niedziela, 12 października 2014

POST SZPITALNO-JESIENNY

Jak ogółowi wiadomo, ubiegły tydzień spędziłam w krakowskich murach szpitalnych, pięknego słońca nie widząc, jeno mur kamienicy naprzeciwko. Odbiłam sobie w ten weekend, ale o tym później.  Na początek parę refleksji szpitalnych.


Pobyt był konieczny w celu poczynienia szeregu badań, gdybym miała po kolei robić to co mi w tydzień zrobili, to zeszłoby mi zapewne 2 lata... A więc plus. Duży plus. Opiekująca się mną od lat pani doktor przemiła, serdeczna acz bardzo zabiegana i ciągle w pogoni za czasem dla pacjentów . A więc jednocześnie plus i minus, nie z jej winy, jest jedyną lekarką z tego oddziału, która wychodzi z pracy po 16 a i czasem po 17.00.  Odpowiada na pytania, uzasadnia decyzje, pomaga w załatwianiu spraw socjalnych, gdy idzie po korytarzu i widzi pacjenta na wózku, sama popycha wózek i podwozi, a i jak ktoś nie daje rady nalać wody z czajnika ze względu na reumatyzm to zaleje i jeszcze do pokoju zaniesie... Cud-kobieta. Plus przeogromny. Wyniki wyszły zupełnie przyzwoicie, wyjątkiem chodzący po mnie od lat gronkowiec w gardle, którego trzeba stłamsić. Jeśli uda się go spacyfikować, jest szansa na zastosowanie całkiem nowego sposobu leczenia, trzymajcie kciuki, bo zależy to od wyników, które będą dopiero za 2 tygodnie. 
Jednak tak uciążliwego pobytu to dawno nie miałam... Z powodu remontu generalnego innego oddziału połączono mój z tym drugim. W moim pokoju 2 pacjentki z tamtego, ja i jeszcze jedna pani z naszego. Dwie wizyty lekarskie, dwa zespoły pielęgniarek, dwie dietetyczki... Na dodatek jedna z pacjentek w wieku 92 lata z demencją.  Spała w dzień a krzyczała całą noc... Pierwszej nocy gdy ją przywieźli spałyśmy 2 godziny. Drugiej nocy przerzucili nas chwilowo do innego pokoju bo były miejsca. Trzeciej nocy tabletka nasenna plus słuchawki na uszy i radyjko na full, leciał ciężki rock, więc udało się przedrzemać do czwartej. Ale o czwartej awantura totalna z pielęgniarką, którą rodzina wynajęła na noc, łącznie z próbami bicia.  Nie myślcie, że piszę to tylko, żeby narzekać. Nie. Sytuacja tej pani nasunęła mi mnóstwo refleksji. Jej słowa wzbudzały i mój żal, i współczucie, czasem serce się krajało, gdy wołała: "Ludzie, pomóżcie mi, czy wy kamienie zamiast serca macie?!"... Czasem śmieszyły (do córki: "Chcę herbaty i coś bardzo dobrego!"), czasem zaskakiwały (do rehabilitanta: "Poszedł mnie won, bo się krew poleje!!!" ), czasem niecierpliwiły. Myślałam, co dzieje się w umyśle człowieka, który żyje częściowo we własnym świecie i nie potrafi się porozumieć ze światem zewnętrznym, który często jest wrogo nastawiony. A jednocześnie jest spragniony uczucia, obecności drugiego człowieka ( do mojej współpacjentki, która usiłowała ją uspokoić: "Zostań przy mnie, połóż się tu, ja się posunę...")  W dzień dużo spała, ale gdy się budziła można się było skomunikować bez większych problemów, zdarzało jej się nawet żartować. Noc budziła w niej chyba jakieś lęki , strach przed samotnością, miewała halucynacje, pewnie na skutek jakichś leków.  Nie wiem, czy chciałabym dożyć takiego wieku w takim stanie... Marzyłoby mi się, żeby ludzie kończyli życie wtedy, kiedy im dane czy też pisane, ale z trzeźwym umysłem... Choroby są i zawsze będą ale umysł powinien być jasny i niezmącony. Pani Ireno, niech pani będzie i w nocy taka jaka w dzień! 
Ćwiczmy nasze mózgi, żeby jak najdłużej nam służyły... Organy nie używane zanikają.



Pora na jesień. Mój pobyt w szpitalu był możliwy dzięki Arteńce, która po raz kolejny okazała się Cudem:))) Przyjechała pomieszkać u mnie i opiekować się moim Tropisiem. Na pewno dla niej było to trudne doświadczenie, bo nie ma swojego psa i mnóstwo rzeczy było dla niej nowe, ale ani przez chwilę się nie zawahała, żeby zaofiarować swoją pomoc.  Była naprawdę wspaniała, karmiła, dawała leki, chodziła na długie spacerki. Tropik ją uwielbia i ma za co. Ja też ją wielbię nieustająco, nie wiedząc, jak się wywdzięczyć. Wyobraźcie sobie, że po przyjeździe zastałam umyte okna, posprzątany dom, a nawet zrobione porządki na cmentarzu na grobach rodziców i dziadków... A na stole przepiękne bordowe gladiole, żeby mi było miło wracać do domu. Na podwórku sterty pograbionych liści, ale cóż z tego, gdy ulubionym zajęciem mojego psa jest zakopywanie w liściach piłeczek i kółek, po czym rozpirzanie stert na cztery strony świata:)))) Cieszę się bardzo, że jeszcze cały weekend mogłyśmy spędzić razem. Pogoda była przepiękna, udałyśmy się więc w sobotę na 3-godzinny spacer i na lody. Po drodze wstąpiłam kupić leki Tropikowi, ale Arte musiała z nim czekać na końcu ulicy, bo za nic nie dał się skierować w stronę kliniki weterynaryjnej:))) Wieczorem zabrałyśmy się za inwentaryzację listów Heńka, zostały ponumerowane, poukładane chronologicznie i opisane przez Arteńkę pod kątem użytecznych informacji. A więc kwerenda dokonana, a co dalej to już tylko Arteńka wie:))) Ja wiem na pewno, że mam ochotę zrobić jeszcze jednego  posta z co smaczniejszymi cytatami, natknęłam się na kilka nowych , które naprawdę są warte uwiecznienia!


Jesień złota, jesień piękna i słoneczna, rekompensata za smutne i deszczowe lato. Radosny weekend ze Słoneczną Arteńką i Tropikiem i spokój dojrzałej jesieni.  "Liście lecą z drzew, liście lecą z drzew..."  Pies śpiący w stercie żółtych , suchych liści z piłeczką w pysku, maleńki ślimaczek na zielonej ścianie domu, dwa fiołki, które wczoraj zakwitły, wrzosy zasadzone na cmentarzu przez Arteńkę, cichy wieczór na podwórku , a cisza przerywana jedynie suchym szelestem spadających liści...  To moja jesień. I wam takiej życzę.

 
 
P.S. Arte zrobiła mnóstwo zdjęć z naszego spaceru, ale  dostanę je dopiero jak wróci do domu, czyli mniej więcej za tydzień. Wtedy też będzie z powrotem w sieci. 

166 komentarzy:

  1. Mika, zaraz na spokojnie przeczytam. Muszę tylko zakomunikować, że kot zaczął się bawić, tak normalnie, jak wczoraj. Kamień spadł mi z serca. Ale mnie wystraszył. I nie tylko mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się.
      A on tylko suchelki chrupie?

      Usuń
    2. Chyba rzeczywiście był przekarmiony i musiał biedak strawić na spokojnie...

      Usuń
    3. Mika, dobrze, że jesteś w domu. Mózgi trzeba ćwiczyć, zawsze. Czasami bywa jednak i tak, że te ćwiczone też zaniemogą. Dobrze, że miałaś taką wspaniałą panią doktor. Arteńka -Cud prawdziwy. Mika, Ty ją znasz, czy dla niej są jakieś rzeczy niemożliwe? Mam wrażenie, że ona może wszystko. Tropik w liściach wygląda pięknie. Oby taka cudna jesień trwała jak najdłużej. A teraz chyba idę się poryczeć, żeby dać upust emocjom, bo ja tego kociula mojego już umierającego widziałam.

      Usuń
    4. Suchelki i saszetki Whiskas.

      Usuń
    5. Te dla juniorów. Wariuje teraz gówniarz jeden:)

      Usuń
    6. Kalipso, no i uff:) Nastepna raza sie tak nie zamartwiaj, koty , zwlaszcza mlode, rzadko choruja, tak powaznie.

      Usuń
    7. Kalipso, moja koleżanka kiedyś opiekowała się Grażynką przez 2 dni. Tak ją napasła, że Grażynka nie schodziła z szafy cały dzień. I nie zeszła nawet do jedzenia! Też myślałam, że jest śmiertelnie chora. Koleżanka po prostu nasypała jej pełniutką i niemałą michę, a Grażynce trzeba wydzielać, bo inaczej pęknie, a nie przestanie jeść. Toteż o mało nie pękła.
      I wiesz, koty czasem rzygajo, nie umieraj od razu ze strachu. Np. kudłami rzygajo, co je sobie wylizały w napadzie fobii czystości. Szybko się zorientujesz kiedy kłaczkami rzygnie, a kiedy czymś innym, hrehrehre.

      Usuń
    8. Kasiu, ja właśnie nie pamiętam, żeby koty u rodziców chorowały. Tylko że takie małe, zawsze był karmione jeszcze przez matkę. Ale już dobrze:)

      Usuń
    9. Kalipso, masz teraz orzech do zgryzienia - jak wytłumaczyć dzieciom, że nadmiar miłości może zaszkodzić?

      Usuń
    10. Hana, ja już żarcie wysoko pochowałam. U nas koty też nie rzygały, chyba że na podwórku, jak nikt nie widział. Ale poczytałam już sobie o rzyganiu, apatii, ospałości... A te moje dokarmiaczki to dzisiaj dopiero tak dobrze się nim zajęły, dlatego też dopiero dzisiaj gorzej się poczuł. A zrozpaczone poszły spać...

      Usuń
    11. Mam nadzieję, że zrozumieją, bo same widziały, że miłość może być destrukcyjna. Jedno z imion kota - Kochany:)

      Usuń
    12. Kalipso, wcale nie musiały dać mu dużo. Toż to maleństwo jest. Dorzuć do tego to, co Ty mu dałaś i masz wynik. Musisz chyba pogadankę ze smrodkiem dydaktycznym zarządzić:)))

      Usuń
    13. Kalipso,naskrobałam coś do Ciebie.

      Usuń
    14. Postawię w szeregu wszystkie maluchy (kotka też, bo nie zna umiaru) i dam takie kazanie! Teraz mogę się śmiać, ale gotowa byłam na pogotowie jechać, tylko że weterynaryjnego u nas nie ma.

      Usuń
    15. Wcale się nie dziwię, ja też w panikę wpadam jak się coś dzieje. Dobrze, że mamy Ruciankę na podorędziu...
      Tak to napisałam i zaczęłam się zastanawiać skąd się wzięło to podorędzie??? Wie ktoś????

      Usuń
    16. Mika, wie. Z dawnej polszczyzny - mieć coś pod ręką.

      Usuń
    17. Rucianka bardzo mi pomogła, nieoceniona jest też pomoc Ewy i rady Hany:)))

      Usuń
    18. Kalipso, na opakowaniach karmy napisane jest, ile kotku karmy podać dobowo, w zależności od jego wagi/wieku. Dobrze, że to przeżarcie było :) Na początku każdy robi błęy dietetyczne. Mnie się też zdarzało :)

      Usuń
    19. Hanuś, ja sens znam, tylko chodziło mi o źródłosłów:))) Zastanawiałam się, czy to od orędzia?

      Usuń
    20. Nie, Mika, od ręki, ale nie pamiętam dokładnie jak to po staropolsku szło.

      Usuń
    21. Może Kret nam pomoże, chyba, że konia kupuje:))))

      Usuń
    22. Ewa, ja czytałam i starałam się stosować, ale dziewczynki moje gotowe kotkowi nieba przychylić. Najstarsza siedziała dziś godzinę bez ruchu, bo ON spał na jej kolanach:) I tak chciały, żeby pojadł biedny, że go ukradkiem podkarmiały. Ale nauka nie pójdzie w las, nie popełnimy więcej tego błędu, i one, i ja (karma schowana):)

      Usuń
    23. Kalipso moja mama też tak siedzi ,bo kocisko robi sobie z jej spódnicy hamak , a potem narzeka ,ze ją kręgosłup boli ;))

      Usuń
    24. Maria, dzisiaj ja też tak miałam:)))

      Usuń
  2. Tesciowa mego brata miala demencje i wypiszwymaluj tak sie zachowywala. Cwiczmy mozg, koniecznie! Tropik cudny jest w tych lisciach, Artenka ! brak slow...a ja ciesze sie, ze u Ciebie w zasadzie dobrze jezeli nie wezmie sie pod uwage tego gronkowca, ale wyglada na to ,ze jakas terapia w zanadrzu. Mika! Jezeli bede mogla sluze pomoca na przyszlosc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, dzięki ci bardzo za ofertę pomocy,kochana jesteś! Mam nadzieję, że nie będziesz wtedy w Wenezueli:)) A propos, dzisiaj u mojej koleżanki był na obiedzie Wenezuelczyk, kolega jej córki:))

      Usuń
    2. No popatrz ile tych Wenezuelczykow teraz paleta sie po swiecie...Jezeli bede w Polsce to licz na mnie!

      Usuń
    3. Zupełnie poważnie: bardzo mnie twoja propozycja wzruszyła.
      Ale w grudniu przyjeżdżasz w Tatry??

      Usuń
    4. W grudniu w Tatry przyjezdzam, wszystko na to wskazuje.

      Usuń
    5. :))))))))))))))))))))))) Już się cieszę na spotkanie!!!!!!!!!!!!!!!! Poznasz Tropika osobiście:))

      Usuń
    6. Tez sie ciesze i Tropika popieszcze!

      Usuń
  3. Mika,cieszę się,jak my wszystkie,że jesteś już w domu.
    Że badania wyszły dobrze.
    Smutne to co piszesz o pani Irenie. Choroby ciała są bardziej rozumiane niż te duszy. A mogą zniszczyć życie choremu i wszystkim wokół.
    Arteńka jest niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rucianka, wiesz jak ja się cieszę! Ale cieszę się też, że mam takie wspaniałe koleżanki jak wy!!!!!
      Pani Ireny było mi tym bardziej żal, że przypomniał mi się mój Tato...

      Usuń
    2. A mnie przypomniał się mój dziadek. Smutne...

      Usuń
  4. W Tropiku to sie mozna zakochac:)
    Niech zyja Przyjaciele!
    Artenko, powodzenia we wszystkich zamierzeniach:)

    Mika, duzo mi sie napisalo i skasowalam. Co tam! Wazne , ze jestes w domu, perspektywy optymistyczne i ze sa jeszcze prawdziwi lekarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu skasowałaś????????
      Ja w Tropiku zakochana jestem od ponad 10 lat...
      Mam taką tabliczkę zawieszoną przy drzwiach, z napisem "Family and friends are the Home" . I są wsparciem ogromnym...

      Usuń
  5. Tropiś tak słodko w tych liściach wyglada. Widzę tam chyba klonowe listki. Masz klony w obejściu???
    Arte...kochana dziewczyna.....słów brak:)))
    Mika też się zastanawiam czasami nad starością, jeśli się jej doczekam oczywiście. Chyba nikt nie chciałby żyć, zdemenciały i osamotniony. Rodziny wielopokoleniowe miały tą przewagę, że senior rodu mógł doczekać swego końca wśród rodziny, a teraz stary człowiek jest kulą u nogi dla zabieganych młodszych pokoleń. Smutna ta starość w XXI wieku jest......
    Cieszę się, że Twoje samopoczucie jest dobre. Tego gronkowca nie da się czymś wytępić? Moja mama za to ma bakterię coli.......a jeszcze nas straszą ebolą......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, to nie klony to jawory:))) Pamiętasz dyskusję u Arte o jaworach? Pełno ich wokoło.
      Co do Arteńki to już naprawdę człowiek nie wie co pisać...
      Ten cholerny gronkowiec się nie poddaje. Można go przygłuszyć antybiotykiem, znika na trochę, potem wraca tu i ówdzie. W gardle to mi go zlokalizowali 30 lat temu...

      Usuń
    2. No tak, klony i jawory.....w sumie są bardzooooo podobne:)
      Arte.... to ta złota żyła no nie?? Znaleziona przypadkiem w blogosferze:)))
      Guuupi gronkowiec......:(((((

      Usuń
    3. No przecież nie brudnym!

      Usuń
    4. Mógłby być salicylowy...

      Usuń
    5. Albo kamforowy, a fuuuj !

      Usuń
  6. Mika, jak to dobrze, że już jesteś, bo musiałabym znów te gupoty rysować. Tak ładnie napisałaś dla zrównoważenia nastrojów, hrehrehre!
    Arte jest fantastyczna, co tu więcej gadać?
    Odkąd opowiedziałaś mi o Pani Krzyczącej, ciągle o niej myślę. Życie w takim urojonym świecie, bez granic między jawą, a snem musi być okrutnym cierpieniem. Aż się boję o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ładnie się rozwinęłaś satyrycznie podczas mojej nieobecności:))))
      Pierwszy raz miałam doświadczenie przebywania blisko takiej osoby i bardzo mnie to poruszyło.

      Usuń
  7. Witaj z powrotem, Mika! :)))
    Jak to dobrze miec taka Artenke za przyjaciolke, nawet pies sie na Niej poznal, ze to dobry czlowiek.
    Starosc bywa czasem straszna, mniej dla samego staruszka, za to gorzej dla otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Panterko, witaj! Mam nadzieję, że ty się też lepiej czujesz?
      W tym przypadku to obawiam się, że tak dla otoczenia jak dla samej tej pani to była męka. Zebyś słyszała ten ból i strach w jej głosie...

      Usuń
  8. Pantera, obawiam się, że niewiele wiemy o tym, co dzieje się w głowie umęczonej demencją, czy innym Altzheimerem, co w zasadzie na jedno wychodzi. Byłoby super, gdyby człowiek po prostu zapomniał o wszystkim. Ale podejrzewam, że to uproszczenie. W takiej skołatanej głowie kłębią się demony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się cierpienie psychczne jest o wiele gorsze od fizycznego . Moja mama narzeka na kręgosłup zawroty głowy itp ,ale jak siedzi jak kupka nieszczęścia i mówi ,że ją wszystko boli to znaczy ,że ma super doła .

      Usuń
  9. Tak nikt nie chce być stary i każdy z nas będzie stary. Samo ćwiczenie umysłu nie wystarczy ,musimy chciec do samego końca być aktywni . Nie możemy powiedzieć sobie tak żeśmy sie napracowali w życiu, to teraz sobie siadziemy i odpoczniemy . Opiekuję się moją mamą staruszką . Ona po śmierci mojego ojca uznała ,że skoro nie musi troszczyć sie już o niego to teraz sobie odpocznie . I zaczęło sie staczanie w dół i moje poszukiwania drogi dotarcia do niej . W tej chwili mama jest aktywna na miarę swoich sił ,ale musze ją caly czas aktywizowac ,no i są lepsze i gorsze okresy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację Marija, usiąść z założonymi rękami to najgorsze co można zrobić. Dzisiaj spotkałam panią, z którą pracowałam dawno temu w teatrze. Miała też poważne problemy ze zdrowiem, jest dość potężną kobietą i jeszcze dwa lata temu ledwo mogła oddychać. Dzisiaj widzę zadbaną kobietę, tryskającą energią i radością, oddychająca normalnie i uśmiechniętą. Pytam co zrobiła, a ona mi na to, że to tylko przez chodzenie z kijami i rower!!! Zaczynali z mężem pomalutku, od krótkich dystansów, a teraz doszli do naprawde świetnych wyników, po drodze odzyskując sporo zdrowia i sił. Aż mi się wierzyć nie chciało!

      Usuń
    2. Ale mnie to mobilizuje! Ja jestem przykładem zapuszczenia, nic nie robię dla ruchu :(

      Usuń
    3. Napisałam komentarz, nie skopiowałam, blogger zeżarł... Napiszę jeszcze raz. Koleżanka moja opiekowała się swoją stareńką matką, która późno ją urodziła, i jeszcze starszą ciotką. matka miała demencję i trzeba było ją karmić łyżeczką. pod koniec życia leżała w łóżku nieświadoma jak roślina. a ciotka mimo wieku radziła sobie. Chodziła z chodzikiem do toalety, myła się sama, obierała ziemniaki, gotowała zupy... Kiedy mama koleżanki zmarła, ciotka powiedziała, że nie wstanie już z łóżka. Uparła się i koniec. I już z rok tak leży, zamyka się w swoim świecie, na własne życzenie zamknięta w pokoju, czeka na śmierć. Wola walki jest ogromnie ważna.

      Usuń
    4. O tak, Kalipso, wola walki to podstawa, gdy nic się nie chce to najgorszy moment. Ciotka pewnie była bardzo z siostrą związana, gdy jej zabrakło straciła chęć do życia...

      Usuń
    5. Ciotka jest siostrą ojca i była zazdrosna o opiekę nad matką. Do tej pory jest. Wypomina koleżance, że mamą to by się lepiej zajmowała. A ona biedna tak się stara.

      Usuń
    6. To widocznie się położyła, żeby tą opiekę wymusić... Współczuję koleżance, to niełatwa sytuacja.

      Usuń
    7. Sytuacja trudna, ale nie ma wyjścia, musi zająć sie tą ciotką.

      Usuń
    8. Kalipso jestem prawie na sto procent pewna ,że jest tak jak pisze Mika . Ciotka koleżanki czuje się niekochana i w ten sposób wymusza opieke nad sobą ,takich ludzi należało by w umiejętny sposób zmusić do aktywności .Opiekująca osoba nie może zatracac sie w opiece nad drugą osobą ,bo to rodzi frustracje nad którymi trudno zapanowac i stwarza sie piekło . Są oczywiście osoby które tak kochają , że są w stanie bez skargi znosić wszystkie uciążliwości wynikające z opieki ,tylko że to w końcowym rozrachunku obraca sie przeciwko nim . Po śmierci tej bliskiej osoby ,nie potrafią już bez niej żyć .

      Usuń
    9. Marija, kurczę, jaka ty mądra jesteś... Jakbym o sobie i moich doświadczeniach czytała...

      Usuń
    10. Jestem Mika pilną uczennicą w szkole życie ,obserwuje ,analizuję i wyciągam wnioski . Obserwowałam koleżanke która przez kilkanaście lat opiekowała sie niepełnosprawną mamą . Potem widziałam co się dzieje z teściową tej koleżanki ,kobieta w pełni sił ,mieszkająca tylko z wnukiem przeniosła się do córki i tam w ciągu kilku miesięcy stała się niedołężną staruszką ,bez kontaktu ze światem . Siostra mojego ojca ,rozwalała małżeństwo kuzyna ,a gdy ten opowiedział sie jednak za żoną wyrzuciła rodzinę z pamięci . Rozpoznawała sąsiada ,a do własnego syna zwracała sie per gospodarzu . I mam sąsiadkę która ma dziewiędziesiąt lat jest sama ,a wygląda o 15 lat młodziej , narzeka na różne dolegliwości , ale codziennie przez okrągły rok dzwiga zakupy na 4 piętro w starej kamienicy i nie chce żadnej pomocy . To kilka przykładów z mojego otoczenia . Teraz gdy moja mama jest w kiepskiej formie , te wszystkie obserwacje pomagają mi w opiece nad nią . Staram sie zachować równowagę pomiędzy jej i moim dobrym samopoczuciem .

      Usuń
    11. Mądra jesteś, Mario, że tak powtórzę za Miką. Równowaga jest najważniejsza. Czasami tylko umijejętności, cierpliwości, czasu brak. Ta moja koleżanka ofiarnie zajmuje się ciotką, a ona chce na siebie zwrócić uwagę, ciągle narzeka, że wszystko ją boli, wypomina różne rzeczy, a dziewczyna się gryzie, a ma dzieci, rodzinę, inne problemy, też potrzebuje zrozumienia. Obie nieszczęśliwe. Ta ciotka całe życie była bardzo samotna, mieszkała z dala od rodziny, wróciła do domu rodzinnego na starość. Potrzebuje z pewnością dużo ciepła i miłości, z tego powodu wymusza zwracanie na nią większej uwagi, egoistycznie (tak mi się wydaje) podporządkowuje sobie bratanicę.

      Usuń
  10. Chęć to jedno, a degradacja mózgu - drugie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich obserwacji wynika że to jest powiązane jedno z drugim ,chęć w znacznej mierze opóznia demencję . U mojej mamy demencja sie wycfała w pewnym momencie ,a teraz postepuje w zwolnionym tempie . Obserwuje w swoim otoczeniu mnóstwo starych ludzi i jeżeli są oni zdani wyłącznie na siebie u nich demencja postepuje wolniej niz u takich których rodzina upupia w dobrej wierze .
      A teraz ide spać ,bom śpiąca wielce ,a to złożony temat i na długą dyskusje :)))
      Dobranoc .

      Usuń
    2. Dobrej nocki Marija, dodam tylko, że mój rehabilitant i pani doktor mówią, że to szczęście, że mieszkam sama, bo muszę wszystko robić i łapy się ćwiczą.

      Usuń
  11. Cudnie, że jesteś, Mika, ale ci przeżyć nie zazdroszczę. Ciężko tak patrzeć na cierpienie innego człowieka. :(
    Arte jest naprawdę wyjątkową osobą. Ze świeca takiej szukać!
    Tropik pięknie wygląda w liściach, do twarzy mu z jesienią. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gosianko, To było bardzo poruszające przeżycie. Ale przypomniało mi się też bardzo zabawne dla równowagi, napiszę jutro bo mi się już spać chce okrutnie.

      Usuń
  12. Dobrze, że już jesteś Mikuś :))) Że masz dobry humor :) A Arteńka jest kochana dziewczyna !
    Mikuś, a powiedz jak Tropiś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Ewuśka, witam cię gorąco. Tropiś na powitanie pierwszej nocy rzygnął, ale wczoraj było już ok. Rozbisurmanił się teraz ze spacerkami, nie wiem jak mu wytłumaczyć, że teraz to już tak dobrze nie będzie:(( Buziaki i dobrej nocy!

      Usuń
  13. Dzien dobry kurniczku.
    Witaj Mikuś Cieszę się,wszystko dobrze poszło w szpitalu. że dobrze sie czujesz, że Arteńka blisko ciebie, ze Tropik zadowoly
    ooo.. tyle dobrych rzeczy mogę napisac w poniedziałek rano. pogłaasaj Tropisia ode mnie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, jak to fajnie zacząć tydzień od dobrych myśli i życzeń??:)))) Dobrego tygodnia Alinko!

      Usuń
  14. Dobryyy:)
    O swicie, znowu burza i ulewa. Teraz mgly sie podnosza i cieplo...Wazny dzien dzis, trzymcie kciuki. Po poludniu , napisze o co chodzi. Na razie jezdem w nerwach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech będzie dobry Kasiu. Czymaj nerwy i nie puszczaj ! Kciuki czymane !

      Usuń
    2. O matko, trzymam mocno, niech dobrze pójdzie!!!

      Usuń
  15. zaraz lece czytac, ale najpierw - PIEKNE zdjecia pieska jesiennego :) PIEKNE!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę byle jakie bo z telefona, ale jak Arteńka wróci to pokażemy więcej, to dopiero będzie!!!!

      Usuń
    2. no to ja chce wiecej! znaczy sie PROSZE ;))

      Usuń
  16. To miałaś, Miko tydzień pełen wrażeń. Też takich ludzi z demencją widziałam, jak mój mąż przebywał w szpitalu i też nie mógł spać, bo dziadek jeden, czy drugi jęczał. Takie przeżycia zostawiają ślady i człowiek zastanawia się nad sobą i bliskimi ... Marija dobrze pisze o tej chęci, też mi się tak wydaje. A poza tym to do końca nie wiemy, co kryje nasza podświadomość i dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje.
    Arteńka to wspaniała osoba, szacun w Kurniku ma :))
    Dobrze, że Tropik dał sobie spokój ze zdrowotnymi ekscesami, widocznie tak się ucieszył na Twój powrót ;)
    I super, że Twoje wyniki są dobre i trzymam mocno kciuki za powodzenie tej nowej terapii :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Liduś, myślę, że takie doświadczenia jak te szpitalne też są cenne, dają człowiekowi do myślenia. Wszystko ma w sobie jakiś sens, chociaż możemy go nie dostrzegać z początku.
      Na najważniejsze wyniki trzeba czekać jeszcze do 2 tygodni, od nich wszystko zależy.

      Usuń
    2. Właśnie tak Mika we wszystkim trzeba znalęść jakiś sens :))))

      Usuń
  17. Mika, ciesze sie ze Jestes juz razem z nami tutaj. Grokowca tez zlapalam jako mlode dziewcze praktykujace w szpitalu, tzn. moj nos go zlapal. Antybiotykoterapia pomogla.
    Dobrze, ze jestes juz w swoim domku z Tropikiem, pobyty w szpitalu nie naleza do przyjemnosci...dla wiekszosci z nas sa koniecznoscia.
    Ile lisci juz spadlo u Ciebie...Tropik mnie rozczulil, zwlaszcza na ostatnim zdjeciu :)
    Artenka jest Aniolem :)
    Przytulam Cie Miko kochana, glaski dla dostojnego Tropika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Orszulka, odściskuję serdecznie! Arte z butami (turystycznymi oczywiście!) do nieba!
      Liści mnóstwo, nad moim podwórkiem jest taki rodzaj skarpy porośniętej dużymi drzewami i wszystko leci do mnie. Jesiony już goluteńkie.

      Usuń
    2. U nas też najszybciej zaczęły przebarwiać się i opadać jesiony ,a mnóstwo drzew jest jeszcze zielonych .

      Usuń
  18. Czołem kurnicza załogo! To co, zaczynamy nowy tydzień?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynamy szefowo ,z nowym tygodniem nowy duch ,zamierzam w końcu umyć moje okno hehehe ;))))

      Usuń
    2. ja tez mam okno w planach, strasznie jakies matowe jest...ale takze moj aparat fotograficzny cos nie tak, nie moge zrzucic zdjec do komputera....to dopiero tragedia. ide szukac pomocy!

      Usuń
    3. Wracamy do codziennej rutyny, człowiek taki wybity z rytmu trochę jest.

      Usuń
    4. Taki pobyt w szpitalu to inna rzeczywistoś . Ja na przykład nie potrafiłam w szpitalu skupić się na rzadnej czynności wymagającej koncentracji . Czytałam ,tylko jakieś szmatławe zabijacze czasu . Jak tak to analizuje to dochodze do wniosku ,ze czekałam na wyzdrowienie . Mogłam sie tylko skupic na bacznej obserwacji otoczenia .

      Usuń
  19. Czołem Kurniku !
    To lece coś porobić !

    OdpowiedzUsuń
  20. Witajcie Kurki.
    Nadrabiam zaległości po szalonej eskapadzie. Muszę się zabrać do roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za szaleństwa, Ewa??? Przyznaj się - na tyle na ile możesz:)))

      Usuń
  21. Ewa2, czyżby... wreszcie... stoczyłaś się???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się przyznałam na blogu. Staczanie początkowe odbyło się kameralnie...było obżarstwo i alkohol.

      Usuń
    2. No, no, zaczyna się obiecująco...

      Usuń
  22. Moj syn byl dzisiaj na badaniach, pierwszych z calej serii i wyszly dobrze! Dopoki byl maly, to taki psychiczny ciezar jego choroby nieslismy my-rodzice. Zwlaszcza ja. Teraz, gdy ma juz te swoje 24 lata, sam o siebie dba, umawia sie do lekarzy i strasznie sie martwi przed badaniami. Urodzil sie z wada serca, byl dwa razy operowany, w przychodniach i szpitalach kardiologicznych spedzilismy pol jego wczesnego dziecinstwa. Mielismy to szczescie ze trafilismy pod opieke najlepszych, z najlepszych. Jakos sie temu nie dziwie..Nie moglo byc inaczej, skoro dziecko urodzone 1 listopada, w dniu Wszystkich Swietych:) Zawsze sie wzruszam, gdy mysle o tych lekarzach, ktorzy go uratowali. Swietni specjalisci, cudowni ludzie. W przyszlym tygodniu badan ciag dalszy. Ale dzis, na razie, widze, ze sie cieszy, ze troche zeszlo z niego napiecie.
    Dziekuje za kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, tak bardzo się cieszę:)

      Usuń
    2. Ojej, to miałaś ciężko z dziecięciem ! Ale na szczęście, szczęście do lekarzy. Bardzo bardzo się cieszę, że badania dobrze wyszły !

      Usuń
    3. Kasia, ogromnie się cieszę, że dobrze idzie!!!! Dobrzy lekarze to skarb! Pozdrowienia dla dziecięcia:)))

      Usuń
    4. Życie z chorobą jest trudne . Kasiu życzę twojemu synowi , żeby pomimo wszystko umiał czerpać radość z życia .

      Usuń
    5. Bardzo Wam dziekuje, bardzo!

      Usuń
    6. Kasiu, ja też się bardzo cieszę:) Trzymam kciuki za te badania kolejne!!!

      Usuń
  23. Dziś spędziłam poranek z ciocią mojego. Ma 87 lat. Byłyśmy na rehabilitacji złamanej ręki zimą. Ciocia się buntuje że ją ktoś podwozi i przywozi i jeszcze w domu z nią siedzi. Ciocia nie chodzi ona biega lata pedzie leci przed siebie. :) A zawsze wie gdzie jest nie zabłądzi, ale w domu kuzynka się boi ją zostawić, bowiem kilka dni temu, postawiła plastikowy czajnik na gazie. Zapalił się dym smród po czym pytanie do córki "wiesz nie rozumiem tyle lat gotowałam wodę w czajniku.." "mamo przecież cale lata włączałaś elektryczny czajnik.." Ciocia przyznała mi się tego. Trochę zapomina opowiada w kółko, nie dosłyszy, ale poza tym wszystko w porządku.
    Taka opowieść z wojennych czasów, 14 latka ze Lwowa wywieziona do Niemiec na roboty. Znała 3 języki obce oprócz rodzinnego polskiego, Niemiecki. Ukraiński Rosyjski wszystkie bardzo dobrze. Niemcy nazwali ją "mądralą". Zwykli obywatele Rzeszy chcieli pomóc pracującym jeńcom rosyjskim, ale nie mieli jak, bo gestapo z karabinem w nich wycelowanym straszyło. Podjęła się tego zadania nastolatka, mówiąc a ja dostarczę, dziewczyno nawet mądrala tu nie pomoże. Ale wymyśliła, napakowała w spodnie jedzenie i papierosy, spodnie zawiązała na dole. I śpiewała po rosyjsku "piosenkę" poformowała że pod brzozą tam gdzie wolno im do lasu chodzić za potrzebą, znajdą, tylko zawiąż spodnie u dołu z psutymi rękami z lasu wracaj i zaśpiewaj czy znalazłeś. Jeńcy rosyjscy pięknie śpiewali wieczorem, Niemiec się ucieszył, - słyszysz pięknie śpiewają. :) A przydomek "mądrala" gdy okazało się że potrafiła tłumaczyć z na niemiecki i w wielu trudnych sprawach, podsuwając proste rozwiązania problemów. Polska dziewczynka na robotach w Niemczech. Dziś ma 87 lat kochana kobieta. To tak Miko w odpowiedzi na tę 92 latkę bo koszmary wojenne ciotce do dziś się śnią. Wymyśliłam by kuzynka mojego, na moim blogu spisała te opowieści swojej matki a są one :))))) jak ta, gdy przyniosła Niemcowi teczkę z pieniędzmi z wyplata podczas bombardowania jak ...inne dzięki którym zyskała ten przydomek "mądrala". Jakieś dwa lata temu ciotka opanowała angielski. :))
    Miko zdrowia i pogody ducha a nie palić suchych liści, zrób z nich domek dla biedronek :)) wiosną zjedzą mszyce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Elu bardzo za dobre życzenia. Opowieść o cioci twojego zupełnie niesamowita! Fantastyczna z niej kobieta. I ta historia z "piosenką"... Koniecznie namawiaj kuzynkę, żeby to wszystko opisała na blogu! Takie opowieści trzeba ratować od niepamięci.
      Podziwiam, że chciało jej się uczyć jeszcze w tak późnym wieku! Może się czegoś pouczę...

      Usuń
    2. Spisujcie, spisujmy, bo to pokolenie odchodzi.Ja tak niewiele pamietam z opowiesci dziadka, ktory sluzyl w Rownem. Uciekl z obozu jenieckiego. Potem byl w partyzantce.

      Usuń
    3. Jaka dzielna "mądrala":)
      Tamto pokolenie zabiera często ze sobą swoją historię. To smutne, że nie dowiemy się już o wielu bohaterach...

      Usuń
  24. Przyszłam wyjść z Tropikiem na spacer:) Skoro byłam w okolicy, to jakbym mogła nie przyjść:))))
    Odpowiadam hurtowo: kolon jawor - to nie jest ani klon, ani jawor, tylko klon jawor:) Dziękuję za dobre słowa. Wszystkim zdrowia życzę.
    cudarteńka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artenko gdzie sie podziewasz!

      Usuń
    2. Podoba mi się twoja precyzja Arte ,wiadomo klon jawor ,ale przecież jawor krócej , a to że to klon to pamiętam ;))
      I wiadomo że skoro jesteś, to musiałaś przyjść na spacer z Tropikiem ,widzę oczyma duszy mej jak sie ucieszył i Mika razem z nim :)))
      Życzę wam pięknej pogody w Zakopanem ,łapcie słoneczko jak tylko sie da :))) Tobie Arteńka powodzenia w misji , a tobie Mika przyjaznej rzeczywistości , Tropikowi oczywiście spacerków ,długich i aktywnych :)

      Usuń
  25. Omamuniu, zanim dotarłam do podpisu, dłuuugo myślałam! Przyszłam wyjść i jakbym mogła nie przyjść, o co cho??? Ale już wiem! Buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespodziewajka, co? Baaaaardzo miła, jeno krótka:((

      Usuń
    2. Też dłuuuugo myślałam :))))
      Arteńko, też buziak !

      Usuń
  26. Wczoraj obiecałam zrównoważyć sprawy poważne zabawnymi, piszę więc. Otóż druga pani z pokoju szpitalnego (lat 82, bardzo schorowana, jak twierdzi, "jedni kolekcjonują obrazy, inni znaczki, a ja choroby...") z ogromnym poczuciem humoru opowiadała nam barwne historie z życia hotelu "Cracovia" w latach 70-tych, pracowała tam jako pokojówka. A to jakie szyte byle jak kostiumy miała Jarocka, a to, że inna artystka powszechnie znana kradła ręczniki z hotelu, a to, że po wyjeździe ekipy filmowej kręcącej film "Sprawa Gorgonowej" trzeba było trzy pokoje do generalnego remontu oddać. Wszyscy oszukiwali, a więc były też własne kawy podstawiane zamiast służbowych na zamówienia do pokoi a nawet zakładanie podsłuchów na życzenie panów z odpowiednich służb. Były też pikantne opowieści o propozycjach nocnych dyżurów w pokojach. Najbardziej mi się podobała historia jak pani utarła nosa absztyfikantowi, który był szefem jej męża. Na imprezie zakładowej pan ów zaczął czynić pani awanse i chciał się umówić . Pani umówiła się z nim następnego dnia na kawę w innym hotelu. Poprosiła męża, żeby przyszedł po nią do pracy i pomógł jej w zakupach. Chodzą, chodzą po Rynku, mąż zdziwiony, że nic nie kupują, w końcu doszli do rzeczonego hotelu i pani mówi: "Wiesz co, wejdź tu do kawiarni, tam powinien być twój dyrektor, to powiedz mu tylko, że żona się rozmyśliła, a ja ci potem wszystko wytłumaczę." Mąż grzecznie poszedł, wrócił mocno zdziwiony, bo szef się bardzo zdenerwował, pani mu wyjaśniła w czym rzecz i poszli do domu. Następnego dnia mąż wraca kompletnie pijany z pracy z trzema butelkami wódki w torbie. Jako, że trunkowy nie był, pani zaskoczona pyta co sie stało. Mąż lekko bełkocząc odpowiada: "Szzzzef mnie upił i jeszcze dał trzy butelki, żebym tylko nikomu nie mówił, jak go w konia zrobiłaś..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za historia.Mam wrazenie, ze ludzie kiedys, mieli wieksza klase. Pani zycze , jak najmniej "chorych" dni.

      Usuń
    2. Dwie stare kobiety i jak różne podejście do życia ,ale i doświadczenia życiowe pewnie różne . Fajnie ,że potrafi sobie wspomnieniami umilić życie i przy okazji innym też .

      Usuń
    3. A propos klasy, to pani bardzo pięknie załatwiła też innego pana, który zamówił coś do pokoju. Gdy mu to zaniosła, ujrzała pana w stroju Adama na łóżku a na stoliku otwarty portfel z harmonią pieniędzy. Pan stwierdził, że ona mu się tak podoba, że specjalnie został dłużej w hotelu. Na co pani obrzuciwszy wzrokiem męskie uroki pana oraz gruby portfel powiedziała: "Wie pan co, niczym mnie pan nie skusił..." i wyszła:)))

      Usuń
    4. Pacz Hana ile ta pani miała okazji do stoczenia się i jak dzielnie się przed tym broniła ,a mogła by przeciez ulegać ,to po tylu latach przechodziła by już do Histori ,tylko jaką tfurczość jeszcze powinna uprawiać ;))

      Usuń
    5. Marija, kto wie, może dzisiaj żałuje? Że się nie stoczyła?

      Usuń
    6. Nie sądzę, wygląda na raczej zadowoloną ze swoich decyzji:)))

      Usuń
  27. Oooo jaka piękna historyjka. Jakaś jednak odrobinka pozytywów była w niedobranym szpitalnym towarzystwie.
    Dobrze, że jesteś już w domu.
    Mnie kiedyś facet podrywał "na mamusię": chciał adres mojej mamy, żeby jej posłać kwiatki, bo ma taką córkę, a mnie zaprosił na kawę. Nie poszłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz jaki kulturalny, od mamusi do córeczki. Też dobry patent.

      Usuń
    2. Sposób mi się spodobał, niestety amator wspólnej kawki nie.

      Usuń
    3. Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz:))

      Usuń
  28. Zdrowia Ci życzę, a gdybyś jeszcze kiedyś w szpitalu musiała być - współlokatorek bez demencji, bo aż za dobrze wiem, jak się do zdrowia w takim towarzystwie dochodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Anette, od współlokatorek naprawdę dużo zależy...

      Usuń
  29. Oesssu, Dziefczynki, posadziłam dzisiaj pierdylion tulipanów, które Mnemo wiosną, ekhm, zbierała po panach, którzy nie byli zbyt dokładni! Będzie niespodzianka, bo nie mam pojęcia co i czy z nich wykiełkuje! Jeszcze mam czosnek przepieknościowy, ale już nie wiem sama, gdzie go utkać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz miała tulipanowy raj na wiosnę , oby sie tylko do cebulek jakies żyjątka nie dobrały ,dla nornic to zdaje sie przysmak .

      Usuń
    2. Sadz Hana czosnek gdzie się da ,pięknie wygląda i fajnie sie suszy do zimowych bukietów .

      Usuń
  30. Marija, żeby posadzić, najpierw mus wykarczować:(

    OdpowiedzUsuń
  31. Hana juz oczami duszy mej widze te zdjecia pol tulipanowych , ktore nam zaserwujesz na wiosne...

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja też sobie wyobraziłam te widoki:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ojtam, zaraz pola! Zagonek, rabatka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zagonek, niech Ci bedzie...ale kwitnacy tulipanami...na wiosne!

      Usuń
  34. Grażyna, mam nadzieję, że zakwitną, bo to wielka niewiadoma!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Hanus, tez sie przymierzam do takiej akcji..
      A te niespodzianki wiosna-lubieee:)

      Usuń
    2. Dzie ja mam ten czosnek wrazić? Dzie???

      Usuń
  35. Jak dobrze sie Ciebie czyta i komentarze wszystkich fajnych Babek! Własnie wcześniej natrafiłam na jakieś nieprzyjemne przepychanki na czyimś blogu i odetchnęłam z ulgą bo przecież więcej jest tak dobrych, ciepłych ludzi którzy pomagają sobie również w realu. Zyczę Ci zdrówka. Psiak cudowny i cudownie mieć obok taką Przyjaciółkę, która pomoże i wesprze! Co do pobytu w szpitalu, to powiem, że uczy pokory wobec tego co nam dane. Wtedy docenia sie każdy dzień z bliskimi i zdrowie. Reszta jest tylko dodatkiem. A starość się Panu Bogu nie udała:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, Kurnik jest wyjatkowy:))

      Usuń
    2. Ewo, dziękuję ci serdecznie za ciepłe słowa i bardzo się cieszę, że do nas zajrzałaś. Mam nadzieję, że zagrzejesz dłużej na naszej obszernej grzędzie, fajnie jest. A Arteńkę, która mi tak pomaga, poznałam oczywiście na blogu:))))

      Usuń
  36. Ewo, Mika i ja, Hana, zapraszamy do Kurnika. Tu zawsze coś się dzieje i zawsze fajnie.:)))

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiecie co, przeczytałam dzisiaj piękny wiersz Adama Zagajewskiego i tak mi się zgodził z postem... Oto on (daję go też do zakładki z ulubioną poezją):

    Obudź się, moja duszo.
    Nie wiem gdzie jesteś,
    gdzie się ukryłaś,
    ale proszę cię, obudź się,
    jeszcze jesteśmy razem,
    jeszcze droga przed nami,
    naszą gwiazdą będzie
    jasny rąbek świtu.

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzień dobry Kurki.
    Piękny wiersz, w sam raz na rozświetlony słońcem dzień. Piękne mamy dni ostatnio. Jadę ugotować wnukowi obiadek (mama wyjechała służbowo), a potem spacer.
    Wszystkim Kurkom życzę miłego dnia, bez względu na to, co Wam przyjdzie robić.

    OdpowiedzUsuń
  39. Piękny ten ten wiersz. pozwolę go sobie skopiować do moich prywatnych archiwów.
    No cóż, obudz sie,moja duszo.... Dobry dzionek hurki.

    OdpowiedzUsuń
  40. Mika, dziekuje:) ladnie sie dzien zaczyna . Poezja i sloncem.
    Dom pusty, ufff;)
    Dobrego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  41. dzien dobry!, wiersz przepelniony spokojem, uczuciami, cierpliwoscia dobrze sie robi na sercu ..a dzien wyglada na ladny!

    OdpowiedzUsuń
  42. Dzieńdoberek :)))) Na dworze niestety paskudnie ,ale nic to :)))
    Hana te olbrzymie dynie to taka odmiana dynia olbrzymia masz tu link http://m.wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,106542,16792208,Swieto_Dyni__Padl_rekord_wagi___wygrala_Karolina__FOTO_.html

    OdpowiedzUsuń
  43. Witajcie dziewczyny, cieszę się, że wiersz się wam spodobał:)) Do mnie trafił w samo serce. Nauczyłam się go na pamięć...
    U mnie halny, ale słońce jest, też się wybieram na spacer:)) Na razie!

    OdpowiedzUsuń
  44. To moze Tropik z kurów pochodzi, bo moje też, co ja zgrabię na kupę to one łapami opazurzonymi rozgrzebują!
    Dobrze, że są Przyjaciele, oj, dobrze :)
    U nas kratkowato, pada, nie pada, powieje, tu i tam listek leci i tak jakoś ... ku jesieni pełni :)
    Pozdrówy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tupajka, on to chyba z gatunku kur-pogłębiarek, kocha kopać ogromne doły, wrzuca do nich zabawki i przekopuje po dziesięć razy na nowo... Przyjaciele są niezastąpieni!!!

      Usuń
  45. Czołem Kury! Pada, dżdży i mży. I do dentysty znowu:(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżdży, mży, i od dentysty wróciłam !

      Usuń
  46. Tak Mika brzebudz sie moja duszo ,bo przed nami jeszcze tyle mozliwości :))))

    OdpowiedzUsuń
  47. Przebudźcie się dusze, bo pusto tu jakoś! Możliwości tyle! - krzyczę za Marią:)))

    OdpowiedzUsuń
  48. Dobrze, że już po wszystkim i świetnie mieć takich przyjaciół, na których zawsze mozna liczyć.... moi niestety daleko, więc u mnie żadne tam niedomagania w gre nie wchodzą i dobrze, bedę przynajmniej zyła setkę w końskim zdrowiu!
    Tropiczek piekny, taki jesienny... nostalgiczny...
    pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amelia, jak fajnie, że się odezwałaś!!!! Jak tam po przerwie wakacyjno-letniej???
      Końskiego zdrowia życzę dalej!!!




      Usuń
  49. Pozno pisze komentarz, ale trudno, takie sa losy urlopowicza! rhehrehre
    gronkowca, mam nadzieje, pozbedziesz sie trwale, moze jakie czary by zaczynic?
    jesien taka, z Tropisiem w lisciach, gladiolami i wrzosami - to piekna jest, zupelnie.
    Artenka bedzie za swieta, zobaczycie, w poczecie swietych bedzie.
    starosc jakos zostala marnie zaplanowana..ale z drugiej strony mam wujka, ktory ma 95 at i mieszka sam oraz tesciowa, ktora ma 92 i przy wujku jest jak ta sarenka i wogole. wujek mniej sprawny ale tesciowa, poza tym, ze juz MUSI jezdzic u siebie na gore wyciagiem krzeselkowym jest zupelnie sprawna na ciele i umysle, tfu tfu Biedna ta babcia, z ktora dzielilas pokoj i biedne Wy, pozostale w tym wszystkim. Pania doktor, ktora opisalas pasuje do realiow angielskich - iejednokrotnie tlumacze ludziom, ktorzy nie znaja angielskich szpitali i sa troche w szoku, ze personel...POMAGA....dziwne, sle prawdziwe....

    OdpowiedzUsuń
  50. To się nazywa... powołanie...
    Są ludzie powołani do czegoś i ludzie, którzy wykonują jakiś zawód... Oby lekarzy z powołania przybywało
    Nic nie wiedziałam o Twoich problemach zdrowotnych - przy moich buntach sprzętowych regularność odwiedzin cóż pozostawia wiele do życzenia :(
    Opiekując się przez lata starszymi ludźmi doszłam do podobnych wniosków jak Ty... chciałabym odejść z tego świata w pełni świadomie, o własnych... siłach ;-)))
    Cóż... tak bym chciała ale to w końcu nie ja decyduję...
    Hanko życzę zdrówka!!! długo i krótkoterminowego ;-)))
    Uścisków moc zasyłam ja i moje futra "wsystkie cy"

    OdpowiedzUsuń
  51. Brujita, ja, Hana, jestem - odpukać i tfu! - zdrowa. Blog prowadzimy z Miką wspólnie. To Mika ma kłopoty zdrowotne, chociaż wzięłabym ich część na siebie, gdyby to jej mogło ulżyć. Za życzenia dziękuję tak czy siak!

    OdpowiedzUsuń
  52. Ale fa pa :-(
    Uff... az sie zaczetwienilam ze wstydu :-(
    Obiecuje poprawe!!
    Miko - przepraszam i... zdrowka zycze

    OdpowiedzUsuń
  53. Weź Brujita, nie fstyć się. Obyśmy tylko takie powody do wstydu mieli - czego nam życzę na dzisiaj i w ogóle!

    OdpowiedzUsuń