sobota, 4 lipca 2015

STRASZNE WIERSZYKI

Podczas pobytu Hany, w jakimś kontekście , nie pomnę już w jakim, zacytowałam jeden z wierszyków dla dzieci (albo i nie???) z początków XX wieku, kończący się wersem "... a paluszki na podłodze.."  Hana lekko się zdziwiła, poszukałam więc w internecie całego tekstu, a oto i on:

O Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec 
Ja wychodzę po ciasteczka- 
Rzekła Mama do Juleczka, 
Sprawiajże się tu przykładnie, 
Nie ssij palców, bo nieładnie, 
Bo kto palec w buzie tłoczy, 
Zaraz krawiec doń wyskoczy 
Z nożycami zły okrutnie 
I paluszki niemi utnie. 

Julek przyrzekł słuchać Mamy, 
Lecz nie wyszła jeszcze z bramy, 
A już nieposłuszny malec 
Myk do buzi duży palec! 
Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera, 
Wpada krawiec jak pantera 
I do Julka skoczy żywo. 
Nożycami w lewo, w prawo 
Uciął palec jeden drugi, 
Aż krew trysła we dwie strugi. 
Julek w krzyk, a krawiec rzecze: 
Tak z nieposłuszeństwa leczę! 

Wraca Mama, aj! Wstyd! Bieda! 
Juleczkowi ciastek nie da, 
Bo kto Mamy nie usłucha, 
Temu dosyć bułka sucha. 

Płacze Julek, żal niebodze, 
A paluszki na podłodze. 

(Panterko, bardzo cię przepraszam za to porównanie z okrutnym krawcem...)

Ilustracja ze strony Tatry,inspiracja.pl


Wierszyk należy do książeczki "Wesoła gromadka", wydanej ostatni raz w 1997 i zilustrowanej przez Bohdana Butenkę. Jego rysunki łagodzą nieco okrutne puenty umoralniających wierszyków, napisanych przez różnych autorów,( niektóre źródła podają Heinricha Hoffmana, ale nie wiem czy jest autorem wszystkich) pod koniec XIX wieku. Oryginalne rysunki były znacznie bardziej makabryczne...
Tu jest link do bloga, gdzie jest dużo informacji na temat autora i tych wierszyków: http://beatagolacikblog.blox.pl/2014/12/Dziatwie-pod-choinke.html
I jeszcze jeden:
O upartym Michale, co nie chciał jeść zupy 

Michał był tłusty, zdrów najzupełniej, 
Z buzią okrągłą jak księżyc w pełni, 
Jędrną jak orzech, śliczną, rumianą, 
Jadł i pił wszystko, co na stół dano. 
Raz gdy mu zupę stawia służąca, 
On stąd ni zowąd talerz odtrąca, 
Mama go łaje, a Michaś w sprzeczki: 
"Nie chcę i nie chcę ani łyżeczki!" 
Nazajutrz Michaś tak schudł nieboże, 
Że go nikt w domu poznać nie może, 
Dają do stołu, on znowu w sprzeczki, 
Nie chce jeść zupy ani łyżeczki. 
Nie słuchać starszych, rzecz bardzo brzydka, 
W czwartym dniu Michaś wychudł jak nitka, 
W piątym coś w piersiach i w gardle dusi, 
Kto nie je zupy, ten umrzeć musi. 
Tak też z Michasiem - był zdrów i tłusty, 
Pięć dni nic nie jadł - umarł na szósty.. 

A teraz wierszyk bez końca, w stylu "10 małych murzynków" Agaty Christie...

Gdy mateczka wyszła z domu
Dzieci czwórka po kryjomu
Chociaż chłodny wiał wiaterek
Poszła sobie na spacerek.

Idą rzeczka, na niej kładka 
Z kładki spadła w dół Beatka
Krzycząc wodę rozbryzguje
I już - trójka maszeruje.
Idą dalej, a tu górka
Na tej górce wiatrak furka

Wiatrak skrzydłem Zosię - trach!
I upadła Zosia w piach. 
Dwoje dzieci już zostało-
To już chyba bardzo mało
Mała grupka się wyludnia...
Patrzą na podwórku studnia.

Winia zajrzeć chce do środka
Zaraz tam ją przykrość spotka...
Gdy się wspina na paluszki,
Nagle się poślizgną nóżki,
No i Winia w studnie – Buch!!
Został tylko Jasio – Zuch!

Z pola bieży groźny byk,
Co wydaje groźny ryk
Jasio więc do domu w cwał
Sameś Jasiu tego chciał:
Z jednej strony stado krów
Z drugiej byk, a z trzeciej rów!
Jasio szybko przez rów skacze,
Mamcia po nim dziś zapłacze,
Bo Jaś w kamień głową - łup!
I już leży zimny trup!

Wraca Mama - włosy rwie:
Gdzie Beatka? Zosia gdzie?
Gdzie jest reszta z dzieci dwóch:
Gdzie jest Winia? Jasio Zuch?
A w ogrodzie szepczą kwiatki:
-nie ma nie ma już Beatki,
i to samo z dziećmi trzema:
nie ma Zosi, Wini nie ma,
szkoda Jasia - nie ma go,

nie ma dzieci wcale bo:
Gdy mateczka wyszła z domu 
Dzieci czwórka po kryjomu
Chociaż chłodny wiał wiaterek
Poszła sobie na spacerek...

I jeszcze morał z mojej ulubionej bajeczki "Okropna historia z zapałkami" :

I zgorzała Kazia cała,
Garść popiołu pozostała
 I trzewiczki jeszcze stoją,
Smucą się nad panią swoją...

Nieszczęsne dzieci  karmione takąż właśnie literaturą umoralniającą nabawiały się zapewne różnych psychoz i fobii. Czasem palnie się coś, co dorosły uważa za dowcip, a co w dziecku budzi lęk i zostaje w nim na całe życie.  Poza tym dzieci zawsze słyszą to, czego słyszeć nie powinny i zapamiętują, cytując czasem w najmniej odpowiednich momentach... Ale to już inna para kaloszy. 
Mam nadzieję, że wielbicielki horrorów będą usatysfakcjonowane:))))

A tu można znaleźć większość wierszyków:  http://web.pertus.com.pl/~mysza/straszy.html

143 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ogólnie rzecz biorąc tak, z tym, że współczesne kreskówki dla dzieci też zawierają dużo okrucieństwa, tyle, że forma inna. W tamtych czasach to było chyba normalne, bajki braci Grimm były bardzo makabryczne.

      Usuń
    2. Tak, wiem, i to miało w bajkach swoje uzasadnienie, pozwalało coś przepracowywać. A tutaj - źle się zaczyna i źle się kończy, znikąd ratunku.

      Usuń
  2. U nas straszyła czarna wołga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarna wołga była chyba wszędzie:))

      Usuń
    2. U nas teraz czarny opel;)))

      Usuń
    3. No żartujesz, to ta legenda miejska jeszcze żywa???

      Usuń
  3. U nas też była czarna wołga :)) Jachowicz też takie koszmarki chyba pisał .... mieli niezłą fazę na takie coś, nie ma co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jachowicz był delikatniejszy, tatuś Tadeuszka, który łapał muszki, zamknął go tylko w pokoju...

      Usuń
  4. To kiedyś było bardzo popularne. Mnie ciocia raczyła takim wierszykiem:
    "Andziu, Andziu nie rusz kwiatka,
    róża kole, rzekła matka.
    Andzia mamy nie słuchała
    Ukłuła się i płakała"
    To chyba sławetny Jachowicz, ale nie jestem pewna. Na szczęście to akurat mało makabryczne.
    Była też piosenka. Dowód na to jak dzieci zapamiętują co niekoniecznie dla nich.
    "Raz piesek wpadł do kuchni
    i porwał mięsa ćwierć,
    a jeden kucharz głupi
    zarąbał go na śmierć.
    A drugi kucharz mądry,
    co litość w sercu miał.
    wykopał mu dołeczek
    i taki napis dał:
    Raz piesek...."
    Przepraszam wszystkie pieskowe mamy, tylko cytuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O żesz, tą piosenką to mnie mój własny Tato raczył...
      O Andzi to Jachowicz:)

      Usuń
    2. Nie byłam pewna. Jakiś czas temu wznowiono Jachowicza, nawet kupiłam, ale gdzieś mi przepadł.

      Usuń
    3. Mój też to śpiewał :)

      Usuń
    4. Co ci tatusiowie mieli za upodobania? Mój skądinąd człowiek ;poczciwy i zwierzaki kochający...

      Usuń
  5. Znam to o piesku, znam bardzo dobrze, horrorki o paluszkach tez znam bardzo dobrze - taki Stephen King dla dzieciaków;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. A Lemony Snickett by też pasował? Pytam bo nie czytałam, tylko słyszałam:) To właściwie by znaczyło, że tylko forma się zmienia...

      Usuń
  6. Upiorne wierszyki, rysunek też makabryczny, wrr. Ale rymowane mistrzowsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki to ciężki niemiecki styl.

      Usuń
  7. Mnie tak straszyli, mialam traumatyczne dziecinstwo, kozuch na mleku, a skutki ogolnie znane. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wlasna babcia raczyla mnie tez takimi wierszykami:

      Raz swawolna Tadeuszek nalapal do sloika muszek
      i chcac zrobic na zlosc tacie, ponapuszczal mu je w gacie.
      Cieszy sie maly winowajca, a muszki ojca gryza w ... te, no .... wiadomo. :)))))

      Usuń
    2. Frywolna przeróbka Jachowicza:))))
      A kożuchem cię nie straszyli? Np kto nie zje kożucha tego czeka kostucha?

      Usuń
    3. Nie straszyli, nawet zdejmowali kolejne kozuchy tworzace sie na mleku, ale zawsze gupio gadali przy tym. :)

      Usuń
  8. Mam, mam!
    Z ilustracjami Bohdana ?Butenko :)
    Moja ulubiona bajka to była :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ilustracjami Butenki to śmieszniejsze się wydaje:)

      Usuń
  9. Okropność! To +tzw. czarna pedagogika i mamy traumy, urazy, ale i psychopatów i innych dewiantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre miały bardzo słuszne przesłanie, np dzieci dręczące zwierzęta były zawsze srogo karane.

      Usuń
  10. Pamiętam, jak ponad 35 lat temu mąż mojej siostry uczył własną córkę piosenki:
    Zaszło słonko zaszło za górę za Jasło
    bije mama tatę bo jej zeżarł masło.
    Muszę się jej zapytać, czy miała przez to traumatyczne dzieciństwo.
    Ze swojego dzieciństwa nie pamiętam, czy mama czytała mi bajki, ale ja przez długie lata miałam wstręt do słowa pisanego i kompletnie nic w dzieciństwie nie czytałam - nie znam więc takich bajek.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Aniu! Uczenie dzieci teraz takich wierszyków mogłoby być niebezpieczne, zaraz by się opieka społeczna zainteresowała przemocą w rodzinie...
      Takich bajek nie żałuj, ale innych trochę szkoda...

      Usuń
    2. Ale możesz nadrobić z dziećmi albo z wnukami:))

      Usuń
    3. Niestety chyba będę zmuszona na stare lata nadrobić swoje dzieciństwo sama dla siebie.
      Nie mamy dzieci, więc i wnukom nie poczytam, ale nic straconego poczytam mężowi jak zdziecinnieje.
      Całuski Ania

      Usuń
    4. To już jest jakaś koncepcja:))) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Ja nie byłam dzieckiem strachliwym,byłam dzieckiem zamartwiającym się.
    Bracia Grimm nie dali mi rady ale pan Andersen owszem.
    Czyli raczej proza mi szkodzi ,hre hre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja podobnie. Nad Andersenem ryczałam rzewnymi łzami i w smutek mnie głęboki wpędzały...

      Usuń
    2. To znaczy jego bajki mnie wpędzały.

      Usuń
  12. Andersen jest przygnębiający. Pamiętam jak ryczałam przy słowiku i stokrotce.
    Natomiast uwielbiałam i do dzisiaj lubię wszelkie opowieści o duchach, tajemniczych zjawiskach itp. Był taki cykl zeszytów na papierze gazetowym pt. "Nie czytać po zmierzchu". Bawiły mnie te historie, ale dzieciom ich nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tego typu wierszyki chyba nie robią wielkich szkód na psychice, zwłaszcza że zawsze jakowyś morał tam jest (dzięki Mika!). Gorzej z bezmyślną agresją we współczesnych kreskówkach. Dzieciaki mają wrodzoną potrzebę makabry i obrzydliwości, no i bania się. Te wspaniałe opowieści o duchach, pod kocem z latarką. Boże, jak ja się bałam, ale w życiu bym stamtąd nie wyszła:) Teraz, w wakacyjnym czasie, mamy na wsi akcję wymiany podrzutków. Raz podrzutki u mnie, innym razem Moja podrzucona gdzieś. Pytam te podrzutki, co dzisiaj jemy. Po wstępnej selekcji i odrzuceniu niemożliwego, zabrałam się do garów, a dzieciaki dalej wymyślają, co by zjadły... czego tam nie było! I kupy i siki, i flaki, i przegląd większości narządów wewnętrznych i "mamo, mamo, jak się nazywają te, co czyszczą siki...", i przeróżne części ciała znanych im zwierząt, po czym samoczynnie przeszły na drzewa, liście i kwiatki i temat się wyczerpał. Ale emocje były wielkie, połączenia smaków zaskakujące, a obrazy makabryczne:)
    Pozdrowienia i dużo cienia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dzieci lubią makabrę, byle dozowaną przez siebie samego. Za opowieściami o duchach i czarownicach nigdy nie przepadałam, horrorów do tej pory nie lubię:))
      A co im ugotowałaś? :))

      Usuń
    2. Żadnej makabry - racuchy z jabłkami:)

      Usuń
  14. Kurzęta, upał rzuca się na mózg, chociaż jeszcze rano, ale chyba już powyżej 30 stopni.
    Mam więc wymówkę, by drastycznie obniżyć poziom dyskusji i spytać, czy znacie rymowankę, która zaczyna się tak :
    Pan Pierdołka spadł ze stołka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, a zaczyna się dobrze:)

      Usuń
    2. Dam więc drugą linijkę:
      "Złamał nogę o podłogę."
      Zastanawiam się nad tym, kto wymyśla takie poezje? Dzieci samodzielnie? I potem sobie to przekazują wzajemnie? Ja tego typu wierszyków uczyłam się w przedszkolu od innych dzieci. Dreszczyk emocji, bo trochę nieprzyzwoite, i, inaczej niż wierszyki uczone przez Panie Przedszkolanki, na zawsze zostały mi w głowie.

      Usuń
    3. Agniecha a wierszyk o Kacprze Bumbie znasz ?

      Jestem sobie Kacper Bumba ,moja żona Kunegunda ,
      A żebyście widzieli jak ona wyglunda .
      Oczy jak kartofle, nos jak ogórek,a zęby jak klawisze od starego fortepianu .
      Modliliśmy się żeby zdechła ,no i zdechła .
      Szukali my skrzynki ,szukali , znaleźli .
      Skrzynka taka (pokazanie rękoma wymiaru),Kunegunda taka(pokazujemy większy rozmiar )
      Nogi podwinęli łeb ucięli ,wlazła.
      Ksiądz na cmentarzu mówi ekspirytus ament( powinno być po łacinie ale nie znam ,jest fonetycznie)
      Jak spirytus to spirytus ,wyciągam butelczynę ,a butelczyna mi chop do grobu . Ja za butelczyną
      Ksiądz mówi :jaki ten Kacper Bumba pobożny za żoną do grobu skacze .
      Ja mu odpowiadam ja nie za żoną ja za butelczyną .
      Ksiądz na cmentarzu mówi niech się świeci światłość wiekuista .
      Ja mu odpowiadam :Niech się świeci światło elekpstryczne ,bo do tej pory świeciło naftowe .

      I kto może być autorem tego wiekopomnego dzieła ? :)) Ja podejrzewam że to takie wierszowane Disco Polo ;)
      To arcydzieło było w repertuarze wszystkich kolonijnych ognisk na jakich byłam ;)
      Pana Pierdołkę kiedyś znałam ,ale nie pamiętam :))

      Usuń
    4. Agniecha a wierszyk o Kacprze Bumbie znasz ?

      Jestem sobie Kacper Bumba ,moja żona Kunegunda ,
      A żebyście widzieli jak ona wyglunda .
      Oczy jak kartofle, nos jak ogórek,a zęby jak klawisze od starego fortepianu .
      Modliliśmy się żeby zdechła ,no i zdechła .
      Szukali my skrzynki ,szukali , znaleźli .
      Skrzynka taka (pokazanie rękoma wymiaru),Kunegunda taka(pokazujemy większy rozmiar )
      Nogi podwinęli łeb ucięli ,wlazła.
      Ksiądz na cmentarzu mówi ekspirytus ament( powinno być po łacinie ale nie znam ,jest fonetycznie)
      Jak spirytus to spirytus ,wyciągam butelczynę ,a butelczyna mi chop do grobu . Ja za butelczyną
      Ksiądz mówi :jaki ten Kacper Bumba pobożny za żoną do grobu skacze .
      Ja mu odpowiadam ja nie za żoną ja za butelczyną .
      Ksiądz na cmentarzu mówi niech się świeci światłość wiekuista .
      Ja mu odpowiadam :Niech się świeci światło elekpstryczne ,bo do tej pory świeciło naftowe .

      I kto może być autorem tego wiekopomnego dzieła ? :)) Ja podejrzewam że to takie wierszowane Disco Polo ;)
      To arcydzieło było w repertuarze wszystkich kolonijnych ognisk na jakich byłam ;)
      Pana Pierdołkę kiedyś znałam ,ale nie pamiętam :))

      Usuń
    5. Pana Pierdziołka znałam, ale też zapomniałam , tylko te dwa wersy, które podałaś, Agniecha, pamiętam. Ale, że moja mama straszliwie była wrażliwa na brzydkie słowa, więc i pan Pierdziołka był tępiony.
      Marija, tego dzieła to nie znałam w ogóle!

      Usuń
    6. Wobec tego zacytuję w całości, chociaż nie jest to dzieło wybitne.

      "Pan Pierdołka spadł ze stołka,
      złamał nogę o podłogę.
      Przyszedł lew - wypił krew.
      Przyszedł tygrys - jaja wygryzł.

      Z drugiej strony - jest głębia, jest morał, jest przesłanie, są dzikie, egzotyczne zwierzęta. Takie krótkie dzieło, a ile w nim treści, i ile przemyśleń własnych można mieć na temat....

      Usuń
  15. dzisiejsze kreskówki (nie oglądamy, ale załóżmy że chodzi o współczesne i nowe) ale "wczorajsze" (typu Tom i Jerry) są okropne i durne według mnie (sorki, jeśli urażę fanów;) ), i te bajki przytoczone wyżej też są okropne.
    Byłam wrażliwym dzieckiem, dla mnie Grimm i Andersen byli nie do przebrnięcia i nie do przełknięcia. I w ogóle uważam, że wiele z "klasyki dziecięcej" nie powinno być czytane dziecku - przynajmniej do pewnego wieku.
    Może to będzie odebrane, że przesadzam, ale wg mnie takie treści wchodzą głęboko w podświadomość i okej, można potem powiedzieć: "ja tam nie mam żadnej traumy z dzieciństwa", ale np mamy strach przed wejściem do lasu, albo uprzedzenia do jakiś ludzi, czy zwierząt (banalny przykład z wężem, czy pająkiem) albo szukamy toksycznych relacji itp. Może wydaje się, że wyolbrzymiam, może faktycznie wyolbrzymiam, ale wg mnie na tym budują się myślokształty, które potem nieraz naprawdę utrudniają nam życie.
    Podoba mi się taki cytat A.Saint Exupery - "Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło szerzyć dobro?"
    Teraz coraz więcej jest bajek, które faktycznie niosą inne treści.
    Jest taki przykład z niebieskim słoniem. Nie myśl o niebieskim słoniu. ... i jaki obraz podsunął ci mózg? oczywiście niebieskiego słonia.
    Nie ssij palca, nie kradnij, nie nie nie... a podświadomość w ogóle nie odbiera słowa: nie.
    Zamiast: nie ssij palca - pomyśl mamo, czego brakuje dziecku, zamiast: nie bój się - odwagi, zamiast: nie bij siostry - bądź łagodna.

    Moje dzieci też wymyślają sobie różne dziwactwa do jedzenia, łącznie z mysimi skórkami i kocim ogonem w sosie musztardowo-gwożdziowym :) tylko gdzieś właśnie czytałam, że zupełnie inne procesy i zupełnie inne połączenia w mózgu powstają w momencie, kiedy dziecko samo kreuje sobie takie obrazy ( i to jest żartobliwe), a zupełnie inne, kiedy przedstawia mu się gotowy obraz, zwłaszcza dorosłej osoby, która sprawy też widzi i przedstawia "nieco" inaczej, jak to się ma z ilustracjami do takich wierszyków.

    siem rozpisałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to. Dokładnie to samo miałabym do powiedzenia !

      Usuń
    2. Na pewno bardziej skuteczne są przesłania pozytywne a nie zakazy. Na sam dźwięk słowa "nie" coś się w młodym człowieku buntuje.

      Usuń
    3. I to prawda, że bajki tworzą wiele stereotypów, począwszy od charakterów zwierząt, poprzez złe macochy, na księciach i ślubach, po których się żyje długo i szczęśliwie skończywszy.
      Przeróżne są wrażliwości i potrzeby dzieci, więc trzeba być uważnym co, kiedy i w jaki sposób się podsuwa. Temat rzeka, a nigdzie go nie nauczają. Dobrze, że matki mają wbudowaną tę Intuicję, chociaż i tak nie chroni całkowicie od błędów:)

      Usuń
  16. Mamalinko ♥ z każdym słowem.
    Dziewczę moje wyrosło na bajkach innych od dzisiejszych i ilustracjach pięknych Janusza Grabiańskiego - mają być kiedyś zabrane do UK, na razie stoją w polskim domu. Fakt podświadomość nie słyszy słowa nie.
    Nie wiem na jakich bajkach dziś dzieci się wychowuje aż zapytam w najbliższym czasie siostrzenice obrodzone w małe dzieci :) jakie bajeczki ich maluchy oglądają. Wiem natomiast że bratanica jest bardzo surowa, jeśli chodzi o wybór oglądanych przez dzieci obrazów, zarówno w telewizji jak i komputerze. Ciekawe co mi powiedzą siostrzenice. :)
    Kocham upał słońce i cieszę się że ziemia ciepłem nasiąka, ale też chowam się pod dach wychodząc na działkę po południu, wieczorem też podlewamy.
    Więc ciepłych myśli Kurki w ten upalny czas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Elka, że trzeba być bardzo czujnym w dobieraniu bajek i filmów dla małych dzieci, jest tego ogrom, a sporo się dla dzieci w ogóle nie nadaje.

      Usuń
  17. Dziędobry ! Chcę 26 stopni max !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie 39, 5 to chyba nie pomoge. Stepy wszedzie, stepyy.

      Usuń
  18. Dziędobry! Nadaję już z niemieckiej ziemi [jestem tu na miesiąc], kurna tu też upał. Wczoraj przeszła maluteńka burza, ale podobno za parę dni ma być już ochłodzenie do 20 st.

    Wierszyki znam,okropne są!:) Podobno dzieci lubią się bać, i jest im potrzebny taki strach, wiec pewnie nie robią wrażenia na nich,sama nie wiem. Ale ten o lisku to przecież masakra i sensu w nim nie odnajduję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, gdzież to cię tak wygnało? U mnie też upał nieziemski...

      Usuń
  19. Dzień dobry koło południa.
    Upał daje w kość, poszłam rano na spacer, niby chłodniej, a i tak wróciłam mokra. Dobrze, że chociaż trochę wiaterek powieje.
    Wnuczka ogląda w tv Pana Robótkę i takie bajeczki do przełknięcia. Natomiast zabroniłabym emitowania japońskich kreskówek, są koszmarne. A książeczki? Jedne świetne, ale miałabym opory przy czytaniu dziecku książeczki o kupie, bo takie też są i nawet je różnej maści specjaliści polecają.

    OdpowiedzUsuń
  20. tasz to po nocach sie moga te horrory snic!!!!
    Wogle to dziędobry upieczonym Kurom, u ans wszystko sie topi, zaraz dom sie stopi, osy chodza sie plywajac we wodzie dla kota, ktora (woda, nie kota) paruje z michy w tempie godnym pozazdroszczenia.

    maz moj wyraznie ma samobojcze tendencje, bo siedzi na tarasie i widze slonce na nim. ide ratowac czlowieka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nasz to samo. A ja żądlę. Spalilo mi kwiecie, drzewka, trawę.

      Usuń
    2. u Wasz jutro ma byc juz bardziej ludzka temperatura.
      U nas teraz na dwoch termometrach w dwoch miejscach jest 39 stopni. Slubny nie wierzy. No to wystawilam trzeci termometr i zobaczymy kto ma racje!

      Usuń
    3. Mtysmy pobili rekord 41, no cut, mjut i sahara. Opakowana, obys miala racje. Tez obserwujemy prognozy i faktycznie, ma przyjsc chlod. Oby. Czego i Wam zycze!

      Usuń
    4. A ja nie mam termometru, i to jest najlepsze wyjscie...

      Usuń
    5. No upieczona jestem, to fakt. Opakowana, dziś paradowałam w sukience z paczki:)))
      Kasia, współczuję wypalenia ogrodu... Czy ta pogoda nie mogłaby mieć jakiegoś umiaru? Złoty środek mi się marzy...

      Usuń
    6. BARDZO sie ciesze, ze sie na cos przydalam :))))

      u nas dzis nieco zelzalo, i nawet popadalo!!! a teraz to juz w ogole jest pewnie jakies 28 stopni tylko!

      Usuń
  21. Odrobina horroru każdemu dziecku się przyda. Kiedy mój wnuk była na etapie wczesnego przedszkola, często wieczorem przychodził z prośbą "Babciu, uśpij mnie...!" Ale nie chciał żadnych znanych kołysanek, tylko miałam mu wymyślać - im straszniejsze, tym lepiej. Na bazie kołysanki, którą śpiewała dziecku kucharka w "Alicji w krainie czarów" wymyślałam różne wariacje. Oryginał brzmiał tak:

    Śpij syneczku już
    pieprz do noska włóż,
    kichnąć ani mi się waż,
    bo od tego brzydnie twarz...
    śpij syneczku już

    Robiliśmy z tego z Antkiem mnóstwo makabrycznych przeróbek. Większości już nie pamiętam, bo to jednak było dawno, ale niektóre mi się udało przypomnieć:

    Śpij Antosiu już,
    bo złapię za nóż,
    nożem oczka ci wydłubię,
    bo ja dłubać bardzo lubię...
    śpij Antosiu już....

    Zważywszy, że Antek wyrósł na bardzo fajnego młodzieńca, moje kołysanki psychiki mu raczej nie skrzywiły.

    U mnie Celsjuszów trzydziestu pięciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damokier, o takie perwersje cię nie posądzałam!!

      Usuń
  22. Moja babcia spiewala mi piosenke o Karolnce, ktorej scinaja glowe, bo nie chciala krola za meza.
    O Macku, co umarl i lezy na desce.
    Zycie i smierc. Kary, nagrody. Taki lajf. Nie bulwersowalo mnie to szczegolnie.


    Lubiacym goraco chetnie podesle stad , tak ze 20 stopni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu za te 20 stopni stokrotnie dziękuje u siebie też mam nadwyżkę ;))
      ...Karolinkę ścinają ,ścinają ,aniołowie śpiewają ,śpiewają
      Ach ścinaj ,ścinaj moją białą szyję ,niech ja już więcej nie żyję .
      To ta ? moja mama tez śpiewała ,ale nie pamiętam już całej :)) Lubiłam śpiew mojej mamy ,sporo piosenek z jej repertuaru jeszcze pamiętam :)

      Usuń
    2. Marioooo, jestes jedyna osoba, ktora to zna!! Jejku, moze sobie razem przypomnimy calosc.

      Usuń
    3. Kasia napisz co pamiętasz to może sobie coś jeszcze przypomnę . Wcale nie pamiętam początku .
      Przypomniało mi się tylko że u mamy to była krakowianka nie Karolinka .

      Usuń
    4. Ja też to pamiętam z dzieciństwa, ale bardzo niedokładnie.

      Usuń
    5. Ninko to może w trójkę złożymy całość . Pamiętasz jak to się zaczynało .

      Usuń
    6. Dziewczyny, to KRAKOWIANKA!!!!!!!! Nie Karolinka! To bardzo dziwne, że napisałyście o tej piosence, bo męczy mnie ona od kilku miesięcy i stale ją nucę pod nosem i miałam o niej napisać posta! Nawet znalazłam cały tekst w internecie, tytuł jest "Pod zielonym jaworem". Proszę oto tekst:

      POD ZIELONYM JAWOREM

      Pod zielonym jaworem, jaworem
      stoi lipka zielona (bis)
      a pod tą lipką piękna krakowianka
      zbierała listki do wianka. (bis)
      Król się o tym dowiedział, dowiedział w
      trzysta koni przyjechaŁ (bis)
      Witaj, ach witaj, piękna krakowianko i weź mnie, króla za męża. (bis)
      Jestem biedna sierota, sierota,
      nie mam srebra ni złota(bis)
      Idź precz ode mnie śliczny królewiczu,
      bo nie chcę ciebie za męża (bis)
      Król się o to rozgniewał, rozgniewał,
      List do kata napisał (bis)
      Przybywaj kacie, ścinać krakowiankę,
      Bo ona królem wzgardziła. (bis)
      Kat przyjechał w czerwieni, w czerwieni
      Krakowianka w zieleni. (bis)
      Witaj, ach witaj piękna krakowianko i
      weź mnie kata za męża.
      Nie chciałam być królową, królową, to
      tym bardziej kat ową. (bis)
      Ścinaj, ach ścinaj moją białą szyję
      niech ja już dłużej nie żyję, (bis)
      Pod zielonym jaworem, jaworem
      kat wywija toporem (bis)
      wtem zadudniły kopyta na błoniu,
      wpadł krakowiaczek na koniu. (bis)
      A tY, kacie, umykaj, umykaj,
      Krakowianki nie tykaj! (bis)
      Witaj, ach witaj, piękna krakowianko, 
      I weź mnie sobie za męża.
      Witaj, ach witaj, piękna krakowianko,
      weź krakowiaka za męża.

      Usuń
    7. O właśnie! Mnie też coś nie pasowało z tą "Karolinką". Śpiewałyśmy namiętnie na koloniach :)))

      Usuń
  23. Straaaszneeee...
    zarówno fabuła jak i przesłanie
    Być dzieckiem na poczatku XXwieku było trudno ale myslałam, że tylko tym biednym...
    okazuje się, że tym kochanym też niezbyt łatwo... skoro mamusie opowiadały im takie wierszyki na dobranoc - "olaboga"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bru, to takie strachy na Lachy... Być dzieckiem chyba zawsze jest niełatwo:)

      Usuń
  24. Jeśli dziecko wyrasta w przyjaznym i harmonijnym otoczeniu to żadna straszna literatura nie będzie straszna :)) Po za tym jest jeszcze sporo czynników wpływających na odbiór tej "strasznej " twórczości . Najważniejsza chyba to wrażliwość dziecka .
    Jeśli potraktujemy tą twórczość z dystansem tak jak damakier z Antkiem , to będzie to świetna zabawa .Jeśli zaś użyjemy wierszyka jako narzędzia dyscyplinującego i wygłosimy głosem pełnym przygany ,a może nawet i agresji ,albo ironii która zrani dziecko to wtedy taka twórczość może być traumatyczna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to to, Marija, podpisuję się pod tym z przekonaniem.

      Usuń

  25. Często obie z Mamą słuchałyśmy płyt.
    Nie byłam płaczliwym dzieckiem.
    Ale słysząc słowa - czarna Mańka zimny trup, cała zalewałam się łzami i trudno mnie było uspokoić,tak tej Mańki było mi żal.
    http://www.tekstowo.pl/piosenka,barbara_rylska_i_andrzej_zarnecki,zabawa_w_sielance.html

    Dla większej pikanterii opowiedzianej historii dodam że Sielanka to teraz Sowa i Przyjaciele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niezła kontynuacja tradycji w tej restauracji:))
      Ja z kolei z lubością śpiewałam piosenkę o Felku Zdankiewiczu, chłopaku morowym co to też zabił niewierną kochankę...

      Usuń
    2. Felek Zdankiewicz to też był żelazny repertuar kolonijny :)

      Usuń
  26. https://www.youtube.com/watch?v=kBedAKX-FJo
    Ta historia nieszczęśliwej miłości także mnie rozwalała ,no i te krótkie nóżki u kaczuszki,biedne kaczuszki.
    Strasznie traumatyczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ha, ha...."kaczuszka" była sygnałem wywoławczym. Jak kolega z sąsiedztwa gwizdał to wiadomo było że się spotykamy "za rogiem".

    OdpowiedzUsuń
  28. Upał działa na mnie okropnie. Teraz się zastanawiam czy nie należało napisać: cha, cha byłoby jak śmiech, a nie takie ha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz napisać hre, hre...:))

      Usuń
  29. Trochę może obok tematu, ale mój ojciec śpiewał, a właściwie melorecytował (bo to miał być wzór rytmu dla dobosza) taką piosenkę:
    Moja ciocia z Ameryki miała taki pech,
    ulubiony jej kanarek nażarł się i zdechł.
    Zdechł kanarek, zdechł kanarek, zdechł kanarek, zdechł kanarek,
    zdechł kanarek, zdechł kanarek, zdechł kanarek, zdechł!
    I jeszcze wierszyk;
    Opowiem ci bajkę,
    jak kot palił fajkę,
    a kocica papierosa,
    upaliła kawał nosa!
    Prędko, prędko po doktora,
    bo kocica bardzo chora!
    przyszedł doktor z lekarstwami,
    a kocica - z pazurami!
    Doktor krzyknął: Co, to? Co to?
    Wziął za ogon, rzucił w błoto!
    Gdyby takie wierszyki miały naprawdę duży wpływ, to powinnam zostać dręczycielką kotów :))) A mnie było biednej kocicy żal, tak jak i kanarka z poprzedniego wierszyka; natomiast uczucia ciotki kompletnie mnie nie interesowały.
    Wierszyk o Andzi był również często przytaczany, wiersz o chorym kotku ("Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku..."),
    No, ale to wszystko nie było tak makabryczne, jak te o paluszkach i zupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam te wszystkie wierszyki, też mnie nimi raczono, tylko tego o kanarku nie znam.

      Usuń
    2. A mnie się ten kanarek coś po głowie plącze...

      Usuń
    3. Ja pamiętam, że: zdechł kanarek zdechł, wsadzili go w mech...

      Usuń
  30. Jest tak jak napisało Maria powyżej gdy dziecko wyrasta w harmonijnej atmosferze ... u nas w domu było straszenie, byśmy mamę nie bili :)) opowieść o dziecku, co było niegrzeczne uderzyło mamę rączką i umarło, pochowano go ale rączka ciągle wystawała z ziemi. To było jak horror baliśmy się i to dziecko z rączką po nocach się śniło. Albo: "pójdę sobie w świat za oczy" cokolwiek to znaczyło, ale baliśmy się bardzo. A większość tych strasznych wierszyków znałam i te piosenki o Karolince którą ścinają ścinają, sama śpiewałam na podwyrku kiedyś. :) Babcia natomiast nie śpiewała, ale opowiadała o dawnych dziejach i swoich przodkach spokojnie, najczęściej przy obieraniu ziemniaków, wcale nie zwracając uwagi że obieram grubo, więc się nie stresowałam. :) Wieczor ciepły pogodny i milo się oddycha gdy słońce zaszło. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. No a gdzie są prezeskury ? Upał wszystkich wessał ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestraszyły się ;)

      Usuń
    2. Ja już jestem dłuższą chwilę, tylko jadę z komentarzami od góry, Marija wracaj wyżej do piosenki o KRAKOWIANCE (nie Karolince!), zapodałam cały tekst.

      Usuń
    3. Stukrotne dzięki Mika :)) Ja pamiętałam że to o krakowiance . Jak zaczęłam czytać to co napisałaś to mi się przypomniał tekst :))
      A może znasz piosenkę o młynarzu i jego córkach ,tato ją śpiewał . Zaczynało się to tak :)
      Cztery córy miał tata stary młynarz ze Zgierza ,
      Każda piękna bogata ,każda chciała żołnierza ....
      albo o Ludwice ,która nie chciała wyjść za rzeźnika ?

      Usuń
    4. No niestety nie pamiętam, aczkolwiek Ludwika nie jest mi obca:)

      Usuń
    5. Ja znam o młynarzu :) śpiewała mi mama; o Ludwice chyba nie, choć coś mi się po głowie plącze. Tekst piosenki o młynarzu mam nawet w książce "Polskie pieśni historyczne", wydanej tak jakoś w latach osiemdziesiątych przez nasze lokalne wydawnictwo.

      Usuń
    6. No skąd mnie ta Karolinka do łba przyjszła , to nie wiem. Przecie, że Krakowianka!
      Z serca dziękuję za cały tekst!
      Piosenka mojego dzieciństwa, śpiewam , a głowie film:)

      Usuń
  32. Mózg mi upał zlasował a ponadto muszę się ogarniać przed wyjazdem jutro do Krakowa do szpitala. Pobudka o 5, fuj.
    Hana ma gości i poszła w gości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj się Mikuś w tym szpitalu , mógłby ten upał ciutkę odpuścić .
      Jeśli chodzi o Hanę to tak sobie myślałam że gościuje :))

      Usuń
    2. Dzięki, dobrze, że podróżuję samochodami z klimatyzacją...

      Usuń
  33. Trzymam kciuki bo tu upał daje się we znaki. Oby wszystko było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć jutro w Krakowie ma być najgoręcej... dzięki!

      Usuń
    2. Oby tylko korków na drodze nie było. Dasz radę.

      Usuń
  34. Aleś Mika temat wywołała. Teraz nam sie te piosenki/wierszyki straszne wydają, i sama bym teraz takich dziecku nie śpiewała, ale w czasach naszego dzieciństwa to była chyba norma. Ja znam też o pieseczku i już wtedy uważałam, że to niesprawiedliwe, że tak mu zrobili za rąbanie drzewa w niedzielę.
    "Poleciał pieseczek po drzewo do boru,
    powrócił niebawem całkiem bez humoru.
    Siekierkę mu wzięto,
    Ogonek obcięto.
    Pamiętaj, pieseczku, że w niedzielę święto!
    Pamiętaj, pieseczku, że w niedzielę święto!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matulu, biedulek! Nie znałam tego. Coś mi się zdaje, że mogłybyśmy zrobić własną kurzą antologię strasznych wierszyków i przyśpiewek:)

      Usuń
  35. Idę ja spać kury drogie, bo nie wstanę o tej piątej... Będę jutro wieczorem:))) Dobrych i niestrasznych snów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika, znowu do Krakowa? w tenze straszny upal?

      Usuń
  36. Dobrej nocy Kurki. Też idę, ciśnienie spada i spać się chce.

    OdpowiedzUsuń
  37. Dzien dobry! Mika pewnie w drodze ...jest chlodno otworzylam okna na przestrzal! a potem zamkne na caly dzien i bede jak w lodowce..no powiedzmy lodowce , takiej troche ponad 20 stopni.
    Te wierszyki strasne ! poczytalam ale dzieciom bym jednak nie opowiadala takich okropienstw, mimo, zem sie zaczytywala we wczesnych latach w basniach Andersena i Grimmow, i dziwie sie teraz ,ze taka tresc maja, czytalam mojej wnuczce bajki i np. Jasia i magiczna fasole zmienilam, bo kiedy czytajac dotarlo do mnie, ze Jas sie zrobil bogaty i szczesliwy kradnac zlota kure i skrzypce, co prawda zlemu smokowi, ale zawsze to kradziez...to zdalo mi sie ,ze niewlasciwa to bajka i cos tam szlachetniejszego wymyslilam na poczekaniu...

    OdpowiedzUsuń
  38. Witam Kurki.
    Temperatura 30 stopni w cieniu, na szczęście lekki powiew wiatru. Robi się duszno, jak tu wytrzymać do czwartku?
    Miłego dnia życzę, niech Wam upał nie da rady.

    OdpowiedzUsuń
  39. Dzień dobry Kurencjom! Melduję, żem żywa. Nadaję z doskoku. Tutaj (w Poznaniu) też upalnie, ale przynajmniej porządnie w nocy popadało.
    Uśmiałam się setnie przy Waszych wersjach wierszyków Jachowicza i nie tylko!

    OdpowiedzUsuń
  40. U nas temperatura spadła do 25 stopni (dwie godziny temu było 27) i przed chwilą padał deszczyk; ciekawe, jak tam w Krakowie; Mika, trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Krakowie było 30 i ciepły wiatr. Do wytrzymania. Teraz 26, chmury, wieje nadal.

      Usuń
  41. Dziędobry ! U nas w cieniu 34 ! Na jutro miałam rwanie zęba i zadzwonili, że rwać nie bendo z powodu goronca. A już się martwiłam, jak ja to jutro zniesę :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mam prośbę! W rzepisach nie ma Mikowego dżemu truskawkowego z cynaonem. Może któraś Kura ma go, to mi niech napisze w komentarzu, bo mi truskawki czekajo :) A chciałabym ten Mikowy zrobić .

    OdpowiedzUsuń
  43. Właśnie sobie uświadomiłam, że babcia raczyła mnie jednak straszniejsza wersją Karkowianki.
    Taką, że sie jednak stało.
    "Krakowiankę ścinają, scinają, aniłoowie śpiewają, ach ścinaj ścinaj, moją białą szyję, niech ja już węecej nie żyję."

    A ta Karolinka, to na pewno przez Gogolin:)


    Dzis u nas tylko 33 stopnie i wiaterek, noo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym tekście Miki coś mi nie pasowało i teraz sobie uświadomiłam że mój koniec był taki jak u ciebie .Było tak:
      Krakowiankę ścinają ,ścinają aniołowie śpiewają i jak dalej ?

      Usuń
    2. W necie znalazłam chyba trzy wersje zakończenia. Ja tam wolę optymistyczne z Krakowiakiem:)))

      Usuń
    3. Przypomniałam sobie jak z koleżanką bawiłyśmy się w kata Maciejowskiego. Jedna była katem w czerwonej szacie a druga delikwentem do ścięcia.

      Usuń
    4. Marysiu, oswiecilo mnie, nucilam sobie i nucilam i wyszlo, ze bylo tak.
      "Karolinke scinaj, scinaja, aniolowie spiewaja(bis)
      Nie lekaj ze sie sliczna Krakowianko,
      bo Twoja dusza juz w raju."

      Usuń
  44. A ja na dobranoc opowiadałam O. żywoty świetych bo akurat pracowałam w bibliotece seminaryjnej i miałam niezłą lekturę, tylko za każdym razem musiałam je przerabiać żeby nie straszyć dziecięcia umartwianiem, katowaniem, męczeńską smiercią itd. Nowe żywoty wyszły.
    A jedyną kołysankę jaką znam to Kołysanka A. Awdiejewa. Jak zaczęłam ją śpiewać mojemu ciotecznemu wnukowi to się śmiał i przestraszyłam się, że rozumie ( cytuję fragmencik: no jak na nas to wypiliśmy niewiele, no pól kieliszka, no powiedz Miszka i gdyby wódki nie robili ze smieci, to nie zaszkodziłby nam ten literek trzeci.......)

    OdpowiedzUsuń
  45. Dziewczyny, wróciłam ledwie żywa, głowa mi pęka. Rano się okazało, że na izbie przyjęć robią przenoszenie komputerów (planowe!) i sterczałam tam 2 godziny, dopiero po interwencjach kuzynki na oddziale po mnie i jeszcze jedną panią przyszli. W szpital duchota i żar, ciężko wytrzymać. Idę zaraz spać, odezwę się jutro.
    Ewuś, przepis na dżem ci wyślę jutro rano, dziś już nie dam rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika odpoczywaj ,takie upały to podły czas na leczenie , najlepiej być zdrowym ,bogatym i MŁODYM ,kurna no...

      Usuń
    2. Koszmar:((
      Spij dobrze Mikus.

      Usuń
  46. Hanuś...a chłopaki przecież też śpiewajo (o zabawach zapałkami)
    https://www.youtube.com/watch?v=CXneczWMpAU
    :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Dobry wieczór, dzisiaj już przyjemnie chłodniej.Wieczorem był burz z pieronem,ulewny deszcz,ale bez gradu.Nawet woda stała na ulicy i Niemce wyszli pobrodzić w tem opadzie;))))

    Miko wywiało mnie, bo tu pracuje i pomieszkuje mąż mój osobisty, wiec miesiąc z nim tu niby wakacjujemy,ja i Młodsza córuś nasza. Wypoczynku w tym niewiele,bo pracuję z mężem, pomagam i takie tam różne,czas leci szybko a cieżko się zorientowac,że noc, bo tu dłużej jasno.np.terz dopiero szaro i jeszcze kolorowe niebo po zachodzie slonca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to się wam ochłodziło trochę. U nas mają jutro być burze, dziś jeszcze skwar. Fajnie, że macie takie długie dni:)) Niby niewielka zmiana szerokości geograficznej, a jednak. Ale odpoczywaj też trochę!

      Usuń
  48. Co do dżemu truskawkowego,to moja córuś robiła w tym roku kilka wersji,z mietą,z pieprzem cayenne , i z cynamonem.Proporcje na tzw.oko.czyli u niech na węch:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Też pobrodziłabym w jakimś opadzie, ale bez szans. Gumno skrzypi od suchości, pod czereśnią pełno żółtych liści, za to mszyce mają się dobrze. Co za pofyrtana pogoda, żadnego umiaru!

    OdpowiedzUsuń
  50. Kiedy byłam mała wkładałam paluchy (i nie tylko) do kontaktu. mama na milion sposobów łącznie z klapsem próbowała mnie oduczyć - NIC. Wreszcie wzięła mnie za kapotę i pokazała tripią czachę z piszczelami na skrzynce elektrycznej mówiąc bardzo głośno i dobitnie, że tylko to ze mnie zostanie, jak nie przestanę - kupa kosteczek i czacha. Od tamtej pory omijałam gniazdka szerokim łukiem, bałam się nawet spać na kanapie przy której było gniazdko wystraszona, że piorun mi sam wyskoczy z czarnych dziurek. Do tej pory wymieniam żarówkę w gumowych rękawiczkach:) Nie wiem jaki będzie koniec mojego żywota, ale na bank nie porazi mnie prąd - pamięta swój ogromny strach i nagłe uświadomienie sobie kruchości życia. Na mojego syna też działają drastyczne obrazy i historyjki - gadać to mogłabym do grobowej dechy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz, jakie skuteczne! Przynajmniej jedno zagrożenie masz z głowy...

      Usuń
    2. Magda, hrehre, moja mama straszyła mnie magnesem, który wciąga dzieci zbliżające się do studni i wychylające się z okien itp. balkonów. Działało. Na moją córkę też.

      Usuń
  51. Witam Kurki. Coś spać nie mogę, obudziłam się o czwartej i zasnąć nie mogłam, co mi się rzadko zdarza. Tym razem koty dłużej spały
    Już 21 stopni, ma być upalnie. Miłego dnia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spałam jak zabita po wyprawie do Krakowa, pies też. Wstaliśmy o 9.00... U nas gorąco ale miły wiatr.

      Usuń
  52. Hej, Kurki! U nas też gorąco.
    Wierszyki straszne! O paluszkach słyszałam. Dziadek kiedyś opowiadał mi bajki, w których źli ludzie byli za karę w pierzu i smole unurzani, ale jakoś się nie bałam.
    Moja córka najstarsza zna dużo śmiesznych i strasznych wyliczanek. Dzieci lubią takie wierszyki. Mnie one też się podobają:) A znacie opowiadanie Mrożka "Baba"? Polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musiałaś się bać, przecież jesteś dobra:)))) Nie znam tego opowiadania, o czym?

      Usuń
  53. Miałam tę książeczkę, jak byłam młodą mamą, i czytywałam straszne wierszyki swoim synom, słuchali z ogromnymi oczami, oglądali obrazki, ale ten fakt nie zostawił jakichś złych śladów w ich psychice; do dziś potrafimy wyrecytować wierszyk o Juleczku, czy o Kasi, co zgorzała, a to już przecież dawno dorośli ludzie; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Mario, miło cię gościć u nas. Tak mi się wydaje, że te wierszyki to dawny odpowiednik dzisiejszych horrorów, które dzieci oglądają z lubością:) Jak widać, nie były aż takie szkodliwe:))) Pozdrawiam!

      Usuń
  54. Dziefczynki! Co tam wierszyki o Juleczku i Tadeuszku! A "Antek"? imć Prusa? Toż to dopiero hardkor! A Rozalia, siostra Antka leczona w piecu na ten przykład!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie tak była kiedyś rzeczywistość ,a my narzekamy na czasy współczesne . Inna była świadomość i mentalność ludzi .Ile kalekich ludzi ukrywanych było przed światem w piwnicach . Ilu wyśmiewanych "wariatów " chodziło po wsiach i miastach .

      Usuń
    2. Niestety do dziś tak czasem bywa.

      Usuń
  55. Brrr....to było okropne, Rozalka w piecu, a Orzeszkowa utopiła Tadeuszka.
    Witam wieczornie Szacowny Kurnik. Upał był, na szczęście łagodzony wiatrem. Nadal 30 za oknem.
    Chłodniejszego wieczoru życzę.

    OdpowiedzUsuń