niedziela, 21 grudnia 2014

KROK PO KROCZKU IDĄ ŚWIĘTA...

Hana mi przykazała coś napisać, to wypełniam polecenie, chociaż czekam na natchnienie...

Jak wszem i wobec wiadomo, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Sprzątamy, pieczemy, biegamy, szalejemy, no i kupujemy, kupujemy, kupujemy... Piszę "my" bo i mnie to nie omija i zawsze budzę się z ręką w nocniku i z niedowierzaniem patrzę na stan konta... I tu pada sakramentalne pytanie: "Na co ja tyle wydałam??" i "I gdzie to wszystko jest????" Po czym oczywiście podejmuję mocne postanowienie, że w przyszłym roku to już na pewno nie tyle, że prezenty wcześniej i przemyślane, że po co tyle śledzi, i tak nikt nie je, po co tyle wędliny, i tak zostaje itd. Znacie? No to posłuchajcie...
Potem gnana wyrzutami sumienia wykorzystuję skrupulatnie wszystkie resztki poświąteczne, zamrażając, odmrażając, przesmażając i przetwarzając. Nienawidzę wyrzucać i marnować jedzenia, to jest coś przeciwko czemu buntuje się moje całe jestestwo  i jestem chora jak muszę to zrobić. Przedtem sporo resztek zjadał pies, teraz niestety ścisła dieta. Ale udaje mi się to zagospodarowywanie i naprawdę rzadko muszę coś wyrzucić. Bliska jest mi  ideologia freeganizmu, czyli wykorzystywania żywności wyrzucanej z supermarketów , no po prostu , nie ukrywajmy, żywienie się tą wyrzucaną żywnością. Piszę, że bliska mi jest idea, natomiast jednak chyba nie odważyłabym się na to, ale z szacunkiem myślę o ludziach, którzy tak robią i są z tego dumni. W Europie wyrzuca się tak potworne ilości zupełnie dobrej żywności, że starczyłyby pewnie na wyżywienie jakiegoś niedużego kraju. A USA biją Europę na głowę...
Dlatego pomyślałam sobie, że trzeba się dzielić , albo umawiać z przyjaciółmi czy rodziną: ja zrobię więcej śledzi i ci dam, ty zrobisz więcej pierogów, to dasz mnie. Nikt nie czuje się pokrzywdzony czy zażenowany, a barter kwitnie. Albo  weźmy to, czego mamy więcej i zanieśmy na przykład jakiejś starszej czy samotnej sąsiadce albo po prostu komuś kto to lubi. Ja jutro zrobię kutię i wiem, że nikt z moich gości za nią nie przepada, ale ja lubię i podzielę się z sąsiadką, która nie gotuje, a kutię uwielbia. Spory kawałek zawijańca z powidłami pojedzie do Krakowa, do kuzyna J, który nie wyobraża sobie świąt bez tego ciasta, a od kuzynki M dostanę pierogi, których nie robię. I to mi się podoba:))))




Lubię ten cały czas przygotowań do świąt, pieczenie pierniczków, obmyślanie prezentów, pichcenie, dekorowanie, choinkę... Lubię też ten czas w kościele, kolędy i zapach igliwia. Dawniej lubiłam też chodzić na Pasterkę, zwłaszcza do Starego Kościółka na Kościeliskiej, spory tłum, urocze drewniane wnętrze, zapach choinek, kapela góralska przy organach, śpiewy "białym głosem", a na koniec ziarna lecące z galeryjki organowej na powodzenie w Nowym Roku... Razu pewnego uroczysty nastrój pasterki został zmącony głośnym łupnięciem z tyłu kościoła. Jak się okazało, jeden z wiernych po prostu zasnął sobie na brzegu ławki i się omsknął z hukiem...

No to cóż, dziewczyny, róbmy, podtrzymujmy tradycje i ogólne i nasze własne, wypracowane w rodzinie przez lata, nie zamęczajmy się jednak i dajmy sobie prawo do chwili oddechu i spokoju. I to naprawdę nie ma znaczenia, że coś się nie uda, przypali, czy wyleje, to będzie tylko kolejne wspomnienie gdy będziemy z rozrzewnieniem mówić" A pamiętacie, jak to dwa lata temu i mama  ja popieprzyłyśmy barszcz, tak, że nikt go nie chciał?" "A jak wujek Leon włożył krawat do sałatki?" "A jak koty zjadły rybę w galarecie?" To, co w danym momencie zdaje nam się tragedią i końcem świata, to tylko zabawna anegdotka do opowiadania. Ważne jest, byśmy byli dla siebie nawzajem w tym czasie. Przecież to czas pokoju.



P.S. Chętnie posłucham waszych anegdotek świątecznych:)))




134 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Mika, pięknie napisałaś o tym dzieleniu się:) Ja się podzielę na pewno w tym roku, a inni będą się dzielić ze mną. Jesteśmy tak umówieni z rodziną. Nie przychodzą mi żadne anegdoty do głowy, ale z uśmiechem wspominam pomarańczki i czekoladki jako prezenty. Były skromne, a jednak cieszyły. Może i był czasem jakiś zawód, że nie lalka albo coś tam. Teraz mnie to wzrusza:)

      Usuń
    2. Druga! :))
      Wszystkie wspomnienia wzruszają...Na przykład zapalenie się choinki od włosów anielskich celofanowych:)) Świeczki były wtedy zwykłe, nie elektryczne.

      Usuń
    3. E tam, choinka płonęła co i rusz. A wydłubywałyście cukierki z choinki i zawijałyście w papierek inny papierek? Żeby się nikt nie połapał?

      Usuń
    4. Ja wydłubywałam namiętnie:)

      Usuń
    5. i ja! i palilismy choinke z bratem cesto- za snieg robila wata i ona , razem z anielskim wlosem, zapalaly sie najchetniej.

      ja jako male dziecko bylam niezwykle wredna ruda zolza. Mieszkalismy na parterze slicznej (choc jak teraz patrze, to widze, ze z frontu ona teraz jest byle jaka i bardzo zwykla, ale od tylu, od ogrodu, od tarasu - wrecz przeciwnie) willi, na 1. pietrze mieszkali ludzie, ktorych sie troche balam, na 2. na mansardzie, mieszkali przyjaciele rodzicow, z pierwszych lat ich zycia we Wroclawiu, oni nota bene sprowadzili moich Rodzicow do tego domu (z zagrzybialej sutereny na Wisniowej, na Krzykach). Mira i Jurek (albo jak mysmy z Jackiem mowili - Mirek i Jurka) nie mieli dzieci, Swieta to byla symboliczna galazka swierkowa, z dwiema bombkami, jednym wlosem anielskim i czyms tam. Na Wigilie chodzili do siostry badz brata Jurka, pare ulic dalej. I ,wracajac, przychodzili do nas na herbte i ciasto. No i przynosili i dostawali prezenty. Moj Tato byl od kupowania choinki (i nieumiejetnego mordowania karpii) i co roku choinka byla straszna...w polowie lysa, albo kompletnie krzywa, albo...albo...a dzieci dekorowaly.

      Tak na marginesie - mysmy pierwszi na naszej ulicy mieli telefon oraz telewizor (na ktory na ekran przyczepialo sie kolorowy filtr wielkosci ekranu - na gorze niebieski ps, w srodku zielony a na dole chyba barazowy, czasem ludzie mieli zielone a czasem brazowe twarze....) i pol ulicy sie zlatywalo na przyklad na wystepi marino mariniego badz na Wyscig Pokoju! oraz telefon i czasem ludzie przylatywali jak mieli naprawde pilny telefon do wykonania.
      Ten element jest wazny w opowiesci!

      No wiec - Mira i Jurek kolo 8 wieczorem zachodzili do nas i z obowiazku chyba musieli sie pozachwycac nasza choinka. Jak co roku...

      No i raz ja, bedaca bardzo malutka, drobna kruszynka, z rudym kukuryku na glowie,podobno wzielam sie pod boki i wypalilam: swoego telefonu nie maja - do nas przychodza dzwonic, swojego telewizora nie maja - nasz przychodza ogladac i NAWET nie maja swojej chocinki tylko nasza musza przychodzic ogladac!!!!!!!!!!!!!

      To przeszlo do legend rodzinnych. Ciocia Mira ma 91 lat i juz podupada, ale mysle, z e jakby zaczac wspominac Swieta to jej by sie TO przypomnialo......

      Usuń
    6. Opakowana, opowieść wigilijna jak wszystkie Twoje opowieści - powalająca! Skoro tego nie pamiętasz, musiałaś być bardzo mała. Wcześnie zaczęłaś:)))

      Usuń
    7. Hi, hi, hi, zołzowata to rzeczywiście byłaś.. Mogłaś im darować choćby ze względu na te prezenty, które przynosili:)).

      Usuń
    8. :)) Takie opowiesci, powinnysmy umieszczac w archiwach kurnikowych:)

      Usuń
  2. Barter uprawiam od zawsze. W ubiegłym roku na Wigilię u Mamy niosłam ciasto w eleganckim, specjalnie do tego przeznaczonym pojemniku. Na samym progu pojemnik się otworzył i całe cisto chlasnęło na wycieraczkę. Pozbierałam z wierzchu to, co było całkiem czyste i jedliśmy z pucharków. Jakoś nikt od tego nie umarnął. Kilka dni temu Mama była z moją Siostrą na zakupach w hipermarkecie. Weszła, potoczyła wzrokiem po uginających się regałach i rzekła ze zgrozą: Jezus Maria, przecież to wszystko się zmarnuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie daję sobie prawo do oddechu klecąc Lepieje u Kretowatej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też klecę z przerwami, bo mi się dziecię przebudziło. Lepieje są świetne:)))

      Usuń
    2. Lepiejcie, zamiast się zadręczać;)))

      Usuń
    3. Nikt się przecie nie zadręcza...

      Usuń
    4. nie zadrecza, jak bonie dydy. ja zrobie dzis pasztet, bo za mna chodzi, moze bigos oraz marmelade pomaranczowe na prezenty - sama sie robi. Reszte moze sluzba robic, ja bede palcem pokazywac ;) Mialam plany, ktore byly zwiazane z operacja kolana, ktora miala sie odby c w koncu listopada - ze teraz to bym jeszcze z kulami chodzila i bym tych kul uzywala do pokazywania wszystkim co maja robic ;)

      Usuń
    5. Opakowana, a to pech! Ale zawsze możesz powiedzieć, że przeforsowałaś kulanko i teraz szwankuje...

      Usuń
  4. pięknie napisałaś, i tak świątecznie :) ja bardziej prozaicznie, właśnie skończyłam pakować prezenty, każdy musi jakiś drobiazg dostać, większe paczki mają tylko dzieci i Zuzia!
    i jak wiesz, ja się już podzieliłam ... bigosem :) następny akurat na święta będzie gotów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dzisiaj też pakować, ale miałam kroplówkę i dwie wizyty i życie towarzyskie przez telefon uprawiałam, więc chyba jutro popakuję:)) Z tego co wiem, to podzieliłaś się bardzo szczodrze:))

      Usuń
    2. następny też się nieźle zapowiada, ten pierwszy z tego co słyszę świąt nie doczeka :) co weterynarze dziś orzekli??

      Usuń
    3. Zawezwali na jutro na badanie krwi i do końca tygodnia kazali jeść po pół porcji, mamy 3 razy suchą karmę i 2 razy kurczaka, tyle przeforsowałam:))

      Usuń
  5. Jakie swieta? Nic mi nie wiadomo.
    Odpoczelam sobie przez dwa dni, pelen luzik. Zadnych zakupow, zadnego sprzatania - tylko relax! Bosko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym umieć cieszyć się ze świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, spróbuj może na początek znaleźć jedną rzecz, która by ci sprawiła przyjemność, a potem może jakoś pójdzie...

      Usuń
    2. Barszcz z uszkami tak...

      Usuń
  7. Ja się bardzo cieszę, że u nas w domu jest pełen luz, ale trochę tego "stresiku" też należy do tradycji;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale przecież nie ma przymusu?

    OdpowiedzUsuń
  9. już od dawna święta są mi całkowicie obojętne. poprzestawiało mi sie to i owo i stoi niezmiennie w miejscu. i nie tylko świąt to dotyczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Padła, ale jeszcze lepieja ulepiła;)))

      Usuń
    2. Chyba szfystkie padły;))))

      Usuń
    3. Matko, Krecie, co Ty tu robisz o tej dziwnej godzinie? Kawą się opiłaś, czy co?

      Usuń
    4. Byłam "w pracy" do czwartej rano, dzisiaj też będę;)) kawy i to jakiej;)))

      Usuń
  11. A ja juz wstalam, w Zakopanem, Fofi obudzila sie o piatej wiec w koncu ja wzielam w ramiona,a wazy ponad 10kg i utulilam, teraz spi.
    Mikus, widze, zes zalatana...znajdzie sie troche czasu dla mnie?
    Dzien Dobry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, Mika już zaciera łapki - w każdym razie wczoraj wieczorem zacierała:)

      Usuń
    2. Czekam na wiadomość czy dziś później czy jutro wcześniej?

      Usuń
  12. Ja wstalam przed szosta. tak sobie posiedziec i poczytac, na dworze a to wieje a to cos brzeczy po dachu i oknach, a niech sobie brzeczy - lubie.

    Z Kasikiem ubralysmy choinke, glownie moimi lepiejami ceramicznymi ;) choinki i gwiazdki sa.
    Musze amietac tez zeby obdarowac wszystkich mnijodem, najlepiej z uorzechami. Skonstruowalam sobie tradycje swiateczna wlasna. Na angielski obiad swiateczny mamy gosciuf - brat ze zonom, przyjaciele, w tym roku nie bedzie przyjaciolki - zostaje w domu, a to inni znajomi bywaja czase.m. No i kazdy ma podpisane miejsce u stolu zawiniatkiem...raz moj slubny dostal prawie metrowa ceramiczna czy drewniana rybe, zapakowana jak ryba, lezaca w papierze na talerzu, hehrehrehr. w tym roku to moja ceramika i musze skromnie pwoiedziec, z eladne kawalki mi wyszly...i kazdy dostanie ...gumowego ludzika, chyba w ubieglym roku byly to nakrecane slimaki wyscigowe....innym razem zuczki, ktorymi sie wali o sciane/szybe i one schodza po scianie - tez wyscig mozna zrobic....

    no to dopisuje miod do listy zakupow dziwnych (brukselka, herbata, cos, mak). Miod, orzechy i mak wazne sa w okolicach swiat.

    POZA TYM, dla mnie najwazniejszy dzien juz minal. nie jestem zupelna ateistka, bo wierze gleboko i rzetelnie w nature, przepraszam - Nature. I Najkrotszy Dzien ma znaczenie. Odradza sie przyroda, przybywa swiatla. nawet jak tego jeszcze nie widac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego się trzymam!

      Usuń
    2. OPAKOWANA!!! Dostałam dzisiaj paczkę, bardzo dokładnie OPAKOWANĄ!! Baaaaardzo dziękujemy oboje z Tropikiem, z myszami francami się nie podzielę, i tak biorą co chcą. Potwierdzam z pełnym przekonaniem talenty ceramiczne koleżanki O., choineczki na choinkę są śliczne, kafelek takoż. Tropiś bardzo pracowicie zajął się otrzymanym kółeczkiem i wziął sobie za punkt honoru zaraz je przegryźć... Wielką radość i przyjemność nam sprawiłaś, dziękujemy bardzo, bardzo, bardzo:))) Ściskam mocno, Tropik macha ogonem i łapa z wenflonem!

      Usuń
    3. Ja też dostałam!! :))) Ale jeszcze nie otworzyłam. Czeka... Ach, ach! :)))

      Usuń
    4. Gosia, niemożliwa jesteś z tym czekaniem:)))

      Usuń
    5. Chcę się nią cieszyć, a dziś naprawdę nie mam na to siły. Jutro świeżym okiem popatrzę. :))

      Usuń
  13. Otóż to. Dnia przybywa, jest się z czego cieszyć.
    Tutaj wieje straszliwie.
    pozdrawiam i idę do koni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konie w wiatr pono niespokojne;) Ufoszej;)

      Usuń
    2. U mnie też wieje, śnieg topnieje, lud szaleje...

      Usuń
    3. U nas bylo takie swiatloooo! Jak na taki dzien przystalo. Na pewno post o tym bedzie, bo latalam z aparatem, jak potluczona;)

      Usuń
    4. Konie rzeczywiście są nerwowe gdy wieje, a u mnie wieje od wczoraj strasznie!!!

      Usuń
  14. Mika - ja tez nigdy nie wiem na co tyle wydalam...a do tego, tradycyjnie juz, po duzych zakupach wraca sie do domu, zaglodzeni wspolmieszkancy pytaja - a co na obiad, a Ty masz kompletnie puste oczy i mowisz - nic. albo idz po rybe z frytkami, albo pasolka w pomidorach na grzance.... i wtedy pytaja - a CO Ty kupilas?? hrehrheehrh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK!!!! I leci tekst: "mamm znowu nic nie kupiła do jedzenia!!!";))))))))

      Usuń
  15. I: "zrobisz COŚ do jedzenia, czy mam SOBIE zrobić jajecznicę"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak!!!!! Potwierdzam!!!!!!!

      Usuń
    2. A ja wtedy mówię, że może pizzę zamówimy albo... kiełbasę ugotuję:)))))

      Usuń
    3. Moj kuzyn potrafil wejsc do kuchni/jadalni, gdzie ja z jego zona siedzialam, polazil po czesci kuchennej, zajrzal do lodowki, szedl do nas, siadal i mowil grzecznie - Malgosiu, zrob mi jajecznice....a ja, zlosliwa maupa, pytalam go, czy mu moc w nogach i rekach uszla....

      Usuń
    4. Opakowana, ja w takich razach też taka maupa jestem. Z tym, że pytam, czy rączki do du... przyrosły?

      Usuń
  16. A ja idę po śledzie !
    Dziędobry .. wieje, leje ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry, dobry, moje śledzie już gotowe:)))

      Usuń
    2. Dzień dobry , moje też !
      W tym roku pierwszy raz zamierzaliśmy z Milaczkiem czmychnąć na święta - trochę za ciężki był dla nas ten rok, dużo kłopotów i konfliktów. Ceny wyjazdów skutecznie wyleczyły nas jednak z tęsknoty za słońcem i świętym spokojem gdzieś pod palmą :) Tak więc będzie tradycyjny rodzinny spęd u mnie, choinka już ubrana i sznury światełek rozjaśniają cały dom, stroiki dekorują stoły, w lodówkach i garażu stoją pasztety, wędzonki, śledzie, w słoju kruszeją pierniki , zakwas na barszcz "dochodzi" , a ja cieszę się, jak głupi do sera :)
      Z dawnych wspomnień to na przykład takie : nie wiem, jakim cudem rodzice pozwolili nam samym, dzieciakom - mnie i siostrze, pójść po choinkę do nadleśnictwa. Kupiłyśmy, owszem, a potem całą drogę , pewnie z 2 kilometry, ciągnęłyśmy ją za sobą do domu . Troszkę wyliniała...:) Lubię też takie wspomnienie , już z wigilii w moim domu : po kolacji zawsze wysyłaliśmy małego siostrzeńca z babcią na dwór, żeby wypatrywali Mikołaja, a sami w tym czasie pakowaliśmy prezenty pod choinkę. Jaki był szał radości małego, kiedy któregoś razu udało mu się zobaczyć prawdziwego Mikołaja znikającego gdzieś za rogiem ulicy (pewnie wędrował) do sąsiadów - wpadł do domu z krzykiem : widziałem go ! Nie było więc już wątpliwości, od kogo są te paczki pod choinką :)

      Usuń
    3. mp, Oczami wyobraźni zobaczyłam Twój rozjarzony światłem dom i Ciebie na szezlongu w różowych, wełnianych skarpetach. Koniecznie z kubkiem parującej herbaty/kawy w dłoniach...

      Usuń
    4. Różowe skarpety spakowane przez Mikołaja pod choinkę :) Szewc bez butów chodzi ( i dziewiarka bez ciepłych skarpet...) No i z braku szezlonga wykładam się na łożu w sypialni, która robi za moje centrum dowodzenia wszechświatem i okolicami, ale reszta się zgadza :)

      Usuń
    5. Ja to mam wyobraźnię...

      Usuń
    6. Piękna ta twoja wizja świąt, ciepło aż bije z tego obrazu:))) Dużo bardziej mi się podoba niż siedzenie pod palmą:)) Ale się twojemu siostrzeńcowi udało, nie każdemu jest dane zobaczyć prawdziwego Mikołaja!!!

      Usuń
    7. Hana, oby to była wizja prorocza- że dorobię się i skarpet, i szezlonga !
      Mika, nam się udało jeszcze bardziej, bo na jakiś czas wątpliwości co do Mikołaja zniknęły :) Kurdesz, święta lubię, ale pod palmą tyż piknie ;-)

      Usuń
    8. Ojtam, pod palmę se pojedziesz kiedy indziej, niekoniecznie teraz, palmy nie uciekną:)))

      Usuń
    9. Wlasnie;) Palmy poza tym nie pachnom, a choinki..:)

      Usuń
    10. Może i nie pachnom, ale banany na nich są, albo inne kokosy! A u nasz co? Tylko te japka i japka...

      Usuń
    11. Ale taki kokos, moze zabic;) A japko nie:)

      Usuń
    12. Wy z temi wyjazdami świątecznymi to paczajcie. Jeden jedyny raz chciałam wyjechać na obóz do Zakopanego w święta. Łamać tradycję chciałam. Argumentów dla Rodzicieli miliony. Jak skała byłi : w śwęta się nie wyjeżdża od rodziny ! I wtedy wzieli i wprowadzili stan wojenny. Do dziś w rodzinie mówio, że to przeze mnie ! Tak to się zapisałam historii, o !

      Usuń
    13. A ty wiesz, jak wtedy w Zakopanem pusto było?? Na Kasprowym się jeździło bez żadnych kolejek, na okrągło, a warunki były rewelacyjne. Ci szczęściarze co załatwili sobie jakieś przepustki no i miejscowi oczywiście mieli jak w raju.

      Usuń
    14. Ino dutków nie beło...

      Usuń
    15. Ewa, ale historia:))))

      Usuń
    16. Siem do tych szczenściarzy zaliczałam, to też wtedy po raz pierwszy zjechałam z Kasprowego ale z duszą na ramieniu. Wszyscy znajomi swietnie jeździli na nartach a ja tak zakosami 100m w prawo, 100 w lewo. Nie wiem ile razy obrócili tam i z powrotem zanim ja wreszcie czerwona z wysiłku i strachu jak bakłażan zjawiłam się na Goryczkowej.

      Usuń
  17. Hej Kurki, wreszcie moge skrobnac kilka slow. Po totalnym wariatkowie wlasciwie od momentu przyjazdu do Krakowa i zalatwianiu mnostwa spraw wreszcie przynajmniej ostatnia wizyta u pani specjalistki od kregoslupa i ustabilizowanie odcinka ledzwiowego. Jestem oplastrowana na tzw kwiatuszek , bardzo ladne tasmy czerwona z zielona. No a teraz szukac nowych oprawek na kurze slepka bo wlasnie mi sie obecne zlamaly a bez okularow to niewiele widze, ale pech.
    Za to Swieta mam zaproszeniowe i oprocz prezentow nie mam nic na glowie, a bardzo lubie kupowac prezenty, moga byc drobne ale takie co to sie przydadza albo do zjedzenia albo do ozdoby. Acha moja przyjaciolka piala dzisiaj z zachwytu nad kalendarzem, ktory dostala ode mnie w formie prezentu, ona uwielbia koty (psinki tez). Mika jak dostaniesz pierogi, ktore sie niedajbuk rozkleja znaczy sie pomagalam M. w klejeniu. No to ide szukac tych nieszczesnych oprawek okularowych, wieje jak licho, chyba najpierw jakas czapke kupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dychnij ty kobieto chwilę, bo wrócisz wymęczona do tej zimnej Szwecji. Pierogi wolałabym raczej nierozklejające się...

      Usuń
    2. M. mnie do pierogów nie dopuściła. Zawijaniec z powidłem i innymi dobrościami to ja też lubię.

      Usuń
    3. Bacha, jeszcze nie śpię!

      Usuń
  18. Mikuś, mam nadzieję, że i Ty i Tropiczek macie się lepiej :)
    Pięknie napisałaś, oj pięknie. I mądrze! Nie wolno wyrzucać żywności.
    Ja wynoszę ja biednym. chleb notorycznie. Teraz przed wyjazdem do Wro, zapakowałąm resztę bigosu do słoika i postawiałam obok tego chleba. Boję się, że jakiś żul może się we mnie teraz zakochać na śmierć ;P bo bigos robię świetny.
    We Wroclove tak duje wiatr, że sorry ale muszę to nazwać chyba dosadniej, ale się wstydzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Viki, mamy się lepiej, chyba:)) Rozczuliłaś mnie tym bigosem dla bezdomnych... To bardzo ładne:))
      U nas też wieje jak fiks i pada deszczyk...

      Usuń
  19. Viki? PIŹDZI? U nas też.

    OdpowiedzUsuń
  20. U nas na szczescie, nie wieje. Nie lubie, bo wtedy leb boli, a i dekoracje by mi zwialo z okien.
    Mika, w naszym domu, zywnosci sie nie marnuje. Moje dzieci wiedza, ze jak na obiad rosol, to na drugi dzien pomidorowa, albo barszcz na tem rosole. I krokieciki z miesem. A dzielimy sie tez chetnie: ) Slemy paczki, ludzi zapraszamy:) Serce sie raduje, ze mozemy, ze mamy tyle, by cos komus dac.
    Choinka, juz pachnie:) I mryga. Przpadkiem kupilam lampki retro, myslalam, ze zepsute, a one migajace;) Jeszcze dzis pierniki bede piec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, jeśli migajo, to retro so?

      Usuń
    2. Przy okazji;) Bo to takie lampeczki pastelowe, roznokolorowe. A nie takie jednokolorowe , jak dzis robio;)

      Usuń
    3. U mnie z rosołowego to na ogól zapiekanka ryżowa z mięsem albo z kurczakiem z tego rosołu. Pierniki upiekłam jeszcze przed pójściem do szpitala i dojrzewają sobie w lodówce:)))

      Usuń
    4. Nigdy sie nie porwalam na te dojrzewajace. Musze sprobowac kiedys.

      Usuń
  21. Jakoś żadna anegdota mi się nie chce przypomnieć, ale moje dziecko, lata całe w Wigilię szykowało pułapkę na Mikołaja. Wiązał więc w okolicach okna i na korytarzu sznurki, całą sieć, jak pająk wyplatał (zużywając babcine kłębki wełny). Potem się go wywabiało na korytarz wypatrywać z wysokiego piętra Mikołaja. W tym czasie otwierało się szeroko ono i ładowało prezenty pod choinkę, a on wróciwszy z wypatrywania zawsze był zawiedziony, że "znowu się nie złapał". Trwało to naprawdę długo, aż byłam zdziwiona, że on ciągle w tego Mikołaja wierzy..........

    OdpowiedzUsuń
  22. Mnemo, to była chyba taka "życzeniowa" wiara...
    Jak Twoje ciśnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuźwa, wczoraj 153 na 113. Dziś mniej 143x85. Wczoraj spałam prawie całe popołudnie. A dziś mi jeszcze taki jeden wyszperał torbiele. Cholera chyba w prezencie gwiazdkowym.
      U mnie tak piździ, że łeb urywa.

      Usuń
    2. Mnemo, ale ty nie choruj!!! W święta odpocznij sobie porządnie!
      A synuś bardzo pomysłowy:)))

      Usuń
    3. Mnemo, a wiesz, ze z naszym S. bylo podobnie? W koncu mueislismy go uswiadomic, bo juz nie mislismy sil, by omijac pulapki i latac z pakunkami na mrozie;) Strasznie byl zawiedziony..

      Usuń
    4. Ja w końcu zapytałam, Ty poważnie wierzysz w tego Mikołaja? No...niby nie,ale fajnie polować na niego.

      Usuń
    5. A nasz wierzyl , do konca. Ale dzielny byl, bo siostry nie owsiecil;) Modszej o lat 6.

      Usuń
    6. Przepraszam, za te bledy, bosz, ale w biegu pisze;)

      Usuń
    7. ta życzeniowa wiara jest i u mojej Myszy
      zapiera się, że on do dzieci przychodzi do 18 roku życia, a dorośli sami sobie nawzajem te prezenty robią
      jestem jednak pewna, że on a już wie
      sama jednak jeszcze nie zamierzam jej uświadamiać :)

      Usuń
    8. Dziecko wie, co robi. Jak najdłużej zachować marzenia:)

      Usuń
    9. Fajne te wasze dzieciaki... A ja w tym roku dostałam na Mikołaja drobny prezencik od mojego ucznia, niejakiego Karolka z klasy czwartej podstawówki, tak mi go jakoś podłożył, że nie zauważyłam, a potem mówię: "O, jakiś Mikołaj mi tu coś podrzucił!" Na co Karolek" Nie musi pani udawać, ja już nie wierzę w Mikołaja..." Jakoś mi się żal zrobiło...

      Usuń
    10. Młody do dziś ma takie świąteczne zachciołki, całe menu zaordynował:)) Np. gulasz na placku zbójnickim, świąteczne jedzenie nie? Ale mamusia zrobi:))) I makiełki:))

      Usuń
  23. Witajcie Kurki. U nas też wieje okrutnie. Mika pięknie napisała, też nie wyrzucam tego co zostało i krew mnie zalewa jak widzę spleśniałe bochenki w śmietniku.
    Anegdotę mam komiczną. Zacznę od tego, że u nas je się wigilijny żurek na wywarze z suszonych grzybów, podbielony śmietaną i oczywiście z uszkami. Zawsze tak było i nie wiem dlaczego. Stan wojenny, nie możemy jechać do mamy, ale ona robi nam niespodziankę i przyjeżdża. Przejęta do niemożliwości, bo to pierwsza wigilia w moim domu, kupiłam żurek u "baby" na targu. Miał być pyszny. Chcę wlewać do wywaru z grzybów, otwieram butelkę, a tam zapach dziwny. Próbuję....zakwaszony wodą spod ogórków. Zjedliśmy wtedy żurek z torebki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, moje pierwsze ciasto w święta zjedliśmy łyżką... I jakoś zapał do pieczenia mi minął. Bezpowrotnie.

      Usuń
    2. Ewa, to niezwykle oryginalne danie, ten twój żurek, nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Ciekawe jak smakuje, jak połączenie grzybowej z żurkiem?

      Ja się pewnie powtórzę, bo pisałam o tym w zeszłym roku, ale też w stanie wojennym po raz pierwszy robiłam samodzielnie uszka, rodzina już jechała z Krakowa uzyskawszy przepustkę. Ciasno mi w kuchni było, poukładałam więc uszka jedne na drugich. One skwapliwie wykorzystały sytuację, łącząc się ze sobą nierozerwalnie... Nic się nie dało zrobić, w desperacji więc rozwałkowałam je wszystkie razem z farszem , pokroiłam w kwadraciki i zrobiłam grzybowe łazanki. Mówili grzecznie, że dobre:)))

      Usuń
    3. Tego wywaru nie daje się wiele, tak do smaku. Przeważa żurkowy smak. Spotkałam się z tym zwyczajem w opisach potraw, gdzieś w Małopolsce, nie mogę sobie przypomnieć gdzie.. Czytałam we wspomnieniach.
      Teraz to chyba tylko u mnie tak się je, tak było u babci i tak zostało.

      Usuń
  24. Hano, Miko i wszystkie Kury zgromadzone w Pastelowym Kurniku:)
    Wam i Waszym Rodzinom składam najserdeczniejsze życzenia szczęśliwych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia
    oraz zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku.
    Dołączam podziękowania za spotkania w rzeczywistości (te byłe i te przyszłe), dobre słowa i ciepłe myśli oraz wszelkie komentarze na moim blogu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arteńka kochana, tobie też pięknych, ciepłych Świąt i tak jak Hana, ciekawych podróży w przyszłym roku, bliższych i dalszych, lądowych i morskich:)) Razem z życzeniami dziękuję nieustannie za wszystko, co dla mnie w tym roku zrobiłaś!!! Ściskam mocno i też pytam, czy jeszcze zajrzysz???

      Usuń
    2. Arte po prostu sympatycznych świąt życzę :))) Dzieki za spotkania ( te byłe i to najbliższe :))) )

      Usuń
  25. Arte, dziękuję za siebie, bardzo. I Tobie życzę wymarzonych podróży z nowym rokiem i pięknych świąt, ale jeszcze tu zajrzysz, np. jutro?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artenko Kochana, i ja dziekuje!
      Dobrego Nowego Roku Ci zycze! I Spokojch Swiat:)

      Usuń
    2. Artenko - czasu na podroze w Nowym Roku zycze!!!!

      Usuń
  26. Pierdniki wyroslyyy, sledzik zapakowany w sloik.
    Chwilka na opowiesc jest. Choc zawsze mi smutno, gdy sobie te zdarzenia przypominam.

    Otoz dawno temu, na naszej choince zamiast lampek elepstrycznych byly swieczki. I jak to czesto bywa (Opakowana pisalas o tym), od swieczki zajela sie firanka, prawie pozar w domu wybuchl. Ja tego nie pamietam, znam z opowiesci mamy, Skonczylo sie na szczescie na spalonym drzewku, firance, okopconych scianach. Kilka lat pozniej, wrociwszy z przedszkola, pokazywalam , jak skacze zabka, wpadlam w choinke, ktora upadla i potlukly sie sliczne, balwankowe bombki. Dlugo oplakiwalam "moje kulki". Potem byli kilka lat spokoju, Mama odbudowala te dekoracyjne ubytki. Ale , pewnego razu, przed Wigilia, gdy zeszlysmy do piwnicy, okazalo sie, ze komus spodobaly sie nasze ozdoby, sanki, przetwory. Ogolocono nam piwnice ze wszystkiego, zostaly smetnie porzucone dwie, czy trzy slomkowe ozdoby. Splakalysmy sie , jak bobry. Bo w naszym domu naprawde sie nie przelewalo. A poza tym, nasze bombki byly piekne i mialy juz swoja historie. zamiast choinki musialy wystarczyc galezie. Bez ozdob. Dobrze, ze u babci, jak zwykle, krolowalo wielkie 3 metrowe drzewko pachnace lasem. Troche ukoilo moj smutek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, Kasia, ale smutne... Cała nadzieja w tym, że ktoś to ukradł dla swoich dzieci i chociaż one miały fajne święta:((

      Usuń
    2. Nam też ktoś kiedyś ukradł pudło z ozdobami choinkowymi. Do tej pory mi żal. One miały wielką wartość, ale sentymentalną... Na co to komuś?

      Usuń
  27. Mi ktoś z piwnicy zakosił lata temu małą pralkę i wirówkę. Skapowałam się, jak chciałam do kaczorówki zabrać. Sprytnie zrobił, drzwi były cały czas zamknięte. I jeszcze ukradł taka małą choinkę juz wystrojoną, wygodna była, wyjmowało sie z kartonu i stawiało, miała juz na sobie ozdoby. ciekawe, jak to jest spędzać święta przy kradzionej choince?

    OdpowiedzUsuń
  28. Mnemo, pewnie tak, jak zanieść ukochanej kwiaty skradzione z cmentarza. Ktoś, kto to robi, niczego nie kuma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to, co nam się w głowinach nie mieści dla innych normalka.....

      Usuń
  29. Witajcie kurki, tak dawno mnie tu nie było.i tyle róznych rzeczy mnie ominęło.
    Nie jestem cierpiąca z tego powodu, bo tak w życiu bywa i był to mój wybór ale ja przez ostatnie 15 lat nie miałam zadnych Świąt. Albo pracowałam od 8 rano do 10 wieczór albo siedzialam na lotniskach i w samolocie. Czy możecie sobie wyobrazić jak mi teraz dobrze ze swoją choinką i u siebie w domu? Nie potrzeba mi żadnych przysmaków, gości ani wychodzić do kogoś. Nareszcie świętuję i nikt mnie nie pogania. i nikt mną nie rządzi.
    Jak jeszcze na Pasterce zaśpiewam " Bóg się rodzi.." to będę zadowalona z takich Świąt przez cały rok.
    I wam życzę takich radosnych, pogodnych Świąt w gronie swoich bliskich a w Nowym Roku szczęscia i wszelkiej pomyślności,
    Szkoda, nie ma sniegu, w Beskidach pochmurno, ciemno i czasem kropi deszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alina, jak fajnie, że się odezwałaś!!! Rzeczywiście bardzo długo cię nie było, mam nadzieję, że teraz już będziesz zaglądać?
      Bardzo się cieszę, że nareszcie masz takie Święta, jakie chciałaś i możesz sama sobie decydować co chcesz robić. Kolędy też bardzo lubię:)) Alinko, dobrych, zdrowych i spokojnych wymarzonych Świąt dla ciebie, wspaniałego, ciekawego i radosnego Nowego Roku! A nie zapominaj o nas!!!

      Usuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jakie tu fajne opowieści!! Nadrabiam.;)

    OdpowiedzUsuń
  32. U nas wigilijną potrawą jest słodka kapusta z fasolą zwykłą nie jaśkiem i suszonymi grzybami ,trochę mało apetycznie wygląda ,ale bardzo dobrze smakuje :)))) Wszystkie składniki gotuje się osobno potem łączy razem . Fasolę tupta sie ,czyli lekko rozgniata tłuczkiem ,a grzyby przesmaża sie z cebulką .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba musi byc dobre... Dawniej mój Tato na Wigilię zawsze robił do ryby sałatkę z czerwonej kapusty z fasolką perłową.

      Usuń
  33. Dzien dobry z Zakopanego, sniegu juz prawie nie ma a byl przecie...byl w niedziele! ale w Bialce tatrzanskiej mozna szusowac wiec Portugalczycy szusowali. Mogloby jeszcze raz popadac sniegiem.....wczoraj w karcmie bialczanskiej gdzie czekalam az sie Portugalczykom znudzi szusowac i holubilam Fofi, puszczano w kolko koledy polskie w wersji goralskiej, wreszcie poczulam Swieta! Odwiedzilismy tez "Burego Misia" niezwykla restauracyjke niezwyklego artysty w Bukowinie Tatrzanskiej...niesamowite miejsce i bardzo dobre jedzonko...podobalo sie mojej zagranicy.
    Dobrego dnia zycze a ja mam nadzieje zobaczyc dzisiaj Mike!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, zazdraszczam, że zobaczysz się z Miką, nie zazdraszczam braku śniegu w Zakopanem, w końcu po to tam pojechaliście:)
      Ściśnij Mikę ode mnie, co osobiście, to osobiście...

      Usuń
  34. Dziędobry, u nas Wilekanoc !

    OdpowiedzUsuń
  35. Cześć Ewa, u na też, tylko duje i duje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też i szaro i ciemno... Ale popołudnie się szykuje jasne i miłe, bo z Grażynką!!! Pardon, z Grażyną, Grażynkę miziam za uchem:)

      Usuń
    2. Miłego popołudnia Miko w wspaniałym towarzystwie. Fajnie macie. U nas przynajmniej smog ten wiatr wywiał. Uściski dla Was i mizianko dla Tropika.

      Usuń
  36. Witajcie Kurki. Wieje nadal, ciemno i mokro. Jadę do córki na drugi koniec miasta, będziemy gotować kapuchę i kompot, bo Wigilia u niej.
    Miłego dnia, mimo że trzeba robić różne rzeczy, których się nie lubi.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mikus!!! dziekuje za spotkanie, dotarlam na Jagiellonska idac sobie nocnym Zakopanem. Ciesze sie bardzo z naszego widzenia , bylo mi bardzo milo Ciebie poznac w realu, kutia byla bardzo smaczna, ciasto "smieszne" tez , Tropik jest cudownym pieskiem, oby choroby go juz nie trapily....Dobrych Swiat Wam zycze i do zobaczenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i my się kiedyś spotkamy, Grażyno:))) I wcale się nie dziwię, że Tropik zrobił na Tobie dobre wrażenie:)))

      Usuń