sobota, 12 marca 2016

SZTUKA ROZMOWY

Śmierć w kręgu rodziny

Ludwik Jerzy Kern

Jest cicha wieczorowa pora.
Siedzimy całą rodziną frontem do telewizora.
Dziadkowie,
Rodzice,
Synowie,
Córki,
A na ekranie same wybiórki.
To znaczy tacy panowie i panie,
Co są specjalnie wybrani, żeby nas bawić na małym ekranie.

Wieczór taki spokojny,
Milutka atmosfera,
I tu ni stąd, ni zowąd czuję, cholera,
Że coś umiera.

Patrzę na dziadka,
Co zjadł przed chwilą sześć pączków firmy Blikle,
Czy dziadek się czasem nie kończy?
Nie, dziadek jest wesolutki
Jak zwykle.

Jedna babcia różowa,
Druga babcia różowa,
Uśmiechnięta synowa,
Pełna werwy teściowa,
Wszystkie wnuki w porządku,
W porządku ciocia Mila,
Która (widać w półmroku) pepsi z rumem właśnie wychyla.

Na koniec wzrok mój trafia na postać wuja Zdzicha...
Ale on przysnął tylko.
Dycha.

A jednak nie mogę się pozbyć dziwnego niepokoju,
Bo czuję,
Wyraźnie czuję,
Ze coś umiera w tej chwili i to tu, w tym pokoju.

Jeszcze raz przeskakuję wzrokiem od głowy do głowy
I nagle wiem, co umiera.
To umiera piękna sztuka rozmowy.


To motto dzisiejszego posta:)))

Ludwik Jerzy Kern by Kubik 02.JPG
Ludwik Jerzy Kern


 Mało ze sobą rozmawiamy tak naprawdę. Przekazujemy informacje , polecenia, sprawdzamy, czy coś zostało zrobione, pytamy zdawkowo "Jak się masz?" nie oczekując pogłębionej odpowiedzi. Coraz trudniej przychodzi formułowanie myśli, uświadomienie sobie samemu, co tak naprawdę "w duszy gra". I coraz mniej chętnie się tym dzielimy. Bo do rozmowy trzeba dwojga... Słuchać też trzeba umieć. Wykazać się uwagą, zrozumieniem, empatią, dać część siebie tej drugiej osobie, z którą rozmawiamy. Znamy doskonale te momenty niezręcznej ciszy, gdy żadna ze stron nie wie co powiedzieć. "No, to ja już polecę, późno się zrobiło, a jeszcze muszę..." , "A ze zdrowiem w porządku?", "A jak tam syn/córka/mama/tata/brat/siostra?" Ciężkie chwile.

Oczywiście nie zawsze tak jest, mamy osoby, z którymi lubimy przebywać, rozmawiać nie tylko na tematy codzienne i z którymi rozumiemy się doskonale. Jeśli z taką osobą spędzimy sporą część życia, to rozumiemy się wpół słowa i  mamy własny język, własne określenia. Tym niemniej takie rozmowy trzeba kultywować, ćwiczyć, jak wiadomo "Practice makes perfect", wyłączyć tv czy komputer w tle, skupić się na rozmówcy. I naprawdę ciekawe rzeczy z tego wychodzą...
Nawiasem mówiąc odkryłam od stosunkowo niedawna Radio Tok FM, które polega właśnie na mówieniu i naprawdę reprezentuje wysoki poziom, przy czym nie są to tylko rozmowy o polityce, ale też o kulturze, książkach, zwierzakach. Ostatnio słuchałam prawie godzinnej rozmowy na temat "Siódmej pieczęci" Bergmana. Młoda filmoznawczyni opowiadała z takim żarem i zapałem, że aż miło było słuchać, że może to jeszcze kogoś tak fascynować. Odkryła mi między innymi dowcip, który w tym filmie się pojawia, a którego tam nie widziałam. Np rozmowa Śmierci z aktorem: "Dziś wieczorem umrzesz." "Ale ja nie mogę, ja gram dzisiaj spektakl!" "Spektakl odwołany. Z powodu śmierci."
O takim na przykład Kosowie to się w pół godziny dowiedziałam więcej niż przez 10 lat. Większość audycji można odsłuchać na stronie internetowej. Zastępuje mi teraz to radio trochę moją ulubioną Dwójkę, którą mi też już psują:((

Teraz tematem dyżurnym staje się polityka, ale jest to też temat bardzo śliski. Dzisiaj miałam bardzo miłe spotkanie na południowej herbatce z moimi dwiema koleżankami , podczas którego jak ognia unikałyśmy tematów politycznych, znając w ogólnych zarysach swoje poglądy. Z jedną z nich mam wspólne i zdecydowane poglądy i bieżącą sytuację zdążyłyśmy omówić zanim przyszła druga koleżanka, poglądów zgoła odmiennych, choć nie zapiekłych. Jest miłą , ciepłą i sympatyczną osobą i lubię sobie z nią pogadać o tematach codziennych czy o książkach, ale nie chcę się pokłócić z powodów politycznych, znamy się od wielu lat i nie chciałabym robić jej przykrości. Przy obecnym plemiennym podziale kraju straszne mi się wydaje, że np członkowie jednej rodziny czy wieloletni przyjaciele zrywają wszelkie kontakty z powodów politycznych a najchętniej toby "tych drugich" po prostu wykopali gdzieś w świat. I to mnie najbardziej przeraża, że politycy potrafili wzbudzić w nas tak niskie uczucia, taką wręcz nienawiść do siebie nawzajem. I przeraża mnie to, że niedawno odkryłam, że ja sama jestem do tego uczucia jak najbardziej zdolna... A myślałam, że nie. A guzik.

Ale żeby skończyć bardziej optymistycznie, to polecam bardzo trzy części wydawnictwa "Kanon. Sztuka rozmowy". To trzy części wspaniałych rozmów , wydanych na 70-lecie Tygodnika Powszechnego. Tischner, Mazowiecki, Miłosz, Lem, Turowicz, Kisiel, Szymborska, naukowcy, lekarze, alpiniści, aktorzy... Mądre, głębokie i bardzo interesujące rozmowy , bo i rozmówcy nie przypadkowi, gorąco polecam.


Miałam wymyślić jakieś nasze Srebrne Usta, ale doszłam do wniosku, że cytowanie naszych polityków tylko nam zaszkodzi. A ponieważ ostatnio było trochę zdjęć i rozmów o dzieciach , to pomyślałam, że możemy sobie poprzypominać jakieś zabawne powiedzonka naszych dzieci, wnuków a i nas samych z czasów dzieciństwa:))) Uzbiera się na pewno mnóstwo, bardzo zachęcam do pogrzebania w pamięci.
Ja mogę przypomnieć anegdotkę o sobie samej w wieku chyba lat 5, jak ktoś już zna to proszę opuścić. Po imieninach mojej Mamy wypadła niedziela i Tato wziął mnie do Starego Kościółka, żeby się pomodlić za zdrowie Mamy, która się nie najlepiej czuła (dobrze, że nie na mszę, tylko tak sobie). Trzymał mnie na rękach i szepnął do ucha: No to pomódl się za zdrowie Mamy. Na co ja, mając w pamięci wczorajsze imieniny podniosłam charakterystycznym ruchem rękę do góry i zawołałam na cały kościół: Na zdrowie!! Biedny Tato zwiewał szybko, obrzucany oburzonymi spojrzeniami modlących się pań...
I jeszcze kompromitująca historyjka Bachy (wybacz!!) Była u nas na wakacjach i pobiegła z płaczem do mojej Mamy (albo do swojej, nie pomnę), wołając, że przytrafiło jej się zrobić kupkę w majteczki. Po oględzinach okazało się, że jako żywo nic tam nie ma a majty czyste. Na co Bacha z rozpaczą wielką powiedziała: To ja pewnie zgubiłam...
Czekam na wasze anegdotki!  

275 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy będę pierwsza ;)) ale najpierw piszę :)). Miko kochana, piękny jest Twój pomysł :)).
    Anegdota, moim zdaniem nawet a propos tematu głównego, z moją czteroletnią córeczką w roli głównej. Przyłapałam ją otóż na jakimś "przestępstwie" i chciałam, żeby się przyznała do szczegółów całej historii. Wiła się jak piskorz, usiłując nie kłamać ale i nie powiedzieć całej prawdy. W końcu zacisnęła z desperacją piąstki, stanęła buńczucznie przede mną i powiedziała : "Czy ja ci wszystko o MOIM ŻYCIU muszę mówić, mamo?". Kurtyna :))
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne!!! Co za niezależność już w tak młodym wieku! Pierwsza jesteś , of course.:))

      Usuń
    2. Tak jej zostało :)).
      Barbara

      Usuń
  2. O, udało się :)!
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  3. Mika fajowski temat, za jakąś godzinkę wpisze trochę anegdot z pracy, a teraz lete ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię Kerna i miał rację, zanika sztuka rozmowy. Jeżdżę często tramwajem i pamiętam jak kiedyś młodzież wsiadając gadała przez całą drogę. Teraz dwie dziewczyny, widać że z tej samej klasy, siedzą obok siebie i patrzą w ekraniki. Albo gadają z kimś bez śladu zażenowania wymieniając intymne szczegóły randki.
    Co do anegdot: świeża z podwórka mojej wnuczki. Odbierałam ja z przedszkola i gadałyśmy o kotach Przypomniał jej się sfinks (rasa), powiedziałam jej , że takie koty się czasem kapię. Usłyszałam opowieść jak to rano mama kapała jej kota (puchaty ragdoll) bo rano przyszedł i zrobił kupkę na łóżku. Trochę rzadką. Okazało się po powrocie mamy, że nie ma w opowieści słowa prawdy.
    Nazwy ras pisze się małą czy wielką literą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. małą.
      Moja córka w wieku 6-7 lat chodziła do sąsiadki i opowiadała, że ojciec ją bije, a "wie pani, jaką ma ciężką rękę..."
      Nigdy nie była bita, dodam.

      Usuń
  5. Miałam może z 5 lat i miałam sen. Śnił mi się namolny koń, który stał nad moim łóżeczkiem i uporczywie się we mnie wpatrywał. Obudziłam się, zawołałam mamę i powiedziałam: muszę się już obudzić, bo mi się ten koń znudził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej wiedziałaś czego chcesz:))

      Usuń
    2. O ja pierdzielę Hana, posikałam się:) Z kund się wzion te kuń?

      Usuń
    3. No jak to, skąd, Mnemo? Wziun i pszyszet.

      Usuń
    4. Mnie się tylko wilk na szafie siedzący przedstwiał i bałam się go okrutnie. Ten wilk to był z bajki...babcia mi opowiadała, o kogutku i wilku...

      Usuń
    5. Też nieźle, ale na szafie?

      Usuń
    6. mogl byc jeszcze pod kanapa....

      Usuń
  6. Mika świetny temat:))
    Anegdotę na razie mam jedną. Na studiach opiekowałam się dwójką dzieci, dziewczynka wczesna podstawówka chłopiec młodszy. Sytuacja miała miejsce na I komunii dziewczynki. Chłopczyk, wtedy pięcioletni, podczas przyjęcia popełnił nietakt, bekając na cały stół. Oczywiście tato rzucił mi wiele mówiące spojrzenie, a synek niezrażony głośno i dobitnie powiedział: " przepraszam za beknięcie"
    Ryk śmiechu ,jaki wydobyli z siebie wszyscy goście ,brzmi mi w uszach do dziś:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garde, dobrze go wychowywałaś, bo ładnie przeprosił:)))

      Usuń
    2. Tak przepraszać to on umiał:))
      Dziś to już maturzysta...

      Usuń
  7. A bez anegdot, to smutno mi się zrobiło Miko, po przeczytaniu fragmentu o koleżance, z którą lubisz rozmawiać na wiele tematów i nie rozmawiasz o drażliwych, żeby się nie pokłócić....
    Wiesz, w moim rodzinnym domu, w kręgu znajomych i przyjaciół moich rodziców, rozmawiało się o wszystkim, często kłócono zajadle, każdy obstawał przy swoich argumentach ale nikt się na nikogo nie obrażał. Przy kolejnych spotkaniach (moi rodzice prowadzili dom otwarty, było to też towarzystwo "karciane") wywlekano sprawy z poprzednich, padały nowe argumenty, nie zawsze "delikatne", ale to były rozmowy! dyskusje! często pełne dowcipnych! złośliwości. Nie cierpiały na tym przyjażnie ani układy rodzinne !
    Nie rozumiem, co się stało, że to wszystko jakoś zaginęło.....
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, ze niekiedy nie chcę się odzywać, bo się po prostu boję ataku agresji. Dacie wiarę, że jakiś starszy pan zwymyślał mnie na ulicy bo trzymałam w ręce "Wyborczą"?

      Usuń
    2. Ewa2, trzasnęłabym dziada tą gazetą w łeb, jak bum cyk. Ja to chibka jestem. Co potwierdza to, o czym mówicie. Agresja rodzi agresję, prawda stara jak świat.

      Usuń
    3. Zgłupiałam i nie odezwałam się wcale, popatrzyłam tylko na niego jak na ufoludka.

      Usuń
    4. Dobrze, że ci nie przyłożył...
      Barbaro, to nie tak. Mogę dyskutować i sprzeczać się z osobami bliskimi, gdy wiem, że to nie ma wpływu na nasze stosunki. Natomiast dlaczego mam komuś robić bezinteresownie przykrość, gdy wiem, że ani moje argumenty do niej nie trafią ani jej do mnie? Po co się obrażać na siebie i poruszać tematy, które nas dzielą a nie łączą? Lubie ją i nie chcę tracić z nią kontaktu przez takie sprawy.

      Usuń
    5. Miko, tak też to zrozumiałam. Smutno mi się zrobiło, bo widzę wiele takich sytuacji wokół a problem przecież jest w tym, że nie powinno się na siebie obrażać z powodu innych poglądów.
      Barbara

      Usuń
  8. To jeszcze jedna, już z innego podwórka. Kilkoro podrośniętych dzieciaków, jeden chłopiec klnie aż uszy więdną. Zwracam mu uwagę, że nie musi się używać brzydkich wyrazów, żeby kogoś obrazić. Mówię: mogłabym Ci powiedzieć "ty pierwotniaku". Zapada pięciominutowa cisza i chłopak się odzywa z wyrzutem: dlaczego pani powiedziała że jestem popierdolony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojacie, Ewa2! Śmiać się, czy płakać?

      Usuń
    2. Teraz to już tylko śmiać. W owym czasie nie zacytowała bym dosłownie, tylko wykropkowała. Tak się zmieniłam na gorsze.

      Usuń
    3. O mamo, strasznie oni mają teraz ubogi słownik. To wszystko przez telefony i smsy, jak usłyszał "pier..." to już resztę sobie dołożył.
      Jak pracowałam w szkole to zauważyłam, że oni czytają tylko pół słowa bo resztę im telefon podpowiada. Cały czas musiałam mówić: czytaj to co jest napisane!

      Usuń
    4. nie tylko zanika sztuka rozmowy, sluchania i czytania (calosci slow), ale i pisania REKA. ja pisze atramentem, pisze te bajki dla Krasnali w dwoch egzemplarzach i, owszem, reka boli wrecz, bo odwyka sie od pisania, zwyklego pisania, uzywania piora wiecznego. ubolewam nad tym, ale tez jestem ofiara wygodnictwa - listy, formularze, zamowienia - czasem to tylko jedno, dwa klikniecia...

      Usuń
  9. Hrehrehre, żeby mi się tylko na starość przy sklerozie takie sytuacje nie zdarzały, bo do kogo tu lecieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bacha, przy sklerozie będzie Ci wszystko jedno!

      Usuń
    2. Nawet nie zauważysz...

      Usuń
  10. Bardzo zyciowy post, Mika! nic dodac nic ujac...sa osoby, z ktorymi nie ma konca rozmowa, i sa, kiedy koncza sie tematy i zaczyna sie wyciaganie tematow na sile, co jest bardzo wyczerpujace a tematy zaczynaja byc zenujace...a polityka taka jak zaczyna panowac w Polsce robi straszne spustoszenie, znam to az za dobrze...traci sie przyjaciol, rodziny sie rozpadaja, ucieka sie od rzeczywistosci,zamyka sie w sobie. A ja podobnie jak Ty zaczynam miec straszne mysli, i sama sobie sie dziwie, zem zdolna do takich pomyslow, na cale szczescie niewykonalnych przy jednak i jeszcze zdrowym moim rozsadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, ciągle myślę o tym, że kiedyś komuś puszczą hamulce. My tylko o tym myślimy i jest to dla nas jakiś wentyl, ale niemało jest takich, którzy myśl wprowadzą w życie.

      Usuń
    2. Żebyście słyszały jak ja potwornie klnę i wymyślam od najgorszych przed telewizorem... Ostatnio się siłą powstrzymałam od oplucia telewizora , szkoda mi było, w końcu mój...

      Usuń
    3. A ja tylko jak siedzę za kierownicą....
      Barbara

      Usuń
    4. Baśko, piątkę przybij. Czasem zapominam, że mam otwarte okno:)

      Usuń
    5. Miko,nie wierzę wyobrażam sobie Ciebie jako bardzo,dystyngowaną,ułożoną panią profesor...:)))
      Kogo chciałaś opluć?!!

      Usuń
    6. Hana,sorry Ty pasujesz mi do "pozdrowień" zza kierownicy:))

      Usuń
    7. Elżbieta, hrehrehre, co mam Ci powiedzieć...

      Usuń
    8. Elżbieta, Mika jest dystyngowana dopóki ktoś jej nie wkurzy:)

      Usuń
    9. Elżbieto, nie znasz ty mnie, oj nie! Opluć chciałam ni mniej ni więcej tylko tego , co na nartach lubi jeździć... Obraził mnie osobiście po prostu.

      Usuń
    10. Ja tak rozmawiałam ostatnio z taką jedną,klempowatą,ona w tvn24 a ja u siebie.Najbardziej zdziwiona była...Panda,że z telewizorem gadam.

      Usuń
    11. Tropik się dołączył ze szczekaniem, bo się tak rozdarłam, że chyba na pół ulicy mnie było słychać...

      Usuń
    12. Mika,odżałowałabym telewizor...chyba:))
      Orko,chciałabym widzieć minę Pandy:))
      Nie pogadam...gość w dom...:)

      Usuń
  11. Na brak rozmowy cierpię tu okrutnie bo rzadko spotykam osoby, z którymi nawet jak się różnimi w poglądach na przeróżne sprawy to i tak się dogaduję. Wszyscy tak wiecznie zajęci, że na spotkania towarzyskie czasu brak. Dlatego muszę dość często rodzinne strony odwiedzać coby naładować akumulatory bo jałowieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedzaj, odwiedzaj, kiedy tylko możesz:)))

      Usuń
  12. Zmieniłam zdjęcie bo pomyślałam, że to może przez tą moją kurtkę puchową wiosna zwleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hreherhre Bacha, cudna jesteś ;)))♥
      Barbara

      Usuń
    2. Do twarzy Ci w żółtym.

      Usuń
    3. A Robin Hood (w powieści Howarda Pyle ) mawiał : "Dobre słowo równie łatwo wypowiedzieć jak złe, a rodzi się z niego dobra wola, zamiast bijatyki" :).
      To może tego się trzymajmy ? :))♥
      Barbara

      Usuń
    4. A cusz my tu innego robimy, Baśko?

      Usuń
    5. Bacha, od razu lepiej.

      Usuń
  13. To ja lece z kolejną anegdotką ;)).
    Parę miesięcy po moim ślubie jesteśmy z wizytą u mojej kuzynki, której synka pomagałam wychowywać i bardzo go lubiłam a on mnie. Latek wówczas miał sześć. Tłumaczę mu, że nie będę już teraz tak często do nich przychodzić, żeby się z nim bawić, bo mam męża czyli swoją rodzinę. "O, ciociu, to ty mi urodzisz dzidziusia!" - pada radośnie. Chwila ciszy, lekka konsternacja, ja zaczynam coś, że to nie tak prosto... nie tak zaraz... Dziecko słucha ze zrozumieniem i nagle woła ugodowo - "To uródż mi chociaż konika!".
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie praktyczne dziecko!!!

      Usuń
    2. Hrehre, i jakie ufne w uczynność cioci ;))
      Barbara

      Usuń
    3. dobrze, ze sie tylko na koniku skonczylo; mogl poprosic o slonika, albo zyrafe (70kg noworodek)...

      Usuń
    4. Waga Opakowana, to nic jeszcze..... ale ta szyja..... łuuu
      Barbara

      Usuń
  14. Baśko, i co, urodziłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niedobra taka, nie! Teraz byłabym mądrzejsza ;)
      Barbara

      Usuń
    2. Basia czytałaś mojego@? Pasuje Ci termin?

      Usuń
    3. Garde, tak, jutro Ci odpiszę, bom chuoro :(, ciut mi było lepiej ale chyba zaraz zaś padnę w łóżko....
      Barbara

      Usuń
    4. Biedaku, to szoruj do łóżka, żeby Cię jeszcze bardziej nie rozłożyło.
      I zagoń koty do roboty , niech wygrzewają:))

      Usuń
  15. Widzisz, Baśko, teraz miałbyś konia do wygrzewania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przytuliłby mnie w pachnącym sianku, co dobrze robi na drogi oddechowe.... ech......
      Barbara

      Usuń
    2. Baśko, jeśli nie masz alergii na sianko, to tak. Ponadto sianko zawsze dobrze robi, nie tylko na drogi oddechowe.

      Usuń
    3. Trzymaj się Baśko ciepełka i zdrowiej. Może kotki jako okłady wystarczą.

      Usuń
    4. Dzięki za dobre słowa, idę spać :)
      Barbara

      Usuń
  16. Mój pierwszy raz w kościele.
    Miałam może ze dwa lata albo mniej. Pytają mnie o wrażenia.
    Jestem zachwycona. Pytają dlaczego? Bo cały czas była mowa o baranku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja gadam, przecież to był drugi raz.

      Usuń
    2. A pierwszy Rucianko?

      Usuń
    3. Wiem! Beczałaś po urodzeniu!

      Usuń
    4. Hehe, chyba byłam grzeczna, jakoś nie mówili że beczałam na chrzcie.

      Usuń
    5. Wiadomo co cię tam zainteresowało:))

      Usuń
    6. Jeśli mowa o kościele, to 35 lat temu poszłam z koleżanką i jej córkami oglądać ruchomą szopkę. Kolejka przy wejściu do kaplicy była sporawa, staliśmy w kościele. Wzięłam na ręce jej malutka córeczkę, która zaczynała się nudzić i podeszłam z nią do dużego krzyża, ona popatrzyła uważnie pogłaskała Chrystusa po nodze i rzekła "O golas tuźków nie ma" :)

      Usuń
    7. I jeszcze jedna którą opowiadał mi brat. Po kościele w trakcie mszy chodzi malutki chłopiec. W pewnym momencie podchodzi do konfesjonału i raptem dostrzega, siedzącego w nim księdza. I na cały głos pyta" Coooooooooooo ześrałeś siem?"

      Usuń
    8. Omamuniu:))))))))))))))

      Usuń
    9. :))))))))))))))))
      Dołączę się do cyklu "Dzieci w kościele". Kiedyś byłam na mszy, w drugiej ławce siedział z rodzicami chłopczyk może 4, może 5 letni, dość ruchliwy. Podczas kazania wyszedł z ławki i poszedł przed ołtarz, pytając księdza: "Długo jesce???" A gdy już nie mógł wysiedzieć i tato chciał z nim wyjść z kościoła to podszedł jeszcze raz do księdza i powiedział: "To ja juz idę, wies? Pa!!!" Ksiądz się prawie popłakał ze śmiechu...

      Usuń
    10. Mika to był dobrze wychowany chłopiec :)

      Usuń
    11. o matku bosku, co za cudny chlopczyk.

      a propos koscielnych rzeczy i dzieci, to moj starszy bratanek chodzil do kosciola bardzo czesto. jak mial tak ze 2 lata i byly te zawodzace spiewy, to wychodzil z lawki i tanczyl, znaczy sie poleczke ani jakies disco, ale biodrami zarzucal i gial sie. a jak mial chyba 5 - 6 lat i jakos zerowkowo pani z nim wywiad robila i zapytala go czy lubi piosenki. Ano tak. a jaka jest jego ulubiona piosenka?

      WISI NA KRZYZU.

      Usuń
    12. Mario i Miko to jest zabójcze:) poplakalam się właśnie ze śmiechu i prawie skusiłam, bo dzieci jeszcze śpią, wiec mogę śmiać się ino wewnętrznie:)

      Usuń
  17. Rucianko, masz animalistyczne skłonności od urodzenia, ot i wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jestem od urodzenia, jednostronnie ukierunkowana.

      Usuń
    2. Chyba Rucianko wielostronnie - na wszystkie stworzenia duże i małe ;))
      Barbara

      Usuń
  18. Czytam i sie śmieję:)
    Tez sie dołączę z historyjką ulubioną.
    Mój 4 letni (wówczas) syn staje w drzwiach kuchennych i widze, ze straaaaasznie myśli.
    "Mamo, mamo tylko sie nie wkurzaj bo ja wiem, ze jedno to jest brzydkie słowo a drugie to jest zabytek...
    To co stoi na Rynku? Sukinsyny?
    Magtan z Krakowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalena, świetne!!! Teraz jak będę w Krakowie to pójdę do Sukinsynów...

      Usuń
    2. Oj, strasznie dawno nie byłam w Sukinsynach!

      Usuń
    3. W maju se pójdziesz:)

      Usuń
    4. Przyda mi się. Dzięki Krajanko.

      Usuń
    5. Mika, dlaczego w maju?

      Usuń
    6. No po drodze do mnie albo ode mnie:))

      Usuń
    7. A, rozumniem. To juz postanowione, że w maju?

      Usuń
    8. Na początku maja czy pod koniec?:)

      Usuń
    9. Mi się zdawało, że postanowione:)) Arte, myślę , że na końcu albo w środku:))

      Usuń
    10. OO, dobrze, że się w porę dowiedziałam, zdążę posprzątać obejście i choupe ;D, ziela narwać ;) no i uściślam, że to ma być w porze dojrzewania rabarbaru ! Czyli raczej druga połowa maja ;D. Bo uważam za oczywiste - Hano i Arte - że przystanek wypoczynkowy u mnie !!
      Barbara

      Usuń
    11. I Miko, placek z rabarbarem zrobię oooogromny, że do Ciebie też zawieżdż :)).
      Barbara

      Usuń
    12. Barbaro,ino nie zapomnij posypać sprzątniętego podwórka żółtym piaskiem,coby było odświętnie:)Moja babcia tak robiła,a dzieciaki biegały do lasu/tuż przy domku/po ten żółty piaseczek.

      Usuń
    13. Orko, dobrze żeś przypomniałaś ;). Co prawda, u mnie tylko żółta glina wszędzie, ale dla takich gości !!! sie kupi !!!
      Barbara

      Usuń
    14. wybieram sie do PL w drugiej polowie maja...moze zdaze...moze sie uda.....

      Usuń
    15. OPAKOWANA !!! No toś byś mi radość uczyniła !!! Czekam !!!! od już!
      Barbara

      Usuń
  19. Najgorsze jest, gdy ludzie, siedząc obok siebie, rozmawiają przez telefony... ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom to nie takie rzadkie:)

      Usuń
    2. Niestety coraz częstsze.

      Usuń
  20. Nie pamiętam kto mi to opowiedział, ale w pewnym przedszkolu kwitło złodziejstwo.
    Kradziono nocniki z kupami. Zasada była taka, że dotąd dzieci siedzą na nocnikach, dokąd nie zrobią kupki. No i znaleźli się sprytni, którzy gapom podprowadzali gotowce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cie, ale jak tu wyciągać komuś nocnik spod tyłka???

      Usuń
    2. Można czymś zanęcić żeby wstał.

      Usuń
    3. Mika, wystarczy wyciągnąć zawartość! Po co zaraz nocnik!

      Usuń
    4. Ekhm, to zależy czy ktoś miał zatwardzenie czy nie... Pardon.

      Usuń
    5. Hana,Mika feee....
      Taki fajny temat,a ja żeby zajrzeć wyrywam gościowi talerzyki pod pretekstem umycia...i znikam na chwilę...i rżę...w Kurniku:))

      Usuń
    6. Elżbieta, zacytuj gościom, pójdo sobie i w spokoju porżysz.

      Usuń
    7. A gdzie twoje anegdotki??

      Usuń
    8. Mika,jak powyżej gości nimi bawię:))

      Usuń
  21. Gdy studiowałam, miałam przydomek Fufu w nawiązaniu do nazwiska. Druga istotna informacja: było dawno temu w podręczniku do języka polskiego opowiadanie o gołbku pt. Fufu.
    I oto już jako nauczycielka języka polskiego prowadzę lekcję o przezwiskach m.in.Pada pytanie, czy ja miałam przydomek. -Miałam - odpowiadam. -Jaki, jaki - pytają uczniowie. Więc naprowadzam. - Jest takie opowiadanie, niedawno omawialiśmy. Cisza. - Ono mowi o zwierzątku. Cisza .... i nagle pełne ulgi. - Wieeeem, ...nasza szkapa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hrehrehre, gdybyś była innej płci, to pewnie by był Łysek z pokładu Idy. ;)

      Usuń
    2. o matku bosku..... hrehrehrehrrherher

      Usuń
  22. Dziewczyny ...właśnie pożegnałam przyjaciół i muszę w piernaty bo udgaliśmy , że o 7 rano ruszamy na Mazury...tak na nich podziłał film Wu...za lata 2008-2015...nie wiem...bo się nie znam, ale jak będzie można to Wam go puszczę...Byłam dziś na demonstracji, w samym sercu, pod pałacem. Uczucie klaustrofobiczne ...ścisk. Kazali się przemiszczać na Plac Zamkowy to wyszliśmy i nagle bummm...pacnęłam w człowieka, podnosze głowę , a to sam Mateusz Kijowski... nie wiem skąd ten mój relfleks, ale wyciągęłma dłoń i pogratulowałm człowiekowi. Odwazjemnił. Mika, nie mam bliskich przyjaciół z tej drugiej strony. Nie musze laoworać mimo tego swojego nazwiska. Pogrzeię w pamięci...w związku z młodym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe słowo, laoworać...
      Ja pilnie oglądałam w TVN, jedyna telewizja, która pokazywała to normalnie. Polsat zaczyna niestety właśnie laoworać, pokazywał ogon pochodu z rozpierzchniętymi grupkami, żeby nie było widać ile ludzi jest. Poza tym Gugała nie prowadzi informacji, nie wiem, czy go schowali czy podziękowali.

      Usuń
    2. Sorry,,, klawiatura jakaś niepokorna, a ja mało czujna:) TVP publiczna rozumiem, że cenzura, ale Polsat?

      Usuń
    3. Mnemo, ja mam zdjęcie, jak się z nim całuję :)

      Usuń
    4. Mnemo, właściciel Polsatu ma interesy na grube pieniądze, w których pis może mu zrobić duże kuku :/

      Usuń
    5. TG, ja to jestem ciemna masa w tych układach...

      Usuń
    6. Sonic... refleks miałaś?

      Usuń
    7. tak :) byłam na pochodzie i się do niego dopchałam
      w sumie on w ten rozchodzący się tłum wszedł na koniec no mamy selfie,a nawet dwa :)

      Usuń
    8. a ja tak spontanicznie ta faceta wpadłam... znak jakiś czy cuś?

      Usuń
    9. Oby Mnemo, oby dobry!

      Usuń
    10. Gratuluję dziewczyny!

      Usuń
  23. Moja córka w tramwaju: mama, mama, patrz! Gruba pani! Mama, patrz, druga!

    OdpowiedzUsuń
  24. Moje dziecko kiedyś tata zabrał na pochód pierwszomajowy. Mała dostała balonik i się jej podobało.
    Niedługo potem byliśmy u babci na Boże Ciało. Dziecko na procesji pooglądało i na cały głos: mamo a dokąd idzie ten pochód?

    OdpowiedzUsuń
  25. Mój młody...widząc zza oknem szambiarkę... mamo, mamo... samochód z dużym odkurzaczem...albo, widząc chłopa idącego z kosą na ramieniu.. mamo patrz, idzie pan z małym dzwigiem...

    OdpowiedzUsuń
  26. Tata mojego Dobromira naprawił pianino. Starsza siostra mówiła jaki to mądry i wspaniały jest ten tata. A malutki Dobromir z zachwytem wrzasnął- bo nasz Tata to jest cymbał.
    Ten komplement pozostał w naszej rodzinie. Z Dobromira też jest niezły cymbał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rucianko, przebijasz wszystkich!

      Usuń
    2. suche majty mi sa potrzebne. od zaraz, plus duza scierka do nosa i ucz!

      Usuń
  27. Jeszcze mi się przypomniało.
    Do mojej grupy przedszkolnej przychodził ksiądz na religię. Kiedyś w czasie Wielkiego Postu przyniósł duży krzyż z wizerunkiem Chrystusa. Rozmawiają sobie z dziećmi i nagle pada pytanie chłopca z grupy: "A dlaczego Pan Jezus ma spódniczkę?"
    Mina księdza bezcenna, rzuca okiem na mnie, bo nie wie co powiedzieć. I w końcu wydusił:" Bo wtedy majteczek jeszcze nie znali"!!!
    Żebyście wiedziały ile mnie kosztowało, żeby nie parsknąć śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję księdzu refleksu:)))

      Usuń
    2. Mógł powiedzieć,że owinięty jest ręcznikiem:)

      Usuń
    3. Dziewczyny, jego tak zamurowało, że dopiero po dłuższej chwili się odezwał.
      A potem powiedział do mnie,że myślał, iż z dziećmi to tak łatwo, a tu trzeba nieźle się nagimnastykować. Jakbym nie wiedziała....

      Usuń
  28. Chyba miałam 5 lat kiedy rozbiłam głową duuuuży kryształ, podskakiwałam na tapczanie i wylądowałam w krysztale, poszedł w drobny mak, głowa niebezpiecznie rozcieta, na pogotowie, eter, szycie itd. skopanie pana doktora bo chcieli mnie w tym szpitalu zostawić. W domu jak myszka leżałam do djęcia szwów. Ryk, że mam znowu do szpitala. Na ulicy uczepiłam się jakieś sztachety ni wyłam tak, że w końcu ktoś zapytał czy to na pewno mój tatuś co usiłuje mnie oderwać od płota. Łkając potwierdziłąm tylko że on chce mnie zabrać do tych rzeźników (zasłyszałam na chirurgii). Biedny tatulo obiecał wrócić do domu, wygotował nożyczki, żyletki i coś tam jeszcze i sam szwy wyciągał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym pewnie policję zawołała, gdybym była świadkiem tej sceny :)

      Usuń
    2. Jak nic wujek by na policji wylądował!!!
      Bacha, przypomniało mi się wydarzenie z nami obiema (obydwoma???)! Przyjechaliśmy do was do Krakowa i myśmy się jakoś kotłowały na tapczanie, a w pewnym momencie ja usiadłam okrakiem na Basi i zapytałam groźnie: "A w zęby chcesz???" (scena z jakiegoś filmu chyba:)))

      Usuń
    3. Pamiętam, pamiętam i szok skąd ty znasz takie wyrażenia.

      Usuń
    4. Sonic, to ja bym pewnie uwiesiła się na milicjancie żeby mi tatusia nie zabierał.

      Usuń
  29. Bardzo lubiłam rozmawiać ze swoimi przedszkolnymi wychowankami. Najbardziej anegdotyczne rozmowy przeprowadzałam z Kariną.
    Przychodzi kiedyś z wymalowanymi paznokciami, dostrzegając to stwierdzam " O masz wymalowane paznokcie", a ona na to " Bo ja jestem mamą moich lalek"
    Dzień dziecka. Jesteśmy na podwórku, podchodzi do mnie Karina i chwali się: "A ja na Dzień Dziecka dostałam Kubusia Puchatka", ja jej na to "A ja też dostałam prezent na Dzień Dziecka". Widzę że zaczyna się zapowietrzać i zaraz wypali ubiegam ją mówiąc"Tylko nie mów, ze ja nie jestem dzieckiem, przecież mam mamę i tatę", a ona na to "A mnie mój tato z wanny wyciąga" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marija - wyciąganie z wanny piękne ;)). Choć nie wiem, czy dziś nie miałabyś obowiązku zgłosić tego jako molestowanie.....
      Barbara

      Usuń
  30. Dzieci jeszcze były małe, pracowaliśmy oboje i wracali do domu o różnych porach. Obiad gotowałam często wieczorem na następny dzień. Kiedyś w lodówce był garnek z zupą i drugi z wywarem z jarzyn na następną zupę, na kuchence. Kiedy już wieczorem spotkaliśmy się w domu, mąż z wyrzutem do mnie: co to za ciecz była dzisiaj na obiad? Zjadł wywar i drugie, zupy nie zauważył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka zjadła kiedyś makaron z mięsem dla psa...

      Usuń
    2. Kiedy urodziła sie moja córka, kupiłam popularną wtedy książkę pt. "Twoje dziecko" i postępowałam wg zalecanych tam wskazówek. Kazali wyparzać butelki, talerzyki i miseczki - to wyparzałam i wyparzałam. Córka już raczkowała i zdrowo popylała po domu, a ja wciąż wszystko bardzo higienicznie. Któregoś razu stoję przy zlewie, w jednej ręce mam miseczkę na zupkę, drugą trzymam czajnik, z którego leję wrzątek - patrzę, a w kącie kuchni moje dziecko wyżera pełnymi garściami z psiej miski właśnie makaron z mięsem, który od wczoraj jeszcze tam stał... Brzuch jej nie bolał, biegunki nie dostała. W tym dniu przestałam wyparzać.

      Usuń
    3. Mój kuzyn (właściwie jeden z kuzynów muszę uściślić, bo u nas jak rodzina długa i szeroka wszyscy mieli zwierzaki) posiadał psa, dość dużego, oraz córeczkę, wówczas małą. Pies i córeczka kochali się miłością wielką, córeczka dzieliła się z psem wszystkim co miała i starała się go we wszystkim naśladować. Rodzina zaobserwowała, że zawsze wchodzi z psem do łazienki, zajrzano po co? - pies i dziecko zgodnie pili wodę z muszli klozetowej ;)).....
      Mój kuzyn na niepewną uwagę teściowej, że to może niehigieniczne, odpowiedział "Nie, nie! niech się Mama nie martwi, nie czyścimy Domestosem, nie zaszkodzi im!"
      Barbara

      Usuń
  31. Kiedyś, w jakiejś sprzeczce z mężem, krzyknęłam, że nawet nasz pies jest od niego mądrzejszy. Usłyszał to mały Dawidek.- Mamo, wolisz Cygana, bo on na twój widok ogonem macha?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mąż nie machał??

      Usuń
    2. Machał, tyle że nie przy dziecku ;)))
      I widocznie z mniejszym entuzjazmem ;)

      Usuń
  32. Gdy najmłodsza miała 4latka spędzaliśmy święta wielkanocne w Karpaczu i sobotę w ramach spaceru wstapiliśmy do kościółka. Kościół był w sumie zamknięty, można było wejść tylko do przedsionka i zza krat oglądać. Było dość ciemno, ponuro, mimo, że kościółek bardzo uroczy.
    No i my tak stoimy, rozglądamy się, obok klęczą 4 starsze panie, a córcia zauważywszy obraz Matki Boskiej w welonie ciemnym, pyta:
    mamo, a kim jest ta czarownica?
    Panie zgromiły nas wzrokiem, a my duszac sie ze śmiechu wyszliśmy w popłochu :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam ze dwa albo trzy lata. Jadę z Mamą tramwajem. Wsiada starszy chłopina w berecie. W ręku trzyma wypchaną teczkę, którą mnie uderza. Czekam i obserwuję go, po dłuższej chwili mówię - Mamuniu, ten pan mnie uderzył i nie przeprosił, Mama- na pewno zaraz to zrobi.
    Mamuniu, ten pan już usiadł i pewnie mnie już nie przeprosi, Mama mnie ucisza. Ludzie nadstawiają uszu. Zaczynam monolog- jak będę dużo jadła, będę duża i silna... to mu z dupy nogi powyrywam. Ludzie się śmieją, Mama bordowa, wysiadamy w ekspresowym tempie.
    Należy się Wam wytłumaczenie. Byłam koszmarnym niejadkiem, karmienie było torturą dla mnie i Mamy. Opowiadała mi różne historie, że jak będę jadła, to będę duża i silna i ładna i takie tam, ale zdarzyło się że puściły nerwy i chciała mi te nogi wyrwać z d...;)
    No i wiadomo, trzeba przeprosić, podziękować, przywitać się, ogólnie grzecznym być. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rucianka, nie dałaś sobie w kaszę dmuchać!

      Usuń
    2. Nie dałam, to prawda. Ułatwieniem był mój zwodniczy wygląd.

      Usuń
    3. mialas w sumie racje!!

      Usuń
  34. O jeżu, Rucianko, posikałam się:)))))))))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  35. Wnuk w tramwaju do niani, na cały głos: a co to jest sex?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochwalę się. Wrzuciłam parę pisanek do galerii, żeby nie było ze tylko gadam o ich robieniu.

      Usuń
    2. Ewa2, widziałam, są piękne! Nikt takich nie ma, jedyne i niepowtarzalne. Jednak moimi faworytami sa kartki!

      Usuń
    3. a ja zapomnialam podziekowac za pokazanie makowek. dalej zakochanam w nich ;) a jajca i kartki - pieekne.

      Usuń
  36. Malutki siostrzeniec, wegetarianin, wychowywany w szacunku dla innych stworzeń, siedzi przed telewizorem i ogląda film o zwierzątkach. Niefortunna zmiana akcji, pojawia się głodny krokodyl.
    Babcia, Dziadek i reszta rodziny próbuje odwrócić uwagę od kulinarnej sceny, niestety bez sukcesu. Chwila napięcia, dziecko odwraca się od ekranu i z uśmiechem mówi- pycha, mniam mniam i głaszcze się po brzuszku.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mój były mąż, dziecięciem będąc spał w pokoju z babcią - mieszkania były (i są) malutkie. Babcia strasznie chrapała. Chłopina zrywał sie kilka razy w nocy i gwizdał, coby przerwać babciny trans. Po jakimś czasie babcia się zaniepokoiła i rzekła: synku, nie wiem, co ci jest, ale strasznie gwiżdżesz przez sen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hrehrehre, dobrze że chłopiny do weta nie zawlokła. ;)

      Usuń
  38. Mój synek będąc małym:mamo,jak będę dorosły to kupię sobie samochód i będę cię odwoził do przystanku/kawałek drogi z domu/,a czemu nie do pracy?,no bo dalej to masz autobus!
    Albo:mamo jak będę dorosły to się z tobą ożenię,tak?to fajnie,będziesz pracował i będziemy mieli dużo pieniążków,ale przecież ty pracujesz!
    Albo:idzie spać,pytam-nogi umyłeś?no przecież wczoraj myłem!
    Nie miał jeszcze trzech lat i opiekowała się nim moja koleżanka,która miała kilka miesięcy starszego synka.On do mojego mówi:nie mówi się lobak/robak/tylko jobak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiadomo, że robak to jobak, a rebus to jebus ;)))

      Usuń
    2. Strasznie praktycznego syna masz:) Zostało mu tak?

      Usuń
    3. Po przykrych doświadczeniach w młodości,czyli nabyciu życiowego rozumu,zrobił się praktyczny:)

      Usuń
  39. Mój kochany chrzestny synek M. będąc chyba czterolatkiem biegał sobie w czasie mszy po kościele aż w końcu usiadł zmęczony na schodku pod ołtarzem i ciekawie się rozglądał. Podniesienie a M. na cały głoś: Mamusiu popatrz jaki wielki orzeł wskazując na anioła, (po obu stronach ołtarza były).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, hi, nie znałam tej historyjki:)

      Usuń
    2. To mi Sis opowiadala.

      Usuń
  40. Miło się z Wami gada i uśmiałam się solidnie, ale tak mnie sen morzy, że ledwo klawiaturę widzę.
    Dobrej nocy Kurki, wesołych snów.♥

    OdpowiedzUsuń
  41. Oj, Mika, fajnie to wymyśliłaś, obśmiałam się jak się patrzy! Tylko to się zaraz znów zatka!

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja też odpadam Kureiry, lecę się przekimać zanim zaczną harce wiecie-kto:)))
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  43. Dobranoc wszystkim, jutro proszę o ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ale historie:)))
    Mika, post świetny. ludzie wolą teraz zdecydowanie stukać w klawisze i patrzeć w smarta niż rozmawiać. A polityka dzieli, nawet rodziny, ale to ostro. Mam okazję obserwować taką sytuację i jestem przerażona.
    Śmieszne teksty dzieci kiedyś zapisywałam. Nie jestem jednak konsekwentna.
    Chyba pójdę jeszcze spać, bo teraz nic śmiesznego nie przychodzi mi do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  45. Dzień dobry :) Kurniku
    i na dzień dobry o wspominanym już marzycielu od konika ;). Nocowałam często u kuzynki i taki oto był poranny rytuał - tup,tup,tup bosych nóżek, ciepła łapka na moim ramieniu i sceniczny szept do ucha : "ciociuu, nie śpis?... to dobze, to ja cie będe mencył ;)))))" ....i siup! pięcioletnie ciałko wskakiwało na mnie, wyszarpując mi poduszkę spod głowy ;D.
    Ech...., żeby całe życie było tylko tak menconce...
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  46. Dzień dobry:)Rabarbaro i Kurniku:)
    Dawno,dawno,nie wstałam tuż przed siódmą.Wczoraj na noc se zaaplikowałam nasze anegdotki i to wybiło mnie z szybkiego zaśnięcia:)Teraz szybka sokawka i trza na spacerniak.
    Barbaro,za Tobą...żeby całe życie było tylko tak menconce...:)
    Miłego dnia Kurki:)

    OdpowiedzUsuń
  47. Alescie sie nagdakaly, odpadlam, zreszta jak zwykle wczesnie...piekne historyjki teraz przeczytawszy, zaczelam dzien radosnie...ale za oknem szaroburo, nieszkodzi....dzien dobry!

    OdpowiedzUsuń
  48. chyba juz pisalam, jakie to ja bylam slodkie malenstwo...na poewno pisalam, ale co mi szkodzi napisac raz jeszcze ;))

    jak mialam pewnie 2 i pol roku, bo wprawdzie jak mialam poltora roku to juz gadalam ja nalezy, calymi zdaniami, z kropkami, przecinkami i z duzej litery, hrehrher. Bylo to jakow letnio, wiec stad wnioskuje ile lat mialam. A moja Mama miala przyjaciolke w p racy - pania Ize. Przedwojenna prawdziwa dama. Pamietam pania Ize, zawsze galy wyrypialam na jej piekne wymanikiurowane i bardzo czerwone paznokcie (moja Mama nie malowala i miala paznokcie nie takie znowu ladne, ale to czesciowo wina pracy w laboratorium..), miala zawsze idealna fryzure z takimi symetrycznymi slimaczkami - loczkami na froncie, tak na czole, zawsze nosila sliczne obcasy i czerwona szminke, ciemno czerwona (nie bordowa), no w ogole byla taka wytworna. Nie miala dzieci ni instrukcji obslugi onych.

    No i raz przyszla do nas do domu - poznac Dzidzie. Dzidzia, jak zwykle, buszowala w ogrodku i umazywala sie ile wlezie. Jak przyszla Pani Iza, to mnie zwabiono do domu, odszorowano, ubrano, rude wlosy ulizano i wepchnieto do pokoju, gdzie siedzialy obie panie i moja Mama powiedziala - przywitaj sie z pania, Krysiu.

    No i Krysia sie przywitala jak nalezy.
    Podobno powiedzialam:

    dupa, sraka, nieboraka.

    The end

    a tak w ogole to dziędobry, tu dalej szaro - buro ale klarownie, juz bez gmuy wczorajszej. ale nie tak znowu cieplo, bo jak wstalam godzine temu (wiem, wczesnie, a nawet nie mam psa-kota...) to bylo tylko cos plus 3. Milej niedzioleczki zycze.

    OdpowiedzUsuń
  49. Hrehre, mam nieco podobną historię, mnie kazano grzecznie się pożegnać z równie wytworną Starszą Panią Znajomą, ponoć ze słodkim uśmiechem powiedziałam "Chała Boga ze Pani juz idzie !" ;) i dygłam ;)). Kto wie, co to "dygnąć" ;D ?
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  50. Mój słodki dwuletni syneczek urządzał w najlepsze dziką awanturę przed wystawą sklepu z zabawkami, przechodząca mimo starsza paniusia landrynkowym głosikiem zaczęła ćwierkać "Nie krzycz chłopczyku, jak będziesz grzeczny i ładnie mamusię poprosisz, to na pewno coś ci kupi! Taki ładny chłopczyk nie może tak brzydko krzyczeć!". Synuś się zapowietrzył...wziął oddech... i powiedział : "A pani jes gupia"......
    Barbara

    OdpowiedzUsuń