode mnie o całe 10 cm:)

      Usuń
    3. Kalipso, kurdupelku, siostro...

      Usuń
    4. Małe jest piękne i...poręczne:)

      Usuń
    5. o mnie taki jeden mowil "mala rzecz a cieszy"....

      Usuń
  14. Kalipso, a Ty? Powinnaś mieć na świeżo?!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dora - jaka Ty malutka jestes!
    Mnemo - sliczny koczek! Sliczny!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Łał, Opakowana, duża się znalazła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dokladnie, rhehrehreher ale ja ja sobie wyobrazalam jako kobiete przynajmniej o wzroscie metra siedemdziesieciu!!! jakby tak bylo, to jej slubny by musial miec okolo 2 metrow 30 centymetrow chyba ;))

      Usuń
    2. Kurcze,to ja przez tyle lat nie wiedziałam że mój za niski jest ;)

      Usuń
  17. Ja mam w komputerze moim starym, który nieużywany od dawna padł. Mam nadzieję, że uda mi się je odzyskać, bo nie przeboleję tych wszystkich zdjęć, które tam są. A ze ślubu żadnego nie wywołałam. Poszukam jutro, może mam gdzieś na płycie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Poszukaj Kalipso, to będzie ciekawe zestawienie starego z eee, no, z tym, eee... nowym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj, poszukaj. Kalipso jesteś w wieku moich córek, kiecki już wtedy były do wyboru.

      Usuń
    2. Też proszę o poszukanie:)))

      Usuń
  19. Ale ta moja kiecka w zestawieniu z sukniami Dziewczyn, to się taka banalna wydaje... A chciałam mieć na ślubie kapelusz. Za drogi jednak był. A szkoda... Byłoby choć trochę ciekawiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w 82 miałam kapelusz do cywilnego ! a do kościoła welonik, który rozbroiłam wieczorem w piątek przed ślubem, bo przypominał kopę siana- miał 2,5m długości- no i ja go nożyczkami, a mama malo zawału nie dostała...:)))

      Usuń
    2. A ja bez welonu udałam się do ślubu! Błont! Na pewno to wszystko przez welon!

      Usuń
    3. Zazdraszczam Ci, BDB, kapelutka! Ładnie sobie poradziłaś z welonem:)

      Usuń
    4. Kalipso,żadna sukienka nie jest banalna! szczególnie do ślubu:)

      Usuń
    5. Co do nakryć głowy to lata temu, w czasach teatralnych byłam na ślubie kolegi z teatru , narzeczona była plastyczką i wystąpiła w kremowym kostiumie i białym meloniku przewiązanym czarną szarfą. Przepięknie wyglądała.

      Usuń
  20. Orka pisała, że jest najmłodszą, dwukrotną żoną, ale mnie nikt nie przebije. Kto z Was przez dwa lata był nadal panną po ślubie? A widzicie różne cuda się zdarzają, a której z Kur facet patrzył przez 20 lat w oczęta, zanim się pobrali?
    Na temat naszego narzeczeństwa, ślubu i panieństwa po ślubie - książkę można napisać.
    A widzita jak u mnie ciekawie? Wszystko pokręcone - ślub kościelny, a po 2 latach cywilny ha ha ha.
    Jak nie będzie jutro zablokowane, to przylecę.
    Dobranoc Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to wszystko brzmi bardzo intrygująco... Szczególnie to panieństwo:))

      Usuń
    2. Oj, to jutro szykuje się ciekawa historia.Aniu,szykuj wyczerpującą opowieść!

      Usuń
    3. No chyba jest już jutro. Mojego ślubnego poznałam - byliśmy jeszcze gówniarzami, łaziło to za mną, mieszkał w bloku obok. Lata leciały, a "to" dalej łaziło, siedziało do północy i szło do domu, a mnie nie można było rano wyciągnąć z łóżka. Pewnego dnia moja mama weszła do mojego pokoju i mówi "ożeńcie się wreszcie, bo rano nie mogę jej dobudzić". Pomyśleliśmy i po miesiącu poszliśmy dać na zapowiedzi. Był to 1992 r. dużo mówili o konkordatowych ślubach, dlatego ksiądz dał nam ślub kościelny, ale nie miał on prawa cywilnego - więc nadal byłam panną, o swoim nazwisku. Mojego męża /kościelnego/ wnerwiło, że czeki do banku wypisuje jakiejś babie o innym nazwisku i po dwóch latach wzięliśmy ślub cywilny.
      Białej kiecki nie chciałam, bo byliśmy po 30-tce i się wstydziłam iść na biało - dlatego te niebieskie szafiry, których na razie nie"umiem" Wam pokazać.
      Czy wyczerpująco? Na każde pytanie odpowiem. Fajnie u mnie bylo, no nie
      Dobranoc Ania

      Usuń
    4. Aniu,a jam mam jeszcze jedną"przebitkę:PPP:)))ale to już jak uda mi się z tymi zdjęciami,których nie darłam bo przeca jezdem taka pikna że aż żal by było:)))
      Szkoda tylko czasami,że fragmentów życia nie można podrzeć,spalić i zapomnieć....

      Usuń
    5. Odpiszę Hanie tutaj, bo ciężko się wepchnąć. To moja mama miała dosyć budzenia mnie rana i powiedziała do mojego B. "ożeńcie się i budź ją ty, bo ja nie mam już siły" Oj biedak nie wiedział co go czeka - ma przewalone do dziś, bo ja lubię siedzieć do 2-giej, a każę budzić się o 6-tej. Codziennie słyszę to samo, ale lubię sobie posiedzieć w nocy.
      Ciekawa jestem, czym przebije mnie Orka. Lecę na chwilę do pracy - wpadnę później.
      Pozdrawiamy z kiciulką Bezulką - Ania

      Usuń
    6. Aniu, nieźle przeciągnęłaś Twojego B. Ot, kochać Cię musi:)))

      Usuń
  21. I ja lecę, bo mus rano wstać. Bardzo wcześnie, niestety.
    Wrócę jutro i mam nadzieję, że przeczytam o dwudziestoletnim narzeczeństwie:)
    Dobranoc, Kurki!

    OdpowiedzUsuń
  22. No nie, Ania! Tak się nie godzi!!! 20 lat w oczęta patrzył??? Mój patrzy,ale o żeniaczce ani słowa! Odezwij się! Jak go przymusiłaś, hrehrehre?

    OdpowiedzUsuń
  23. Kalipso,dziękuję, co to zakochanie robi z człowieka :) Coś mi się zdaje,ze to jakiś śmieszny prezent był, że pudło w pudle a w nim kolejne.. wiesz,ze nie pamiętam?:) Do cywilnego ,tydzień wcześniej branego miałam ciuchy pożyczone od koleżanki, sukienkę jedwabną błękitną w geometryczne wzorki i białą marynarkę i mały bukiecik z białych róż.
    Do kościelnego bukiet z fiołków alpejskich wrzosowych.
    Zamiast zdjęć mamy kolorowe slajdy, gdzie były wszystkie prezenty i kwiatki. Ale ze slajdów zdjęć nikt nie porobił i tak teraz lezą w pudle po wsze czasy.
    Opakowana ,tak, 156 cm :)

    Dziewczyny Wy to macie piękne włosy! Nie to co ja pięć kłaczków na krzyż, przy tej trwałej wtedy modnej to robiło wrażenie,że ma się więcej włosów. Niestety i córki mają takie liche ,a tak chciałam żeby odziedziczyły po męzu,bo on miał cudne,gęste.

    OdpowiedzUsuń
  24. Po ślubie juz teściowa mnie skrytykowała ,ze nie miałam nic na głowie, a ja nawet o tym nie pomyslałam,ze to niby trzeba coś mieć;)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Dora, my mamy rzutnik do slajdów!
    Chyba założymy jakiś Klub Kurdupli (z francuska Kirdipl), a prezesem dla niepoznaki zostanie David - małżonek Opakowanej - tak z metr 98 na oko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzelam minimum dwa...koszykarz normalnie...

      Usuń
    2. TYLKO 88 i pewnie sie na starosc zdeptal.... synek jest wyzszy.
      z francuska klub brzmi o wiele lepiej niz z polska.

      Usuń
    3. Mój Wnusio ma ponad 2 m.:)

      Usuń
    4. Orko, to kawał mężczyzny! Koszykarz jak się patrzy:)

      Usuń
  26. Idę sobie Kurki, padam albowiem na dziup. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dora, wyglądałaś pięknie! Po co welon? Taki to przywilej panny młodej, że w dniu ślubu wygląda pięknie. Zakochanie robi swoje:) I młodość, która nie potrzebuje właściwie żadnych ozdób, bo sama jest największą ozdobą.
    A teraz naprawdę mówię głośno dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  28. Zawsze mogłaś powiedzieć, że najważniejsze w głowie.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znasz mojej teściowej:)))))))

      Usuń
    2. Tez nie mialam welonu. Nie chcialam.
      Bylam juz w ciazy, to co mialam zgrywac niewinna niewiaste;)
      Ale slub, wcale nie z musu. Planowany kilka miesiecy wczesniej, gdy jeszcze o potomku nie bylo mowy;)

      Usuń
  29. To było do Dory! :) No to dobranoc :)))

    OdpowiedzUsuń
  30. My też mamy ,wszystko skrzętnie schowane na strychu dla potomności:) nawet kiedyś zrobiliśmy pokaz,żeby córki zobaczyły jak to było:)))

    Klub Kirdipl,pięknie brzmi. Dodam jedynie,że moja pierworodna ćóreczka niestety jeszcze niższa ode mnie,kruszynka i szczuplutka do tego. Filigranowa dziewczyna.Druga zaś też szczupła ale już przyzwoitego wzrostu ,bo 163.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo takie kieszonkowe z was dziewczynki:)))

      Usuń
    2. Ja się też do nich zaliczam. Moja połówka jest 25 cm wyższa ode mnie.
      Ania

      Usuń
    3. Ja bym chciala byc kieszonkowa;) A jestem o 2 cm wydsza od chlopa;)

      Usuń
  31. Dobranoc, i ja lecę w pielesze,koty czekajo:)))))

    OdpowiedzUsuń
  32. Cześć Kurki Najmilejsze! Te rozwiedzione, wdowy, konkubiny i maużonki! Letko nie jest!

    OdpowiedzUsuń
  33. Przytulam wszystkie do serca :) Pa,pa

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja odżyłam po zębie, to wszystkie już sobie idą:( Trudno, idę i ja. Dobrej nocy wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpocznij pozebowo..ja 2 tyg temu mialam 1. czesc remontu koronki co polegalo na znieczuleniu i pruciu nadwyrezonej i polamanej koronki. Prze ponad tydzien mialam sinca na policzku.... czego Tobie NIE zycze!

      Usuń
  35. Też mówię dobranoc. Śpijcie dobrze Kurki.

    OdpowiedzUsuń
  36. No nie, znowu się spóźniłam. Wszystkie już śpiom? T i nie mam z kim pogdakać. O kurna, nie zauważyłam, że to już 4.00 to chyba też wdraapię się na grzędę spalna. Oessu, jaka tu cisza, a ciemno, no wszystkie śpiom, nawet Kalipso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacha, matko świento, noc ze dniem Ci się pomięszała :)

      Usuń
    2. No chyba tak, o 24 wzięłam się za pieczenie i tak jakoś mi zeszło.


      Usuń
  37. Dzień niech będzie dobry:)))A Kogucie koty na koszulinie śpio?:)
    Przeczytałam i dogdakałam:)

    OdpowiedzUsuń
  38. No czy Ty Orko kota nie miałaś?? Czy Ty nie wiesz, że oni budzom za koszuline szarpionc, i mus wstać i to sprytnie, żeby żadnego nie nadeptać i za stope nie dać sie ugryżć. I biegiem śniadanko, biegiem sprzątanie "łazienki", a potem cza pokazać co sie ma na swoje śniadanko i wytłumaczyć, że kotu sie nie da, a jak sie siądzie to miziać i drapać za uszkami i tu i tam, a kotów som czy, a ronczki (teee, kurzołapki) ma sie aby dwie...... Personel musi być czujny, zwarty i gotowy to pianie już czasu nie ma....... :)))) A teraz właśnie jest pora, że pozwalają coś zrobić i tylko grzeją kolanka :)) bo u nas dziś jesień smutna, jesień szara, słońce nie przebiło się przez mgłę....... Pięknie jest :))
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie miałam,ale wszytko może siem zdarzyć:)
      Znaczy możesz zapiać jak już w koło onych się"napracujesz" a łone se pójdą na drzemkę:)))

      Usuń
  39. Mrocznie witam Kurnik. Za oknem niebo zasnute grubo chmurami, wiatr, temperatura 14 stopni. Przed siódma tak było ciemno, myślałam że to środek nocy. Tylko kot wiedział, że należy wstać, ale go zignorowałam i dospałam jeszcze godzinkę.
    Niech Wam będzie jasno na sercu i dzień coś dobrego przyniesie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Zawsze jak fajny post, to go przeczytam po czasie :-), tak to już jest jak się zostaje starą-młodą mamą kocią. Mleczko, kupki, masowanie brzuszka.

    Byłam bardzo młoda (20), wychodziłam za mąż z wielkiej miłości. Rozwiodłam się po ponad 20 latach. Wierzyłam, że przestanie pić, a może to nie wiara, a strach, że sobie nie poradzę :-)

    Moja mama szyła mi sukienkę. To było w czasach gdzie niczego nie było w sklepie, a pani ekspedientka nie chciała mi sprzedać 10 m materiału. Stwierdziła, że to na handel :-) Welon miałam długi do samej ziemi. O północy mój kochany mąż był już pijany i było po weselu :-) Do cywilnego miałam czerwoną sukienkę za kolano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graszko,najważniejsze,że możesz poczytać.Mój I monż,nie pił,nie bił,na dziwki nie chodził,pieniądzory oddawał, w sumie był dobrym menżem ale i tak się załatwiłam przez pewną jego wadę:)Gdyby w tamtym czasie ktoś umiał ze mną porozmawiać,/co nie było takie proste/i z nim,to bylibyśmy razem do tej pory.Chyba.:)

      Usuń
  41. A my pewnego dnia weszliśmy do USC i zapytaliśmy o najbliższy wolny termin. Był , a jakże, wolny piątek 13. września. Ja nie znałam Jego rodziny, on mojej, z wyjątkiem mojego brata, który mnie z moim przyszłym mężem poznał. I tak wzięliśmy sobie ślub w obecności trzech kolegów, koleżanki i mojego brata, bez wiedzy naszych obu familii. Kolację w postaci pieczonych pstrągów z ziołami na pomidorach w towarzystwie białego mozelskiego wina zjedliśmy w domu koleżanki, która była świadkiem. Słuchaliśmy jazzu i baroku oraz renesansu hiszpańskiego. Sukienkę miałam zwyczajną, płócienną, krótką i z krótkim rękawem, a na nogach sandałki skórzane. Mieliśmy srebrne obrączki, a ja bukiecik róż od kwiaciarki z Placu Solnego. Wrzesień był tamtego roku bardzo zimny i wietrzny, a ja miałam tylko te sandałki i letnią sukienkę w kolorze blue i ślub 13. w piątek. Pogoda była prześliczna i prawie 30 stopni. We wrześniu minęło 30 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się takie podejście na luzie:) Nie lubię weselisk,a na nas wymuszono przyjęcie.ogólnie to slub braliśmy tak bardzije dla zasady i tradycji,bo jak to tak ,slub koscielny był wazny dla teściów. Ot, zycie.

      Usuń
    2. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie ????? Piękna historia ! I pomyślności na dalsze przynajmniej 30 lat !

      Usuń
    3. Owco, bo trzynastki szczesliwe sa:)))

      Usuń
    4. Ano som.Mój Syn jest z 13 grudnia:)
      Owco i ja też życzę coby było bez zmian:)

      Usuń
    5. Hmmmm. Wyszłam za mąż 13 października...

      Usuń
    6. Boszszsz, Owieczko, jaki skandal żeście uczynili :) A 13 rzeczywiście szczęśliwe są :) I rzeczywiście to chyba przznaczenie ! Moi rodzice przed śubem znali się miesiąc, i do śmierci żyli szczęśliwie. Najlepszego Owieczko :)

      Usuń
    7. A, bo przecież staż narzeczeński niewiele ma tu do rzeczy, zwłaszcza kiedyś, kiedy to tylko "kino, kawiarnia i spacer". Nie pozna się w ten sposób człowieka. Rzeczywistość musi zaskrzeczeć.

      Usuń
    8. fantastyczna historia w skrocie, ale jak pieknie napisana. Nastepnej 30tki zycze! Wiesz, takiego slubu pewnie zazdroscilo i zazdrosci baaardzo duzo ludzi! :) Dzie zdjecia?
      Barok i renesans hiszpanski jest super. Polecam zespol Jacaras - Wroclaw. kieruje tym moj kolega ze szkoly...jesli sluchaliscie Piotrka ze swoja klasyczna kitarom i la Falle na przyklad , to ja pitole! kolo by sie zamklo...ja w sobote bede Piotrka sluchac na zywo. znowu, po 40 latach....

      Usuń
  42. Dziedobry :)
    Ja ignoruję pobudki koteczków w okolicy 5 rano, i przysypiam jeszcze ze dwie godzinki, a one pokręcą się chwilę i dosypiają ze mną ,zdziwione są nawet ,że co, już pobudka, kiedy w końcu wstaję :)

    Graszko, jak dobrze, że się uwolniłaś! Teraz masz cudownego ,kochającego Bogumiła u swojego boku,to rekompensata za te wszystkie trudne lata.

    OdpowiedzUsuń
  43. Dzień dobry! Znów nowe, śliczne dziewczyny :)))
    Doczytałam poprzedni wybieg i przeczytałam nowy - oj nakojarzyło mi się różności... Miałam 28 lat, jak brałam ślub. I wcale mi się do niego nie spieszyło, ale nasze rodziny stwierdziły, że ile w końcu jeszcze będziemy ze sobą chodzić, więc wzięliśmy ten ślub. Cywilny , jak już pisałam. Do tego jeszcze zapowiadałam z całą stanowczością, że jak tylko będzie coś nie tak, to natychmiast się rozwiodę. I co? Jesteśmy z mężem dalej razem i wcale nie zamierzamy tego zmieniać. Kiedy przypomnę sobie małżeństwa moich, dziadków, rodziców, ciotki, siostry, koleżanek - to myślę, że lepiej nie mogłam trafić. Mam nadzieję, że ten pogląd podziela mój mąż :)))
    A włosy - też nie rozumiem tych dziewczyn, które prostują naturalne loki; ja całe lata nosiłam trwałą, żeby mieć loki właśnie.
    Ze zdjęciami ślubnymi mieliśmy problemy. Czarno-białe robił mój ojciec, fotograf amator, ale dobry fotograf. Niestety, coś się stało z aparatem i zdjęcia nie wyszły dobrze. Na domiar złego, ostatnie zdjęcie zostało zrobione na schodach restauracji, w której było przyjęcie weselne, a potem aparat odmówił dalszej współpracy, zepsuł się całkiem. Jednak tę fotografię najbardziej lubię, choć jest nieostra i robiona pod światło; jak mi się uda, to doślę.
    A kolorowe zdjęcia robione w USC są do niczego; zamglone jakieś, niezbyt ostre, tak jakby aparat był źle ustawiony. I to się nazywa, że zdjęcia robił profesjonalny fotograf!

    OdpowiedzUsuń
  44. A! I jeszcze ślub postanowiliśmy wziąć 21-ego lipca, w czwartek, bo potem były trzy dni wolne i jeszcze urlop okolicznościowy, no i mieliśmy pomysł taki, że każda rocznica ślubu będzie przed świętem :))) No, akurat z tego to nic nie wyszło :))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninko, to się nazywa chichot historii:)))

      Usuń
  45. Jeszcze dodam, że o ślubie cywilnym tym po dwóch latach wiedziała tylko moja mama - nikt więcej. W USC było nas dwie pary, świadkowaliśmy sobie nawzajem /kolega mojego B/. Było nas 6 osób z urzędnikiem i fotograem.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  46. Ale zdjęcie teściowej Mnemo jakie cudne, a obie panie podobne do siebie sukienkowo i ogólnie:)))

    Zauważcie też, że muszki były w modzie niezależnie od roczników:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale też trzeba przyznac,że dużego wyboru nie maja,albo krawat albo mucha:) ja to byłam za krawatem,ale koszula miała takie zaginane brzegi kołnierza i mucha niby bardziej pasowała;)

      Usuń
    2. Dora, jak brzegi zagięte, to mucha musowo. Mój miał krawatkie.

      Usuń
    3. moj mial muchie (swojo), granatowy aksamit. matku bosku....

      Usuń
  47. O, jak ja lubie ogladac zdjecia.Zwlaszcza z historia) Mnemo, jakie sliczne obuwie)) Guziczki sukienkowe Ewy, toz to majstersztyk:)
    Piekne pary) Zakochane:)
    Wchodzilo sie w zycie we dwoje z glowa pelna marzen. Potem zycie te marzenia weryfikuje. Nam sie urodzilo ceizko chore dziecko i moglo byc roznie. Nie bylo tak, ze dostalm od meza tyle wsparcia, ile potrzebowalam. Jakos to sie utrzymalo, ale dostalam obuchem w leb, kiedy po wszytskich przejsciach, gdy juz mozna bylo odetchnac, maz stwierdzil, ze jest miedzy nami tak, jak na poczatku.
    Otoz nie bylo. Tylko jemu sie tak wydawalo.
    Nauczylam sie , ze faceci, to sa nie bardzo empatyczne stworzenia i o swoich odczuciach trzeba im mowic. Bo sie nie domysla.
    Najbardziej smiesza mnie rady mojej matki, ktora w jednym malzenstwie wytrwala dwa lata i w drugim , podobnie.
    My razem juz 25.Chyba sie ciagle milosc tli..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcialam jeszcze dodac, ze na tym zdjeciu, to mnie wzielo na plakanie;)) Mama zamowila Ave Maria Schuberta, i to nagle gruchnelo z gory, nie strzymalam..

      Usuń
    2. Masz rację z tymi mężczyznami Katarzyno ;), moja ciotka mawiała : "mężczyżni to zupełnie inny gatunek ludzi......."
      ;))
      Barbara

      Usuń
    3. Prawda z tym mówieniem, ale też niekoniecznie to w czymś pomaga.Niekiedy stwierdza się beton i koniec.

      Usuń
    4. Tu zacytuję Dickens'a - "wtedy trzeba użyć PERSWAZJI " ;)))))
      Barbara

      Usuń
    5. Kasiulka, tli się u Was, tli ... toż to widać od razu :)

      Usuń
    6. Kasia, jeśli się tli, to bardzo dużo! Po tylu latach trudno o fajerwerki, jest po prostu inaczej, niż na początku. Przez taką próbę, jaka była Waszym udziałem, nie każda para przechodzi zwycięsko. To człowieka naznacza na całe życie. Faceci są empatycznie, tylko nie zawsze o tym wiedzą:)

      Usuń
    7. Wiesz Kasiu- chore dziecko albo umacnia albo rozwala związek. Przechodziliśmy przez to, kiedy Jagoda umierała nam na rękach i trzy następne lata... Obserwowaliśmy w szpitalach inne pary i te obserwacje nas w tym utwierdzały. Za to teraz już (chyba !) nic nam nie straszne- daliśmy radę wtedy, to co nam bida zrobi teraz!!! Gorzej być nie może :)A instrukcja obsługi chłopa jest dużo mniej skomplikowana ! Gadać jednak trzeba- kropla drąży skałę :)

      Usuń
    8. Hana! I znowu mnie wyprzedziłaś... i napisałaś prawie to samo... jak to tak ???

      Usuń
    9. BDB, hrehrehre, siostro!

      Usuń
    10. BDB, nie mam śmiałości zapytać wiesz-o-kogo...

      Usuń
    11. No cóż... JEST BAARDZO DOBRZE !!! Pan listonosz zapoznany i obszczekany :)))))

      Usuń
    12. dziewczyny,macie racje,ale czasem to brak cierpliwosci i geba boli od gdakania, a chłop sie na gdakanie zamyka,bo woli konkrety,wiec za duzo gdakac też nielzja:)

      Usuń
    13. Bo to rozumnie trza: raz pogdakać, potem zamilknąć na trochę, pomiziać za uszkiem, drapnąć pazurem ... Nie może być ciągle ciepła woda ;))))

      Usuń
    14. I trzasnac talerzem o podloge:)

      Usuń
    15. No jak trza ,to trza...trzasnąć- można nawet trafić czasami :))))))

      Usuń
    16. za duzo sprzatania potem....

      Usuń
  48. Myślę, że w życiu jak to w życiu ale nie ma co przeciągać w jakąkolwiek stronę ;), efektowne śluby i huczne wesela też mogą cieszyć, bywają wspaniałą rodzinną imprezą, wspominaną przez lata, opowiadaną po latach :). Tak samo jak te ciche, spokojne, tylko dla głównych bohaterów :). A ciągów dalszych ;) jest tyle ilu bohaterów :))).
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  49. Dziędobry mówię, i wylatam ! Dodam tylko, że u nas dziś pięknie, słonecznie i 15 stopni. Ale żeby nie było za wesoło, to silnie wieje lodem ! Oby deżdżu nawiało !

    OdpowiedzUsuń
  50. E tam. Tutaj zimno, ciemno, ponuro, wieje i deszczu ani śladu.

    OdpowiedzUsuń
  51. U nas niebo szarobure,może popada? Oby!

    OdpowiedzUsuń
  52. A u nas kolejny krok rozwojowy :) Niagarka przyszła, przegoniła z kanapy Błyskotka, kazała się głaskać a teraz leży przy mnie na kanapie i mruczy ..... :D
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  53. A ja wczoraj przed snem dostałam słuchawkę w ucho "posluchaj to dla Ciebie" i taki teks:
    Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
    Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
    Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
    Z Tobą mogę iść po jego kres.

    I.
    Bo bez Ciebie życie traci sens jakikolwiek,
    Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.
    Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,
    Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.
    Więc kochaj mnie nie tylko dla przyjemności,
    Z Tobą chcę być już do końca, aż po sam grób.
    Ja Tobie oddaję się w całości i zrobię dla Ciebie ile tylko będę mógł.

    Ref. x2
    Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
    Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
    Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
    Z Tobą mogę iść po jego kres.

    II.
    Bo chcę być częścią Ciebie, jak Ty jesteś częścią mnie,
    Chcę Tobie poświęcić me życie, tylko z Tobą dzielić się.
    Ja jestem tylko Twój i tylko do Ciebie należę, już na zawsze będę kochał Cię.
    Twoje gorące ciało mnie rozpala, że aż płonę,
    Ja uwielbiam kiedy nasze ciała są złączone,
    Uwielbiam kiedy cały w Twoich objęciach tonę,
    Bo wiem, że trzymam w moich ramionach mą przyszłą żonę.

    Ref. x2
    Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
    Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
    Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
    Z Tobą mogę iść po jego kres.

    III.
    I kocham Twój delikatny dotyk jak aksamit,
    Kocham, gdy oddajesz mi w całości się nocami,
    Kocham kiedy obsypujesz mnie pocałunkami,
    Nie do opisania jest uczucie między nami.
    Bo moja miłość do Ciebie nie zna granic,
    Nigdy Cię nie oddam na Świecie nikomu za nic. (joł!)
    Ja słucham Twoich rad, dla Ciebie staram pozbyć się wad,
    Bo wokół Ciebie kręci się cały mój Świat.

    Ref. x4
    Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
    Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
    Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
    Z Tobą mogę iść po jego kres.

    OdpowiedzUsuń
  54. Hano,wysłałam I trzy zdjęcia,trochę kiepsko pan zrobił ale niestety nie stałam mu nad głową i nie sprawdziłam a głupio mi prosić o poprawkę:( Kolejne wyślę po...Stuleciu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysłałam II i niech siem dzieje wola Boska:)))

      Usuń
  55. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń