niedziela, 16 września 2018

Wpis o altruizmie. Trochę ekshibicjonistyczny


Dzisiejszy tekst jest w zasadzie kontynuacją „Ekshibicjonistycznego wpisu o zaufaniu”.
Wasze wypowiedzi wprowadziły nieco zamętu w mój – wydawałoby się – z grubsza uporządkowany świat pojęć. Zaczęłam się ciężko zastanawiać, czy pomoc innym to jest altruizm? Czy wręcz przeciwnie - egoizm? Co kieruje ludźmi, jakie pobudki sprawiają, że poświęcają się dla dobra bliźnich? Nie do końca godzę się z tym, że pomagając komuś oczekujemy korzyści (różnej natury). Jeśli każdy, kto rzuca się na pomoc oczekuje, że w jakiejś nieokreślonej przyszłości zostanie mu to odpłacone, to znaczy, że w gruncie rzeczy takie zachowanie jest fałszywe i obłudne. Wszak altruistę definiuje się jako osobę BEZINTERESOWNIE poświęcającą się dla innych. Istnieje zatem prawdziwy altruizm, czy nie istnieje? Czym kierowali się różni święci ginący męczeńską śmiercią w imię bliźniego? Jego dobrem, czy nadzieją na bożą przychylność w życiu wiecznym? A ktoś, kto spontanicznie rzuca się w wodne odmęty lub wbiega do płonącego domu na ratunek komuś, kto tonie lub płonie? Raczej nie ma on czasu, aby rozważyć ewentualne korzyści wynikające z takiego kroku, więcej nawet, ryzykuje własnym życiem. Nikt nie wie, z osobą zainteresowaną włącznie, co czuła podczas niesienia takiej pomocy i co nią kierowało. Chcę wierzyć, że prawdziwy i szczery altruizm.

Nie ratowałam wprawdzie niczyjego życia, ale nie dalej niż wczoraj przeżyłam sytuację, która poniekąd skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Wiozłam sobie tyłek moją srebrną strzałą, a miało to miejsce w okolicy Auchan. W pewnym momencie zobaczyłam idącą poboczem umordowaną kobiecinę. W jednej ręce niosła olbrzymią, wyładowaną zakupami torbę, w drugiej zgrzewkę wody. To jest takie dość bezludne miejsce. Do zabudowań, w których ewentualnie mogła mieszkać lub do przystanku spory kawałek trzeba przejść. Nie myślałam o niczym, po prostu spontanicznie zatrzymałam samochód i zapytałam, czy ją gdzieś podwieźć. Okazało się, że kobieta jest Ukrainką i właśnie się zgubiła. Druga poszła przodem bez zakupów w poszukiwaniu właściwej drogi. Zgarnęłam obie i podwiozłam gdzie trzeba, na szczęście pamiętały adres. Niby niedaleko, jakieś dwa kilometry. Dobre na spacer, ale bez tobołków. I tyle. Nie wiem co mną kierowało. Nie myślałam o tym, co robię. Zrobiło mi się żal kobity i to wszystko, może dlatego, że dobrze pamiętam jak to jest – nie zawsze jeździłam samochodem. Chciałam jej ulżyć w dźwiganiu, a to już zahacza o pobudki egoistyczne (moje). Jednak idąc tym tropem ryzykujemy zapędzenie się w kozi róg...

Nie podpinam się bukbroń pod altruizm. Chcę przez to powiedzieć, że czasem pomagamy ot tak, spontanicznie, nie zastanawiając się nad skutkami i korzyściami. I dzięki niebiosom, inaczej życie byłoby nieznośne.


187 komentarzy:

  1. :)))! Rabarbara

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku na podiumie jestem!!!! Trzecia bo trzecia ale zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacha, trzecie miejsce jest bardzo dobre. Według Lilki B. najbardziej frustrujące jest czwarte na podium:)

      Usuń
    2. Hanutka ! Uwielbiam cię ! C z w a r t e na p o d i u m ! No po prostu bajeczka !!! :)

      Usuń
  3. no bo to chyba wlasnie chodzi o te nieplanowana pomoc i spontaniczna, mnie osobiscie daje najwiecej przyjemnosci ;) kiedys to zadzialalo okropnie smiesznie, bo to ja bylam w samochodzie ale sie zgubilam, znaczy nie moglam znalezc ulicy X. gdzies tamblisko byla, ale mnie sie czas konczyl a lecialam na zlecenie w nowe miejsce. no i jakas kobitka wyszla z centrum sportowego i szla sobie o tak sobie. no to sie zatrzymuje i pytam o ulice X. ona, ze to tu skrecis, do konca i tak jakby boczkiem tam i zaraz bedzie. na to ja, ze JUZ sie zgubilam w instrukcjach. I pytam czy wsiadlaby ze mna i pokazala, o ile oczywiscie jej po drodze. Wlazla do auta, patrzy na mnie i mowi - w sumie to w moim kierunku ALE maz mi zawsze mowi, zeby do obcych samochodow nie wchodzic! dostalysmy glupawki, bo babka w moim wieku m/w. a na koncu ONA mi dziekuje, bo po silowni ledwo lazla, a ja do niej, z enawet jakbym chciala na nia napadac to i tak nie mam czasu ;);;

    OdpowiedzUsuń
  4. Hana, no chyba cos takiego jak ja to nazywam pomoc dla samej pomocy istnieje. W zimie wracalam z pracy do domu i zobaczylam juz z daleka jak jakas strasza kobiecina usiluje sobie, bezskutecznie naciagnac kolce na buty, ledwo dychala, no to podeszlam i spytalam czy jej pomoc, wdzieczna byla bardzo ale na wszelki wypadek powiedzialam jej zeby to robila w domu a nie pod domem na lodzie. No to prawie jak ty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czwarta! No chyba nie mam co opowiqedziec, bo dawno nikomu nie pomogłam w jakis konkretny psposób chyba,ze wniesienie zakupow sąsiadce ,ale to pryszcz był, bo polowe drogi pokonala sama;)
    No zdarza się taka normalna ludzka pomoc,bezinteresowna, najwyzej popieszcze swoje ego,ze wpadłam na to ,zeby pomóc,bo róznie to bywa. Do wody bym nie wskoczyła, bo nie umiem pływać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dora, kiedy właśnie o to pieszczenie chodzi. Zawsze człek poczuje się lepiej, że komus pomógł, a wtedy nie jest już altruistycznie. Trochę błędne koło.

      Usuń
    2. Mnie sie wydaje, ze jak to jest spontan, kiedy nie ma czasu zeby sie zastanowic czy sie poczuje lepiej jak to zrobie. POTEM mozna miec takie uczucia. a jak ten, komu sie nagle pomoze jest zupelnie obcy, to nie ma nawet co czekac na rewanz ;) rhehrhrhe i mamy altruizm jak byk!

      Usuń
    3. Opakowana, koment poszedł w przestrzeń międzyplanetarną. Pisałam o tym, że trudno, tak mam i nie będę niczego rewolucjonizować i że nie potrafię przejść obojętnie wobec kogoś, kto potrzebuje pomocy. Najwyżej poczuję się lepiej:)))

      Usuń
  6. Ano właśnie, pomagam, bo ktoś w danej sytuacji tej pomocy oczekuje. Nie myślę wtedy, czy robię dobrze czy źle, czy uznają, że to z pobudek czysto egoistycznych, czy innych...To impuls. Po prostu pomagam.
    Hano, też myślałam, że mój świat pojęć raczej uporządkowany, a tu klops;) Bo przecież cieszę się, że mogę sprawić komuś radość. To egoizm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksan, wychodzi na to, że jakby nie patrzeć, tak:)))

      Usuń
    2. Przez ten "egoizm" to mam mętlik w mojej małej głowie:))
      Każdej naszej działalności towarzyszą emocje, a więc gdy pomagamy to odczuwamy emocje przyjemne - radość, zadowolenie, itp. Nie da się nie odczuwać.
      Przecież nie popadamy w zw. z tym w samozachwyt, jaki to ja niby dobry/wspaniałomyślny/wyjątkowy jestem, bo komuś pomogłem.

      Usuń
    3. No bo życie najczęściej jest bardzo złożone, jest w nim pełno niuansów i półtonów, czerń nie zawsze jest jednakowo czarna, a biel jednakowo biała...

      Usuń
    4. Nie ma to jak bielszy odcień bieli!;)

      Usuń
    5. No właśnie, Ksan, dlatego to wszystko jest takie skomplikowane. To znaczy nie pomaganie, bo to akurat jest proste, ale jeśli zaczniemy o tym myśleć, to zaczynają się schody. A to, że ktoś nas nabrał, a to, że to nam sprawia przyjemność i to jest fe... Morze wątpliwości. Bez sensu.

      Usuń
    6. Tak to jest, gdy każdą aktywność chce się klasyfikować i definiować. Tylko po co? Najważniejsze, że cel osiągnięty.
      A więc trza robić swoje i za dużo nie myśleć, ot co! ;)

      Usuń
  7. Dla mnie pomaganie jest jakos zrozumiale samo przez sie. Zatrzymac sie na ulicy przy kims, kto wyglada niewyraznie i zapytac, czy nie potrzebuje doraznej pomocy albo lekarza. Wniesc ciezkie torby sasiadce-staruszce albo podwiezc ja spotkawszy dalej od domu, no cokolwiek, np. usmiechnac sie do kogos obcego. Ja sie nigdy nad tym nie zastanawiam, to wychodzi ze mnie jakos automatycznie i wiem przeciez, ze od pewnych osob nie moge niczego oczekiwac. No i do dzisiaj zrywam sie w srodkach komunikacji, kiedy widze staruszke/ciezarna/matke z dzieckiem na reku, choc juz zdarzalo sie, ze to mnie ustepowano miejsca, ale ja caly czas zapominam, zem taka stara. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AMP, dlatego nie jeżdżę tramwajami:)))
      No właśnie mnie też to idzie z automatu, pomaganie znaczy się. W końcu jeśli robi się coś dobrego, to niech tam będzie, że z egoizmu.

      Usuń
    2. A u mnie wystepuje pewien paradoks. jestem tlumokiem. takim mano a mano. To jest moj zawod wykonywany. Po zakonczeniu zlecenia rodacy zawsze wrecz wylewnie dziekuja...za pomoc. To co? pomagam? czy pracuje i robie to, co do mnie nalezy (ale tak naprawde robie wiecej ale kto to moze wiedziec...)? Ja im pomagam...za pieniadze.....no i co to jest jak nie egoizm i chciowsc? hrhre

      Usuń
    3. Opakowana, łapiesz się do kategorii "ratownik GOPR", chociaż nie masz tak niebezpiecznie. Oni też za kasę, ale jednak ryzykują własnym życiem, często dla debili. No ale. Życie to życie, wartość najwyższa.

      Usuń
  8. Dawno temu, kiedy jeszcze jeździłam często do Torunia do tzw. Ciotki toruńskiej, wracałam w nocy do Gdańska, przez Pruszcz bo wtedy o autostradach i obwodnicach nikomu sie nie sniło. I byłam swiadkiem jak kierowca wypasionej fury (ja Maluch) potrącił przede mna psa i oczywiście odjechał.Zatrzymałam się, podbiegłam do żywego ale leżącego psiaka (taki młody wilczek, z obroża)i już wiedzialam, ze trzeba do weta. Sama na drodze, w środku nocy, w Pruszczu. Na szczęście niedaleko odbywała sie impreza w knajpie i dzieci bawiły sie na zewnątrz. Poprosiłam, żeby zawołały kogos dorosłego. Wyszła pani w
    długiej sukni ze złotej lamy i po krótkiej rozmowie wiedziałam, że z Pruszcza, że ma psa i zna adresy weterynarzy. I wsiadła w tej lamie do mojego malucha, pomagając przedtem umieścić psiaka na tynym siedzeniu. Jeździłyśmy tak z godzinę, żaden wet nie chciał nam otworzyć. Musiałysmy wyglądac podejrzanie bo zatrzymała się policja i zapytała co my tak się tu niepewnie szwendamy.
    Nie wiem czy to jej wygląd czy moje dramatyczne tłumaczenie ale odprowadzili nas do ostatniego już weta na końcu miasta, który nas przyjął. Zbadał, opatrzył, podał różne zastrzyki i nie wziął ani grosza!Poradził, żeby psa odwieźć w to samo miejsce. Tak zrobiłam. Psiak sie niepewnie pokręcił, wysikał i poszedł pewnie przed siebie. Pani w lamie zapraszała mnie serdecznie na imprezę ale nie uległam. Zmeczona ale zadowolona wróciłam do Gdańska. Byla 6 rano. Jezeli mówic o altruizmie to mamy tutaj co najmniej 3 osoby, które bez zastanowienia się zaangażowały. KolKa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KolKa, pamiętam tę historię. To dobry przykład, bo pies w żaden sposób nie mógł się odwdzięczyć. Jedynie tym, że przeżył i być może wrócił do domu.

      Usuń
    2. Nooo, do tej pory to fajne uczucie nie powinno zniknąć, co nie KolKa ?

      Usuń
  9. Hana, namieszałas mi w głowie i zapędziłas w kozi róg ;) Teraz bede nad tym wszystkim myślała i myślała... Lubie pomagać innym, nie oczekuje odwdzięczania się tylko jednego nie lubie - jeśli ktoś, komu pomogłam po jakimś czasie mnie ewidentnie wykorzystuje albo krytykuje na pewnym portalu społecznościowym - to boli, ponieważ mam taka naturę, ze bardzo przywiazuje się do ludzi i im ufam. Z racji wykonywanego zawodu uratowałam wiele żyć, jednego pana, który zadławił się parówka, reanimowałam Go do czasu przyjazdu karetki - lekarz przyjechał i stwierdził, ze to koniec, brak czynności życiowych a ja zaczęłam krzyczeć ze powinien użyc defibrylatora, bo ja widzę czynności życiowe. Przynieśli defibrylator, użyli go i zabrali człowieka do szpitala - tam wyjęli parówkę z dróg oddechowych i człowiek ten tego samego dnia wrócił do DPS, następnego dnia zszedł na śniadanie do stołówki. No to się rozpisałam za szfystkie czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, Orszulko! To dopiero jest coś! Z racji zawodu czy nie. Nie ma wyższej wartości niż życie.
      Zawiedzione zaufanie to jedno z najpaskudniejszych doznań, boli okrutnie. Każdy to chyba przerobił w różnych konfiguracjach. I nie chodzi ani o wdzięczność, ani o rewanż, bo zdrady nie da się zamazać. A tym jest zawiedzione zaufanie.

      Usuń
    2. Na liscie rzeczy do wykonania - tak w ogole - mam wlasnie "uratowac zycie"...owszem, ratuje zycie nie walac trepem po latajacych zwierzetach i otwieram in drzwi i okna tlumaczac jak odlatuja, zeby to ni byl juz ostatni raz!! ale mi to nie wystarcza...a moze powinno.

      Usuń
    3. Opakowana, lepiej nie ratować - w sensie, żeby nie było takiej potrzeby. A wiesz, MM ma na koncie jedno uratowane życie. To długa historia i nie bardzo publiczna, ale jest bezspornym faktem. Udało się w ostatniej chwili.

      Usuń
    4. No to jestem z Niej bardzo dumna.

      Usuń
  10. Zdarza się, spontanicznie obcej osobie. Przecież nie będę pytała o adres itp.
    Było też tak, że dałam się nabrać na sprytnie zaaranżowaną, tragiczną sytuację. Potem się okazało, że to oszustwo, bo ta sama osoba powtórzyła to kilka dni później. Mogłam podejść i zdemaskować, ale zwyczajnie mi się nie chciało, zwłaszcza że akurat nikt się nie nabierał. Właściwie nie wiem co o sobie myśleć, bo wtedy kiedy pomagałam to jakoś samo z siebie wyszło.Wierzę, że są naprawdę bezinteresowni ludzie, ale chyba ich mało. W stosunku do siebie, jeśli pomagamy i tylko czujemy sie z tym dobrze to chyba wszystko w porządku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, nie wytrzymałabym i dokonałabym aktu demaskacji, i to z przytupem.
      Pomaganie jest w porządku i dobre samopoczucie potem też. Niech zwie się jak zwie.

      Usuń
    2. Potem żałowałam, że tego nie zrobiłam, ale mnie na dodatek zszokowało, że to było udawane, brzmiało tak wiarygodnie.....

      Usuń
    3. Ewa2, szkoda w sumie, bo pewnie ten ktoś nabrał jeszcze parę osób.

      Usuń
    4. Kiedyś kupiłam "biednej" kobiecie leki, stała pod apteką i prosiła, weszłam z nią i kupiłam jakieś popularne leki na przeziębienie. A potem widziałam ją kilka razy pod innymi aptekami, podejrzewam, że tam także prosiła o wykup leków. Hana uważam, że demaskowanie jej ściekło by po niej jak woda po kaczce, taka dzielnica, taki sposób na życie.

      Usuń
    5. Marija, zapewne masz rację, ale przynajmniej na dzielni byłaby spalona. Ale po co jej były leki na przeziębienie? Na sprzedaż?

      Usuń
    6. W tym okresie był chyba jeszcze szaber plac i może tam handlowali, też się zastanawiałam po co jej te leki.

      Usuń
  11. Ha :-) Spodobał ci się ekshibicjonizm :-) Ja też uważam, że spontaniczne odruchy bezinteresownej pomocy istnieją, żyją i mają się dobrze. Wszystkim nam się to zdarza, ponad głupimi podziałami. Myślę też, że przestrzeń pomiędzy altruizmem a egoizmem jest ogromna i mieści w sobie wszystkie odcienie i wariacje naszych działań w tej materii. A są one różne i nie wszystkie fajne. Ale to chyba tak ma być. Po to jest ta szkoła na Ziemi. I my wszyscy tacy sami jesteśmy. Zobaczyłaś w tej kobiecinie kawałek siebie. Współodczuwałaś. To chyba nawet ważniejsze od tzw. bezinteresowności.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bzikowa, niech zdarza się jak najczęściej, obojętnie z jakich pobudek.
    Nad egoizmem też można by się długo pochylać, wszak niektóre - z pozoru - egoistyczne działania wcale takie nie są.
    Dokładnie tak było. Fizycznie poczułam ciężar tych siat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi według mnie. O zobaczenie kawałka siebie w innym człowieku. I wtedy nie ma mowy o egoizmie, współodczuwasz, bo wiesz. Byłaś w takim miejscu, wiesz jak tam ciężko. Wyciągasz rękę do brata czy siostry :-) Trzeba tylko mieć świadomość, rozumieć, że inni ludzie są jak my. I tu LUSTRA się kłaniają. W innych ludziach widzi się swoje wyparte kawałki, im bardziej drażnią ludzie, tym bardziej wyparty kawałek ;-) Ale generalnie chodzi o NIEUŚWIADOMIONE programy podświadomości. I można gdakać i grzebać ściółkę przez wieczność, jeśli się nie spojrzy na siebie całościowo i nie pogada ze sobą z dzieciństwa. Ale to już każdy musi sam.

      Usuń
  13. Kiedyś już o tym pisałam, ale dawno, więc się powtórzę :)
    Taka sytuacja...
    Moja mama jak jeszcze regularnie wychodziła na dwór, to lubiła przesiadywać na ławeczce na przystanku tramwajowym. Brat sprowadzał ją na dół i potem po nią schodził. No i wracają do dom z pełną reklamówką dobra. Okazało się, że dwóch bezdomnych zrobiło sobie wypad do sklepu, w którym udało im się sporo wyżebrać. Potem przysiadli się do mojej mamy i się z nią podzielili ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieeeekne! To cos jak z moim okiem (podbitym) jak natknelam sie na goscia bez szyi, za to z odstajacymi rekami, bo sie przy ciele nie miescily. rowniez z limem - popatrzyl i pokiwal ze zrozumieniem (ja bylam po malej operacyjce wycinania cysty pod okiem...dwa czy trzy szwy i limo jak lalunia...).

      Usuń
    2. hahahhaha
      obie historie cudne :))))

      Usuń
  14. Ojacie, Marija, wzięli ją za ziomalkę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Co Wy tak się boicie tego "egoizmu"? To już jak coś sprawia nam przyjemność i dowartościowuje, to jest be? Normalne jest, że jeśli zrobimy coś dobrego, to nasze wibracje wewnętrzne wzrastają. I dobrze tak. Robimy coś dla kogoś ze współczucia, a nie dla zysku. No i niechcący podnosimy sobie samopoczucie. To zdrowe i normalne, tak samo jak wstyd, kiedy zrobi się coś nie bardzo, albo nic się nie zrobi, a można było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czołgiem Marcela! To nie to, że się boimy.Zdrowy egoizm jest potrzebny. Tak tylko sobie dywagujemy, bo to wszystko nie jest proste i budzi wątpliwości natury - czy ja wiem - filozoficznej? Ważne jest to, abyśmy nie przestali pomagać, aby ktoś nie posądził nas o egoizm. Ja w każdym razie nie przestanę, bo to we mnie jest, i dobrze. Nie zamierzam z tym walczyć - to byłby koniec człowieczeństwa.

      Usuń
  16. Hmmm, przeciekawy temat i rożnie interpretowany. Ja rozróżniam czysty altruizm i dobroczynność (która jest pewną formą altruizmu, ale niekoniecznie i nie zawsze) Zaznaczam, że to tylko moje karkołomne, subiektywne definicje :) Czysty altruizm, to taki, o którym pisałyście powyżej, że człowiek robi coś odruchowo na spontanie i ... nie przywiązuje do tego wagi; najlepiej jak: nie wie prawica, co robi lewica :) że to tak biblijnie podsumuję. ale istnieje też rodzaj działań, które ja nazywam: dogadzaniem swojej próżności. Czyli: pomagam biednym, w potrzebie, i najlepiej jak moja szlachetność jest zauważona i doceniona - to według mnie egoizm. Trochę zawile pewnie tłumaczę, ale w niedzielę wieczór, trudno oczekiwać po mnie jakiejś szczególnej jasności umysłu :) pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jakoś inaczej pojmuję. Mam koleżankę, która zawsze mówi jak coś zrobi: jak to dobrze, kiedy ktoś pochwali. I można jej tych pochwał nawrzucać do koszyczka, a i tak ona w końcu niezadowolona z siebie. Domaga się pochwał, ale ich nie bierze. Zazwyczaj zatrzymujemy się na :domaga się pochwał. Mało kto zauważa, że ona tak naprawdę ich nie bierze. Ja nie wiem, czy ta, tak zwana próżność, to nie jest takie małe, kompensacyjne schowanko. Pływamy po wierzchu, widać tylko czubek góry lodowej. Wszyscy operujemy na danych wgranych w dzieciństwie. Kiedy byłaś "kochana" i nagradzana za COŚ, to potem idziesz w świat i robisz COŚ i oczekujesz, że będziesz "kochana". To nieuświadomiona potrzeba. I kiedy ta potrzeba jest zbyt silna, bo nie umiemy kochać siebie sami z siebie, to robi się nie fajnie. I biegamy, pomagamy i ciągle coś nie tak. Ale próżność tylko ukrywa zranienia...

      Usuń
  17. Agnieszko, skąd, wcale nie zawile. Nadzwyczaj trafnie to ujęłaś. Jest altruizm i jest dobroczynność. I absolutnie się z Tobą zgadzam w tym, że dobroczynność jest kapkę trefna. Jednak z drugiej strony, jeśli wynika z niej coś naprawdę dobrego i ważnego, to pal sześć ego jakiegoś milionera.

    OdpowiedzUsuń
  18. A jak "zakwalifikować" Jurka Owsiaka?

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurna, Kury, czy Wy śpicie? Że wybiegu nie widzicie???

    OdpowiedzUsuń
  20. To jak zaklasyfikowac moje 8 lat jako wolontariusz w szmateksie organizacji charytatywnej (zwierzecej - PDSA). co wtorek, miedzy 9.30 a 13ta. egoizm? altruizm? proznosc? czy co....

    OdpowiedzUsuń
  21. Hana - spiom, spionce frulewny....

    OdpowiedzUsuń
  22. Jezdem! Zara, zara. Poczytam...

    OdpowiedzUsuń
  23. A może oglądajom rolnika, który szuka żony ? :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytam, ale paluszki bola, to nic nie napisze, ide do lozka , dobrej nocy .

    OdpowiedzUsuń
  25. W canal+ romans leci to ogladam jednym okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dora, przypomniała mi się esemesowa historia sprzed lat. Był to czas obfitej korespondencji esemesowej właśnie, z Lilką B. Pracowałam wtedy w Auchan. I przez pomyłkę mojemu dyrektorowi, który był Francuzem i słabo kumał po polsku, wysłałam esemesa następującej treści: paluszki masz wolne? Było to naturelmą pytanie skierowane do Lilki B. czy ma wolne moce. Traf chciał, że dyrektor jechał wtedy PKP do stolycy w towarzystwie innych dyrektorów. Jako że nie bardzo kumał po polsku takie subtelności, pokazał kolesiom esemesa z pytaniem, o co może mi chodzić. Wyobraźcie sobie, co działo się potem. Do końca mojej karyjery w Auchan nie miałam spokoju. Co jakiś dyrektor zawitał, to aluzjom nie było końca...

      Usuń
    2. Jeżu pamiętam !!!!!! Przypomniałaś mi. Rany ile wtedy tych sms-ów szło ! :)

      Usuń
    3. Lilka, hrehre, cały zeszyt!

      Usuń
    4. aha ! :))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
    5. hahaha, też sobie wyobrażam:)))))))))))))))))))

      Usuń
    6. o matku bosku!!! hrehrehr jak bylam na grupie kuchennej, to tam jedna z dziewczyn dostala ksywe Mecha Godzilla bo miala zdjecie z godzilla w tle, tuz za nia. No ale mowic "Mecha"? no to poszlo na Mechcia. I zostalo i przywarlo. Ona wtedy pracowala chyba na jednej politechnice jako sekretarka dziekana, a moze i wyzej, nie pamietam. I zdarzalo jej sie pisac emaile/mema do szefa podpisujac...Mechcia!!!

      Usuń
  26. Opakowana, to pewnie czychanie na markowe ciuchy za grosze, hrehrehre.
    Maria chyba ze smiechu pekaliscie po tym spotkaniu z bezdomnymi i to byl z ich strony altruizm.
    Kiedys na pustym peronie metra stalam beznadziejnie smutna a tu wtoczyl sie taki czerwononosy, popatrzyl na moja beznadziejnie smutna twarz i bohatersko zapytal wyciagajac piersiowke moze pani sobie golnie?
    Ryknelam smiechemi podziekowalam na "nie", co chyba przyjal jednak z ulga. A ja pomyslalam ze to juz bylo bohaterstwo z jego strony, no bo pomyslcie zaoferowal mi cos co mialo dlaa niego najwieksza wartosc (przynajmniej wtedy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacha masz rację mieliśmy ubaw, myślałam sobie nawet, że jak nam bida zajrzy w oczy to pośle się mamusię z woreczkiem na obchód, ale na szczęście nie było takiej potrzeby ;)

      Usuń
    2. to był prawdziwy altrusita !
      nic nie miał z Twojego polepszonego samopoczucia, a chciał ci oddać, to co dla niego najlepsze ;)

      Usuń
    3. Dokladnie tak Sonic, poprostu mnie wzruszyl swoja propozycja.

      Usuń
    4. Noo, dokladnie - czysty altruizm!
      Bacha - dostep do wszystkiego w szmateksie PRZED publika PLUS dyskont sluzbowy - 20%. to jak takiego wolontariatu nie brac!! hrehhre

      Usuń
  27. Nie śpię, dopiero robotę skończyłam dzień był trochę zakręcony. Spacer długi, kota mi przywieźli na przechowanie, sałatkę kończyłam, dzwoniła koleżanka, gadałam około godziny, a nie umiem trzymać telefonu ramieniem, zaraz się wyłącza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2 - a JAKA salatke? zawszem ciakwa salatek....

      Usuń
    2. Ewo,a nie masz głosniczka w telefonie,zeby na głosnomówiacy nastawic,ja tak robie czesto. Klade telefon blisko,na stole ,właczam, i nie musze uzywac rąk.

      Usuń
  28. Bacha, bohaterstwo najczystszej wody! Mogłaś a/ wypić mu wszystko b/uzurpować sobie prawo do ciągu (!) dalszego i jego konsekwencji c/ jedno i drugie.
    To musiał być spontan!

    OdpowiedzUsuń
  29. Hana, czy o tym altruizmie nie pisała tu już MM ?
    Coś mi się kojarzy..
    I wówczas wynikało, że nie ma altruizmu, bo zawsze mamy korzyść, nawet dobre samopoczucie
    Ja tak jak wówczas, tak i teraz uważam, że ludzie są zdolni do altruizmu
    Nie chcę podawać przykładow ze swojego ogródka, bo nie o to chodzi, wystarcza przykłady wyżej, które dziewczyny podają - moim zdaniem własnie takiej bezinteresownej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  30. Sonic, MM pisała o zawiedzionym zaufaniu, dawaniu itp. Sprawa altruizmu wypłynęła przy okazji w komentarzach, bo to wszystko gdzieś tam o siebie zahacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm może i tak, stara jestem, pamieć zawodzi ;)

      Usuń
  31. Dziefczyny! Jezdem;) O matko i curko - co tu sie wyrobio!!!
    A jo ino cińgim na szage i dali w dyrdy... Tylko powiem, żem zawsze pierwsza naiwna;) I nawet sobie sukienkę kupiłam taką białą, żeby mi pasowała;)
    A w Obrzycku spędziłam niejeden weekend (pracowity), ale nie wspominam miło, bo zawsze pachniała magnolia za oknami, a my w pracy i w pracy... Wtedy byłam młoda, to siedziałam jak głupia, dzisiaj to inaczej bym chyba rozegrała;)
    Pozdrawiam calusieńki Kurnik - obecny i nieobecny - w przelocie jezdem i zaro znowuż lete. Tyle tylko, co się wyrwałam na tydzień na obóz konny - i co? I jeździłam na zimnokrwistych po 900 kg i wysiedziałam wszystko, ale - jak wsiadłam na kucyka, zaro się zwaliłam na glebę. Och, żizń takaja...
    Hana, zboczę z kursu, zobaczysz! Nie wiem jeszcze kiedy, ale zboczę. To lato było najpracowitsze ever, więc należą mi się wszystkie zaległe zboczenia świata.
    Buziaki dla zwierzoków całego Kurnikowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no Krecie, długo kazałaś nam na siebie czekać ;)))
      no życzę Ci zboczenia na fest !

      Usuń
    2. Jak się już fest zboczę, to się potem stoczę;)
      Stęskniłam się za Wami!

      Usuń
    3. o to to !!
      tu same stoczone ;)

      Usuń
    4. Jeżu, Krecie!!! Jesteś w końcu!!! Czekam na Twoje zboczenie z utęsknieniem, o stoczeniu nawet nie marzę. Portki i kubek czekajo. Tyle czasu, że rozmiar mógł Ci się zmienić. Na mniejszy oczywiście. Kubku nic nie dolega, on może czekać.

      Usuń
    5. Krecie, tak przelotem i bez nowin? poczulam sie uspokojona, z ejednak po zboczeniu nastapi staczanie.

      Usuń
    6. Najlepiej się stacza wszak po zboczu;)

      Usuń
    7. Ty się ciesz, że z kucyka spadłaś, to jednak bliżej ziemi, czyli krócej się leci, artystko.:-D

      Usuń
  32. Altruizm czy dobroczynność? Co za różnica jakie pobudki nami kierują, jeśli nie tylko my stajemy się lepsi (ego!) ale chciałabym wierzyć, że również ci, którym pomogliśmy, a może jeszcze ci, którzy to widzieli i może jeszcze ci, którym to opowiedziano? Świat chyba w ogóle byłby lepszy, jeśli egoizm wypełniałby się pomaganiem :). Ze spektakularnych historii to przypomniał mi się pobyt pod namiotem koło Recza Pomorskiego z młodych lat. Był tam w okolicy taki ośrodek rządowy, gdzie ponoć wywozili również m.in. internowanych. Na terenie poligonu. Pojechaliśmy tam z przyjaciółmi, żeby przeżyć przygodę w nieskażonej przyrodzie i odwiedzić nasze wspólne koleżanki, które jako tzw. panie KO-wce zabawiać miały rodziny wojaków w tymże ośrodku ( stan wojenny nie był odwołany jeszcze ). Potajemnie, wojacy, zaznajomieni już z naszymi KO-wczynaimi przewieźli nas przez jezioro na pobliską wysepkę. Przypłynęli za kilka dni aby powiedzieć nam, żebyśmy stąd spier.... bo jutro wieczorem zaczyna się poligon. No akurat tak się złożyło, że tego dnia na wysepkę przypłynęły do nas również koleżanki z ośrodka. No ale jak to bywa nie spieszyli się wojacy za bardzo, więc wspólnie, przy ognisku wypiliśmy kapkę. Była już ciemna noc kiedy wojacy pożegnali się i nawaleni jak autobusy poszli odepchnąć swoją łódkę i udać się w sobie tylko znanym kierunku. Nie minęło chyba pół minuty ( czas był wtedy pojęciem względnym ) jak usłyszeliśmy chlupot i takie jakby charczenie, przekleństwa i cisza...i za chwilę to samo tylko, że mniej wyraźnie. Spojrzeliśmy po sobie, tzn. ja, kolega Czarek i kolega Darek i wiedzieliśmy, że oni się topią. Bez słowa zerwaliśmy się i biegiem do łódki, którą przypłynęły nasze koleżanki. Nie pamiętam za wiele, kto odpychał łódź, jak żeśmy wskakiwali do niej, kto wiosłował. Było ciemno jak sto sku.wy.nów! Parę ruchu wioseł i już byliśmy przy nich. Jeden OK. Jakoś się na wodzie utrzymał przy łodzi i chyba był w szoku bo nic nie piskał ale ten drugi kilka metrów od łódki już głowę miał pod wodą i tylko machał rękami. Czarek miźnął go tym wiosłem po rękach, ja trzymałam Czarka a mnie z kolei Darek. Niedoszły topielec uchwycił się tego wiosła i wysadził łeb z wody. Ufff. Uchwycił się potem łodzi i tak z powrotem docholowaliśmy go do naszego ogniska, potem, już tylko panowie popłynęli po tego co się trzymał łodzi. I tak oto wspólnie uratowaliśmy jedno życie. Nadmieniam, że wszyscy umieliśmy świetnie pływać ale nikomu do głowy nawet nie przyszło aby w tą ciemnicę skakać na oślep do jeziora. Ta druga łódka była jak zbawienie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale historia !!!
      gdyby nie te koleżanki, to by nie było łódki, jesłi dobrze zrozumiałam
      tak to jest, że czasem jakiś szczegół przesadza o szcześciu lub nieszczęściu, bo i tak bywa

      Usuń
    2. bo nie ma przypadków - głęboko w to wierzę...

      Usuń
    3. Jeżu, Lilka, toć to mrozi krew w żyłach. Nie znam tej historii. Ty to masz ale przypadki...

      Usuń
    4. Wspominamy to często z koleżanką Kasią z Gdańska, która byłą jedną z KO. Oj, chyba ci opowiadałam... mi się zdaje. Gdzieś nawet mam zdjęcie tego niedoszłego topielca. Bo za to odratowanie go to do Recza ( to dobrych par e kilometrów ) jechalismy rano (ok. 5-ej ) z powrotem karteką wojskową. Bo ukradł ją dla nas :)))). Jak pytalismy co będzie miał za to, to odpowiedział : Co to jest dwa lub trzy dni aresztu za uratowanie życia !!! Do tej pory mi dobrze z tym )). Taka egoistka jestem.

      Usuń
    5. Lilka, to piękna historia! Na pewno jej nie znam. Coś by mi zajarzyło, nie? A tu nic, nowość! Fajny gość z tego odtopielca!

      Usuń
    6. Aaaaale historia! Lilka - egoizm Ci sie nalezy , niczem order!

      Usuń
  33. Niestety, nie jestem altruistką, zawsze liczę, że choć odrobinę świat naprawię. Mam tak od zawsze i pewnie do końca już tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Rucianko ;-) Świat się naprawia, powoli, ale idzie ku lepszemu. Nie jesteś sama przecież. I się naprawia ;-)

      Usuń
  34. Rucianko, nie da się naprawiać świata bez altruizmu przecież!

    OdpowiedzUsuń
  35. Rucianko,a idzie Ci całkiem szparko, pal sześć pobudki!
    Ja natomiast idę spać, pora najwyższa. Kociaczki już chrapio pode moją kołoderko. Dobranoc altruistki! I altruiści.

    OdpowiedzUsuń
  36. Dzień dobry.
    Słońce lekko przymglone, 14 stopni. Koty się tłuką od rana, zapowiadają ładny dzień i remonty na zakopiance. W mieście też korki. Miastowym i gumienkowym Kurom dobrego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumim, ze kotki sa barometrowe i pogode przepowiadaja. nie mowiac juz o informacjach z ruchu drogowego! ;)

      Usuń
    2. Oczywiście! Koty wiedzą więcej niż my.Tylko udają, że nie słuchają radia.

      Usuń
    3. Hrehre, moje nawet nie udajo.

      Usuń
  37. Dzień dobry, J.pojechał powalczyc o parapety w sklepie i inne akcesoria budowlane, a my z córą do skrobania. Została jedna duża sciana a córcia podsufitowe zdobienia obrabia.
    Oj, macie te altruistyczne dokonania,ze czapki z głów, a historie z pijaczkami i bezdomnymi super:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzień dobry, Kurki! Altruizm, egoizm, dlaczego pomagamy... Poszłyście w filozofię, a ja, tak przekornie, po biologii polecę i po instynktach. Ludzie są istotami stadnymi. Pomagasz członkowi stada - stado staje się silniejsze. Silne stado zaś to gwarancja bezpieczeństwa, więc pomagamy także samemu sobie. Gratyfikacją jest przyjemność, poczucie, że warto i że zrobiliśmy dobrze.
    Oczywiście jest to rodzaj atawizmu, a ja sama, choć w dyskusjach na temat ludzkich instynktów niejednokrotnie podkreślałam, że nie po to mamy rozum, by im ulegać, to w tym wypadku uważam, że można, a nawet należy. Tym bardziej, że wielu ludzi ten atawistyczny odruch pomagania całkiem utraciło.
    A poza tym, cóż to szkodzi, ze jest nam miło? W ogólnym rozrachunku wszystko wychodzi na plus :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozśmieszyłaś mnie :-) Nie zajrzałam od strony biologii :-) To bardzo pomocne. Tylko czasem wiesz, poplątanie z pomieszaniem się robi :-) Bo czasem pomocą jest NIE POMAGAĆ, wtedy ciężko, bo atawizm, bo programy z dzieciństwa, bo coś....

      Usuń
    2. Cóś jest z tym stadem na rzeczy. Po mojemu altruizm to taki najszlachetniejszy z możliwych egoizm.

      Usuń
  39. Tak, z nie pomagac tez mam czasem problem.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ninko, jeśli zrobię kawał dobrej roboty pomagając komuś i z tego powodu będzie mi miło i przyjemnie, to pal sześć. Mus przywyknąć.

    OdpowiedzUsuń
  41. Ech, Kureiry, mam bardzo smutną wiadomość. Tropik Miki już za tęczowym mostem. Wiem ile dla niej znaczył i ciężko mi się pozbierać. Walczyła o niego trzy lata i o tyle przedłużyła mu życie. Niestety, mocznica nie pozostawia cienia szansy. Był odwodniony, nie chciał jeść, pił tylko i sikał, nerki nie pracowały. Nie miał już siły wstać... Następnym etapem byłaby niewydolność płuc - wszystkie wiemy co to oznacza. Biegnij Tropiku, biegnij po łące, może spotkasz moje pieski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żal, bardzo żal. Niech sobie biega i nic go nie boli i może jeść wszystkie smakołyki. Jej, jak ja teraz zadzwonię, chyba nie dam rady bo ryczę.

      Usuń
    2. Miko, tak bardzo mi przykro.
      Przytulam..

      Usuń
    3. Się poryczalam :((((((( Nie dociera to do mnie...

      Usuń
    4. O matko...taka mialam nadzijr, ze jeszcze pozyje w niezlej formie, mio problemow. Mike sciskam i przytulam i wycieram lzy.
      Moze gdzies tam Tropik spotka moja Sally....

      Usuń
    5. Miko kochana przytulam i wspolczuje Ci bardzo mocno straty ukochanego Przyjaciela i Towarzysza życia. ..

      Usuń
    6. Strasznie smutno. Miko, nie płacz. Albo lepiej - Miko , płacz... Słowa są takie puste.

      Usuń
    7. O, kurna, ech Tropiszcze...
      Miko tulę mocno, mocno, mocno♥♥♥♥♥♥

      Usuń
    8. Mikuś Kochana...:(((
      Przytulam ♥

      "Psy nie umierają, lecz zasypiają w naszych sercach"

      Usuń
    9. Bardzo współczuwam, bardzo...:-(

      Usuń
    10. Ja rycze caly czas bo przeciez Tropisia od szczeniaczka znalam i co popatrze na niego na zdjeciu w Zakatku Miki to tak boli, ze wiecej tej mordki nie poglaskam.
      Wiem, ze J. jest w kontakcie z Mika i na pewno wspiera jak moze i tylko tym sie moge pocieszac jak mysle o Mice.

      Usuń
    11. J jest najkochańszym bratem świata. Ściskam cię mocno.

      Usuń
    12. Jest, absolutnie najukochanszym.

      Usuń
  42. Tropisiu żegnaj.Bardzo mi przykro, Miko kochana, przytulam do serca.

    OdpowiedzUsuń
  43. Miko, Kochana; jest już Tropiś z moim Cymesem i Bonusiem. Ja mam takie magiczne przekonanie, że kiedyś się z nimi spotkamy. Mocno Cię ściskam choć wiem że na ten moment nic i nikt nie uleczy Twojego bólu. Ale pomyśl że jesteśmy, cały Kurnik blisko Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  44. Dziewczyny kochane, bardzo, bardzo wam wszystkim dziękuję za bycie ze mną i wasze łzy... Tropiś był psem mojego życia, nigdy z żadnym innym nie byłam aż tak związana, rozumieliśmy się bez słów... Agniecha, masz rację, trzeba płakać, trzeba odbyć tą żałobę, bo mu się to należy po tym wszystkim co dla mnie zrobił. Towarzyszył mi w najgorszych chwilach mojego życia i to też dzięki niemu do tego życia jakoś wróciłam. Mam teraz takie idiotyczne uczucie, że cały czas plącze mi się koło wózka i zadowolony macha ogonkiem... Mam nadzieję, że jest szczęśliwy i może sobie wszystko jeść co chce.
    Wspomnienie Tropikowe będzie w Zakątku Miki, pewnie niedługo. Ściskam was wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika, bardzo współczuję. On jest przy Tobie, może da jakiś znak.
      Potem już wszystkie będziemy razem z naszymi wszystkimi zwierzętami, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam.

      Usuń
    2. Ja sobie też nie wyobrażam inaczej... Dzięki

      Usuń
  45. Mika, dobrze że się odezwałaś! A teraz migusiem do wyrka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz idę, oczy mi się same zamykają, trzeba to wszystko przespać...

      Usuń
  46. Miko...ściskam mocno, tylko tyle mogę.

    OdpowiedzUsuń
  47. Miko,bardzo,bardzo mi przykro,że Tropiś odszedł i bardzo Ci współczuję i płaczę razem z Tobą.Mój żal jest podwójny.Czy żal może być podwójny?Mój tak.Tropiś był dla mnie i mojej Pandy Latarnią Morską,która wczoraj zgasła.Borykając się z problemami zdrowotnymi Pandy zawsze sobie myślałam:Tropiś jest starszy ciutkę i daje radę to i ona da.A teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orko kochana, poryczałam się i bardzo ci dziękuję. Ale proszę, nie myśl tak. U Tropika padły nerki i kryzys był taki, że nie było co robić. A Pandusia to inna para kaloszy , inna choroba i naprawdę może być lepiej. Trzymam mocno kciuki, żeby było dobrze. Ściskam cię mocno.

      Usuń
    2. Dziękuję Miko i płacz,płacz bo będzie lżej na duszy.

      Usuń
  48. Dzień oby był dobry.
    14 stopni, jakieś chmurki, ma być ładnie. Lecę na dyżur. Pa.

    OdpowiedzUsuń
  49. Cześć Kury!
    U nas słońce i upał zapowiadają, kiedy przydałoby się trochę deszczu.
    Ale nie będziem się tu za bardzo smucić, znamy takich, którym dach zacieka, a nawet takich, którzy dużej części dachu nie mają, im pogoda sprzyja i niech tak będzie.
    Ponoć grzyby się pojawiły na naszych terenach ale tu blisko nas nie za bardzo - teren wyniesiony, suchy jak pieprz. A dalej chodzić się nie chce.
    Pięknie dynie obrodziły.
    I inne warzywa chyba udane, ale że jeszcze w ziemi siedzą, to trudno powiedzieć.
    Z kapuścianych zdjęłam 1/2 wiadra gąsienic bielinków. To było, skromnie licząc, 2 kg dobra. Każda kura by zeżarła i gdakała ze szczęścia, jednakowoż wywaliłam do rzeki i ryby się ucieszyły. Dzisiaj muszę zrobić drugą rundkę, bo widzę, że nowe już wylazły i obżerają MOJĄ kapustę. A sio!

    OdpowiedzUsuń
  50. Miko, bardzo Ci współczuję.
    Taki ładny dziś ma być dzień, a ja jakoś nie w sosie. A powinnam się cieszyć, bo sprawy zaczynają się układać, przynajmniej niektóre.

    OdpowiedzUsuń
  51. Miko kochana.........
    Rabarbara

    OdpowiedzUsuń
  52. Czołgiem Kureiry! Dzień piękny, ale jakoś tak...

    OdpowiedzUsuń
  53. Jaka wiadomosc! smutna...sciskam Cie Mikus!

    OdpowiedzUsuń
  54. Właśnie jakoś tak....już po dyżurze, dziewczynki jakieś osowiałe, starsza została w domu bo narzekała na brzuch, mnie wszystko z rąk leci i znów 30 stopni. Dobrego popołudnia.

    OdpowiedzUsuń
  55. Widzę, że nie tylko mnie dołek dopadł. Dziś już jest lepiej, cóż...trzeba iść do przodu.
    Buziaki dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  56. Bezowo; właśnie tak; buziaki dla Wszystkich, dla Miki szczególne i ...cóż zrobic - do przodu, bo do tyłu się nie da. A chciałoby się czasem do tyłu właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się zechciało dzisiaj położyć...w orszaku pogrzebowym, w obecności kilkudziesięciu żałobników ;)
      Rymsłam jak długa, przejechawszy się na żołędziu, rozwaliłam TYLKO kolano!
      To taka próbka mego czarnego humoru :)

      Usuń
    2. Jeżu, Marija! groźnie?

      Usuń
    3. A mi i siostrze ojciec zawsze tłukł do głowy:patrz pod nogi.Zostało mi to do dziś.Mam nadzieję,że gips nie będzie potrzebny.

      Usuń
    4. Hana mocno zdarłam naskórek, więc pieruńsko piecze, ale ruchomość w porządku.
      Orko u mnie to nie jest kwestia patrzenia pod nogi, ale stabilności stóp, po prostu mało stabilne one są, inni też szli po żołędziach, a upadłam tylko ja. Jutro mam wizytę u neurologa, właśnie w sprawie tych moich stóp, mam dowód jak byk, że nie jest najlepiej ;)

      Usuń
    5. To faktycznie jest problem.Przykro mi a może czas laskę wziąć do ręki dla stabilności chodu?Oby lekarz podszedł poważnie do problemu.

      Usuń
    6. Marija, mam tak samo niestabilne stopy, znam ten ból i na dodatek puchną mi w kostkach. Czekam z utęsknieniem na jesień, kiedy będę mogła założyć trzewiczki, które ścisną mi kostki i dadzą pewność chodzenia.

      Usuń
    7. Wtrącę się, może ktoś zajrzy do tyłu konwersacji. Pomijając lekarzy, można jeszcze poczytać o uziemnieniu. Z własnego doświadczenia piszę, ileż ja razy nogi wykręciłam, upadłam na kolana. Bywał i gips. Teraz po trzech latach, naprawdę prawie w ogóle się nie potykam. "UZIEMIENIE odnosi się do energetycznego połączenia między stopami osoby a ziemią lub podłożem. Odzwierciedla ono ilość ENERGII bądź UCZUĆ dopuszczanych przez osobę do DOLNEJ części swojego ciała.
      Dotyczy ono związku osoby z ziemią na której stoi.
      Czy stąpa mocno po ziemi, czy ucieka w świat fantazji?
      Czy jej stopy są dobrze ZAKORZENIONE?
      W jaki sposób utrzymuje pozycję stojącą?
      To, czy osoba ma POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA i NIEZALEŻNOŚCI, jest ściśle związane z funkcją NÓG i stóp."
      A. Lowen
      Zdecydowanie polecam chodzenie boso po wszystkim.

      Usuń
    8. Co do laski to hmmm...przemknęło mi to wczoraj przez głowę...ale laska to ostateczność, boję się, że jak zacznę to mi tak już zostanie, a przecież nie przewracam się codziennie ;) Z tą stabilnością, po rehabilitacji u Asi, jest zresztą znacznie lepiej niż było. Wczoraj jak dotarłam na cmentarz byłam już zmęczona domową krzątaniną, no i niosłam w ręce dużą nieporęczną wiązankę.
      Z tym zakorzenieniem to częściowo racja, no bo myśli me uciekają dość często od rzeczywistości :)
      Jeśli chodzi zaś o stabilność stóp to dobre są także ćwiczenia na poduszce sensorycznej, mam takową, tylko za rzadko na niej ćwiczę.
      Bardzo dziękuję za troskę, kurencje :)))

      Usuń
    9. O! Poduszka sensoryczna jak najbardziej. Znaczy trzeba częściej :-) Życzę stabilności :-)

      Usuń
  57. Miko, tulę... a wszystkim Kurom dobrej nocki BDB

    OdpowiedzUsuń
  58. Wylazłam z dołka. Nie ma to jak robota na takie stany. Nawet machnęłam obrazek na bazarek ZMD, tylko nie mogę zdjęcia zrobić (a skaner tak kłamie, że szkoda zachodu), bo aparat nadal w naprawie (1,5 miesiąca). Na moje pytanie co i jak, dostałam odpowiedź, że czekają na części z Niemiec. Dzisiaj??? Półtora miesiąca??? Nie wiem co o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana mam kompakta Panasonica i chyba pancerny on, bo u Kalipso padając walnęłam nim dwa razy o glebę, a dzisiaj pierwszy padł aparat właśnie i to na asfalt i działa jak gdyby nigdy nic.
      Grażyna ma jakiegoś fajnego fachowca od aparatów ino on w Warszawie.

      Usuń
    2. Tak, Hano, nie ma jak solidna robota; byłyśmy z siostrą na cmentarzu posprzątać, bo wszystko tam zielskiem zarosło. Jak skończyłyśmy (spocone jak rude myszy) to zły nastrój gdzieś się ulotnił:)

      Usuń
    3. Nie chce Cie martwic Hano ale paczuszke od "mojego frienda" z Chin dostaje w 12-18 dni a kartka z nad Baltyku szła 19 dni😋to moze oni z nad morza te części ciągną.

      Usuń
    4. Nie wiem, Czeko, to tylko moje spekulacje. Bo ileż można naprawiać aparat i czekać na części? Za pińcet w dodatku?

      Usuń
  59. Albo i wiem. Na niemieckie części z Chin czekają.

    OdpowiedzUsuń
  60. Ahoj dziewczynki, wiem, że wasze dołki to trochę z mojego i Tropikowego powodu... Ale tak jak Marta napisała, trzeba do przodu, chociaż ja cały czas oglądam się do tyłu... Pusto okropnie, dziś ciągle się łapałam na zachowaniach takich jakby on był. Była dziś pani z firmy od kremacji i zabrała go, kremacja pewnie w czwartek, a potem sobie rozsypiemy prochy w ogródku.

    Marija mam nadzieję, że poważnej krzywdy sobie nie zrobiłaś? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech Mikuś jaka szkoda, że piesy żyją krócej niż ludzie...

      Kolano boli mnie jak to po upadku, ale nie za bardzo mi to przeszkadza w chodzeniu.
      Serdeczne myśli ślę♥

      Usuń
    2. Miko - bardzo mocno.
      Marija - kolana sa przerazliwie wredne! tak defaultowo....

      Usuń
    3. Ech, Mika, to jeszcze potrwa:(((

      Usuń
  61. Dzień jak co dzień. Słońce, 17 stopni, ma być gorąco, a wnuczka ma drugi dzień stan podgorączkowy.
    Dobrego dnia wszystkim życzę.

    OdpowiedzUsuń
  62. Fajnego kurzęcego dnia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Witajcie. Jakby pustawo w Kurniku, wszystkie Kury zajęte, może wieczorkiem przyjdą.
    Cudniusia pogoda ma się utrzymać do piątku, w sobotę i niedzielę zapowiadają przelotne opady i ochłodzenie. Miłej reszty dnia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się zejdą powoli. Ja tam gotuję kolację z darów ogrodu prawie tylko. Mniam. Jeszcze 20 minut i zostanie pochłonięta.

      Usuń
  64. Agniecha, trochę Ci zazdraszczam. Tutaj, w bliskości dwupasmówki, uprawa roślin jadalnych nie ma raczej sensu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie, przykro. A co robicie z uprawami Olesy?

      Usuń
  65. Dobry wieczór.
    Pięknie było, ani chmurki na niebie, gorąco, ale wieczór już chłodny, 17 stopni teraz.
    Wkurzyłam się dzisiaj, ulgowy bilet na wystawę czasową w MN 20 dychy, trochę to za wiele. Obejrzałam stare oprawy książek w innym, za 5 zeta i poszłam na spacer.
    Miłego wieczoru Kurencje Nadobne.

    OdpowiedzUsuń
  66. Mikuś kochana, bardzo mi przykro z powodu Tropisia i przytulam Cię mocno.Mikuś dałaś Tropisiowi wspaniały dom, walczyłaś o jego zdrowie jak lew i choć teraz Ci ciężko i boli rozstanie z przyjacielem, to będziesz jeszcze wspominała z uśmiechem figle tego urwisa.
    PS.Przepraszam, że dopiero teraz piszę ale miałam dziś zabieg na ogólnym znieczuleniu i trochę ogłuszona byłam narkozą i bólem.
    Mikuś dałaś Tropisiowi wspaniały dom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garde kochana, dziękuję ci bardzo za ciepłe słowa. Ja to wszystko wiem, ale smutek silniejszy...
      Zaniepokoiłaś mnie tym zabiegiem, mam nadzieję, że wszystko już w porządku? Zdrowia życzę i ściskam mocno!

      Usuń