sobota, 26 września 2015

Słowo na sobotę wieczór

Ech, Kury, Kurencje! Z zapchanym wybiegiem żyć się nie da. Wprawdzie gdaczę na żywo z moją osobistą siostrą, ale sama świadomość, że gdakać w Kurniku nie ma gdzie, nie daje mi spokoju. Czuję się nieswojo jakoś.
Trochę martwiłyśmy się o Tempo Giusto, która walczy z niekoniecznie planowanym remontem i nie tylko. TG przysłała zdjęcia, które mówią wszystko. Aż mnie zesłabił ten wstrząsający widok. Trochę wszak pocieszył mnie widok RÓŻOWEGO pianina:). Tempo, myśl o tym, jak ślicznie będzie po!

Szanowne Kurencje i Ty, RaBarbaro!
skoroście zaczęły o sprzątaniu, to sobie popatrzcie.
od razu zrobi wam się lepiej, hrehre :)
na zdjęciach moja kuchnia i dwa pokoje.
na pierwszym zdjęciu tablet uparcie łapał ostrość na ścianie, a ja nie miałam czasu się z nim bawić.
buziaki!
Tempo Giusto





219 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. W tym stanie nie dam rady, bo juz bym jechała z pomocą. Niezła rozpierducha po tych fachowych remontach.

      Usuń
    2. remont w toku :/

      Usuń
    3. Oj dbam, dbam chyba az za bardzo, nie wiem kto mnie tego lenia pozniej z pleców przegoni;)))
      A i ja mam remont w zanadrzu, bo lazienke dodatkowa mus zrobić, bo jedna na 6 a w krotce 7 osob to za mało, szczegolnie gdy coros za pare miesiecy bede odpieluszkowywac. Troche sie obawiam tych fachowcow i widze ze mój mąż czuje temat i odwleka az dojde do siebie:). Bo ja z moim tatą to mamy zacięcie i lubimy wszystko co mozemy zrobic sami, wiec 4 lata temu dobydowalismy do domu rodzicow spore pomieszczenie i zrobilismy nowa lazienke i nowe wejscie i tylko do zadan czysto hydraulicznych zatrudnilismy hydraulika, juz sprawdzonego przez sasiada:)))

      Usuń
  2. pianino jest żółte, tylko tak wyszło, bo pokój z loggią dość ciemny, musialam robić zdjęcie przy zapalonych wszystkich lampach :)
    tg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozowe bardziej pasuje, moze przemaluj? :)))

      Usuń
  3. Hana ja tak przeczuwalam, ze Ty dziś gości przyjmujesz, bo Cie nie widać na wybiegu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żółte też mnie pociesza!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tempo ! Słów mi brak !! Sama lat wiele żyłam w remontach, co prawda dobrowolnych ale i tak strasznych, ale to!! Ale za to wiesz jak będziesz miała cudnie wszystko wysprzątane na Święta :)))!! Jak nikt !!!
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak.A ja gęgam na starych śmieciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie martw sie, ja tez troche pogegalam a potem cisza mi dala do myslenia....

      Usuń
  7. ha!!
    u mnie w domu dokładnie tak samo wygląda... tyle, że ja byłam na tyle sprytna, że uciekłam ;-)))
    zapuściłam się w Bieszczady i zastanawiam się czy uda mi się tak długo zostać żeby okna i podłoga same się umyły ;-)))
    Tempo... solidaryzuje się z Tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daj znać, czy się udało ;)

      Usuń
    2. O,jesteś już we własnej postaci.
      Trzymaj się dzielnie i pomyśl o tym jak będzie pięknie.

      Usuń
    3. To bardzo dobry pomysł Bru, żeby wyjeżdżać na czas remontu:)) Nie leje ci w Bieszczadach?

      Usuń
    4. u mnie to byl buond straszliwy - vide nizej, tasiemcowy komentarz...az sie otrzoncham na wspomnienie....

      Usuń
  8. TG,mnie nic nie wzrusza.Jestem weteranem przeprowadzkowo remontowo budowlanym.
    Pięć lat temu byłam tzw. powodzianką.Prawie jak Muszynianką albo Nałęczowianką
    Bardzo współczuję .
    Wszystko da się przeżyć,uszy do góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej.. to ja ci współczuję! doszliście już do siebie?
      wiesz, ja takie rozpierduchy uwielbiałam. kocham wszelkie ręczne roboty, marzę o własnym warsztacie :)
      ale od paru lat moja pompka jest zdrowa inaczej i to już jest insza inszość. dlatego tak bardzo się zmartwiłam tym, co panowie pracujący na zewnątrz mi zmalowali. tak bardzo się zmartwiłam, że "brygadzista" zapragnął mnie pocieszać, hrehre :)

      Usuń
    2. Nie.Nie doszliśmy.Zniszczenia były ogromne ale najważniejsze że nikomu nic się nie stało. Zwierzęta przeżyły. Tylko ogród zgnił bo był długo pod wodą.

      Usuń
    3. Człowiek jest twardszy niż mu się wydaje.

      Usuń
    4. Czlowiek jest twardszy niz ogrod!
      U nas trawnik, ktory zgnil - dobil, ale czesc ogrodu, gdzie bylo najgorzej zalane przez cale lato i jesien i kawalek zimy - jest niestety lysawo jeszcze....

      Usuń
  9. Jessu, a w powietrzu zapach mokrego tynku? Nie lubie, nie lubie...szczególnie, jak trza do roboty chodzic a po powrocie zastajesz taki meksyk, ze nie ma gdzie zadka posadzic.
    To ja sie chyba nie bede zabierac za ten remont, wymienie tylko szafke pod zlewozmywak bo mi sie juz trociny sypio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. owszem :)
      w powietrzu zapach i pył. skubany, powoli osiada.

      Usuń
  10. Uuuuuuu, grubo, no nic, tylko trzymać się należy tego, że PO będzie pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Phi, niedawno ja tak mialam w domu, ale przetrwalam, posprzatalam i mam z glowy.
    Tempo, nie zalamuj sie! Od balaganu jeszcze nikt nie umarl, od nadmiernych porzadkow i higieny - wielu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, jak się jest taką rąbniętą kurą, która musi mieć w kuchni pięć rodzajów mąki, pięć rodzajów oleju, sześć rodzajów octu, siedem rodzajów makaronu, nie powiem, ile rodzajów herbat, bo nie będę się publicznie przyznawać do zboczenia, to to potem tak wygląda :D

      Usuń
    2. Boszszsz, wszystko przede mną. Kucie, malowanie, tynkowanie...
      Póki co, nie uwierzycie! Osy z zewnątrz zniknęły, za to sukcesywnie wyłażą wewnątrz! Po kilkanaście! I za cholerę nie wiemy którędy! Mało tego! Teraz umarniecie ze śmiechu! Poszłam siku, ot tak, normalnie. Po wszystkiem założyłam te, no... eee... portki i gacioszki i osa użarła mnie w doopę!!! Matko! Jak bolauo! Na szczęście nie spuchło! Ona, ta osa, musiała przysiąść sobie gdzieś w okolicach, a ja jej przeszkodziłam! Kurna, czy te dziwne przypadki długo będą mnie prześladować???

      Usuń
    3. Kura użarta w kuper przez osę to jakaś paranoja! Zrób sobie nasiadówkę...

      Usuń
    4. Nie moze byc! Wszędzie moze sie trafić, ale zeby tam? Oj biednas! To gdzie one postanowily zamieszkac na zime?

      Usuń
    5. W kiblu, CzeKo, i wychodzą przez syfon - nauczyły się nurkować. Bo ewolucja przyspiesza tempo ( czytałam w gazecie ).

      Usuń
    6. I nie jestem gołosłowna, bo sama wyciągałam parę miesięcy temu nietoperza z miski klozetowej. Mus, że też się uczył pływać, jak te Hanine osy. Pewnie zwierzęta czytały o ociepleniu klimatu, podniesieniu poziomu mórz i się przygotowują.

      Usuń
    7. matku bosku...mnie raz uzarla w udo od srodka, a szla ku gorze, ja czasnelam nogami razem, no to spanikowala...
      octem sie podlalas?

      Usuń
    8. Agniecha,co z tym nietoperzem.Żywy był?

      Usuń
    9. Hano, jak szanowna dupencja? dała spać?
      się mi przypomniało, co to za ból, bo raz usiadłam na osie, która mi wleciała pod spódnicę :)
      no i właśnie - co z nietoperzem?
      tg

      Usuń
    10. Żywy, chociaż zmęczony.

      Usuń
    11. Hana pewnie lezy odwlokiem w gore i sie kuruje....i pewnie wszystkie cztery malenstwa wiszo na niej....to se rzeczywiscie odpocznie ;)

      Usuń
    12. E, nie było tak źle i nawet TAM nie spuchłam, a dzisiaj tylko upierdliwie swędzi! Osy nadal wyłażą i już skończyły nam się pomysły. Nie wiemy którędy!

      Usuń
  12. Dziefczyny,przeklejam komentarz Mamalinki.
    Prosiłam żeby sama to zrobiła ale chyba już więcej nie zajrzała.Mam nadzieję że nie będzie miała mi tego za złe.
    A ni Mika z Haną.
    Ale myślę że czekacie na wieści.


    mamalinka26 września 2015 21:48

    hej Kurki, czas mi się odezwać,

    Rzeczywiście wszystko dogadane, choć plany ulegają wciąż drobnym zmianom, moderacjom i poślizgom.
    Ada jest już w drodze po Brylantynkę, wyruszyli jakieś 3 godzinki temu. Razem z Brylkiem rano odjadą Balbina i Jagodzia, oraz Aura, no i Tadziu z żonami.
    Pewnie jeszcze o tym napiszę obszerniej, ale chciałam powiedzieć, że cała podróż (1400 km) jest sfinansowana przez Fundację Centaurus. Nie mam słów, by wyrazić moją wdzięczność za ich pomoc. Jeśli kiedykolwiek będziecie miały możliwość podarować komuś parę zbędnych złotych - nie wahajcie się wesprzeć tę fundację. Nie musieli pomagać, a zdjęli mi wieeeelki kamień z serca.

    A Gucio? Gucio ma się dobrze. Wciąż zakochany w nowej żonie. Choć chyba jednocześnie trochę tęskni, nowy pan zmartwił się tym, że łzawią Guciowi oczka, weterynarz stwierdził, że to właśnie może być przyczyną, bo poza tym jest zdrów jak ryba. Ale poza tym dogadują się ze sobą. Cieszę się, że moje zwierzęta znalazły takie dobre domy! Wszystkie co do jednego.

    Pozdrawiam Was Kurki, dobrego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytalam i odpowiedzialam i trzymam kciukasy i pazureiry.

      Usuń
    2. Boszszsz, gdzie oni są teraz? Powinni powolutku zbliżać się do celu.

      Usuń
    3. Czyli Gucio troszkę popłakuje... Przyzwyczai się, chłopaczek.

      Usuń
  13. Oooo ile tu nowych wieści. Nie cierpię wszelkich remontów, a czeka mnie porządny. Jedyny plus, że potem długo jest fajnie. A koniec remontu to bardzo przyjemne uczucie, więc TG czeka przyjemność. Bardzo też pocieszające wieści od Mamalinki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Już pisałam na poprzednim wybiegu... ano pajechali. Czekam cała w nerwach, zapasowa bateria do aparatu się ładuje, ale pewnie i tak nie dam rady zrobić zdjęć... Kogo pierwszego zakwaterować, kogo przytulić, kogo nakarmić?! Dużo, dużo czułości i atencji będzie im potrzeba.
    Kurki kochane, docierają do nas (do Padre na moje ręce) dary.. cuda, smakowitości ;) Padre obiecuje, że podziękuje wszystkim, jak już będzie komplet. Na razie ma ręce zajęte wykańczaniem kurnika.
    Trzymajcie kciuki za pomyślny transfer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Będę trzymać. Musi się udać.

      Usuń
    3. Trzymamy i czekamy na powitanie:)))

      Usuń
    4. Czymiemy fszystkie kciuki i lapecki. ♥

      Usuń
    5. Omamuniu, żeby tylko zwierzaki dojechały całe i zdrowe i straszliwie żal mi Mamalinki, że musi się z nimi żegnać. Nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić, bo natychmiast ryczę.

      Usuń
    6. Inkwi, daj znać czy dżemy dotarły??? Trzymajcie się dzielnie w tym ogólnym zamieszaniu!

      Usuń
    7. I proszę uprzejmie nie wykańczać Kurnika, bo gdzie bedziemy gdakać???
      Nawiasem mówiąc, też wspieram Centaurusa od lat, chociaż nie tyle, ile bym chciała:((

      Usuń
    8. Co się łamiesz, on ( Padre ) nawet go ocieplił, żeby kury w zimie miały miło i przyjemnie.

      Usuń
    9. 3mamy!
      Co mi przypomina, ze powinnam dobr roznych szukac na wysylke ;)

      Usuń
  15. Po pierwsze Centaurusa wspieramy od lat, zawsze w nich wierzyliśmy;) Po drugie - tempo g. - takie płytki to się ale fajnie skuwa - sama skułam wiele tego badziewia;) Z położeniem gorzej zawsze, ale tez pójdzie;) Dobrze, ze masz fachmanów, ja od dawna już nie zatrudniam nikogo prócz siebie, Taty i A. - takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego;) Po trzecie Mamalinko - nie trap się - będzie dobrze, jeszcze chwile i wszystko się ułoży;) Inkwi - ale masz fajnie - tyle nowego inwentarza!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Też znam osoby, które wspierają Centaurusa,chwała im za to, bo wiadomo ile tam trzeba nakładów finansowych.

    Mamalinko, radość ,chociaż i tak serce boli, że był taki mus.Ale najważniejsze,że zwierzaki będą pod doskonałą opieką a miłość nowych opiekunów złagodzi ból rozstania.

    Inkwizycjo,oj trudne zdanie, ale serca macie wielkie, oby zadamawianie i poznawanie zwierzaczków poszło jak po maśle.

    OdpowiedzUsuń
  17. TG-baaaardzo Ci współczuję tego co masz teraz w mieszkaniu.Faktycznie,nawet moje"porządki"wysiadają przy Twoich.Musisz chyba już myśleć o czasie po remoncie,może będzie lżej to znieść:)

    Mamalinko,najważniejsze,że wszystkie Twoje zwierzaczki trafiły w dobre ręce.Centaurusa wspieram od ich pożaru.Na chwilę obecną są to esemesy okazjonalne czyli oni przysyłają apel a ja na niego odpowiadam.

    Inkwi-trzymamy kciuki i łapy za szczęśliwy transport i jeszcze mocniej za to,żeby zwierzaczki dobrze się czuły w Waszym domu no i Wy razem z nimi:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę powiedzieć, że ja mam podobnie nawet bez remontu....
    I nawet nie mogę się pocieszyć faktem, że po remoncie będzie super, skoro nie ma remontu ;)
    Po prostu Ania M. i ładne wnętrze - te dwie rzeczy nie idą jakoś w parze. Chciałabym to zmienić, ale nie udaje mi się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama masz ładne wnętrze, to po co ci na zewnątrz???

      Usuń
    2. Małżonek mój twierdzi, że jedno jest odzwierciedleniem drugiego, niestety...

      Usuń
    3. Bo wierz pisząc "wnętrze" miałam na myśli mieszkanie...
      Ale może już gonię w piętkę.

      Usuń
    4. I tu twój małżonek jest w grubym błędzie...

      Usuń
    5. a chciałabyś to zmienić dla siebie czy dla innych?
      tg

      Usuń
    6. Dla siebie. Ale nie umiem. próbowałam wiele razy.

      Usuń
    7. widocznie właściwy czas jeszcze nie nadszedł :)
      tg

      Usuń
  19. AniuM., ja Ci to objaśnię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę wdzięczna, choć muszę stwierdzić, że pewna teorię na ten temat również posiadam...

      Usuń
  20. Tempo kochana, współczuję mocno tego rozgardiaszu, ale ja to lubię remonty... Pomyśl ile można wyrzucić przy tej okazji i odgruzować dom! A na święta to już masz sprzatanie z głowy:)) I może przy tej okazji szafy trochę opróżnisz i zrobisz miejsce na nowe, piękne ciuchy?
    Tylko się oszczędzaj i nie szalej! ŚCISKAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))
      na razie do szafy się nie mogę dostać :D, ale fakt, z kuchni już sporo ubyło.
      ja też lubiłam remonty, ale teraz fizycznie to ja mogę pięć razy mniej niż kiedyś i tylko to psuje mi humor.
      odściskowywuję :)
      tg

      Usuń
    2. Niestety ja też mogę o wiele, wiele mniej niż kiedyś, ale i tak mnie to cieszy. Zwłaszcza jak jest już po:) Jak zrobiłam remont WC to sobie otwierałam drzwi, siadałam na wprost i się gapiłam z durnym uśmiechem na paszczy:))) Długo.

      Usuń
  21. Dobranoc nocne Kury!:) Dzień dobry Poranna zmiano z Koguta na czele:)
    Ciekawe ile z Was dzisiaj raniuchno zerwie sie na te zbieranie grzybów? Miłego poranka!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyzby Maly kopal i nie dawal spac....o takich porach ani to wieczor pozny ani poranek wczesny...to gleboka noc!

      Usuń
    2. Chyba przyzwyczaja matkę do nocnych wojaży:) oby tylko nie takich ze caly dom bedzie na nogach:)))
      Mąż już przygotowuje plan ze sie z córka przeniosą z sypialni do drogiego pokoju, jak mały będzie prowadził nocne życie;)

      Usuń
    3. Jakie grzyby, kurna, jaki deszcz? Słucham Was jak opowieści o żelaznym wilku!

      Usuń
  22. Dzien dobry, koguta dzis zaspala, a moze na grzyby wyleciala i zapomniala zapiac porannie.Ciekawe co ze zwierzakami dla Inkwi, beda zdjecia?strasniem ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koguta nie chodzi na grzyby, mówi ze sie nie zna, ale Iza sie szykowała, bo wczoraj ktoś jej w sklepie powiedzial, ze są.

      Usuń
    2. Grzyby ze sklepu to ja też , proszę bardzo ;))
      Barbara

      Usuń
    3. Baśko! Ze sklepu? Wszystkie robaczywe jak jeden, chyba, że pieczarki. A to jednak kolosalna różnica w grzybowatości.

      Usuń
    4. znaczy te sklepowe sa bardziej wartosciowe jako zywnosc bo majo bialko (zwierzece) i pewnie tluszcz, w sumie nie wiem czy tluszcz bo nigdy smalcu z robakow nie wytapialam...

      Usuń
    5. Nie, nie, co to to nie! Albo pieczarki, albo robaczywe! Robaczywych pieczarków mi nie wmówicie !
      Barbara

      Usuń
    6. Ups, dopiero teraz przeczytłam ze srozumnieniem..... ale to przez to, że zostałam dziś dopadnięta przez rodzine i lekko skołowana jestem ;(
      Barbara

      Usuń
  23. Witajcie!:)
    Na pewno będą zdjęcia bo przecież ci co biorą zwierzaczki do swoich domów,zdają sobie sprawę,że tu jeszcze zostaje stado kur,które z niecierpliwości będzie znosić jaja i czekać na wiadomości.Oby jak najlepsze!:)
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musza byc najlepsze..oby Inkwi miala czas na fotoreportaz..

      Usuń
    2. Trochę się martwię o zwierzaki, to dla nich straszny kawał drogi, stres i w ogóle. Ale jest z nimi Ada, to mnie uspokaja.

      Usuń
  24. Dzień dobry :) nieee, nie na grzyby, sie boje bo sie nie znam :( ale po wczoraj co lało i lało i ciemno było dzień cały ucieszyło mnie że jasno i zapowiada sie jasny dzień i wyszłam sobie zobaczyć tu i tam i nie chcialo mi sie zaraz siadać do maszyny.... ;) Ale wyszedł tasiemiec, hehe :))). Lubię takie dni po deszczu, świat zupełnie inaczej pachnie .......
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez sie boje, bo przestalam sie znac, ponad 40 lat w Wenezueli gdzie nie ma zwyczaju grzybobran a i grzyby jakies inne, uznalam ze juz nic nie wiem w tej materii. A tego " wyszlam by sobie zobaczyc" zazdroszcze, bom zostala w Warszawie zamiast wybyc w przyrode, a tu widze,ze jasnosc panuje i trzeba bedzie jednak wyfrunac!

      Usuń
    2. A to ciekawe, myślałam, że grzybiarze są wszędzie.
      Szczególnie tam, gdzie aura odpowiednia.
      Ja idę dziś do lasu, nie pada już i nawet słonko wyszło:)
      pozdrawiam Kurnik niedzielnie!

      Usuń
    3. Nie, grzbiarze sa przede wszystkim w Polsce...hrehrehre...w Wenezueli , kupowalam grzyby suszone , prawdziwki, w delikatesach i to bardzo drogo, byl Wloch w Andach, ktory je hodowal. Teraz i to sie skonczylo.. W Kanadzie tylko Polacy i pewnie Ukraincy wybieraja sie na grzybobranie...

      Usuń
    4. Boże, świat sie kończy :(
      Wenezuela, Włoch, delikatesy = grzyby.

      Usuń
    5. Dodam, ze w Andach opowiadano mi o zbieraniu grzybow halucynogennych, ktore rosna na pastwiskach, moja kolezanka Belgijka, ktora wszystko musi wyprobowac, raz sobie cos takiego zazyla i odleciala, opowiadala,ze glosy a przede wszystkim kolory byly niesamowite, nie mniej o malo przy tej eksperiencji nie umarla...

      Usuń
    6. A tam Grażyna, te halucynogenne i tu rosną, i chyba wszędzie tylko znać się trzeba, a ja nie wiem za bardzo po czym poznać. Ponoć najlepsze wyrastają na owczych bobkach.

      Usuń
    7. podobno tak , te grzybki lubia ekskrementy , w Andach podobno krowie. To jest jedyne grzybobranie o ktorym slyszalam w Wenezueli...

      Usuń
    8. Jak mieszkalismy w Walii za wsia, to za ogrodem mialam stumilowy las, co nawet mial przepiekna polane z jagodami. no i kiedys wybralam sie, jak tylko tam zamieszkalismy, we wrzesniu-pazdzierniku, poznac najblizszych ssiadow, to poszlam z wiaderkiem wlasnie lasem z pelnym wiaderkiem zapukalam sie przedstawic a tamci co i raz lypali na moje grzyby az nie wytrzymali i pytaja co to i na co? no to przecie wytlumaczylam jak krowie na rowie a im szczeny polecialy na podloze...oba ludzie ze wsi obok, czyli w lesie i nie korzystali z dobr naturalnych..no to mnie poleciala szczena....hrehreherh. a byly same podgrzybki.... 9znam podgrzybki, prawdziwki, mslaki i kurki. i MOZE kozaki)

      Usuń
    9. U mie opieńków masa jakaś (przeliczana na wiaderka właśnie) rosła wokół domu i Pan Somsiad co kosił pozbierał, tom mu dała, bo z tym roboty......! ;))
      Barbara

      Usuń
    10. W Finlandii znajomi Finowie mają plantację truskawek, prawie w lesie. 50 metrów od domu rosną cale polany rydzów, kurek, borowików. Nawet ja, jako kompletnie nie grzybowa (ani do smakowania, ani zbierania) cięłam te cudne rydze. A oni z hipermarketu noszą tacki z pieczarkami :)

      Usuń
    11. Czego tu się bać? W sensie grzybów? Zbieram wyłącznie te, co do których mam 300% pewności. Jeśli mam choćby cień wątpliwości, albo ktoś przypadkowy powie mi, że te, czy inne grzyby są dobre, to i tak nie zbieram. W gruncie rzeczy większość z nich jest niejadalna, co niekoniecznie znaczy, że trująca. Są np. gorzkie jak piołun. Takich śmiertelnych to w sumie niewiele. Jest sromotnik, jakieś pewnie muchomory (kto zbiera muchomory?) i właściwie to tyle. A i tak za każdym razem, gdy słyszę o zatruciu sromotnikiem zastanawiam się, jak można go pomylić z czymkolwiek? Przecież charakterystyczny jest.

      Usuń
    12. Bo tam podobno przyrode sie szanuje....
      Barbara

      Usuń
  25. Dzień dobry, kurki ;) Nasi panowie pobieżeli na grzybobranie, a ja z nerwów już 3 pranie nastawiam ;)
    Jeszcze nie wyjechali, odsypiają nocną podróż... to jednak kawałek drogi jest - 700 km ;(
    Oczywiście postaram się jakieś zdjęcia zrobić, jak nie dzisiaj to... no właśnie, jutro muszę wyjechać do Wro, zawieźć Padre na lotnisko. Ale nie zostawię Was bez wieści ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zastawiaj nas bez wiesci i bez zdjec...

      Usuń
    2. Patrz, na grzybobranie - powodzenia, wczoraj na naszych suszonych włościach znalazłam 3 grzyby. Słownie trzy, by tę suszę deszcz trafił !!!

      Usuń
    3. Agniecha - od razu suszone byly? te trzy...

      Usuń
    4. Inkwi, ale to nie w kółko to samo? (pranie ;] )bo z TAKICH nerwów....
      Barbara

      Usuń
  26. Witam Kurnik niedzielnie. Przestało padać, słonko wyszło, świat poweselał. Zimno, tylko 12 stopni.
    Grzybów nie zbieram bo się nie znam za bardzo i ich nie widzę. Muszę się potknąć, żeby zauważyć. Kurki jeszcze jako tako wypatrzę, ale reszta....
    Miłego dnia Kurkom, szerokiej drogi zwierzakom Mamalinki i niech się wszystko uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Kurki som tutaj, nie musisz wypatrzać :)

      Usuń
    2. No proszę jak fajnie się złożyło. Tylko że Was nie spożyję duszonych z natką pietruszki i jajeczkiem. Ale bez duszenia jesteście równie smakowite i nie zalegacie w żołądku.

      Usuń
    3. A ja po raz pierwszy, przedwczoraj, spozylam pierogi z kurkami, i to w Ikei...byly puszne! poszlabym na kurki by takie pierogi ulepic...

      Usuń
    4. Grażyna, to mnie zaskoczyło - kurki w Ikei znaczy. Szkoda, że ma tu Ikei:)

      Usuń
    5. Mnie zaskoczyło, że pierogi ?! Kurki jako żywo z pierogami nigdy mi się nie kojarzyły !
      Barbara

      Usuń
    6. Mnie tez zaskoczyly i pierogi i nadzienie kurkowe, do tego podano jakis sosik...bylo pyszne!

      Usuń
    7. Hana - w Poznaniu ni mo ikei? nie wierze wrecz!

      Usuń
    8. Opakowana, w Poznaniu i Wrocławiu jes Ikeja ale w kurniku ni ma.....
      Barbara

      Usuń
    9. O to, to, dziękuję Baśko!

      Usuń
    10. no ale do wielgiego miasta to Prezesowa czasem musi sie wypindrzyc i jechac, to nastepnom razom moze jechac i do Ikei. Na te kurki.

      Usuń
    11. Ja to chyba z tej ciekawości sama też w Kraków pojade, choć Ikeja to dla mnie bardzo męcząca jest dojazdowo także. No ale takie pierogi....
      Barbara

      Usuń
  27. o Ty biedna...ja mialam horror chyba 9 lat temu, posiwialam od tego w try miga. Syn sasiadki jako majster. Z kolega. Zobaczylam, co i jak zrobili u sasiadki i zazyczylam sobie, ostrzegajac, ze to gruba robota, bo trzeba otynkowac na nowo sufity na dole (izb 4 sztuki, niektore sztuki bardzo male), zmiana podlog - wykladzine na panele. Wyprostowac tynkiem niektore sciany, pomalowac wszystko, nowe listwy, nowe drzwi.
    Odgrazali sie, ze oni to robia po kolei, izba za izba. Zaczeli robic i zobaczylam, z ejakby nieco amatorsko im rezultaty wychodza (czyt: gorzej troszke niz u sasiadki) i zanim sie obejrzalam, to kazde pomieszczenie na dole bylo rozgrzebane (dodam, ze mieszkamy na 3 poziomach i plany byly ze tak powiem, globalne....). Powinno mnie cos ruszyc jak raz przyszli rano (kolo 10.30) mowiac, ze dzis niczego nie rusza, bo..."Mama kaze mi nowa podloge polozyc"...i sobie poszli do domu obok, bezwstydnie robiac tam, a u mnie - dokladnie jak u Tempo - na calym dole...przyszedl tynkarz, za straszne pieniadze zrobil tak, ze wykladzina w salonie byla grubow wytynkowana - na grubo i na sztywno, ale uznalam, ze to tak juz ma.... no i polozyli podloge, te panele. wygladalo dobrze. Mieli jeszcze dol dalej robic, tzn drzwi i troche malowania, takie rozne troche kosmetyczne....mysmy im zostawili klucze, pieniadze na materialy i zaplate za to, co zrobili. Plan pracy byl zapisany b. szczegolowo.

    Z wakacji pierwsza wrocila Kasia i od razu mi pisze - w domu jest dziwnie...kiedy oni wracaja do daleszej roboty? Bardzo wykrtie pisala, ale jak potem powiedziala, ie chciala zeby mnie apopleksja trafila. niczego nie czyscila niczego nie zmieniala, alle po fachowcach slad zaginal....
    Wrocilismy i:
    w ogrodku staly wiadra z rolkami i z pedzlami rzucone tak, jakby faceci uciekali przed tygrysem, tace do rolek porozrzucane, jakies smieci wszedzie, obok kubeczki z niedopita herbata. w zlewie wiecej kubeczkow, niektor eobite. zycie kwitlo w kubeczkach, podobno wychodek na dole zasikany z niespuszczona woda...w domu - jak w ogrodzie - tak jakby nagle uciekli. aaaa, wczesniej byla sprawa podlogi - w jednym ciagu od drzwi frontowych do drzwi ogrodowych w kuchni jest jakies 12 metrow, chcielismy bez progow wiec jeden ciag paneli...i te panele falowaly. Oni sie obruszyli, ze sprzedano nam zle panele. na wizytowkach maja napisane "specjalisci podlogowi", no to upowaznilam jednego zeby zlozyl zazalenie w sklepie, gdzie podal szczegoly wszystkiego... ciag dalszy w nastepym, mrozacym krew, komentarzu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciag dalszy:
      .No i pani do mnie ze sklepu zadzwonila jakis czas potem pytajac co mamy POD panelami - beton czy drewno. Beton. I jaka podpinke mamy pod panelami? Powiedzialam, na co pani GLOSEM, od ktorego mi sie slabo zrobilo - to bardzo prosze podjac te rozmowe z pani..."specjalistami", na kazdym opak. paneli jest napisane prosto i dla laika, jaka podpinka do czego....wiec zerwali cala podloge i zmieniali podpinke...i potem znnikneli. nie odpowiadali na telefony, zadzwonilam do sasiadki, ktora na mnie wrzaasnela, ze co JA to obchodzi, mieszkalismy jak Tempo do listopada (od wrzesnia), kiedy znalazlam faceta, ktory zaczal wszystko prostowac.
      Zapomniala napisac o drzwiach, ze mamy kazde drzwi na dole...rozne, bo oni rozie cieli framugi...
      Facet od listopada do swiat naprawil dom, ale kaasy starczylo tylko na dol i wiekszosc 1. pietra...jak zobaczylam tynkarza, to oslablam - mielismy ze slubnym dwie dziuple robocze, zamiast do siebie krzyczec przez sciane, postanowilismy wywalic sciane dzialowa i mamy fajna wspolna kiszke.Tynkarz, strasznie wysoki uroczy Szkot, popatrzyl na mnie strasznie z gory jak zapytalam, czy chce szmaty na podloge i zaczal sie smiac...ja sobie poszlam z domu...wrocilam i bylo TAK jakby tynkarza nie bylo, raz mu sie chlapnelo, tak z lyzeczke na wewn. strone balustrady ...a ja sie rozplakalam, ze mam normalnych fachowco. aaa, a w urodziny siedzialam w 9 stopniach, w salonie, osaczona klamotami, z ksiazkami na kolanach, bo nie bylo gdzie ich polozyc (nawet lezaly na desce do prasowania i na schodach - byly schody z ksiazek...bo...tamci, jak zdarli tapety dokola kaloryferow to tylko tam, gdzie latwo dosiegneli i tynkarz ichni potynkowal jak dosiegnal...JAK to wygladalo to nie bede pisac. ale nowy fachma musial wylaczyc grzanie, zdjac wszystkie kaloryfery, zedrzeg to gie z taeta i grubym nierownym tynkiem, wyrownac, zatynkowac, poczekac az wyschnie, zawiesic kaloryfery, a wszedzie polki i szafki z ksiazkami....jest prawie dobrze ale od tej pory zadnego wiekszego remontu nie planuje...to jest w ogromnym skrocie w porownaniu z tym co bylo. wiec rozumiem TG bardzo dokladnie i zycze Ci ZAKONCZENIA remotu. Jedyna dobra rzecz, ktora wynikla to to, ze zrobilam niezla wyrzutke...czesciowo pod przymusem, bo rzeczy sie (haha...SIE) zniszczyly...

      Usuń
    2. Straszne, straszne. O "fachowcach" każdy pewnie miałby niezłą historię do opowiedzenia. Niestety.

      Usuń
    3. I dlatego ja mam w planach sprzedaż swojego mieszkania do REMONTU i kupno w Świnoujściu i niżej bom już ciut umęczona tym IV piętrem a żem niespotykanie"spokojna"kura to właśnie takich fachowców bym na miejscu wymordowała.Za własne ciężko zarobione pieniądze mam se dobrowolnie nerwy psuć?Ani myślę!

      Usuń
    4. Opakowana! toz to koniec swiata byl...ale historia! a ja mam tylko pomalowac sciany na bialo iii mysle i mysle!

      Usuń
    5. no to byl straszliwy buond ten ambitny remont...ja ich chcilam zamordowac, ale mnie unikali. podobniez mieli mega fuche to dlatego tak wszystko rzucili i poszli. mam tylko nadzieje, z e potentat mieszkaniowy co ich najal na remont mieszkan pod wynajem, to ich wykiwal, b tylko wtedy byloby sprawiedliwie

      Grazyna - co do malowania to rach ciach ciach jak na ten sam kolor, zawsze latwiej, a jak masz pojedyncze plamy, np od paluchow to wez papier scierny, drobny i przetrzyj te zabrudzone kawalki - metoda sprawdzona! Tylko nie trzyj do zywej cegly! delikatnie...delikatnie.

      Orka - a w Swinoujsciu znajdziesz ladne, nisko i PO remoncie? :))

      Usuń
    6. To lepiej dobrze i długo myśl:)
      Całe szczęście,że niedziela to koniec tygodnia bo właśnie...przypaliłam ryż gotowany Owczarce.Oczywiście"przypaliłam"to bardzo delikatne określenie.Ciekawam jak długo będzie mi w domu waniało spalenizną:( Tymczasem otworzyłam drzwi na klatkę/inaczej nie zrobię cugu/,całe szczęście,że jest jesiennie ciepło i słonecznie.Wrrrr:)))

      Usuń
    7. Opakowana-jeżeli remont ograniczę do odświeżenia to znajdę,bo rozglądam się od czasu do czasu a i mieszka tam mój Syn to,że tak powiem,mocno ratuje mi ten problem.Tutaj muszę robić kapitalny remont,wymiana okien,pieca do ogrzewania,wymiany lub wyczyszczenia kaloryferów,zrobienia łazienki od podstaw.Taki remont dobrze jest robić na puste mieszkanie.Kasę,która włożę w remont/nerwy są bezcenne/dołożę do odpowiednio zmniejszonej wartości mieszkania.Tak myślę:)

      Usuń
    8. No, racja - bardzo czesto kasa wsadzona w remonta jest nie do odzyskania przy sprzedazy chalupy....

      Usuń
    9. Rozrzewniły mnie te opowieści remontowe........przypominam sobie i przypominam ekscytujące dzieje mojego życia w przebudowie, przeróbkach i remontach przeróbek mojego starego, drewnianego domu ;)))
      Ale oszczędzę Wam tej powieści-rzeki co sobie tak płyniemy już ponad trzydzieści lat :))) .Zacytuję tylko jeden tekst zaprzyjażnionego (z rodzinom, od wieków..) górala-cieśli, na moją uwagę, że ooo! tu, tu mój kolega architekt narysował i napisał jak to ma być....usłyszałam pełne politowania: "a na cuześse Basiu tego niziniera wziena?" Cóż, dom stoi, przetrwał nasze nerwy i zgrzytania zębami, rozliczne imprezy, tłumy ludzi i zwierząt, wichury, burze i śniegi ;)))), jest.....może trochę...oryginalny miejscami... I wciąż można w nim coś wyremontować ;), ale teraz już tyle umiem sama :D ! Same widzicie, że po latach zostają tylko rozbawione wspomnienia ;) - Tempo ! będzie dobrze :)))
      Barbara

      Usuń
    10. PS. Szkoda, że nie miałam wtedy żadnych grzybków halucynogennych....czzłowiek to zawsze mondry po niewczasie...... ;))
      Barbara

      Usuń
    11. Rabarbaro,mnie w TAKIEJ sytuacji to by tylko karabin maszynowy satysfakcjonował:)))

      Usuń
    12. Opakowana, to miałaś remontowo przygode niezło ! Ciesz się, że Ci chałupy nie obrobili. Moja koleżanka wynajęła ekipę do kładzenia ceramiki w całym, nowowybudowanym domu. Zakupiła płytki na całą chałupę, pewnie ze 300m2 wszystkiego razem było. Przez tydzień, majstry grzecznie robiły piwniczne posadzki. Po ok. tygodniu kuleżanka nabrała zufania, bo robią, niby sumiennie, w miarę bezproblemowo, to wzięła i poszła do pracy, zostawiając ich na tej robocie. Po powrocie z pracy nie zastała majstów, całej ceramiki i jeszcze paru innych rzeczy. Rozpłynęli się. A że durnowata żadnej umowy nie spisała, to w plecki parę groszy miała.

      Usuń
    13. o, kurczaki! to w takim razie ja mam luzik.
      tg

      Usuń
  28. Dziędobry ... na myśl o remoncie jestem chora. Jestem chora przed, w trakcie, i jeszcze z tydzień po. Nie rozumiem, jak można to lubić. No chyba, że można na ten czas SPOKOJNIE, BEZ OBAW I NERW, w zaufaniu do majstrów wyjechać, i wrócić do nowego, CZYSTEGO. ... Tempo współczuję, cierpię z Tobą, matko jedyno jaki masz bajzel rozgrzebany ! Oby szybko do końca !

    OdpowiedzUsuń
  29. o japinkolę ale sajgon ... współczuję i siły życzę ))
    teatralna

    OdpowiedzUsuń
  30. Dla pocieszenia. Miło wspominam ekipę, która robiła mi łazienkę. Remont z tych generalnych, wyrzucanie wanny, flizy, chowanie rur i naprawa niedoróbek gierkowskiej wielkiej płyty. Fachmanów było kilku. Szef ocenił zakres robót, skorygował moje zachcianki, umowa była na 10 dni, koszt się zmieścił z małą nadwyżką, bo w trakcie dołożyliśmy płytek. Panowie dostali klucze, my wynieśliśmy się do córki. Wpadaliśmy w dzień, ekipa zawsze już była, szef czasem kontrolował, my przywoziliśmy potrzebne detale (kazali kupić to o czym zapomnieliśmy przed), w przeddzień zakończenia siedzieli do 22-giej i zmieścili się w terminie. Weszliśmy do łazienki na błysk, chałupa tylko lekko zakurzona była.
    Niestety firma się nie utrzymała , bo fachowcy się rozjechali po świecie, został mi spec od piecyka, który zawsze mnie ratuje z opresji.

    OdpowiedzUsuń
  31. Lubię remonty,potem się je dobrze wspomina.My ciągle ocś remontujemy,bo duże mieszkanie i wiele do zrobienia, dodatkowo zalewa nas od czasu do czasu sąsiadka, i teraz też plama w kuchni na suficie czeka na naprawę.
    Maz z tych co to potrafi wszystko, ja pomagier,wiec nie korzystamy z zadnych firm. najgorzej ,ze po latach jak już cos sie zrobiło brzydnie,chciałoby sie nowego, na te płytki sprzed nastu lat juz patrzeć nie moge;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to tera, jak mie takie najdzie, że paczeć nie moge, to przemalowuje gdzieś ściany (sama !) i mam spokój na kolejne parę lat :). Podobno są też takie farby co i plytki można pomalować ....... ;)
      Barbara

      Usuń
  32. Wszystko sami robimy, tylko czasu ni ma, bo najsampierw mus na te remonta zarobić. Ognio potrafi wszystko, ja robię za pomagiera. Tutaj zwłaszcza dawno zrezygnowaliśmy z szukania fachowców, bo oni tu są jakieś 15 lat z tyłu za technologiami. O sumienności nie mówiąc. Tylko dach nam kładła firma i tu zaskoczyli nas po całości - in plus. Jedyny taki remontowy przypadek.
    U mojej siostry w NOWYM domu zalało nowiutką kuchnię, szafki, podłogę, wszystko poszło w diabły, bo jakiś debil nie zakręcił śruby na rurze z wodą za szafkami. Jakiś miesiąc po przeprowadzce miała w domu kapitalny remont kuchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też sami.
      Ja jestem upierdliwa i widzę każdą niedoróbkę. Jak ma być równo,to tak ma być.A jak nierówno to też według mojej koncepcji.
      Jak spierniczę,to chociaż za darmo i będę poprawiać do skutku.

      Usuń
  33. Hmm, dopiszę tu wobec tego również moją smutną historię.
    Remontując generalnie mieszkanie chciałam wymienić kaloryfery.
    Do montażu konieczne było spuścić wodę z pionu.
    Złożyłam stosowne wnioski z KZGM i otrzymałm potwierdzenie, ok.
    Kaloryfery zostały zamontowane lecz, o czym nie każdy wie, dokręcać się je powinno dopiero jak napełni się je wodą.
    Z reguły ciepłą, bo po co komu zimna?
    Tak też napełnili one, całkiem z nienacka, nie powiadamiając mnie.
    Zalanie po kostki zostały: duży pokój oraz część reszty pomieszczeń...
    Nowe panele do wyrzucenia jak i całkiem spora część dobytku będąca w kartonach...

    OdpowiedzUsuń
  34. ocieflorek, Iza, to prawie jak u mojej siostry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rucianko, nie spuchł mi odwłok, nie zrobił się pasiasty, ale okrutnie swędzi!

      Usuń
    2. Zrób sobie okład z cebuli,ino pióra dobrze rozsuń:)

      Usuń
    3. Myślisz, że cebula zabarwi mi pióra? Jak pisanki?

      Usuń
    4. Kciałabyś od razu kolor zmienić!
      Cebula przekrojona służy na takie ugryzienia jak osa i komarzysko czy inne gadziny fruwające.

      Usuń
    5. Hana,będziesz się uroczo czochrać.Na przykład w sklepie lub w urzędzie.

      Usuń
    6. Hana, byle nie w domu! siądźki nie widać, jeszcze się poczochrasz po jakiej osie.

      Usuń
  35. Jak budowaliśmy dom to też było sporo ciekawych przypadków.
    Kiedyś majster zostawił bez nadzoru dwóch murarzy noblistów.
    Żeby mój Dobromir nie przyjechał,to biedaczyny zamurowaliby się na amen w środku.Zapomnieli że w domu powinny być drzwi i okna,murowali na okrągło.
    Jak Staflik I Spagetka ,pamiętacie taki serial czeski?

    OdpowiedzUsuń
  36. Serial pamiętam, boski był!
    Było noblistów zostawić ku przestrodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihi, też tak pomyślałam, tylko nie ku przestrodze a dla edukacji (coby wiedzieli, że drzwi, jednakowoż, przydatne )
      Barbara

      Usuń
    2. Koszt nauczania by był dla nas zbyt wysoki.

      Usuń
    3. Mnie chodziło o to, żeby ich tam zostawić NA ZAWSZE. I pokazywać te zbielałe kosteczki innym noblistom.

      Usuń
    4. A gdzie miałabym trzymać te ich zbielałe kosteczki?
      W kuchni czy sypialni? No i okna się też przydają,jest co myć,człowiek z nudów nie umrze.

      Usuń
    5. I bardzo długo trwa zanim te kosteczki zbieleją...
      Barbara

      Usuń
    6. Baśko, gdyby je podrasować gaszonym wapnem to szybciutko!

      Usuń
    7. Rucianko, dzie w sypialni! Było ich zostawić w tym mauzoleum i pobierać opłaty za zwiedzanie. Miałabyś już drugi dom.

      Usuń
    8. ..........?
      Barbara

      Usuń
    9. Rucianko, boisz się o kości?

      Usuń
    10. Hana, Ty jeszcze u Właścicielki Balusia, czy już na swoi grzędzie ?
      Barbara

      Usuń
    11. Choć może to Baluś jest Właścicielem.........
      Barbara

      Usuń
  37. Witajcie Kurki.Tak wpadłam się przywitać i nadgonić zaległości. Roślinne ogłoszenia doprowadziły mnie do łez ;))) No, remont i porządki to już mniej śmieszne, ale czasem musowe. Pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś był konkurs z przysłowiami,też dobrze się bawiłyśmy.

      Usuń
    2. No, a Rucianka wygrała gruszkę!

      Usuń
    3. Mam już małą kurnikową galerię,nie chwaląc się.
      Twoje dwa obrazki i wygrałam obrazek u Hani z Zielnika.
      Nawet pamiętam swoje hasło - Świata nie zbawisz ale flaki wyprujesz.

      Usuń
    4. Rucianko - wpisuję to sobie w kajecik! I widzem, że zaś jakąś niedziele muszę przeznaczyć na archiwa...
      Barbara

      Usuń
    5. Nie hasło tylko przysłowie.

      Usuń
    6. Bardzo fajne niektóre były.
      Szkoda że nie są w oddzielnej zakładce.

      Usuń
    7. Rucianko, kiedyś się zbiorę i zrobię zakładkę.
      Wygrało przysłowie "Na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje". Wygrała chyba Skrzatka, ale głowy nie dam.

      Usuń
  38. Cześć Mariolko. Chyba masz trochę materiału do nadgonienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt.Ze cztery posty i z tysiąc komentarzy ;)))

      Usuń
  39. Tempo, ale masz armagedon! Na szczęście jest Kurnik - odstresowywacz, więc dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  40. Haj Kury, jezdem z leka nietego, bo włąśnie sumsiot wrócił znad morza naszego pienkknego i wypłacił mi należne w piwo/wino i co ino, a jurto reszta w pyrach, winogronach, warzywach i japkach - idem spać;) Elza żyje, 5 kotów tysz. Zdałam inwentarz - hurrra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to należne to na obie nuszki czy na ino poszkodowanom aplikowalaś?
      Barbara

      Usuń
    2. Obie swoje + 20 kocich+4 psie nóżki. Domniemuję.

      Usuń
    3. Słusznie, + 4 mojego kota i 4 mojego psa;) I jeszcze za konia wiadomego i kolegów jego;) I wszystkie konie sumsiadowe, a było ich niemało;)

      Usuń
    4. Haj Krecie, w takim razie lepiej się połóż, bo jedna noga uszkodzona, to nie dwie...

      Usuń
    5. To z karkulacji mie wychodzi, że Ty Krecie powinnaś być tego a ONI wszyskie nietego (jak ten kotek u Mrożka ;] )
      Barbara

      Usuń
    6. Krecie, skoro płynnie liczysz do czterech, i to nie raz, to coś mi się widzi, że sąsiad nie zaszalał ;)

      Usuń
  41. Nie chce mi się wpisywać tam gdzie powinno, więc dam na dole.
    Ogólnie, te przepiękne przysłowia kuro-polskie prezentowałyby się nieźle na t-shirtach. Rucianko, wybieram twoje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  42. Agniecha, fajny pomysł, zróbmy w końcu jakieś piniondze - na Skarpetę i kurze zloty ze 2 razy w roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jakiś pomysł.
      Dużo było fajnych.
      Agniecha,miło mi.

      Usuń
    2. Tak!Tak! , koniecznie !!!
      Barbara

      Usuń
    3. Kolekcja z serii kurze mądrości.

      Usuń
    4. Mądrości kur kurnikowych z wolnego wybiegu ;)
      Barbara

      Usuń
    5. Złote myśli od szczęśliwych kur!

      Usuń
  43. ktoś wie, co ze zwierzętami Mamalinki? są jakieś wieści z trasy?
    bo z nerw już cały manikur zeżarłam i zaraz się wezmę za pedikur. a jak mi kręgosłup czaśnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już ze dziesięć razy chciałam pytać,ale to chyba jeszcze za wcześnie....
      Barbara

      Usuń
  44. Uwaga! Mam wieści od Mamalinki!
    Będą nie prędzej niż o 23 w domu.
    Jadą bez problemu. Rozmawiałam z Adą jakiś czas temu to byli na postoju, Aura się załatwiła, kozy i koń spokojnie podróżowały, tylko Tadeuszowi nie pasuje jazda w zamkniętym kartonie, więc próbuje powiększyć dziurki i się wydostać.
    Ale chyba dobrze wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff.. takie cichutkie, co by nie zapeszyć!

      Usuń