wtorek, 10 czerwca 2014

KINO I JA

Tytuł już mówi, o czym będzie post - o mojej miłości do kina. Ale do kina przez duże K, nie do tandetnej, jarmarcznej  rozrywki , jaką się w dużej mierze stało. Tęsknię do czasów, kiedy kino było sztuką...

Ale od początku i chronologicznie - zaczęło się od poranków dla dzieci o godzinie 11.00 w szacownym kinie "Giewont". Kino owo bynajmniej prowincjonalnym nie było, było to tzw. kino premierowe, w ówczesnym województwie krakowskim kina takie dostawały nowości w pierwszej kolejności. Na poranki uczęszczałam przeważnie z Tatą w niedzielę.  Była i "Polyanna",  i "300 mil do domu", i bajki. Potem już chodziłam sama i z koleżankami. Pamiętam, jak kiedyś w czasie wakacji wybraliśmy się z kuzynem na film "Kowboju do dzieła", dozwolony od lat 16 ( a tak!)  . Znany paru koleżankom J był o dwa lata starszy ode mnie i owe 16 właśnie ukończył, ale wygląd miał wonczas bardzo dziecinny i bez legitymacji go nie wpuścili... Mnie natomiast, 14-latkę jak najbardziej i, kurczę, nikt mnie o legitymację nie pytał... J długo mi tego nie mógł darować:))

Jednak moja miłość do kina rozkwitła tak naprawdę w wyższych klasach liceum i na studiach w Krakowie. Byłam nastolatką trzymaną raczej krótko i wracać do domu musiałam punktualnie. Pamiętam potworną awanturę, gdy spóźniłam się z kina o 1,5 godziny, ponieważ rosyjski "Król Lir" trwał prawie cztery godziny...

Filmem, od którego wszystko się tak naprawdę zaczęło, był "Piknik pod Wiszącą Skałą" Petera Weira. Niezwykły, oniryczny klimat australijskiej pensji dla panien, przyroda australijska i ta niezgłębiona tajemnica zniknięcia kilku pensjonarek... No i ta przenikająca muzyka George Zamfira, grana na fletni Pana... Posłuchajcie zresztą sami:

Okres studiów to przede wszystkim DKF-y, czyli Dyskusyjne Kluby Filmowe , do których namiętnie chodziłam, głownie do nie istniejących już kin "Młoda Gwardia" (obecnie browar) i do kinoteatru "Związkowiec" - same nazwy wskazują, jakie to były czasy:)) Było to też okno na świat filmowy: tam poznałam filmy Kurosawy, Bergmana, Saury, Felliniego, Pasoliniego, Polańskiego... Jednak pierwszą fascynacją stał się Werner Herzog i jego "Szklane serce". Niesamowity film, o szalonym właścicielu huty szkła, który marzył o wynalezieniu prawdziwie rubinowego szkła, z domieszką krwi dziewicy... Część aktorów grała w stanie hipnozy i aż człowiekowi dreszcze latały po plecach. Wizje proroka Hiasa były filmowane na taśmie z grubym ziarnem i odczucie było takie, jakby się wchodziło w obraz.  Niezwykłe były też jego inne filmy, "Stroszek", "Zagadka Kaspara Hausera" , "Nosferatu wampir". Nosferatu grany przez Klausa Kinskiego na zawsze zostanie mi w pamięci jako potwornie nieszczęśliwy wampir, pragnący miłości niemożliwej do spełnienia. A scena, gdy statek Nosferatu wiozący czarną dżumę i hordy szczurów wpływa do holenderskiego portu do dziś mnie przeraża. Można by namalować taki obraz...

A potem Fellini. Mój ukochany "Amarcord" z  fantastyczną muzyką Nino Roty. Życie małego miasteczka we wszystkich porach roku, z galerią baaardzo specyficznych typów i typków, miejscowa piękność Gradisca, idąca w czerwonym płaszczyku pomiędzy tunelami śniegowymi (zima stulecia!) , zupełnie nieprawdopodobny  zestaw nauczycieli tworzących najdziwaczniejsze grono pedagogiczne w historii, a w tle Mussolini i trudny okres dojrzewania nastolatków ( jeden prawie zostaje uduszony przez gigantyczny biust kioskarki w moherowym sweterku) . Przypomnijmy sobie muzykę:


Okres studiów w Krakowie to także słynne Konfrontacje filmowe, święto kina światowego. Wiele filmów można było zobaczyć tylko przy tej okazji - ograniczona dystrybucja na zasadzie wentyla bezpieczeństwa, no i żeby społeczeństwo nie było takie zacofane:)) Godziny spędzone w kolejkach po karnety, a potem już tylko uczta duchowa, codziennie przez chyba 12 dni. Uwielbiałam tą atmosferę, czytanie list dialogowych na żywo przez lektorów (czasem nie trafiali z szybkimi dialogami i zamieniali kwestie bohaterów), zawieranie znajomości z podobnymi kinomaniakami.

W czasie studiów zrobiłam też kurs dla organizatorów DKF-ów, legitymację mam do dziś. I, o dziwo, przydało mi się to dużo później gdy prowadziłam DKF działający przez jakiś czas przy teatrze Witkacego. Seanse odbywały się w kinie  o godz. 22.00!  I tak się dziwię, że ktokolwiek na te filmy przychodził o tej porze, wtedy życie nocne jeszcze tak nie kwitło. Ale bywały takie seanse, że w całym sporym kinie było może 5 osób. Filmy wypożyczaliśmy głównie z Filmoteki Narodowej , przyjeżdżały w ciężkich żelaznych skrzynkach transportem pociągowym, odbierało się je czasem tuż przed seansem na dworcu i potem odsyłało tą samą drogą. Lubiłam robić cykle filmowe, np różne realizacje "Makbeta" (Orson Welles, Polański, Kurosawa), albo hity kina niemego, albo kino amerykańskie lat 70-tych. Potem niestety nie mogliśmy za bardzo się dogadać z dyrekcją kina co do kosztów wynajmu sali i przyjemność się skończyła.

Żal mi tamtych filmów i tamtych małych kin, gdzie nikt nie żarł popcornu a jak ktoś szeleścił cukierkiem to był opieprzany przez pół kina. Pamiętam swój szok w roku 1980 w kinie w Londynie, gdy wszyscy coś jedli i pili a sala kinowa po seansie wyglądała jak pobojowisko i śmietnik. Byłam oburzona i pomyślałam wtedy: Jak to dobrze, że u nas jest inaczej... No niestety już nie jest. I filmy jakieś nie te, natychmiast do zapomnienia po obejrzeniu, chociaż perły się trafiają . I trzeba ich szukać, żeby nie zwątpić, że kino sztuką jest i basta.





Jako suplement muzyka z filmu, który przypomniała mi Hana, a ja się walę po głowie, jak mogłam o nim zapomnieć... "Bagdad Cafe"!!!


202 komentarze:

  1. Ech, Mika, wywołałaś lawinę wspomnień. Te same filmy, DKF-y, Konfrontacje (uciekałam na seanse z pracy!). Podziwiam Twoją pamięć szczegółów. Aż takich detali filmowych nie pamiętam! Ale pamiętam tamtą magię. Czy to starość jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że trochę tak... Magia niestety jakby uleciała... Ale fajnie, że mogłyśmy jej doświadczać:))

      Usuń
    2. Wiesz, jeśli film wbija w fotel, to i magia jest. Sądzę, że nie chodzi tu o miejsce, czyli rodzaj kina. Tamta magia brała się głównie z niedostępności i niedostatku. To był powiew świata, mogliśmy się dowartościowywać, że oglądamy ten film "tylko" kilka tygodni po premierze...

      Usuń
  2. Rodzice mnie uczyli, że w kinie trzeba być cicho i nie wolno szeleścić papierkami. Zostało mi to do dziś. Nie szeleszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. E tam, szfystkie śpiom. To i ja spadam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie je upał zmógł. Odpoczywaj kotek.

      Usuń
  4. Ty, Kotek, odpoczywaj bardziej! Pa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie zajrzałam, przed snem. Też najwięcej do kona chodziłam w czasie studiów. Kino studyjne było wtedy w "Sztuce". Zaliczało się całą włoską nową falę, odkrywało Godarda, kino japońskie i wiele innych.
    Teraz chodzę rzadko, mdli mnie zapach popcornu, a reklamowanymi "arcydziełami" na ogół się rozczarowuję.
    A teraz, zamiast prowadzić dyskusję, muszę sprzątać, bo kot narzygał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny kocio. I biedna pani.
      Piszesz o kinie "Sztuka' w Krakowie? Tam też chodziłam do DKFu, ale potem był remont bardzo długi.

      Usuń
    2. Tak, o tym w Krakowie. Polikwidowali fajne male kina w centrum miasta, do Wandy chodziłam z dziećmi na poranki z bajkami.

      Usuń
    3. O, do "Wandy" też chodziłam:)) Nawet chyba raz na Konfrontacje tam uczęszczałam. I jeszcze do "Wolności" na ówczesnym Placu Wolności.

      Usuń
  6. Ewa2, myślę, że teraz jeśli ktoś chce, też odkrywa. I teraz trafiają się wielkie filmy przecież. Jest mnóstwo chłamu, ale wtedy też był.
    Co Ci tam jeden kot mógł narzygać. Co kot napłakał? U mnie to dopiero jest rzyganko. Czasem nie wiem nawet, które to zrobiło. Na oko wygląda tak samo. Patrzę wtedy, kto się oblizuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u mnie przestrzeń na rzyganko odpowiednio mniejsza.

      Usuń
    2. No niby racja, ale jeśli zrobi to Frodo, wielkość przestrzeni jest proporcjonalna do tego, co zrobił:)

      Usuń
  7. No nie, teraz to już NAPRAWDĘ idę. Twardzielki z nas. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, Mika, ten post moglam napisac ja sama! Ty musisz byc cos okolo mojego rocznika, za duzo tu zbieznosci, i DKfy, i konfrontacje, i kinematografia, ktora pamieta sie przez dziesieciolecia, i filmy, ktorych nigdy wiecej nie mozna bylo obejrzec, a ktore zapadly w pamiec.
    Ehhh, czasy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnikiem jesteśmy zbliżonym pokoleniem:)) A z wiekiem się wraca do wspomnień:)) Cieszę się, że trafiłam i w twoje wspomnienia!

      Usuń
  9. I ja Miko, mogłabym post ten napisać (wszak jesteśmy z tego samego szalonego pokolenia). I moje wspomnienia dokładnie tak samo by brzmiały, z wyjątkiem kursu. Poza tym wszystko (sic!!!) się zgadza. Może się nawet gdzieś minęłyśmy w tym Krakowie, bo i ja bywałam tam czasami z przyjaciółmi podczas Konfrontacji, w DKF-ach, w teatrze i w filharmonii (w K. bywałam zwykle od piątku rano prawie każdego tygodnia). Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owieczko, nareszcie się objawiłaś! Myślałam o Tobie dziś rano, zanim jeszcze odpaliłam komputer! Paczę, a tu, tadam, Owieczka!

      Usuń
    2. Strasznie się cieszę, że dałaś głos:)) I że mamy taką zbieżność upodobań... Nie napisałam jeszcze o wielu filmach, zwłaszcza polskich, to chyba na osobny post. No i jeszcze moje ukochane "Dawno temu w Ameryce"... I scena z ciastkiem:))
      Bardzo to jest możliwe, że mijałyśmy się gdzieś w krakowskich kinach, fajnie przynajmniej tak pomyśleć.

      Usuń
  10. I ja też mogłabym się pod tym postem podpisać obydwuma rękoma. Od zauroczenia "Piknikiem nad wiszącą skałą" zacząwszy. Felliniego też, a najbardziej "A statek płynie". Jedynie nie lubię zdecydowanie Kurosawy. Zupełnie do mnie nie przemawia azjatyckie kino. Dla mnie bardzo ważna w filmie jest muzyka. Najlepsza ponoć jest ta, której po filmie nie pamiętasz. Konfrontacje - to było święto. Oj, się na nie czekało. A maratony filmowe, i DKF-y też. To se ne wrati, panie Hawranek, że tak zacytuję z kina czskiego, które też lubię :)
    Dziędobry Kurki w ten piękny słoneczny poranek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Kurosawę polubiłam, gdy obejrzałam "Tron we krwi", japońską wersję Makbeta, czarownice były tam zupełnie zjawiskowe. I jeden z jego ostatnich filmów, "Sny" , różne obrazy wyśnione przez niego, robi ogromne wrażenie. Atmosfera Konfrontacji była nie do powtórzenia.

      Usuń
    2. Kurosawy nie mogie, no nie i już.

      Usuń
    3. Ewa napisała:"Dla mnie bardzo ważna w filmie jest muzyka". Mam podobnie.
      Z biegiem lat uleciały z pamięci tytuły, fabuły, postaci, ale nie muzyka. Często jakiś motyw
      powraca echem, wręcz prześladuje. I bywa, że trudno jest go powiązać z konkretnym obrazem.
      A Nino Rota? Tak, jak najbardziej. Zwłaszcza jego muzyka do "Ojca chrzestnego".
      I Zamfir ze swoim "Samotnym pasterzem". I jeszcze, lub przede wszystkim, E.Morricone,
      skoro o "Dawno temu w Ameryce" mowa.
      Rozmarzyłam się wspominając tamte czasy, niegdysiejsze filmy...

      Usuń
    4. A co mnie tak "wyspacjowało"? ;)
      Kto wie?

      Usuń
    5. Duch kina, żeby podkreślić ważność:))

      Usuń
    6. Albo i upiór w operze!

      Usuń
    7. Ksanthippe, a pamiętasz może muzykę w filmie "Bagdad cafe"? Normalnie, ciary...

      Usuń
    8. O ja cie, jak mogłam pominąć "Bagdad cafe"??????? Sklerotyczka to ja a nie ty!!! Zaraz poszukam to może wkleję jeszcze!

      Usuń
    9. Piękne. Jednak musiałam sprawdzić,kto to śpiewał. Javetta Steele.
      Najczęściej słucham tego:
      http://www.youtube.com/watch?v=3lVdDOiHiBo

      Usuń
  11. Do kina chodziłam niewiele, na teleranku to chyba byłam raz,i to z siostrzenicą:)
    Tym bardziej teraz nie daje się skusić.
    Dobre kino,czyli ciekawe filmy znam głownie z tv.
    Nagrywaliśmy na video, płyty cd,a teraz pendrivy,czy twarde dyski:)

    Urzekły mnie tez filmy Carlosa Saury, był cykl w tv dawno,dawno temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, przegląd filmów Saury był dwa tygodnie temu na TVP Kultura, m.in. "Nakarmić kruki" i "Mrożony Peppermint". Niektóre filmy jednak powinny być oglądane w kinie,.

      Usuń
    2. O proszę! Nie wiedziałam, a chętnie bym sobie przypomniała.

      Wiesz,ja nawet takie jakieś kosmiczne cuda (maż lubi) typu Avatar oglądam wygodnie w domowym fotelu:)))

      Usuń
    3. Heh, na ,,A statek płynie" w kinie kłodzkim Aurora było 5 osób:))
      Mąż miał kino pod nosem, więc często bywał.

      Ja zaś najbardziej pamiętam wypad z koleżankami na ,,Abbę" :))

      Usuń
    4. "Nakarmić kruki" był pierwszym filmem Saury, jaki widziałam. Piosenka z tego filmu krąży w radiu do dzisiaj. A było to daaawno temu...

      Usuń
    5. To prawda, do dzisiaj ją bardzo lubię:)

      Usuń
    6. Jeśli mogę coś doradzić, to pilnuj programu na TVP Kultura, często są powtarzane dobre stare filmy, były też kryminały z lat 30-tych, Bergman i różne inne.

      Usuń
    7. Miko, zdarza mi się załapać, to prawda. I stare polskie filmy też są tam super.

      Usuń
  12. Witajcie kurki w kolejny upalny dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas mniej upalny. Ino 28 a nie dyche wiecej.
    Mika, "Piknik ". byl jest i bedzie jednym z moich ulubionych filmow. Atmosfera , po prostu zbija z nog !

    Popcorn, cola, zarcie w kinie, brr. Nauczylismy dzieci, ze jesli chca bardzo, to popcorn bedzie po seansie.
    Trzymaja sie tego do dzis;) Stare konie;)

    Musze sie Wam przyznac, ze bardzo lubie francuskie komedie. I te stare i te nowsze.
    A jednym z najbardziej dziwnych, wrecz idiotycznych filmow, ale ktory szalenie sie nam podobal byl szwedzki film: Niesciszalni .
    http://www.rp.pl/artykul/643203.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, a znasz film "Przepiórki w płatkach róży"? Na podstawie powieści Laury Esquivel? Jest lepszy, niż książka, na ogół bywa odwrotnie. Jeśli nie znasz, poszukaj koniecznie. Jest urzekający!

      Usuń
    2. Przypomnialas mi, ze widzialam ten film, za to ksiazki nie czytalam.

      Usuń
    3. Kasia, też Cię film zachwycił? Mnie urzekł na śmierć.

      Usuń
    4. Kasia, witaj w klubie miłośniczek "Pikniku"! Trochę by się nas uzbierało:)) Bardzo porządne dzieci wychowałaś:))
      Tego szwedzkiego filmu nie znam, popatrzę na ten artykuł.

      Usuń
    5. Piknik the best! Nic nie stracił przez te wszystkie lata.Niekt óre filmy jednak trącą myszka , kiedy się je teraz ogląda, ale ten nie!

      Usuń
    6. Jak dla mnie to jest arcydzieło. W ogóle filmy Petera Weira kręcone w Australii, zanim niestety pojechał do Hollywood, są dla mnie wspaniałe., np "Ostatnia fala" z Richardem Chamberlainem o tajemniczych wierzeniach Aborygenów czy historyczny o bitwie pod Gallipoli. Niestety Hollywood go przemieliło bądź przemełło i już nic znaczącego, moim zdaniem nie zrobił.

      Usuń
  14. Czołem Kury! Piór trzeba trochę podrzeć, nie będzie tak gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  15. weselnapiekarka11 czerwca 2014 10:52

    Upał,z samego ranka podlałam ogórki,mizerne,ponadgryzane przez tabuny ślimaków i całe armie mrówek.Pozbierałam też truskawki,cztery kobiałki i to już trzeci raz z rzędu.Muszę coś z nimi zrobić.Pierwszą partię zmiksowałam ,wlałam do małych pojemniczków i zamroziłam ,Z drugiej ale tylko z jednego kilograma zrobiłam pierwszy raz nalewkę/znalazłam przepis w masie swoich szpargałów/a resztę zasypałam cukrem i zaraz będę zagotowywać w słoikach.W chwili odpoczynku włączyłam komputer i swój ulubiony blog.Wróciły wspomnienia,kino objazdowe,które dwa razy i to tylko latem przyjeżdżało do naszej wsi.Filmów nie pamietam.ale atmosferę w czasie seansu bardzo dobrze. Ze szkołą podstawową byłam na "Krzyżakach","Szatanie z 7 klasy".Dopiero w szkole średniej odkryłam kino,a był to czas westernów,filmów z serii serca i szpady,Troszeczkę póżniej nasze,polskie,Filmy,które dzisiaj też oglądam z wielką przyjemnością.Niestety,na tym się skoczyło.Nastały dla mnie czasy w których największą radością było czytanie książek/przeważnie nocą/A teraz to już mim się nie chce iść/jechać/ do kina .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weselna, aż się zarumieniłam, jak przeczytałam słowa "ulubiony blog":))) Bardzo, bardzo nam miło i dziękujemy serdecznie. "Szatan z 7 klasy" ciągle teraz chodzi na Kinie Polska i "Krzyżacy" też, fajnie sobie przypomnieć. O polskich filmach panuję osobny wpis. Z rozrzewnieniem przeczytałam o kinie objazdowym...
      Własne truskawki to jest coś! Ja wczoraj zrobiłam pierwszą partię konfiturek truskawkowo-cytrusowych (przepis dałam w komentarzach chyba dwa wpisy w tył, jeśli masz ochotę), a to poczatek dopiero. Uwielbiam dżemy domowe wszelakiego rodzaju, nie kupuję w ogóle, jeszcze teraz jem zeszłoroczne, nie mówiąc o tym, że masę rozdałam - to świetne prezenty:))
      Miło bardzo cię widzieć na łamach!

      Usuń
    2. oczywiście PLANUJĘ wpis a nie panuję...

      Usuń
  16. Hej,hej ,hej kury ,allllllllllle upał ,jakby ktoś jeszcze nie wiedział ;)))) No ale przecież zbliża się lato . Maleńki zefirek chłodzi me lico bo siedzę w cugo :)
    Dziecięciem będąc nikt mnie nie prowadzał do kina ,chodziliśmy do znajomych oglądać telewizję .Za to mielismy projektor do wyświetlania klisz ,bo to nie były jeszcze slajdy ,więc na ekranie z prześcieradła oglądaliśmy Bum i Fika jak budowali dom ,nie było to arcydzieło światowe ;)
    Kino jakoś nie zawładneło moja wyobraznią bo z okresu gdy szkoła prowadzała nas do kina nie pamiętam ,żadnego filmu . To studia najczęściej stykały ludzi z DKF em ,ja nie studiowałam . Po za tym w kinie nie czułam sie fizycznie najlepiej . To co się działo na dużym ekranie przytłaczało mnie . O wiele bliższy był mi teatr .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marija, co to jest cugo???
      Moja siostra miała taki projektor, "bajka" się nazywał. O tym mówisz? Kiedyś zorganizowała seans dla dzieci ze wsi i pobierała opłaty. Ale była afera! Ściera poszła w ruch!

      Usuń
    2. A u mnie mój tata robił seanse dla dzieci z naszego podwórka. Do dziś pamiętam filmy o małpce Fiki Miki, o Koziołku Matołku :) A na jednym z takich seansów byłam nieznośna, bo koniecznie chciałam zwrocić uwagę Radka, w którym się kochałam, i tata postawił mnie do kąta. PRZY RADKU ! Myślałam, że umarnę na śmierć. Ale uwagę zwróciłam :) Był moim narzeczonym do 9 roku życia !

      Usuń
    3. Ależ! Projektor i my mieliśmy,a może nawet jeszcze mamy? Hm.
      Bajki się oglądało:))


      Na DKF-y biegałam chętnie, z przyjaciółką,odbywały się w czwartki,i teraz od jakiegoś czasu wznowiono ten zwyczaj, seans 5 zł.

      Usuń
    4. Dora, fajny zwyczaj. Za piątala można latać i codziennie:)

      Usuń
    5. Ewa, to Ty - jak widzę - długodystansowa jesteś!

      Usuń
    6. Hana miało być w cugu ,czyli w przeciągu .
      Jesli chodzi o projektor to nie była "bajka" .Nasz był czarny ebonitowy ,do którego wkładało się rolkę kliszy i pokrętłem przesuwało się kadry . Mam go do dzisiaj bo jest po prostu ładny ,tylko że nie sprawny ,bo ma przepalony silnik

      Usuń
    7. A, w cugu - to rozumiem!
      To taki sam ten projektor - czarny, ebonitowy, z pokrętłem i bajkami w rolkach. Tak się nazywał, "Bajka".

      Usuń
    8. Na moim nie ma takiej nazwy ,jets za to znaczek ŁZK

      Usuń
    9. Kajam się sprawdziłam w necie rzeczywiście bajka ,ale na obudowie nie ma takiej nazwy
      Hi,hi na Allegro napisane jest antyk ;) No to mam namiastkę gdańskiej szafy ;))))

      Usuń
    10. Ach, we wczesnym dzieciństwie też ta Bajka była w rodzinie, ale nie u nas. Ale bajki z tego pamiętam, że się oglądało.
      Marija, gratuluję antyku!!!

      Usuń
    11. ŁZK? Łódzkie Zakłady Kolejowe? Nie, Łódzkie Zakłady Kinematograficzne! A po ile chodzo na Allegro? Tak z ciekawości?

      Usuń
    12. Nie wgryzałam sie w temat ,widzialam tylko jeden ,za 30 zl z dopiskiem antyk własnie ,hmm jak za antyk to niezbyt wygórowana cena ;))) Ja swojego nie zamierzam sie pozbywać chciałam go przerobic na lampe ,ale skończyło się na chęciach .

      Usuń
    13. Jak na gdańską szafę, to taniutko. Przerób go na wielbłąda, taki już garbaty jest. Oczka dodaj z kamyków, z kabelka ogonek i załatwione. Na aukcji pójdzie za stówkę.

      Usuń
    14. Przestań ją podpuszczać!!!

      Usuń
    15. No co? To nie żadne podpuszczanie!

      Usuń
    16. Wielbłąda nie zrobię z niego napewno;)))
      Bebechy elektryczne z niego wyciagnełam ,bo spalił sie transformator i trzeba do niego prund podłączyć ,to będzie dawał przez soczewke fajny strumień światła .

      Usuń
    17. Szkoda... ale przynajmniej masz motywację, żeby COŚ zrobić. Odpytam Cię.

      Usuń
    18. Ja ostatnio bardzo twórcza jestem ,ciąle coś dłubię ,nie ma nudy :))))
      Projektor sobie jeszcze poczeka ,piorytek to wesele bratanicy :)))

      Usuń
    19. Zrób bratanicy podgrzewacz do butelek.

      Usuń
    20. Nie, toster będzie lepszy!

      Usuń
  17. Weselna, aż mi truskawkami zapachniało! To chyba jeden z najbardziej letnich zapachów. No, może jeszcze maliny. I kiszące się ogórki...
    Ciekawa jestem truskawkowej nalewki - też o tym myślałam, bo dlaczego nie?
    I ja teraz nie chodzę do kina, bo go tutaj nie ma, a jechać do "miasta" do jedynego tam multipleksu nie bardzo mi się chce. Poluję na filmy sprzedawane z różnymi gazetami na CD. Tanie dość wtedy są. Czasem trafiają się perełki. No i pozostaje internet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. weselnapiekarka11 czerwca 2014 14:35

      Przepisuje z karteluszka:kilogram umytych i przesuszonych truskawek bez szypułek wsypać do gąsiorka i zalać spirytusem/pół litra/ oraz czystą wódką/pół litra/.Odstawić przykryte w słoneczne miejsce na dobę.Odlać sok.Ugotować syrop z pół kilograma cukru i jednej szklanki wody.Do ciepłego syropu wlać alkohol truskawkowy i dodać łyżeczkę kwasku cytrynowego.Przestudzoną nalewkę rozlać do butelek .Już po miesiącu nalewka nabierze idealnego smaku i aromatu.Robię ją pierwszy raz i nie wiem jak smakuje.

      Usuń
    2. Brzmi pysznie. Truskawki mam, tylko dolecę po gorzałkę:)

      Usuń
    3. Ja nalewki robię o wiele prościej ,po prostu zasypuje owoce cukrem ,albo zalewam miodem i dolewam do tego alkohol . Potem to tak stoi ze dwa mieśiące . Mało profesjonalnie ,ale w smaku całkiem niezłe . Najczęściej robie z malin i z miodem . A owocki są równie dobre jak nalewka i zżeramy je ku zdrowotności .
      Kiedys robiłam z agrestu i ten agrest był pycha ,szczególnie smakował mi z budyniem :)))

      Usuń
    4. Dotąd też tak robiłam, ale przepis Weselnej jest kuszący:)

      Usuń
  18. U mnie grzeje nadal, a mnie się dzisiaj zachciało uzupełnić garderobę i pojechałam na rynek Wróciłam i zdycham, bo mnie tam przypiekło strasznie.
    Jeżeli chodzi o kino, to ja jako dziecko, urodzone i wychowane na malutkiej wiosce, poznałam jego objazdową wersje. Do szkoły przyjeżdżali panowie z projektorem, na dużym korytarzu zasłaniano okna i zaczynał się seans.Pierwszy film jaki zobaczyłam to "Jak rozpętałem II wojnę światową". Nie wiem czy Franek Dolas był odpowiedni dla maluchów, ale starsze klasy rechotały zdrowo. Oczywiście byli i "Krzyżacy" i "Szatan z siódmej klasy" czy "Awantura o Basię".
    W prawdziwym kinie byłam jak poszłam do liceum do miasta, szkoła organizowała wyjścia do niego. Z tego okresu najbardziej pamiętam "Stowarzyszenie umarłych poetów". Choć lubię filmy to jednak, ki no nie zawładnęło moim sercem, ale książki to już zupełnie inna sprawa, je kocham od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A uzupełniłaś chociaż?

      Usuń
    2. Uzupełniłam, choć musiałam wysłuchać głośnych zaśpiewów, smagłych , obcojęzycznych handlarzy zachwalających swój towar. Nie cierpię tego wrzasku brrr !!!

      Usuń
    3. No, to trud się opłacił:)))

      Usuń
  19. Wiesz, Gardenio, wydaje mi się, że po trosze jest to sprawa dostępności. Trudno złapać bakcyla na szkolnym korytarzu przy nieodpowiednim filmie w dodatku. Dlatego uważam, że teraz można to nadrobić z pomocą internetu praktycznie wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale jednak się będę upierać, że niektóre filmy dużo tracą oglądane tylko na komputerze. Poza tym za dużo rozproszeń wokół, trudno się skoncentrować, a ciemna sala kinowa, duży ekran - to tworzy tą magię kina.

      Usuń
  20. Oczywiście, masz rację w zupełności. Nadrabiam teraz, nadrabiam dzięki netowi ale książka nadal pozostaje na pierwszym miejscu. Choć i tutaj się unowocześniłam bo mam program do czytania albo słucham audiobooków. W ten sposób mogę upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja pozostaję na razie tradycjonalistką i czytam normalnie, z papieru:) Jednak ceny książek są makabryczne, więc zastanawiam się nad czytnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanuś nie zastanawiaj się, to jest świetna rzecz.Ja nie mam czytnika ale program czytający, który instaluje się na komputerze i ...słucha. Na próbę możesz ściągnąć sobie wersje demo , tego programu, który ja mam i zobaczysz czy Ci podpasuje. Można sobie wybrać głosy itp. Dla mnie dodatkowy plus to wolne ręce, którymi mogę dłubać.

      Usuń
    2. Hmmm, Gardenio, to jak rozumiem, komputer czyta za ciebie - na tym to polega? Kurczę, ja jednak wzrokowiec jestem, przy audiobookach często zasypiam i potem muszę się wracać do miejsca, gdzie odpłynęłam w nieświadomość...

      Usuń
    3. Dobrze zrozumiałaś kochana. Nie tylko książki, ale każdy zaznaczony tekst z netu też.
      Ja zawsze miałam dylemat- dziergać czy czytać. Przy gładkim ściegu to jeszcze mogę czytać, bo w druty się wtedy nie wgapiam, ale przy warkoczach czy ażurach już się tak nie da. A dzięki temu programowi, łączę dwie przyjemności.
      Przy audiobookach też czasem przysnę jak nie mam robótki w łapach:)))

      Usuń
  22. Mika, ale jaka ulga dla oczu!
    Matko, nie mogę się dzisiaj zebrać do kupy. Powietrze mnie oblepia. W dodatku odkryłam, że jeżdżę bez przeglądu. A tam skrawka cienia, kolejka 3 aut i 2 ciągników, ani śladu ławeczki, nic! Tylko wybetonowany plac cały w słońcu. Prawie umarnęłam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toś dała do wiwatu z tym przeglądem... Współczuję stania w skwarze na placu.
      U nas gorąco,ale jakoś do zniesienia, wczoraj było gorzej, okropnie duszno.

      Usuń
    2. No, dałam bom gupia:)

      Usuń
    3. E no, zaraz tam gupia, sklerotyczka raczej...

      Usuń
    4. Niekoniecznie, są bardzo gupie a skleroza ich wcale nie tłumaczy z racji wieku:)

      Usuń
  23. Zanim o kinie, to wtrące swoje 3 grosze do czytnika, bo wypatrzyłam powyższe komentarze. Uwielbiam książki i czytam je na kopy. Niedawno stałam się szczęśliwą posiadaczką e-booka Kindle5. To jest rewelacja! Nie ruszam się bez niego nigdzie, czasem nawet do kakuaru zabieram :-) Czyta się jak książkę, nie świeci, to i oczy nie bolą, potrafię spędzić przy nim 5 godzin dziennie. Odkryłam też tysiące darmowych e-ksiązek w necie. W sumie to mogłabym zrezygnować z biblioteki, chodzę tam już tylko z przyzwyczajenia.

    Co do kina. Nie chcę tu robić z siebie podlotka, ale mnie ten klimat, o którym wspominasz, zupełnie ominął. Cudowny, przejmujący, straszny film Piknik pod Wiszacą Skałą pamiętam z wczesnego dzieciństwa z telewizji. Wrażenie jakie na mnie zrobił-kolosalne- utkwiło mi w głowie na zawsze. A kino, cóż... Mam złe doświadczenia. W drugiej połowie lat 80-tych zafundowano nam- dzieciakom z podstawówki (6-7 klasa) tzw edukację filmową. To był jakiś koszmar. Przed projekcją produkował się jakiś mądry pan opowiadając o historii kina, nurtach kształtujących jego obraz. Chyba wysłali go tam za karę. Nikt go nie słuchał, dzieciaki rzucały w niego ogryzkami. Czuł się zapewne jakby rzucał perły między wieprze. Jedno wielkie nieporozumienie. Filmy- arcydzieła kinematografii, trudne, wymagające myślenia, skupienia, my 12- latkowie uważaliśmy za gnioty. Facet cierpial tortury, dzieci cierpiały tortury, wszak w tym wieku my chcieliśmy oglądać Gwiezdne wojny, czy Akademię Pana Kleksa, a nie Kurosawę, czy Felliniego, na boga świętego! Kino we Wrocławiu było duże, szkół się tam mieściła cała dzielnica. Zamiast oglądać film trzeba było zachować czujność, czy nie oberwie się z balkonu w głowę ogryzkiem lub butelką.
    Kino zatem miałam obrzydzone od małego i niechętnie teraz oglądam filmy. Czasem mam ochotę, to coś sobie ściągnę. Uwielbiam niszowe produkcje. Mój ulubiony film to "Arizona Dream" Kusturicy z cudowną muzyką cudownego Bregovica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką edukacją filmową o jakiej piszesz to można skutecznie obrzydzić chodzenie do kina, pewnie trzeba było zrealizować wytyczne wymyślone za biurkiem i nikt nie wziął pod uwagę wymogów wiekowych.
      Co do tych czytników do mam ambiwalentne uczucia, doceniam praktyczność, ale jednak kocham ten szelest kartek i zapach papieru... Tym niemniej fakt faktem, książki są coraz droższe...

      Usuń
    2. Riannon z tego co piszesz, to wynika ,żeś Ty moja rówieśniczka.
      Ale fajnie:))

      Usuń
    3. Co się będę krępować, jam rocznik 1974 :-)

      Mika- ja też kocham szelest kartek i decydując się na czytnik nie wiedziałam, czy go zaakceptuję. Jestem nim jednak zachwycona. Często zapominam, że to nie książka i mam odruch przewracania kartek. I odwrotnie- czytając teraz książkę, często chcę naciskać guzik do zmiany stron, he he :-)

      Usuń
    4. 75 ale co to za różnica:)))

      Usuń
    5. Ale z Was młódki!
      Kusturicę uwielbiam, jak leci, w zasadzie. Moim faworytem jest "Czarny kot, biały kot".
      Jestem prawie przekonana do czytnika.

      Usuń
    6. Staruszka się odezwała:)))
      A czytnik albo ten program kupuj, oczy Ci bardzo podziękują bo je odciążysz.
      Tylko nie wiem, gdzie go schowasz przed Czajnikiem, bo na bank będzie chciał go wypróbować:)))

      Usuń
    7. Oesu, w szufladzie na klucz zamknę. Kluczy jeszcze nie przekręca.

      Usuń
    8. A to ci smarkule dopiero... Chciałabym ten czytnik najpierw wypróbować, a potem dopiero się decydować czy kupować.

      Usuń
    9. Jeszcze nie umie? Nadrobi to z pewnością.
      Mika nie wiem jak działa taki czytnik ,więc nic Ci nie doradzę. Może Riannon coś więcej powie o nim. Ale IVONĘ to mogę polecić z czystym sumieniem.

      Usuń
    10. Dzięki, poczytam sobie coś o tym. A co do czytnika to już dawno mnie kuzyn na to namawiał...

      Usuń
    11. Ten program ma wersje demo, można sobie wypróbować i zobaczyć jak to działa.

      Usuń
    12. Tez jestem uzytkownikiem czytnika cos ie Kindle zwie;)
      Wazne dla mnie. ze nowe ksiazki nie zawalaja nam biblioteki, bo czesto sa to pozycje, na jeden raz. takie, do ktorych sie nie wraca. Powiem tak, czytnik to dla mnie rodzaj biblioteki.

      Usuń
    13. Dzięki Gardenia, wypróbuję.
      Kasia i zadowolona jesteś z samego sposobu czytania? Sorry, że tak nękam, ale chciałabym wiedzieć:)

      Usuń
    14. Jestem zadowolona, najbardziej, ze czcionke moge sobie zmienic, bo oczy juz nie te;)
      No i malutkie toto, poreczne. jak w lozku , obok Wu czytam, to nie szeleszcze ..

      Usuń
    15. O, to z czcionką to ważne. Dzięki

      Usuń
  24. Do wszystkich Szanownych Kurek, ktore nie lubia upalow. Biore 5 stopni do siebie (10 tez), bo u mnie deszcz a jutro ma byc tylko +16. Juz szszeekkkamm zzeebbbaaammi (kurcze klawiatury z si, ci itd. nie mam i czasem dziwne rzeczy wychodza). A do Giewontu w czasie wakacji chodzilismy z reguly cala paczka, troche nas tam bylo. A czy ktos pamieta Apollo, zaraz kolo Sztuki? Tam sie chodzi w latach gimnazjalnych. Niestety na studiach zaczelam chodzic do Rio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że pamiętam Apollo. Grali tam trochę inne filmy. Masz na myśli kawiarenkę Rio ? Czynna nadal i chodziło się przed seansem.

      Usuń
    2. Tak ten barek kawowy, tylko chodzilam do niego miedzy zajeciami na uczelni no i byl to punkt zborczy kiedy umawialo sie z kims w tzw. Centrum.

      Usuń
  25. Acha w zamian za troche upalnej pogody chetnie przesle morski wiaterek z zapachem sosen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za zapach sosen podziękuję ale wiaterek bierę w ciemno.
      Pięciu stopni też się chętnie pozbędę , więc możemy ubijać interes:))

      Usuń
    2. Ja, ja, ja też chcę morskiej bryzy i sosny też!

      Usuń
    3. Gardenia, dla Ciebie wysylam bez zapachu sosen, jutro dojdzie bo musze go oczyscic, cholernie duzo tych sosen tutaj, dla Hany zgodnie z zyczeniem leci od razu. Skupiam sie mentalnie na maxa i ide nad wode.

      Usuń
    4. Te pięć stopni też już poszło.
      Sosny nie chcę bo u nas jej trochę jest.

      Usuń
    5. Dzięki Bacha, to czekom.

      Usuń
    6. Ona się umie skupiać mentalnie, mówię wam! Ja bryzę i sosny chętnie przyjmuję.
      Do Apollo też chodziłam, a jakże.

      Usuń
    7. U nas też było kino Apollo. Ale kultowy był Bałtyk. Wszystkie małolaty umawiały się tam na randki. Ja też.

      Usuń
    8. U nas Gloria, Baltyk i Swit. Chyba zadne sie nie ostalo..

      Usuń
    9. W Poznaniu też się nie ostały. Chociaż co do Apollo, głowy nie dam.

      Usuń
    10. Mika do Ciebie wysylam ale najpierw sprawdze jaka pogoda jutro w Zakopanem, zeby nie wyslac zbyt chlodnego, wysylam jutro o 10.00. Dodatkowo ode mnie ladunek pozytywnych fluidow.

      Usuń
    11. Bacha, a priorytetem ślij! Do mnie też!

      Usuń
    12. Bacha, bardzo Ci dziękuję! O 10 stopni mniej i bryza jak byk! A ino nie znikej, bo jakby coś w pogodzie poszło nie tak, to zrobię???

      Usuń
    13. Do mnie też ta bryza już dotarła. Dziękuję bardzo:))

      Usuń
    14. A mnie jak ochłodziło i zawiało! Bacha, solidna firma jesteś.

      Usuń
    15. Dziewczyny jestescie super ciepelko powoli docieralo w ciagu dnia. Juz nie szczekam zebami. Mika Ty mialas dostac umiarkowanie, zebys sie tylko nie przeziebila!! . Hana, nie ma obawy, jak mnie Mika nauczyla jak sie logowac to juz nie znikne, tylko musze sobie lepszy przeplyw energii wypracowac bo na duza odleglosc musze sie mocno koncentrowac . Przepadam za Waszym poczuciem humoru!

      Usuń
    16. Dzięki Bacha, Twoja bryza jest cudowna i niech trwa! W taka pogodę to ja mogę szfystko! Szarpnęłam dzisiaj kawał roboty, a wszystko dzięki Twojej bryzie!

      Usuń
  26. Kinomanką nie jestem, jakoś tak wyszło. W moim mieście trzydziesto tysięcznym były kiedyś dwa kina! Potem nie było żadnego, teraz jest jedno. A Poznaniu pamiętam takie niesamowite kino Tęcza, które mieściło się na działkach - chyba dobrze pamiętam? Potem Wilda, które wyremontowano po to, by je zaraz zamknąć ..... Miniaturka. Trochę chodziłam do nich będąc na studiach, ehhh, kiedy to było .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, nie umiem sobie wyobrazić 30-tysięcznego miasta bez żadnego kina... To ja bym założyła to kino u ciebie, kiedyś moim marzeniem było zostać kierownikiem kina i oglądać filmy do woli:))

      Usuń
    2. Lidka, na pytanie kiedy to było, odpowiadam: wtedy, kiedy działo się to wszystko, co opisywałam w poście:))

      Usuń
    3. Ktoś się znalazł, kilku zapaleńców, którzy otworzyli kino w budynku po koszarach radzieckich. Nawet cyfrowe jest :) Jakoś się utrzymuje, dzięki różnym imprezom, pokazom, festiwal nawet jeden jest, no i szybkim ściągnięciem nowości. Nie trzeba do Poznania jeździć.

      O, na Dębcu! Biedrona na Wildzie - matkoż moja jedyna .....

      Usuń
    4. I Rialto, tuż za Rynkiem Jeżyckim, i Kosmos na Dożynkowej :)

      Usuń
    5. Rialto chyba nawet jeszcze zipie!

      Usuń
  27. Lidka, do Miniaturki chodziłam na wagary (rzadko)! Tęcza, masz rację, to było chyba gdzieś na działkach na Dębcu. A w Wildzie jest teraz Biedrona.

    OdpowiedzUsuń
  28. Byłam bardziej teatromanką :) dzięki ojcu co ciągał do teatru a że mama nie chciała, tom z ojcem latała. Do tej pory magię sceny dekoracje grę aktorów uwielbiam. :) I książki od zawsze w milionach najlepiej, kino jakoś mniej.
    Pogoda dla mnie cudna, wymarzona na permanentny brak witaminy D3, zmarzluch nie lubi zimna, mrocznych dni pochmurnych i nastroi ponurych. Kocham słońce, jestem jego czcicielem bałwochwalcą, pod jabłonią na leżaczku, wdychając wszystkie zapachy niedalekich róż, z ulubioną sałatą z oliwą i basenem z wodą nagrzaną w słoneczku, no po prostu żyję, tylko żyję :)).
    Hano, noga ma ma się lepiej, bez lekarzy, schodzi opuchlizna i nie boli już. Nie znoszę lekarzy nie znam i poznać nie chcę, wystarczy mi z nimi bliska znajomość w przeszłości, w zupełności wystarczy, na przynajmniej trzy żywota. :)))
    Serdecznie ciepło wieczornie dla wszystkich kurek, całusy gorące, by było wam jeszcze cieplej. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elka, dobrze, że noga dobrze. Twoje leżenie pod jabłonią jest usprawiedliwione. Też czasem leżę - pod czereśnią. Gorzej z tym ciepełkiem, jeśli robota goni:(

      Usuń
    2. Całusy gorące przyjmuję, ale żeby jeszcze cieplej to już niekoniecznie.
      Dobrze, że noga lepiej, jakieś domowe metody stosowałaś czy tak sama z siebie?
      Teatr też jak najbardziej poważamy:))

      Usuń
    3. Mika ciągle do teatru loto!

      Usuń
    4. A tak stosowałam, woda z octem jabłkowym najsamprzód :)) potem wypukany porządnie liść kapusty zawinięty bandażem elastycznym.
      Potem jeden pastylek Orton Flex namówiona przez farmaceutę w aptece, ma kolagen, glukozaminę i i inne ważne składniki. Roślinny łagodny środek.
      I wiedza skąd się wzięło z nagła toto, dzięki pytaniom zadawanemu uparcie wujkowi na G. :)
      Już but założyć mogę i na spacer się czasem z potworem wybieram. :) Dziś na spacerze przecudnie w słońcu pachniała sosna. Nie mam sosny na działce jest tylko kosodrzewina, też lubicie zapach rozgrzanych igieł sosnowych? :)

      Usuń
    5. Pewnie! Ten zapach kojarzy mi się z pobytami na obozach wszelakich!

      Usuń
    6. A mnie z morzem, bo tam lasy sosnowe. U mnie głównie świerki i jodły.
      Dobrze, że się udało tymi domowymi sposobami, zdrowia życzę!

      Usuń
  29. Zanim się kinowy temat skończy, polecam jeszcze "Ucztę Babette". Bardzo mi się podobał, też adaptacja opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tez z celebrowaniem, gotowania , a raczej-jedzenia;))

      Usuń
    2. O, pamiętam, oglądałam też na Konfrontacjach i potem w tv i byłam zachwycona.

      Usuń
  30. Dziefczęta, ja przepraszam, ale zamieszkałam chwilowo w hucie, to ani mnie u siebie nie ma, ani nigdzie. Własnie wróciłam z huty i idę spać. W najbliższym mieście kina były dwa Roma i Słońce, lubiłam do Romy, w Słońcu były okrutnie niewygodne krzesła. Kino to była rzadkość, najbardziej pamiętam wrażenie po filmie Omen z Gregorym Peckiem, bodaj, matko bałam się normalnie. Troszkę filmów mi zapadło w pamięć, tak jak Ewie bardzo mi się Uczta Babette podobała i Dawno temu w Ameryce i Misja.....i chyba jestem za bardzo klapnięta, bo już nie pamiętam. A ostatnio, o dziwo, obejrzałam do końca film Koneser, nawet jaki taki, nie zasnęłam po 15 minutach..... Buziaczki i pozdrawiam serdecznie, jak się ogarnę to dam sygnał u siebie. Dziękuję za pisanie powieści, dziękuję, dziękuję...........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ja wiedziałam, że to się tak skończy, wyprowadzi się do huty i cześć.
      Fajna nazwa dla kina, Słońce. Ogarniaj się , ogarniaj, czekamy!

      Usuń
    2. Mnemo, nie dziękuj wylewnie, bo zaraz napiszemy kolejną:))) Dłuższą!

      Usuń
    3. Hmmm, nie znam "Konesera" muszę się rozejrzeć. Co to za gatunek?

      Usuń
    4. Hm, dobre pytanie. Cos w rodzaju kryminalu, ale nie do konca. Jest drugie, a nawet tzecie dno i duzo dobrej sztuki.
      A przy tym doskonaly Geoffrey Rush.

      Usuń
    5. Jak Rush to biorę w ciemno, zaraz szukam!! pamiętasz "Blask"??

      Usuń
    6. Dramat sensacyjny? Kryminał, melodramat? Ale z ciekawymi wątkami i zaskakującym zakończeniem. Wciągający.

      Usuń
    7. MIka, wlasnie poczytalam o Blasku. Taki film przegapilam????

      Usuń
    8. Kasia, natychmiast ściągaj i oglądaj, grzech nie znać!! Cieszę się, że ci podsunęłam, to naprawdę świetny film i nie wiem czy przypadkiem Rush nie dostał Oskara za tą rolę

      Usuń
  31. A u mnie też było kino objazdowe kilka razy. "Szatana" tak obejrzałam i "Awanturę o Basię". Więcej jednak oglądałam w telewizji. Na studiach to wypożyczało się kasety i odbywały się seanse w akademiku. Oglądaliśmy też na komputerach. Były też nocki filmowe... A teraz nadal nie ma czasu na kino i czasem tylko z mężydłem jakiś film sobie oglądnę, bo on to straszny kinomaniak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nocki filmowe to się nie piszę, zasnęłabym po pół godzinie i chrapała rozgłośnie.
      Kalipso, jak tam projekt, dojrzewa?

      Usuń
    2. Mika, nocki filmowe to nie w tym wieku:)))

      Usuń
    3. Mika, projekt dojrzewa, a juści:))) Może jutro prześlę, ale nie chcę się deklarować, bo jeszcze nie wyjdzie.
      Ja teraz nocki też bym nie przetrwała:)

      Usuń
    4. Kalipso, i kto to mówi? Toż Ty nie śpisz wcale i bułeczki wypiekasz po nocach?!

      Usuń
    5. PS. Dziewczyny, czy Wy chodzicie czasem do Kalipso? Wiecie, jak Ona pięknie pisze?

      Usuń
    6. Przepięknie.
      To fajnie, że projekt dojrzewa, wysyłaj, bo czekamy:)))

      Usuń
    7. Mika, nie ciśnij Dziewczyny, bo się zniechęci!

      Usuń
    8. Bułki wypiekam od wielkiego dzwonu:) To musi być impuls. Całej nocy jednak nie dam rady przetrwać, a ostatnio to już w ogóle nie ta kondycja. Śpię jak zabita. Dziś w nocy właśnie chciałam coś napisać. Uśpiłam dzieciaki i się obudziłam... teraz:) Mika, naciskaj, ja potrzebuję kopa do wszystkiego:) Hana, dzięki za reklamę:) Uściski dla Was:)

      Usuń
    9. No dobra, nacisnąć lekko to i ja mogę, ale kopać nie będę! Kondycja Ci wróci, kiedy dzieci podrosną i same będą się usypiać, a nawet nie będziesz mogła ich dobudzić!
      To nie reklama, to najprawdziwsza prawda - piszesz pięknie, tylko pisz!!!

      Usuń
    10. Dobra, naciskam więc dalej - Kalipso pisz!!!! Może damy ci jakiś limit czasowy, co ty na to?

      Usuń
    11. No dobra, dajcie:) A jak się nie wyrobię, to kara?
      I dziękuję za miłe słowa:)

      Usuń
    12. Do niedzieli??? O karze i grzywnie pomyślimy później. A za wyrobienie może będzie jakiś bonusik:)

      Usuń
    13. Negocjujmy, please:) Tak na wszelki wypadek poniedziałek? A bonus - apetyczna rzecz, tylko jak to będzie drugi wpis, to znowu się nie wyrobię:)

      Usuń
    14. Po północy w niedzielę? To już będzie poniedziałek:) Jak negocjować to negocjować!

      Usuń
  32. Czesc i czolem, kluski z rosolem, jak mawial Kulfon .
    Wietrze chalupe. Bo , chlodna noc byla, I oddycham pelna piersiom;)

    Zapomnialam dodac, ze b. lubie kino czeskie. Np. takie...Babie lato, Kola, niedawne Butelki zwrotne;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serwus, jestem nerwus!
      Kino czeskie tak, po trzykroć tak! Po Butelkach zwrotnych zaraz byłam w Pradze i fajnie było oglądać miejsca na Hradczanach, gdzie kręcili rowerowe scenki!
      U nas w słońcu 35, a nie 45, więc jest moc!

      Usuń
    2. Jeszcze "Straszne skutki awarii telewizora", "Kapryśne lato" i inne.

      Usuń
  33. Z mojego ulubionego kina zrobili galerie chinska...Taki misz masz z chinczykiem przy kasie.
    Na szczescie w miescie powiatowym zostaly jeszcze dwa, zawsze tam cos dla siebie znajde gdy jestem u siebie :)
    Jestem fankom polskiego kina, moj pierwszy powazny film, na ktory poszlam z moja Babcia to " Nad Niemnem" Tych emocji i wrazen nie zapomne do konca zywota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz Orszulka, jak to w człowieku zostaje, to pierwsze wrażenie... Ale oglądać galerię chińską zamiast kina to bolesne musi być.

      Usuń
    2. Orszulka, poznańska kultowa "Wilda" to teraz Biedronka:(

      Usuń
  34. dziewczyny, Hana mi przypomniała i dołączyłam jeszcze cudowną muzykę z filmu "Bagdad Cafe", posłuchajcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo!
      Muzyka z Frantica -tez moja ulubiona. Ale co sie dziwic E. Moricone:))

      Usuń
    2. Racja Kasiu, a Fargo? I muzyka też fajna.

      Usuń
    3. Mika, jak miło przypomnieć sobie tę piękną muzykę! Poczułam się, jakbym była w kinie 20 lat temu!
      Urwaliśmy się z M., kolegą z pracy. M. już nie żyje.

      Usuń
    4. Urwaliśmy się z roboty znaczy.

      Usuń
  35. Mnemo, nie śpisz w hucie dzisiaj? Czy nadajesz z rampy?

    OdpowiedzUsuń
  36. Przyszłam z huty i zległam jak trup. Spałam do 19, obudził mnie telefon i byłam pewna, że ranek i musze znów lecieć, ale ufffff nie:))) Pisze notkę po zakończeniu powieści, zaraz będzie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mnemo, o tak Fargo tez. Nie wiem wlasciwie dlaczego, ale muzyka Burwella kojarzy mi sie, z niektorymi kawalkami Michala Lorenza.

    Zaraz lece do Cie;)

    Ogladacie mecz otwarcia?;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądam, już mnie to nie bawi. Wu ogląda, to słyszę.

      Usuń
    2. Ja już byłam ,zwycięscę znam ,gratuluję :))))

      Usuń
  38. Bryza i u nas:)
    Zaraz lece po nowe cztery kolka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia i dopiero teraz puszczasz farbę??? Raportuj zaraz jak wrócisz!

      Usuń
  39. Kasia, kółka? Znaczy się auto?

    OdpowiedzUsuń
  40. Jestem szczesliwa posiadaczka malego , bialego autka na litere T;))
    Po raz pierszwy , przy odbiorze , tak nas zaskoczono..Samochodzik czekal ubramy w czerwony pokrowiec, ktory zdjeto, gdy zagralismy fanfary:))A w schowku na rekawiczki (jak mawiaja Francuzy) czekal...szampan!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, tylko nie mogę dojść do marki na T, czy to japońskie?
      Możecie się śmiać, ale jak 10 lat temu odbierałam mojego biednego żuczka to też w schowku był mały szampanik, tzn. pseudo-szampanik:)) Ale był.

      Usuń
  41. Łał, szampan zrobił na mnie wrażenie! Piorunujące! Ja musiałam się użerać, żeby dali mi wycieraczkę do bagażnika... Nie dali.

    OdpowiedzUsuń
  42. Mika, Toyotka, zgadlas. No pacz pani, jaki gest mieli juz wtedy:)

    Hanus, a to cwaniaki, nooo.
    Kiedys tez mialam samochod na "T", ale zupelnie z innej bajki. psulo sie to talatajstwo ciagle. Wlasciciel warsztatu, w ktorym czesto bywalam, zawolal kiedys mojego Wu i rzekl, patrzac mu w oczy: niechze pan, zonie, malego Japonczyka kupi. I po 12 latach..mam;) W leasingu, zeby nie bylo;))

    OdpowiedzUsuń