piątek, 4 września 2015

AREPY I JARZĘBINA

No to teraz kolej na mnie i na opis wenezuelsko-góralskiego śniadania w towarzystwie Grażyny i jej małżonka P.

Chronologicznie to było tak, że Grażynka zawitała do mnie po raz pierwszy w grudniu, gdy bawiła w kurorcie wraz z rodziną na nartach. Odwiedziła mnie wtedy sama, bardzo miły wieczór spędziłyśmy na gadakaniu, jak to kury. Przez pomyłkę napisało mi się "gadakanie", ale uznałam, że to świetne określenie na kurnikowe gadulenie.

Tym razem miałam przyjemność poznać jej męża P., przemiłego pana, mówiącego bardzo ładnie po polsku. Razem z Grażynką przygotowali wspaniałe śniadanie po wenezuelsku, którego główną atrakcją były arepy, czyli placuszki ze specjalnej mąki kukurydzianej, jadane tradycyjnie w Wenezueli zamiast pieczywa na śniadanie i kolację. Robi się je na patelni, z bardzo małą ilością tłuszczu i je na ciepło. Przecina się je na pół i smaruje masłem, wkładając do środka co się chce. W naszym przypadku to był tuńczyk z pomidorami i keczupem lub bundz. Bundz to ser biały, ale twardszy, nie twarogowy, robiony z  mleka owczego i krowiego. Dlatego też pisałam o śniadaniu wenezuelsko-góralskim:)) Jako dodatek było także awokado. A na deser kruche ciasteczka:)))
Powiem krótko: było pyszne!!! A zwłaszcza że ubarwione konwersacjami na przeróżne tematy polsko-wenezuelskie. No i tak się gadało i gadało, aż właściwie pora lunchu się zrobiła... Moi kochani goście na dodatek wszystko posprzątali i pozmywali, a ja udałam się na rehabilitacje mojego kolana.

To arepy jeszcze na patelni...

Tuńczyk jeszcze w garnku...


A tu już wszystko na stole...


Tropik jak widać, bardzo chciał spróbować arep...



Ale na tym nie koniec, bo jutro przychodzą do mnie na podwieczorek, tym razem  z polską szarlotką, tylko, kurczę, jabłka sakramencko kwaśne były:(( Antonówki zresztą, jeśli to komuś coś przypomina... (patrz wpis z dowcipami i rysunkami Hany). Cieszę się bardzo, bo gadania mam zdecydowany niedosyt jeszcze. Grażynka, czekam  bardzo na was jutro i ogromnie dziękuję za śniadanie i za spotkanie!

A na koniec niespodzianka przyrodnicza, odkryta przez Grażynę na Krupówkach, a to jarzębina mająca i czerwone owocki i powtórnie rozwinięte kwiaty:))


P.S. Te zamazane zdjęcia to oczywiście moje z telefona, te porządne Grażyny:))

150 komentarzy:

  1. Wszystko mi się podoba, nabrałam apetytu na osławione arepy. Jarzębina niesamowita, dzisiaj widziałam spalone słońcem kwiaty magnolii. Ten niedosyt, to chyba przypadłość Kur, bo co rusz któraś po spotkaniu pisze, że ma niedosyt.
    Pierwsza???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic tak dobrze nie wpływa na talię jak...niedosyt:)

      Usuń
    2. Ale to nie ten niedosyt:))))

      Usuń
  2. Ale piękne spotkanie:)) A jarzębina niesamowita:)) A jaki ślicznie stół nakryty:)) I nos Tropika też mi się na tle tych arep podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytrzymał dzielnie, nie wziął sam:)) Spotkanie zaiste piękne a jeszcze bardziej mnie cieszy, że nie ostatnie:)))

      Usuń
    2. Uściski dla Was wszystkich przy okazji kolejnego spotkania proszę sobie nawzajem przekazać ode mnie:)

      Usuń
    3. Dobrze, jutro będę przekazywać:)))

      Usuń
  3. Pierwsza, masz order z jarzębiny! I korale, a co! Ten niedosyt zawsze zostaje, chciałoby się gadać i gadać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Korale z jarzębiny są bardzo twarzowe.

      Usuń
  4. Tych przesławnych arepów chcialabym spróbować;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można by sobie zrobić, ale musi być bardzo specjalna mąka kukurydziana do tego.

      Usuń
    2. o to chodzi - ta nasza sie nie lepi wcale - ja dodaje puree z pyrek - wtedy lepiej;)

      Usuń
    3. A nie wychodzą wtedy kopytka albo kluski śląskie?

      Usuń
    4. Oj tam, oj tam , Mika;))) Placki kukurydziane po polsku;)

      Usuń
  5. Cos to lato swiruje na pelny gwizdek. Niby susza, ze wszystko schnie jak na pustyni, rzeki znikaja z koryt, a z drugiej strony podczas owocowania kwitnie jarzebina, a kasztanowiec na poly zezarty przez tego tam szrotowka, tez sobie zakwita na przekor wszystkiemu.
    Juz na drugim blogu czytam o tych wenezuelskich pysznosciach i mam odruch Pawlowa, co skutkuje zapluwaniem klawiatury. To jest po prostu nieludzkie tak kusic zdjeciami, to jak lizanie cukierka przez szybe. Buuuu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz tam nieludzkie... Ponapawać się można obrazkowo a i samemu coś do gotowania wymyślić...
      Naturze się w głowie pokręciło od tych upałów i sama nie we co ma robić. A kasztanowce słusznie kwitną, matury poprawkowe wszak:))

      Usuń
    2. a we Wisle to sie tak malo wody zrobilo, ze tam grasujo archeololodzy i wynajduja roznosci, a to luk a la tryumfalny z wojen szwedzkich, a to ruski samolot z pilotami w komplecie....nawet moja studnia wyschla. ale w niej ani luku ani ruskich pilotow, ueee.

      Usuń
    3. Opakowana, żadnych zwuok w studni?

      Usuń
    4. To coś wrzuć dla przyszłych pokoleń, żeby mieli co wyciągać.

      Usuń
    5. Na ten przykład napalusznik jakiś mniej udany. Ale będą kompinować!

      Usuń
    6. szczegolnie ci archeolololodzy....

      Usuń
  6. Czuję dokładnie to samo, co Pantera! I nie dziwię się wcale Tropikowi...
    Ech, Kury... Stęskniłam się za Wami... Dobrze, że ten tydzień się skończył. Może nadrobię zaległości blogowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie Kalipso, wszystko się pomału poukłada, to i czas na Kurnik się znajdzie, czekamy:))

      Usuń
    2. Tak myślę, że się poukłada, jednak czas to ostatnio towar deficytowy:)) Zaglądam tu do Was, czytam wszystko, ale sił nie mam na komentarze. I tak brakuje mi gdakania... Bu...:)

      Usuń
    3. Gdakaj ile chcesz i możesz, wiesz, że kurnik czynny 24h:))) Na początku roku zawsze jest obłęd, a potem jakoś wszystko idzie swoim trybem i człowiek się wdraża. Ściskam!

      Usuń
    4. Ech, Mika... Też ściskam:)))

      Usuń
  7. O to widzę, że wysyp gości kurnikowych, wszyscy się nawzajem odwiedzają, na odległość nie bacząc. Fajnie, że kurnikowe znajomości przenoszą się też do realu.
    Te placuszki to mi przypominają mój ulubiony przysmak z dzieciństwa: placki z ciasta pierogowego pieczone na blasze.
    Lepiej mi smakowały one niż same pierogi. Te Grażyny mają z pewnością inny smak ale kształt ten sam. Widać, że i Tropisiowi zapachniały i zapragnął się poczęstować:))
    Jarzębina u Was zgłupiała nieco ale w zeszłym roku u nas , rosnąca pod blokiem ,zrobiła to samo .Co prawda mniej miała tych kwiatów ale miała, pobełtało się biednej roślince całkiem:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobne do podpłomyków:)

      Usuń
    2. To prawda, u nas podobnie się jeszcze praśniaki piecze:))

      Usuń
    3. Gardenia mój przysmak też :))) Jeszcze kilka lat temu jak robione były pierogi, to sobie na patelni piekłam, kiedyś poczęstowałam bratanice też jej smakowało.

      Usuń
    4. Garde, co to są praśniaki? Coś się gdzieś praska zapewne, ale co i gdzie?

      Usuń
    5. Hanuś praśniaki to inaczej proziaki, a praska się na blachę zapewne:))
      http://www.podkarpackiesmaki.pl/pl/przepisy-i-kulinarne-lokale/wyroby-piekarnicze-i-cukiernicze/art44,proziaki-prozioki-prolzioki-prolozioki.html
      Tutaj kilka przepisów, można wypróbować.Jak ktoś woli słodkie, nie dawać soli za dużo.
      Mari ja piekę do dziś. Ojciec mi wyciął kawałek blachy ze starej kuchni, kładę to na palniku i piekę. Można też na patelni teflonowej bez tłuszczu. Jeszcze mi się przypomniało że i amoniaki podobnie się piecze.

      Usuń
    6. To chyba jednak trochę co innego, one bardziej zbliżone może do pampuchów albo knedlików, bo one raczej miękkie, z wierzchu tylko trochę chrupkie.

      Usuń
    7. Garde, dzięki, proziaki to wiem!

      Usuń
    8. No ja myślę, że wiesz :)))

      Usuń
  8. Mikuś a co to za mąka? Może tu dostanę. Tu różności z całego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, tylko muszę dokładnie Grażynkę wypytać.

      Usuń
    2. Istnieje tez skrobia kukurydziana. Może ona by się nadała?

      Usuń
  9. A to się Kury rozbisurmaniły:)) Leci spotkanie za spotkaniem. Oczywiście,że zazdraszczamy :) I w ogóle tak przesympatycznie dookoła, radośnie i kolorowo.Jedzonko też zachęcające bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, szaleństwo wakacyjne trwa. Można zazdraszczać:)))

      Usuń
  10. Lato sprzyja przestwieraniu się z gumna na gumno, normalna rzecz. I oni, Wenezuejlos znaczy, tak codziennie bełtają arepy? Dwa razy dziennie nawet?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko że takie duże jak dłoń i napychają tam do środka różności.

      Usuń
    2. Chyba nie muszą bełtać ciasta tak często.Arte ma patent na świeżość tych placków.Śpiwór:))

      Usuń
    3. Potwierdzam - śpiwór jest doskonałym środkiem podtrzymującym ciepłotę placuszków:)

      Usuń
  11. Moje pelargonie i nie tylko, popalone słońcem, teraz jakby dostały drugie życie i kwitną jak gupie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, nieee, gebonie padły nieodwracalnie i na ament w pacierzu i po ptokach.

      Usuń
  12. Arepy- pierwszy raz słyszę ;) Pewnie i na słodko je można podać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariolka, ja też usłyszałam pierwszy raz od Grażyny. Myślę, że na słodko też, ale chyba lepsze na słono i ostro:)

      Usuń
    2. Chyba może być na słodko, ale bardziej popularne na ostrzej.

      Usuń
    3. Na slodko nieeee!!! nigdy nie slyszalam, ale zawsze sprobowac mozna!

      Usuń
    4. A jednak wejszłaś!!! Może z dżemikiem domowym?

      Usuń
    5. Wejszlam, ale Ci inni , czyli dwoje ich, co w tym samym pokoju spiom, patrza na mnie wyczekujaco, po trudach szlakowych chcom spac, miedzy innymi ten venezuejlos co go poznalas...

      Usuń
    6. Zmęczyły się, trudno, odespać muszą:))) Pozdrów venezuejlosa!

      Usuń
  13. Arepy i znowuGrażyna kogoś częstuje arepami :)) Może ja kiedyś też sie załapię :))
    Blogowe spotkania w realu fajne som, sprawdzone na własnej skórze :))
    U nas jarzębina ponownie kwitła na początku sierpnia, jednak w tamtym roku więcej roślin miało ponownie kwiaty. Kwitł na przykład czarny bez.
    Jak zobaczyłam Tropika z nochalem przy tych słynnych arepach to mi sie przypomniał jak żywy, to jego asystowanie przy naszych przegryzkach i uparte wpatrywanie, no i odgłosy paszczowe hehehe. Dostał chociaż kawalątek ? Głaski dla bidoka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okruszka dostał, żeby nie było że nic. Dzięki za głaski:))

      Usuń
    2. Donosze ,ze w moich wedrowkach tatrzanskich w dwu roznych miejscach zrobilam zdjecia kaczencom!!!

      Usuń
    3. Nie może być, zgłupiała natura ze szczętem. (a co to ten szczęt to nie wiem)

      Usuń
    4. Jutro Ci wysle zdjecia..jeden kaczeniec kwitl na chocholowskiej a drugi nad Morskim Okiem...

      Usuń
    5. Kiedyś trafiłam na kaczeńce w listopadzie:) Chyba w Kościeliskiej:)

      Usuń
    6. a co one sie majo czytac jakichs wytycznych. Born free!!!

      Usuń
  14. A tak wogle to gdzie jest Ewa z B.?

    OdpowiedzUsuń
  15. Arepy chyba dość szybko się robi, co? Kwestia zapewne "mienia" odpowiedniej mąki.
    Drzwi się u Ciebie, Miko nie zamykają ;) ale to dobrze. Bawcie sie dobrze :))

    U nas się mówi, że ktoś się przetwiera z miejsca na miejsce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynka je migiem zrobiła, nawet nie zauważyłam kiedy:)) Tylko rzeczywiście ta mąka jest konieczna.
      U mnie też się mówi "przetwiera"

      Usuń
    2. O, a ja myślałam, że to wielkopolskie określenie ;)

      No widzisz, szybko, smacznie i sprawnie. I coś innego na śniadanie, nawet Tropik się zainteresował ;)

      Usuń
  16. Lidka, przetwiera, czy przestwiera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas się przetwieramy :) To pewnie podobna sytuacja jak z gzikiem i gziką ;)

      Usuń
  17. wszystko piekne, ale ten noseczek slodki najladniejszy!
    Turnusy u Ciebie, Mika to zmieniaja sie czesciej niz gacie u meneli.....
    a jaka ta monka jest ze jest specjalna?
    Bawcie sie - ZNOWU - dobrze!!! i reportaz po nastepnej imprezce by sie nadal.

    a propos niczego - tu w sasiedztwie, znaczy w okolicach bedzie juz zdaje sie 3. festiwal Piosenki...Dolujacej. autentyk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, to taki chwyt marketingowy. Od razu poleciałabym na taki festiwal trochę się podołować.
      Może by jaki festiwal piosenki cmentarnej?

      Usuń
    2. Fakt, w tym roku odwiedzin miałam sporo, licząc jeszcze zimowe Mariji z Arte to ho, ho! Będziemy się bawić na pewno! Mąka jest chyba z jakiegoś specjalnego gatunku kukurydzy, dopytam Grażynkę jutro.

      Hana, na ten festiwal to zgłaszam marsz żałobny Chopina w wykonaniu Zembatego...

      Usuń
    3. Hana - a nie wiem, ale bym zglosila bratanka, tego, co w wieku kilku lat, w czasie egzaminu do przedszkola/zerowki, zapytany o ulubiona PIOSENKE, odrzekl - Wisi na krzyzu....

      Usuń
    4. Albo w wykonaniu Zombiastego ;))

      Usuń
    5. Wisi na krzyżu wygrywa! I po festiwalu!

      Usuń
    6. Tak, bratanek Opakowanej ma pierwsze miejsce :))
      A mój brat, kiedyś, dawno temu, na baliku noworocznym dla dzieci z zakładu pracy naszych rodziców, powiedział Gwiazdorowi wierszyk, którego nauczył się na religii: "Ta wysoka wieża woła, chodźcie dzieci do koscioła, do kościoła trzeba chodzić, żeby dostać się do nieba" - czy jakos tak.
      Ale paczkę dostał, bo wierszyk powiedział? Powiedział.
      Tematyka nie była okreslona ;)

      Usuń
    7. a moj brat, ojciec w/w bratanka od piosenki, to jak byl maly chodzil do zakonnic do przedszkola. Dwie rzeczy stamtad wyniosl - 1. jak ja bylam maluska i w charakterze malego pakuneczku darlam pysk na tapczanie, kiedy Mama obierala kartofle, to moj braciszek zwymyslal mnie za zaklocanie spokoju tak niewybrednymi i brukowanymi zwrotami, ze ponoc Macierzy nozyk z rak wylecial. a druga rzecz to piosenka czy wlasnie wiersszyk - cos tam cos tam, sluzyc Bogu sercem szczerem, apostolem chcialbym byc. No i co Jacus spiewal/ mowil - a pod stolem chcialbym byc....

      Usuń
    8. Hrehrehrehrehrehrehre! To coś jak Gondol Jerzy znad Wisły!

      Usuń
    9. Moja koleżanka J jak była mała to zamiast "In excelsis Deo" śpiewała "I esencja w stereo..."

      Usuń
    10. prawie Zupa z Trupa Abby...

      Usuń
  18. Robię czasami takie różne placuszki, z mąką kukurydzianą też, ale arepy to chyba śnić mi się będą, aż w końcu Grażyna zdradzi sekret, z jakiej to monki i czy można ją nabyć u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w komentarzach było o arepach.Robi się je z białej mąki kukurydzianej.
      Chyba o tę chodziło:
      http://sklep.kuchnieswiata.com.pl/product-pol-403-Maka-kukurydziana-biala-PAN-1-kg.html

      Usuń
    2. Dzięki, Ksanthippe! Właśnie gugiel pokazał mi przepis na arepy:)

      Usuń
    3. A ja sprawdzałam pampuchy,o których wspomniała Mika. Okazało się,że to nasze poznańskie (kiedyś) pyzy drożdżowe:) Guguś pomocny jest:)

      Usuń
    4. No widzicie, w necie wszystko jest! Grażyna wspominała właśnie o tym sklepie "Kuchnie świata"
      Ksanthippe, tak mi skojarzyły te pampuchy, ale arepy są bez drożdży.

      Usuń
    5. Tak,wiem:) Sprawdzałam,bo nie wiedziałam co to pampuchy.

      Usuń
    6. Ksan, i po coś ty ten link dała??? Tam tyle ciekawych rzeczy...

      Usuń
    7. I ja od razu zamiast dalej czytać, to do sklepiku:). Oj na parę rzeczy mimo pory apetyt mam:). A takie arepy musze spróbować zrobic, bo to może byc ciekawa przekąska do pracy dla M. i córci w domu.

      Usuń
    8. Do pracy Kocie to nie wiem, bo one na ciepło z patelni chyba powinny być.

      Usuń
    9. I mnie się sklep spodobał. A pampuchy robiła kiedyś mija babcia. Smaczne, szybkie i poręczne:)

      Usuń
    10. Nie dadzą sie odgrzac w mikrofali?

      Usuń
    11. Pewnie dadzą, ale będą rozlazłe i ciongliwe jak guma od chińskich gaci.

      Usuń
    12. P kazał odgrzewać na patelni z odrobiną wody i pod przykryciem.

      Usuń
    13. Nie ! mikrofale nie...tak jak pisze Mika..pokropic woda i lekko podgrzewac na pateni!

      Usuń
    14. Szkoda, że nie dadzą się szybko odgrzać w mikrofali, bo już widziałam oczami wyobraźni sakiewki wypakowane farszem z szynki, sera i keczupu i zainteresowanie pracowych koleżanek męża:-)))

      Usuń
    15. Hana! Próbowałaś gumy od chińskich gaci???

      Usuń
    16. Czarny Kocie, zainteresowania pracowych koleżanek męża nie należy wzbudzać choćby i arepami!

      Usuń
    17. Agniecha, nie próbowałam, ale mam wyobraźnię. Ona musi się ciągnąć, nie ma siły!

      Usuń
  19. Uważajcie Dziefczynki, bo o ile pamiętam, w tej mące jest jakiś myk. Nie każda się nadaje. Grażyna pisała o tym gdzieś w komentarzach, ale kto to znajdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to ta mąka, opakowanie pamiętam i pod mąką w sklepie jest przepis na arepy.

      Usuń
    2. Wyobraziłam sobie kociambra Mariji w mące :))) Bo jemu Myk dali na imię ;) Słodziaczkowi .....

      Usuń
    3. Pisalam, pisalam...w Kuchniach Swiata mozna ja dostac! Ksan trafila na slad!!! Musze Was opuscic Kurki, bo nas jest troje w jednym pensjonatowym pokoju i chcom spac a ja tu zaczelam gdakac...strasnie duzo chodzilam w ostatnie dni, ze mi kulanko doskwiera i bedem sie jutro Mice skarzyc...ale tatry ciagle piekne som, mimo swierkow polamanych przez halny i tych zjadanych przez korniki... wczesnie rano zaczne gdakanie.....Dobranoc Kurencje!

      Usuń
    4. Dobranoc Grazynko:) a to kolano to jakas zakopiańska przypadłość - zarazliwa chyba, bo przecież Mika chodzi na rehabilitacje?

      Usuń
    5. No właśnie, może to z mojego kolana przelazło???
      Grażynka śpijta grzecznie i jutro oszczędzaj kolanko, żebyś się do mnie doczłapała:))) Dobrej nocy dla wszystkich w pokoju!

      Usuń
    6. Zdrówka życzę wszystkim kulankom!

      Usuń
    7. Dołączam się do kolankowych życzeń:)

      Usuń
    8. Opakowana,a dlaczego ksanthippe?

      Usuń
    9. bo Ty wszystko wynajdujesz..ja probowalam znalezc i guzik! w tym potopie komentow, co sie rozlazo na wszelakie tematy to trza UMIC!! znaczy Ty umisz.

      Usuń
    10. Droga Krysiu,jesteś w błędzie.Ksan nie umi.Zresztą wielu rzeczy Ksan nie umi.A to,co dotyczyło tychże placków,wyjątkowo utkwiło mi w pamięci,bo kiedyś tam pytałam Grażynę o tę WYJĄTKOWĄ mąkę właśnie.Ot co! :)

      Usuń
    11. Ksan, a i tak splyndor na Ciebie spłynął! Nie być taka skromna!

      Usuń
    12. no wlasnie - takich rzeczy glosno sie nie mowi przeca! splyndor leci i tak ;)

      Usuń
    13. Tak niewiele trzeba,aby ten splyndor leciał,spłynął i mnie dopadł??? Nie może być!

      Usuń
  20. Ksan, bo tak!!! Na Ciebie paduo!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie wiem co autor miał na myśli...

      Usuń
    2. Szukanie, gdzie Grażyna mówiła o arepach! Ale już jest przecież!

      Usuń
    3. Co Opakowana miała na myśli wskazując Ksan. O to mi szło:)

      Usuń
    4. no to wlasnie!!
      hrehreherh

      Usuń
  21. I uważajcie na paluchy u dużej nogi, bo to też jakieś zaraźliwe jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj uwaza, uważać, bo jakby to na stonogi trafiło, to nie ma biedy, ale kura o jednej nożyce na grzedzie to ciężko może miec ustac.

      Usuń
  22. Łojejku one tu o jedzeniu, a mnie się zepsuł soczek marchwiowy i ten no chłodnik litewski, bom zapomniała w pracy zjeść, a na drugi dzień już był fee. I trzeba się kanapkami tuczyć. Jutro jednak ugotuję prawdziwy obiad, rosołek czy cuś?
    Grażynka kiedyś dawała przepis na arepy, tylko gdzie???

    OdpowiedzUsuń
  23. Mnemo, w komentarzach, hrehrehre!

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba przełożę swoje rojenia o arepach na jutro. Kury śpiom, to i ja idę! Dobrej nocy:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzien Dobry ! Jakby deszcz za oknem....kulanko jakby sie przyciszylo, tak po cichu sie przyznaje, ze chcialabym by dzisiaj deszcz zdrowo popadal, tobym nie wychodzila na orle perci ..hrehrehre...i moze jutro moglabym na te orle isc z wyleczonym kulankiem ...ale siedze cicho bo reszta rodziny pelna entuzjazmu gorskiego jest!
    Mika , do Ciebie przyczlapie ochoczo bo to ino jest 3 km i to po ulicach a nie gorskich szlakach! podaje link do mego sniadania wenezuelskiego wydanego w Warszawie.. Tam jest zdjecie maki w opakowaniu oryginalnem .

    http://i-tu-i-tam.blogspot.com/2012/11/sniadanie-wenezuelskie-w-warszawieel.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważajcie na tych orlich ścieżkach:)

      Usuń
    2. szczegolnie te orle w dolinach sa niebezpieczne...hre hre

      Usuń
    3. Grażyna, zawsze można posyczeć trochę z bólu i w samotności podleczyć kulanko, albo lepiej w towarzystwie Miki:)

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że nie polajzłaś w percie, chociaż padać przestało.

      Usuń
    5. Grażynko dziękuję za link do Twojego przepisu, zaklepałam do zakładek i na pewno odgapię po zakupie mąki, bo Twoje zdjęcia narobiły mi jeszcze większego smaka :-)

      Usuń
  26. Witam Kurki sobotnio. Za oknem 14 stopni, pochmurno, jakby przed deszczem.
    Miłego dnia życzę Kurkom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziędobry przy sobocie po robocie Kury!
      zimnawo, szarawo, pieknie! znaczy sie przeciera, ale bez przesady.

      Usuń
  27. U nasz piękniej! Rześko, słonecznie, mmmm! Żyć się chce!

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj,Kurniku! U nas deszczowo,chłodno,jesiennie.Zaczynam narzekać...

    OdpowiedzUsuń
  29. Południe minęło, przetarło się trochę, 25 stopni, nie narzekam, wręcz przeciwnie.
    Wiatr się ruszył. Nadal życzę miłej soboty.

    OdpowiedzUsuń
  30. U mnie chłodnawo i pochmurnawo, a ponadto z awariami. Rano się okazało, że zwaliło mi się pół bzu i wyłamało płot, a poza tym wisiało na ulicę. Bez był chory trochę i przygnity u korzeni, ale stał, nie wiem czy przypadkiem go wczoraj nie zahaczyli koparą bo asfaltowali ulicę i cały czas tu jeździli, może mu trochę pomogli. Całe szczęście, że kolega T, anioł podręczny, przyjechał, ściął, pociął i płot podwiązał tymczasowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda bzu, może by jeszcze trochę pożył.
      Temperatura znów spadła i chmur więcej, ale nie pada.
      Idę na imprezę, powoli robię się na bóstwo.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Mika!Venezuejlo lubi takie roboty, ale Twoj przyjaciel juz go ubiegl...wlasnie wrocilismy z przebierania nogami...niedlugo zaczniemy przebieranie w Twoim kierunku!

      Usuń
  31. Odpowiedzi
    1. podobniez koparki byly i inne walce drogowe ....

      Usuń
  32. To sam z siebie się nie obalił.

    OdpowiedzUsuń
  33. Nabrałam ochoty na arepy. Głodna jestem po tym wpisie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  34. Iza, jaglankę sobie zrób. To prawie jak arepy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja zapomnialam sie umizgnac zebys dla mnie zrobila....bede musiala SAMA!

      Usuń
  35. Zrobię za to nowy wybieg:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Zrobiłam wybieg, ale blogger nie pokazuje nikomu, że jest! Znowu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pokazuje:) a zastosowalas metode o ktorej ostatnio pisałam?

      Usuń