środa, 3 września 2014

Od obżarstwa wolę ucztę zmysłów

Przymuszacie mnie Kury do dużej aktywności, bo znów gdakać nie ma gdzie. Mika zajęta Arteńką i Tropikiem, to znów padło na mnie. Robię to jednak z dużą przyjemnością, bo uwielbiam z Wami gdakać.
Kulinarnie mnie dzisiaj naszło. Nie, żebym od razu do kuchni poleciała garami czaskać. Aż tak, to nie. Zakupy robiłam, popatrzyłam do koszyka, zadumałam się przy kasie (za co aż tyle?), ale to normalna rzecz - zadumać się przy kasie. Mnie tak bardziej filozoficznie naszło. Że człowiek tak niewiele potrzebuje. Ot, kawałek sera, trochę warzyw, owoców jakichś, jogurcik, musowo mleko do sokawki, sokawka, wody zgrzewka, cukerek i to wszystko. I przypomniało mi się sobotnie wesele. Jedzenie było pyszne, pięknie podane, do wyboru, do koloru, w ilościach przekraczających wszelkie (moje na pewno) wyobrażenie. Nie jestem smakoszem, chociaż lubię dobre jedzenie. Nie jestem też żarłokiem - z wyjątkiem słodyczy, do czego przyznaję się publicznie. No bo ile można zjeść? Połowa tego dobra musiała się zmarnować, nie ma siły. Jeśli przemnożyć to przez wszystkie sobotnie wesela i inne przyjęcia, to wyjdzie kilka ton jedzenia. I tak przez siedem dni w tygodniu.
Nigdy nie uczestniczyłam w takiej imprezie za granicą i nie wiem, jak to tam wygląda. Czy tylko my tak mamy? Stół musi się uginać? Jakieś atawizmy, średniowieczne zaszłości, bo bida była, że hej? Jeśli o mnie chodzi, jedzenie mogłoby być w pastylkach, w czymkolwiek, co uwolniłoby mnie od pichcenia, robienia zakupów i całego tego kuchennego zawracania głowy. Mam masę ciekawszych zajęć.
Pamiętacie film z Gerardem Depardieu? Film filmem, ale ta uczta odbyła się naprawdę. Książę Ludwik II de Bourbon w roku 1676 na zamku Chantilly wydał przyjęcie dla Ludwika XIV. Sam dwór królewski liczył 15 tysięcy osób, a gdzie reszta? Zaproszeni goście, obsługa przyjęcia, kucharze, kelnerzy, pomocnicy? Wychodzi drugie tyle. "Ucztowano na zamku, w komnatach, na dziedzińcu, w zamkowej fosie. Za stołami i na specjalnie zbudowanych rajskich wyspach. W łodziach śpiewały półnagie nimfy, a nocne ciemności rozświetlały niezwykłej urody sztuczne ognie. Wszystko udało się świetnie, tylko w kuchni rozegrał się ponury dramat"*. Okazało się, że zamówione ryby nie spełniają oczekiwań szefa kuchni. Słynny Vitel nie mógł znieść takiej hańby i popełnił samobójstwo. Oto do czego prowadzi obżarstwo i marnotrawstwo!
Jednak wszystko to pikuś. Kroniki na ten temat przeważnie milczą, w filmie też nic o tym nie było. Otóż w zamkowym parku, ani na zamku (może poza sypialnią króla) nie było kakuarów! Wyobrażacie sobie ten park następnego dnia? Czy nie lepiej łyknąć kotlecik w pastylce?

*Mirosław Słowiński "Cztery uczty jeden świat".

Z kulinariów dla ilustracji mam tylko kukurydzę. Za to piękną. Może być?
fot. Ogniomistrz

270 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za biesiadami.Nie wszystko jadam i z tym też jest problem,chociaż mniejszy niż ponad dwadzieścia lat temu.
      Obraz umordowanej gotowaniem pani domu,to nie jest to co chcę oglądać.
      Wolę pogadać przy herbacie w doborowym towarzystwie.

      Usuń
    2. Rucianko Pierwsza, przybij piątkę! Jednak ta męcząca polska gościnność ciągle pokutuje. To przymuszanie do jedzenia - zwłaszcza w starszym pokoleniu, chociaż nie tylko, bo te tradycje przecież się ciągną przez pokolenia.

      Usuń
    3. Przybijam :)
      Poprzednio jak ta gapa zostałam sama,to teraz się pilnuję.
      To przymuszanie przychodzi z wiekiem.Nie znosiliśmy imienin u tzw cioci a teraz sami takie wyprawiamy.

      Usuń
    4. Naaaareeeszcie!! ktoś kto nie lubi gotowania bo jest masa innych ciekawszych rzeczy do robienia np. dobra książka do czytania. Niestety mam dość skomplikowaną dietę i muszę sobie sama gotować ale tak prosto i szybko jak to możliwe. Wszystko na parę i z głowy.

      Usuń
    5. Bacha, na pewno jest nas więcej, tylko się nie przyznają!

      Usuń
    6. Rucianka, nieee, ja ani nie przesadzam z gotowaniem, ani nie przymuszam. Może dlatego, że moja Mama jest w tym miszczynią?

      Usuń
    7. Nie mówię że nie lubię gotować. Nie lubię być od niczego uzależniona. A żreć trzeba i inni też żądają, choćby zwierzyniec.Ja nie lubię spotkań, gdzie gwoździem programu jest najedzenie się.Umordowani gospodarze krążą z talerzami i nie mają czasu ani siły żeby pogadać.
      Tak jak Bacha mówi,jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia a czas nie jest niestety z gumy.

      Usuń
    8. Załóżmy klub "konsumujących inaczej"! Jasne, że jeść mus, ale nie obżerać się do wypęku i wzywania pogotowia!

      Usuń
    9. Do wypęku absolutnie nie.
      Ale dobrze i zdrowo to tak.
      To kto chętny do klubu?

      Usuń
    10. Zapisuję się do klubu . Też nie lubię gotować

      Usuń
    11. Dobry wieczór:)

      Pichcić lubię, kiedy chcę, ale jak muszę to już niekoniecznie:)
      Nie zmuszam do jedzenia, buntuję się nakłanianiu, zmuszaniu, namawianiu:)

      Usuń
    12. tez sie zapisuje, choc lubie gotowac. ale im starsza jestem tym mniej mi sie chce pyrgac saganami w te i we wte. Gotuje coraz prosciej, te wszystkie pseudo fuzyjne kombinacje smakow na sile to odpadaja w przedbiegach. Zgadzam sie w tym zadumaniu u kasy - proste rzeczy wystarczaja, co oznacza, ze jutro bedzie gzik! prosciej juz chyba nie ma! bedzie wersja luksusowa z reszta boczku wedz oraz resztka zoltego sera.

      za tom granica nie pchaja gosciom zarcia do gardla jak gensiom, wrecz przeciwnie. poza tym sa wesela, jak naszego synka, z minimumem jedzenia (nota bene - co zostalo, zostalo zabrane do domu i zamrozone badz zjedzone od reki), co ratuje placacych za te impreze od pojscia z torbamy. Poza tym - wezmy takie swieta, kiedy sie piecze, gotuje, smazy, dusi, galaretuje do upadlego..i, cholera, to samo mniej wiecej wyjezdza na stol potem na sniadanie, obiad i kolacje...tu ludzie narzekaja ze na swieta kupuja za duzo wszystkiego i resztki indora dojadaja jeszcze po nowym roku. Mlodom jeszcze zona bendoncy zanabylam calego indora (4 osoby do nas dojezdzaly na swieta). I - po pierwsze primo - indora kupilam zamrozonego i musial sie rozmrozic...jak sie koty zwiedzialy co jest w domu to chcialy sie dobrac. Indyk sie rozmrazal w zamknietej pralce. po drugie primo brakowalo mi pomyslow co jeszcze zniego uczynic..od tamtej pory zakupuje pierws indyka na obiad anglojezyczny w Polszcze. Kupuje dwie male i to wystarcza na 10 - 12 osob (zawsze zostaje!), a brukselke kupuje na sztuki :)

      Ja wychodze z zalozenia, ze co postawione to odzalowane i niech te goscie wszystko zjedzom, bo potem co z tym robic?? wiec i ilosci ograniczam i upraszczam, bo wtedy jedzenie smakuje jak jedzenie a nie jak niewiadomoco.

      czylo mao gotuje, bo mi sie nie chce i lubie proste jedzenie. jakby przeszlo jedzenie kartofli z jednej miski jedna lyzka, okraszonych czymkolwiek, to bym wprowadzila obowiazkowo! Moj slubny lubi troche rozmailtosci w jedzeniu i czwarty dzien golabki badz chili mu srednio wchodza ;)

      te kukurydze to zapodalas bardzo apetycznom!!

      jak sie klub bedzie nazywac. i czy trzeba sie wkupywac przepisem PROSTYM oraz SZYBKIM?

      Usuń
    13. Opakowana, tak - trzeba się wkupić rzepisem, który zajmuje góra 10 minut.
      Ale gzik jutro z pyrkami będzie?
      Mój się nie wychyla z rozmaitością. Się cieszy, jeśli w ogóle jest. A świąteczne gotowanie doprowadza mnie do szału. MUSI być bigos, MUSI być barszcz i MUSi być 1000 pierogów! Mówię nie!
      Na razie nie mam pomysła na nazwę, ale spać już mi się chce...

      Usuń
    14. No to ja sie wkupuje rzepisem na krakersy - kombinacja pani o imieniu Harpa i Nigela Slatera: iles tam jakiejs tam monki, np 10 deka. jakas tam znaczy zwykla pszenna, albo pelna paprochow, alebo jakas inna. polowa tej wagi po: platki wsiane, slonecznik, siemie, dynia, sezam. woda i sol i maslo albo olej, tak ze 2-3 lyzki jak maki jest ok 100g, w sumie mozna mieszac i patrzec czy sie trzyma kupy. jest jeszcze rzepis na to samo wlasciwie, z wariantem troszku wiecej soli i lyzka mniodu. wtedy wode, mniod i tluste cos (maslo badz olej) razem i wymieszac z wymieszanymi suchymi. O soli pisalam? No musi byc!
      To rozmazione cos mozna odstawic na pol godzinki (jak ma owies, niech napecznieje troche), ale niekoniecznie. Jak juz te klejaca maziowata kule sie ma, to obmazac maslem kawal papieru do pieczenia (moze byc DUZY kawal i te kule rzucic z trudem, bo sie czepia czowieka na JEDNA polowe papiura), przykryc drugim tlustym i rozwalkowac cienko. jak cienko to jak kto chce, im cienszy tym bardziej krakersowaty., pokroic, powykrawac - zaleznie jak mokre, ma nie dotykac sie wzajemnie. jak suchsze i mozna np kolka wycinac to zostaja resztki, mozna je gniesc jeszcze raz i wycinac, ale komu sie chce. najlatwiej zostawic takie farfocle i piec - tak miedzy 180 a 20 az zlote - tak z 15 minut. w sumie i zalezy jak cienkie. Jeden gosciu inny niz Harpa i Nigel Slater podpowiada, ze jak juz se to lezy na papierze, gotowe do pieczenia, to pomazc woda i posypac czym sie chce (wiecej pestek, nasion, jakaas wedzona papryka, chili, kminek, co kto chce) i jak zlote po upieczeniu, to wylaczyc piecyk, otworzyc na 30 sekund , zamknac i trzymac te krakersy jeszcze z 15 minut, nabiora wiekszej chrupnosci.

      jesc z: serem, pasztetem, pasta jajeczna, humusem, maslem. czym sie chce.
      U nas dzis beda krakersy, ser i zupka. i gesty , bardzo gesty komput.

      Hana - i bigos zjadacie? I barszcz i 1000? ja to rozpuscilam moja zywine straszliwie swiatecznie i maja polska wigilie (minus sledzie, ale nieortodoksyjnie, a moze slasko - slonsko - jak gorny i dolny slask - bo pierogi sa tez z miesem, oraz jest bigos i szynka swiateczna z gozdzikami oraz melasom czarnom) a na drugi, badz trzeci dzien jest spory obiadek swionteczny angliczanski.do tego synek jest bezmiesny...). ale wiedzom, oj wiedzom - zlozyc zamowienie mogom, ja zakupie elementy i moge czesc zrobic ale kazdy ma COS robic i co chca to potem MUSZA zjesc! to dziala :))

      w naszym klubie moge piec te krakersy oraz tzw chleb co ratuje zycie oraz chleb bez wyrabiania, bo - jak juz pisalam - LUBIE gotowac/piec, ale jestem leniwa i jak widze rzepis, ktoren sklada sie z pierdyliona punktow do wykonania to mi oko bielmem zachodzi i ide czytac rownie dluga powiesc!

      Kurna - zaspalam dzisiaj! a dzis rozmaitosc zlecen - a to dwa rozne spitale a to kurator sondowy...

      Usuń
    15. Hana - z pyrkami, obowiazkowo!

      Usuń
    16. Opakowana, pogubiłam się w Twoim rzepisie, ale przestudiuję go jeszcze raz, może nawet sobie streszczę i schowam do szuflady z szybkimi rzepisami, chociaż już widzę, jak mi się to wszystko klei i mazia, a ja w ostatecznym wq...rzucam tym gdzie popadnie:)))
      Bigosu w Wiglię nie zjadamy, to taki przykład był, że bigos MUSI być na drugi dzień i kiełbacha fstrentna na ciepło na śniadanie. Tak w ogóle, u nasz nie. U nas lekko i bezmięsnie raczej. Barszczyk z grzybowymi uszkami tak.

      Usuń
    17. Opakowana, jesteś wciągnięta na członka klubu! Pierszy członek! Poza prezesostwem oczywiście.

      Usuń
    18. Zaraz, zaraz, to ja się mam czymś wkupić? No to błyskawiczne piersi kacze w cynamonie: opłukać, posolić, posypać cynamonem, przykryć folią i do piekarnika. Przygotowanie 5 min. Czy całość ma być 10 min. No bo trochę w tym piekarniku siedzą. Nie dodawać ani odrobiny tłuszczu. Podawać z gruszkami. Może być?

      Usuń
    19. Bacha, z jakimi gruszkami?

      Usuń
    20. Bacha, rewelka! To lubię! Masz członkostwo i funkcję jako chcesz:)

      Usuń
  2. ten Twój Ogniomistrz to nawet ze zwykłej kukurydzy dzieło sztuki zrobił!

    OdpowiedzUsuń
  3. co do uginających się stołów, to po to są poprawiny - żeby nic się nie zmarnowało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś Ty, Elaja, byłam i na poprawinach - stoły uginały się nadal, a goście już się powoli rozjeżdżali. Marnacja jak nic.
      Ogniomistrz w życiu tylu komplementów nie dostał!

      Usuń
    2. Niech Ci sie tylko Ogniomistrz od tych komplimentow nie ochwaci bo przyjdzie go zastrzelic. ale, co tam, najwyzej sie ochwaci - dolaczam sie do podziwiania!

      Usuń
    3. Opakowana, nawet jeśli się nie ochwaci, to przekopyrtnie mu się w głowie. To ja już nie wiem, co lepsze?

      Usuń
    4. A jak jedno i drugie?
      Nie będę już chwalić w trosce o Jego zdrowie i Twój komfort psychiczny ;)

      Usuń
    5. mzemy chwalic cichcem, moze nie zauwazy ;)

      Usuń
    6. Rucianka, jednego i drugiego stanowczo nie zniosę. Cichcem, cichcem:)))

      Usuń
  4. Ach, te francuskie kakuary i ich brak;)))) Stąd wynaleziono perfumy przecież! ;))))))) Siedze nad wiadomym prakoróbstwem (pamiętasz nasze rozmowy??) i nie wierzę sama w to, co widzę - czwarta próba - i zero poprawy! Oczy wyjdą mi za uszy wkrótce, a ja z samej siebie!!! Jutro jadę na Mielżyń. i łby chyba poukręcam:-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Poukręcaj Krecie, poukręcaj - przy kolanach!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bylam na dwoch niemieckich weselach. Owszem, jedzenia bylo sporo, ale bez takiego przepychu jak w Polsce, a przede wszystkim nie w takich hurtowych ilosciach. Bo ilez w koncu jeden czlowiek moze pochlonac? To chyba tylko polska specjalnosc pakowanie resztek z wesela lub wyrzucanie do smieci. Tu niewiele zostaje, a i tak weselnicy sa syci po kokarde.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio szlajam się po weselach i nie było pakowania resztek. Może ten zwyczaj upada? Chociaż z dwojga złego, to już lepiej niech wezmą, niżby na marnację iść miało.

      Usuń
    2. Nie zmarnuje sie! Personel zapakuje do domu. :)))

      Usuń
    3. Ostatnio byłam na kilku uroczystościach rodzinnych zorganizowanych w knajpach i jest taki zwyczaj ,ze to co zostaje po imprezie ,jest pakowane i organizator imprezy zabiera to do domu . Część się zamraża ,a część je przez tydzień . Byłam na dwóch weselach w Niemczech i tam było tak samo .

      Usuń
  7. To chyba nasz narodowy zwyczaj, podać jak najwięcej, bo obgadają potem że skąpiradło, że mało było itp.
    Sama jestem ciekawa, skąd się to u nas wzięło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, to pewnie z tradycji szlachecko-jakichś tam, tych "zastaw się, a postaw się". Historyk musiałby się wypowiedzieć.

      Usuń
    2. Ciekawa byłabym opinii. To by musiał być historyk kulinarny.
      Sam lubię coś upichcić i spróbować nowości ale teraz dla samej siebie to mi się nie chce...

      Usuń
    3. Ewa2, chyba niekoniecznie. Mnie się wydaje, że źródła takich zachowań nie są jakieś trudne do znalezienia. Polska przez wieki była biedna, pustoszona najazdami wszelakimi, epidemiami - może stąd taki przymus gromadzenia i jedzenia "na zapas"?

      Usuń
    4. Pewnie masz rację.
      To i moje gromadzenie na zapas "zapasów" w oponkach jakieś usprawiedliwienie historyczne ma.
      Zawsze to lepiej brzmi niż łakomstwo, hi, hi.

      Usuń
  8. Ja tam nie jestem wybredna w jedzeniu, zjem, co jest, ale na weselach i innych imprezkach zdecydowanie jest tego za dużo, bo nie da rady wszytskiego próbować. Na drugi dzień zawsze żałuję, że czegoś tam nie zjadłam. Im jestem starsza tym bardziej mnie cała zabawa przy garach mniej bawi. Teraz jestem szczęsliwa, są śliwki, brzoskwinie, gruchy i inne jeszcze dobrocie. Zjadam kilo na posiedzeni, zagryzam kabanosem i jest w porzo. W Niemczech podano nam kiedyś specjał, tamtejszy ponoć, zaumagen ( załmagen).... jakem niewybredna, ale toto było krótko mówiąć fsrentne. Panterka znasz to danie??? Mam zdjęcie nawet, na pamiatkę...(.a może wrzucę u siebie?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saumagen to w tlumaczeniu zoladek maciory. Wiki mowi: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pf%C3%A4lzer_Saumagen
      Ja takich rzeczy nie spozywam, a niemiecka kuchnia jest w ogole psu o kant doopy rozbic, tu nic mi nie smakuje. Bleee...

      Usuń
    2. Jeżu, żołondek? Maciory? Coś jak nasze - fuj - flaki?

      Usuń
    3. Już wrzuciłam.........

      Usuń
    4. Flaki to niebo w gębie, w porównaniu z tym...fuj załmagenem. Mam wrażenie, że ten świniowy żołądek nie był wyczyszczony do końca, jakoś tak zalatywał specyficznie, żeby nie powiedzieć, że gównem......

      Usuń
    5. No bleeeee, jak coś nie ma smaku, albo kiepski to jeszcze można zjeść, ale jak do tego śmierdzi to już katastrofa......

      Usuń
    6. co Wy tu takk na noc chcecie niestrawnosci nas nabawic jakimz zoladkiem maciory????? ja to z niemieckiej kuchni lubie teewurst czyli metke (najlepsza jest z kminkiem) a z francuskiej - wedzona kaszanke! Jadlam jako czesc szukruta.warta wyjazdu do Paryza :P ciasta moge jesc wszelakie, byleby nie byla to ta wlochata swinska skorka w slodkim ciescie smazona..

      Usuń
    7. Opakowana, trudno włochatą skórkę nazwać ciastkiem, choćby i w słodkim cieście. Nawet ja nie ruszę.

      Usuń
    8. Wygladalo niewinnie, dopiero jak donosilam do usty to wlosy zobaczylam....a mialo forme ciasteczka

      Usuń
    9. Matkozcórko, uciekłabym z krzykiem!

      Usuń
    10. Krysia, Teewurst to jeszcze cos innego od metki (Mettwurst). Tee to w zasadzie herbata, ale ta wedlina z herbata nie ma nic wspolnego, chyba ze sie takowa popija. :)))

      Usuń
    11. no mi tez ta herbata nie pasowala, az mi swiekra synka (mama zony to swiekra czy tylko tesciowka?) wyonaczyla, ze to na podwieczorek jedzom. stad ta hierbatka. teewurst moze byc gladkie albo grubo mielone. ja wole to grubo mielone. a moze mi sie wlasnie z mettwurstem miensza. w sumie, jak bylismy na slubie berlinskim, to w slepie zakupilam sobie po 10 deka wszystkich jakie mieli :)))
      mnie sie w sumie rozchodzilo o to, ze mazidlo takie do chleba i to i to.
      Jeszcze te tescie jedli jakies cos, czego sie juz nie podjelam jesc...jakby strasznie grubo mielony tatar wieprzowy z cebula. ladowali to opatami na chleb...na sniadanei.

      Usuń
    12. Matulutymoja, wieprzowy??? Mielune na śniadanie jedli?

      Usuń
    13. Ten strasznie grubo mielony tatar z cebula to wlasnie metka. Moj maz ja uwielbia, dla mnie wedlina moze w ogole nie istniec, no moze za wyjatkiem kabanosow (polskich), bo tu tez sa Kabanossi, ale to kolejny niemiecki niejadalny dla nas szajs.

      Usuń
  9. Wrzucaj i mów co to takiego?

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnemo, dobrze, że się objawiłaś w końcu! Ile można pod kocykiem siedzieć? Grzyby rosną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A diabli wiedzą ile i żeby to pod kocykiem!!!
      Tak w sumie to mi brak kocyka:(((((
      Mieszkałam w zeszłym tygodniu w hucie to i stąd pewno ten nastrój....

      Usuń
    2. Mnemo, gdzie mieszkasz teraz?

      Usuń
    3. Obecnie melduję, że w domu, zakazałam sobie samej mieszkania w hucie:)))

      Usuń
    4. Brawo Mnemo, duży postęp!

      Usuń
    5. Chciałam powiedzieć, że mieszkanie w hucie to chyba trochę zboczenie... Dobrze, że resztkami przytomności sobie zakazałaś:)))

      Usuń
  11. Biesiad nie lubię, ale gotować coś fajnego dla siebie i męża już tak. Lubię eksperymentować w kuchni, ale i gotuję potrawy takie jak bywały u mnie w domu. Robię przetwory, piękę chleb. przymierzam się do serów i wędzenia. Nie przesadzam jednak z ilością...

    OdpowiedzUsuń
  12. Agata, ja też gotuję, ale bez ekscytacji. Jedyna czynność, którą wykonuję nawet z przyjemnością, to przetwory właśnie. I tu eksperymentuję. Potem stoją sobie rządkiem te śliczne, kolorowe słoiczki:) Efekt jest wymierny i w miarę trwały. Trochę postoją, zanim się pożre, a nie jak z daniem jakimś wykwintnym - dwie godziny babrania, 5 minut jedzenia i na nowo mus się krzątać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę prosię jako atrakcję wieczoru,to miękko mi się robi.

      Usuń
    2. O to to gotowanie to strata czasu ,jak dla mnie ;)

      Usuń
    3. Marija, przybij piątkę!

      Usuń
    4. Ja nie mam dla kogo...
      Absorbery monotematyczne som ;)

      Usuń
  13. Takich wieczorów stanowczo unikam...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pozdrawiamy wszystkie Kury znad listów Heńka, nalewki i cydru lubelskiego:)))) Przejrzałyśmy listy, Arteńka zrobiła notatki na 5 stronach A4 i parę rzeczy ustaliłyśmy... Ta dzielna kobieta wróciła o 20.30 z gór!!! I na dodatek we mgle i chmurach!! Cydr nam bardzo smakuje:))) Uściski dla szfystkich!
    Czemu ona już wyjeżdża???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika, nie puszczaj Jej! Zamknij Ją w tej szafie! Albo wpuść na strych i zabierz drabinkę!

      Usuń
    2. Ja też pozdrawiam i ściskam.
      Czekam z niecierpliwością na dalsze odcinki opowieści.
      Dzielnego Tropika za uszkiem drapię.

      Usuń
    3. Obawiam się, że to trochę potrwa. 5 stron A4???

      Usuń
    4. I Tropik dzielny i Artenka dzielna w takich warunkach meteorologicznych latac po gorach. Mika tez dzielna, ze to wszystko ogarnia! mozna jeszcze kobiete przywiazac do krzesla. wygodnego.

      Usuń
    5. I ja i ja pozdrawiam:))
      Oj będzie się działooooooo. Arteńka już nam zafunduje atrakcje!!!

      Usuń
    6. Mam przecieki, że będzie się działo!

      Usuń
    7. Mnie te tajemnice do grobu wpedzo:)

      Usuń
    8. Kasia, pójdę z Tobą:)

      Usuń
    9. No i pojechała, buuuu... A tak było fajnie:))) Tropik się rozbestwił ze spacerkami i mizianiami, nawet kroplówki w towarzystwie Arteńki mu lepiej szły. I co my teraz bidoki zrobimy???
      W sprawach Heńkowych się dzieje i jeszcze dziać się będzie, tyle mogę powiedzieć) Jutro będzie wpis trochę o tym.

      Usuń
  15. :)))))) Smacznego.Musze wreszcie spróbować tego specyfiku,tak ostatnio popularnego:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dora, cydru? Musi być porządnie schłodzony i lubelski. Inne nie są takie dobre:) Lubelski jest chyba najbardziej cydrowaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśmy piłyśmy ten Lubelski właśnie, pyszny jest!

      Usuń
  17. Tak,cydru:) Ok,zakupię Lubelski.
    Kiedyś mój mąż bawił się w robienie wina jabłkowego,było bardzo smaczne, konkretnego gatunku jabłek używał,ale to było tak dawno ,ze już nic nie pamiętam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może cydr odświeży Ci pamięć?

      Usuń
    2. Albo za dużo wtedy wypiłaś?

      Usuń
    3. Ze 30 lat temu to bywszy,pewnie,ze piło się, imprezki robiło ,ech:)

      Usuń
    4. I komu to przeszkadzało? I nie padał człek na paszczę o północy...

      Usuń
  18. O,przeczytałam co to jest ten cydr,i gdybym nie dodała cukru ,to własnie bym go miala, (nastawiłam jabłka na ocet i już się spieniły i zmenciły)

    OdpowiedzUsuń
  19. Paczaj, Dora, przypomniałaś mi o occie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobranoc Kury, kto gasi światło?

    OdpowiedzUsuń
  21. To ja cyknę, dobranoc Kurki drogie.Miłego dnia od samiuśkiego ranka.

    OdpowiedzUsuń
  22. Siedzę sobie z Miką - proszę spojrzeć na porę:)) Ustalamy dalszy plan atrakcji:)) Będzie się działo:)))) Obiecujemy:)))
    cud ARTeńka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejku, Dziefczynki! Aleście podgrzały atmosferę!

      Usuń
    2. Mika, jak Arteńka samolotem, to wszystkie do końca tygodnia odwołane.

      Usuń
    3. Bacha, ale gdzie samolotem? Coś przeoczyłam?

      Usuń
    4. No dzie samolotem, tradycyjnie, autobus plus autobus lub pociąg.

      Usuń
  23. alescie sie nagdakaly Bozsz!! Mika i Artenka nartobily smaku na na niespodziewanki henrykowe, o jedzeniu prawilyscie a ja glodnam. W Wenezueli tez uprawia sie obzarstwo , ludy poludniowe lubia jesc!
    Pierwszam!!! ale nie bedzie pobudki bom swiadoma pory..jest czwarta o swicie...Kalipso bulecek nie robila, Agniecha do kuni nie wstala, goszcze sie sama na podiumie! Czy Artenka zamiesci relacje o Tatrach,?bardzo bym chciala bom tatromanka a w tym roku wyjatkowo we wrzesniu nie wyjade na stoki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, a co Ty robisz w przytomności o tej barbarzyńskiej porze? Chociaż fakt, jesteś pierwsza, bo ustaliłyśmy z Mikom, że poranny czas w Kurniku liczy się od 4.00.
      Mika mówiła, że Arteńka była na Kasprowym (piechotom!!!) i ma fantastyczne zdjęcia. Myślę, że pokaże.

      Usuń
    2. Arteńka oczywiście zamieści, zdjęcia zrobiła przepiękne! Giewont fruwający w chmurach i takie różne.

      Usuń
    3. Co robie o barbarzynskiej porze, tez nie wiem co robie, obudzilam sie trzezwiutka , w wenezueli mowi sie "swieza jak salata" fresca como una lechuga...no i zajrzalam do kurnika. Ja tez wlaze jeszcze na Kasprowy na nogach wlasnych, wiec czekam na zdjecia Artenki niecierpliwie.

      Usuń
  24. Druga.Zasnąć nie mogłam,a teraz piasek w oczach:))Ale mus było wstać,bo jadę grzybobrać:)

    Rucianko ale popijałaś cydr czy ocet?:)

    Dobrego dnia Kurki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ocet jabłkowy. Łyżka na szklankę wody.
      Wiem,brzmi to dla niektórych dziwnie.Ale to oczyszcza stawy i posiada dużo dobrotek dla organizmu.
      Jest całkiem smaczne.

      Usuń
    2. A, widzisz Rucianko, słyszałam też, że od tego się chudnie. Prawda to?

      Usuń
    3. ja slyszalam, ze dobre na stawy, ale jakas ruinacje robi zoladkowo-watrobowom. Prawda to? a zaprzestalam popijania tego jak mi powiedzili o brzuchu...tylko nie pamietam kto.
      Hana - chudnie sie od ananasa.

      Usuń
    4. Z tym chudnięciem to nie potwierdzam.
      Ale ja potrafię wsunąć całą czekoladę na dobranoc.
      Jeżeli chodzi o stawy,to pomogło,chyba że mój mózg tak ustalił ;)
      Nie poleca się osobom z chorobą wrzodową. Ale na wrzody to dobre siemię lniane w formie gluta.
      A na wątrobę i woreczek-ostropest.
      Ocet na kamienie,zwłaszcza nerkowe.

      Usuń
    5. Opakowana, chudnie się od niejedzenia podobno:))))

      Usuń
    6. Rucianko, a wiesz, ja też wsunąć potrafię, i więcej nawet, ale nie wsuwam za często:(
      Ciągle walczę, ale coraz mniej we mnie woli walki:)

      Usuń
    7. Ocet japkowy na nerki? Serio?

      Usuń
    8. Kasia, Ruciankę szczypnij. Ona jest ekspertem od octu japkowego.

      Usuń
    9. Na same nerki, to nie. Na kamyczki tak.
      Jeszcze na kamulce są zioła Ojców Bonifratrów,specjalne mieszanki.

      Usuń
    10. Ide szperać w necie. Sama mam problemy,ale brat mojego męża, oj! Może mu pomogę jakoś.

      Usuń
  25. Dora, ale mnie zawiść częsie! U nas nie ma grzybowych lasów, to i grzybów nie ma. Jakieś tam pomniejsze lasy i pomniejsze maślaki czasem są tu i tam, ale tu było tak sucho, że aż. Trzy dni deszczu nie załatwiają grzybów:( Powiedz potem, ile i co nazbierałaś. I gdzie? To może myknę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Pyzdrach podobno som. Ale to od Ciebie kawałek drogi jest - ode mnie zresztą też.
      A u nas to więcej ludzi w lesie niż grzybów.
      Albo na Miałach ;)

      Usuń
    2. Lidka, tako samo odległość jak do Puszczy Noteckiej, a tam grzyby gwarantowane. A dzień dzisiaj taki, że aż skrzy:)

      Usuń
  26. Przeczytane :) Za gotowaniem nie przepadam, a gotuję, bo nie mam innego wyjścia ;) Prosto i szybko, wczoraj jedynie wspięłam się na wyżyny mojego kunsztu kulinarnego, smażąc boczniaki, obierając pyry i gotując je no i popełniłam sos pomidorowy!! Wedle swojej, na prędce wymyślonej receptury i wyszedł bardzo dobry :))
    Jeśli chodzi o weselne jedzenie, to już się wszyscy wypowiedzieli ;) Myśmy resztki po naszym dość długo z zamrażalnika wyciągali i to było fajne :)
    Miłego dnia, Kurki :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Lidka, gdybym ze swojego zamrażalnika wyciągała, to też byłabym zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  28. Kukuryku......witam pięknie:)) I lecem do huty, ale mi się nie chce..........
    Ja dziś usmazyłam ser....miałam taki biały, wiejski, trochę go zostało, więc najpierw postał, pośmierdział, a dziś usmażyłam. Pyszniutki taki cieplutki, z kmnikiem...mniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo, na drugo szychtę lecisz, czy jak?

      Usuń
    2. Tak, jakoś, na środek:))) Misja specjalna:))

      Usuń
  29. Witajcie gaduły miło się was czyta. :) W ogóle miło tu u was rozgadanie i ciepło jak to w kurniku. :)
    Lubię jeść smacznie ale nie dużo. Czyli wyszło żem smakosz. :) A w kuchni to raczej raz dwa, bez stania obracania się i receptur, te raczej wymyślam a zależy mi by było nie przegotowane no i bez mąki. i jak tu zrobić tak by jak najmniej używać mąki? Oną mąkę, używam tylko do chleba raz na kilka dni, dla mojego robię, bo on lubi chleb z maszyny. :))
    O a grzyby też robię raz dwa. :) spróbuje dziś zrobić pasztet z cukinii bo bardzo obrodziła nam na działce w tym roku. Ciekawe co z tego wyjdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Elka, szkoda, żem trochę daleko, przygarnęłabym nadmiar Twojej cukinii:)))

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziędobry :)
    Hanuś, u nas grzybów po pachi ! A ja nie grzybowa .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, nazbieraj dla mnie. I najlepiej ususz.

      Usuń
    2. Ale ja i do zbierania niegrzybowa. Ja w lesie grzybów NIE WIDZĘ !

      Usuń
    3. I nie marnuj dobra leśnego!!!

      Usuń
    4. Właśnie, Mika! Tupnij nogom!

      Usuń
  32. Sa takie chwile, ze lubie gotowac ale tez sa takie, ze jade po bandzie jak nic :)
    Jakos ostatnio ta druga wersja mi sie czesto przytrafia. Rodzina poki co wykazuje dla mnie duza cierpliwos w tej kwestii.
    Dzisiaj sie zmobilizowalam i stworzylam golabki, takie z kapusty, nie polowalam na golebie na ulicy ;)
    Jesli chodzi o wszelkie imprezy to jestem zwolenniczka umiaru w menu :) Bo ile czlowiek da rade w siebie wepchnac tych rarytasow :)
    A teraz ide gotowac kukurydze, jak zobaczylam to zdjecie kukurydziane Hanus, to nie moge postapic inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orszulka, ja w zasadzie cięgiem po bandzie. Mój na szczęście z tych spolegliwych w tej dziedzinie, zji, co dadzo. A kiedy on wyjeżdża (a za parę dni wyjeżdża) to ja nawet kuchenki nie odpalam. Warzywka i owoce spożywam.

      Usuń
  33. Nie lubię gotować toteż i nie bardzo umiem, na szczęście żyję sama to nie muszę myśleć o innych.
    Mój dzisiejszy obiad to miska sałaty (insala mista) dwa plasterki szynki wiejskiej i chlebuś orkoszowy.
    To ma wystarczyć do siódmej. Potem na kolację makaron wstązki z ragu i koniec. Bazuję na włoskiej kuchni bo jest mniej roboty i przede wszystkim jest bardzo tania. To jarzyny, jarzyny, jarzyny owoce i dobre mięsko .
    Krasnoludków w nie ma. Swieta zasada, tak jak napisał Molier ,, Jeść aby żyć a nie żyć aby jeść,, to mi pasuje. Hanuś przyjmujesz mnie do tego klubu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alina, pewnie, że przyjmuję do klubu. Bardzo mi odpowiada taki włoski sposób jedzenia. Nie cierpię polskiej kuchni, tej rzekomo tradycyjnej, gdzie obiad MUSI składać się z mięcha, pyrów obficie zlanych zawiesistym sosem i surówki z białej kapusty w najlepszym razie. A przedtem rosół, albo pomidorowa. I kumpot musowo. Po śniadaniu składającym się z kiełbachy z musztardum. Oesu, cierpię na samą myśl.
      Tylko co z nazwą klubu? Może Chór Kur? Jako, że nazwa nie ma nic wspólnego z gotowaniem?

      Usuń
    2. Kurze Jelito.
      Tak z jelitą żeby się kojarzyło ;)

      Usuń
    3. A może...
      Co dla zdrowia i figury tu doradzą wszystkie kury.

      Usuń
    4. Kurze Jelito, ja nie mogie:)))))))))))

      Usuń
    5. Kurze Jelito - elitarny klub gastronomiczny Tylko dla Kur.
      Kurza Twarz - porady dotyczące pielęgnacji twarzy. Dla wybranej grupy b.fajnych kobiet
      Kurza Dupa - rozmowy na tematy które tam mamy. Klub dyskusyjny.
      Kurza noga - kurzy klub sportowy. Wirtualne treningi,jak jej użyć w obronie własnej

      Usuń
    6. Kurze Jelito - elitarny klub gastronomiczny (w skrócie EKG).
      Kurza Twarz: porady dotyczące pielęgnacji dzioba i piór. Jak otrzepywać pióra, aby długo zachowały elastyczność, jakie stosować szminki do nabłyszczania dzioba, profilaktyka wzroku - zapobieganie kurzej ślepocie, nauka kaligraficznego pisania i inne usługi.

      Usuń
    7. umarnelam od tych filii klubowych, a juz najbardziej od EKG, hrehrehrehrehre potzrebne mi to bylo po dzisiejszym dniu - dlugi byl bardzo....

      Usuń
  34. Chcę do tego klubu. Choć gotować lubię i ciasta piec. Ale strasznie mnie drażniło na Śląsku, gdy byłam młodsza,że najpierw jest msza św. a potem "święty obiad". O stałej porze, dwudaniowy, po sutym przecież śniadaniu. Jak już mogłam, to zaczęłam uciekać w góry, na soboty i niedziele. Bo tam hulaj dusza. Było to, ci się wyciogło z plecaka, akuratnie. Ewentualnie, bigos w schronisku, pierogi albo kiołbasa;)

    Szkoda, że Boże Narodzenie, ma w Polsce głównie wymiar kulinarny, strasznie mnie to drażni. Moja rodzina, niestety też domaga się tradycyjnych potraw i jeszcze się nie zbuntowałam. Dobrze, że to raz w roku, bo Wielkanoc to sobie odpuszczamy, często gdzieś wyjeżdżamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, przylataj do klubu, jako lubiejąca będziesz nam piec! Gotowanie Ci odpuszczam! Jakem PrezesKura!

      Usuń
  35. To jestem przeciwieństwem! Jestem żarłokiem, uwielbiam jeść i pichcić, a wspólne pichcenie wraz z moim mężem, albo z przyjaciółmi i potem wspólne jedzenie to dla mnie niemal celebracja, załamałabym się gdybym miała jeść pastylki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już nas dwie, Natalio, ja też bardzo lubię gotować i wymyślać, kombinować z przyprawami. Lubię też piec, ale ostatnio odpuściłam, bo mus cukier ograniczyć.

      Usuń
  36. Ech, Natalia, dla mnie jesteś cudem natury! Gotowanie mnie nudzi na śmierć. Nie mówiąc o całym tym bałaganie przed, w trakcie i po. Sterty naczyń, resztek, obierek, omamuniu, chodź do klubu! Kasia piec będzie, Ty nam czasem ugotujesz:)
    W sprawie pastylek niechby były ZAMIENNIE, jakby mnie od garów bezpowrotnie odrzuciło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie protestuję przeciw tabletkom!!! Jedzenie to też ma być jakaś przyjemność.

      Usuń
    2. Nie przyjmnę Cię do klubu.

      Usuń
  37. Dla poparcia mojej teorii na temat nie-gotowania przyznam się, że smażę śliwki dzisiaj i pomidory na sos taki, co to go otworzę potem i ciach, np. do klusków. Która to powiedziała, że śliwki same się smażą??? Co??? Przywiera cholerstwo co chwilę przecież. A garnek mam dobry! Znudziło mnie i wkurzyło, to na chwilę uciekłam tutaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. weselnapiekarka4 września 2014 18:09

      powidła śliwkowe,które się nie przypalają:3kg.wypestkowanych śliwek włożyć do garnka w którym będziemy je gotować,wsypać 0,5 kg cukru i dodać 3 łyżki octu,wymieszać,przykryć i odstawić na 24 godz.Po tym czasie odkryć gotować przez 3 godz.W TYM CZASIE NIE WOLNO ICH MIESZAĆ,dopiero po tym czasie mieszamy przez około 30 minut.Wkładamy do wyparzonych słoiczków,zaraz zakręcamy i odwracamy do góry dnem.Sprawdzone niejednokrotnie.

      Usuń
    2. Weselna, dziękuję, bo mnie dzisiaj te śliwki umordowały co nieco. Do tego fstrętne muszki owocówki pchają się do gara. Następną partię tak zrobię, bo z 3 kilo mało wyszło. Ale pyszne, chociaż mnie wkurzyły!
      Przeżyłaś wakacyjny sezon gości i wesel?

      Usuń
    3. weselnapiekarka4 września 2014 18:39

      Ostatni goście/synowa z dwoma wnukami wyjeżdżają w sobotę do Niemiec/a wesela to mam jeszcze duże cztery i sama sobie szukam roboty bo z koleżankami robimy spotkanie uczestników wszystkich pielgrzymek z kilku ostatnich lat.Przy poczęstunku,muzyce,wystawie zdjęć będziemy wspominać może i coś nowego zaplanujemy.

      Usuń
    4. Masz Ty pałer Weselna, oj masz!

      Usuń
    5. Niesamowita Weselna jesteś!!! Świetny przepis na te powidła , wypróbuję na pewno!

      Usuń
    6. powidel mozna wykonac w piecyku calonocnie na jakiejs tam niskiej temeperaturze, rozlozyc na blache i siup! do piekarnika i spac! nei robilam, ale robila Jedna Taka, ktorej wierze w kwiestiach kuchennych :)

      Usuń
  38. Czesc Dziewczyny! Ale u Ciebie smacznie Hanus, mnie od samego czytania odeszla ochota na sniadanie, tyle wspanialych smakow i aromatow.
    Nie chcem, ale czasami muszem cos upichcic:))) Ja z tych leniwcow, no ale cosik jesc trzeba.
    Nastepna chetna do klubu sie zglasza!
    Milego dzionka zycze kurkom, do roboty lece, pa:)

    Kukurydziane zdjecie ladne, no ale ponoc tyz niezdrowa, i co jesc sie pytam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a propos leniwcow...zjadlabym pierogi leniwe......

      Usuń
  39. Witaj w Klubie, Ataner!
    Jeść mus, nad czym ubolewam. Wszystko można jeść, byle z umiarem. Bo te szfystkie teorie zdrowe/niezdrowe to o kant tego-co-wiesz potłuc. Dzisiaj tak, jutro siak, w zależności od koniunktury przemysłu spożywczego, farmaceutycznego i paru innych.

    OdpowiedzUsuń
  40. Dopiero teraz dotarłam, odzywam się po przeczytaniu wszystkich zaległych komentarzy.
    Lubię dobre jedzenie, uważać muszę, bo od samego patrzenia tyję. Nazwa Klubu: "(Nie)kulinarne Kury.
    Bo też chcę, chociaż czasem kulinarna jestem.
    Ciepłe na śniadanie to najwyżej grzanki i herbata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa2, to jest nas dwie. Od patrzenia, a już od myślenia trzeszczę w szwach!

      Usuń
    2. Bo niby się staram, niewiele jem, ale jak mnie dopadnie chandra to wszystko diabli biorą.
      Kiedyś bardzo mi pomogła w schudnięciu nieszczęśliwa miłość, ale z takich "sposobów" już wyrosłam.

      Usuń
  41. Jak powyżej napisalam, gotować , wymyślać i piec lubię . Często przerabiam przepisy po swojemu albo wymyślam różne zapiekanki. I cóż zrobić, tradycyjne dania świąteczne też lubię... I pierniczki na choinkę:))
    Co do niespodzianek i Arteńki, to jutro będzie mój wpis dotyczący tego wszystkiego co się działo, a Arteńka na pewno zrobi u siebie jak dychnie po podróżach:))) Pozdrawiam kurki szfystkie, gotujące i nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to,to. Z pierniczkami to u mnie przetwornia sie poczatkiem grudnia zaczyna :)
      Uwielbiam je piec, a potem przyozdabiac :)
      Pozdrawiam Cie Mika i czekam na Twoj wpis, czy Tropik w lepszej formie ?

      Usuń
    2. Orszulka, pierniczki to domena mojej Córki. Z 2 kilo mąki robi, takie pyszne i szfystkie chco.

      Usuń
    3. Dzięki Orszulko, Tropik generalnie w formie nie najgorszej, na badania kontrolne udajemy się we wtorek, to będzie wiadomo co i jak.

      Usuń
  42. Dobra Mika, to rączki zacieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rób tego zbyt pochopnie!

      Usuń
    2. No dzie, jak pochopnie? Twoja kolej nadejszła i ni ma to tamto!

      Usuń
  43. Ja tez raczki zacieram, czekam na Mike i na Artenke... co do jedzenia i gotowania to czasem lubie a czasem nie...nie znosze przymusu gotowania...od czasu do czasu lubie sobie poeksperymentowac ...a kiedy juz gotuje to musi byc ladnie...jem oczami przede wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, jeśli już gotuję, to musi być dużo! Najlepiej na trzy dni i do zamrażarki!

      Usuń
    2. Duzo tez...bo codziennie to na pewno nie umiem gotowac...raz na trzy dni to akurat...

      Usuń
    3. Grażyna, co ty dzisiaj zrobisz? Nasi siatkarze grają z Wenezuelą na MŚ...

      Usuń
  44. weselnapiekarka4 września 2014 18:31

    Wszyscy tak mówią,dopiero gdy robią wesele swoim dzieciom zmieniają zdanie,Chcą dużo/bo byliśmy tam i tam i nie było co jeść,wyszliśmy głodni.U nas ma być pod dostatkiem/chcą przeważnie tradycyjnie ale i coś nowego by się przydało,wiadomo-smacznie itd. Nie pomagają moje rady,zapewnienia że to co proponuję wystarczy i jeszcze zostanie.Zawsze coś dodadzą.Święta i niektóre niedzielne obiady muszą być tradycyjne,bo to wiąże rodziny.Kochane,proszę napiszcie co ciekawego jadłyście czy co chciałybyście zjeść na przyjęciu nie tylko weselnym.Bardzo lubię gotować i piec.szukam nowych przepisów aby zaskoczyć czymś nowym,ciekawym gości.

    OdpowiedzUsuń
  45. Weselna, znasz roladę z kurczaka? Z pieczarkami? Jeżu, jakie to dobre! Jeśli nie znasz, dam zaraz rzepis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daj rzepis zaraz, szfystkie rolady lubiem!

      Usuń
  46. Bierzesz tak:
    1 podwójną pierś kurczęcą
    300g utartego, żółtego sera
    0,5 kg pieczarek
    4 jajka
    3 łyżki majonezu
    1 łyżka masła
    sól, pieprz, zioła jakieś
    Do roztrzepanych jajek dodać majonez, sera odłożyć garść, resztę wsypać do jaj. Posolić i wymieszać. Wylać paciaję na blachę i piec 20 min. w 150 stopniach. W międzyczasie rozdyźdać pieczarki w mikserze, czy gdzieś, na masę, ale nie taką całkiem płynną. Ja mam taki ręczny kręciołek z nożami, rozdrabnia w sam raz. Usmażyć je na maśle. Ostudzić placek, rozłożyć pieczarki, posypać serem. Rozbite surowe mięso przyprawić ziołami, posolić i co tam kto lubi z przypraw i ułożyć na pieczarkach. Zawinąć w roladę, wsadzić do rękawa i piec 50-60 min. w 150 stopniach. Nawet mnie się udaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. weselnapiekarka4 września 2014 20:42

      Dziękuję,z takim serowym plackiem robię roladę szpinakowo-łososiową,ładnie wygląda i chętnie jest zjadana.Twoją zrobię na najbliższą niedzielę.

      Usuń
    2. Weselna, zrobiłam zakładkę z rzepisami (mogłaś przegapić - rzepis to przepis w slangu Opakowanej) u góry strony.

      Usuń
    3. Weselna, a może masz przepis na roladę łososiową, która miała warstwę bialą, jakby twarożkową, ze szpinakiem. Właśnie jadłam coś takiego na weselu, i było to po prostu obłędne w smaku . A tę swoją szpinakową, to też możesz dać przepis :)

      Usuń
    4. Też znam ten rzepis i mam go.

      Usuń
    5. Ewa, hrehrehre, przekonaj mnie, to go umieszczę w zakładce.

      Usuń
  47. Dziefczynki, zrobiłam nową zakładkę z rzepisami! Zaraz za DAT's!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana!!! to jaks nietypowa rolada, bo mieso w srodku a na zewnatrz ciasto serowojajowe, czy tak? dobrze pokumalam?

      Usuń
    2. Zrobie bo sie zainspirowalam a na dodatek musi pieknie wygladac pociete...

      Usuń
    3. Dobrze pokumałaś, dobrze, Grażyna! Pyszne i na zimno i na ciepło.

      Usuń
  48. Polska pokonala Wenezuele w siatkowce!!! no ciesze sie nie mam co do tego watpliwosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie ogladalas? Bo ja znalazlam, online w necie, ale przekaz -strasznej jakosci. Dlaczego kasa jest taka wazna???

      Usuń
  49. Odpowiedzi
    1. Piniozki. Orlen sie wycofal ze sponsorowania siatkowki, to Solorz zakodowal mistrzostwa.

      Usuń
  50. Dac Wam przepis na blyskawiczne danie z makaronem ?. Ciekawie bylo, obserwowac ludzi, ktorzy to jedli pierwszy raz. Kumpelki mojej corki wylizywaly talerze. Znajomy, ktory pomagal w wykanczaniu chaluoy, tak sie zachwycil, ze rozdal rzepis wszystkim znajomym;)
    Bierzemy lososia wedzonego, u nasz sa juz takie pokrojone w kostke, bo takie male kawalki sa potrzebne.
    Ale najpierw , pokrojonego w kostke pora blanszujemy na masle. Najlepsza ta miekka, srodkowa czesc pora.
    Potem wrzucamy lososia, mieszamy, podduszamy minute.
    Wlewamy smietane,
    Podduszamy razem, krotko.
    Fertig.
    Ma byc geste.
    Podajemy z makaronem.
    Najlepsze ze spaghetti.
    Ale tez swiderki, tagliatelle.
    Mozna dodac koperek pieprz.

    OdpowiedzUsuń