wtorek, 14 października 2014

Nie pluć do rzeki!

Wiem już z grubsza, jakie macie fobie, natręctwa i kompulsje. Przyszła kolej na przesądy, które równie skutecznie jak fobie potrafią uprzykrzyć życie. Ośmielę się nawet wysunąć tezę, że różnica między natręctwem, a przesądem bywa nieduża, czasem zgoła nie ma jej wcale.
Encyklopedia powszechna PWN mówi, że przesąd jest irracjonalnym przekonaniem trudnym do usunięcia za pomocą racjonalnej argumentacji. Przesąd ma się tym lepiej, im gorzej dzieje się w otaczającym nas świecie i racjonalne metody jego objaśniania już nie wystarczają. Szukamy więc innych argumentów, uzasadnienia, pociechy, a nawet nadziei. Istnieje zapewne grupa ludzi hołdująca przesądom, o jakich nam się nie śniło.Na co dzień są to jednak nieszkodliwe gesty poprawiające nam samopoczucie: odpukiwanie w niemalowane drewno, spluwanie przez lewe ramię, siadanie na chwilę przed podróżą, itd. Kto nie lubi czytać horoskopów, odczyniać wróżb itp. pod warunkiem, że mówią to, co chcemy usłyszeć? Te piątki trzynastego, czarne koty przebiegające drogę i inne egzorcyzmy...
Szczęśliwa rodzina Przesądów zadająca kłam przesądom. Mama - Wieszczka z sercem na dłoni, Tata - Zabobon z wężem w kieszeni oraz przeszczęśliwe dzieci. I wierne Gusło.

Takie na przykład spluwanie. Ileż tu znaczeń! Ślina uważana była za truciznę zdolną zabić węża. Ale miała też właściwości uzdrawiające - można było za jej pomocą zlikwidować znamię na ciele, albo potrzeć powieki i poprawić sobie szwankujący wzrok.  Spluwanie do pożywienia ukochanej osoby ma ją do nas przywiązać nieodwołalnie i na stałe! Uważajcie więc, komu plujecie do śledzika! Warto splunąć w dłonie - zadany cios będzie skuteczniejszy. Jest też prosta metoda neutralizowania jadu węża, lub ropuchy. Wystarczy splunąć w ich plugawą paszczę. Oplute pieniądze rozmnożą się, jedno splunięcie na ziemię zapobiega skutkom złego spojrzenia, trzykrotne plucie - urokom. I absolutnie nie plujcie do rzeki, bo Wasze zdrowie odpłynie w siną dal.
Przyznam się, że nie jestem przesądna, chociaż ślub wzięty trzynastego nie był dobrym pomysłem. Czasem tylko długo nie mogę otrząsnąć się ze złego snu. Ale to już inny temat.

234 komentarze:

  1. Nie będę pluła do rzeki ;)
    Rodzinka przesądów bardzo malownicza Tobie wyszła :) Muszę dokładniej przeanalizować szczegóły ;)
    Też przesądna nie jestem, kiedys poszłam specjalnie na zaliczenie 13. w piątek i zdałam bez problemu. Czarnych kotów się nie boję - no bo jak to, kotecków??

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie pluj i Chłopu powiedz:)
    A ja gupia często plułam z mostu do rzeki:(
    I co te koty winowate?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czarnego kota mam w domu, to jak się go bać? Torebki na podłodze nie kładę, a forsa i tak ucieka, tyle że się pod spodem nie brudzi (torebka). Odpukuję, ale nie bardzo w skuteczność wierzę. Nie pluję....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, czysta ściema z tą kasą. Do mnie nawet rzadko przypływa, co tu mówić o odpływie? Ten przesąd mogę sobie odhaczyć:)))
      A kot czarno-biały też się liczy za przesąd?

      Usuń
    2. W żadnym wypadku. Żaden kot, według mnie, nie przynosi pecha, najwyżej myszkę upolowaną, a mój ćmę.

      Usuń
    3. Czajnik niezwykle łowny jest! Myszki pchają się do domu drzwiami i oknami, ale są bez szans.:(((

      Usuń
    4. Przyślij mi Czajnika kurierem...

      Usuń
    5. O nie. Jak już, sama przywiozę.

      Usuń
  4. Hana!!! tak jak mam fobie to zdecydowanie nie jestem przesadna! przeszukuje w moim umysle mozliwe i nie mam...Trzynastka mi jest obojetna, samolotem latam czesto wlasnie trzynastego, bo przesadni tej daty nie lubia i bywaja wolne miejsca, w trzynastym rzedzie siadam, bo z tych samych przyczyn sa do dyspozycji ...W Wenezueli feralny jest nie piatek trzynastego tylko wtorek trzynastego, wiec co to za przesad?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mobilny, Grażyna, mobilny! Przesąd znaczy.

      Usuń
  5. Bardzo, bardzo podoba mi się Rodzinka P. Trzynastka jest ok. Czarne koty lubię, ale ostukuję w niemalowaną deseczkę od Arteńki. No i siadam przed podróżą, ale tylko wtedy, gdy muszę wrócić, bo czegoś zapomniałam.
    A ślub wzięłam trzynastego w piątek, to był zupełnie wolny termin. Na razie jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owieczko, to już chyba będzie ok. U mnie to była sobota, może dlatego?

      Usuń
  6. Hana - powiem :) Chociaż ten mój nie jest plujący ;) Ale strzeżonego Pan Bóg strzeże :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Lidka, wiesz, przez przypadek może splunąć. Lepiej powiedz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do rzeki nie plułam generalnie ślinę swoją cenię i pluć nie lubię :) Skutecznie podobno jest pluć przez lewe ramię, ale zanim się splunie trzeba zrobić trzy obroty a przy poważnym niebezpieczeństwie aż siedem :) Obracanie się w kółko jest próbą odwrócenia porządku rzeczy czyli kierunku pecha. Dobrym sposobem jest odwrócenie kieszeni na lewą stronę. Te mądrości zapisane są w "przesądy z różnych 13 stron świata." :) Czarnego kota miałam 16 lat a wcześniej 7 czyli razem przez 23 lata były u nas czarne koty. Kiedyś usłyszałam "jakie to ludzie głupie som, czarnego kota w domu majom." :)
    Z przesądów gdy muszę wrócić do domu po coś zapomniane, siadam i odliczam wstecz 10,9,8,7 ....1 :)) i idę tam gdzie trzeba pójść było. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Elka, ale skąd wiadomo, w jakim kierunku należy się odwracać? A wywracanie kieszeni też odczynia pecha, czy kaski przysparza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba patrzeć z której strony się pech zbliża wtedy w odwrotną się obracać się kierunek pecha zmieni. To wywrócenie kieszeni to takie zapobiegające czary są, Wierzono kiedyś że śmierć można przechytrzyć zakładając ubranie na lewą stronę. A przypadkowe założenie czegoś na lewą stronę ma przynosić szczęście jeśli się w tym chodzi przez cały dzień. bywa że dopiero wieczorem zauważam że latałam w bluzce na lewą stronę, pewnie śmierć przechytrzam :) :). O i jeśli masz nowy płaszcz włóż do prawej kieszeni monetę a zapewni ci to szczęście. Mam, mam akuratnie nowy płaszcz już lecę wkładać szczęście do prawej kieszeni. :))

      Usuń
    2. Nie mam nowego płaszcza... Kurtka z lumpeksu się liczy?

      Usuń
    3. Jeśli dopiero co kupiona się liczy :) wkładaj forsiaka :) już wsadziłam do kieszeni pamiętaj nie pomyl się do prawej :)) a musi być świetna kurtka skoro się zakupiła do Ciebie wprosiła. :) Lubię z lumpeksu rzeczy.

      Usuń
    4. Jest świetna, a lumpeksy kocham nie od dzisiaj!

      Usuń
    5. A moja babcia mówiła, że jak na lewą stronę to się komuś spodobasz:)))

      Usuń
    6. Mika ja też znam właśnie tą wersję

      Usuń
  10. Zaszczepiony jest we mnie głupi przesąd. nazywa się: nie śmiej się/nie ciesz sie tak, bo będziesz płakać. To paskuda jakich mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Aniu, to wyjątkowo parszywe powiedzenie, trochę samospełniająca się przepowiednia...

      Usuń
  11. Siadanie przed podróżą to ponoć miało uspokoić nerwy i przypomnieć czy wszystko się zapakowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest przynajmniej sensowne uzasadnienie!

      Usuń
    2. Znam inne według Sz. Kobylińskiego ,który popełnił kiedyś książeczkę "Odpukajmy " Z tym siadaniem jest tak : duchy opiekuńcze naszego domostwa ,widząc nas przygotowujących sie do podróży ,zamierzają wybrać się z nami pozostawiając dom bez opieki ,należy więc przysiąść i udawać ,że nic sie nie dzieje ,żeby je zmylić .

      Usuń
    3. To ze wschodu ponoć ludzie kiedys naprawdę w to wierzyli .

      Usuń
    4. Marija, w większość przesądów ludzie wierzyli i wierzą - inaczej nie byłoby ich!

      Usuń
  12. AniuM, to taka "mądrość" poprzednich pokoleń, nauczonych gorzkim doświadczeniem, wojną może? Znam ten przesąd, na szczęście jestem na niego odporna, bo lubię się śmiać i żaden przesąd mi tego nie zabroni:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Też znam ten przesąd i przyznam, że czasem mnie coś ruszy, jak i to czego uczyła mnie mama: za wszystko się płaci, za błędy ale i za przyjemności. Takie myślenie, że jak jest dobrze to się musi popsuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest beznadziejne, bo tak jakby człowiek wyglądał nieszczęścia. Mnie się też niestety to zdarza, ale z drugiej strony jak jest ciąg niedobrych wydarzeń, to czekam na przełom na lepsze:)

      Usuń
    2. Mika, bo taka jest prawidłowość - nie wiem, jak ją nazwać - życiowa, rozwojowa?

      Usuń
  14. Ja nie wiem, Ewa2, nasi rodzice chcieli nas uchronić przed rozczarowaniami, a wyszło wręcz przeciwnie. Kiedy byłam dzieckiem, żyłam w przekonaniu, że życie jest pasmem udręki, a przyjemnościom oddają się tylko nieroby, lenie i element wszelkiego autoramentu. Że można tylko pracować, im ciężej, tym lepiej. Bez sensu, ale konsekwencje takiego wychowania ciągną się przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Trochę tak. Moja mama przepracowała jak mróweczka przez całe życie i chyba nie była szczęśliwa. A mnie tez często gryzie jak mam ochotę poleniuchować. Ale miało być o przesądach, odbiegłyśmy od tematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, moja podobnie. I nie pamiętam, żeby kiedyś śmiała się tak do rozpuku, albo płakała ze śmiechu. Ja tak, żadnej okazji nie przegapię!
      Nie szkodzi, że odbiegłyśmy. Temat postu to tylko pretekst do pogaduszek na wszystkie tematy.

      Usuń
    2. Ze śmiechem nie mam problemów, nawet głupawka mi się przytrafia. Nawet jak by się miało odwrócić, to warto.

      Usuń
    3. Kiedyś tak śmiałyśmy się na ulicy z Koleżanką K., że posikała się tam! Ale zabij, nie pamiętam z czego tak się śmiałyśmy - klasyczna głupawka. Z Koleżanką K. często wpadamy w głupawkę:)

      Usuń
  16. Lecę do kurtki pieniążka włożyć, bo mam też nową :) Prawa kieszeń. Niech szczęście przynosi, kurna ;) Muszę poodczyniać, bo nie ma innego wyjścia.
    Z tym śmiechem i radością tak u nas już jest i ciężko wyplenić to z umysłu i życia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lidka, jeśli zdasz sobie z tego sprawę, to milowy krok do przodu. Nie jestem jakąś hura-optymistką, ale udaje mi się nie wybiegać za bardzo do przodu i nie uprzedzać wypadków, ani nie snuć katastroficznych wizji. To bardzo dużo, chociaż nie zawsze się udaje. Czasem życiowe doświadczenie daje popalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawę sobie zdaję :) gorzej czasem z praktyką, ale czasem się udaje pogonić czarnowidztwo, jak się nie sprawdzi, tym lepiej :)
      Przypomniał się mi jeden przesąd, któremu się poddaję ;) Jak się wracam po coś do domu, to patrzę w lustro i liczę do dziesięciu ;)

      Usuń
    2. Z tym wracaniem do domu to Kobyliński tłumaczy też duchami opiekuńczymi . Jak się wracasz po coś do domu to mogą ci z nienacka wskoczyć na plecy ,wynosisz je ze sobą i po ptokach ,juz nie ma ci sie kto opiekowac domem ;))

      Usuń
  18. Nie wierzę w żadne gusła i przesądy ,tak dla formy żartobliwie ,od czasu do czasu odpukuje .

    OdpowiedzUsuń
  19. No to musze zaczac regularnie pluc sobie do portmonetki na rozmnozenie. Czarnego kota juz mam i co mi droge przebiegnie, musze trzy razy do tylu spluwac. Sciany sa obryzgane do sufitu! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moze nie mocz Bulki masz na scianach, a wlasne plwociny?

      Usuń
    2. Co to to nieee! Bula preferuje powierzchnie poziome. :)

      Usuń
  20. Jezeli chodzi o przebieganie drogi przez czarnego kota, to wierze, ale wytlumaczylam sobie racjonalnie - zaden kot nie jest calkiem czarny. Na pewno ma ten jeden bialy wlos, nawet, gdy go nie widze. I od tej pory - mogo mi przebiegac stadami.
    Nie siadam przed drogo, ale chyba zaczne, ze wzgledu na te duchy. O ktorych Marija gdzies wyzej napisala. Szklo zawsze mi sie tlucze na szczescie. A jezeli lustro to tez szklo, to tez na szczescie. I tak staram sie przesady oswajac.
    Zginely mi polskie litery na klawiaturze. so sorry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli siadanie w samochodzie się liczy, to siadam.

      Usuń
    2. Lustro to siedem lat nieszczęścia .
      W Niemczech na szczęście tłuką porcelane . Jest taki weselny obyczaj kilka dni przed ślubem robi siem imprezkę ,każdy gość targa ze sobą coś porcelanowego ,między innymi umywalki i sedesy . W wybranym kącie o twardym podłożu ,pizga siem tym o glebe . Potem przyszli nowożeńcy zmiatają to co się rozbryzgło mietłą z dwoma kijami ,a potem wymyslają w jaki sposób sie tego pozbyć bez potrzby płacenia za dodatkowe odpady , a jest tego sporo . Przeważnie idą na ten cel wszystkie wyszczerbione talerze i kubki ,ale zdarza siem miśnieńska porcelana , którą teściowa panny młodej wydzierała nieświadomego wartości cacka rzucającego i dawała mu w zamian jakieś barachło do ciepnięcia ;)))) Ot co kraj to obyczaj :)))

      Usuń
    3. Omamuniu, Marija, już lubię teściowe panny młodej!

      Usuń
    4. Muszę cie Hana rozczarować . Ona lubiła markową porcelanę ,ale Polaków już nie . Bardzo nieładnie odnosiła się do polskich gości , chwała bogu że nie znam niemieckiego ;) To było dosyć dziwne ,bo na tej imprezie dołączyła sie do nas ,jakas Polka ,która była z nią zaprzyjaznina . W każdem bądz razie pani mocno humorzasta .

      Usuń
    5. A to szkoda, że jednak nie szczasnął tej Miśni:)

      Usuń
  21. Pantera, trzeba się jeszcze kręcić siedem razy w kierunku, z którego nadciągnąć może fatum!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie w przeciwnym? Zeby nie nadejszlo?
      To fatum.

      Usuń
    2. Podobnież nie. A zresztą pogubiłam się:)))

      Usuń
    3. Bo nie pluje sie dwa razy do tej samej rzeki :)

      Usuń
  22. Ponieważ mam czarnego kota, jak każda porządna wiedźma, uznałam że takie koty przynoszą mi szczęście i tego się trzymam :) Przysiadam na chwilę, kiedy po coś wracam do domu, łapię się za guzik na widok kominiarza (a jak jeszcze zobaczę do tego kobietę w okularach i dym z komina, to szczęście murowane !) . O rzeczach, które mogą przynieść pecha raczej nie myślę, wolę przesądy , które zwiastują pozytywne zdarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja brałam ślub 17 września i też trochę się obawiałam, przez to skojarzenie z napaścią Ruskich na Polskę.....
    Czy jestem przesądna??? Raczej nie, wielu przesądów nie znałam, np, to siadanie przed podróżą......to chyba wschodni zwyczaj, 13 -ty tez mam w nosie, kotecków czarnych się nie obawiam i nie latam za nimi, żeby na nie napluć, co ponoć odczynia. Do rzeki będąc dziecięciem plułam, a jakże. Nie, raczej nie jestem przesądna, choć, jak mi się śnią zęby to przez samą wiedzę, że to powinno znaczyć złą wróżbę jakoś źle się czuję.
    Jak znajduję pieniążek to w niego nie dmucham, bo odleci, ale pocieram o ......., bo się ponoć ma rozmnażać, ale do tej pory jakoś nie chce żaden pocierany pieniążek w pierdylion się rozmnożyć. Z łożka wstaję zawsze lewą nogą, ale nie przenosi się to na mój nastrój. Ogólnie mało przesądna jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie te wszytskie fobie, natręctwa i przesądy pokazane były w Dniu świra, ale to dla faceta.........

      Usuń
    2. Mnemo, ale o co, o co pocierasz ten pinionżek? Bo może ja źle pocieram???

      Usuń
    3. W Dniu Świra to już psychoza... Grubsza sprawa.

      Usuń
    4. Mnemo, posadziłam wczoraj te tulipany, co wiesz. Czekamy na wiosnę, która już niedługo.

      Usuń
    5. Pocieram o memłon, bo to miejsce, gdzie się rozmnaża, choć niekoniecznie u wszystkich:) Pozdrawiam koleżanki po meno:)
      Niech się darzą tulipanki...ja odpuszczam u mnie to gucio nie tulipanki:))
      A ja lubię Dzień świra, dobra obserwacja.....

      Usuń
    6. A, widzisz Mnemo! Wiedziałam, że źle pocieram! O ja gupia...
      Bardzom tulipanków ciekawa, niektóre cebulki wyschły, ale w sumie sporo prztrwało w dobrym stanie. O ile ich nornice nie zeżro.

      Usuń
    7. No o memłon przecież! Niekoniecznie swój!

      Usuń
    8. Facet ma pocierać o wystającą część memłona Agniecha, to przecie logiczne:))) Tylko proszsz nie w zwisie.....
      Moja siostra sadzi tulipanki w koszyczkach plastikowych, nornice się nie dostaną, a i potem po przekwitnięciu łatwiej je wykopać. Hana, na przyszłość, tulipanki można sadzić już w sierpniu:)))

      Usuń
    9. Mnemo, fcale nie trzeba ich wykopywać, przynajmniej nie co roku. Nie pomyślałam o koszyczkach.

      Usuń
    10. No niby nie, ale siostra wykopuje to tak przekazuję, ponoć się wtedy wzmacniają........

      Usuń
    11. Mnemo, bo Twoja Siostra to porzunno jest, a ja tam flondra...

      Usuń
    12. Una jest do obrzydliwości porzundno......ja jej nie rozumiem, a niby ta sama kref ino moja miastem spaczona........

      Usuń
    13. Wiadumo - w mieście to ino ruja i poróbstwo. I przyjemności. A fuj!

      Usuń
  24. mp. o to, to! Takich sygnałów wypatrywałam skwapliwie młodą będąc i do szkoły idąc. Zwłaszcza, kiedy pierwszą lekcją była fizyka, a ja nie zdążyłam wykuć na pamięć wyprowadzenia jakiegoś bardzo potrzebnego wzoru! Wszędzie pełno było kominiarzy, dymów, kobit w okularach i innych znaków.

    OdpowiedzUsuń
  25. Przypomniałam sobie jak moja babcia namawiała mnie, żebym córce po urodzeniu zawiązała na rączce czerwoną wstążeczkę. Jako ochrona od uroków.

    OdpowiedzUsuń
  26. Odpowiedzi
    1. Moja pracownica wiązała mi na kwitnących na parapecie storczykach wstążki, żeby ludzie gapiący się na nie nie zauroczyli........

      Usuń
    2. Nie. ale babcia zrobiła to po kryjomu i kłóciła się ze mną jak odwiązywałam. Po chrzcinach przestała.

      Usuń
    3. Ewa2, chrzciny odczyniły!

      Usuń
    4. Dziecko po chrzcie stawało sie chrześcijaninem i złe duchy nie miały do niego dostepu .

      Usuń
  27. A ja urodziłam się trzynastego, pewnie w piątek, to od trzynastki i tak nie ucieknę.Mówię "tfu", ale nie pluję, bo sie obawiam, że bym się opluła po brodzie. Kiedyś łapałam się za guzik na widok kominiarza i zakonnic. No i wróżyłam z listków akacji : "Kocha, lubi, szanuje..." I szukałam czterolistnej koniczyny, i kwiatów bzu z nieparzystą liczbą płatków. Trzeba było je zjadać:) Zawsze szukam piniendzy, jak kukułka kuka, bo wtedy trzeba mieć chociaz grosik przy sobie. Jak pierwsze dziecko się urodziło, to przymocowałam gdzieś do wózka czerwoną kokardkę od uroków, ale tak, żeby nikt nie widział:) Następne miały czerwony wózek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalipso, to przesąd Ci się przynależy z urzędu:)))

      Usuń
    2. Kalipso, ja też się urodziłam trzynastego!!!!!!!!!!!!

      Usuń
    3. Należy mi się przesąd, należy:)
      Mika, możemy przybić piątkę:)

      Usuń
    4. Ja tez trzynastego urodzonam :)

      Usuń
    5. Musicie powołać Klub Urodzonych Czynastego!

      Usuń
  28. To ja Wam opowiem coś.... moja psiapsióła mi opowiadała, jak jej krewny na wiosnę wyczekiwał tej kukułki i wszędzie łaził z drobnymi w kieszeni. Ale poszedł na pole, dzień był ciepły i zostawił odzież wierzchnią w obejściu, a ta, był te drobiazgi na kukułkę przyszykowane. No i jak pracował w polu bez tych piniędzy to nagle zaczęła kukułka kukać..... a on wtedy zawołał tak" kuku? kuku? ja ci teraz dam kurwa kuku, jak pinindzy nie mam......" Od tej pory zawsze to powtarzam, jak mnie kukułka złapie bez piniendzy w kieszeni.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo, a tom się poturlała trochę:))))

      Usuń
    2. :)))
      I dobranoc, padam na ryjek. Miałam dziś zębiska czyszczone, mam nadzieję, że nie będą mi się śnić.......

      Usuń
    3. A moje zębiska wreszcie przepiękne!

      Usuń
    4. Ale się obśmiałam z kukułki:)))
      Gratuluję koleżankom zębisków!!! Rekiny wysiadają!

      Usuń
    5. Bo z kukułką to tak właśnie jest. Kuka wtedy, gdy człowiek nieprzygotowany. Zębisków też gratuluję:)

      Usuń
  29. "Szczęścia" w bzie nadal szukam, ale nie wiedziałam o zjadaniu. Czterolistna koniczyna cieszy jak znajdę.
    Ale teraz, za chwilę czarny kot przyniesie kłopot jak mu nie dam natychmiast jeść. Skupić się nie mogę, tak się upomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zjadałam te kwiatki bzu. I wiem jeszcze, że bazie trzeba było zjeść, chyba żeby nie chorować.

      Usuń
  30. E tam, Ewa2, nie przejmuj się, co Ci zrobi?

    OdpowiedzUsuń
  31. Kobyliński w tej książeczce o której wyżej pisałam wyjaśnia także czarnego kota . Dawniej mianem kota określano zające ,które bardzo płochliwe przecież są . w nocy było ciemno więc taki zając był czarny i jak zrywał sie do biegu ,oznaczało to realne niebezpieczeństwo ,potem ludzie to przenieśli na czarnego mruczka .
    W tej książeczce jest dużo wytłumaczonych zabobonów ,ale ja już nie wszystkie pamiętam ,bo dawno to czytałam , mam ta pozycję w domu .

    OdpowiedzUsuń
  32. Marija, to sprawdź, niekoniecznie natychmiast. To może być ciekawe. Gdybyś miała swój blog, mogłabyś o tym napisać, a tak? Ja muszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja ci Hana może przywiozę książeczkę ty poczytasz i napiszesz z tego następny piekny post ,okraszony jeszcze pyszniejszymi rysunkami . Ksiązeczka ma kilkadziesiąt stron ,potem to opisać ,jacie ja nie przepadam za pisaniem ;))

      Jak tam Hana leży garnitur ?

      Usuń
  33. Dobranoc Kury, i ja odpadam. Zabobony na noc i wieszczuchy do poduchy!

    OdpowiedzUsuń
  34. Tez sie poturlalam;)) Dobranoc:)

    Aha, przypomnialam mnie sie, ze dostalam ongis kwiatek do przechowania, faktycznie piekny, fikus benjaminek;) I pacze. a na nim czerwona wstazeczka. W zyciu bym sie po wlascicielce kwiatka, nie spodziewala, ze wierzy w takie gusla.

    OdpowiedzUsuń
  35. Z 13-tką mam święty spokój, wszak 13 się urodziłam to i raczej traktuję jako szczęśliwy numerek. Kominiarzy poważam, chociaż teraz to rzadkość jakaś. To znaczy się ich nie widuje bo pewno już nie chodzom ino jeżdżą wypasionymi brykami. Kiciusie mogą sobie latać wte i wewte, byle pod auta nie wpadały. Lubię czterolistne koniczynki i podkowy na szczęście. Przed podróżą i owszem, siadam, bardziej by się uspokoić, ale wyjaśnienie Mariji o duchach domowych bardzo mi się spodobało. Z czasów pracy w teatrze zostało mi przydeptywanie czegoś co spadło:))) I to, że w teatrze nie wolno gwizdać, ale nie wiem dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktorski światek ma dużo różnych przesądów, zdaje się.

      Usuń
  36. Doczytałam o Waszych przesądach :) Nie wiedziałam, że znaleziony piniążek trzeba o memłon potrzeć ;) Słyszałam jeszcze, że trzeba go komuś dać, bo jak się dzielisz czymś, to mnożysz ;)
    O kukułce znam, czerwone wstążeczki znam. Coś ciekawego widuję na cmentarzu w Szczecinie. Mój wuja pochowany jest w starej jego części. Nieopodal rośnie wysokie już drzewo z zamotanymi na nim szmatkami. Szmatki stare już są, osoby pochowane w pobliżu tego drzewa zmarły w latach 50. Ciekawe, co oznaczają. Mają odstraszać jakieś złe duchy, czy cuś?
    Miłego dnia, Kurki :) Z przesądami lub bez nich.

    Miko - u nas kominiarze na rowerach jeżdżą, więc ich widać czasami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka, ale te szmatki czerwone są (były)?
      Kominiarz na rowerze w Zakopanem chyba trochę musiałby potrenować kolarstwo górskie:)))

      Usuń
  37. Witajcie Kurki. Odpadłam wczoraj bez pożegnania, ale kot najedzony unieruchomił mnie na fotelu daleko od klawiatury.
    A potem to już śpiąca byłam.
    Pięknego dnia wszystkim życzę, u mnie słonko, ale zimno.

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzię dobry! Ja też wzczoraj padłam na twarz. A dzień taki sobie - pochmurno i zimno. U nas będzie padać, ale Wam życzę pogody:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, jesteś usprawiedliwiona. Kotu nie wolno przeszkadzać.

      Usuń
  39. Wszelkie przesądy staram się traktować z przymrużeniem oka, ale często jednak im niejako odruchowo ulegam; mówię: "tfu, tfu", odpukuję, łapię się za guzik... Przesąd, który dobrze sobie w naszej rodzinie funkcjonuje - jeśli dajesz w prezencie portfel lub portmonetkę, koniecznie włóż chociaż grosik do środka, żeby pieniądze się w nim trzymały :)
    Czarnych - i żadnych innych - kotów się nie boję; trzynastego zachowuję się jak zwykle wychodząc z założenia, że zarówno zrobienie czegoś jak i nie zrobienie może wywołać złe skutki, ale przyznam, że nie przepadam za tą datą. Zabawna rzecz; od kiedy zaczęłam wieszać w domu jemiołę (na święta), nie mamy żadnych większych kłopotów finansowych (w sensie długów, poważnych wydatków itp.). Ale może to wynikać z bardzo spokojnego gospodarowania zasobami, skromnymi, niestety.
    Znam niemal wszystkie opisane wyżej przesądy, nie słyszałam tylko o pocieraniu i pluciu do rzeki.
    A! Moja babcia mówiła, że dobrze zobaczyć z rana białego konia (tylko gdzie?!?!?!), a źle - kobietę z pustymi wiadrami (z tym też jest problem :)
    PS. Doczytałam zaległe posty, ale nie będę komentować, bo długością komentarza przebiłabym długość Twoich postów :) Napiszę tylko, że z ilustracji (tak ogólnie to ujmę) najbardziej spodobał mi się fobii portret zbiorowy i kwiatki na majolice. Już je widzę - te kwiatki - w mojej kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninka, to ja natychmiast lecę po jemiołę! Może po drodze spotkam białego konia i wrócę triumfalnie na jego grzbiecie dzierżąc pokaźną jemiołę? Potem sprzedam konia i w ten sposób pozbędę się ew. kłopotów finansowych - przynajmniej na jakiś czas!

      Usuń
    2. Jak już będziesz lecieć, to weź ze sobą wiadro, tylko nie puste, to komuś szczęście przyniesiesz !

      Usuń
    3. Ewa, dwa wiadra muszom być, dwa! To jak mam lecieć???

      Usuń
    4. Czemu dwa ? Ja wiem, że jedno, ale nie puste ! A jak dwa, to mus takie nosidełka mieć. No wiesz, taki kijek na ramionka, co mu z dwóch końców po wiadrze zwisa. Tylko, że nie bardzo wygodnie z tem latać.

      Usuń
    5. Ewa, u nos to się nazywo siuńdy.

      Usuń
  40. pajaki z rana widziec - niedobrze, od poludnia dalej - dobrze. ale ze ja pajonki lubieje, to mi wisi dynda i powiewa, czarny kot jak przeleci ulice to wole poczekac...pod drabina nie przejde - a nuz mi farby puszka sie na leb wyleje, piatek 13 - uwielbiam, pluje przez lewe ramie i jak sie sol rozsypie, zeby zapobiec awanturom, trzy krzyzyki w tej soli stawiam i potem sypie przez lewe ramie.
    Widuje polskie wozki z czerwonymi kukardkami...
    kominiarzy dawno nie widzialam, o zakonnice trudno sie pocierac, bo tez rzadko widuje.

    4listnych koniczyn kiedys znalazlam caly krzaczek! i nic.

    kazda najmniejsza monetke podnosze i chucham.

    chcialam tylko przypomniec, ze sie mowi zabombon! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, nic a nic nie jesteś przesądna. I skąd wiesz, co by było, gdybyś tych czterolistnych koniczynek NIE znalazła?

      Usuń
    2. menrza bym nie spotkala ;) bo sie akuratnie zeszlo czasowo

      Usuń
  41. Dzien dobry Kureczki! temat przesadow jak sie okazuje wsrod nas, kur nie jest zbyt ambitny, jestesmy raczej malo przesadne...no to chyba dobrze o nas swiadczy. Mnie przetrwal w pamieci taki...kiedys, w zamku gdzie mieszkalam w dziecinstwie, w lazience znalazlam pajaka, niewiele myslac trzepnelam go papciem, po poludniu w przyzamkowych posiadlosciach spalila sie stodola, do dzisiaj pamietaj to przerazajace widowisko, i moja mama powiedziala, ze nie zabija sie pajakow bo takie nieszczescia ten akt morderczy niesie. Moja mama wyrazila swoj przesad?
    W Wenezueli prawie wszystkie nowonarodzone dzieci dostaja na raczke zlota bransoletke z wiszacymi gagatami ( czarna odmiana wegla brunatnego) i czarnoczerwonymi nasionkami huairuro, wszystko to by chronic przed urokami rzucanymi przez niedobrych ludzi, zlem, zawiscia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pajonków nie zabijam, ale nie z powodu zabombonu. I przecież mówi się, że szczęśliwy ten dom, w którym pajonki som!

      Usuń
    2. Miliony pajakow to mam w Andach, nie ma na nich sposobu, som!!! czy dom szczesliwy jest? moze i jest...

      Usuń
  42. Dawno temu zostalam poproszona na matke chrzestna. Potem okazalo sie, ze jestem w ciazy i bardzo grzecznie mi podziekowano. Nie wiedzialam o co za bardzo chodzi ale potem sie dowiedzialam, ze jest jakis przesad na temat ciezarnej matki chrzestnej...
    Jesli chodzi o mnie to lubie trzymac sie za guzik gdy widze kominiarza :)
    A spluwac to jeszcze zawsze mozna sie nauczyc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze przesąd ,że nie mozna odmówić ciężarnej ,jesli o coś poprosi ,bo ci w domu myszy wszystko zjedzą . Jak byłam w wieku prokreacyjnym to moje ówczesne ciężarne koleżanki powoływały sie na ten przesąd ;))

      Usuń
    2. Mój ojciec też tak mówił :) Jak chodziłam w ciąży (i moja siostra też) niczego nam nie odmawiał. Ale byłyśmy grzeczne i go nie wykorzystywałyśmy. Ale wykorzystałam znajomych z pracy - zaprosiłam się do nich na czerninę i nie przyznam się, ile zjadłam. Oni tez wierzyli w ten przesąd i na dodatek podawali konkretne przykłady :))))))))))))))))))))))

      Usuń
    3. Marija jak ja czytam lub slysze slowo mysza to mna zaczyna trzasc ;)
      Ninka, ja juz sobie wyobrazam ile Ty tej czerniny zjadlas :)

      Usuń
    4. Paczajta, a ja nie wiedziałam o tym przesądzie w ciąży będący!

      Usuń
    5. Na wsiach to ten przesąd jeszcze chyba żyje .

      Usuń
  43. Orszulka, coś mi się o uszy obiło, ale o co chodzi i co to za przesąd - nie mam pojęcia. Może ktoś wie?
    Spluwanie trenuj koniecznie. Toż to podstawowa umiejętność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slucham sie Ciebie Hana :)

      Usuń
    2. Orszulka, wiesz ile korzyści z plucia? Tylko do rzeki nie pluj, pamiętaj!

      Usuń
  44. Dziędobry po raz drugi ! Pierwsze dziędobry z komentarzem pooooszło w kosmos. Zatem teraz krótko. Robię czasem tfu tfu - ale takie suchie - bez śliny, coby czegóś nie zapeszyć, i jak wracam zapomniawszy o czymś, to przysiadam na pół sekundy. Pajonków, muchów i innych nie zabijam nie z przesądu, ino z obrzydzenia, że się rozbryźgnie, i trzeba by potem te flaki sprzątać. Łapię w pudełeczko, i uwalniam za oknem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja! Z tymi pająkami i innymi gadzinami. Poza tym uważam, że pająki są pożyteczne.

      Usuń
    2. I pszczółki. Nawet szerszeni nie zabijam.

      Usuń
    3. Ja tylko pajonki. Fuuuu. katniki mamy wielkosci tarantuli. Jak mnie jeden dziabnal, a przepraszam nawet dwa, to juz nie mam litosci.

      Usuń
  45. Gdyby mi ktoś splunął do talerza to nie wiem czy mnie zatrzymał, nie wiem czy zdążyłby mnie zatrzymać w drodze do drzwi ;-)))
    Nie jestem przesądna. Nigdy nie wierzyłam w horoskopy, kominiarzy, pechowe 13stki...
    choć wierzę w to, że wierząc... nadajemy przesądom moc sprawczą ;-)))
    Jednak Haniu... jeśli kiedyś się spotkamy... nie pluj mi do talerza - proszę ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  46. Ten przesąd, mówiący o tym, by matką chrzestną nie była kobieta ciężarna jest bardzo rozpowszechniony. Rózne są też teorie na temat genezy tegoż. Tak dla przykładu:
    1.W razie śmierci rodziców biologicznych dzieckiem zajmowali się rodzice chrzestni (dziś to już teoria). Jednoczesnie śmiertelnośc kobiet przy porodach była tak wysoka, że nie brało się za chrzestną kobiety ciężarnej, ponieważ istniało dość spore prawdopodobieństwo ze nie przeżyje ona porodu, a więc nie będzie mogła w razie czego wypełniać swoich obowiązków wobec chrześniaka.
    2. Jesli matka chrzestna przy chrzcie była w ciąży, to umrze szybko albo chrzczone dziecko albo dziecko matki chrzestnej.
    3. Dziecko trzymane do chcrztu przez chrzestną ciężarną miało mieć ciężkie życie. Etc.

    A ja już o ciąży mowa, to tutaj dopiero jest szaleństwo. Dobrze, że ciąża mi już nie grozi (choć kto wie...)
    Gdyś ciężarna:
    niczego nie smażysz, bo lękasz się, że tam gdzie kapnie tłuszcz, dziecko będzie miało znamię,
    nie nosisz łańcuszków ani korali, nie przechodzisz pod kablami i sznurami z bielizną, bowiem boisz się, że maluch owinie się pępowiną. Nie obcinasz włosów, bowiem chcesz zapobiec głupocie dziecka, nie patrzysz na krwawe rzeczy lub kalectwo, byś się nie zapatrzyła i nie urodziła przez to chorego dziecka, nie kochasz się z mężem 2 miesiące przed rozwiązaniem, by dziecku nie ropiały oczka, nie możesz się przestraszyć, bowiem jeśli w bezmyślnym odruchu dotkniesz swojego brzucha lub jakiejkolwiek innej części swego ciała, to dziecko będzie miało "myszkę " (znamię ) w tym właśnie miejscu. Nie patrzysz na księżyc, by dziecko nie było łyse, nie patrzysz na słońce, by nie zanosiło płaczem, nie patrzysz przez wizjer w drzwiach lub żadną inną dziurkę, by nie było zezowate, nie patrzysz na nikogo brzydkiego, by dziecko nie było brzydkie, nie patrzysz na mężczyznę innej rasy, by dziecko nie urodziło się z innym kolorem skóry niż twoja czy męża, nie patrzysz na ogień, by dziecko nie miało czerwonej plamy na czole, nie słuchasz zapowiedzi przedślubnych, by dziecko nie było głuche. I tak dalej...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojacie, Owieczko, niezła litania. Dobrze, że o tym nie wiedziałam młódką będący, hrehrehre... Najbardziej podoba mi się przesąd o zaropiałych oczkach...

      Usuń
    2. Dawno temu do mojej mamy przyszła młoda matka z rocznym dziecięciem na rekach . Była to koleżanka naszej znajomej ,bardzo luzno związana z naszym domem. A przyszła po to ...żeby moja mama obcieła dziecieciu włoski . Były to pierwsze postrzyżyny ,bo włosy dziecku mozna było obciąc jak skończyło roczek . A dlaczego moja mama ,bo słyszała ,że ma dobrą rękę do włosów .Rodzicielka ma robiła chałupniczo za fryzjera na potrzeby najbliższych .

      Usuń
    3. Owieczko czyli... jak będę kiedyś w ciąży to... najlepiej żebym przez 9 miesięcy nie wychodziła z łóżka bo stać może mi sie... wszystko ;-)))

      Usuń
    4. Mam na lewym policzku naczyniaka i moja babcia, zawsze mowila, ze moja mama sie tam czegos wystraszyla i dotknela brzucha;)

      Usuń
    5. Ale te ciężarne mają biedę! Nic nie można, nawet patrzeć. A ja nic o tym nie wiedziałam... O, jak dobrze:)))

      Usuń
    6. Kalipso, trzy razy robić te różne uniki nie dałabyś rady. Jedna wielka, porządna, czerwona kukarda na głowie powinna wystarczyć.

      Usuń
  47. Brujita, a jeśli oszaleję na Twoim punkcie i nie będę mogła się pofszczymać i zechcę Cię przywiązać do siebie na wieki wieków ament? Odmówisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu... to wyznaj mi to pacząc głęboko w oczy a rzucę wszystko i w te wieki wprowadzę się do Ciebie (z kocią ferajną)
      Obiecuję pajonków nie zabijać (choć za poczynania Venus nie odpowiadam)...ba - nawet będę z psiskiem na spacery chodzić ale pluć sobie w talerze nie będziem!! i kropka ;-))

      Usuń
    2. Brujita, psisków mam dwa - wyczymiesz to? Pocieszę Cię, że na spacery chodzo same - po gumnie, bo wystarczająco duże jest. A jak się tak parę dziennie przelecą wzdłuż płotu za ciągnikami, to już spaceru nie chco. No dooobra, od plucia się powstrzymam. A będziesz mi czytać Tokarczuk i Bator? Z podziałem na role?

      Usuń
  48. W przedszkolu się pluło komuś do talerza, żeby jego zawartość samemu potem zjeść.

    OdpowiedzUsuń
  49. Odpowiedzi
    1. Ja też nie plułam, ale i nie jadłam nic w przedszkolu, tylko herbatę piłam.

      Usuń
    2. Nie chodziłam do przedszkola ,za to na koloniach opowiadało sie różne obrzydliwe rzeczy przy jedzeniu ,wymierzone w upatrzoną ofiarę dotąd dopóki nie uciekł od stołu ;)

      Usuń
    3. U mnie w szkole była taka dziewczynka, co pluła dookoła. I jak jadłą, i jak nie jadła. Jeden chłopak tak na nią działał, wyzwalał plucie:) Jak się spotykali, to lepiej było wtedy koło niej nie przechodzić. On nie pluł, tylko mówił do niej "Słoneczko":)

      Usuń
    4. Kalipso, to MUSIAŁA być miłość, ech...

      Usuń
  50. Kiedyś w kieszonce przedszkolnego fartuszka przyniosłam mizerię, gdyż jej nienawidziłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spinacek przynosilam w fartuszku;)

      Usuń
    2. A ja zakopywalam szpinak pod ziemniaki na talerzu ;)

      Usuń
  51. Na plucie jestem okropnie obrzydliwa, zaraz mam odruch wymiotny.
    A do przedszkola bardzo krótko chodziłam, kiedyś z niego uciekłam. Szpinaczek lubiłam i lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tez lubie, ale nie ten w postaci zielonej papy:)

      Usuń
    2. Kasia, a w jakiej? Jakby nie robić, będzie zielona papa!

      Usuń
    3. Ewa2, dobrze, że uciekłaś. Niewiele straciłaś. I nie pobrudziłaś fartuszka mizeriom. Ani buraczkami.

      Usuń
    4. Wyobrażasz sobie jaką mama miała minę jak się pojawiłam w domu sama o dziwnej porze?

      Usuń
    5. Zdziwiła się, że trafiłaś? Jak kot...

      Usuń
    6. A nie, my zielne listki jemy. We salacie, albo na tarcie, badz pizzy:)

      Usuń
    7. Na szczęście miałam blisko i w owych zamierzchłych czasach na ulicy był niewielki ruch.

      Usuń
  52. Jak wlosy zostaja na szczotce, to nie wolno ich wyrzucac przez okno,nie wiem dlaczego, o jakies uroki chodzi. Ale jak czyszcze szczotke, to mi sie przypomina;)
    I koltuna nie wolno obcinac!

    Pamietam tez przesda, ktorego sie balam..jesli zapraszamy gosci, to nie pozwalamy im dosuwac krzesl do stolu, bo jesli dosuna, to juz nigdy nie wroca. Kuzynka mojej mamy, ciecia Zosia, czesto zachodzila do mojej babci no iaz wypila kawe i buch dosunela krzeslo, babci moja w krzyk, ciocia umarla niedlugo. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oesssu, to ten wyjątek potwierdzający regułę:)

      Usuń
  53. Kasia z tymi włosami ,to mi się coś przypomina ,ze było tak . Ptaki mogą porwać pęk włosów do gniazdo i bedzie cie ciągle głowa boleć .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaa, no widzisz, to ma sens;))

      Usuń
    2. Kasia, wyrzucałaś i teraz masz migreny! Szfystko jasne!

      Usuń
    3. Kasia, a Ty bez sensu latałaś po lekarzach! Było od razu do Kurnika wlecieć!

      Usuń
  54. Jak tylko tu wchodze to mi sie spiewa :" i nie pluc na godlo". T.Love

    OdpowiedzUsuń
  55. Kasia, ale ZAWSZE, czy tylko w temacie zabombonu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko w tym temacie, z powodu tytulu;)

      Usuń
    2. A, to mnie uspokoiłaś. Zaraz miałybyśmy tu reprezentację Jedynie Słusznych Pań w Nakryciach Głowy.

      Usuń
  56. Jeszcze mi się przypomniało. Do koszyczka na wielkanocną święconkę wkładało się kawałek chrzanu. Potem trzeba było trochę zjeść żeby gardło nie bolało.

    OdpowiedzUsuń
  57. A gdzie Mika znowu utknęła ,Hana wiesz coś o tym ? Przesądy ją przestraszyły ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem... Tropik ma zapalenie trzustki prawdopodobnie z powodu furosemidu. Nerki są w niezłej formie, ale ta trzustka. Mika jest zdruzgotana, ja też. Przed nią tydzień kroplówek i jak sobie poradzi, jeszcze nie wie. Próbuje biedna organizować jakąś pomoc.

      Usuń
    2. Oj Mika trzymam kciuki. Biedny Tropik, a już było prawie dobrze.

      Usuń
    3. Kurna ,no ręce opadają ,jak nie urok to....

      Usuń
    4. Znowu kroplowki??? O matulu..

      Usuń
    5. No właśnie. Głowię się, jak im pomóc. Ta cholerna odległość...

      Usuń
    6. Musi z nim jeździć do lecznicy, wczoraj miał tam kroplówkę i zachowywał się wzorcowo - po prostu stał. Nie to, co w domu. Pewnie był przestraszony.

      Usuń
  58. Ewa2, baby na wsi, za mojego dzieciństwa, do święconki nosiły ogrrromne kosze, w których musiało pomieścić się całe wielkanocne śniadanie. Mama wysyłała mnie z malusieńkim koszyczkiem i strasznie się tego wstydziłam, bo dziecioki się śmiały.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam mały koszyczek, ale w miasteczku mojej babci koszy dużych się nie nosiło. Chleb, albo chałka, jajka, sól, ocet i chrzan musiały być.

      Usuń
  59. Padam na twarz, pogoda dzisiaj jakaś senna. Dobrej nocy wszystkim Kurkom życzę.

    OdpowiedzUsuń
  60. Dobranoc Kuro Ewo, ja walczę z sennością przez cały dzień. Teraz jakoś mi minęło.

    OdpowiedzUsuń